nenia1
10.01.25, 15:29
czyli z moim kotkiem. Rano przyjechały dwie panie z kliniki weterynaryjnej do nas do domu.
Kotka już nie ma. Ponad 16 lat byliśmy razem. Odszedł do swojego kolegi, który zmarł krótko przed nim,
bardzo nieoczekiwanie i za którym ciągle jeszcze płaczemy. Nagle w domu zrobiło się pusto...
Ostatnią noc spędziliśmy razem śpiąc na podłodze, bo kotek miał już problem wskakiwać nam do łóżka.
O czwartej nad ranem obudził mnie pacnięciem łapką w nos, tak jak czasem to robił, zawsze bardzo delikatnie.
Spał gdy panie przyjechały, potem wstał, pospacerował i napił się jeszcze wody. Dostał 3 zastrzyki, odszedł szybko. Nie było niczego w trakcie eutanazji co pozostawiłoby złe wspomnienia. Spokój, cisza i ogromny smutek...