Gość: RAAF
IP: *.elpos.net
07.07.05, 19:22
Jeżeli chodzi o Bojary, to raczej całe to zamieszanie nie bardzo jest
konserwatorowi na rękę, wogóle odnoszę wrażenie, że każdy rozgłos w kwestii
niszczenia zabytków jest nie na rękę konserwatorowi. Stankiewicz oczywiście
kreuje się na obrońcę Bojar, w rzeczywistości sprawę nagłośniła grupa
architektów i mieszkańców osiedla, a konserwatorzy, ten i poprzedni - ich
zaangażowanie widać po obecnym stanie dzielnicy.
Najśmieszniejsze jest - mam 28 ludzi i "normalne jest że coś przeoczymy" - w
końcu 200 letni dom łatwo przeoczyć na rozległym i bogatym w zabytki Podlasiu
- nie od dziś wiadomo, że w budżetówce nie istnieje pojęcie wydajności pracy.
"Dom ogłądał mój pracownik "- w budżetówce nie istnieje odpowiedzialność za
podwładnych, lub istnieje zbiorowa (czyt. rozmywa się lub umywa ręce)
Z wywiadu jasno wynika, że konserwator jest tak zajęty, że nie ma czasu, sił,
ludzi, żeby zajmować się jakimiś zabytkami, no może malowidła dla biskupa. A
czym jest zajęty? jest zajęty dzieleniem budżetowych pieniędzy.