joannabarska
13.07.10, 12:28
Wiele było śmiechów i żartów, kiedy prezes wystąpił w ciepłym,
domowym wnętrzu, obok pianina i otwartych nut, nucąc melodię miłą
dla rosyjskiego ucha. Teraz okazuje się, że pianino nie było
rekwizytem, prezes gra na tym instrumencie, uderza w różne klawisze,
przebiera palcami po klawiaturze, a nogami w miarę potrzeby dociska
pedały, raz głośniej – innym razem znów ciszej. Potrafi też zagrać
akordy i pasaże – to prawdziwy artysta. Mistrz nastroju.
Poszczególne klawisze to Wawel, Krakowskie Przedmieście i pałac
prezydencki, krzyż i wystawa fotografii przed pałacem, zespół
sejmowy do zbadania katastrofy smoleńskiej, śledztwo polskie,
rosyjskie i ewentualnie międzynarodowe, comiesięczne uroczystości
żałobne, mecenas Rogalski, fotografie tragicznie zmarłych posłów
umieszczone na fotelach, które kiedyś zajmowali w Sejmie, a do tego
mogą dojść jeszcze inne klawisze – interpelacje, wywiady,
konferencje, przemówienia, nabożeństwa, homilie, odpowiednio dobrane
słownictwo o „poległych męczeńską śmiercią”, niewinne pytania, a
wszystko to w jednym celu – żeby katastrofę pod Smoleńskiem
wykorzystać do skupienia wokół siebie jak największego poparcia
mediów i wyborców, którzy będą potrzebni w najbliższym czasie. I to
wszystko przeciwko rządowi, który jest winien katastrofy, przeciwko
Tuskowi, przeciwko Klichowi, którzy są moralnie odpowiedzialni za
tragedię. Pani poseł Kluzik-Rostkowska mówi na przykład, że gdyby
nie było dwóch wypraw do Smoleńska, to nie byłoby katastrofy. A skąd
pani poseł wie, że katastrofy by nie było – to nieważne, choć
katastrofa mogła się zdarzyć każdego innego dnia również. Ważne,
żeby katastrofę podtrzymywać w życiu publicznym. Dyskutowałem o tym
w TVN 24 z dziennikarzem, który był skłonny rozpatrywać każdą sprawę
osobno. ŚLEDZTWO? Podobno się ślimaczy, po trzech miesiącach „wiemy
tyle, co przedtem”, co chwilę pojawiają się nowe wątpliwości, a to
Rosjanie nie przekazali materiałów, a to kontrola lotów zezwoliła na
zniżenie do 50 m, a to telefony satelitarne zginęły, a to, a tamto,
a owo. Bez względu na to, ile padnie odpowiedzi i w jakim stadium
będzie śledztwo – stale będą pojawiały się nowe pytania. Można je
podnosić, zadawać, powtarzać, i – podobnie jak w sprawie katastrofy
pod Gibraltarem – pytań nie zabraknie przez następnych 50 lat. Są
przecież uprawnione. WAWEL? To nie była decyzja prezesa, poza tym
każdy ma prawo jechać do Krakowa i składać tam kwiaty, a od mediów
trudno uciec. KRZYŻ? To nie prezes go stawiał, to inicjatywa
harcerzy, niech teraz martwią się Komorowski i Tusk, i – jeśli
zechce – abp Nycz. ZESPÓŁ POSELSKI? Takich zespołów jest wiele,
normalna rzecz, śledztwa trzeba nadzorować, w końcu to była jedyna
taka katastrofa na świecie, jest czemu się przyglądać, a nie ma
komu ufać, niech Tusk, Miller, Klich i inni staną przed zespołem,
niech się tłumaczą przed narodem ze swoich zaniedbań, niech przyjadą
rosyjscy eksperci, niech członkowie zespołu poselskiego pojadą do
Moskwy i do Smoleńska. Tę sprawę trzeba wyjaśnić do końca, włącznie
z jej aspektem prawnym, to jest z postawieniem zarzutów i skazaniem
winnych. COMIESIĘCZNE UROCZYSTOŚCI? A co w tym złego? To kwestia
kultury, wspólnoty, pamięci, bez której naród nie może istnieć. Nie
damy pozbawić się przeszłości. HAPPENING NA KRAKOWSKIM
PRZEDMIEŚCIU? – To nie jest inicjatywa PiS, to samorzutna
działalność obywateli, w dodatku nowoczesna, bo teraz modne jest
odtwarzanie wydarzeń historycznych – od Grunwaldu po Smoleńsk.
Każda z tych inicjatyw oddzielnie da się uzasadnić, jest zrozumiała,
ale nikt mi nie wytłumaczy, że to nie jest koncert na wiele
klawiszy, a pianino w pokoju prezesa znalazło się tam przypadkiem.
Grany jest marsz smoleński. I nie trudno zgadnąć dokąd on prowadzi.
***
"Ci, którzy przemawiają w imieniu Boga, powinni pokazać listy
uwierzytelniające." (JULIAN TUWIM)