joannabarska
27.07.11, 11:39
Zawieszony duchowny bez zgody sanepidu i straży pożarnej prowadzi obozy pod szyldem gospodarstwa agroturystycznego Pustelnia Niepokalanów w Grzechyni koło Makowa Podhalańskiego to twierdza otoczona murem. Do środka można się dostać tylko przez ogromną drewnianą bramę. W środku kaplica, wielopiętrowe drewniane domki, stołówka, boisko. Swoich sympatii i wsparcia finansowego dla ks. Natanka nie ukrywa nacjonalistyczna organizacja polonijna z siedzibą w Oslo. To Społeczny Ruch Zapotrzebowania Wiary, któremu szefuje Bogdan Eugeniusz Kulas, emigrant od lat wspierający prawicowe ruchy w Polsce. Przedstawia się jako jeden z założycieli LPR, przyjaciel Jędrzeja Giertycha i słuchacz Radia Maryja.Do Pustelni Niepokalanów przyjeżdżają młodzi ludzie na rekolekcje i obozy. Dwutygodniowy turnus sierpniowy kosztuje ok. 600 zł. Regulamin przewiduje: pracę fizyczną dzieci, wychowanie katolickie i narodowe, zgodę "na wszystkie metody wychowawcze stosowane przez ks. Piotra i jego wychowawców".
Ks. Natanek od czasu wybuchu konfliktu z krakowską kurią w 2007 r. zarejestrował swoją działalność rekolekcyjną jako gospodarstwo agroturystyczne. Tyle że kapłan nie ma zgody na prowadzenie takiej działalności ani od straży pożarnej, ani od sanepidu.
Kapitan Łukasz Białończyk ze Straży Pożarnej w Suchej Beskidzkiej: - W 2009 r. duchowny zwrócił się do nas o ocenę budynków. Okazało się jednak, że nie ma pozwolenia na użytkowanie. Sprawa trafiła więc do powiatowego nadzoru budowlanego.
Nadzór z Suchej Beskidzkiej potwierdza, że pustelnia to samowola i prowadzi w tej sprawie postępowanie. Duchowny nie konsultował się też przy budowie ośrodka z władzami Makowa Podhalańskiego, gminy na terenie której leży Grzechynia.
Z sanepidem ostatni raz kontaktował się w 2008 r. - wtedy też została wydana warunkowa zgoda na prowadzoną tam stołówkę. - Rok później, po skargach rodziców, takiej zgody już nie daliśmy. Poza tym wielopiętrowe szałasy uznaliśmy za niezgodne z jakimikolwiek standardami i nigdy zgody na ich użytkowanie nie daliśmy - mówi Stanisław Pawlus z Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Krakowie.
Kłopoty z ks. Natankiem i jego pustelnią ma też kuria. Zbuntowany duchowny nie przejmuje się nałożonymi na niego karami kościelnymi, a w ostatnią niedzielę kard. Dziwisza nazwał masonem. W krakowskiej kurii mówi się, że za późno ukarano kapłana.
- Jego fundamentalizm może być groźny. Dostrzegliśmy go zbyt późno - mówi "Gazecie" duchowny pracujący w kurii.
Choć nie zdecydował się mówić pod nazwiskiem, potwierdza, że metropolita w sprawie proroka z Grzechyni nie chciał podejmować radykalnych kroków. - Kardynał zna go od dziecka. Kiedy pracował w Makowie Podhalańskim, Piotr służył mu do mszy jako ministrant. Być może przez ten sentyment tak późno go ukarał. Za późno, bo pustelnia wymknęła się spod kontroli.
- Pierwsze upomnienie dla ks. Natanka pochodzi z 2007 r. Kiedy nie zastosował się do nakazów kurii, jego działalnością religijną i gospodarczą zajęły się dwie komisje. Pierwsza skoncentrowała się na stronie teologicznej, a druga sprawdzała działalność pod kątem legalności W obu przypadkach wykazano błędy - mówi ks. Piotr Majer, kanclerz krakowskiej kurii.
Duchowny przyznaje, że poza karami kościelnymi niewiele może zrobić. Po suspensie, która oznacza zawieszenie w prawach kapłana, zostały już tylko wydalenie ze stanu duchownego i ekskomunika, czyli wykluczenie z Kościoła.
- Nikt z władz nie zwracał się do nas z prośbą o wyjaśnienie statusu pustelni. Gdyby tak było, poinformowalibyśmy o tym, że nie jest to instytucja w jakikolwiek sposób związana z Kościołem. Możemy tylko ostrzec katolików przed tym duchownym i jego naukami - mówi kanclerz.
- Działalność zbuntowanego duchownego przekracza granice lokalne. W kościele w Gdańsku często widzę mężczyznę w czerwonym prorockim płaszczu charakterystycznym dla rycerzy Chrystusa Króla związanych z ks. Natankiem. Sprawą powinien zainteresować się Episkopat, by przekazać katolikom informacje o destrukcyjnych wpływach tego nauczania - mówi Joanna Zabudowska z Dominikańskiego Centrum Informacji o Ruchach Religijnych i Sektach.
Jej zdaniem grupą z Grzechyni powinny się też zainteresować służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo państwa: - Żebyśmy nie obudzili się za późno. Nie wiemy, co kluje się w głowach tych młodych ludzi, którzy słuchają zbuntowanego kapłana.
"Ci, którzy przemawiają w imieniu Boga, powinni pokazać listy uwierzytelniające." (JULIAN TUWIM)