haesek
25.11.04, 09:30
"Przestajemy działać, bo marszałek nie płaci składki na nasze funkcjonowanie -
alarmują szefowie Euroregionu Bug. - Zapłacimy do końca roku, jednak w
euroregionie bardzo źle się dzieje - twierdzą urzędnicy marszałka. Obie
instytucje nie mogą się dogadać
Euroregion Bug powstał w 1995 roku. W tej chwili w jego skład wchodzą
samorządy polskie, ukraińskie i białoruskie. To one finansują działanie biur
tej organizacji. Euroregion ma na celu zacieśnianie współpracy polsko-
ukraińsko-białoruskiej. Działa już od dziewięciu lat, jednak jak na razie nie
zanotował żadnych spektakularnych sukcesów. Najbardziej konkretną rzeczą jaką
się zajmuje, jest przekazywanie pieniędzy z unijnego funduszu Phare na rozwój
współpracy transgranicznej - przepłynie przez niego 3 miliony euro, które
trafiły bądź trafią do przygranicznych samorządów.
Urząd Marszałkowski od blisko pół roku nie płaci składki na funkcjonowanie
euroregionu. Dyrektor polskiego biura tej organizacji Janusz Kowalczyk mówi,
że sytuacja finansowa jest katastrofalna.
- Od Urzędu Marszałkowskiego powinniśmy dostać w tym roku około 150 tysięcy
złotych, to ok. 70 procent naszego budżetu [pozostałe pieniądze wpłacają
powiaty i gminy, które przystąpiły do euroregionu - red.]. Otrzymaliśmy
jedynie składki za dwa pierwsze kwartały - mówi Kowalczyk. - W tej chwili
ograniczyliśmy naszą działalność do wdrażania funduszów Phare, na nic innego
nie starcza pieniędzy. Nie zwołujemy posiedzeń grup roboczych, nie
obsługujemy naszej strony internetowej. Brakuje funduszów na wynagrodzenia
dla naszych czterech pracowników. Mamy liczne długi, dostajemy wezwania
przedsądowe. Nie możemy starać się o unijne fundusze na własną działalność,
bo nie możemy zgromadzić wymaganego w tej sytuacji własnego kapitału - dodaje.
Dyrektor Departamentu Współpracy Zagranicznej i Przedsiębiorczości Urzędu
Marszałkowskiego Piotr Sawicki zapewnia, że samorząd zapłaci składkę do końca
roku. Nie ukrywa jednak, że między marszałkiem a euroregionem trwa cicha
wojna.
- Mamy bardzo dużo uwag do funkcjonowania euroregionu - mówi Sawicki. - Nie
odbywają się posiedzenia jego ciał statutowych, nie dostajemy żadnych
informacji i sprawozdań. W ogóle skontaktowanie się z dyrektorem biura
Januszem Kowalczykiem graniczy z cudem - wylicza. Zdaniem Sawickiego
euroregion nie rozliczył się z kilku realizowanych projektów. - Na początku
grudnia wyślemy tam kontrolę - zapowiada.
Wzajemnych stosunków między Euroregionem Bug a Urzędem Marszałkowskim nie
ułatwia fakt, że na czele stowarzyszenia zarządzającego transgraniczną
organizacją stoi były przewodniczący sejmiku Konrad Rękas - to stanowisko
było dla niego jedną z "nagród" za pozostanie w koalicji z SLD i częścią PSL.
Teraz Rękas w koalicji już nie jest, pokłócił się z SLD i nie zamierza
pomagać urzędowi w podporządkowaniu sobie euroregionu, czyli np. w zwolnieniu
Janusza Kowalczyka z funkcji dyrektora biura"