przyjaciół, obcych i zwierzęta zgromadzone wokół Gabrieli. Choćby tylko po jednej sztuce. Uwaga - Rumunki się nie liczą, one pojawiły się już PO tym wpisie o gromadzeniu.
Dopisek - i taka ciekawostka. Kiedyś w parku natknęłam się na spore stadko biegających luzem psów, a niedaleko tego stadka stał jeden człowiek. Kiedy zapytałam go, kto jest właścicielem tych zwierząt, odpowiedział szybko tonem typu "niech się pani nie interesuje", że właściciele z całą pewnością są
piataziuta napisała: > :D > > Czytałam gdzieś o wysysaniu surowego jajka, ale chyba w życiu sobie nie przypom > nę gdzie! We Wnuczce do orzechów Musierowicz ;) -- dramatika: Nawet zwierzęta - zwłaszcza ptaki - są bardziej "cywilizowane" niż niektórzy ludzie, bo
W sumie Dorota też ma jednego konia, który w dodatku nie ma imienia i jest określany jako "kobyłka":-/ Autorka mogłaby zrobić podstawowy risercz, że koń to zwierzę stadne, więc pozytywny bohater we współczesnej powieści nie może trzymać jednej sztuki, bo pozytywny bohater może mieć wadę typu
- dziewczynkach (bez rozbudowanych wątków miłosnych) lub o zwierzętach. Wojna i fantastyka odpada. Mi oprócz Musierowicz nic nie przychodzi do głowy, a wolałabym coś bardziej współczesnego.
, znam serię o Zosi i własnie M > jak dżem, ale jak ktoś chce znaleźć porady z cyklu "jak zniechęcić do siebie l > udzi, czując się lepszym od nich z powodów wytrzaskanych z dupska", to te, co w > ymieniłam, jak znalazł. Musierowicz się chowa, serio. A, i w Zosi też pada stwi
"ciepełko", które było u wczesnych Borejków czy Żaków. Komuna u Musierowicz nie jest taka szara i przygnębiająca. U Siesickiej kochałam to, że w jej powieściach pełno było zwierząt-kotów, psów .U MM był tylko pies Lucyfer ,kot Felek i teraz pies Ignacego
Zatem naści! :) Kogo wkurza Małgorzata Musierowicz? I dlaczego jej patriarchalna wizja świata grzeje fora internetowe Dla wielu czytelniczek (i czytelników) Małgorzaty Musierowicz herbata u Borejków stała się nie do przełknięcia. Dlaczego więc, choć krztuszą się i plują, wciąż usiłują ją pić
, niezbędną do wyrobu sera. W związku z powyższym ideowość nabiałożer > nych Strybów jest cokolwiek wybrakowana. > Może temu wegetarianinowi leży na sercu los eksploatowanych zwierząt, ale jednak jada nabiał i jajka. Mam jeszcze inną znajomą wegetariankę, która deklarowała, że żal jej zabijanych
Na rautach mogły nie bywać, zresztą, kto je tam wie, ale prawdopodobnie do pełnego wrażenia wyższej kultury brakowało im szlacheckiego podejścia do obiadów. Choćby takich u ciotki. Małgorzacie Musierowicz mogło się marzyć, aby idealnie wychowane dziewczęta jadły małymi kęsami i przerzucały się
cięższy kaliber niż owada. Tak już jest i basta, tak jesteśmy skonstruowani. Natomiast wniosek, że od dręczenia zwierząt w dzieciństwie JEDYNA droga prowadzi do bandyterki, uważam za zbyt daleko idący. Nie zgadzam się też z Tobą w ocenie pani Lisieckiej. Owszem, jak pani Musierowicz jestem zbytnim snobem