Dodaj do ulubionych

Zamówienia publiczne w nauce. Oto groteskowe sy...

25.02.12, 09:14
To co opisuje artykuł to jedynie wierzchołek ogromnej góry lodowej zwanej biurokracją, która obecnie króluje na polskich (państwowych) wyższych uczelniach. Część wynika z "przepisów unijnych", ale całkiem sporo fundują nam rodzimi biurokraci, którzy mają swoje pięć minut (albo i znacznie więcej). Z tego powodu uczelnie marnują ogromne środki finansowe, ale też czas i potencjał badawczy swoich pracowników. W porównaniu z tym co się teraz dzieje, "czasy komuny" to świetlana przeszłość :)

Kilka przykładów:

1. Aby wystąpić z wnioskiem o "unijne pieniądze" trzeba przygotować studium wykonalności projektu (sam projekt może być "do bani", ale studium jest tym, co czaruje recenzentów i decydentów). Oczywiście trzeba ogłosić przetarg, w którym jedynym kryterium musi być cena. Wygrywa "pożal się Boże firma konsultingowa", której pracownicy nie mają zielonego pojęcia o tym, co mają wykonać. Skutek: pieniądze wyrzucone w błoto, brak przyznanych środków.

2. Przygotowanie wniosku o grant do Narodowego Centrum Nauki: z każdym naborem rośnie liczba idiotycznych rubryczek, które trzeba wypełnić. Oczywiście jakiś urzędnik wziął pieniądze za ich zaprojektowanie, informatycy zarobili na implementacji nowych rubryczek itp - interes się kręci.

3. Krajowe ramy kształcenia: a to już nowy kretynizm, którym uraczyło nas ministerstwo. Na uczelniach oddelegowano pracowników naukowo-dydaktycznych do przygotowania setek nikomu niepotrzebnych stron papierów, gdzie trzeba opisać jakie kompetencje społeczne będzie miało nauczanie analizy matematycznej itp. Oczywiście te papierzyska niczemu sensownemu nie służą. Na ich podstawie wszechwładna "paka" będzie mogła formalnie zarzucać uchybienia.

Przykłady można mnożyć ...
Obserwuj wątek
    • dociek Re: Zamówienia publiczne w nauce. Oto groteskowe 25.02.12, 14:09
      Myślę, że zmierzamy do jeszcze gorszej patologii naszego życia (nie tylko w sferze badawczo-naukowej), która uciążliwy guz biurokracji zamienia w stan uogólniony BIURWOKRACJI CHRONICZNEJ. Zarzucano nieraz minionej "epoce PRL" przerost administracji, tworzenie zbędnych, pozornych struktur, "ministerstw głupich kroków", wszechwładzę urzędniczą, itp. Jednakże to, co osiągnęliśmy obecnie w III RP, ze znacznym udziałem administracyjnych procedur unijnych, bądź z udziałem czegoś, co te procedury ma przypominać, przerasta dotychczasową zarazę papieromanii ponad stan wszelkiej logiki. Większość działań faktycznych obrasta wielokrotnie administracyjnymi, jałowymi procedurami i wymogami, które miast ułatwiać funkcjonowanie i realizację, marnotrawią czas i realną pracę, angażując szereg dodatkowych osób, zwiększają koszty i uruchamiają lawinę przeszkód i utrudnień. Przytoczę drobny przykład z własnego doświadczenia; prosty dokument, na którym dosłownie kilka lat wstecz, wystarczył mój podpis, podpis głównego przełożonego i końcowe potwierdzenie komórki finansowej (słownie 3 osób), wymaga obecnie złożenia na nim podpisów 6 osób. A to tylko jeden drobny papier... i jedno skromne działanie.
    • Gość: rox Re: Zamówienia publiczne w nauce. Oto groteskowe IP: 91.200.94.* 25.02.12, 14:22
      To, co napisane powyżej to święta racja. Każda biurokracja ms naturalną tendencję do rozrastania się. Trzeba składać więcej papierków => więcej biurokratów musie je sprawdzać = więcej biurokratów wymyśla nowe bzdurne papierki. Skutek jest taki, że potem nie ma kogo pociągnąć do odpowiedzialności za marnotrawstwo - bo przecież są komitety sterujące, rady programowe, komisje wybierające, kolejne etapy zatwierdzają różnej maści urzędnicy - winnych znaleźć się nie da. A jak wyjdzie jakaś smród to dokłada się kolejnych biurokratów do sprawdzania tych poprzednich (w imię większej "transparentności"), ci nowi celem lepszej kontroli wymyślają kolejne papierki... i koło się zamyka.
    • probelpl Zamówienia publiczne w nauce. Oto groteskowe sy... 25.02.12, 15:10
      Tak to jest jak niedouczonych dopuszcza się do decydowania, szczególnie są zdolni bo znajom angielski. Podstawowe kryterium kłompetencji. Gdzie się nie popatrzeć tam ćwierć inteligenci
    • olias Zamówienia publiczne w nauce. Oto groteskowe sy... 25.02.12, 15:18
      przykłady powalają. ale że od jakiegoś czasu takie rzeczy budzą u mnie juz tylko zdrowy śmiech ... dzięki za dobry nastrój.
      w gospodarce podobne (choć nie tak śmieszne) - zakup długopisu ... trzeba znaleźć 3-ch oferentów. po jakimś czasie kierownicy po prostu przestali zamawiać rzeczone długopisy. żaden problem, kupuje się prywatnie, albo dostaje firmówki i jakoś leci. W zasadzie te firmowk ito chyba wszędzie załatwiają problem.
      zamówienie produktu o określonej nazwie handlowej. Jest jedyny, zamiennika nie ma. I sprzedaje go w Polsce jeden, jedyny przedstawiciel producenta. Się robi zapytania i szuka ... 3ch oferentów. potem psze papier że "ni ma".
      Sprzęt - to samo.
      zabawa trwa.
      • meandmyuncle Re: Zamówienia publiczne w nauce. Oto groteskowe 25.02.12, 16:48
        Kiedy mam wydrukować poster na konferencję (ok 30 zł) muszę też przeprowadzić postępowanie ofertowe itp itd. Podobne działania powodują u mnie odruch wymiotny i te 35 zł wyciągam z własnej kieszeni i pewnie o to chodzi. Po prostu oddaliśmy władze w ręce tępych biurokratów i mamy to, co sami sobie zgotowaliśmy ... O przetargach na aparaturę i oprogramowanie już nie wspomnę bo to totalna bzdura.
        • Gość: butapren Re: Zamówienia publiczne w nauce. Oto groteskowe IP: *.hsd1.tn.comcast.net 25.02.12, 18:30
          A u mnie (instytucja stanowa) jest tak, ze przedmioty/materialy o wartosci ponizej 3 tys. dolarow USA kupuje od reki, bez zadnych "przetargow". Dopiero powyzej trzech tysiecy musze szukac (przynajmniej dwoch) ofert.
        • bestcjanek Re: Zamówienia publiczne w nauce. Oto groteskowe 28.02.12, 10:19
          > Kiedy mam wydrukować poster na konferencję (ok 30 zł) muszę też przeprowadzić postępowanie

          Czyja to wina? Na pewno nie ustawy:)
    • psotnik.kolatek Zamówienia publiczne na szkolenie pracownikow... 25.02.12, 17:09
      Wlasciwie tylko jedna firma moze je przeprowadzic w Lublinie. Zeby towarzystwo sie nie szwendalo (bo dzieci w domu, wnuki, produkcja w firmie, a na dodatek jest owo towarzystwo z calego wojewodztwa) trzeba wywiezc ludzi poza Lublin, niedaleko i tanio. Wiemy wszystko - ceny zakwaterowania i wyzywienia bardzo korzystne, ceny szkolenia uzgodnione i do zaakceptowania. Ale przeciez przyjdzie kontrola! Wiec szykuje sie dupokryjki!!! Wysyla sie oferty do firm, co do ktorych wiadomo, ze zaspiewaja sobie po dwiescie zeta za dobe tylko za 1 nocleg (kilkakrotnie wiecej niz firma, z ktora wspolpracuje). Do szkoleniowcow tez odpowiednio przygotowane propozycje (przygotujcie nam program, materialy szkoleniowe, wykladowcow zaproponujcie) i dostaje - program na poziomie pierwszego roku zarzadzania, wyklad na poziomie technikum ekonomicznego (sa takie jeszcze?), materialy wydrukowane jako slajdy z wykladu (ooo, to juz nowosc!). Cena? 600 zl za godzine! Chowam oferty do teczki wraz z uprzejmym podziekowaniem za zlozenie oferty, umawiam sie z moimi firmami, mam poziom, ktory mnie zadowala, dobre warunki zakwaterowania i wszystko za godziwe ceny. Mam po trzy dupokryjki, kontrola jest zachwycona, uczestnicy usatysfakcjonowani. Co jest w tym najwazniejsze? Szkolenie nie wymagalo stosowania uzp!
    • shawman Obowiązujące prawo rodzi patologie 25.02.12, 22:02
      Pisałem o tym na forum przy różnych okazjach - prawo zamówień publicznych, które obowiązuje w Polsce, trzeba zmienić. Prawo, które powstało, by zapobiegać korupcji, nie spełnia swojej roli i rodzi patologie. Nie tylko w nauce, chociaż tutaj przykłady są wyjątkowo jaskrawe. Samo założenie, że cena jest zawsze podstawowym kryterium, jest błędne. Szczególnie, gdy chcemy zakupić coś, co ma niemierzalną wartość - np. ma być "estetyczne" lub "innowacyjne". Dla prawnika czy urzędnika to mocno niejasne kryteria, więc naciska, by skupiać się na cenie. Co często daje opłakane rezultaty.

      Zastanawiam się, czy przykłady użyte w artykule są jednak właściwe. Prawo zamówień publicznych pozwala na pominięcie przetargu, gdy usługa jest unikatowa. Prawdopodobnie wybranie konserwatora skarbu z Czermna bez przetargu mogłoby się obronić. Chociaż, niestety, faktycznie mógłby znaleźć się jakiś pan Zbigniew, który podałby UMCS do sądu, dowodząc, że on również oferuje takie usługi. I wtedy lubelska "Gazeta" opublikowałaby kolejny skandalizujący artykuł o nieprawidłowościach na uczelni. ;)

      Ale złośliwości na bok. Problem jest poważny i dobrze, że rektorzy się nim zajęli. Dobrze też, że pan redaktor Reszka potrafi jeszcze napisać artykuł o nauce, w którym nie występuje rektor UMCS w roli głównego czarnego charakteru.
    • shawman Zła reforma 25.02.12, 22:21
      meandmyuncle dobrze pisze (dać mu wódki ;) ). Media emocjonują się receptami i emeryturami - pewnie słusznie - ale w cieniu tych wielkich debat rośnie góra absurdu związana z polską nauką.

      Idea jest słuszna. Promować aktywność naukowców, nagradzać ich grantami, skłaniać ich do współpracy międzynarodowej. Ale wykonanie jest tragiczne. Ministerstwo narzuca kolejne formalności, zarzuca naukowców ryzami papierów do wypełnienia, rygorystycznie wymaga terminów, wprowadza kolejne procedury i kontrole. A jednocześnie żadne terminy nie dotyczą samego ministerstwa - miesiącami nie ukazują się rozporządzanie do ustaw, urzędnicy nie potrafią udzielić informacji, bo sami nic nie wiedzą.

      Niekonsekwencja, brak strategicznego spojrzenia, czasem rodzi się podejrzenie zwykłej głupoty - to wszystko przeradza się w zdumienie, że minister Kudrycka została oceniona jako fachowiec i pozwolono jej pozostać w rządzie.

      Polska nauka to chory na astmę człowiek, którego zmusza się do startu w maratonie. A reforma to nie inhalator z lekarstwem, tylko nadzorca z pejczem, który pogania biedaka.
      • Gość: Maxx Re: Zła reforma... a byla jakas? IP: 173.233.198.* 27.02.12, 21:16
        "Polska nauka to chory na astmę człowiek, którego zmusza się do startu w maratonie. A reforma to nie inhalator z lekarstwem, tylko nadzorca z pejczem, który pogania biedaka."

        Faktycznie, zadnej ISTOTNEJ, rzeczywistej reformy systemu nauki i szkolnictwa wyzszego w Polsce nie bylo. Byly tylko "kosmetycznej" natury poprawki. Praktycznie wszystko jest wciaz niesamowicie scentralizowane i zbiurokratyzowane!
    • flamengista typowe 25.02.12, 23:23
      Realizując grant z wynagrodzeniami, nie można wypłacić realizującemu pracownikami normalnie pieniędzy w oparciu o umowę o dzieło. Trzeba na to "dzieło" ogłosić przetarg. Efekt: za każdym razem procedura trwa około 2 miesięcy, więc jeśli się tego nie zaplanowało to może być problem z wyrobieniem się w terminie. My w ten sposób musieliśmy oddać 20 tys. zł z grantu unijnego, bo nie było szans na wyrobienie się z przetargiem w czasie. A były to pieniądze dla nas, za pracę która została przez nas wykonana.

      Ale to jeszcze nic. Największym przegięciem była konieczność zrobienia konkursu ofert na druk folderków informacyjnych do innego projektu. Na całość mieliśmy przeznaczoną astronomiczną sumę 250 €, skład i projekt zrobiłem sam. Chodziło tylko o Pana Zenka lub Waldka, którzy by w swoim punkcie ksero wydrukowali nam w kolorze i złożyli folderki na nieco grubszym papierze, niż standardowy. Na tą pierdółkę straciłem cały tydzień!
    • Gość: Lublin Re: Zamówienia publiczne w nauce. Oto groteskowe IP: *.pix-umcs.lubman.net.pl 27.02.12, 10:42
      Hmm- może sytuacje sa i groteskowe- ale niestety wymuszone zostały przez zachowania ludzkie - beszczelne naciąganie na forse.... i to naukowcy w tym też są nieźli więc każdy kij ma dwa końca jak zawsze. Jak by wszyscy byli uczciwi to by wogle Zam. P nie było a są...
      • Gość: andrzej.filipowicz Paradygmat IP: 89.167.0.* 27.02.12, 11:34
        Gość portalu: Lublin napisał(a):
        > Hmm- może sytuacje sa i groteskowe- ale niestety wymuszone zostały przez zachow
        > ania ludzkie - beszczelne naciąganie na forse.... i to naukowcy w tym też są ni
        > eźli więc każdy kij ma dwa końca jak zawsze. Jak by wszyscy byli uczciwi to b
        > y wogle Zam. P nie było a są...

        Paradygmat, który zwalnia z odpowiedzialności cała armię prokuratorów i sędziów, że o innych organach kontrolnych nie wspomnę.

        Ludzie są tylko ludźmi, którzy potrzebują czasami wskazania gdzie jest ich miejsce za popełnione czyny...
      • Gość: Maxx Re: Zamówienia publiczne w nauce...circus maximus? IP: 173.233.198.* 27.02.12, 21:22
        "Hmm- może sytuacje sa i groteskowe- ale niestety wymuszone zostały przez zachowania ludzkie - beszczelne naciąganie na forse..."

        Tak, tak... w koncu moze, np. taki profesor z uczelni dlugopis do domu wyniesie, albo
        poster na konferencje u kolegi/znajomego wydrukuje i o 5 zl wiecej zaplaci !!!
      • meandmyuncle A co z koncertem sylwestrowym - był przetarg ? 28.02.12, 09:32
        Taaak ... naukowcy to kombinatorzy pierwszej wody. Ciekawe jak odbyło się wyłonienie "gwiazdy", która za publiczne pieniądze zagrała na koncercie sylwestrowym. Czy p. prezydent przeprowadził przetarg ? Jak wybrał Bajm ? Czy wystosował zapytania ofertowe do innych gwiazd ?
    • bestcjanek Re: Zamówienia publiczne w nauce. Oto groteskowe 28.02.12, 10:18
      > Oczywiście trzeba ogłosić przetarg, w którym jedynym kryterium musi być cena.

      Czy moglibyśmy prosić o przybliżenie, skąd taki warunek. Dla mnie wcale nie jest to takie oczywiste, szczególnie w świetle brzmienia a. 91 PZP...:)

      Osobiście widzę szereg istotnych problemów związanych z treścią PZP, ale nic nie uzasadnia prezentowania na forach internetowych braku podstawowej wiedzy prawnej.

      www.zamowienia.cofala.pl/


      • meandmyuncle Re: Zamówienia publiczne w nauce. Oto groteskowe 28.02.12, 11:34
        bestcjanek napisał:

        > > Oczywiście trzeba ogłosić przetarg, w którym jedynym kryterium musi być c
        > ena.
        >
        > Czy moglibyśmy prosić o przybliżenie, skąd taki warunek. Dla mnie wcale nie jes
        > t to takie oczywiste, szczególnie w świetle brzmienia a. 91 PZP...:)
        >

        "My" to znaczy kto ? Taki warunek przedstawia mi administracja mojej uczelni powołując się na odpowiednie przepisy. Nie jestem i nigdy nie będę urzędnikiem a jedynie w miarę moich umiejętności i możliwości zajmuję się wybranymi zagadnieniami naukowymi. Napisałem, że rządzą nami biurokraci. Tak dzieje się na różnych szczeblach: od centralnego ustawodawczego do bardzo lokalnego.

        > Osobiście widzę szereg istotnych problemów związanych z treścią PZP, ale nic ni
        > e uzasadnia prezentowania na forach internetowych braku podstawowej wiedzy praw
        > nej.
        >

        Opisałem istniejący stan rzeczy. Nie chcę (nie mam na to czasu) wdawać się w spory dotyczące interpretacji istniejących przepisów.

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka