No nie. Groby jednak najczęściej są jeżeli osoby te zmarły za twojego życia. O ile to nie metropolia to można poszukać informacji wśród znajomych, iść na lokalny cmentarz itp. Musieli mieć jakieś otoczenie społeczne, o ile nie były to dla Ciebie osoby zupełnie marginalne typu pani ze szkolnego
Chyba zartujesz. Szkola edukuje nt zdrowego zywienia od dawna i do upojenia, tylko nijak nie przeklada sie to na praktyke (w szkolnych sklepikach syfiaste jedzenie; automaty z batonami stoja przy samym wejsciu; obiady w szkolnej stolowce tez coraz gorszej jakosci; wyjscie na paczki/lody lub do MACa
tymon-pierwszy napisał: > Pewnie chcesz kolejną historię. > No dobrze. > Byłaś kiedyś na Śnieżce? Taka góra, w Sudetach. Aha. Że Śnieżkę otruto żarełkiem typu jabłuszko pełne snu. Śnieżka umierała długo, powoli. Możesz jeść co chcesz... Hmm.. i kanapusie ze szkolnego
potrzebował. Rozwiąż zadanie domowe: „Staszek po pobiciu cię na podwórku, przymuszony przez dyrektora szkoły wypłacił ci odszkodowanie w wysokości X. Odszkodowanie zabrał twój starszy, przyrodni brat Franek i na twoich oczach wydał je w szkolnym sklepiku na PoloCoctę i gumy balonowe nie dzieląc się z tobą
. Odszkodowanie zabrał twój starszy, przyrodni brat Franek i na twoich oczach wydał je w szkolnym sklepiku na PoloCoctę i gumy balonowe nie dzieląc się z tobą zakupami. Czy będziesz żądał pieniędzy od Franka który grozi ci pobiciem w każdej chwili, czy od Staszka który już je wprawdzie zapłacił ale jest na tyle
smaczne, podawane w przyzwoitych warunkach, bez pośpiechu. Plus radykalna zmiana asortymentu sklepików szkolnych . I tu przypomina mi się akcja z drożdżówkami, ręce mi opadają i płakać się chce. Od drożdżówek na pewno i naprawdę się tyje 😢😢😢 -- Piwo fajne, ceny kleine!
Tonami żarłam dzień w dzień chipsy i hot dogi, w sklepiku szkolnym kupowałam żelki. Litrami też pijałam Frugo, które było wtedy luksusem. Dbano o mój dobrostan zdrowotny. Nałogowo jadalam Pikovit, Marsjanki, Vibovit w proszku oslinionym palcem Nie, nie dbano o twój dobrostan. Dziecko, któremu
nie brakowało. Jako pierwsza miałam domek dla lalek, Lego, komplet Teletubisiów (a nawet naczynia z ich podobiznami), PlayStation, później jako jedyna w szkole komputer i internet. Tonami żarłam dzień w dzień chipsy i hot dogi, w sklepiku szkolnym kupowałam żelki. Litrami też pijałam Frugo, które było
stołówce szkolnej. Dzięki temu mogę stwierdzić, że nastąpiła znaczna poprawa menu, jak i również jakości i temperatury podawanych posiłków. Szkoła posiada również sklepik w którym ceny są w miarę przyzwoite. Jednym z większych minusów tej placówki była stanowczo opieka gwarantowana przez szkolną
borsuczyca.klusek napisała: > Leziu nie pamiętasz prażynek ze sklepiku szkolnego? > Za moich czasów w sklepie szkolnym były ciastka tortowe i oranżada. Prażynek nie było, tylko coś podobnego robione z ziemniaków, co się przyklejało do podniebienia, przeszkadzając mówić.
Leziu nie pamiętasz prażynek ze sklepiku szkolnego? -- https://forum.gazeta.pl/forum/w,276296,178982944,178982944,Wierszyk_o_borsuku.html Wierszyk o borsuku
U nas były akcje- szklanka mleka dla każdego dziecka, na długiej przerwie piliśmy też herbatę. Pani woźna gotowała wielkie gary, nosiliśmy kubeczki , napełniała je nam nalewając z chochli. Później był termo pojemnik z kranem) W sklepiku szkolnym kupowaliśmy oranżadę ( no rzadko), piliśmy też wodę z
Ja pamiętam z przełomu lat 80/90 takie wstrętne plastikowe termosy z kubeczkiem na nakrętce. Dzieci nosiły w tym słodką herbatę i ją piły w szkole. A potem pojawiły się "soczki" w woreczku w szkolnym sklepiku oraz wszelkiej maści pseudo soki w mini kartoniku. Jako jedna z niewielu chodziłam na