Dodaj do ulubionych

Problem ze statutem UMCS. Profesorowie na wylocie

21.06.12, 09:13
Zapisy to są w testamencie. ;) A statut był zmieniany po to, by dostosować go do nowego (kiepskiego) prawa regulującego działalność szkolnictwa wyższego w Polsce. Może ten PRZEPIS również z tego wynika?
Obserwuj wątek
    • Gość: Zenobi Tjaaa ..... IP: *.umcs.lublin.pl 21.06.12, 09:43
      Wielu pracowników po habilitacji, ale bez prof. jest znakomitych, wielu kiepskich. Wielu prof. jest znakomitych, wielu takich sobie itd. itp. Wykształcenie osoby do dr hab. jest olbrzymimi kosztem dla społeczeństwa (i dla tej osoby), więc rezygnowanie automatycznie z tak wysokiej klasy ludzi, bo ustawa im każe być w ciągu 12 lat profesorami jest idiotyzmem.
      • meandmyuncle młodzi i starzy 21.06.12, 10:59
        W obecnej wersji ustawy znacznie wyśrubowano wymagania "na tytuł". Oczywiście zrobiła to "stara gwardia", która otrzymywała tytuły na podstawie znacznie mniejszych osiągnieć. Spora część "dr hab. .., prof. nadzw." ma mianowanie na czas nieokreślony i nie musi robić tytułów, bo ma już dożywotnią posadę na podstawie mianowania na "prof. nadzw." (przykładów nie trzeba chyba daleko szukać). Co innego "młodzi dr hab." - tym trzeba utrzeć nosa na samym początku, żeby czuli szacunek dla luminarzy polskiej nauki. Z moich obserwacji wynika, że ogromna większość młodych, którzy robią teraz habilitacje, ma znacznie większy dorobek, zapał i chęć do pracy, niż "starzy", który okopali się na swoich pozycjach. A podobno w tym wszystkim chodzi o zachęcenie młodych ludzi do pracy naukowej ...
        • berig1 Re: młodzi i starzy 21.06.12, 18:46
          Szanowny Panie Kolego lub Pani Koleżanko
          otóż piękno nauki polega na tym, że uczniowie przerastają mistrzów. Kiedy patrzę na doktoraty moich mistrzów, to też dzisiaj nie pozwoliłbym na takiej podstawie obronić magisterki. Jednak w czasach w których powstawały były to istotne, często fundamentalne osiągnięcia naukowe. Posądzanie wszystkich profesorów o okopywanie swoich pozycji jest tyle niemądre co nielogiczne. Przecież każdy rozważny profesor pilnuje, by kolejny stopień kariery młodszego kolegi miał mocniejsze podstawy niż jego własne - na tym polega ROZWÓJ nauki.
          A teraz do Pana Redaktora
          dziennikarstwo też wymaga rzetelności. Otóż nic nie grozi profesorom zatrudnionym w UMCS, tylko doktorom habilitowanym, którzy dostali STANOWISKA profesora nadzwyczajnego UMCS. Nikt ich nie przydziela na siłę, ale trzeba się o nie starać. Kiedy się je już zdobędzie, to podpisuje się umowę w której zapewnia się o podjęciu starań zdobycia tytułu profesorskiego w czasie, na jaki otrzymało się stanowisko profesorskie - i tyle. To tak, jakby do pracy w gazecie przyjęto zdolnego studenta na stanowisko dziennikarza, a w umowie zastrzeżono, że pełne zatrudnienie nastąpi w momencie, kiedy uzyska kwalifikacje dziennikarskie - czyli DYPLOM. Kiedy się ze zobowiązania nie wywiąże, to żegna się z pracą. Panie Redaktorze - TO PRZECIEŻ TAKIE PROSTE - dziura której Pan poszukuje jest zupełnie w innym miejscu. Niech Pan zapyta doktorów habilitowanych na stanowiskach profesorskich dlaczego nie wywiązują się z umowy. Spróbuje Pan? To przecież też TAKIE PROSTE.
          z poważaniem A. Kokowski, profesor zwyczajny któremu się udało - tym razem z Frankfurtu
          • Gość: bleee... Re: młodzi i starzy IP: *.adsl.inetia.pl 21.06.12, 18:52
            ...:-)... bleee...
          • Gość: Maxx Re: Archeologia... nauka, czy spekulacje? IP: 173.233.200.* 21.06.12, 20:02
            "z poważaniem A. Kokowski, profesor zwyczajny któremu się udało - tym razem z Frankfurtu"

            Ooo... witamy na forum znanego przedstawiciela uczelnianego "betonu"!!!

            P.S. A moze tak jeszcze jakis dodatkowy tytul wprowadzic, np. uznac, ze dopiero "profesor re-habilitowany" bedzie mogl stac sie odpowiednikiem anglosaskiego "tenure"?
            • berig1 Re: Archeologia... nauka, czy spekulacje? 22.06.12, 08:56
              otóż uważam że lepszy mój beton niż anonimowa plastelina
          • meandmyuncle Re: młodzi i starzy 22.06.12, 10:49
            Wielce Szanowny Panie Profesorze,

            Bardzo serdecznie dziękuję za wykład, który mimo tego, że mnie rozbawił, to jednak poszerzył moją wiedzę na temat tego, co "w duszach profesorskich gra". Zawsze mi się wydawało, że ROZWÓJ nauki polega na uzyskiwaniu wyników (odkryciach, opracowaniach nowych technologiach, formułowaniach nowych teorii) a nie na "robieniu stopni naukowych". Do rozwoju nauki w Polsce znacznie bardziej przyczyni się na przykład znaczne zróżnicowanie zarobków pracowników naukowych w zależności od liczby i jakości ZNACZĄCYCH publikacji, a nie nadawanie tytułów przez Prezydenta RP.

            dr hab. X Y, prof. nadzwyczajny (z bardzo "dobrymi widokami na tytuł prof.", chyba że starsi koledzy zadbają aby było inaczej i dlatego - proszę mi wybaczyć - pragnę zachować anonimowość)
            • berig1 Re: młodzi i starzy 22.06.12, 12:12
              Po pierwsze – bardzo Panu dziękuję za kulturalną odpowiedzieć (mam nadzieję, że bawił się Pan pozytywnie). Jak Pan zapewne zauważył nie należy to do normy „anonimowych dyskutantów”. Sądząc po niej, jestem spokojny o pańską przyszłość. Po drugie – chcę tylko przypomnieć, że aby odebrać tytuł z rąk Prezydenta RP trzeba się wykazać stosownym dorobkiem naukowym: książką, publikacjami, aktywnością naukową i dydaktyczną. Jest to więc „mierzalny” awans.
              Poza tym zgadzam się z Pana opiniami co do warunków kreowania ważności tytułów naukowych.
              Pozdrawiam i dziękuję
              Andrzej Kokowski
        • Gość: Maxx Re: młodzi i starzy IP: 173.233.200.* 21.06.12, 19:56
          "W obecnej wersji ustawy znacznie wyśrubowano wymagania "na tytuł". Oczywiście zrobiła to "stara gwardia", która otrzymywała tytuły na podstawie znacznie mniejszych osiągnieć."

          To bardzo celna uwaga!
          • Gość: Lublin Re: młodzi i starzy IP: *.pix-umcs.lubman.net.pl 22.06.12, 08:24
            A moim zdaniem nie ma problemu o którym mowa w tym artykule.... ktoś nie umie czytać przepisów statutu... okres ten o którym mowa nie przypada na 2012 rok tylko troche później- matematyka jest prosta.
            Inne renomowane uczelnie mogą miec taki zapis u siebie- ale w ich przypadku nie grozi to raczej przekroczeniu minimum kadrowego- co może chyba mieć czasami miejsce w UMCS. Wpłynie to też na zmniejszenie dotacji o czym też rektorzy powinni pomyśleć.
      • dociek Re: Tjaaa ..... 21.06.12, 11:15
        Nie chce mi się teraz grzebać w ustawie prawo o szkolnictwie wyższym, ale jeżeli jest prawdą, to co red. Reszka napisał, cyt.:"Przepis zaproponował rektor Dąbrowski, uzasadniając go tym, że trzeba zmobilizować kadrę do szybszego uzyskania tytułu naukowego profesora. A senat przyjął tę propozycję. Podobne zapisy mają w swoich statutach Uniwersytet Jagielloński, Uniwersytet Warszawski i Uniwersytet Adama Mickiewicza." logicznie można wywnioskować, że ten przepis nie jest ustawowym wymogiem, m.in i dlatego, że w Polsce jest więcej uniwersytetów niż UJ, UW, UAM i UMCS.
        Tak się składa, że obaj naukowcy przytoczeni w artykule, to doktorzy habilitowani na stanowiskach profesorów UMCS. Osobiście uważam, że nawet belwederskie nadanie nie zamieni automatycznie obrotnego cwaniaczka lub chamskiego prostaka we wzorzec geniusza nauki i szkolnictwa, czego niestety nie są w stanie określić żadne statuty, czy ustawy. Znam również i doktorów "niezrehabilitowanych" przerastających o kilka poziomów niektórych z "tytularnych". Wszystko zależy od człowieka.
        Z drugiej strony, przy masowej produkcji doktorów na studiach tzw. III stopnia (doktoranckich), tenże stopień naukowy urzędowo postanowiono zdewaluować do poziomu równorzędnego dawnemu magistrowi. Podobnie jak tzw. licencjaci kończą studia I stopnia pisząc prace "maturalne".
        Zatem powtarza się sytuacja z innych dziedzin, że kochane władze III RP ewidentnie rozbudowują szambo, w którym uwielbiają mieszać.
      • Gość: Maxx Re: Tjaaa ..... IP: 173.233.200.* 21.06.12, 19:51
        To "habilitacja" juz w Polsce nie wystarcza, trzeba otrzymac z Belwederu (z nadania wladzy panstwowej!) tytul profesorski, by moc spokojnie pracowac na uczelni? W wielu krajach
        (USA, Kanada, Australia, itd.) nie ma czegos takiego jak "tytul" profesora.
        Profesura to tylko i wylacznie stanowisko na danej uczelni... i jakos
        nauka w tych krajach funkcjonuje. Moze nawet lepiej
        nizli w pelnej tytulow Polsce?
        • Gość: bleee... Re: Tjaaa ..... IP: *.adsl.inetia.pl 21.06.12, 21:34
          ...tylko że w wymienionych krajach (zwłaszcza w itd....) nie ma dożywotniego "profesorowania"... nie sprawdza się ktoś - krótka piłka - szuka szczęścia gdzie indziej... bleee...
      • Gość: Maxx Re: Tjaaa ! IP: 173.233.200.* 21.06.12, 19:54
        "Wykształcenie osoby do dr hab. jest olbrzymimi kosztem dla społeczeństwa (i dla tej osoby), więc rezygnowanie automatycznie z tak wysokiej klasy ludzi, bo ustawa im każe być w ciągu 12 lat profesorami jest idiotyzmem."

        Zgadzam sie w stu procentach!

        P.S. Wsrod tych WIELKICH (z nadania wladz!) profesorow takze
        trafiaja sie miernoty intelektualne (nota bene, jak w kazdym
        tego typu "zamknietym" i zbiurokratyzowanym systemie)!
    • Gość: andy i bardzo dobrze, wystarczy przykład pieniążka wpia IP: *.adsl.inetia.pl 21.06.12, 11:52
      Nowe regulacje statutowe ws. nieprzedłużania zatrudnienia na stanowisku profesora nadzwyczajnego są bardzo dobre i korzystne dla Uniwersytetu. Jaki bowiem pożytek ma uczelnia z pracownika, który po uzyskaniu habilitacji spoczął na laurach, nie pisze publikacji, nie udziela się naukowo, natomiast pensje bierze profesorską? Niech przykładem zgnilizny jaka panowała za reżimu wcześniejszego systemu będzie Dziekan Wydziału Prawa dr hab. Antoni Pieniążek, który mimo wieku 70 lat nie uzyskał tytułu naukowego profesora, a inni pracownicy wydziału śmieją się, że na Radzie Wydziału występuje on w charakterze "młodszego pracownika nauki". Przecież to są kpiny.


      A Pan Reszka niech zmieni zawód, bo rola nawet "pseudo-dziennikarza" wyraźnie go przerasta
      • Gość: alex popieram IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.06.12, 18:28
        popieram. Albo się pracuje "w nauce", albo adios.
        A najlepsze jest to, że sam JM Rektor nie jest profesorem zwyczajnym, hehe.
        Jeśli rektor zmieni obecny zapis, to będzie świadczyło to tylko na jego niekorzyść.
        • Gość: r4gvb Re: popieram IP: 87.246.240.* 22.06.12, 00:55
          Coś Ci się chyba pomyliło kolego albo celowo obśmiewasz obecnego Rektora. Otóż obecny rektor (A. Dąbrowski) ma tytuł profesora zwyczajnego już od 2002 roku, a rektor-elekt (S. Michałowski) jest właśnie dr hab. na stanowisku prof. nadzwyczajnego, więc pomyśl komu może zależeć na tym zapisie bardziej: obecnemu czy nowowybranemu rektorowi? Oczywiście od niby-redaktora Reszki obiektywizmu domagać się raczej trudno, ale Ty skoro coś komentujesz to najpierw dowiedz się jaka jest prawda. Bo ona z reguły nie jest taka jaką prezentuje się w artykułach GW.
      • dociek Kilka wątków w jednym. 22.06.12, 12:31
        Pierwsza sprawa to wynagrodzenie i ambicje. Oczywiste, że według tabeli płac i dodatków niższe są stawki dla doktora habilitowanego na stanowisku adiunkta w stosunku do wynagrodzenia na stanowisku profesora. Inaczej się też czuje sam habilitowany, gdy jest nadal "tylko doktorem", albo "już profesorem"... Dla niewtajemniczonych - tu pozwoliłem sobie na ironię, ponieważ ambicje, a bywają dość często przerośnięte oraz, w ich konsekwencji, tytułomania są powszechne w środowisku uczelnianym.

        Druga sprawa to sam zakres obowiązków takiego pracownika oraz zasady oceny jego dorobku. Nie wnikając w szczegóły, dorobek głównie ocenia się na podstawie działalności naukowej, badań oraz publikacji. Jednak jest drugie, nie mniej istotne zobowiązanie, mianowicie dydaktyka czyli nauczanie studentów. Przy uczciwym podejściu do obu zagadnień jedno "kradnie" czas i wysiłek drugiemu. Szczególnie w tych dziedzinach nauki, które wymagają prowadzenia badań. Oczywiście, że są przypadki "spoczęcia na laurach" i odczytywania na wykładzie jednego swojego skryptu rok po roku po to by trwać i zarabiać. Ale są również i takie, gdy prócz wypełnienia obowiązku nauczania, prowadzone z mozołem badania trzeba po wielokroć powtarzać, modyfikować i uzupełniać, a końcowe efekty nie zawsze są zadowalające.

        Trzecia sprawa, to ta dotycząca przyznania lub nie uprawnienia rektorowi do przedłużania, w szczególnych przypadkach, umowy na stanowisku profesora. Nasuwa się tu pytanie, co wobec indywidualnej, nawet subiektywnej oceny może być brane pod uwagę? Czy zarządzanie w tej kwestii może mieć charakter "ręczny", czy powinno być systemowe? Z jednej strony, znając uczelnie od tej mniej pozytywnej strony, czyli traktowania jako "własnego folwarku", nie zadziała tu mechanizm "układów"? Czy też uprawnienie to pozwoli faktycznie interweniować w przypadkach wymagających realnego wsparcia, np. wobec przedłużających się badań lub innych obiektywnych okoliczności? Zaś bezwzględne ograniczenie do 12 lat zajmowania stanowiska spowoduje jakąś znaczącą stratę dla uczelni, dla nauki, itd. Z drugiej strony, czy zamiana zatrudnienia ze stanowiska profesora uczelnianego z powrotem na adiunkta musi być, poza obniżeniem wynagrodzenia, aż taką "porażką"? Fakt, że zachodzi tu inna okoliczność, mianowicie liczba dostępnych etatów adiunktów, które mogą być już wszystkie wykorzystane oraz ewentualna potrzeba zatrudnienia kogoś na stanowisku profesora.

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka