aska80
05.09.11, 13:35
Witam!
Syn ma 5 lat i obowiązek przedszkolny w tym roku. Jest alergikiem, kiedyś skaza białkowa, a pół roku temu na testach skórnych wyszły mu orzechy i kot silnie, a jabłko i seler mniej. Dodatkowo leczymy się na owsiki i lamblie od kwietnia - były leki chemiczne, teraz zioła i suplementy. Syn nie choruje, od kiedy ma dietę po testach to nie ma też liszaji. Ma podejrzenie 3 migdała, w październiku będziemy go diagnozować. Dostał się do "wymarzonego" przedzkola 2 kroki od domu. Niestety mamy teraz problem z żywieniem. Myślałam, że będzie mógł tam jeść z wyłączeniem alergenów + zminimalizowaniem mąki białej i cukru. Niestety króluje tam w jadłospisie mleko, słodycze (lody, pączki, monte, kulki czekoladowe), drożdżówki, zupy zabielane śmietaną i sosy zagęszczane mąką. Oprócz tego przedszkole jest w porządku, dobrze wyposażone, dobra higiena, bezpieczenstwo, świetne panie. Obok w szkole (tej, do której pójdzie za rok) jest grupa przedszkolna bezżywieniowa, gdzie jest kiepskie wyposażenie, kontakt ze starszymi dziećmi, brak placu zabaw. Co byście zrobiły? Mogę w przedszkolu przynosić własne jedzenie częściowo, ale i tak płacić za wszystko, albo złozyc podanie do dyrektora i prezydenta miasta o wyłączenie z żywienia i wtedy dziecko wszystko bedzie jadło swoje i nie bede płacic za posiłki. Czy ktoś robił podobnie? Boję się, zeby przez to nie zostal wyrzutkiem no i bedzie mu przykro jak dzieci będą jeść co innego, co mu bardziej smakuje. Co wybrać? Szykowanie wszystkiego swojego i zanoszenie codziennie trochę mnie przeraża, a z drugiej strony boję się, ze na tym jedzeniu przedszkolnym może zacząć chorować lub pogłębi mu się candida. Jeszcze mam niemowlaka w domu też alergika, który na przedszkolne wirusy kiedyś zareagował obturacją. Czy ja nie panikuję? Takie mam opinie w pracy i wśród znajomych.