Ja nie wiedzialam 🙂 Nie mam pojęcia jakie są zwyczaje belgijskie w tej materii, u nas - jednak odchodzący przynosi. Nie ma zwyczaju, żeby koledzy z miejsca pracy organizowali poczęstunek. Ewentualnie prezent pożegnalny wręczają.
W Niemczech jest tak samo. Odchodziłam z pracy, upiekłam ciasto i do tego byly słone przekąski. Dostałam prezent na pożegnanie.
Uczelnia publiczna: 100 zł brutto dla dziecka do lat bodajże 14, co daj zawrotną sumę 88 zł na rękę (czy raczej na konto). Państwowa instytucja kultury: okrągłe zero, wigilię pracownicy urządzają, przynosząc własne wiktuały, pracodawca szarpnął się na herbatę, kawę i gorącą wodę.
U nas zawsze grudzień na bogato, bo trzymastka, premia roczna w kwocie porównywalnej, ponad 1000 pln na karpika i jeszcze kilkaset zeta w ramach prezentu dla dzieci.
Płacz, ile trzeba Pomalutku... -- Na dobre i na złe, w bogactwie i biedzie, w chorobie i w zdrowiu, dopóki śmierć nas nie rozłączy... - Ładne słowa, ale czy mogę mieć inną umowę o pracę?
Wysyłam prezent do domu dziecka (świąteczna akcja w pracy). Ten prezent to walizka. Mam dylemat czy wysłać ją tak po prostu w kartonie tak jak przyszła do mnie czy jakoś oznakować no bo opakować na prezent to raczej nie bardzo... Nie wiem czy dadzą ją dziewczynie w kartonie czy odpakowaną.
Jakie agd ułatwia starszym pracę w kuchni?
w wątku "wiedeńskim" chyba chodziło o śniadanie z jakies okazji: pożegnanie w pracy/urodziny/jakis ważny awans/profesura/habilitacja/doktorat, i tak sie praktykuje na uczelniach, nie na słodko, tylko wytrawnie (te stopnie naukowe, nie urodziny/pożegnanie) w pracy w poradni nie ma żadnych wspolnych
Pożegnanie czy urodziny w pracy to w dalszym ciągu raczej po prostu ciasto z cukierni, a nie śniadanie. A na uczelniach też nie - po obronie idzie się z gośćmi na obiad do restauracji i już, kanapek, kwiatków dla komisji itp też już się nie praktykuje.
Najlepszym przykładem był wątek w święta Bożego Narodzenia, kiedy napisałam, że u nas w pracy robiliśmy wigilię i każdy własnoręcznie musiał przygotować jakiś prezent. Tak na mnie wsiadły, że przez miesiąc nie pisałam.
wróciłam. Co dalej to się dowiedziałam,że ta osoba się poprawiła. Myślę,że częściowo dzięki mnie, gdyż jej przedstawiałm na pożegnaniu co popsuła (ona do mnie podeszła ,żeby się pożegnać) i ,że powinna się nauczyć na tych błędach. Wiele dobrych słów na temat swojej pracy dostałam na zakończenie.
A było to tak: rozdaliśmy sobie prezenty w obecności szefowej. Każdy z nas musiał od razu je rozpakować i pokazać szefowej co kto dostał. I obowiązkowo zachwycać się :D Prezenty typu: srebrna bransoletka, srebrne pozłacane kolczyki + wisiorek, świece zapachowe, słodkości, zawieszki na choinkę
Koszmar 😟 U mnie na szczęście nie ma mikołajek, za to szefowa zmusza wszystkich do składania się na prezent na imieniny czy urodziny każdego z nas, też wtedy delikwent musi otworzyć prezent przy wszystkich, zachwycić się i potem jeszcze obcałować się z całym zespołem (10 osób!) i przyjąć życzenia
W ramach odwlekania pracy ;-) kliknęłam na artykuł