wcześniej szczególnej uwagi na ten fakt. Wychowawczyni zaprosiła chłopca na rozmowę, po której on już nie wrócił na lekcje... Na pewno go to mocno dotknęło. Tak sobie myślę, że pewnie będzie mu teraz trudno pojawić się w szkole ze świadomością, że koledzy uważają, że mówiąc kolokwialnie jest brudasem. I tak
Sugerujesz, że wychowawczyni postąpiła niedelikatnie wobec tego chłopaka, ale przecież tak naprawdę nie wiemy, co konkretnie mu powiedziała. I czy to faktycznie jej niedelikatny komunikat spowodował, że nie wrócił na lekcje, czy może po prostu fakt, że zdał sobie sprawę, że jest na tyle kiepsko, że
możesz wybierać z różnych kierunków technicznych. Nawet jak zrobisz Berufsmatura, to masz wybór i nie musisz studiować tylko i wyłącznie tego, czego uczyłeś się na Lehre. Gdyby było tak, jak piszesz, to ludzie nie mieliby możliwości kompletnie zmieniać ścieżki zawodowej po Lehre, a np. mój młodszy syn
No to chyba wychowawczyni też to mogła/może zrobić? Autorka pisze, że wychowawczy "wie i widzi" i "zrobiła wszystko co mogła". No to chyba taka oczywistość, jak zgłoszenie pedagogowi i dyrekcji została wdrożona?
Niestety nie wiem, straciłyśmy kontakt po studiach. Ja myślę, że tam rzeczywiście wychowawczyni zadziałała. Może i ją "buntowała". Ona była bardzo zdolna. Historie jakie opowiadała, co było w domu - to naprawdę horror. Była bardzo silna psychicznie, że do tej osiemnastki dotrwała. Mówiła, że odkąd
arwena_111 napisała: > Niestety nie wiem, straciłyśmy kontakt po studiach. > Ja myślę, że tam rzeczywiście wychowawczyni zadziałała. Może i ją "buntowała". > Ona była bardzo zdolna. Historie jakie opowiadała, co było w domu - to naprawdę > horror. Była bardzo silna
No tak, przecież o tym był wątek, że.dziecko zostało.przydzielone do innej klasy. A na początku myślałaś,. Że.watek.jest o czym innym? Nie zrozumiałaś, hmmm może ty też powinnaś 1.klase kiedyś powtórzyć. A klasa nie była wybrana tylko przeze mnie. Dla mnie to był duży dylemat co Ja mam jako rodzic
Mie wiem co mam zrobić, może jest wśród nas ktos mądry, pedagog co doradzi. Mój syn w domu normalny, zabawny, lat 13, w szkole diabeł. Ciagle sa skargi, non stop telefony od wychowawczyni, ma glupie pomysły, a to rzuca butami po szkole a to costam, a to przeszkadza na lekcji . Dzisiejszy telefon
trut_u napisała: > Może ktoś podpowie z doświadczenia. Na szczęście (jeszcze?) nie spotkało to moj > ego dziecka, ale kolegów w klasie owszem, np. uderzenie w twarz tak, że został > siniak, do tego podrapania. Co robi się w przypadku takiej sytuacji? Z tego, co > wiem
prezenty dla nauczycieli na studniówce, której nie organizuje szkoła. Nie tylko przyjdą sie najeść, to jeszcze prezenty im dawać? Córka ma akurat taką wychowawczynię, że nie należy jej sie absolutnie nic, wypłata to jest za dużo. I piszę to ja, która naprawdę nauczycieli cenię. I nigdy na nikogo nie
Ja napisałabym pisemko do dyrekcji z powtórzeniem rozmowy telefonicznej. Typu w związku z moim telefonicznym zgłoszeniem sprawy takiej....... ponawiam swoje stanowisko i wnoszę o zgłoszenie sprawy odpowiednim organom (sąd rodzinny, to się chyba nazywa wgląd w sytuację dziecka czy jakoś tak, szkoła
nie wie co widać na filmie. Oczywiście natychmiast zgłosił to wychowawczyni, sprawca nie przyznał się, kręcił, w końcu stwierdził , że to nie jego wina tylko mojego syna bo - uwaga - za cicho sikał i chłopak chciał telefonem sprawdzić kabinę. Tak, wiem, tłumaczenie bez sensu. Sprawca dostał uwagę do
umoralniająca była taka długa, o czym można tak gadać i gadać. - Jak tam pogadanka! Po prostu nie mogłam Krzysia znaleźć!