Gość: posiadaczsamochodu
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
15.03.05, 18:57
Ech no to co dziś mnie spotkało przeszło moje najsmelsze oczekiwania:z wielką
radością pobiegłam rejstrowac swój wymarzony samochodzik. Było ławtwiej bo
wszystkie dokumenty potrzebne do rejstracji otrzymałam od sprzedającego.
Mina mi zrzedła gdy "URZĘDNIK" stwierdził,ze brakuje tłumaczenia zagranicznej
umowy kupna-sprzedazy(samochód sprowadzony z Włoch,sprzedany w polskim
komisie).Na nic zdały sie tłumaczenia że mnie obowiązuje tylko faktura od
importera samochodu,a pozatym włoska umowa była w dwóch językach(np.
name/imię;surname/nazwisko).Jako że wiem,że takiej umowy nawet nie musiałam
pokazywać zdenerwowałam sie nie na żarty. Na to ten "URZEDAS" zawrzeszczał:"
JA ODMAWIAM OBSŁUŻENIA PAŃSWTA" I "NIE ZAREJSTRUJE SAMOCHODU".Po interwncji
kierownika okazało sie że TYM OKROPNIE WAŻNYM URZEDASEM był jakiś cholerny,
niedouczony praktykant z jakiegoś policealnego studium administracji. Az
strach pmyślec co będzie jak tacy ludzie będą kiedys :PRAWDZIWYMI URZĘDNIKAMI.
Ciekawa jestem jakie konsekwencje można wobec takiego nadgorliwego klienta
wyciągnąć i czy składac zażalenie na piśmie??