Gość: melissa
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
02.07.05, 00:23
i nie chodzi mi o wyżelowanych metroseksualistow lub tych, dla ktorych sensem
egzystensji jest wyrwanie kolejnego znaku drogowego. dla mnie to jakas
anomalia, ktorej ni nie łaknę ni nie pragnę. gdzie mozna iść zeby poznać
kogoś kto porozmaiwa, a nie zapyta, czy "moze postawić mi drinka, czy
wystarczą pieniądze ?" ( ostatnio zasłyszany tekst przez moją osobę ... ) i
chociaż pewnie takie pytanie stawia sobie sporo dziewczyn, ja odważe się
kryzknąć co sil w piersiach - GDZIE JESTESCIE???? czyżby kseromania koguciego
irokeza zmusila Was, drodzy mężczyżni, do zejścia w podziemia? jesli ktorys z
Panow obruszy się na mój wywód, czekam na polemikę :)