Dodaj do ulubionych

Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOBACZ

05.03.12, 08:25
Dodałbym jeszcze sklepy takich przedsiębiorstw jak Wedel/22 lipca, Wawel, poza tym ten z mrożonkami. Panie redaktorze, a gdzie jest kultowa "Siedemnastka", jeden z nielicznych sklepów z gadżetami z lat 80.? Tam w siermiężnych czasach można było kupić szklanki opatrzone logotypem Coca Cola, quasi dyskotekowe oświetlenie, plakaty etc. Poza tym kultowy sklepik ze słodyczami na Chopina, współprowadzony w latach 80. przez redaktora z TVP Lublin ;)
To tak na szybko.

Niestety pejzaż Krakowskiego Przedmieścia wygląda obecnie przygnębiająco, jakieś kebaby, tandeta, wszechobecne banki, telekomy co nie dziwi przy zabójczych cenach wynajmu lokalu. Zdecydowanie wolę wspominać różnorodność sklepów, kolorowe neony animujące np. wsad piłki do kosza :) Ktoś ma zdjęcia Krakowskiego Przedmieścia z poprzednich dekad (zwłaszcza z czasów, gdy było ono przejezdne na odcinku, gdzie obecnie przebiega deptak)?
Obserwuj wątek
    • mark211 Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOBACZ 05.03.12, 08:48
      Za ancien régime sklepów było tak mało, że właściwie prawie każdy był "kultowy". Przypominam sobie nieduży sklepik z dużym wyborem wód mineralnych na ul. Staszica w pobliżu dzisiejszego deptaka. Można tam było wodę nie tylko kupić ale i na miejscu wypić.
      • Gość: maruda Re: Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOB IP: *.dynamic.chello.pl 05.03.12, 09:12
        Droga Męczenników Najdanka - Moda Polska i Baltona :), no i najważniejszy Dom Handlowy SEZAM na Krakowskim Przedmieściu
        • Gość: BG Re: Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOB IP: *.hsd1.ca.comcast.net 28.04.12, 06:28
          A gdzie tak dokladnie byl SEZAM. Jak go wsponiales/as to nazwe sobie przypomnialam, ale nie mam zielonego pojecia gdzie on tak na prawde byl.
      • Gość: folkatka Re: Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOB IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.12, 09:47
        Yeah!!! Moi rodzice wspominają lokal z wodami na Staszica jako miejsce swoich randek :)
      • Gość: bosman marku - to nie był sklepik... IP: *.centertel.pl 06.03.12, 09:18
        tylko Barek kawiarni Regionalna. Były tam nie tylko wody mineralne ale ciastka, kremy, napoje i piwo i inne alkohole. Łatwiej było o stolik niż w Regionalnej która była okupowana przez hm.. lubelskie córy Koryntu II sortu. "Pierwyj" sort przesiadywał w Europie.
    • Gość: johny Re: Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOB IP: *.vlan175.corcoran.lubman.net.pl 05.03.12, 09:24
      A co zostało? - Sklep rowerowy na placu zamkowym. Nawet ma sie nieźle. Nawet obsługa w wiekszości ta sama. Widać, że tam gdzie się ludziom chce i są profesjonalistamii to... można...
      • charliefrown co zostało? Pizzeria na Peowiaków 05.03.12, 09:57
        "Pod Koziołkiem". To niebywałe, że wciąż istnieje, powinna zostać wpisana na specjalną listę ;) Sam doskonale pamiętam, że po seansie Powrotu Jedi czy innych filmów w Wyzwoleniu, chodziło się tam na kryzysową pizzę o smaku kurczaka bez mięsa drobiowego;) ciekawe czy smak wciąż ten sam.

        • tow.janwinnicki Ta pizzeria jest super 05.03.12, 11:36
          zawsze z żoną jak tylko jestem w Lbn i kręcę się w centrum w porze obiadowej to zachodzę tam z przyjemnością. W innym miejscu nigdy bym nie wziął czegoś na tak grubym cieście :)))) Nie sądzę też aby szybko zniknęli z rynku (na szczęście) - zawsze trzeba chwilkę poczekać na stolik.
        • Gość: emigrant Czyli tzw. cebularze :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.12, 01:56
          Potrafiliśmy pół Lublina "maluchem" przejechać, by skonsumować sobie "cebularza" z kurczakiem albo kiełbasą, polanego ketchupem i do tego napój pomarańczowy z takiego szklanego "baniaka", który stał na blacie i w którym te napoje się produkowały :)

          Teraz trochę to wygląda inaczej, ale ile razy jestem w Lublinie (pewnie jakieś 2-3 razy w roku) to zajeżdżam do Koziołka i ze smakiem wcinam "cebularza" :)

          Identyczne jeszcze były - nie wiem czy dalej są - przy wejściu do Ogrodu Saskiego (tamci nawet nagrody dostawali za te "cebularze", bo dyplomy kiedyś na ścianach wisiały).

          Łza się w oku kręci, a wcale taki stary nie jestem (73 rocznik).
          • rozenkranc Re: Czyli tzw. cebularze :) 10.03.12, 13:38
            No, to musiałeś tam chadzać ... w beciku, bo pizzerię an Pstrowskiego (tak wówczas nazywała się ulica Peowiaków) otwarto właśnie w połowie lat 70. Tę przy Ogrodzie Saskim troszkę później. To prawda, ze z oryginalna włoską pizzą nie miała ona za wiele współnego, ale juz z amerykańską (na grubym cieście i z "grubym" farszem) - owszem. Natychmiast też wśród ludzi upowszechnił się przepis na tę "pizzę" i w bardzo wielu domach robiono samemu podobne wypieki (najlepiej udawały się w prodiżu, bo - podobnie jak w piecu do pizzy - nie było obiegu powietrza i "placek" nie wysychał).
            • Gość: BG Re: Czyli tzw. cebularze :)_Pizzernia przy Saskim IP: *.hsd1.ca.comcast.net 28.04.12, 06:25
              Wlasnie jak czytalam te wpisy to mi sie przypomniala pizzernia przy Saskim. Ja chyba tam cebularzy nie jadlam, ale ich pizza z kapusta kiszona i grzybami byla wspaniala. Przynajmniej tak mi sie wtedy wydawalo. Ciekawa jestem czy i teraz smakowalaby mi tak samo. I masz racje, zupelnie o tym zapomnialam-, ale tam na scianach byly jakies dyplomy czy nagrody. No i kolejka czesto byla dosc dluga...choc miejsce malutkie.
    • qqbek Brakuje mi... 05.03.12, 09:51
      ...tych otwartych później (poza wymienionymi już przez innych, spośród których największym nieobecnym jest, moim zdaniem, Moda Polska)
      Gdzie jest dom towarowy przy Mariana Buczka? (dziś Biedronka na Zamojskiej)
      Gdzie Pewex (chyba największy) przy Braci Wieniawskich? (Sporej wielkości Pewex był też na rogu Spadochroniarzy i Al. Racławickich)
      Gdzie druga (i większa) Składnica Harcerska z Alei PKWN?

      Co z Mini-Maxem przy Bramie Krakowskiej?
      Co z salonem firmowym "Bytomia" przy Narutowicza (istnieje do dziś!)?
      • Gość: folkatka Re: Brakuje mi... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.12, 09:58
        W moich czasach podstawówki i liceum kultowym był sklep muzyczny, prowadzony przez Jarka Kozidraka - na Narutowicza. Naprzeciwko tego miejsca, gdzie przez chyba cała komune był sklep rybny. Chyba piuerwsze takie miejsce w Lublinie, gdzie mozna było kupic koszulki z nadrukami zespołów, pasy z ćwiekami itp
        • charliefrown Re: Brakuje mi... 05.03.12, 10:33
          > W moich czasach podstawówki i liceum kultowym był sklep muzyczny, prowadzony p
          > rzez Jarka Kozidraka - na Narutowicza. Naprzeciwko tego miejsca, gdzie przez ch
          > yba cała komune był sklep rybny. Chyba piuerwsze takie miejsce w Lublinie, gdzi
          > e mozna było kupic koszulki z nadrukami zespołów, pasy z ćwiekami itp

          Hi-Fi to był ten na Narutowicza, czy może na Bernardyńskiej, bo już nie pamietam?
          • Gość: Cogito Re: Brakuje mi... IP: *.polcard.com.pl 05.03.12, 10:41
            > Hi-Fi to był ten na Narutowicza, czy może na Bernardyńskiej, bo już nie pamietam?

            Na Bernardynskiej, czyli na owczesnej Dabrowskiego. Pozdrawiam.
          • Gość: emigrant Re: Brakuje mi... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.12, 02:02
            HI-FI był na 100% na Dąbrowskiego. Kupiłem sobie w nim ... sam się teraz uśmiecham, przeogromne plakaty Sabriny i Samanthy Fox z prawie gołymi cyckami i powiesiłem to jako dzieciak na ścianie. Reszta niech pozostanie domysłem ;););)
        • tow.janwinnicki Narutowicza. 05.03.12, 11:27
          Ważniejsze niż pasy były KAPSELKI z których można było zostać "skrojonym" jak się nie znało "dyskografii" hehehehe
        • Gość: aro Re: Brakuje mi... IP: *.paradowski.pl 06.03.12, 06:06
          niestety ale w naszym klimacie galerie i markety wygrywają, bo mało komu teraz chce się ganiać z siatami na wietrze i deszczu od sklepu do sklepu. Plus płatne parkowanie w centrum.
      • charliefrown Lodziarnia Mameja! 05.03.12, 10:02
        Najlepsze lody owocowe w mieście, każdorazowo do wyboru dwa smaki, jednak kolejki aż do Kawiarni "Arkady" ;)
        • qqbek Kawiarnia Księżycowa! 05.03.12, 10:17
          charliefrown napisał:

          > Najlepsze lody owocowe w mieście, każdorazowo do wyboru dwa smaki, jednak kolej
          > ki aż do Kawiarni "Arkady" ;)

          Najlepsze lody były u Dobrowolskich w "Księżycowej".
          A najlepsze włoskie przy basenie na Łabędziej... może i najsmaczniejsze nie były, ale po połowie dnia spędzonej w wodzie nic tak nie "wchodziło", jak te lody :)
          • Gość: maruda Re: Kawiarnia Księżycowa! IP: *.dynamic.chello.pl 05.03.12, 10:46
            w Księzycowej fasolka po bretońsku ( w przerwie podczas zajeć z wojskowości- kto pamieta? ), i jeszcze herbatka z samowara w Maszy ( róg Narutowicza i Okopowej)
            • Gość: bosman "Masza" ... IP: *.centertel.pl 06.03.12, 09:24
              klub TPPR - Towarzystwa Przyjaźni Polsko - Radzieckiej :-)
        • Gość: emigrant Re: Lodziarnia Mameja! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.12, 01:58
          O matko... przypomniałeś mi smak najlepszych lodów w Lublinie. Warto było odstać w kolejce półgodzinki, by je pochłonąć :)

          Masz fajne wspomnienia, podobne do moich. Pewnie jesteś w podobnym do mojego wieku :)
      • Gość: bosman Mini-max jest n/t IP: *.centertel.pl 06.03.12, 09:20
    • dociek Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOBACZ 05.03.12, 10:41
      Po pierwsze, Panie Redaktorze, stać chyba Pana na lepsze słownictwo, niż prostackie: "kultowe - kultowy". Słowo, które w slangu młodzieżowym straciło swe faktyczne znaczenie związane z wiarą oraz otaczaniem czcią, a przez medialnych naśladowców zostało rozpowszechnione jako słowo hasło - worek, do którego można zamieść wszystko, co komu pasuje, a bełkot umożliwi. Niczym aktualna wersja uniwersalnego w polszczyźnie słowa "ku...".

      Pisze Pan o sklepach w kontekście "komuny" i tu znów trafiamy na słowo hasło - worek, w zasadzie uproszenie, które nazwałbym prymitywizmem językowym, bo przydało by się jednak może troszkę bardziej wysilić. Przypominam, że zasadniczo hasło "komuna" wiąże się z rokiem 1871, patrz Komuna Paryska albo latami 60-tymi XX wieku, patrz komuny hippisowskie.

      Zdjęcia, które zamieściła Gazeta wraz z podpisami mają wzbudzać co? Nostalgię? Może za kartkami na mięso? Cóż z tego, że obecnie jest dostępne bez kartek, ale prawdziwe wędliny z tamtych czasów zastąpiły aktualnie surogaty sojowo-wodne o śladowym zapachu wyrobu. Zaś prawdziwe, jak dawniej, wędliny dla zwykłych ludzi są cenowo niedostępne.

      Mamy galerię zdjęć miejsc, gdzie ulokowały się sklepy w latach PRL. Sklepy, które były bardzo potrzebne i przydałby się także i obecnie. Jednakże, bezwzględny kapitalizm polski w wykonaniu III RP wymiótł je z rynku i z ulic naszego miasta, pozostawiając miejsce bankom, serwisom telefonii komórkowej, lokalom do wynajęcia i IPN-owi. Nie jestem z tego powodu radosny, tylko, jak to się mówi - wku...ony. Na cholerę komu banki, skoro lubelskie standardowe wynagrodzenie miesięczne to 1500,-. Po diabła komuś kilka telefonów komórkowych? I co właścicielowi z lokalu handlowego, gdy kolejne firmy w nim padają? O IPN było już na forum wystarczająco dużo i zdecydowanie negatywnie, żebym się tu musiał rozwodzić.

      Szkoda, że nie zamieściła redakcja zdjęcia, gdzie np. urzędowało biuro Funduszu Wczasów Pracowniczych, dzięki której to formie, rodzice i dzieci za niewielkie pieniądze mogli spędzać wakacje, albo np. przydała by się fotografia z ul. I Armii WP, gdzie zlokalizowano Komendę Chorągwi ZHP, czytaj: tanie obozy i kolonie dla tysięcy dzieciaków i młodzieży, a także zajęcia i atrakcje śródroczne. Młodzieżowy Dom Kultury na os. Słowackiego jako dom parafialny. A może dodajmy jeszcze jakieś nostalgicznie ujęcie żłobka przerobionego na inne cele, albo posiekanej na odrębne lokaliki przychodni dzielnicowej...

      Nie ma to jak nostalgia!
      • kawalowicz Zgadzam się w 100 procent 05.03.12, 10:54
        Niech pan redaktor lepiej napisze, jaki sklep obecnie zakładany utrzyma się przynajmniej pięć lat w jednym miejscu.
        Bo w biedackim Lublinie wiele lokali nie wytrzymuje jednego sezonu.
        A na Krakowskim Przedmieściu jedynymi trwałymi lokalami są: cukiernia Chmielewski (tylko częściowo), Jubiler koło Św.Ducha, apteka na rogu Świętoduskiej, księgarnia muzyczna w podwórku.
        Poza cukiernią Chmielewski (niestety okrojoną z parteru, tam już drugi sklep podnajmują, najpierw były... adidasy) - nie ma w tym mieście DOSŁOWNIE żadnego lokalu z tradycją!
    • kermit.dolomit Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOBACZ 05.03.12, 10:41
      Może dzisiaj przy coraz wiekszym rozwarstwieniu społecznym powstaną sklepy z żółtymi firankami tylko dla elyty z PO
    • kawalowicz Jakim prawem używacie określenia "komuna"? 05.03.12, 10:44
      "Komuna" to była paryska.
      Lepiej napiszcie, jaki sklep w tym nieszczęsnym, dziadowskim Lublinie wytrzyma dłużej niż rok!
      • Gość: moxi Re: Jakim prawem używacie określenia "komuna"? IP: 173.233.196.* 05.03.12, 16:27
        To jasne... propagandzisci III RP robia praktycznie wszystko co moga aby pokazac jak pozytywnie III RP odroznia sie od PRL-u. Tyle, ze to nie zawsze takie proste do
        udowodnienia!
    • led47 Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOBACZ 05.03.12, 11:05
      Co ty, redaktorku po wyższej szkole lansu wiesz o PRLu? W MpiKu tylko gazety z demoludow? I na pewno ("wielu z nas"!) nie stałeś w kolejce calą noc z kartkami... A co się dzieje z miejscami "kultowych" sklepow? Jakich, idioto, kultowych? że byly w tym samym miejscu przez lata to już "kultowe"? Zapytaj swoich starych, jak walczyli z wrogą komuną, dzięki ktorej możesz teraz napisać o niszczeniu "kultowych" sklepow. Idiota
      • Gość: karol Re: Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOB IP: *.vlan367.corcoran.lubman.net.pl 05.03.12, 11:15
        I co się złości, co się złości...
        Ja tam też z nostalgią wspominam niektóre sklepy. Nie jest to jednak nostalgia za PRL-em ile za młodością...
        Dystansu trochę...
        PS. Kto pamięta rurki ze śmietana na Krakowskim przy księgarni technicznej? Mniam..
        • charliefrown Re: Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOB 05.03.12, 11:31
          > PS. Kto pamięta rurki ze śmietana na Krakowskim przy księgarni technicznej? Mni
          > am..

          Pamiętamy ;) W latach 80. tam za bramą, obok dzisiejszego PKO BP był też taki specyficzny bar utrzymany w klimacie sportowym - proporczyki, puchary. Serwowali m.in. koktajle owocowe.
      • charliefrown Re: Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOB 05.03.12, 11:25
        oj czepiacie się drobnostek, tak jakby to miało znaczenie. Wolę już "kultowe" w kontekście celebrowania miejsc/rzeczy niż "oldskulowe", "vintage", czy innych określeń uzywanych przez dzisiejszych pryszczersów. Obawiam się, że nie znajdzie się innego określenia o podobnym ładunku natężenia nostalgii konsumenta, bo tu nie chodzi przecież o sklepy "ulubione" czy "uwielbiane".

        Przegięciem jest natomiast zwymyślanie redaktora i insynuowanie małej wiedzy o PRL, jak to uczynił dyskutant z dopiskiem "47" w nicku. Jakby na to nie patrzeć Brzuszkiewicz, w przeciwieństwie do nastoletnich, agorowych przeklejaczy newsów z translatora google, swój wiek jednak ma i na bank pamięta co najmniej lata 80.
        • _aaa_ Re: Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOB 05.03.12, 11:59
          Rurki na Krakowskim były "od zawsze" u pana Cieślińskiego. Na chwilę lokal zamknięto na początku lat 80-tych, ale po ponownym otwarciu funkcjonował jeszcze długo.
          Składnica harcerska - ta na Lubartowskiej pojawiła się też w latach 80-tych.
          Pierwszą i cudnona była ta na PKWN w pawilonach. Mieli tam min. makiety kolejek do składania i kalkomanie, którymi obklejało sie kazdy wolny kafelek w domu.
          A bedac przy tych pawilonach, obecnie przy ul. Głębokiej - do dnia dzisiejszego istnieje księgarnia pod bilblioteką publiczną. Włascicielem jest długoletni kierownik z czasów minionego ustroju. Obok nie zniknęła kwiaciarnia. Ze trzy moduły dalej jest sklep nabiałowy, obok galanteria w niezmienionym miejscu. Potem znowy kilka, chyba ze trzy moduły i jubiler.
          Przedostatni sklep w tym skupisku to warzywniczy. Wszystkie te sklepy są to te same (nawet nie specjalnie zmienione od srodka) które były w tym miejscu w 74 roku, kiedy sie nieopodal wprowadziwli moi rodzice. kilka osób tam pracujących też jest tam od zarania dziejów:)

          Z innych stron. Dawny sklep Chełmka przy Chopina. Buty, co prawda pod zmienionym szyldem, są tam nadal.

          Chciałam wrócić do sklepu chemicznego na Krakowskim Przedmieściu. Tam nie tylko panował smród gumy i rozpuszczalników. Tak było po lewej stronie czyli obecny dział damski Jackpota.
          Tu gdzie obecnie ubieraja sie panowie, pachniało inaczej - sprzedawano bowiem esencje spozywcze w takich wielgachnych ciemnych butlach i wszelkiej masci odczynniki chemiczne.

          Będąc na Krakowskim - pominieto sklepy - Stare Delikatesy, Grację, Świat Dziecka (obecne biuro podawcze sądu), Telimenę i wielgachny sklep z zabawkami tu, gdzie teraz stoi kamienica Mc'Donalds, Desę obok Lublinianki.

          O, a Ezop, księgarnia techniczna po drugiej stronie i galeria Sztuki Polskiej też się ostały:)))
          • wampir-wampir Re: Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOB 05.03.12, 16:10
            _aaa_ napisała:

            > A bedac przy tych pawilonach, obecnie przy ul. Głębokiej - do dnia dzisiejszego
            > istnieje księgarnia pod bilblioteką publiczną. Włascicielem jest długoletni ki
            > erownik z czasów minionego ustroju. Obok nie zniknęła kwiaciarnia. Ze trzy modu
            > ły dalej jest sklep nabiałowy, obok galanteria w niezmienionym miejscu. Potem z
            > nowy kilka, chyba ze trzy moduły i jubiler.
            > Przedostatni sklep w tym skupisku to warzywniczy. Wszystkie te sklepy są to te
            > same (nawet nie specjalnie zmienione od srodka) które były w tym miejscu w 74 r
            > oku, kiedy sie nieopodal wprowadziwli moi rodzice. kilka osób tam pracujących t
            > eż jest tam od zarania dziejów:)

            No właśnie, lokali handlowych i usługowych, które utzrymały się do dziś w tych samych miejscach jest w Lublinie całkiem sporo. Choćby na odcinku Liceum im. Staszica - KUL. Jest warzywniak obok liceum, który był tam w końcu lat 80-tych - od 87 roku mieszkam w Lublinie, więc siłą rzeczy wymienię tylko to, co było również wtedy - jet bar Tip-Top i Karczma Słupska na przeciw, księgarnia na Racławickich, chyba również apteka, na inne sklepy z tego ciągu nigdy nie zwracałem specjalnej uwagi, ale wydaje mi się, że była i jest tam również kwiaciarnia. W moim rodzinnym Przemyślu ostało się tego znacznie mniej, jeśli w ogóle, prawdę mówiąc tak na szybko przychodzi mi do głowy tylko jedna pizzeria.
            • rozenkranc Tip-Top i "Fafik" 10.03.12, 14:22
              Pozwolisz, drobne uzupełnienie (o czym masz prawo nie wiedzieć, bo - jak wynika z twojego postu, mieszkasz w Lublinie dopiero od 1987 r.). Otóż, wspomniany przez Ciebie "bar" Tip-Top, to była kiedyś bardzo znacząca i modna kawiarnia, okupowana głównie przez studencką brać i biedująca lubelską "bohemę". Pozostawała ona niejako w opozycji do "mieszczańskiej" restauracji na drugim rogu Sowińskiego i Racławickiech, która do drugiej połowy lat 70. nazywała się "Pod Fafikiem" albo popularnie "Fafik" (zwana też w żargonie "Fafem":-), gdzie regularnie grała orkiestra i gdzie królowały na parkiecie różne lokalne "panny Krysie".
              Historia przemianowania "Fafika" na "Karczmę słupską" jest typowa właśnie dla czasów tzw. komuny. Otóż Edward Gierek wraz z Piotrem Jaroszewiczem (czy trzeba przedstawiać bliżej te postaci?) gościli kiedyż "z gospodarską wizytą" w Słupsku i bardzo przypadła im do gustu restauracja urządzona w "starosłowiańskim" stylu, nazywająca się "Karczma słupska", w której ich ugoszczono. Za tym zadowoleniem "najwyższego czynnika" musiała widocznie pójść jakaś dyrektywa ze strony wysokiego apartczyka w KC PZPR, bo nagle w całym kraju jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać liczne "Karczny słupskie". W miastach wojewódzkich były one chyba wręcz obowiązkowe, podobnie jak ich jadłospis, w którym występowały taki "egzotyczne" dla Lublina, nieznane tu nigdy wcześniej potrawy jak np. kwasówka smołdzińska czyli zawiesista zupa na bazie soku z kieszonej kapusty, nazwana natychmiast z tej racji "kacówką". Z ówczesnego "starosłowniańskiego" wystroju karczmy, zawierającego wiele elementów z pni i korzeni drzew, a także "starożytnej" techniki (m.in. stołki barowe w formie siodeł) pozostały już chyba tylko drewniane "przedziały", dzielące salę na "gabinety".
              I choć z dawnej legendy "Fafika" nie ocalało już nic, to restauracja jest nadal pożyteczna, bowiem z tego, co mi wiadomo, można tam kupić wiele smacznych i niedrogich produktów garmażeryjnych na wynos (podobnie zresztą w Tip-Topie), serwowane są też tanie obiady abonamentowe, co chwali sobie m.in. młodziez studencka i lokalni emeryci.
          • Gość: emigrant Składnica harcerska na Krakowskim... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.12, 02:40
            Wcześniej niż na PKWN-ie była składnica na Krakowskim w tym budynku, który był na rogu Kołłątaja, co się zawalił. Dopiero później przenieśli ją na PKWN.

            A w ogóle to chyba jeszcze, jeszcze wcześniej składnica była na Królewskiej. Tylko nie pamiętam dokładnie w którym miejscu, ale chyba przy przystanku autobusowym vis a vis katedry.
          • Gość: bosman ..aaa... sklep chemiczny... IP: *.centertel.pl 06.03.12, 09:34
            na rogu Staszica i Krakowskiego to powojenna kontynuacja sklepu Magierskich. U mnie w domu zawsze chodziło się "do Magierskich" po chemię.
            Wielgachny sklep z zabawkami w miejscu gdzie teraz jest Mc`Donald powstał w latach 1975-76 właśnie po likwidacji pierwszego Raju Dziecka przy Sadzie na Krakowskim 78. Lokal przeznaczono na rozbudowę Urzędu Miejskiego na KP 78. Dopiero potem - w latach `90 przeniesiono tam Sąd po kapitalnym remoncie tego pałacu.
            • rozenkranc Re: ..aaa... sklep chemiczny... 10.03.12, 14:31
              Można by dodać jeszcze, że sklep chemiczny na rogu Staszica i Krakowskiego Przedmieścia zwany był też (nawet oficjalnie) Wzorcowym Chemicznym, gdyż do czasu utworzenia w Lublinie filii Polskich Odczynników Chemicznych, był to jedyny sklep chemiczny, gdzie można było kupić (niektóre za specjalnym zezwoleniem) rozmaite substancje i związki chemiczne używane w pracowniach i laboratorich chemicznych, m.in. kwasy nieorganiczne, estry itp. a także - o czym swpomniała już _aaa_ - aromaty i barwniki spożywcze, niedostępne w zwykłych sklepach.
        • dociek Re: Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOB 05.03.12, 13:19
          charliefrown napisał:

          > oj czepiacie się drobnostek, tak jakby to miało znaczenie. Wolę już "kultowe" w
          > kontekście celebrowania miejsc/rzeczy niż "oldskulowe", "vintage", czy innych
          > określeń uzywanych przez dzisiejszych pryszczersów. Obawiam się, że nie znajdzi
          > e się innego określenia o podobnym ładunku natężenia nostalgii konsumenta, bo t
          > u nie chodzi przecież o sklepy "ulubione" czy "uwielbiane".

          To nie są drobnostki. Dziennikarze udając, że są "na fali" piszą teksty pod publiczkę slangiem, zakładając być może, że ich czytelnicy to debile, którzy nie rozumieją treści napisanych w literackiej polszczyźnie. Jednocześnie jednak, media stosujące ten wybieg, stymulują wśród odbiorców obyczaj i przyzwyczajenie do takiej właśnie nowomowy pełnej pustosłowia i prostackich słów - haseł. To ten kultowy fakt autentyczny w dniu dzisiejszym, ku...! A jeżeli, jak to piszesz o ładunku natężenia nostalgii, to podkreślę, że tkwi we mnie ogromny ładunek nostalgii za normalną polską mową, w tekstach, które czytam m.in. w Gazecie. Która to pod względem dbałości o swojego czytelnika zniża się do poziomu brukowca. I nasuwa się teraz pytanie, czy społeczność czytelnicza tak się zniżyła intelektualnie (wiadomo, sukcesy reformy edukacyjnej), czy Gazeta schodzi na psy?
          • rozenkranc Język i polityka 10.03.12, 14:57
            dociek napisał:
            > I nasuwa się teraz pytanie, czy społeczność czytelnicza tak się zniżyła in
            > telektualnie (wiadomo, sukcesy reformy edukacyjnej), czy Gazeta schodzi na psy?

            Powiedziałbym, doćku, że i jedno i drugie ... :)
            Mnie też razi wiele zjawisk kulturowo-językowych, ale zdaję sobie sprawę, że - niestety - niewiele (albo zgoła nic) można na to poradzić, gdyż o kształcie języka decydują w końcu zawsze jego użytkownicy, a nie uczeni jezykoznawcy i mentorzy.
            Przykro jednak, że Gazeta (i w ogóle media) przykładają rękę do tej degradacji mowy polskiej. Jest to jednakowoż proces złożony, pobudzany tzw. sprzężeniem zwrotnym, bo gazety - chcąc być "au courant" - naśladują język potoczny, w tym rozmaite nowomowy środowiskowe "awangardy", ulica zaś czerpie i utrwala "wzorce" z mediów i w ten sposób powstaje samonapedzający się mechanizm psucia języka.
            Oczywiście, obok banalnego "lansu", jest w tym procesie też wiele polityki, co jednak wystepuje niemal zawsze, w każdej epoce i w każdym systemie politycznym i czego ślady po "ancien regime" możemy obserwować do dziś. W tym też kontekście trzeba widzieć tę irytującą Cię "komunę", które mnie także nie odpowiada, ale jako słowo-wytrych jest dość trudna do zastąpienia, bo wymaga rozmaitych sformułowań opisowych w rodzaju: "czasy PRL", "miniona epoka", "były ustrój" czy uzyty przez mnie żartobliwie "ancien regime". Jeśli masz jakiś dobry pomysł na lapidarne okreslenie tamtego okresu w dziejach Polski, to zaproponuj, może się przyjmie. Ostatecznie można też posługiwać się neutralną "osią czasu" czyli mówić o latach sześćdziesiątych czy osiemdziesiątych (zapisywanych poprawnie, zgdodnie z normą jezykową: 60. i 80.), ale jest to pewnego rodzaju proteza, bo nie obejmuje całego okresu powojennego, w którym istniał autorytarny ustrój monopartyjny.
        • Gość: moxi Re: Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? IP: 173.233.196.* 05.03.12, 16:35
          "oj czepiacie się drobnostek, tak jakby to miało znaczenie. Wolę już "kultowe" w kontekście celebrowania miejsc/rzeczy niż "oldskulowe", "vintage", czy innych określeń uzywanych przez dzisiejszych pryszczersów. Obawiam się, że nie znajdzie się innego określenia o podobnym ładunku natężenia nostalgii konsumenta, bo tu nie chodzi przecież o sklepy "ulubione" czy "uwielbiane"."

          My tu dyskutujemy na temat, czy powaznej gazecie wypada uzywac zargonu na poziomie szkoly podstawowej, lub gimnazjum, a nie o tym czy "kultowe" jest lepsze niz "oldskulowe". oba te wyrazy to pusty i nadety zargon!

          P.S. i czy regularne zasmiecanie jezyka polskiego przez pseudo-dzinnikarzy z GW to jest "drobnostka"? Kiedys owa gazeta reprezentowala znacznie wyzszy poziom!
    • leonfeld Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOBACZ 05.03.12, 12:14
      dla mnie, małego chłopca w l. 80 kultowym miejscem był sklep "Jędruś" na Czechowie - czy ktoś go jeszcze pamięta?
      • Gość: obserwator dna Gazeta w Lublinie goni w piętkę IP: *.dynamic.chello.pl 05.03.12, 12:42
        Nie ma za co pochwalić pana prezydenta to będą pisać o niczym?
    • wandad Re: Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOB 05.03.12, 14:05
      Zanim na rogu Osterwy i Krakowskiego pojawil sie sklep cuekrniczy byl tam sklep z zabawkami. A na rogu Swietoduskiej i Krakowskiego przed sportowym byla jatka z wiecznie klebiacym sie tlumem. Skladnica harcerska byla tez przy Krolewskiej. Najbardziej "intensywnie pachnacy" chemiczny przez wiele lat miescil sie przy Kowalskiej. Przy Rady Delegatow - dobrze zaopatrzony Polski Len, tez ze specyficznym zapachem. Dlugo moznaby wyliczac...
      • empi Re: Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOB 05.03.12, 15:33
        A antykwariat na dawnej Pstrowskiego, obok kina Wyzwolenie ?. Kto pamieta tego starszego Pana i jego następcę?
        pzdr.
        • wandad Re: Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOB 05.03.12, 16:05
          Pamietam pana Osiaka. On bardzo nie lubil pozbywac sie swoich ksiazek :) Pozniej sklep przejal pan Gacek zdaje sie.
          • Gość: bosman Gacka nie Gacek IP: *.centertel.pl 06.03.12, 09:37
            zresztą potem splajtował.
        • wampir-wampir Re: Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOB 05.03.12, 16:12
          empi napisał:

          > A antykwariat na dawnej Pstrowskiego, obok kina Wyzwolenie ?. Kto pamieta tego
          > starszego Pana i jego następcę?

          Starszego pana nie pamiętam, ale Marka Gackę, właściciele tego antykwariatu z końca lat 80-tych bardzo dobrze. Przepuszczałem tam mnóstwo kasy :-)))
          • empi Re: Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOB 05.03.12, 17:04
            Starszy Pan to Franciszek Osiak.
            pzdr.
          • Gość: er Zdjęcie nr 3 - auto na deptaku IP: *.warszawa.vectranet.pl 05.03.12, 17:34
            szanowna strażo miejsko
            zdjęcie nr 3
            lublin.gazeta.pl/lublin/56,35640,11282660,Sklep_sportowy,,3.html#galeria
            zdjęcie można wykorzystać do mandatu - jeep na deptaku :)
      • Gość: basia Re: Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOB IP: *.lublin.hypnet.pl 05.03.12, 17:33
        Polski Len był przy Hanki Sawickiej (Świętoduskiej)...
        • wandad Re: Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOB 05.03.12, 17:40
          Tak, ale najpierw byl przy Rady Delefatow.
          • empi Re: Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOB 05.03.12, 17:49
            Pamiętasz "Kalickiego" przy Kraku, albo "Bata" ?
            pzdr.
            • empi Re: Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOB 05.03.12, 17:51
              O firmie Kalickich
              pzdr.
            • wandad Re: Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOB 05.03.12, 17:52
              empi napisał:

              > Pamiętasz "Kalickiego" przy Kraku, albo "Bata" ?
              > pzdr.
              Kalickiego pamietam, ale Bata nie :(
              • empi Re: Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOB 05.03.12, 17:56
                Może to Ci przypomni miejsce.
                pzdr.
    • ferdek_bagietka Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOBACZ 05.03.12, 14:05
      sklep muzyczny na Krakowskim nazywał się Monolux. i był kultowy, oj był... pamiętam wyprawy po taśmy szpulowe do nagrywania muzy. te większe, na szpulach 18 cm to był rarytas.

      zaś dla tęskniących za poprzednim ustrojem mam opowieść o zakupie gramofonu: miałem apetyt na coś lepszego, co było gramofonem prawdziwym a nie frezarką niszczącą płyty. Mama zadzwoniła do znajomej, znajoma do znajomej itd. pojechaliśmy z ojcem do siedziby WPHW (Wojewódzkie Przedsiębiorstwo Handlu Wewnętrznego) przy Mełgiewskiej, wskazanej "pani Zosi" wręczyliśmy souvenir w postaci flaszki kolorowej wódki i "pani Zosia" dała nam telefon do "pana Leszka". "pan Leszek" był magazynierem w salonie Unitry na Choinach. pojechaliśmy, zapytaliśmy o "pana Leszka", te wziął nas za budynek salonu, otworzył swój służbowy garaż, wskazała stertę zapakowanych w kartony GS420 "Adam" (hit Unitry) i spytał: czarny czy w kolorze drewna, po czym przyjął pieniądze za towar + souvenir w postaci flaszki czystej.
      i tak wyglądał handel w PRLu: sterta sprzętu w garażu i puste półki w salonie.
      • ferdek_bagietka Re: Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOB 05.03.12, 14:07
        <przepraszam za literówki w tekście>
        • Gość: obserwator dna Re: Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOB IP: *.dynamic.chello.pl 05.03.12, 14:17
          A ja wtedy czekałem że dostanę taki od Mikołaja
          ale Święty nie znał ani pani Zosi anI pana Leszka .....
          • ferdek_bagietka Re: Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOB 05.03.12, 18:11
            nie no, sorry, wiesz... głupio mi...
            ale gdybym nawet wtedy nie nabył to i tak pan Leszek by ich (gramofonów) na wystawę salonu nie przeniósł z garażu...
        • Gość: emigrant Tak było... albo na zapisy w zeszycie społecznym:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.12, 02:37
          Via zeszyt społeczny stałem się podczas jednej z zim stulecia (musiał być to rok 82 albo 83) najszczęśliwszym pod słońcem posiadaczem cuda ówczesnej technologii rowerowej... składaka Wigry5 w kolorze zielonym. Mimo śniegu i mrozu przez cały dzień jeździłem nim dookoła bloku co chwila przewracając się w zaspę, bo nasza kolej przyszła właśnie w szczycie zimy :) Ale to była radość... :)
      • Gość: rozenkranc Re: Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOB IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.03.12, 19:18
        ferdek_bagietka napisał:
        > Mama zadzwoniła do znajomej, znajoma do znajomej itd. pojechaliśmy
        > z ojcem do siedziby WPHW (Wojewódzkie Przedsiębiorstwo Handlu Wewnętrznego) prz
        > y Mełgiewskiej, wskazanej "pani Zosi" wręczyliśmy souvenir w postaci flaszki ko
        > lorowej wódki i "pani Zosia" dała nam telefon do "pana Leszka". "pan Leszek" by
        > ł magazynierem w salonie Unitry na Choinach. pojechaliśmy, zapytaliśmy o "pana
        > Leszka", te wziął nas za budynek salonu, otworzył swój służbowy garaż, wskazała
        > stertę zapakowanych w kartony GS420 "Adam" (hit Unitry) i spytał: czarny czy w
        > kolorze drewna, po czym przyjął pieniądze za towar + souvenir w postaci flaszk
        > i czystej.
        > i tak wyglądał handel w PRLu: sterta sprzętu w garażu i puste półki w salonie.

        Nie wykluczam bynajmniej tak sensacyjnej procedury, jak wyżej opisana, bo w przyrodzie wszystko jest możliwe (choć nie wszystko się zgadza; "Unitra" była odrębnym przedsiębiorstwem, miała dyrekcję na ul.Tyrystycznej, a WPHW na ul.Łęczyńskiej), niemniej ja kupiłem "Adama" w "Monoluxie" bez takich perypetii. Był to gramofon podówczas dość drogi (pierwszy bezpaskowy, z bezpośrednim napędem) i kolejka (zapisy) do niego nie była zbyt wielka. W podobny sposób (przez nękanie sklepu:-) kupiłem też Radmora (pierwsza wersja z wskaźnikami wychyłowymi).
        Generalnie rzecz biorąc masz rację, w sklepach nie przelewało się od atrakcyjnych towarów. Za to żeby znaleźć pracę nie trzeba było mieć znajomych co mieli znajomych, bo to praca szukała człowieka, a nie odwrotnie. Cóz zrobić, w tej naszej bidnej Polsce nigdy nie ma wszystkiego na raz. Wszystko na raz mają tylko na Kiribati: słońce, piasek, ciepłe morze, palmy, kokosy i nic do roboty!
    • gawor4 zdecydowanie brak mi monoluxu z krak. przedm. 05.03.12, 14:51
      na przeciw Empiku, w podwórzu, było 5 malutkich sklepików ze sprzętem grającym, które razem tworzyły magiczną nazwę MONOLUX. Oczywiście nic tam nie było (poza radiami stołowymi), ale jak rzucili sprzęt HiFi to było najweselsze miejsce w mieście.
      • ferdek_bagietka Re: zdecydowanie brak mi monoluxu z krak. przedm. 05.03.12, 18:16
        przez długi czas na wystawie jednego z tych lokali stał (nie do kupienia raczej) magnetofon szpulowy Kasprzaka. nie pamiętam numeru katalogowego, ale nazwę własną miał bodajże "Koncert". potężny, na nóżkach z regulacją pochyłu, mógł stać pod kątem jak dzisiejsze ekrany laptopów. i mieściły się na nim ogromne szpule taśmy, wystające nawet poza obrys samego magnetofonu. oferował trzy prędkości zapisu, a przede wszystkim - niesamowity wygląd, jak sprzęt ze studia nagraniowego.
    • Gość: gość Re: Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOB IP: *.dynamic.chello.pl 05.03.12, 14:51
      Brakuje mi smażalni ryb przy Głębokiej, bagietek przy Krakowskim Przedmieściu (w pobliżu Delikatesów, schodkami w dół) i samych Delikatesów - tuz obok. Dzięki Delikatesom n a o c z n i e , w wieku lat 12 udało mi się zobaczyc ciasteczka o nazwie Delicja... Była za duża kolejka, by stac w niej i poznac ich smak...
      Bagietki śmierdziały na pół kilometra, mój Tato zatykał nos jak tamtędy przechodził, ale dla mnie były najpyszniejsze w kraju... Do wspomnianej pizzerii przy Peowiaków najczęściej brakował o mi cierpliwości by czekać pół godziny czy godzinę na pizzę )(fakt, najlepszą w mieście w owych czasach).
      Smażalnia ryb - rewelacja! Woleliśmy to miejsce niz jakieś restauracje z antrykotami i frytami:)
      No i Pewexy - jeszcze przy Mełgiewskiej (z fajnymi ubraniami i kosmetykami), Nadbystrzyckiej i - króciutko - przy Kołłątaja, gdzie zbieraliśmy cencik do cencika by zakupić coś dla studenta - prawiealkoholika:)
      • kierpcosek2 Re: Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOB 05.03.12, 14:57
        A ile budek z piwem zniknęło...Nie brakuje ich Wam?
        • wampir-wampir Re: Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOB 05.03.12, 16:52
          Również pamiętam te bagietki z Krakowskiego. Nigdy w życiu nie jadłem lepszych :-)))
          • charliefrown Re: Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOB 05.03.12, 17:21
            Chodzi Wam o zapiekanki w lokalu Jazz Pizzy? Fakt były niezłe, poròwnywalnie dobre można było kupić obok SP nr 8 (obecna Pizza Venezia), w przeciwienstwie do późniejszych gumowych wynalazków z mikrofali, tamte były chrupiące z piekarnika ;)

            Czekam na dalszy ciąg nieistniejących miejsc, tym razem po komunistycznej spuściznie czas powspominać czasy po 89 roku, kiedy to powstawały biznesy, które wyprzedzały swoją epokę i dodawały Lublinowi nieco pikanterii ;)
            • empi Re: Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOB 05.03.12, 17:27
              Sklepy Agrohansy, powiew Zachodu :)
              pzdr.
              • wandad Re: Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOB 05.03.12, 17:50
                Byl jeszcze Swiat Dziecka przy Krakowskim obok sadu i sklep z zabawkami przy Rady Delegatow gdzie pozniej miescil sie jakis pasmanteryjny. Sprzedawali tam kukielki Jacka i Agatki, ktore wymeczylam od babci.
                W nieistniejacym juz bydynku przy Poczcie Glownej przez lata cale byl sklep filatelistyczny, ktory mnie zawsze bardzo fascynowal.
              • wandad Re: Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOB 05.03.12, 17:53
                empi napisał:

                > Sklepy Agrohansy, powiew Zachodu :)
                > pzdr.
                Pierwszy byl przy Zana
            • Gość: emigrant Re: Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOB IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.12, 02:43
              Dopiero teraz dotarłem do postów traktujących o moich ulubionych bagietkach przy szkole muzycznej :) Kochani... one były z prawdziwego pieca. Żadne tam piekarniki. Normalne dwa piece. Ten zapach czuliśmy codziennie w każdej salce w szkole muzycznej na górze. Później rzeczywiście była tam Jazz Pizza... to już czasy mojego liceum i przełom lat 80-tych i 90-tych. Dzięki za przypomnienie :)
    • wandad Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOBACZ 05.03.12, 18:22
      A kto pamieta prywatny sklep p. Zajkowej, w podworku przy Koziej, gdzie kupowalo sie najmodniejsze buty?
      • dociek Było i się skończyło 05.03.12, 19:38
        Przy ulicy Koziej, w tym samym budynku, który aktualnie w całości zajmuje III Oddział Banku Pekao SA, praktycznie na samym jej początku idąc od ulicy Bernardyńskiej znajdował się prywatny, malutki sklep żelazny, w którym było "wszystko". Prowadziło go starsze, bardzo sympatyczne małżeństwo. Później chyba została już sama pani. Przypomina mi się także bardzo apetyczny, słodki zapach ciastek rozchodzący się wokół cukierni Madeja, która robiła najlepsze pączki w Lublinie. Pachniało ptysiami Krakowskie Przedmieście, tam gdzie się ona znajdowała, tj. w głębi, w starej kamienicy, obok której postawiono budynek Zakładów Odzieżowych Gracja, który potem przejął bank, też Pekao SA. Było, minęło.
        • _aaa_ po 89' 05.03.12, 20:11
          Delikatery Delirod na obecnym deptaku (teraz buty CCC) i Simon w Lubliniance
          czyli pizza na stojaka przed zasłonka i zasiadana za nią:))) Przyznam, że była niezła.
          Imperium Marii Stanisławek i jej męża doktora czyli od małego komisu na Narutowicza
          w piwnicy do domu towarowego Maria na deptaku.
          • _aaa_ Re: po 89' 05.03.12, 20:18
            Zapomniała bym o luksusowych kieckach czyli Parisette Grażynki Cieślińskiej.
            Pierwszą damę Jolantę w końcu ubierała w wymyslne kreacje:)))
          • dociek Re: po 89' 05.03.12, 20:22
            Miałem i swój "firmowy" udział w tamtym miejscu i czasie, gdy deptak jeszcze nie istniał i dopiero zaczął powstawać. Widziałem jak, stopniowo, wraz z budową deptaka wynosiły się za Krakowskiego Przedmieścia zasiedziałe do tej pory sklepy, np. Chemia, także jak posypał się Delirood. A również te firmy, które korzystając z wybuchającej swobody gospodarczej znalazły tam swoje czasowe miejsce - musiały się jednak wycofać. Pozostały banki, telefonia komórkowa, puste lokale, fast-foody i puby, a i te ulegają znacznej rotacji.
            • wampir-wampir Re: po 89' 05.03.12, 20:42
              Pizza faktycznie była niezła, choć ja wolałem tę z Jazz Pizzy, to też jeden z pierwszych lokali gastronomicznych, które powstały po 89. No i bar sałatkowy obok Delirood, bardzo krótko był na rynku.
              • wampir-wampir Re: po 89' 05.03.12, 21:22
                Po 89 roku "urynkowili" się też niektórzy kierownicy dawnych przybytków usługowo-handlowych. Pan, który kiedyś był kierownikiem nieistniejącej już księgarni Ossolineum na Królewskiej, dziś prowadzi antykwariat "Skryba" na Świętoduskiej, najlepszy w Lublinie.
                • wandad Re: po 89' 05.03.12, 21:56
                  A przed 89 przy Krolewskiej byl antykwariat i ksiegarnia sw. Wojciecha. Czesto tam bywalam.
                  • folkatka Re: po 89' 05.03.12, 22:07
                    A kto pamieta lody z okienka w Astorii? W tym miejscu jest teraz sklepik spozywczy.
                    Lody w galkach, trzy smaki - czekoladowy, owocowy, śmietankowy.
                    Pycha.
                    • wandad Re: po 89' 05.03.12, 22:13
                      folkatka napisała:

                      > A kto pamieta lody z okienka w Astorii? W tym miejscu jest teraz sklepik spozy
                      > wczy.
                      > Lody w galkach, trzy smaki - czekoladowy, owocowy, śmietankowy.
                      > Pycha.
                      >
                      Tam byly najlepsze lody. A na pietrze kremy. Ale kawa to zawsze najlepsza byla u p. Widelskiego przy teatrze. :)
                      >
                      • wampir-wampir Re: po 89' 05.03.12, 22:19
                        Na piętrze chyba pierwszym, we właściwej Astorii podawano gin (w literatce) z tonikiem (w butelce), nie umiałem tego wypić :-)))
                        • _aaa_ Re: po 89' 05.03.12, 22:26
                          wampir-wampir napisał:

                          > Na piętrze chyba pierwszym, we właściwej Astorii podawano gin (w literatce) z t
                          > onikiem (w butelce), nie umiałem tego wypić :-)))


                          W Mieszczce podawano lody rumowe - kalipsiak pokrojony w zgrabną kostkę, do tego pięćdziesiątka rumu. Pani kelnerka przynosiła jedno i drugie i przed klientem robiła - hlup alkochol do lodów, które natentychmiast zaczynały sie rozpływać.
                          Smacznego.

                          A najlepsze kremy na bezikach były w Trojce na PKWNie.
                          Na parterze pomiędzy mordownią a barem mlecznym było stoisko z ciastem i deserami.
                          Na pieterku była restauracja. Mamusia prychała pogardliwie, że mało elegancka:)))
                          • Gość: bosman a op "Czarciej Łapie" nikt nie pamieta? IP: *.centertel.pl 06.03.12, 09:54
                            Krem sułtański do dziś pamiętam. No i ciastka, zwłaszcza WZ i Stefanki.
                            • _aaa_ Re: a op "Czarciej Łapie" nikt nie pamieta? 06.03.12, 10:08
                              Gość portalu: bosman napisał(a):

                              > Krem sułtański do dziś pamiętam. No i ciastka, zwłaszcza WZ i Stefanki.


                              W moim domu preferowane były WZki z Malinowej.
                      • _aaa_ Re: po 89' 05.03.12, 22:21
                        wandad napisała:

                        > >
                        > Tam byly najlepsze lody. A na pietrze kremy. Ale kawa to zawsze najlepsza byl
                        > a u p. Widelskiego przy teatrze. :)
                        > >


                        Owszem. Ziarna kawy palił na miejscu.
                        Jako pacholę bywałam tam z dziadkiem.
                        Dziadek na kawkę, ja na wafelki.
                        Pamiętam, że zawsze dostawał ziarenko do spóbowania.

                        Dawne czasy.
                    • dociek Re: po 89' 05.03.12, 22:27
                      Na pewno nie Ty, Folkatko, ale Twój tata pewnie pamięta jak sprzedawano lody waniliowe z termosów w takich kremowych budkach, nakładając dwie kulki do waflowych muszelek (tzw. duże lody) lub jedną do rożka (małe). Miały one niepowtarzalny smak, a były jeszcze robione z jajkami. Pamiętam taką budkę z mojego osiedla i taka samą przy wejściu z al. Świerczewskiego (obecna Piłsudskiego) do Parku Ludowego, zaraz za mostem na Bystrzycy. Było jednak więcej takich budek w Lublinie. Najbardziej jednak znaną budką z lodami, była prywatna - przy placu Litewskim "Asia", nieopodal miejsca, gdzie poprzednio, przy ul. 3 Maja był przystanek MPK. Właścicielka tejże, pani Skaruchowa, miała również lokalik w Nałęczowie.
                      • empi Re: po 89' 05.03.12, 22:31
                        To były czasy. W sklepach mleko luzem :) nalewano z dużych baniek miarkami 0,5 L i 1 L do naczyń klientów. Sanepid wtedy już chyba był.
                        pzdr.
                      • _aaa_ Re: po 89' 05.03.12, 22:32
                        Muszelka...pamietam, że podawali te gałki wetknięte pomiędzy dwa płaskie wafelki.
                        Było to nie do zjedzenia, bez ryzyka urwania głowy za wypaćkaną sukienkę
                        czyli w perspektywie szlaban na kolejna porcję.
                        Wolałam w rożku - mniej a częściej:)))

                        A najlepsze gofry mieli koło Victorii. O!
                        • empi Re: po 89' 05.03.12, 22:41
                          Ładnie, od PEWEXu zmierzamy do saturatora z wodą gruźliczanką na Pl. Litewskim :), sama woda 30 gr. z sokiem 1 zł. Dobrze pamiętam?
                          pzdr.
                        • Gość: karol Re: po 89' IP: *.vlan367.corcoran.lubman.net.pl 05.03.12, 22:43
                          kto lubił servovit? (serwowit?)
                          • empi Re: po 89' 05.03.12, 22:51
                            ohydztwo :)
                            pzdr.
                            • dociek Re: po 89' 05.03.12, 22:59
                              Super gasił pragnienie! ;-p Jeden z moich kolegów, unikający wcześniej prób z produktami Zakładów Przetwórstwa Owocowego, po spożyciu onego, chyba już mocno sfermentowanego... hm... wykazywał objawy lekkiego "napicia". ;-)
                            • wandad Re: po 89' 06.03.12, 01:40
                              empi napisał:

                              > ohydztwo :)
                              > pzdr.
                              A ja serwowit bardzo lubilam. Nie byl slodki i tylko trzeba bylo uwazac, zeby nie za bardzo wstrzasac buteleczka, bo na dnie bylo sporo osadu. To mialo cos wspolnego z serwatka.
                              • Gość: emigrant Servovit... no właśnie, co to dokładnie było? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.12, 02:23
                                Całe dzieciństwo to piłem. Butelka po śmietanie z fioletowym kapslem i napój o kolorze porannego moczu w środku :) Smakowało wyśmienicie. Do tego bułka i śniadanie miałem w szkole jak król :)

                                Do dzisiaj tego smaku ponownie nie spotkałem. Kto wie dokładnie co to był ten serwovit? (pewnie wujek google mnie zaraz oświeci) i pytanie okaże się pro-forma :)
                                • Gość: BG Re: Servovit... no właśnie, co to dokładnie było? IP: *.hsd1.ca.comcast.net 28.04.12, 07:04
                                  Servovit...nawet nie pamietalam jak to sie pisze. Tez mialam podobne skojarzenia co do koloru i tych metnych farfocli na dnie butelki, ale po koszykowce gasilo pragnienie. To bylo bardzo dobre...przynajmniej tak mi sie wtedy wydawalo. Chcialabym to jeszcze raz sprobowac aby wiedziec czy to istotnie bylo takie dobre. No i byl tez tani...a to plus u uczniaka z podstawowki z mala iloscia kieszonkowego.
                          • wampir-wampir Re: po 89' 05.03.12, 22:54
                            Gość portalu: karol napisał(a):

                            > kto lubił servovit? (serwowit?)

                            Nie pamiętam tego. Obżerałem się natomiast vibovitem. Pomarańczowy proszek o słodko-kwaśnym smaku kupowany w aptekach i nigdy nie rozpuszczany wbrew zaleceniom producenta. Nie wiem co miał leczyć, chyba przeziębienia.
                            • _aaa_ Re: po 89' 05.03.12, 23:58
                              Sorbovit to był napitek butelkowany z normalnego spozywczaka, nie apteczny.
                              Chyba nie mam związanych z nim wspomnień. Mamusia nie pozwalała pić.
                              Była tez jego późniejsza odmiana - Rosavit. Niedobre. Głownie słodkie,
                              podobnie jak napój w woreczkach do nabycia na niemal każdym straganie na targu
                              lub odpuście. Syfff z rozpuszczonych w wodzie landrynek.
                              A jak to potrafiło włosy pokleić jak sie woreczkiem oberwało.
                              Tfuuuuu:)))
                              • _aaa_ Re: po 89' 06.03.12, 00:08
                                Na Królewskiej, w obecnej kamienicy luxmedu, w lokalu po lewej stronie był lokal
                                o nazwie którego nie pamietam. Było to za czasów swietnosci banku Bogatina.
                                Często tam zagladałam na polędwicę po włosku.
                                Robili to to w mikrofali i nie wiem jakim cudem było to naprawde smaczne.
                                Do dziś gdzieś tam na podniebieniu pamiętam ten smaczek.
                                Frytki z torebki też, ale zdecydowanie negatywnie.

                                W tym samym czasie, na Krakowskim w podwórku, obok sklepu muzycznego
                                wyrosła chyba pierwsza hamburgerownia w miescie. BurgerKing?
                                Nie pamiętam. Potem nazwę zmienili bo ten własciwy ich grzecznie poprosił:)))

                                Dobry był "Hawaj".

                                Kurcze, wieki całe czegos takiego nie jadłam.
                                • _aaa_ Re: po 89' 06.03.12, 07:52
                                  _aaa_ napisała:
                                  >
                                  > W tym samym czasie, na Krakowskim w podwórku, obok sklepu muzycznego
                                  > wyrosła chyba pierwsza hamburgerownia w miescie. BurgerKing?


                                  Pamięć mi przez noc wróciła. To był Bigmac!:)))
                                  • Gość: emigrant Bigmac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.12, 12:32
                                    Ta hamburgerownia utrzymywała się przez dłuuuugie lata. Tak dobrego hamburgera nie jadłem do dzisiaj. I właściciele (mam ich przed oczami, zwłaszcza JEGO) dbali o Gości, często z nimi rozmawiałem. Nie wiem czy z niknęli, kiedy, ale jak przyjeżdżałem jeszcze dość regularnie do Lublina lat temu 10 to byli na pewno. Wielkie, grube hamburgery ze świeżymi warzywami... pycha :) Gdyby z taką jakością zrobili sieć, to McDonald`s poszedłby z torbami :):):)
                                    • _aaa_ Re: Bigmac 06.03.12, 21:12
                                      Gość portalu: emigrant napisał(a):

                                      > Ta hamburgerownia utrzymywała się przez dłuuuugie lata. Tak dobrego hamburgera
                                      > nie jadłem do dzisiaj. I właściciele (mam ich przed oczami, zwłaszcza JEGO) dba
                                      > li o Gości, często z nimi rozmawiałem. Nie wiem czy z niknęli, kiedy, ale jak p
                                      > rzyjeżdżałem jeszcze dość regularnie do Lublina lat temu 10 to byli na pewno. W
                                      > ielkie, grube hamburgery ze świeżymi warzywami... pycha :) Gdyby z taką jakości
                                      > ą zrobili sieć, to McDonald`s poszedłby z torbami :):):)


                                      To był interes rodzinny, dwa małżeństwa tylko nie pamietam czy dwóch braci z zonami czy dwie siostry. Mniejsza z tym. Ta para czyli ładna blondynka - Ania i jej mąż - blądyn z wasem - Leszek dziesięc lat temu na pewno już tam nie byli. W tym czasie mniej więcej mieli knajpkę na rogu Zielonej i Staszica - Zielona tawetnę. Zwineli się jednak, bo własciciel kamienicy stał się zachłanny. Potem prowadzili jakis barek w szpitalu na Jaczewskiego. Anka kilka lat temu miała taka maleńka cukiernię na Głębokiej obok dawnej Trojki. Potem leszek wyjechał do Holandii.
                                      Dawno ich nie widziałam i nie wiem co się teraz z nimi dzieje, ale nic nie wskazuje na to, by prowadzili jakiś gastronomiczny biznes.
                                  • joannabarska A gdzie piliscie? 09.10.13, 13:34
                                    Rozczulilam sie, choc dzis z uwagi na wiek wole zamawiac z dostawa do domu w pewnym markecie(bez reklamy,mam tam dobry uklad). A moze powspominac knajpy lubelskie?.
                              • Gość: emigrant Napoje w woreczkach :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.12, 02:27
                                Hahahaha... przypomniało mi się, jak latało się po takowe do warzywniaka na osiedlu :) Ale bez przesady... napój wypijaliśmy, a jeśli mieliśmy spuścić komuś woreczek na głowę później, to rozgryzało się jego róg i później napełniało wodą ze szkolnej toalety, zakręcało się róg i leciało na 2 piętro, bo stamtąd lepiej latały na przechodniów.
                            • wandad Re: po 89' 06.03.12, 01:34
                              wampir-wampir napisał:

                              > Gość portalu: karol napisał(a):
                              >
                              > > kto lubił servovit? (serwowit?)
                              >
                              > Nie pamiętam tego. Obżerałem się natomiast vibovitem. Pomarańczowy proszek o sł
                              > odko-kwaśnym smaku kupowany w aptekach i nigdy nie rozpuszczany wbrew zalecenio
                              > m producenta. Nie wiem co miał leczyć, chyba przeziębienia.
                              To nie bylo lekarstwo tylko witaminki :)
                              • wampir-wampir Re: po 89' 06.03.12, 01:57
                                wandad napisała:

                                > To nie bylo lekarstwo tylko witaminki :)

                                A być może, pamiętam tylko smak i że kupowało się to w aptekach. Lekiem na kaszel był natomiast akron, też namiętnie to żarłem, ale smaku już nie pamiętam i chlorchinaldin na gardło. To był okres wyrobów czekoladopodobnych, myślę że odruch wymiotny jaki wywoływały skłaniał nas wtedy do zajadania się aptecznymi specyfikami :-)))
                                • wandad Re: po 89' 06.03.12, 02:13
                                  wampir-wampir napisał:

                                  > wandad napisała:
                                  >
                                  > > To nie bylo lekarstwo tylko witaminki :)
                                  >
                                  > A być może, pamiętam tylko smak i że kupowało się to w aptekach. Lekiem na kasz
                                  > el był natomiast akron, też namiętnie to żarłem, ale smaku już nie pamiętam i c
                                  > hlorchinaldin na gardło. To był okres wyrobów czekoladopodobnych, myślę że odru
                                  > ch wymiotny jaki wywoływały skłaniał nas wtedy do zajadania się aptecznymi spec
                                  > yfikami :-)))

                                  Akron tez byl na gardlo. Takie spore tabletki do ssania.
                            • Gość: emigrant Nie zgadzam się :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.12, 02:29
                              Vibovit był żółty, a visolvit (którego nie lubiłem z racji uczuleni na wapno) był pomarańczowy. Vibovit był "miodzio". Paluchem wylizywałem srebrną od środka torebeczkę do czysta. Nie było po co jej później rozdzierać :):):)
                              • wampir-wampir Re: Nie zgadzam się :) 06.03.12, 21:51
                                Gość portalu: emigrant napisał(a):

                                > Vibovit był żółty, a visolvit (którego nie lubiłem z racji uczuleni na wapno) b
                                > ył pomarańczowy.

                                Masz rację, pomyliłem te proszki, czas jednak swoje robi :-))) Ale miałem odwrotnie niż Ty - visolvit pycha, vibovit bleee.
                        • Gość: BG Re: po 89' IP: *.hsd1.ca.comcast.net 28.04.12, 06:58
                          Gofry taaaaak...jak najbardziej te kolo Victorii. A jak pachnialo na ulicy.
                    • Gość: emigrant Astoria, Czarcia Łapa i Ratuszowa i bar Promień IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.12, 02:14
                      Astoria, Czarcia Łapa i - nazwy nie pamiętam teraz - kawiarnia na Krakowskim Przedmieściu vis a vis kościoła obok Ratusza... no tak... Ratuszowa :):):)... olśniło mnie... Trzy miejsca, które co niedzielę naprzemiennie odwiedzałem z ojcem :)

                      Fajne czasy, bo dzieciakiem byłem.

                      Był jeszcze fajny bar mleczny Promień prowadzony przez zakonnice, w budynku przy Pl. Wolności. Później tam jakiś dom handlowy był. Najlepsze ziemniaki z mlekiem zsiadłym... tak się jadało na początku lat 80-tych :) Pamięta ktoś ten bar? :)
                      • mwt Re: Astoria, Czarcia Łapa i Ratuszowa i bar Promi 06.03.12, 07:41
                        "Promień" to nie był bar mleczny, tylko jadłodajnia i taki napis był nawet na szyldzie. Faktycznie, siostrzyczki karmiły znakomicie - smacznie i tanio. A obok, w maleńkiej dziupli urzędował zegarmistrz, starszy pan, który był najlepszym zegarmistrzem w Lublinie.

                        kłaniam,
                        wisia
                        • Gość: maruda Re: Astoria, Czarcia Łapa i Ratuszowa i bar Promi IP: *.dynamic.chello.pl 06.03.12, 07:47
                          bar mleczny tuż za Bramą Krakowską, na rogu Jezuickiej, i drugi - na wprost od DT Sezam, w czasach studenckich czasami trzeba było spozywać naleśniki albo pierogi :)
                          • _aaa_ Re: Astoria, Czarcia Łapa i Ratuszowa i bar Promi 06.03.12, 07:53
                            Gość portalu: maruda napisał(a):

                            > bar mleczny tuż za Bramą Krakowską, na rogu Jezuickiej, i drugi - na wprost od
                            > DT Sezam, w czasach studenckich czasami trzeba było spozywać naleśniki albo pie
                            > rogi :)


                            W barze na starym miescie dawali najpyszniejsze naleśniki na świecie.
                            Nawet ja lepszych nie robie:)))
                            • Gość: bosman mniam mniam - naleśniki biszkoptowe IP: *.centertel.pl 06.03.12, 10:03
                              ze śmietaną i kompot z (prawdziwych) jabłek. W barze mlecznym "Pod Krówką".
                              • _aaa_ Re: mniam mniam - naleśniki biszkoptowe 06.03.12, 10:11
                                ajjj, natchneły mnie te retrosmaki.
                                Ide robić na obiad mielone z buraczkami plus tłuczone kartofelki.

                                Vintage kulinarny na całego:)))
                                • Gość: bosman ul. Lipowa - sklep papierniczy IP: *.centertel.pl 06.03.12, 10:58
                                  najlepiej zaopatrzony w Lublinie. Obok chemiczny a z boku zakład fryzjerski.
                        • _aaa_ Re: Astoria, Czarcia Łapa i Ratuszowa i bar Promi 06.03.12, 08:00
                          mwt napisała:

                          > "Promień" to nie był bar mleczny, tylko jadłodajnia i taki napis był nawet na s
                          > zyldzie. Faktycznie, siostrzyczki karmiły znakomicie - smacznie i tanio. A obo
                          > k, w maleńkiej dziupli urzędował zegarmistrz, starszy pan, który był najlepszym
                          > zegarmistrzem w Lublinie.
                          >
                          > kłaniam,
                          > wisia


                          Si. Jako niejadek tam jednak jadłam przysmazanego klopsa.
                          Tak samo dobrego dawali potem w ramach obiadów pracowniczych
                          w stołówce NBP na na Chopina.

                          Obok "Promienia", w kamienicy były jeszcze dwie modystki, sklep z "głupotami"
                          pralnia chemiczna i księgarnia, która tam nadal istnieje.
                          W kamienicy obok była jakaś drukarnia i zakład usług komunalnych z pięknymi
                          wiankami trumiennymi na wystawie.
                          Idąc w dół Dąbrowskiego, tam gdzie teraz mieszkają księza emeryci była duża drukarnia.
                          Taki parterowy, bardzo długi budynek.
                          A jak juz doszlismy do Buczka, po prawej stronie, tam gdzie teraz jest sexshop
                          było najcudowniejsze miejsce na świecie - sodówka. Sklep z cukierkami
                          i oranżadką w proszku:)))
                        • Gość: bosman pamietacie zakład zegarmistrzowski... IP: *.centertel.pl 06.03.12, 10:01
                          M i Z Kita? Róg Pstrowskiego i Narutowicza. Jeden z najlepszych w Lublinie. Też nie "wytrzymali" transformacji. Ale na Narutowicza 13 i "Pod murzynkiem" (róg Szopena i Okopowej) jeszcze się trzymają.
                          • Gość: Murzynek Bambo Murzynek Bambo w Afryce mieszka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.03.12, 18:02
                            Pod "murzynkiem" - ej ty, ty! Ty rasisto!
                      • Gość: BG Re: Astoria, Czarcia Łapa i Ratuszowa i bar Promi IP: *.hsd1.ca.comcast.net 28.04.12, 07:16
                        Taaaaak. Pamietam ten bar prowadzacy przez zakonnice. Jakis czas temu kiedy odwiedzilam Lublin to bylam ciekawa czy tam nadal jest. Nie moglam sobie przypomniec nazwy tego "lokalu":-). I to mnie meczylo. Ogromne dzieki za podpowiedz. A co do baru, to uwielbialam ich nalesniki. Bylam niejadkiem, wiec choc raz w tygodniu rodzice chcieli miec troche spokoju, i zeby uniknac mojego marudzenia i ciaglego siedzenia przy stole i poganiania mnie z jedzeniem to chodzilismy tam albo na obiad, albo na kolacje w zaleznosci od tego kiedy poszlismy na msze na Krolewskiej. Szkoda ze tego baru nie ma.
                  • Gość: emigrant Re: po 89' IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.12, 02:06
                    Księgarnia była też na Królewskiej pomiędzy Caritasem a św.Wojciechem (w kamienicy pomiędzy przystankami trolejbusowym i autobusowym). Pracowała tam najpiękniejsza sprzedawczyni książek jaką moje nastoletnie oczy wypatrzyły. Specjalnie przepuszczałem kilka autobusów, by sobie na nią popatrzeć :)
    • Gość: emigrant Zapiekanki na Krakowskim przy szkole muzycznej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.12, 02:19
      Ktoś wspomina z sentymentem to miejsce? Wchodziło się do "zapiekankowni" schodkami w dół, idąc od strony Delikatesów w kierunku Wieniawskiej, nie dochodząc do głównego wejścia szkoły muzycznej im. T.Szeligowskiego na przeciwko Sądu Rejonowego.

      Zapiekankownia powstała gdzieś na samym początku lat 80-tych. Zapiekanka kosztowała 50 złotych (Świerczewskiego). Do dzisiaj pamiętam i smak i zapach lekko spieczonego w piecu żółtego sera.

      W dorosłym życiu tylko raz trafiłem na podobny smak, na koronie Stadionu Dziesięciolecia stała budka z zapiekankami. Zapytałem się jak ta babka, która te zapiekanki sprzedawała je robi, że są takie charakterystyczne i w odpowiedzi usłyszałem, że przepis opracowała jej bratanica po technologii żywienia. I naprawdę smakowały identycznie jak te spod szkoły muzycznej.
      • Gość: df Re: Zapiekanki na Krakowskim przy szkole muzyczne IP: 62.244.136.* 09.10.13, 12:01
        informacja potwierdzona:
        właściciel tego lokalu, zanim rozpoczął działalność pracował we Francji - tam zdobył przepis na te zapiekanki od francuskiego kucharza, kupił specjalny piec, sprowadził go do Lublina. Potem prowadził w tym miejscu sklep z lampami.
    • charliefrown początki kapitalizmu 06.03.12, 09:20
      zasługują chyba na nową foto relację i oddzielne wspominki na forum. Tak na szybko pamiętam, że

      - niektóre sklepy odmieniły zapyziały krajobraz post-peerelowski i z zewnątrz robiły wrażenie np. Corrado, Ada
      - pojawienie się pierwszych perfumerii - Sandra?
      - sklep firmy Apple bodajże na rogu Wieniawskiej i Krakowskiego, pamiętam ten minimalistyczny wystrój. W czasach, gdy otwieranie sklepów tej firmy stają się wydarzeniami, nasz punkt Apple przeminął bez echa :/
      - szał na magnetowidy i siłą rzeczy rozkwit branży wypożyczalni filmów. Pamiętam, że jedna z pierwszych wypożyczalni kaset video była juz w połowie lat 80. mieściła sie na ul. Lubartowskiej blisko bazaru, były to jednak nie najlepszej jakości kopie, póżniej w 88/89 można było wypożyczyć dobrej jakości oryginalne filmy koło pralni Tęcza i w Hadesie. Niesmiertelna wypożyczalnia z Kołłataja stacjonowała swego czasu w Domu Sportu.
      - Peep Show w kinie Wyzwolenie ;)))
      - Deli Rood bar i Delikatesy, wg mnie rewelacja, pierwszy intensywny powiew Zachodu. Delikatesy chyba za bardzo wyprzedzały swoją epokę, bo szynka parmeńska czy panettone w 1990 r. były towarami dość niszowymi.

      Strasznie brakuje mi właśnie tego nieco pstrokatego, jednak bardzo zróżnicowanego Śródmieścia, które nie było wówczas zdominowane przez banki i kebaby.
      • Gość: bosman pierwszy nocny z gorzałą... IP: *.centertel.pl 06.03.12, 11:02
        na Wróblewskiego - kolejki, ruch całą noc.
        • Gość: Prześmiewca Re: pierwszy nocny z gorzałą... IP: *.adsl.inetia.pl 10.03.12, 20:55
          Tak, to kultowa kuźnia talentów Lublina .Konsekwentnie pozbawiała szarych komórek. Ale "Bosman" jak zwykle na topie.
    • jameskajko To najgorszy obraz jaki mi utkwił w pamięci 06.03.12, 09:38
      z tamtego czasu. Sklep sprzed 1990 roku to coś do czego nigdy nie chciałbym wrócić. Słowo "kultowy" jest wręcz obraźliwe. Pewexy, Baltony nie były żadną oazą normalności , to były symbole naszego upodlenia. Tkwiły w miastach niczym wyrzut sumienia, przypomnienie w jakiej rzeczywistości przyszło nam żyć. Poza szarymi, pustymi sklepami, mnie najbardziej przerażali ludzie stojący za ladą. Opryskliwe gęby. Pracownica sklepu mięsnego to była taka socjalistyczna Nefretete. Bogini ,wyniosła, prymitywna , dzierżąca w swej ręce władzę na żołądkami profesorów , którzy się przed nią korzyli by zdobyć ten upragniony kawałek schabu bez kości. W każdy z tych przybytków rządził Król sklepu ,watażka owocowo-warzywny. Miał notes , spis telefonów i asystentów do redystrybucji dóbr materialnych. Sklep to była jego świątynia , miejsce jego kultu. Do dziś szlak mnie trafia kiedy przypomnę sobie ponury obowiązek cmokania w zadek cwaniary z kiosku Ruchu , która miała władzę nad dystrybucją prasy. Teczki , teczuszki , suweniry , podarki , ulgi. Wszystko dla Pani z kiosku. Handel w sockomunie niestety był namiastką kapitalizmu w najgorszym wydaniu. Ujawniał najbardziej nikczemne zachowania i postawy. W jego łonie , jak obecnie, kwitła chciwość , krętactwo, oszustwo i łajdactwo.
      • Gość: bosman czyli nic się nie zmieniło... IP: *.centertel.pl 06.03.12, 11:06
        więc o co Ci chodzi :-). Sentyment wynika nie z tęsknoty za tym co było tylko z tego, że mieliśmy po nascie lat. Zawsze marzyłem o tym, żeby dożyc czasów, że będę mógł po prostu pójść i kupić to na co mam ochotę i to, na co mnie stać.
      • mwt Re: To najgorszy obraz jaki mi utkwił w pamięci 06.03.12, 11:47
        Uff... odetchnęłam z ulgą, że jednak nie pochwaliłam jakiegoś komunistycznego tworu, udającego sklep z równie komunistyczną Nefertiti (która jednak była królową, a nie boginią). Wszak prowadzona przez zakonnice jadłodajnia i zakład zegarmistrzowski znienawidzonego w czasach komunizmu prywaciarza nie dadzą chyba podstaw na doniesienie do IPN?

        klaniam,
        wisia

        PSsss... Oczywista oczywistość... z tych nagannych placówek wszystkich wymienionych wyżej w tym wątku korzystałam z należytym obrzydzeniem ;-P
        • Gość: hehe tak, kultowe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.12, 15:05
          kultowe sklepy k0rva ich mać. Z kolejkami przez całą noc, chamstwem sprzedawczyń i gołymi hakami. Kultowe upodlenie narodu. No, ale do czegóż ma wracać lewacka gazecina, jak nie do komuny?
          • Gość: maruda Re: tak, kultowe IP: *.dynamic.chello.pl 06.03.12, 16:05
            To jest nasza przeszłość. Niby dlaczego mamy o niej zapominać? Że było trudno i szaro? Było. Że nie było sprawiedliwie i ogólnie dostępnie? Pamiętamy. Jednakowoż udało nam się wykarmić maloletnie dzieci, mieliśmy dla nich wiecej czasu niż współcześni rodzice, otoczeni przepychem ogólnodostępnych sklepów. Ogólnodostępnych? Dla wielu z nas dostępnych jak wystawy- widzę, że jest, ale nie dla mojej kieszeni. Każdy czas ma złe i dobre strony. Ważne, żeby zauważać jasne strony, przywoływac dobre wspomnienia,a nie gorzknieć i rozpamiętywać tylko to, co bolało.
        • dociek Re: To najgorszy obraz jaki mi utkwił w pamięci 06.03.12, 17:34
          Serdecznie pozdrawiam Wisiu. Tak, to jest, że krytyka aktualnej rzeczywistości, z jednoczesnym przywołaniem z przeszłości tego, co było dobre i przydatne, natychmiast spotyka się z pogardliwą oceną jej autora jako chwalcy "komuny". Mnie to akurat niewiele przejmuje, szczególnie, gdy sobie uświadamiam, że większość tego typu ocen wystawiają osobnicy, których świadomość oparta jest na jednostronnej wizji naszej historii, a tym bardziej, że taką właśnie wiedzę od dłuższego czasu wtłacza się młodym ludziom w szkołach i w mediach. Weźmy pod uwagę, choćby taki "przeżytek komunizmu", jakim były bary mleczne, które definitywnie zniknęły z ulic Lublina. To, że można było w nich zjeść tanio (fakt, że były dotowane) i normalne jedzenie, to wręcz ohydna bolszewicka obłuda.
          • Gość: aron Re: To najgorszy obraz jaki mi utkwił w pamięci IP: *.paradowski.pl 06.03.12, 20:43
            Doćku dziś możesz zjeść tanio w Biedronce więc nie płacz. Jarosław mówił, że w Biedronce jest tanio.
            • dociek Re: To najgorszy obraz jaki mi utkwił w pamięci 06.03.12, 21:51
              Gość portalu: aron napisał(a):

              > Doćku dziś możesz zjeść tanio w Biedronce więc nie płacz. Jarosław mówił, że w
              > Biedronce jest tanio.

              O ile wiem, to w "Biedronce" się nie jada, tylko kupuje. Widzę, że w ciemno ufasz swojemu Jarkowi. A może chodzi Ci podjadanie produktów z półek sklepowych? Wybacz, ale nie skorzystam z Twoich sugestii, to nie w moim stylu.
              • dociek Re: To najgorszy obraz jaki mi utkwił w pamięci 06.03.12, 21:55
                >A może chodzi ... Ci podjadanie produktów z półek sklepowych?

                No i zjadłem gdzieś "o".
              • Gość: aron Re: To najgorszy obraz jaki mi utkwił w pamięci IP: *.paradowski.pl 07.03.12, 10:21
                zjeść też możesz np. batona. A jak chcesz na ciepło to kupujesz w Biedronce produkt i podgrzewasz w domu.
                • Gość: Lubelski aron-mikrofalówka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.03.12, 18:23
                  Czy w twoim busie są mikrofalówki dla podróżujących, i czy w czasie podróży można zatrzymać się przy Biedronce, żeby zrobić zakupy, szmaciarzu?
              • Gość: aron Re: To najgorszy obraz jaki mi utkwił w pamięci IP: *.paradowski.pl 07.03.12, 10:24
                Doćku a może napisz do Palikota żeby ci sfinansował bar mleczny na Krakowskim? Kogo jak kogo ale jego na pewno stać na wynajem.
              • sothink Re: To najgorszy obraz jaki mi utkwił w pamięci 07.03.12, 13:50
                busiarska bieda jest dotkliwa, to pewnie podjada z półek
    • marvysia Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOBACZ 06.03.12, 17:59
      Cytat:"Za czasów PRL wielu z nas stawało tam w kolejce, by całą noc przetrwać z kartkami w rękach"

      Nie wypisujcie takich bzdur bo młodzież pomyśli że tak było.Po nocach stały tylko ewenementy psychiczne.Dla większości wystarczyło przyjechać pierwszym autobusem i zrobić porządne zakupy.Nigdy ja ani moi rodzice nie stali całą noc a lodówka zawsze była pełna i nic się długo nie psuło.
      • Gość: emigrant Re: Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOB IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.12, 19:40
        Przy całym szacunku Marvusiu, ale pierdzielisz głupoty, że aż przykro czytać.

        Sam jestem zachwycony tym wątkiem, dostrzegam jednak plusy gospodarki wolnorynkowej choć z rozrzewnieniem wspominam czasy mojego dzieciństwa, czyli PRL-u. Ale tak chrzanisz, że aż się krew we mnie gotuje. Bo ja akurat z prominenckiej rodzinki nie pochodzę, tylko z tej po drugiej (wtedy) strony. Schabowego w domu miałem TYLKO JA. 2 razy w tygodniu po 10 dag. Papierosy, których nikt u mnie nie palił i alkohol, którego nikt u nas nie pił wymienialiśmy na inne dobra.

        Więc obudź się.

        Może Twoi rodzice należeli do PZPR-u i stąd te przywileje. Moi nie należeli i pamiętam ojca, jak nad ranem wrócił cały zakrwawiony, bo wepchnęli go do sklepu przez okno. Taki to był dobrobyt.

        Co nie przeszkadza mi cknić do lat 70-tych i 80-tych, bo jako dziecko żyłem sobie bezproblemowo (w przeciwieństwie do obecnej chwili).
        • wandad Re: Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOB 06.03.12, 21:43
          Gość portalu: emigrant napisał(a):

          > Przy całym szacunku Marvusiu, ale pierdzielisz głupoty, że aż przykro czytać.
          >
          > Sam jestem zachwycony tym wątkiem, dostrzegam jednak plusy gospodarki wolnorynk
          > owej choć z rozrzewnieniem wspominam czasy mojego dzieciństwa, czyli PRL-u. Ale
          > tak chrzanisz, że aż się krew we mnie gotuje. Bo ja akurat z prominenckiej rod
          > zinki nie pochodzę, tylko z tej po drugiej (wtedy) strony. Schabowego w domu mi
          > ałem TYLKO JA. 2 razy w tygodniu po 10 dag. Papierosy, których nikt u mnie nie
          > palił i alkohol, którego nikt u nas nie pił wymienialiśmy na inne dobra.
          >
          > Więc obudź się.
          >
          > Może Twoi rodzice należeli do PZPR-u i stąd te przywileje. Moi nie należeli i p
          > amiętam ojca, jak nad ranem wrócił cały zakrwawiony, bo wepchnęli go do sklepu
          > przez okno. Taki to był dobrobyt.
          >
          > Co nie przeszkadza mi cknić do lat 70-tych i 80-tych, bo jako dziecko żyłem sob
          > ie bezproblemowo (w przeciwieństwie do obecnej chwili).
          Moi nie nalezeli i tez nikt po nocy w kolejkach nie stal. I glodny nikt z rodziny nie chodzil. Powstaja jakies mity i legendy PRL-u.
          Fakt, trzeba sie bylo bardziej starac zeby cos kupic, ale bez przesady. Odkad pamietam funkcjonowala instutucja pt. "baba z miesem", jezdzilo sie tez po wsiach i wspolnie z sasiadami kupowalo swinie. Na rynku mozna bylo kupic nabial i wszelkiego rodzaju kasze. Tragedii nie bylo, nie trzeba przesadzac. W Lublinie nie bylo tak zle.
          • tajnos.agentos Re: Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOB 13.03.12, 06:52
            wandad napisała:

            > Moi nie nalezeli i tez nikt po nocy w kolejkach nie stal. I glodny nikt z rod
            > ziny nie chodzil. Powstaja jakies mity i legendy PRL-u.

            Nie powstają, tylko są tworzone przez pismaków oraz polityków dla bieżących potrzeb "piarowo" - marketingowych. Lać na to z góry...;)
          • Gość: BG Re: Kultowe sklepy komuny. Co z nich zostało? ZOB IP: *.hsd1.ca.comcast.net 28.04.12, 07:39
            Nie wiem jak to bylo mozliwe zeby nie stali. Nie tylko moi rodzice stali, ja tez stalam. Moje kolezanki staly i ich rodzice stali. Cale osiedla staly, najczesciej ci co byli na rencie lub emertyturze. A stalo sie po ....mieso, cukier, nawet chleb (zeby nie byl czerstwy jak kamien), a z innych rzeczy to proszek do prania, TP (czyli papier toaletowy--taki co byl niczym papier scierny), rajstopy, ponczochy, buty...i wiele wiecej rzeczy. Tak na targu mozna bylo kupic wiele rzeczy ale za jaka kase. Moi rodzice nie mogli sobie na to pozwolic. Wiec moze w niektorych dzielnicach byl lepszy towar i latwiej bylo go dostac, ale u nas nie. Kolejki zaczynaly sie okolo 4 rano szczegolnie te kolo miesnego i okolo 6 rano po papier scierny, znaczy sie toaletowy. A "rzucali" ten ostatni czesto o 4 po poludniu i to tylko kilka sznurkow.
            Ja po szkole zmienialam sie z tata aby dostac ten papier. Czasami sie udalo, a czasami zabraklo. Wiec nie wiem skad u was bylo takie zaopatrzenie. Ja mam na mysli glownie okres pierwszych strajkow, kartek, itd. Potem w '86 bylo troche lepiej, tylko ze ja juz na dlugo nie pozostalam. Niemniej kiedy pierwszy raz sobie uswiadomilam ze juz nigdy nie bede musiala stac w tej glupiej kolejce za papierem toaletowym to az sie rozplakalam ze szczescia.
    • tajnos.agentos Sklepy - sklepami... 13.03.12, 06:48
      ...Ja natomiast tęsknię za kultowymi budkami z piwem kuflowym. Wprawdzie dzieckiem wtedy byłem, ale dobrze pamiętam te klimaty. Były wszędzie i zlikwidował je dopiero Gierek w ramach walki o trzeźwość narodu. Czas je wskrzesić.
      • Gość: rozenkranc Re: Sklepy - sklepami... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.03.12, 18:42
        Niezupełnie. Nie było żadnej akcji likwidowania budek z piwem, umarły śmiercią naturalną na skutek .... braku ciągłości zaopatrzenia w główny towar, a także z powodu stopniowego zaostrzania przepisów sanitarnych. Ostatecznie dobił je obowiązek posiadania w punkcie sprzedaży piwa kuflowego bieżącej wody i kanalizacji, którego to warunku nie spaełniała żadna budka.
      • mwt Oranżada 13.03.12, 20:04
        czyli Sztafeta pokoleń...

        Cały ten wątek przypomniał mi wydany w 2005 r. we Wrocławiu zbiór wierszy pt. Oranżada. Autorem jest Jerzy Jarniewicz, a wiersze zebrane w tym tomie opowiadają o rzeczach i wydarzeniach, które odeszły w przeszłość, jak ta tytułowa oranżada. Ostatni wiersz tomu kończy się słowami:

        „Kończy się / oranżada. Ci, którzy po nas tu siądą, / będą pili mirindę”

        I właśnie o tym jest ten wątek ;-)

        kłaniam,
        wisia

        PSsss... Jeszcze coś z tego tomu ;-). Zaczyna się wierszem "Etykieta zastępcza". Jeśli jeszcze pamiętacie to był taki mały druczek na tych wszystkich wyrobach "doczegośpodobnych", który zastępował opakowanie właściwe. I zadałam sobie pytanie - co w tym wątku jest etykietą zastępczą? Przyszłość, czy przeszłość?
        • tajnos.agentos Re: Oranżada 14.03.12, 18:48
          mwt napisała:

          > . Jeśli jeszcze pamiętacie to był taki mały druczek na tych wszystkich wyrobach
          > "doczegośpodobnych", który zastępował opakowanie właściwe. I zadałam sobie pyt
          > anie - co w tym wątku jest etykietą zastępczą? Przyszłość, czy przeszłość?

          Bzdura.

          "Czekolada orzechowa (etykieta zastępcza) produkcji zakładów im. 22 lipca d. E. Wedel, lata 80.

          Etykiety zastępcze były uproszczoną wersją etykiet produktu. Stosowne były powszechnie w latach 80. Z powodu utrudnień w produkcji standardowych etykiet. Najczęściej były wykonane przy użyciu prostych metod (stempli, fotokopii, itd.)."
          • upupa.epos Re: Oranżada 14.03.12, 19:13
            Bzdury pleciesz tajnosie

            • Gość: rozenkranc Re: Oranżada IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.03.12, 10:12
              Nie bardzo rozumiem istotę tego sporu, bo oba linki, obu dyskutantów poprzedzających mój post zawierają niemal tę samą "etykietę zastępczą".
              Mam przy tym wrażenie, że obaj dyskutanci nie do końca zrozumieli intencję autorki postu pt.Oranżada, którego puenta - moim zdaniem - miała charakter mataforyczny, a nie dosłowny.
              • upupa.epos Re: Oranżada 15.03.12, 19:49
                > Nie bardzo rozumiem istotę tego sporu, bo oba linki, obu dyskutantów poprzedzaj
                > ących mój post zawierają niemal tę samą "etykietę zastępczą".

                I tu sie myslisz przeswietny rozenkrancu. Moja etykieta zostala pokazana, zeby uswiadomic tajnemu agentowi (to sie naprawde tak tlumaczy nick tajnosa.agentosa?), ze powolujac sie na strone Wedla popelnia az dwa znaczace bledy.

                Pierwszy to ten, ze powtarza bzdety o "produkowaniu" etykiet zastepczych przy pomocy "stempla". Otoz wyobraz sobie, ze przeciez ten 22 Lipiec czyli smakowity dawniej E. Wedel w czasie uruchomienia jednorazowego linii produkcyjnej produkowal (zalozmy) kilkaset kilogramow czekolady, powiedzmy, ze bylo to nawet 1000 kg. Jedna tabliczka wazyla 0,20 kg do 0,25 kg. Czyli z linii produkcyjnej "schodzilo" od 4000 do 5000 tabliczek czekolady. I co? Stawiali robotnika ze "stemplem" i stemplowal 5000 etykiet zastepczych? Buch stemplem w podkladke z farba, buch stemplem w arkusz papieru i znowu - buch w podkladke z farba, buch w arkusz papieru... O kurcze! Krzywo sie przybilo, jeden "buch" na drugi "buch"... Do tych 10.000 "buchow" trzeba dodac jeszcze co najmniej ze dwiescie na krzywo przybite stemple. A jak zaczelo sie ciac ten arkusz to odpadow bylo rownie sporo. Lapiesz, o co mi chodzi? Wbrew temu co sadza niektorzy o czasach slusznie minionych, nie zyli w nich sami idioci przeciez!

                Przypuszczam, bo pewnosci nie mam, ze te etykiety zastepcze (podobnie jak i etykiety oryginalne) produkowane byly przy pomocy sitodruku, metody wydajnej i nawet - pod warunkiem zastosowania odpowiednich materialow - efektywnej i efektownej (co do wygladu ostatecznego produktu drukarskiego). A przy tym sitodruk byl i jest metoda druku znacznie tansza w porownaniu np. do offsetu (takze i dzisiaj, mimo, ze dzisiejsze urzadzenia o kilka klas wyprzedzaja urzadzenia z czasow PRL).

                Drugi blad tajniaka to ten, ze etykiety zastepcze byly produkowane nie tylko ze wzgledu na braki materialow drukarskich, ale przede wszystkim ze wzgledu na zmieniony sklad produktu koncowego, czyli owej czekolady nibytoczekoladowej. Etykieta oryginalna miala nadruk: tyle to a tyle kakao, tyle to a tyle orzechow, ach jeszcze i maslo, cukier, mleko i co tam jeszcze dawali do tej czekolady. Skoro nie bylo owocow kakaowca i kakao belgijskiego (bylo takie, swietne, marki Van Houten np., moje ulubione) to do czekolady dodawano jakies namiastki, je udajace, jakies wytloki, zmiotki itp. (chyba wlasnie ze wzgledu na falszowanie wyrobow Wedel wycofał sie z kierowania fabryka zanim jeszcze ja upanstwiowiono i zmieniono nazwe). Na etykiecie zastepczej nie trzeba bylo pisac, co wyrob zawiera, ani czego nie zawiera. I to jest najwazniejsza przyczyna wprowadzenia etykiet zastepczych!

                Internet jest swietny, ale przeciez nie mozna za wiki powtarzac kazdej bzdury!

                > Mam przy tym wrażenie, że obaj dyskutanci nie do końca zrozumieli intencję auto
                > rki postu pt.Oranżada, którego puenta - moim zdaniem - miała charakter matafory
                > czny, a nie dosłowny.

                Intencje wisi odczytane zostaly az nadto dobrze, chociaz wyartykulowala je z wlasciwa sobie przewrotnoscia, sklaniajaca do zastanowienia. Jezeli dopisalam sie pod postem tajniaka to tylko po to, zeby pokazac, ze "spsowal" efekt tamtego postu. Ale to taka juz uroda tajniaka - malo nad czym w necie sie zastanawia ;-P.

                PS. Jak sie miewa Gildenstern?
                • Gość: rozenkranc Re: Oranżada IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.03.12, 21:42
                  Ja, osobiście, mam wrażenie, że etykiety zastępcze produkowano różnymi metodami, wśród których były i sitodrukowe i "stemplowe", powielaczowe, ale też drukowane typograficznie. Równeiż i powody zastępowania nimi pierwotnych opakowań były rozmaite, czasami był to rzeczywisty brak możliwości wyprodukowania porządnej etykiety (limity papieru, brak "mocy produkcyjnych", deficytowe farby itp), ale często - tak, jak pisałeś - chęć ukrycia nędzy surowcowej użytej do produkcji surogatu. Napisałem, że nie wiem o co ten hałas, gdyż etykiety (sitodrukowe czy stemplowe - wszystko jedno), jakie znajdują sie pod oboma linkami, są niemal identyczne, więc nie widzę powodu do sporu.

                  PS
                  Czy pytałeś może o Goldberga tylko się przejęzyczyłeś?
                  Bo jak chodzi o Gildensterna, to o niego lepiej wiedzieć będzie Rapaport.
                  :-)
                  • upupa.epos Re: Oranżada 15.03.12, 22:18
                    > Bo jak chodzi o Gildensterna, to o niego lepiej wiedzieć będzie Rapaport.
                    > :-)

                    Eeee... nie, to zupelnie nie ten adres. To nie Lubartow, tylko Helsingør. Jak to pozory myla...
                    • Gość: Rozenkranc Re: Oranżada IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.03.12, 11:21
                      upupa.epos napisała:

                      > Jak to pozory myla...

                      Rzekł jeż schodząc ze szczotki. :-)

                      PS
                      Helsingor? A czy tam jest jakiś interes do zrobienia? :-)
        • rozenkranc Re: Oranżada 15.03.12, 13:57
          W "temacie" oranżady ...
          fotoforum.gazeta.pl/72,2,734,134273199,134273199.html
          • upupa.epos Re: Oranżada 15.03.12, 20:01
            No ja rozumiem, ze mozna przechowywac wybrane roczniki wina (mam nawet takie w swojej piwniczce ze znakomitej produkcji moich antenatow, teraz niektore siegaja juz chyba trzech cwiercwieczy), ale oranzade? Na litosc boska - po co Ci to? ;-)
            • Gość: rozenkranc Re: Oranżada IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.03.12, 21:27
              upupa.epos napisała:
              > No ja rozumiem, ze mozna przechowywac wybrane roczniki wina (mam nawet takie w
              > swojej piwniczce ze znakomitej produkcji moich antenatow, teraz niektore siegaj
              > a juz chyba trzech cwiercwieczy), ale oranzade? Na litosc boska - po co Ci to?
              > ;-)

              Ależ dokładnie po to samo, po Ty trzymasz to wino. Przecież też go nie pijesz, a robi wyłącznie za eksponat :-)
              A tak poważnie, to znalazłem te butelki jakieś 10 lat temu, przypadkowo, kiedy sprzątałem piwnicę po zmarłym sąsiedzie. Widocznie biedaczysko "zakonspirował" sobie przed małżonką popitkę i o niej zapomniał. Potem oboje zmarli, a popitka została. A skoro już 10 lat temu peerelowska oranżada była "historyczna", to zostawiłem ją żeby nabierała "wartości muzealnej". :-)
              • upupa.epos Re: Oranżada 15.03.12, 22:28
                Moje winko czeka na specjalna okazje i specjalnych gosci. Byl taki jeden eksponat (jedna wysmukla flaszka, cztery kieliszki) wina agrestowego (no, wlasnie, co moze byc super w winie agrestowym?), ktora zostala otwarta przy okazji niedzielnego obiadu, w jakies drobne 30 lat po roku "produkcji". No coz, taka sobie oranzada w trakcie picia... rozczarowanie... Dopiero swoja moc okazalo w czasie proby podniesienia sie z krzesla - calkiem miekkie kolana ;-). Czekaja te moje flaszeczki na zacnych gosci przy rownie zacnej okazji. I to ma sens!
                • Gość: rozenkranc Re: Oranżada IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.03.12, 08:07
                  Ja przechowuję butelkę Johnnie Walkera (Black Label) z 1974 roku. Właśnie pojawiła się wówczas w Pewexie i pewien znajomy "szarpnął się" fundując mojej żonie na imieniny flaszkę 0,7 l podkreślając z dumą informację na etykiecie, że whisky jest "12 years old". Łącznie więc z leżakowaniem w szkockich beczkach trunek liczy sobie okrągłe 50 lat, tyle że 38 lat przebywania w szkle prawdopodobnie nic mu nie dało. No, może poza lekkim ... zwietrzeniem, gdyż żadna zakrętka nie jest stuprocentowo szczelna i znam wiele relacji osób, które otwierały zakręcane lub kapslowane butelki po wielu latach przeżywając rozczarowanie wodnistym płynem, jaki z nich wypłynął. Podobno niektóre gatunki korka naturalnego też są zbyt porowate i przy wieloletnim przechowywaniu wina "wymieniają" nieco powietrza z otoczeniem, ale na taki przypadek osobiście nie natrafiłem.
                  • upupa.epos Re: Oranżada 16.03.12, 23:32
                    Jak to daleko... Od oranzady do wina i do whisky... I jak daleko od sklepow PRL...

                    No coz, jestem nieodrodna wnuczka... Dla mnie whisky zaczyna sie... No wlasnie, gdzie? W Tennessee! Jack Daniel's to jest to! Jasio Wedrowniczek zawsze bedzie dla mnie blended, bez wzgledu na kolor etykiety! I tu sie koncza moje szumne deklaracje, bo mocne trunki pijam sporadycznie, chociaz nie wypieram sie, ze czasami lubie ;-) i to bynajmniej nie on the rocks. Poza tym Jasio Wedrowniczek juz na zawsze skojarzony zostal w mej swiadomosci z pewna podroza pociagiem nad morze, kiedy to cala noca slyszalam w sypialnym dobiegajace zza sciany "hej Johnny Walker"...

                    Krzysztof Klenczon - Port

                    Masz racje, Twoj Jasio jak mial 12 lat (+3, bo tyle lezakowal w beczce) dalej ma lat 12, ale moje winko dojrzewa w butelkach, jak to winko ma we zwyczaju. Wietrzec tez nie wietrzeje, bo jest... lakowane (wlasciwie to korki sa lakowane, nie winko ;-). Wietrzyc to ja je bede, kiedy przed podaniem na stol otworze flaszki, by wino troche poodychalo, a moze nawet przeleje je do karafki? Nawet na pewno przeleje, bo mimo, ze flaszki maja recznie malowane etykiety, to jednak znac na nich uplyw czasu czyli zwyczajnie... kurz.

                    Pozdrawiam i koncze te prywate w watku calkiem nie o tym, ale mam nadzieje, ze nam to sw. Patryk wybaczy ;-)))))))
                  • Gość: mieszkaniec LU Re: Oranżada IP: *.dynamic.chello.pl 20.03.12, 22:53
                    A o sklepie PeKaO SA na Al.1000lecia nikt nie napisał. Motocykl jawa350 kosztował wówczas 360$, duży fiat z silnikiem 130ccm 1120$, żubrówka 0,5l 0,95$.
                    • Gość: rozenkranc Re: Oranżada IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.03.12, 02:42
                      Niezupełnie. forum.gazeta.pl/forum/w,62,134112057,134119390,Re_Odgrzewane_i_spisywane.html
                      A oto fragment linkowanego wyżej tekstu:
                      Skoro przy jednym ze zdjęć mowa o "Pewexie", to warto przypomnieć, że firma ta nie była bynajmniej prekursorem sprzedaży deficytowych dóbr za dolary i tzw. bony. "Pewex" powstał dopiero w latach 70. natomiast wcześniej sprzedażą zgranicznych towarów za dewizy zajmowała się PeKaO S.A. która miał swoją "ekspozyturę" (tak to się nazywało) przy Al.Tysiąclecia, naprzeciwko bazaru, koło przystanku MPK, w budynku, gdzie dziś mieści się - zdaje się - jakaś przychodnia. To tam , w "pekao" kupowało się pierwsze non-irony czyli niemnące się koszule z tworzywa sztucznego , a przed wszystkim wymarzone przez młodzież oryginalne dżinsy ze ścieralnego denimu (był też polski odpowiednik - teksas, ale nie wycierał się, więc nie mógł być konkurencją). Włoskie "Riffle" kosztowały 7 dolarów (lub bonów), bywały też "Levisy" i "Wranglery", ale były droższe, po 9 - 11$.
                      • Gość: mieszkaniec LU Re: Oranżada IP: *.dynamic.chello.pl 23.03.12, 21:49
                        Nie zauważyłem, przepraszam, cena spodni "Levisy" i "Wranglery" to 10,2$ za sztukę a "Lee" 15$, kurtki były droższe. Przeciętny zarobek w tamtych czasach to ok 20$ na miesiąc.
                        • upupa.epos Re: Oranżada 23.03.12, 22:47
                          ;-)))) Oranzada w markowych majtkach... oops... spodniach ;-).

                          Pamietam wypralam swoje ulubione sztruksowe wranglery w jakiejs przymusowej sytuacji wyjazdowej i powiesilam je na sznurku na podworku, zeby szybciej wyschly w sloncu. I raptem doznalam iluminacji - boszeszszsz... kupowlam je, gdy bony byly po kilkanascie zlotych, a kiedy je powiesilam - bony byly juz po 130 zl (nie dlatego, ze tak je rzadko pralam, tylko dlatego, ze inflacja szalala). Przestalam pol dnia w oknie (tak, jakbym zdazyla zlodzieja zlapac z tego okna), az wreszcie zabralam te mokre majtki do domu i w efekcie... w wilgotnych wsiadlam do pociagu, wiozacego mnie w gory ;-)))).

                          A swietny sklep Pewexu byl takze przy ul. Nadbystrzyckiej - tam kupowalam swoje ulubione kosmetyki Yardley'a (marka, ktorej uzywam do dzisiaj) i perfumy Bourjois Soir de Paris, marke jeszcze przedwojenna, ktorej dzisiaj nie uswiadczy sie w Lublinie (w zwiazku z czym nie kupuje zadnych;-) i Pewex przy ul. Hutniczej czy ul. Gospodarczej (bo nie odrozniam tych ulic).
                          • Gość: rozenkranc Re: Oranżada IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.03.12, 10:25
                            Potwierdzam to, co piszesz o sklepie "Pewexu" przy ul.Nadbystrzyckiej; również moim zdaniem był on najlepiej zaopatrzony w kosmetyki. Ja kupowałem tam przez wiele lat wodę Masculin Vétiver, niestety, około roku 1990 zaprzestano chyba jej produkcji, bo w 1992 r. nie znalazłem jej nawet w Paryżu.
                        • empi Re: Oranżada 24.03.12, 21:23
                          Ech, moje pierwsze Rifle za 7$.
                          pzdr.
                          • Gość: rozenkranc Re: Oranżada IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.03.12, 11:02
                            To pewnie miałeś też koszulę non-iron, czyli bez prasowania. :-)
                            • Gość: mieszkaniec LU Re: Oranżada IP: *.dynamic.chello.pl 25.03.12, 11:31
                              I płaszcz ortalionowy
                              • empi Re: Oranżada 25.03.12, 12:39
                                obowiązkowo:)
                                pzdr.
    • rozenkranc I po kultowych ... :-) 29.03.12, 15:27
      Wątek nadal przypięty, a dyskusja jakoś tak przygasła. Nie ma już o czym pogadać? :-)
      • empi Re: I po kultowych ... :-) 29.03.12, 17:19
        Warto pociągnąć temat :). Powspominajmy Delikatesy. Ja z sympatią wspominam Delikatesy na Krak. Przedm., te bliżej Ogrodu Saskiego. Kawka z ekspresu, panie i panowie z sądu, adwokaci z klientami. Tworzyło to klimat. Bywał tam albański koniak Skanderbeg (oczywiście po znajomości). Żytko kosztowało 80 zł. za flaszkę 0.5 a koniaczek ten 88.00, tylko ;). Kolor kawowy, dało się niepostrzeżenie z mecenasem wypić przy kawce, przy półeczkach, na stojaka.
        pzdr.
        • Gość: mieszkaniec LU Re: I po kultowych ... :-) IP: *.dynamic.chello.pl 29.03.12, 19:52
          Towar co prawda bezalkoholowy ale wspomieć warto, znaczki pocztowe i sklep filatelistyczny. O dwutygodniowych i dłuższych kolejkach po meble przed sklepem na ul. Chopina, nie wspominam, było to w latach 70tych.
          Nie pamiętam gdzie był sklep fotooptyczny z dużym wyborem aparatów fotograficznych i powiększalników.
          • Gość: rozenkranc Re: I po kultowych ... :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.03.12, 20:53
            Może chodzi Ci o ten na Krakowskim Przedmieściu, róg Przechodniej?
        • rozenkranc Re: I po kultowych ... :-) 29.03.12, 21:08
          Fajnie, że przypomniałeś Delikatesy naprzeciwko Sądu Rejonowego. Wiąże się z nimi kilka zabawnych sytuacji, których byłem świadkiem. Otóż, w latach 70. w dziale alkoholowym zalegał przez dłuższy czas likier bananowy z Kuby, którego ze względu na obrzydliwy, bardzo słodki smak i niski procent alkoholu nikt nie kupował. Pewnego razu mój kolega z pracy postanowił zrobić psikusa jednemu z naszych wspólnych znajomych i kupił mu na imieniny właśnie butelkę tego "wspaniałego" trunku. Kiedy następnym razem zjawił się w Delikatesach przy stoisku z alkoholem, sprzedawczyni rozpoznała go i powiedziała z wyrzutem: - Ale mi pan oddał przysługę! Przysłali mi z hurtowni z Warszawy całą skrzynkę tego świnstwa, "bo w Lublinie schodzi".
          Innym razem, ale już w latach 80. kiedy na rynku były dwa rodzaje wódki żytniej - tradycyjna Extra żytnia "z kłoskiem" oraz Żytnia (zdaje się "mazowiecka") z dwoma kłoskami, słyszałem następujący dialog przy stoisku alkoholowym:
          - Pani da jedno żyto.
          - Mono czy stereo?
          • Gość: mieszkaniec LU Re: I po kultowych ... :-) IP: *.dynamic.chello.pl 29.03.12, 23:18
            W WZGSie handlowali wódką z Wietnamu w cenie o połowę niższej od żytniej i tylko dla wybranych.
            • Gość: rozenkranc Re: I po kultowych ... :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.03.12, 09:57
              Gość portalu: mieszkaniec LU napisał(a):
              > W WZGSie handlowali wódką z Wietnamu w cenie o połowę niższej od żytniej i tylk
              > o dla wybranych.

              Pamiętam toto w wąskich wysokich butelkach, ale nie wiedziałem, że byłem "wybranym", bo kupowałem parę razy bez kłopotu. :-) Ogólnie jednak nie przepadałem za tym, bo było cholerstwo jakieś toksyczne - dawało mocno w kapelusz, a kac trzymał niekiedy dwa dni. :-(
              • empi Re: I po kultowych ... :-) 30.03.12, 10:57
                >bo było cholerstwo jakieś toksyczne - dawało mocno w kapelusz
                i pokrywkę z czajnika często zrywało :)
                pzdr.
                • Gość: rozenkranc Re: I po kultowych ... :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.03.12, 11:59
                  empi napisał:
                  > i pokrywkę z czajnika często zrywało :)

                  Dobre. Nie słyszałem. :-)))
                  • empi Re: I po kultowych ... :-) 30.03.12, 15:38
                    a gibazol znasz? :)
                    pzdr.
                    • Gość: rozenkranc Re: I po kultowych ... :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.03.12, 23:37
                      empi napisał:
                      > a gibazol znasz? :)

                      Chyba coś przespałem, bo też nie znam. :-(
                      • empi Re: I po kultowych ... :-) 31.03.12, 08:09
                        ogólne określenie na preparat do gibania się :)
                        pzdr.
              • Gość: mieszkaniec LU Re: I po kultowych ... :-) IP: *.dynamic.chello.pl 30.03.12, 18:32
                rozenkranc Pamiętam toto w wąskich wysokich butelkach, ale nie wiedziałem, że byłem "wybranym", bo kupowałem parę razy bez kłopotu. :-) Ogólnie jednak nie przepadałem za tym, bo było cholerstwo jakieś toksyczne - dawało mocno w kapelusz, a kac trzymał niekiedy dwa dni.
                Uczestniczyłem w imprezie gdzie gospodarz kilkakrotnie zaznaczał z jakim trudem nabył egzotyczny trunek i czym musiał zrewanżować się prezesowi.
                • Gość: rozenkranc Re: I po kultowych ... :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.03.12, 23:51
                  Widać w różnych kręgach "egzotyczny trunek" miał różną "pozycję". :-)
                  O, koreańska "żmijówka" z gadem w butelce, to było coś - prawdziwy rarytas, nie do dostania nawet w "Pewexie". Przywozili ją z KRLD lubelscy pingpongiści (oraz "osoby towarzyszące"), którzy mieli w latach 70. ożywione kontakty z Koreą Północną. (Czy było to smaczne, to inna sprawa :-) )
          • empi Re: I po kultowych ... :-) 30.03.12, 07:15
            W tych Delikatesach prowadzono skup alkoholi zagranicznych, które następnie sprzedawano. W poblizu Delikatesów mieszkał bardzo znany lekarz lubelski więc często ktoś zakupywał dla niego jakiś np. koniak. Bardzo żona tego lekarza przybiegała do Delikatesów i sprzedawała prezent. Panie ekspedientki ołówkiem stawiały kreskę na etykiecie i nastepnemu klientowi, jak się zorientowały dla kogo, bo ludzie często się radzili jakie alkohole p. doktor lubi, sprzedawały tę samą flaszkę. Widziałem napoleona z siedmioma już kreskami. :)
            pzdr.
            • Gość: rozenkranc Re: I po kultowych ... :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.03.12, 10:08
              Podobne nieco zjawisko występuje również obecnie i nazywane jest "regifting". Prezenty przekazywane są kolejnym "benficjentom" i jeśli odbywa sie to w kręgu znajomych, to zdarza się, że powtórnie trafiają do rąk tego samego ofiarodawcy. Jeśli to koniak, to pół biedy, ale zdarzają się też ponoć kilkuletnie czekoladki. :-)
      • upupa.epos Futerko z cielakow i zamszowa kurtka "naponartach" 30.03.12, 22:23
        Zepsuję Wam, panowie, alkoholowe wspominki i rozwieję dymek, saczący sie z podkirzonych glow;-). I zrobie to z prawdziwą Gracją.

        Pamiętacie? Tu gdzie dzisiaj jest bank PKO SA (ten oddział, który wsławił sie zaproszeniem dla marznących na przystanku) kiedyś była "Gracja". Świetna firma krawiecko-produkcyjna, znakomita marka lubelska, jednakowo wspaniale traktujaca panie, jak i panow. Bardzo lubilam tam zagladac, a także korzystac z ich uslug. Kiedys zafundowalam sobie u nich futerko z cielaków, swietnie uszyte, ze skór dobrze wyprawionych, dobrane kolorem do moich wlosow i z niezwykle praktycznym dodatkiem na moje wiecznie marznace lapki czyli najprawdziwszą mufka :-))). To bylo na poczatku lat '80.

        Niespełna 15-16 lat później firma ogłosiła upadłość i na wyprzedaży kupiłam sobie zamszową kurtkę, "podbijaną" sztucznym misiem, która służy mi do dzisiaj.

        PS. W pracy hołubię szklankę, która jakimiś dziwnymi drogami trafiła do mnie. Ma napis "40 lat Gracji", a mufka - kiedy juz minął czas jej używania - służyła za posłanie dla mojej psiny. Dzisiaj nie ma już mufki, psiny i cielaków :(.

        PS. A w Truuuujce leci wlasnie moj ulubiony London Calling.
        • empi Re: Futerko z cielakow i zamszowa kurtka "naponar 31.03.12, 08:08
          Tu futerko, tam futerko
          tak wojewodą został Dmyterko
          pzdr.
          • upupa.epos Re: Futerko z cielakow i zamszowa kurtka "naponar 31.03.12, 10:12
            empi napisał:

            > Tu futerko, tam futerko
            > tak wojewodą został Dmyterko
            > ]
            > pzdr.

            Faktycznie, byl taki krawiec, ktory zostal wojewoda. Slyszalam o nim nieprawdopodobne opowiesci, ale rownie zabawnej sytuacji bylam swiadkiem sama. Kupowalam w sklepie ogrodniczym na ul. Jasnej (jeszcze jeden dobry sklep, ktory zginal) jakies cebulki, sadzonki i cos tam jeszcze, kiedy wszedl pan Dmyterko (nie znalam go, ale sprzedawczyni mi powiedziala kto zacz) i poprosil o cos tam z komentarzem: bo u nas w Warszawie nie moge tego kupic! Jak juz sie dowiedzialam kto to byl - smialysmy sie ze sprzedawczynia z tego "u nas w Warszawie" ;-P.
          • upupa.epos Re: Futerko z cielakow i zamszowa kurtka "naponar 31.03.12, 10:39
            Teraz sprawdzilam - w Lublinie to on byl tylko zastepca przewodniczacego WRN i dopiero z tego stolka "poszedl" na wojewode zamojskiego, czyli po reformie administracji w 1975 r.
    • plantin A bary mleczne, a kasyna wojskowe ? 28.04.12, 11:44
      W barach mlecznych kiedyś można było spotkać i studentów i profesorów. Ja pamiętam te najbardziej uczęszczane - przy Racławickich, niedaleko SW (zresztą niedaleko naprzeciwko było właśnie kasyno - gdzie za grosze można było kupić wspaniałe kanapki w przerwie zajęć w Studium wojskowym), następny bar mleczny to już Krakowskie - obok dawnej księgarni medycznej, dalej to już za Bramą Krakowską - po prawej stronie.
      • upupa.epos Re: A bary mleczne, a kasyna wojskowe ? 28.04.12, 12:51
        Bar mleczny był też przy Drodze Męczenników Majdanka. Był sobie i był, dopóki nie zamieniono go w kawiarnię "Nową", a bar przeniesiono "za Cyganów" (ciekawe, czy ktoś jeszcze wie jakie to było miejsce?). Wtedy nazywał się już "Bar Lubelski". Ten też padł.

        W miejscu po barze przy DMM było potem sporo sklepów, które w ślicznym stylu plajtowały kolejno (mówiło się o klątwie miejscowych małych maczałów, którzy stanowili wierną publikę kawiarni "Nowa", okupując ją od rana do nocy). Potem lokal po barze i "nowej" połączono ze znajdującym się obok zlikwidowanym sklepem obuwniczym (bardzo dobrym kiedyś) i teraz panoszy się tam chyba jakiś SKOK (z może też już nie?).

        Tak mi się skojarzyło przy okazji - za tej słusznie minionej PRL obowiązywała pewna dobra zasada. Kiedy budowano jakieś osiedle równocześnie "wyposażano" je w różne potrzebne lokalnej społeczności miejsca. Dawne ZOR Bronowice miały wszystko, co było potrzebne w zasięgu kilku minut spaceru - aptekę, delikatesy, sklepy spożywcze, sklep obuwniczy, sklep z materiałami, pasmanterię, sklep z zabawkami, księgarnię, sklep z artykułami gospodarstwa domowego, chemiczno-kosmetyczny, pocztę, przychodnie lekarskie, targ i sama już nie pamiętam co jeszcze, ale było na pewno ;-). Wszystkim tym rządziły LSS i WPHW, zaopatrując sklepy lepiej lub gorzej w zależności od czasów. Kiedy WPHW sprywatyzowano większość tych sklepów zlikwidowano (z LSS pozostał tylko Jubilat) i dzisiaj jest tak jak jest, czyli tak samo, jak w innych dzielnicach... Wszędzie daleko i wszędzie drogo...
        • plantin Taka była polityka - wszystkie osiedla planowano 28.04.12, 13:03
          z głową - do tego co wymieniłaś dodać trzeba jeszcze przedszkole, żłobek, jakąś świetlicę dla dzieciaków i młodzieży. Co ciekawe - wszystkich na te rzeczy było stać, było miejsce etc.
          • dociek Re: Taka była polityka - wszystkie osiedla planow 28.04.12, 13:17
            I na tym polega zasadnicza różnica pomiędzy PRL i III RP. Między "komuną", a polskim kapitalizmem. Dawniej liczył się i człowiek, a teraz tylko i wyłącznie szmal.
            • Gość: mieszkaniec LU Re: Taka była polityka - wszystkie osiedla planow IP: *.dynamic.chello.pl 29.04.12, 13:59
              Autor: dociek ☺ 28.04.12, 13:17
              I na tym polega zasadnicza różnica pomiędzy PRL i III RP. Między "komuną", a polskim kapitalizmem. Dawniej liczył się i człowiek, a teraz tylko i wyłącznie szmal.

              Człowiek, istota rozumna szmal miał i ma, nie mylić tego ze zwierzęciem stadnym które w PRLu zasiedlało blokowiska.
              • plantin Otóż mylisz się - dawniej też najwięcej miały 29.04.12, 19:15
                prymitywy, które nosiły większą maczugę - mogły nią przyłożyć i zwierzynę dla siebie mieli. Potem zaczęto uwzględniać rozum innych, potem ich pracę na rzecz rozwoju całego społeczeństwa (to nie zawsze szło w parze z powodzeniem finansowym) ale teraz znowu się cofnęliśmy się w rozwoju i wystarczy mieć "plecy" lub wykorzystać czyjeś ludzkie podejście aby mieć szmal, ale niektórzy mają za to moralność i nie muszą z obrzydzeniem patrzeć co rano w lustro. Więc odpowiedz sobie kto jest bardziej zwierzęcy. Mieć czy być - oto jest pytanie.
          • upupa.epos Re: Taka była polityka - wszystkie osiedla planow 28.04.12, 13:44
            O tym właśnie pisałam. Co zaś do "jakiejś" świetlicy to muszę sprostować - nie świetlica, a całkiem dobrze działający Dzielnicowy Dom Kultury "Bronowice" (chyba tak się nazywał), ktory na całe szczęście działa do dzisiaj! Obok, na placu za ogrodzeniem, gdzie potem powstała "Moda Polska" (jeszcze jeden super sklep!), a teraz jest "Stokrotka" po sklepie AGD (Eden to był?) funkcjonowało nawet kino letnie na świeżym powietrzu, którego seanse były wielką atrakcją. Krótko, ale jednak było...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka