Przez style i epoki

17.01.10, 23:23
Według informacji zamieszczonej na plakacie gospodarzem wieczoru była red.
Dorota Gonet. Ciekawe, czy jej honorarium od Teatru Muzycznego obejmowało
także napisanie odpowiedniej recenzji?
    • Gość: piołun Re: Przez style i epoki IP: *.lublin.enterpol.pl 18.01.10, 12:37
      Gdyby nie padło tu nazwisko artystki to pomyślałbym, że o Mirelli Freni czy Annie Netrebko czytam (wiem, że to sopranistki, ale to bez znaczenia w przypadku tak przesłodzonej recenzji) tyle tu pochwał, zachwytów.

      Jedno niekończące się fortissimo aplauzów. No i ten Placido na koniec. Już redaktor Molik wykorzystywał ten przykład do bólu. Ale z braku innych...

      Ach, co to znaczy mieć w ręku prasę. Idźmy z tym na forum, może ci co widzieli występ nie z wysokości cokołu - oszczędzą nam wazeliny, gdy obiektywnych dziennikarzy w mieście brak.
    • przemyslaw-leniak znaczy że co że pisze recenzje czemuś co prowadzi? 18.01.10, 13:18
      no jak rany pani Doroto!
      patrzę i oczom nie wierzę:
      Plakat
      tej imprezy na stronie Lublin.com

      ...
      wygląda na to że sama pani swój ogonek chwali jak sroka jakaś...
      nie ładnie i jeszcze raz nieładnie...
      w dobrej prasie powiedziano by że nieetycznie
      boć to w końcu branie podwójnej kasy po pierwsze
      a po drugie jednak oszustwo, bo przecie recenzja nie mogła być w tych warunkach
      inna niż kipiący entuzjazm...
      ale gazeta ma swoją "etykę" - wiec czyn Pani się specjalnie z tła redakcyjnego
      nie wyróżnia - wszak wszyscy chyba piszą w GwL teksty opłacone?
      ...
      nie mniej zrobiła Pani krzywdę i Teatrowi Muzycznemu i cyklowi koncertów i
      artystom...
      bo wszak takie opłacone pisanie istotnie sugeruje że trzeba było opłacać...
      jest Pani bardzo niegrzeczną dziewczynką...
      ...
      szczęśliwie wydaje się że inne gazety nie zostały opłacone
      a również dały ciepłe recenzje...
      konkretnie to myślę o Kurierze Lubelskim...

      ale tak czy siak to smutne że i dział kulturalny GwL schodzi na adamaszkowe
      poziomy...

      co pozostanie wiarygodne w GwL - chyba już tylko nekrologi...
      • Gość: Piołun Re: znaczy że co że pisze recenzje czemuś co prow IP: *.lublin.enterpol.pl 18.01.10, 14:04
        Na razie pozostaję w nieutulonym żalu, że mi - miłośnikowi belcanta umknęło genialne, epokowe nieomal wydarzenie. Pozostaje jedynie czekać na coroczne Belcanto w Nałęczowie.

        Ponadto Pani autorka pisze dalej:
        "Ponieważ brak finansów na razie nie pozwala na kolejne przedsięwzięcie artystyczne tego typu, teatr proponuje widzom operę "w pigułce" (mowa o braku kasiorki na wystawianie "Traviaty")

        Wypada zapytać czy jakikolwiek wynalazca porywa się na stworzenie projektu, którego eksploatacja nie będzie się potem możliwa? A teatr się porwał.

        Recenzji w "Kurierze" nie czytałem, leniaku. O ile mi jednak wiadomo tamtejszy "pafcio" nie jest gorszy w słodzeniu od p. Gonet.
        • przemyslaw-leniak ano coś tak jakby 18.01.10, 16:13
          znaczy też jest słodko...
          ale koniec końców nie chodzi o to by recenzja była czarką goryczy...
          w gorzkich recenzjach lepszy jest Józefczuk - ten potrafi napisać tak że aż w
          pięty artyście pójdzie - ot tak choćby jak o reżyserze Pasinnim którego Turandot
          wsparł informacją o jakiejś klezmerce którą Paweł Pasinni uprawia po godzinach...
          widać wyraźnie że nie udał się reżyserowi spektakl o tym że nie łatwo przespać
          się z Chinką...
          ...
          miłośnikiem belcanta nie jestem, choć z czasem jakoś się przyzwyczajam do tego
          co mi do tej pory przeszkadzało (treść oper bywa niestety tak banalna i głupia,
          że gdyby nie muzyka... to... to tego nie dałoby się słuchać ;-)) i bywa że
          naprawdę zaczynam słuchać z własnej woli...
          weźmy taką Traviatę tragiczne romansidło doprawdy
          tragiczne...
          nie mniej nawet tragiczne romansidło można ciekawie udźwiękowić (że tak powiem)
          ot dla przykładu to
          Libiamo,
          libiamo nelieti calici chela belleza infiora.

          tekstowo niewiele to lepsze od "racja brachu, wypijmy za to, kto z nami nie
          wypije..." ale jak ktoś zaśpiewa z serduchem to da się nawet posłuchać...
          ...
          nie mniej od strony zaplecza to wygląda przecie bardzo podobnie do każdej innej
          działalności
          jak się nie opierdzielamy i traktujemy to co robimy poważnie to już się wybijamy
          ponad przeciętność...
          a jak ktoś talent połączy z pracą i w to jeszcze włoży serce to nie ma powodu
          żeby mu nie polukrować nieco...
          ogólnie to jak jest co doceniać, to doceniać wypada...
          ...
          hmm tak prawdę mówiąc to nie do końca rozumiem na czym polega bycie gospodarzem
          na ...
          recitalu - tak chyba trzeba by powiedzieć...
          znaczy się zapowiada czyli konferansjerkę uprawia?
          może się jest organizatorem albo zajmuje kasą?
          a może kanapki się podaje czy inny popcorn?
          bo przecie chyba się nie śpiewa w chórkach?
          ...
          tak czy siak jednak jakoś się tam uczestniczy znacząco
          nawet jeśli owo znaczenie jest wyłącznie honorowe...
          ...
          a w takiej sytuacji nie wypada recenzować imprezy o ile się do owej znaczącej
          albo honorowo znaczącej roli nie przyzna...
          i tu nie chodzi o skromność czy jej brak
          ino o przyznanie się do czegoś do czego się przyłożyło choćby tylko ucho...
          ...
          jak się człowiek nie przyznaje to nie wiadomo czy się wstydzi, czy może sam się
          chwali bo go kto inny pochwalić nie chce...
          w każdym wypadku wychodzi głupio...
          ...
          co do samej DG to przyznaję że czytałem kilka jej recenzji z koncertów w
          filharmonii, takich na których byłem...
          specjalnych uwag nie mam - nie żebym się znał na muzyce - ale na ogół jak mi się
          podobało to i recenzja była pozytywna jak coś szwankowało to to tez jakieś
          odbicie w tekście miało...
          tak na mój kiepski słuch i moje niekształcone odczucie można było Dorocie Gonet
          ufać...
          ...
          fakt że jej zaangażowanie personalne miewało spory wpływ na wydźwięk recenzji,
          ale u kogo coś takiego nie występuje?
          ...
          teraz jednak uważam że nieco przegina
          równa w dół wprost do brukowego poziomu niektórych członków redakcji
          a dziewczynie koniec końców samej będącej częścią kultury jakby nie wypadało...
          ufam jednak że podobnie jak w Traviacie i tu koniec końców miłość zwycięży i to
          bez ofiar śmiertelnych...
          oczywiście nie wiadomo która miłość zwycięży
          ta do sztuki czy ta do pieniędzy?
          • Gość: piołun Re: ano coś tak jakby IP: *.lublin.enterpol.pl 18.01.10, 22:06
            Przeczytałem recenzję kurierową (to nie pafcio jednakowoż napisał) i nie ma w niej tyle lukru (pewnie dlatego, że nie pafcio). Ale co z odpowiedzialnością za słowa? „Artystka” została w recenzji określona jako jedna z najwybitniejszych polskich mezzosopranistek; Niełatwo zasłużyć na takie wyróżnienie. Uzyskała je niegdyś Krystyna Szostek-Radkowa. Ale już o o Małgorzacie Walewskiej napisano zaledwie „jedna z najsłynniejszych”. Jak wiele zależy od oceniającego...

            Podobnie z rozległością repertuaru. Robi wrażenie, lecz o repertuarze Szostek_Radkowej powiadają że obejmuje niemal wszystko co napisano na mezzosopran. I w końcu ta nienaganna technika wokalna. Czy naprawdę ktoś w Lublinie potrafi ocenić tak mistrzowsko technikę śpiewaka? Śmiem bardzo poważnie wątpić (też tego nie potrafię więc nie oceniam, zresztą w ogóle odnoszę się wyłącznie do prasowych wieści z wydarzenia.)

            A może opis tej techniki redaktorzy pozyskali z opowieści samej „artystki” i teraz nam tu bajają? Nie zauważyłem, by na stronach internetowych, które odwiedziłem inne śpiewaczki chwaliły się tym atutem.

            Na koniec recenzent przyrównał brzmienie jednej z arii do trawki, dopalacza dzięki którym można „odlecieć”. Ech, z żalu, że nie byłem na koncercie sięgnę choć po Red Bulla.
            • czarownica.z.tubtina Re: ano coś tak jakby 18.01.10, 22:15
              Zostaw red bulla na pozniejszy ranek jutro. Zapewniam, ta Dorotka,
              ta malusia, tancowala dokolusia... co mozna krotko wylozyc: chodzli
              w kolo, calowali w czolo... Zalowac? Zapewniam, nie ma czego...
              • Gość: piołun Re: ano coś tak jakby IP: *.lublin.enterpol.pl 18.01.10, 22:17
                Chyba ?obchodzili w koło"?
            • paella03 Re: ano coś tak jakby 19.01.10, 00:16
              No, rzeczywiście nie Pafcio tekst Kurierowy napisał, jeno Andrzej Z. Kowalczyk,
              mistrz słowa znamienity, chętnie przez instytucje kultury wynajmowany, którego
              kunszt ilustruje cytat: "Ten śpiew wprost unosił w przestworza. Pozwolę sobie na
              porównanie ryzykowne: słuchając tej arii można mieć "odlot" bez korzystania z
              "trawki" czy jakiegoś "dopalacza". Czytając jego (i Dorotki też) refleksje na
              temat Teatru Muzycznego rzeczywiście można mieć odlot bez końca.
              • Gość: piołun Re: ano coś tak jakby IP: *.lublin.enterpol.pl 19.01.10, 09:50
                Ech, w kwestii odlotów to znam jedynie "Lot trzmiela"...
              • przemyslaw-leniak Kowalczyk jest mi nieznany 19.01.10, 10:51
                ale widać że doświadczenie w używaniu dopalaczy ma
                i "trawką" też chyba nie gardzi...
                choć z drugiej strony jaka "trawka" unosi w powietrze?
                co najwyżej ataku niekontrolowanej radości dostać można...
                ...
                znaczy że albo Kowalczyk pisze głupoty bo jest ignorant
                albo trzeba czytać między wierszami

                ta druga ewentualność powoduje że cytowany fragment:
                "Ten śpiew wprost unosił w przestworza. Pozwolę sobie na
                porównanie ryzykowne: słuchając tej arii można mieć "odlot" bez korzystania z
                "trawki" czy jakiegoś "dopalacza".
                "
                należy odczytywać jako:
                "Ten śpiew budził śmiech. mogę to porównać jedynie do efektu jaki daje
                wypalenie "trawki" lub użycie jakiegoś innego "dopalacza".
                "

                żeby się zorientować czy Kowalczyk jest ignorant czy też recenzja ma po prostu
                drugie dno trzeba by jednak znać choć trochę owego Kowalczyka...

                ja sobie raz jeszcze przeczytałem jego tekst
                tu
                link


                i moim zdaniem to Andrzej Z. Kowalczyk nad koloraturą dzienikarską powinien
                mocno popracować...
                a przede wszystkim zapalić sobie tę "trawkę" żeby wiedzieć o czym pisze...
                chyba że gostek to heroinista jest i jedynie dla niepoznaki heroinę określa
                "trawką"...
                ale lepiej w takim wypadku jest pisać już o "kwasie" niż o "trawce"
                po LSD jest przynajmniej odlot...

                poza tym ja tam lubię tego żabojada Saint-Saënsa i wypraszam sobie porównywanie
                jego utworów do prostacko działających odurzających środków chemicznych proszę
                kliknąć sobie w link posłuchać i powiedzieć co za ciołek przyrównuje to do "trawki"
                Elżbieta Kaczmarzyk Janczak -
                Mon coeur souvre a ta voix

                Filip z konopii z tego Andrzeja
                konkretnie to z indyjskich konopii...
                ...
                a odnośnie Elżbieta Kaczmarzyk-Janczak to faktycznie zaj....cie śpiewa...
                i zasługuje chyba na nieco bardziej elokwentnych i etycznych krytyków...
                żenada
                • przemyslaw-leniak tak więc en mass 19.01.10, 11:19
                  to już wolę jak pisze Dorota Gonet
                  możliwe że ona pali więcej "trawki" i lepiej wie jak "trawka" działa
                  ale bardziej prawdopodobne że kunszt dziennikarski czyli
                  redaktorska koloratura - pozwalająca na śmiałe używanie słów powszechnie
                  niezrozumiałych takich jak choćby "współkreacja" w sposób który nie razi
                  sztucznością
                  karmelowa barwa pióra - istotnie powodująca wrażenie pewnego
                  przesłodzenia tekstu
                  znakomity wolumen lingwistyczny - czyli mówiąc zwyczajnie odpowiedni do
                  pełnienia funkcji recenzentki zasób słów
                  etc etc.
                  powoduje że wolałbym czytać testy Doroty Gonet nie czując potrzeby sprawdzania u
                  innych recenzentów czy aby pani Dorota nie kadzi komuś za kasę lub po znajomości...
                  ...
                  niestety z bliżej nieznanego powodu dziennikarze Wyborczej nie czują potrzeby
                  dbania o swe dobre imię...
                  a Dorota Gonet wyraźnie nie chce się z tłumu redakcyjnych przeciętniaków niczym
                  wyróżniać
                  i dlatego nolens volens trzeba czytać recenzje innych - może mniej zdolnych ale
                  też uczciwszych krytyków...

                  takie życie...
                • Gość: piołun Re: Kowalczyk jest mi nieznany IP: *.lublin.enterpol.pl 19.01.10, 11:33
                  Kowalczyk to znany dziennikarz, pisuje o teatrach i dramatycznych i muzycznych i w ogóle o zjawiskach zwanych z definicji kulturą. Słowem - pisze gdzie trzeba i zaproszą.
                  Jak to jest u niego z tym "odlotem" - dalibóg nie wiem. Jedna jaskółka (znaczy aria) nie czyni...

                  Sądzę jednak, że o wydarzeniach muzycznych powinni pisać wyłącznie dziennikarze muzyczni, są takowi w Lublinie?

                  Jak sobie czasem walnę red bulla to też mi się chce pisać - niestety (pomijając już fakt, że słoń mi na ucho nadepnął więc o muzyce pisać nie wypada) drukować mnie nie chcą, a czasem jak się sam wydrukuję na tym forum to mnie empi wytnie, że to niby Netykieta czy Regulamin czy nie po linii...

                  Taki już los dziennikarza-amatora.

                • Gość: Piołun Re: Kowalczyk jest mi nieznany IP: *.lublin.enterpol.pl 19.01.10, 13:22
                  "a odnośnie Elżbieta Kaczmarzyk-Janczak to faktycznie zaj....cie śpiewa...
                  i zasługuje chyba na nieco bardziej elokwentnych i etycznych krytyków..."

                  Lepiej niż Agnieszka Chylińska, Leniaku?
                  • przemyslaw-leniak Agnieszka Chylińska 20.01.10, 08:17
                    podaj jakiś przykład bel canta w wykonaniu Chylińskiej to porównamy...
                    ...
                    ewentualnie namów Kaczmarzyk-Janczak do zaśpiewania np piosnki
                    Załóż
                    Róż


                    niby śpiewać każdy może ale jednak śpiewanie głosem szkolonym i według
                    zapisanego na partyturze wzorca jest czymś zupełnie zupełnie innym ... - zresztą
                    co ja ci będę pisał truizmy...

                    rozumiem że Tobie się zasadniczo artystka nie podoba?
                    nie za specjalnie się mogę zgodzić albo nie - znam jej jedno wykonanie do
                    którego podałem linka i mnie się podoba
                    słuchałem też fragmentu z Carmen (wiesz ta opera o legendarnych papierosach) -
                    nie widzę powodów do narzekania...

                    ale wiesz de gustibus
                    • Gość: piołun Re: Agnieszka Chylińska IP: *.lublin.enterpol.pl 20.01.10, 10:00
                      Ech, Leniaczku - wybacz poufałość, ale tak lubię twoje wypowiedzi, że chciałem podtrzymać dyskurs - dałeś się wpuścić.

                      Przywołałem A. Chylińską dlatego, że byłeś łaskaw wyrazić się o śpiewaczce operowej, że śpiewa zaj...ście (nie wiem czy to słówko puści mi empi; pisząc je w ten sposób korzystam z doświadczeń forumowego mistrza określeń niecenzuralnych bosmana - tu obu panów pozdrawiam).

                      To jest zupełnie nieadekwatne określenie dla operowego śpiewu, acz typowe dla rockmenki w stylu Agnieszki.

                      A teraz przenosząc się z ziemi do gwiazd wyznam (odpowiadając tym samym na twe sugestie), że spośród mezzosopranów zdecydowanie wolę Małgorzatę Walewską choć ogólnie śpiew operowy mogę zdzierżyć także w wykonaniu innych pań.

                      Walewska jest również znana z partii Carmen (mistrzowskiej). Wystąpiła w niej będąc w wieku w którym kobieta ma jeszcze tyle powabu, że może skusić niejednego mężczyznę (i takie rzeczy właśnie dzieją się w tej operze). Nie wszystkie "carmenki" pojawiające się na scenie mają takie przymioty.

                      Nasz TM chyba ma jeszcze w repertuarze "Carmen"(?) więc sądzę, że będziesz miał sposobność obejrzeć sztukę, przymioty Carmen docenić i wysłuchać muzyki - jest ona przepiękna choć jej kompozytora nie doceniono za to dzieło w czasach gdy żył.

                      A... żartując sobie jak Ty - dodam, że to nie jest opera o legendarnych papierosach, lecz o CYGARACH (ale nie tych legendarnych od Fidela).

                      Pozdro, Leniak. Dajmy pokój tej dyskusji, bo ktoś pomyśli, że istotnie ubijam tu jakiś interes...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja