Z lektury artykułu można by odnieść wrażenie że mnóstwo tam torunian, tymczaem
sprowadzają tam się w większości ludzie z Mielca.
Na wyspie przydała by się jakaś prawdziwa placówka dyplomatyczna, Polaków jest
tam naprawę sporo. Pan Rodney, nie przyjmuje nawet Polaków we własnym biurze.
Pracuje w banku i daje w tym banku na recepcji karteczkę z numerem telefonu do
ambasady do Londynu i tyle. Po co taki konsul? Żeby mógl sobie ciekawostkę
wpisać do CV?