joannabarska
11.02.05, 11:02
Testament Glempa
„A jeśli u was jeden drugiego kąsa i pożera, baczcie, byście się wzajemnie
nie zjedli” – cytował Nowy Testament w 1992 r., czyli w środku ówczesnego
kryzysu teczkowego, prymas Polski kard. Józef Glemp. Przestrzegał polityków
przed skutkami ślepych rozliczeń.
13 lat później hierarcha zachęcił wszystkich do „kąsania się i wzajemnego
pożerania”, ciesząc się z opublikowania tzw. listy Wildsteina. „Czekamy na
rozwój tej sytuacji, ale ja jestem zdania, żeby to kontynuować dla ukazania
prawdy; bez krzywdy dla kogokolwiek” – powiedział wczoraj w Pucku. Prymas
wbił w ten sposób siekierę w Okrągły Stół, który kilkanaście lat temu z takim
mozołem sam budował.
Stanowisko wobec lustracji i dekomunizacji jest dziś linią rozgraniczającą
stronnictwo budowy IV Rzeczypospolitej na gruzach obecnej demokracji od
zwolenników umiaru i skupienia się na rzeczywistych problemach kraju.
Kościół – ustami dwóch najważniejszych hierarchów: prymasa Glempa i
przewodniczącego Episkopatu abp. Józefa Michalika – wydaje się stać po jednej
ze stron. Obaj dostojnicy zapominają jednocześnie o roli Kościoła w szukaniu
porozumienia władzy z opozycją w latach 80., nawoływaniu do spokoju, ugody
społecznej, poczucia realizmu i nierozwalania państwa w imię jakiejkolwiek
ideologii.
Wkrótce po wyborze na funkcję prymasa w lipcu 1981 r. Glemp chwalił marksizm
jako doktrynę polityczną, która wniosła „w nasze życie coś nowego – pewien
postulat demokracji w odróżnieniu od stylu przedwojennego”. Dziś chce, by
obywatele przeszli „egzamin ze swojej przeszłości, aby wejść w przyszłość w
prawdzie”. Bez względu na zawartą w 1989 r. „ugodę społeczną” i zwykły zdrowy
rozsądek.
Poglądy prymasa i przewodniczącego Episkopatu nie są jednak głosem całego
Kościoła. – Mam wrażenie, że Polska ulega w ostatnich dniach niezrozumiałej
histerii związanej z teczkami bezpieki – oświadczył metropolita gdański abp
Tadeusz Gocłowski. Wiceprzewodniczący Episkopatu abp Stanisław Gądecki
jeszcze przed upublicznieniem „listy Wildsteina” przestrzegł przed
wrzuceniem „wszystkich nazwisk do Internetu”, bo to będzie oznaczać przyjęcie
zasady „niech się bronią ci, którzy potrafią”.
W rozmowie z Katolicką Agencją Informacyjną prymas Glemp uznał
opublikowanie „listy Wildsteina” za „krok w dobrym kierunku”, bo dzięki
niej „obywatele będą mogli przejść egzamin ze swojej przeszłości”.
Opowiedział się za ujawnieniem teczek IPN.
– Trzeba przyjąć zasadę, że każdy człowiek i całe społeczeństwo powinni
wiedzieć, kto i jakimi sposobami donosił na swoich współobywateli – tłumaczył
prymas Glemp. Kardynał oczekuje, że dojdzie do „oczyszczenia sumień i
funkcjonowania demokracji”. Pomija przy tym ewentualną krzywdę niewinnie
oskarżonych o współpracę z SB, bo bardziej go obchodzi krzywda osób wiele lat
temu prześladowanych przez bezpiekę. – Wtedy krzywda była faktyczna, a teraz
krzywda jest pozorna – wyjaśnił.
W okresie Polski Ludowej Glemp nie był tak radykalny w ocenie poprzedniego
systemu. Gdy w lipcu 1981 r., po śmierci kard. Stefana Wyszyńskiego, zastąpił
go na funkcji prymasa,
chwalił marksizm.
Był to ważny sygnał dla ówczesnych władz, ponieważ podobne opinie na temat
marksizmu swego czasu wygłaszał prymas Wyszyński, który wierzył w pokojowe
współistnienie realnego socjalizmu i katolicyzmu w Polsce. Glemp odziedziczył
też po swoim poprzedniku nieufność wobec Zachodu i świadomość konieczności
ścisłej współpracy z innymi narodami słowiańskimi. 7 grudnia 1982 r.
stwierdził: „Zagrożenie główne płynie nie ze wschodu, lecz z zachodu.
Spełnieniem dążeń narodu jest państwo, które w obecnych warunkach jest
ułomne, ale lepsze takie niż żadne. Służenie w jakimś zakresie państwowym
instytucjom takim, jakimi są, służy narodowi”. Wielokrotnie łagodził napięcia
między PRL-owską władzą a społeczeństwem i opozycją. Po wprowadzeniu stanu
wojennego 13 grudnia 1981 r. nie potępił tego wydarzenia, nie potępił też
gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Nie wzywał do oporu. Wręcz przeciwnie – do
spokoju. Ściągnął na siebie nieprzychylne komentarze części ówczesnej
opozycji, która wolała, by naród stanął do czynnej walki z „reżimem” niż
siedział w domu. Do kardynała przylgnęło określenie „towarzysz Glemp”,
mówiono, że jest „wilkiem, który wszedł między owce”. Postawa politycznego
racjonalizmu zaowocowała w drugiej połowie lat 80., gdy Kościół musiał wziąć
na swoje barki rolę mediatora w rozmowach między opozycją a władzą. Pod
auspicjami Kościoła miesiącami toczyły się poufne rozmowy między obu
stronami, które zakończyły się porozumieniem Okrągłego Stołu.
Dziś Glemp neguje sens tamtego wydarzenia. Podobnie jak uchodzący za
przywódcę konserwatywnego skrzydła w Kościele przewodniczący Episkopatu abp
Michalik. Ten hierarcha w podobnym tonie, co prymas, choć używając mniej
dosadnych słów, też wezwał do lustracji. – Życia prywatnego ani społecznego
nie można budować na kłamstwie, na udawaniu czy fałszu. Po prostu się nie da.
Kłamstwo zawsze szkodzi także kłamiącemu. Widać to i przy okazji lustracji
czy dekomunizacji.
Arcybiskup narzekał też na brak mediów „niezależnych, prawdziwie wiernych
prawdzie”. Nawet uważany za kościelnego liberała bp Tadeusz Pieronek
opowiedział się za ujawnieniem akt IPN. Jego zdaniem, „lista Wildsteina” to
krok „zrobiony i ludzie będą się domagali, by wyjaśniły się ich własne
problemy”. – Na pewno zrobiła ona wiele szumu, ponieważ pogoniła pewnych
ludzi – i słusznie, ale innych skrzywdziła – uznał hierarcha. Zweryfikowanie
dziennikarzy poparł natomiast duszpasterz środowisk twórczych ks. Wiesław
Niewęgłowski.
Zwolennicy lustracji w sutannach pomijają to, że grzebanie w teczkach
najprawdopodobniej będzie
wymierzone także w Kościół.
Metropolita lubelski abp Józef Życiński na własnym terenie zmaga się z
lustracyjną nagonką autorstwa prof. Ryszarda Bendera, szefa związanego z
Radiem Maryja lubelskiego Klubu Inteligencji Katolickiej. Bender
zaszantażował metropolitę, że ujawni nazwiska księży oraz osób związanych z
Kościołem, którzy byli współpracownikami SB, jeżeli arcybiskup zabroni KIK-
owi używania nazwy „katolicki”.
Abp Życiński sprzeciwiał się m.in. zapraszaniu na zebrania KIK osób o
antysemickich poglądach. Metropolita ostrzegł więc niedawno przed negatywnymi
skutkami związanymi z publikacją „listy Wildsteina” i prawdopodobieństwem
wyrządzenia krzywdy wielu ludziom. – Nie można pogodzić z etyką
chrześcijańską, że cel uświęca środki, więc w imię poznania prawdy o
dramatach PRL niech cierpią niewinni, bo ktoś chce, by tę prawdę jak
najszybciej ujawnić – ostrzegł abp Życiński. – Unikajmy szukania kozłów
ofiarnych i rzucania kamieniem w środowiska, które uważamy za winne – dodał.
Metropolita obawia się „klimatu psychozy” w związku z lustracją.
– Mam wrażenie, że Polska ulega w ostatnich dniach niezrozumiałej histerii
związanej z teczkami bezpieki – oświadczył zdenerwowany metropolita gdański
abp Tadeusz Gocłowski, gdy były opozycjonista Krzysztof Wyszkowski zażądał od
IPN wystąpienia do gdańskiej kurii o
zwrot materiałów bezpieki
dotyczących agentury wśród duchowieństwa. Według Wyszkowskiego, „po Okrągłym
Stole i nieco później kierownictwo MSW oraz nieżyjący szef kancelarii
prezydenta Lecha Wałęsy minister Andrzej Zakrzewski przekazali dokumentację
dotyczącą agentury w Kościele gdańskiemu arcybiskupowi Tadeuszowi
Gocłowskiemu”. Były działacz „SolidarnościR