Dzisiaj między innymi ulicami Giszowca, Nikiszowca i Szopienic
przebiegała trasa biegu ulicznego o nazwie Silesia Marathon. Impreza
sama w sobie oczywiście zaszczytna i o chwalebnym celu, gdyż każdy
sposób popularyzacji zarówno sportu jak i promocji śląska jest
dobry. Co do tego chyba nikt nie ma wątpliwości. Jednak przy całej
tej imprezie istnieje jedno bardzo DUŻE ALE. Otóż, mamy majowy
weekend, całe nasze województwo obfiuje w różnego rodzaju imprezy
kulturalno - sportowe, może są ludzie którym bieg uliczny jest
zupełnie obojętny a wybrali by się na: wystawę kwiatów do Tychów, na
otwarcie Wesołego Miasteczka do Chorzowa, na spacer po parku
Kościuszki czy na Mediawave do Mysłowic. Niestety jeżeli nie
dysponują samochodem, nie mogą tego zrobić. A dlaczego? Z bardzo
prostego powodu. Organizatorzy maratonu w imię wyższych celów
postanowili odciąć od świata pół Giszowca, Nikiszowiec i część
Szopienic. Pomiędzy godziną 9:30 a 15:00 przez nasze dzielnice nie
przejechał ani jeden autobus. Święto świętem ale nasza sąsiadka i
nie tylko ona ma taką pracę, że dzisiaj pracowała i po ośmiu
godzinach fizycznej pracy musiała wracać pieszo do domu. Kiedy
wreszcie do kogoś dotrze, że owszem Nikiszowiec jest zabytkiem ale
tutaj mieszkają ludzie, często starsi, którzy z takich dzielnic jak
Janów i Korea dojeżdżają autobusami do Kościoła. Niestety z uwagi na
remont ulic Nałkowskiej i Plac Wyzwolenia nie mogło też być mowy o
ewentualnych objazdach. Nie mam nic przeciwko biegom ulicznym czy
propagowaniu jakiegokolwiek sportu (wiecie że sama propaguję
jeździectwo) ale czy nie można było tego lepiej zorganizować ? Nawet
zamknąć ruch ale nie na sześć godzin ale tylko na dwie? Poza tym
brak było informacji na temat wstrzymania ruchu. Na Giszowcu były
ogłoszenia na przystankach. Natomiast komuś już brakło czasu czy
wyobraźni aby taką informację zawiesić na Nikiszowcu i większość
ludzi była zdezorientowana i nie wiedziała co się dzieje.