Dodaj do ulubionych

bezbronni pasażerowie MPK

IP: 213.17.233.* 06.07.04, 06:46
JAK POLICJA PRÓBOWAŁA ZŁAPAĆ LUBELSKICH KIESZONKOWCÓW

Tydzień temu lubelska policja rozpoczęła akcję „Nie robiąc nic – pomagasz
przestępcy”. Kurier odpowiedział na ten apel w ubiegłą niedzielę. Niestety,
współpraca z Komendą Miejską Policji spaliła na panewce.

Razem z kieszonkowcami wsiedliśmy do autobusu MPK około 14.30 w niedzielę przy
ul. 3 Maja. Namierzyliśmy ich bardzo łatwo, ponieważ chwilę wcześniej za
przystankiem przy placu Litewskim członkowie sześcioosobowej grupy dzielili
się pieniędzmi z wcześniej skradzionego portfela. Mimo wysokiej temperatury
każdy z nich miał przewieszoną przez ramię sportową kurtkę. Dwóch trzymało w
ręce małą torbę podróżną. Na ulicy czekali dosyć długo. Po około 15 minutach
wsiedli do autobusu linii nr 39, odjeżdżającego w kierunku dworca PKS. Kiedy
tylko autobus podjechał na miejsce, nagle rozpierzchli się po całym przystanku
i wsiadali różnymi drzwiami. Jeden z nich przyspieszył kroku, kiedy
zorientował się, że jedna z kobiet ma rozpięty zamek słomianego koszyka.
Ofiara szybko zorientowała się, że wokół niej nagle powstał sztuczny tłok i
przyciągnęła mocno do siebie torbę, ale było już za późno.

Kto nie obserwował kieszonkowców dłużej, nie mógłby się zorientować, że to
oni. Młodzi (około 20-30 lat), dobrze ubrani, w żaden sposób nie wyróżniali
się z tłumu.
Ich podróż zakończyła się przy al. Tysiąclecia. Część z nich poszła od razu na
przystanek po drugiej stronie ulicy. Jeden zdecydował, że zrobi zakupy w
„Novej”, a dwóch zatrzymało się w kantorze.
Po chwili wszyscy w komplecie zebrali się przy poczekalni dworca PKS. Tym
razem wsiedli w linię 57, ale ich podróż znowu zakończyła się przy ul. 3 Maja
na wysokości ul. Cichej.
W ciągu dwóch godzin taki proceder powtarzał się kilka razy. My jeździliśmy
razem z nimi. Kiedy po 15.30 dworzec zalała fala turystów plecakowych część
grupy została przy al. Tysiąclecia. Wtedy po godzinie 16 jako osoby prywatne
zadzwoniliśmy pod numer pogotowia policji w Lublinie – 997. Poinformowaliśmy,
co działo się przez ostatnie dwie godziny na trasie Al. Racławickie – 3 Maja.
Dokładnie opowiedzieliśmy, gdzie stoją kieszonkowcy, jak są ubrani i w jakim
są wieku. Następnie uzbroiliśmy się w cierpliwość. W trakcie najbliższego
kwadransa żaden funkcjonariusz nie pojawił się na miejscu. Z Al. Racławickich
wróciliśmy na 3 Maja, ale tam też panował zadziwiający spokój, a kieszonkowcy
w spokoju wciąż wykonywali swoją pracę.

Wczoraj postanowiliśmy sprawdzić, co stało się z naszym sygnałem. Niestety,
nikt pod numerem 997 nie potrafił nam pomóc. Skierowano nas natomiast do I
Komisariatu Policji w Lublinie. „Jedynka”, na której terenie doszło do
zdarzenia, miała przejąć sprawę. Jednak i tam nie padła odpowiedź na nurtujące
nas pytanie. Dyżurny stwierdził, że niewiele na ten temat wie i z powrotem
odesłał pod nr 997.
Nieco lepiej poszło nam, kiedy przedstawiliśmy się jako dziennikarze. Wtedy
okazało się, że interwencja była, ale o jej wynikach może z nami rozmawiać
jedynie biuro prasowe.

Zdaniem Agnieszki Pawlak z biura prasowego Komendy Miejskiej Policji w
Lublinie, policja zaraz po zgłoszeniu była na miejscu. Mieli się tam pojawić:
radiowóz oraz grupa wywiadowców. Zdaniem policji funkcjonariusze monitorowali
teren do 17, ale nie stwierdzili obecności kieszonkowców. Na tym skończyła się
cała akcja.
– Dla nas takie sytuacje to bardzo trudna sprawa – twierdzi Agnieszka Pawlak.
– Złodzieja trzeba złapać na gorącym uczynku. Zresztą oni znają już twarze
policjantów.
Nie może dziwić fakt, że jeśli na miejsce podjedzie oznakowany wóz, to bandyci
rozpierzchną się na boki. Jednak warto zadać pytanie, w jaki sposób działa
grupa, którą specjalnie powołano do walki z kieszonkowcami.
Obserwuj wątek
      • Gość: pan hipopo Re: bezbronni pasażerowie MPK IP: *.it / 62.233.189.* 06.07.04, 15:23
        e tam po prostu nie chce im sie albo maja inne zgłoszenia w tym czasie, miałem
        do czynienia z policja niedawno , bo kilku kolesi skasowało mnie porzadnie i
        ukradli mi rower, policja przyjechała szybko, było ich 7 lub 8 jechali tam
        gdzie chciałem i prawie dorwali chujków a w kazdym razie namierzyli ich domy ,
        i wszystko byłoby ok, niestety dostali nastepne zgłoszenie i od razu stracili
        zainteresowanie tą sprawą, także ogólnie zarzutów nie mam (po kilku dniach
        złapali dwóch z tej bandy)

        a Ty Rilianie masz jakąś historię na potwierdzenie swojej tezy?

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka