Dodaj do ulubionych

Lublin pomnik

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.07.05, 16:05
Na lubelskim forum gazety bardzo duzo sie pisze o potrzebie i koniecznosci
przygotowania kompleksowego programu rewitalizacji i calego Starego Miasta i
poszczegolnych obiektow, ktore te calosc wspoltworza. Nawet konserwatorzy
lubelscy podejmuja rozmowe z uzytkownikami forum. Jezeli uzytkownikow forum
potraktowac jako reprezentatywna grupe mieszkancow Lublina (a sa ku temu
podstawy) - to mysle, ze rzecz nie w uswiadamianiu opinii publicznej, a
raczej problem tkwi we wladzach miejskich i ich indolencji...
Obserwuj wątek
    • Gość: wisia Re: Lublin pomnik IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.07.05, 16:06
      szkoda, ze ten artykul 'przewisial' w kacie w trakcie najgoretszych forumowych
      dyskusji... na forum!!!!
      • Gość: H Re: Lublin pomnik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.07.05, 12:36
        Mam mieszane uczucia po lekturze tego artykułu - wygląda to trochę tak, jakby
        prof. Szmygin nie do końca wiedział o czym pisze. Zobaczmy np. taki fragment:
        "Dlatego właśnie urząd konserwatorski powinien poszerzać swoje poczucie
        odpowiedzialności. Rozumiem, że konserwator przebywając w swoim biurze, może
        zachować poczucie, że za zabytki odpowiadają ich właściciele. Jednak wychodząc
        z biura i idąc przez Stare Miasto (a tam mieści się biuro), czy nie odnosi
        wrażenia, że ludzie wokół nie poradzą sobie z tym problemem. Jaka jest szansa,
        że owi właściciele i użytkownicy swoimi indywidualnymi działaniami - bez
        wsparcia odpowiednim programem, prawem, organizacją, finansami, zmienią oblicze
        Starego Miasta? A przecież na profesjonalną inicjatywę samorządu trudno liczyć
        (przykład działań takich jak spółka Kamienice Miasta jest wymowny). Dlatego
        jedynym realnym inicjatorem rewitalizacji może być urząd konserwatorski."

        Czyżby prof. Szmygin jednak nie pamiętał, że wg Ustawy o ochronie zabytków i
        opiece nad zabytkami opieka nad zabytkami należy do ich właścicieli, a państwo
        zajmuje sie tylko ochroną? Może udzielać dotacji - ale jak wiadomo - zawsze
        jest tego zbyt mało - o wiele za mało - więc niby jak konserwatror ma wesprzeć
        finansami - ma niewielkie możliwosci w tym zakresie. Zupełnie dziwnie wygląda
        stwierdzenie pana profesora o wsparciu przez konserwatora "odpowiednim prawem" -
        wojewódzki konserwator zabytków nie moze wydawać żadnych aktów prawa
        powszechnie obowiązującego - wydaje tylko decyzje administracyjne - prawo
        miejscowe stanowi samorząd - i to jeszcze jeden przykład jak wielka jest jego
        odpowiedzialność w tym przypadku, z czego chyba niezbyt samorządowcy zdają
        sobie sprawę. Generalnie chodzi o to, ze urząd konserwatorski nie ma niestety
        we współczesnym stanie prawnym odpowiednich możliwosci, by inicjować
        rewitalizację starego miasta tak, jak proponuje to prof. Szmygin. Niestety
        całkowicie trzeba się zgodzić z tym że po lubelskim samorządzie trudno się
        spodziewać poważnej i profesjonalnej inicjatywy - co tym bardziej bolesne, że w
        zasadzie tylko samorząd jest dzisiaj w stanie taką inicjatywę przeprowadzić -
        kompetencją konserwatora jest nadzorowanie takich inwestycji i dostarcznie
        podstwa merytorycznych - ale nie stanowienie prawa - i niestety tylko w
        nieznacznym stopniu finansowanie takich działań. Tym dziwniej to wszystko
        wygląda, że akapit wcześniej profesor opisuje kompetencje konserwatorów i
        właścicieli i użytkowników zabytków, cytując odpowiednie przepisy, a jednak
        potem pisze co innego.
        Dziwi mnie propozycja profesora aby dążyć do nadania lubelskiemu staremu miastu
        status Pomnika Historii - czy ktos z was w ogóle słyszał o takiej formie
        ochrony zabytków? Ja znam tą formę, wiem jakie zespoły w Polsce mają taki
        status - ale ja sie tym głębiej interesuję - przeciętny Polak w ogóle nie
        kojarzy takiej formy ochrony zabytków! A status taki ma w tej chwili
        dwadzieścia kilka zespołów i obeiktów - i nigdy nie słyszałem, żeby powodem
        czyjejś wycieczki np. do Legnickiego Pola, Racławic, Krakowa, Gniezna, czy
        innym miejscowosci była chęć zobaczenie Pomnika Historii - w zasadzie nikt poza
        konserwatorami i lokalnymi maniakami nie zdaje sobie sprawy z tego, że te
        miejsca mają taki status. Co więcej - zakres ochrony Pomnika Historii nie rózni
        się wcale od normalnego wpisu do rejestru. Żeby było śmieszniej - państwo jest
        obowiązane wg przepisaów ustawy do promowania Pomników Historii i dążenia do
        ich wpisu na listę UNESCO - jak dotą jest zupełnie odwrotnie - najpierw UNESCO
        wpisuje polskie zabytki na listę, a potem - czasem dopiero po kilku latach ktoś
        sie budzi, ze to głupio wygląda i prezydent wydaje rozporządzenie o uznaniu za
        Pomnik Historii - komedia - jak to u nas.
        Jest w Polsce wiele miast - mniejszych i mniej zanczących od Lublina, gdzie
        udało sie przeprowadzić w miarę kompleksowe rewitalizacje takich dzielnic,
        chociaż nie są one ani pomnikami historii, ani nie są wpisane na listę UNESCO -
        mozna to zrobić - trzeba chciec i mieć odpowiednio szerokie horyzonty - nie tak
        jak lubelski samorząd. Samorząd tak duzego miasta jakim jest Lublin z całą
        pewnością poradziłby sobie z takim zadaniem, gdyby rzeczywiście ktoś tego w
        samorządzie chciał. Jest racją, ze problem nie leży w mieszkańcach Lublina -
        oni generalnie mają świadomość wartości lubelskiej starówki - czasem aż
        przesadną (w tym sensie, że niestety większości ludzi wydaje się, że tylko
        starówka jest ciekawa i ważna, chociaż w rzeczywistości to ok. 10-15 % tego co
        cenne i ważne w Lublinie jeśli chodzi o zabytki). Jeśli chodzi o mieszkańców
        miasta bardziej potrzebne jest uświadomienie im, jak bardzo ważne i cenne jest
        również to wszystko poza starówką - całe ciągi kamienic, fabryki, które giną
        ostatnio, mnóstwo rozsianych po całym mieście starych domów, drzew i innych
        wartych zachowania obiektów - a starym miastem niestety musi sie zająć
        samorząd - nikt inny nie ma odpowiednich do tego możliwości - żadne programy
        tworzone przez konserwatorów nie będą nigdy miały takiej siły, jak odpowiednie
        przepisy wydane przez samorząd.
        Pozdrawiam!
        • Gość: Nikt Re: Lublin pomnik IP: *.dot / *.dot-com.net.pl 03.07.05, 17:45
          Miło cię znowu spotkać Szanowny/Szanowna H.
          Myślę, że prof. B. Szmygin wie, co pisze. Warto może przybliżyć, tym, którzy
          tego nie wiedzą, że jako członek Polskiego Komitetu Narodowego ICOMOS (tj.
          Międzynarodowej Rady Ochrony Zabytków) profesor ma swój dorobek naukowy, a
          część jego publikacji wskazana jest na stronach internetowych Politechniki
          Lubelskiej. Nie czuję się upoważniony do obrony stanowiska Pana Profesora, ani
          też nie widzę takiej potrzeby. Dodam także, biorąc pod uwagę anonimowość
          wypowiedzi na forum, że nie jestem Profesorem. W przytoczonej przez Ciebie
          wypowiedzi Profesora wydaje mi niezwykle ważne zdanie:, „Dlatego jedynym
          realnym inicjatorem rewitalizacji może być urząd konserwatorski." Tak mogłoby
          być. Muszę się w tym miejscu jednak zastrzec, że nie chodzi mi o oskarżanie lub
          krytykanctwo, a jedynie o dyskusję w tej tak niezwykle ważnej moim zdaniem
          kwestii, jaką jest Stare Miasto w Lublinie i zabytki Lublina. Jak wynika z
          opublikowanej w Lublinie w roku 1999 w „Wiadomościach Konserwatorskich”, t.1,
          s. 1-10, „Strategii ochrony dóbr kultury w obszarze województwa lubelskiego w
          świetle zmian wprowadzonych w 1999 roku w związku z reformą ustrojową państwa”
          autorstwa H. Landeckiej, jej istotą jest brak celów począwszy od generalnego po
          cele warunkujące, cząstkowe i operacyjne. Nie dowiemy się z tego niezwykle
          ciekawego dokumentu niczego, co by wskazywało czy ochrona historycznych miast
          Lubelszczyzny jako przedmiotu ochrony stanowi, rozumiem wśród innych, ważny
          priorytet działalności służb konserwatorskich. A może tym priorytetem miałyby
          być ginące założenia dworsko-parkowe lub zabytki techniki, a może byłby to
          zintegrowany system ochrony krajobrazu kulturowego naszego województwa, w co
          wpisywałby się wskazane wyżej przedmiotowe zakresy ochrony. Gdyby ktoś jednak
          chciał wiedzieć, co było zapisane w obowiązującej wówczas ustawie o ochronie
          dóbr kultury, albo jak jest/była zorganizowana służba konserwatorska, jakie
          kompetencje ma konserwator wojewódzki i jakie zadania wykonuje, i o wielu
          innych kwestiach nie związanych ze strategią działania konserwatorskiego, to
          gorąco polecam. Oczywiście materiał ten jest cokolwiek nieaktualny, ale nowego,
          opublikowanego przez Służbę nie ma, chyba, że potraktujemy tak, to, co ma
          charakter strategii w planie zagospodarowania województwa lubelskiego, ale to
          już nieco inna piosenka.
          Zgadzam się z tobą, że w procesie odnowy Starego Miasta główną rolę
          winien odegrać samorząd i nawet coś zaczął w postaci jakiegoś programu
          rewitalizacji. Nie jestem tylko do końca przekonany, że to o to chodzi. Ale daj
          Bóg. Zgadzam się jednak z Profesorem, że inicjatywa w tym zakresie, pewna rola
          sprawcza, a może i trochę kierownicza winna należeć do Konserwatora. Toż
          przecież służby konserwatorskie z racji wiedzy, przygotowania, praktyki i
          obowiązków winny inspirować samorząd. Na to jednak potrzeba uwolnić się
          od „splendid isolation” w gmachu służbowym. Trzeba trochę wyjść na zewnątrz i
          próbować z samorządem działać nie tylko po tzw. linii formalnej – to
          wybudujecie, a tego nie. Z ludźmi trzeba rozmawiać i przekonywać, pokazywać
          przykłady i kierunki działania. Nie można się kryć za przepisami ustawy i
          kwitować wszelkie próby zaktywizowania stwierdzeniami, służby nie są od opieki
          nad zabytkami, służby mają formalnie chronić. Rola konserwatora, to jak
          powiedział prof. Szmygin swoistego rodzaju misja, to nie tylko biurokracja, to
          także możliwość aktywnego udziału konserwatora na etapie opracowywania
          wszystkich dokumentów formalnych, takich jak studia czy plany zagospodarowania
          przestrzennego, a także plany rewaloryzacji. Trzeba w tych dokumentach
          dostrzegać istotne narzędzia ochrony, aby się wręcz domagać ich od samorządu i
          domagać się aktywnego współuczestnictwa w ich tworzeniu. Chyba, że cała
          filozofia, jak wydaje się pozostająca w związku z postawą asekuranctwa,
          ogranicza się do dewizy niech opiekun zabytku (np. samorząd opracuje plan,
          projekt, czy co tam jeszcze, a ja (tzn. konserwator) to ocenię, bo taka moja
          rola wynika z przepisów. Niestety wkraczamy tu w zakres, który dla wielu
          urzędników jest obszarem magicznym, niedostępnym wręcz zakazanym, jak mroczny
          las w bajkach. Ten obszar to obszar aktywności, która nie stałaby w niezgodzie
          z przepisami, ale miałaby miejsce faktycznie. W końcu, cóż w nowej ustawie o
          ochronie zabytków i opiece nad zabytkami robi art. 4 wskazujący, na czym polega
          ochrona zabytków: czy m.in. nie na podejmowaniu przez organy administracji
          publicznej działań mających na celu zapewnienie warunków prawnych,
          organizacyjnych i finansowych umożliwiających trwałe zachowanie zabytków oraz
          ich zagospodarowanie, zapobieganie różnorodnym zagrożeniom mogącym przynieść
          uszczerbek zabytkom, uwzględnianie zadań ochronnych w planowaniu i
          zagospodarowaniu przestrzennym oraz przy kształtowaniu środowiska i kilku
          innych działaniach. Czy wykluczają one aktywniejszą rolę konserwatora,
          zwłaszcza konserwatora z ducha
          i przekonania, nie konserwatora-urzędnika?
          Zatem, śmiem sądzić, prof. B. Szmygin nie wymaga od służby
          konserwatorskiej wykonywania planów, ale aktywnej postawy tejże służby w
          tworzeniu prawa lokalnego, a także na etapie jego realizacji. Zabytek w końcu
          nie przestaje być zabytkiem bo konserwator wydał decyzję administracyjną i to
          zwalnia go z dalszego działania. I w tym moim skromnym zdaniem ma rację.
          A co do samorządu. Jeszcze raz podkreślę, w istocie masz rację to po
          jego stronie leżą kompetencję, przygotowywanie planów zagospodarowania
          przestrzennego, różnego rodzaju dokumentów planistycznych, np. studiów,
          strategii, analiz, ocen itp. Należy to właśnie do tegoż samorządu. Trzeba
          jednak wziąć jeszcze pod uwagę, że potrzebna jest głęboka świadomość, że
          wszędzie wokół w takim obszarze jak Lublin mamy do czynienia
          z obiektami, które są zabytkami. W końcu Lublin rozwijał się do dzisiejszej
          postaci, od co najmniej tysiąca lat korzystając z terenów sąsiednich. Terenów
          również o odległej i bogatej tradycji i kulturze. Trzeba mieć świadomość, że to
          wszystko dotyczy również nas, jest z nami związane skoro tu żyjemy, czy to jako
          rodowici Lublinianie, czy jako pierwotnie goście, a dzisiaj mieszkańcy Lublina.
          I że to my mamy, jako społeczeństwo, przekazać ten dorobek, to dziedzictwo w
          stanie niepogorszonym przyszłym pokoleniom. I trzeba też mieć świadomość, że
          nowoczesny Lublin, to nie tylko miasto tworzone przez nowe inwestycje, szklane
          i wysokie domy, centra handlowe, szerokie ulice, multikina, ale także Lublin,
          który ma nowoczesny stosunek do przeszłości. A ten stosunek to dbałość o
          tradycję, umiejętne jej chronienie i podkreślanie. Dzisiaj nie wypada się
          wstydzić taką przeszłością, jaką ma historyczny Lublin. Dzisiaj trzeba się
          wstydzić tego, w jakim stanie nasze wspólne dziedzictwo istnieje, funkcjonuje,
          a czasami nie funkcjonuje, a tylko dogorywa. Konia z rzędem temu, kto z
          panoramy Starego Miasta od strony wschodniej stworzy produkt turystyczny w
          ramach świadomej akcji planowania dziedzictwa. Może zdąży zanim drogowcy,
          planiści i samorządowcy swymi światłymi decyzjami odbiorą jedną z szans naszego
          miasta.
          A co do Pomnika Historii – wydaje się, że również ta kwestia podnoszona
          przez Profesora nie jest od rzeczy. Taki status daje szansę obszarowi ujętemu
          taką formą ochrony, formą szczególną, która przecież wymaga uznania przez
          Prezydenta RP, udziału w programach finansowych i ochronnych odnoszących się do
          obszarów stanowiących priorytet państwowy. Jednocześnie jednak trzeba mieć
          świadomość, że uznanie za Pomnik Historii zobowiązuje właściciela zabytku do
          nieustającego działania, na rzecz jego ochrony i konserwacji. Działania wobec
          takiej akcji mogą mieć również wymiar promocyjny rozsławiający dziedzictwo
          Lublina poza jego granicami. Może wreszcie skupić w
        • Gość: Nikt Re: Lublin pomnik IP: *.dot / *.dot-com.net.pl 03.07.05, 17:47
          skupić wokół tematu lubelskie środowisko naukowe i konserwatorskie, co może w
          ostateczności zaowocować dalszymi badaniami miasta i wykorzystaniem wyników
          tych badań w procesie ochrony zabytków. Tylko kto u licha zachce na to w ten
          sposób patrzeć? Chciałby wierzyć, że wreszcie problemy Lublina historycznego,
          który to Lublin, czy chcemy, czy nie jest integralną częścią miasta
          współczesnego wreszcie zostaną dostrzeżone przez Lublinian i jego samorząd. Mam
          nadzieję, że będziemy o nich równie głośno mówili, a przede wszystkim działali,
          jak w przypadkach konieczności budowy drogi, nowej inwestycji czy miejskiej
          komunikacji. Przecież tego starego Lublina nie da się całkowicie wyeliminować.
          Jeśli nawet zginie jego forma zastąpiona tzw. pardon nowoczesnym miastem, to
          przecież jeszcze przez długie lata nie zaginie jego historia i tradycja.
          Pozdrawiam.
          • Gość: H Re: Lublin pomnik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.07.05, 18:49
            Bardzo dziękuję za odpowiedź - zawsze miło poczytać takie posty jak Pana/Pani -
            po prostu (a chyba jednak nie "po prostu", bo zbyt mało takich) kompetentne i
            rzeczowe - i wiele można sie z nich dowiedzieć.
            Jeżeli rzeczywiscie tak potraktujemy propozycję profesora Szmygina, jak
            Pan/Pani pisze - to faktycznie można się z nim zgodzić - bo rzeczywiscie mało
            widać aktywności ze strony urzędów konserwatorskich w Polsce - nie tylko w
            Lublinie - faktycznie mozna odnieść wrażenie, że zajmują się głównie pasywnymi
            działaniami - wtedy, gdy jakąś decyzję wydać trzeba - i szkoda, ze obecne
            przepisy w jakimś sense takie podejście usprawiedliwiają. Ja osobiscie mam
            wrażenie że twórcy obecnie obowiązującego prawa ochrony zabytków postąpili
            chyba trochę zbyt niefrasobliwie zdejmując z państwa większość
            odpowiedzialności za stan zabytków - bo niestety przy nikłej w Polsce
            świadomości ich wartości nie sądzę by było to dobre rozwiązanie... Ale wracajac
            do artykułu pana profesora - mam mimo wszystko wrażenie, że albo wyraził się
            nieprecyzyjnie, albo nie do końca wytłumaczył o co mu chodzi - bo niejasne jest
            co rozumie przez tworzenie przez konserwatorów odpowiednich warunków prawnych -
            konserwator nie stanowi prawa - więc tego akurat nie jest w stanie zrobić - nie
            ma takiej możliwości - to akurat może tylko samorząd, a samorządowcy chyba sami
            nie wiedzą jednak czego chcą - chociaż kto wie - może coś się z tego urodzi:
            miasta.gazeta.pl/lublin/1,35640,2797439.html
            Mimo wszystko nie bardzo przemawia do mnie pomysł z Pomnikiem Historii - jak
            już pisałem - niewiele jest osób, które wiedzą w ogóle co to za forma ochrony,
            niestety - a taka raczej nieznana forma i w tej chwili mało "medialna" (nie tak
            jak np. wpis na listę UNESCO - choc to akurat zamiar bardzo ambitny i trudny do
            zrealizowania - co pokazuje przypadek Kszeszowa) raczej nie będzie też
            mobilizować odpowiednich środowisk - przynajmniej takie mam wrażenie. Wydaje mi
            sie też, ze z punktu widzenia promocji miasta - to takie trochę działanie
            zastępcze - sa miasta, które Pomikami Historii nie są - a cieszą sie ogromną
            frekwencją turystów.
            Pozdrawiam serdecznie!
            • sonnenkinder Re: Lublin pomnik 03.07.05, 19:06
              Jak zaostalo to napisane w ktoryms poscie wczesniej, sa inne miasta, mniej lub
              bardziej "wartosciowe" pod wzgledem historycznym, w ktorych udalo sie
              przeprowadzic rewitalizacje miejsc zabytkowych. Co wiecej takie procesy udalo
              sie zrealizowac w miejscach, ktore tutaj czesto nazywane sa pozornie
              zabytkowymi. Problem zdaje sie tkwic wlasnie w postrzeganiu priorytetow, lub w
              zwyklej checi wlozenia odrobiny wiecej pracy ponad jakis schematyczny poziom. A
              tego brak naszym urzednikom. Klapki na oczy i do kieratu, ale nic ponad to. W
              efekcie omijaja nas pieniadze z funduszy strukturalnych, dzieki ktorym moglo by
              piekniec nasze miasto. I dopki tam nie trafia ludzie, ktorzy beda chcieli
              popracowac, a nie tylko zajmowac stanowiska, to sie nie zmieni.
            • wielgibolo Re: Lublin pomnik 04.07.05, 21:22
              Smutna prawda panowie jest niestety taka, że proces inicjowania rewitalizacji, czy też samej rewitalizacji Starego miasta jest procesem - że się tak wyrażę - niekoniunkturalnym politycznie. I to z tego moim zdaniem wyrastają probemy o których Panowie tak ciekawie dyskutują w powyższych postach. Zastanawiając się wspólnie kto winien wziąć na siebie cięzar zajęcia się sprawą historycznych dzielnic Lublina obnażamy tą niekoniunkturalność i ukazujemy gdzie leży sedno problemu. Kwestie dotyczące odpowiedzilności za stanowienie przepisów, wykonywanie ich czy nadzór nad ich wykonaniem są tak właściwie uregulowane (lepiej czy gorzej) w ustawach. Toteż gdyby w tym czy innym urzędzie znaleźli się ludzie posiadający wolę i samozaparcie rozmowy Panów nie skupiały by się na tym jak rozpocząć przywracanie świetności Staremu miastu, ale raczej od której kamienicy rozpocząć.
              Tacy ludzie natomiast mogą się w demokratycznym państwie znaleźć u władzy tylko jako emanacja zdrowego i świadomego swoich potrzeb społeczeństwa.
              Pozdrawiam

    • Gość: wisia Lublin nad rzeka przysiadl, sam byl i cisza... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.07.05, 20:22
      Pozwolilam sobie wyciagnac na forum artykul prof. Boguslawa Szmygina, bo jest
      on istotnym przyczynkiem do toczacej sie na tym forum dyskusji o stanie
      oplakania naszych zabytkow i naszych raportow o stanie zaniechan. Jest takze
      przyczynkiem do braku wiedzy, zwiazanej z tym kto i za co odpowiada, kto i za
      co placi. A w koncu jest przyczynkiem do niestniejacych (a raczej
      niespelnionych) planow rewitalizacji lubelskiego Starego Miasta.

      Zaczne wobec tego od konca - od owych planow wlasnie i jesli sie pomyle (ach ta
      zawodna ludzka pamiec - moj Dziadek prowadzil memuar, w ktorym skrzetnie
      zapisywal fakty wazne dla Lublina, ja go niestety nie prowadze i opieram sie na
      pamieci, wiec prosze - sprostujcie ewntualne pomylki). Otoz pierwsza znaczaca
      odnowa zabytkowego Starego Miasta miala miejsce na X rocznice PRL. Niestety,
      odnawianie rozumiano wtedy jako malowanie fasad i wiele cennych elementow
      zmienilo swoj wyglad zgodnie z wymaganiami socrealizmu, zostalo pokrytych
      tandetnymi farbami, uzupelnionych o koszmarne pomysly rodem z programu 'na
      linii i po bazie'. Jednak na wielka gale w roku 1954 Stare Miasto wygladalo
      niby spod igly i barwnymi fasadami mamilo ludzi przybywajacych do Lublina z
      calej Polski. Kolejnym etapem odnawiania, ktory pamietam, byly pieniadze od
      premiera Jaroszewicza, owe slawetne 80 milionow bardzo starych zlotych
      polskich, przyznane na program odnowy Starego Miasta. W tym samym roku
      pieniadze dostal i Zamosc i tam umiano je wykorzystac. Nastepnym programem byla
      jakas realizacja z lat '80, ktora zaowocowala utworzeniem lapidarium, w ktorym
      zniknely zdjete z kamienic co cenniejsze elementy kamieniarskie, i ktora
      pozostawila szpecace pustki na murach Starego Miasta (wielkies mi straty
      uczynila tym zniknieniem swoim - jak pisal Kochanowski). Potem byly duze
      pieniadze na odnowe, przyznane w budzecie panstwa w latach '90, ktore
      rozplynely sie w cudowny sposob, w sposob rownie cudowny nie pozostawiajac
      sladu w zabytkowej substancji. A potem nastal czas kompetencji (a raczej
      wielkiej niekompetencji) samorzadow, ktory jest czasem wbijajacym ostatni
      gwozdz do trumny Starego Miasta. Tyle w skrocie o tym, czy byly programy i czy
      byly pieniadze. Byly!!! I to duze, o jakich teraz nie mozemy nawet marzyc!!!

      Pytanie: Kto ma dzisiaj dac pieniadze na rewitalizacje Starego Miasta -
      panstwo, czy samorzad - jest pytaniem wynikajacym z nieznajomosci zasad
      finansow publicznych. Od roku 1999 fiansowanie potrzeb lokalnych stopniowo
      przechodzi do obowiazkow samorzadow lokalnych. Budzet panstwa moze dofinansowac
      starania samorzadow tylko wtedy, jezeli w ich budzetach na etapie planowania
      rzeczowego znajda sie stosowne plany samorzadu, okreslenie wielkosci ich
      nakladow wlasnych i bardzo dokladnie rozpisane kosztorysy prac. Oczywiscie musi
      istniec grupa, ktora formalnie zgloszone wnioski poprze na etapie projektowania
      budzetu zarowno w ministerstwie Finansow, jak i pozniej w momencie uchwalania
      budzetu przez Sejm. Jak dzisiaj trudno wprowadzic taki projekt do budzetu wie
      kazdy, kto kiedykolwiek mial do czynienia z projektem i planem budzetu (vide:
      odciecie od finansowania z budzetu budowy teatru, owocujace kretynskim pomyslem
      jego sprzedazy). Faktem jednak jest, ze gmina Lublin takich wnioskow nie
      zglaszala!!!!! Ba, nawet mozliwosc uzyskania pieniedzy z UE na rewaloryzacje
      Starego Miasta tez nie ruszyla urzednikow urzedu miejskiego - oni tkwia dalej w
      samozadowoleniu 'jakos to bedzie'.

      Grzechy zaniechania urzednikow miejskich ida znacznie dalej. To oni, a nie
      konserwator zabytkow, odpowiadaja za plany rozwoju miasta, to oni, a nie
      koneserwator zabytkow odpowiadaja za plany renowacji, rewitalizacji,
      restytucji i pare innych 're', ktore niezbedne sa by Stare Miasto odzyskalo
      swoj dawny wyglad. To urzednicy miejscy odpowiadaja i tylko oni sa wladni to
      zdzialac, by ludzie, ktorzy mieszkaja na Starym Miescie i dewastuja to, co
      jeszcze jest do zdewastowania - dostali mieszkania w innej czesci miasta, i
      wreszcie to oni odpowiadaja za to, ze mrzonki o uslugowo-kulturalnej funkcji
      obiektow staromiejskich sa w dalszym ciagu mrzonkami. Oni i rada miasta, ktora
      powinna zaklepac cenne projekty urzednikow miejskich, gdyby takie kiedykolwiek
      istnialy (chociaz w minionych latach juz takie byly - lepsze lub gorsze, ale
      byly i nie zostaly zrealizowane).

      Prawo wlasnosci i obowiazek wlascicieli do utrzymania w odpowiednim stanie oraz
      przerzucanie na nich ciezaru utrzymania zabytkowej substancji jest
      kolejnym 'mykiem' wladz miejskich, wykonanym w zgodzie z obecnymi przepisami
      prawnymi. Przypomne tylko, ze byl taki czas (lata '40 i '50), gdy do
      opuszczonych mieszkan na Starym Miescie wladze miejskie wprowadzaly ludnosc
      naplywowa (czytaj: ludzi ze wsi), ktora gniezdzila sie w zabytkowych
      kamienicach po kilka osob w jednej izbie i niszczyla w oczekiwaniu na
      mieszkanie w nowo budowanych osiedlach robotniczych, to czego nie zniszczyl zab
      czasu i dzialania wojenne. Wtedy tez owczesni wlasciciele zostali pozbawieni
      praw wlascicielskich, a ich domy zostaly przejete na rzecz miasta przez MZBM,
      bo tak to sie wtedy nazywalo. Czy wlasciciele remontowaliby swoje kamienice?
      Tego nie wiem, ale wiem za to na pewno, ze MZBM dopuscil do karygodnych
      zaniedban, tak jak to robil w calym miescie, w innych budynkach mieszkalnych.
      Odzyskane przez wlascieli kamienice sa wiec zdewastowane podwojnie: przez czas
      i przez zarzadce miejskiego, ktory budynki zrujnowane przez siebie oddal
      wlascicielom i teraz zaslania sie ich prawami i obowiazkami przed
      uczestniczeniem w planach i kosztach wielkich 're'.

      Nikt (czuje tu reke K.) pisze o potrzebie skupienia wokol problemow odnowy
      Starego Miasta lubelskiego srodowiska naukowego i konserwatorskiego, prof.
      Szmygin powoluje sie na misje urzedu konserwatora, forumowicze nawoluja do
      ratowania historycznych walorow - a urzad miasta z jego nieslawnym prezydentem
      Pruszkowskim milcza i popelniaja kolejne grzechy zaniedbania, podczas gdy
      faktem jest, ze zadne pospolite ruszenie naukowcow, konserwatorow, mieszkancow
      miasta nie jest w stanie nic zdzialac, ze wzgledu na koszt i zakres prac.
      Konieczne jest opracowanie solidnego planu, ktory powinien objac zarowno
      inwentaryzacje poronionych pomyslow z lat poprzednich i opartych na nich
      niszczycielskich dzialan kolejnych firm, prowadzacych renowacje, jak i solidne
      opracowanie zamierzen nie w stosunku do skromnych srodkow, ktorymi dzisiaj
      dysponuja (lub nie dysponuja) wladze miejskie, ale w stosunku do prawdziwie
      wizjonerskich zamierzen, rozpisanych w harmonogramie na lat - nie wiem, moze
      5, moze 10, a moze 20 - ktory stalby sie podstawa do dzialania dla wszystkich
      kolejnych wladz miejskich.

      Tylko kto zagwarantuje, ze zmieniajaca sie w przyszlym roku ekipa, jak i
      kolejne co kilka lat nowe ekipy - beda realizowac konsekwntnie i z
      samozaparciem ten plan?

      Czy gwarantem tego planu mialyby stac sie sluzby konserwatorskie? Obawiam sie,
      ze nie na wiele takie gwarancje sie zdadza, bo szefostwo lubelskich
      konserwatorow zmieniac sie bedzie wraz z ekipami w urzedzie miasta. A wiec moze
      status 'Pomnika kultury' nie jest zlym statusem dla Starego Miasta???? I kto
      zadba o jego wprowadzenie na listy MK, podobnie jak kto zadba o status
      krajobrazu kulturowego dla calego otoczenia SM ze slynnymi Bloniami 'malego'
      lub wieloma innymi miejscami historycznego Lublina????

      Na zakonczenie przypomne jedynie, ze Krakow, ktory wprowadzil do budzetu
      panstwa swoj projekt 'Krakow 2002' (jezeli pamietam dobrze jego nazwe) zrobil
      to w sposob kompleksowy, wiazac elementy odbudowy z kultura i historia miasta,
      a dzisiaj jest zagrozony skresleniem z listy UNESCO z racji niespelnienia
      wymagan koniecznych do stworzenia parku kulturowego i braku planu miejscowego.

      • Gość: Nikt Re: Lublin nad rzeka przysiadl, sam byl i cisza.. IP: *.dot / *.dot-com.net.pl 04.07.05, 20:22
        Pozwolę sobie nieco uzupełnić i może sprostować dane, co do kwestii odnowy
        Starego Miasta. W ujęciu chronologicznym, za pierwszy proces jego rewitalizacji
        można być może uznać prace w ramach działalności Komisji Dobrego Porządku w
        końcu wieku XVIII. To z jej inicjatywy między innymi odnowiono i Bramę
        Krakowską i Bramę Grodzką i gmach Trybunału. Kolejnym był etap przed wojną.
        Trwał od 1937 roku do 1939. Zaowocował on szeregiem remontów elewacji
        (odsłonięto wówczas niektóre, do dzisiaj widoczne elementy detali
        historycznych, np. w Rynku nr 8, odrestaurowano 22 fasady, 122 zostały do
        odnowienia,), wymieniono nawierzchnię ulic, usunięto drzewa na Rynku. Fasady
        pokryły kolorowe tynki i sgraffita autorstwa mal. Jana Wodyńskiego pod
        kierunkiem Szczęsnego Kowarskiego. Odsłonięto fundamenty kościoła św. Michała
        Archanioła. Zakonserwowano i udostępniono malowidła w tzw. winiarni w Rynku 8 i
        wtedy właśnie wykonano istniejące do dziś wejście.
        Prace z okresu X lecia PRL były, następnymi i związane były także z usuwaniem
        zniszczeń wojennych w południowo-zachodnich kwartałach Starego Miasta i
        Katedry.
        W latach siedemdziesiątych opracowany został program rewaloryzacji Starego
        Miasta. Programowi temu towarzyszył projekt rewaloryzacji w postaci miejscowego
        planu zagospodarowania autorstwa arch. Jadwigi Jamiołkowskiej z zespołem
        pracowników PKZ (nagrodzony nagrodą ministerialną). Kto chciałby rzucić okiem
        może to zrobić w publikacji Wacława Ostrowskiego, „Zespoły zabytkowe a
        urbanistyka”, Warszawa 1980, s.53 i 54. Projekt, na tamte czasy był
        projektem „nowoczesnym”, jeśli tak można powiedzieć o projekcie rewaloryzacji.
        Realizacja programu związana była z interdyscyplinarnymi pracami i badaniami
        konserwatorskimi (historycznymi, architektonicznymi i archeologicznymi).
        Efektem tych prac jest znacznie poszerzona wiedza o historii przekształceń
        Starego Miasta. To właśnie w wyniku prac badawczych tego okresu, jak mi
        mówiono, powstało lapidarium. Nikt niczego nie wydłubywał z elewacji. Były to
        odkryte w trakcie badań elementy użyte najczęściej jako wtórny materiał
        budowlany. Myślę, że dla porządku i powagi tego forum lepiej nie dotykać
        niesprawdzonych informacji, bo to tylko wprowadza większy chaos i niepotrzebnie
        tworzy atmosferę jakiejś sensacji.
        Realizacja programu, jak mi się wydaje upadła wraz z klęską dziesiątej potęgi
        E. Gierka – Polski Ludowej. Kryzys tamtych lat dotknął także procesu
        rewaloryzacji Starego Miasta w Lublinie. Pamiętajmy jednak, że szereg kamienic
        przy ul. Grodzkiej, Złotej, Archidiakońskiej a także Trybunał jest efektem
        tamtych prac. O tym, co one kryją nie wie znaczna część Lublinian do dzisiaj.
        W latach 90. XX stulecia nie przypominam sobie, aby w ogóle istniały jakieś
        pieniądze budżetowe na rewaloryzację lubelskiego Starego Miasta. Owszem, jak
        pisano utworzono kilka programów rządowych. W jednym z nich zdaje się
        uczestniczył Lublin, czego pokłosiem chyba - w pewnym sensie - jest to „coś” na
        Placu po Farze. W tym też czasie samorząd przygotował koncepcję odnowy
        przestrzeni publicznych Starego Miasta (jednym z decydentów był wówczas
        prezydent Paweł Bryłowski). Koncepcja ta, jak wielu z nas może się przekonać
        została w dużej części zrealizowana ( nawierzchnie i infrastruktura na Starym
        Mieście, tzw. Deptak). Nic mi nie wiadomo o dużych pieniądzach wówczas w
        budżecie państwa na odnowę zabytków Lublina. Takich pieniędzy nie było w
        odniesieniu do żadnego miasta (może z wyjątkiem Krakowa, ale to trochę inna
        sprawa). Praktycznie rzecz biorąc w tamtym czasie nie myślano zbyt intensywnie
        o problemach odnowy miast historycznych, w każdym razie wśród najwyższych
        decydentów. Od lat 90. ubiegłego stulecia (tak, tak ubiegłego) nie może się
        wykluć program rewaloryzacji Starego Miasta w Lublinie. Tak właśnie
        rewaloryzacji, chociaż to jakby trochę zdewaluowane pojęcie zwłaszcza w opinii
        społecznej. A Przecież na naszych oczach dokonuje się dewaluacja kolejnego
        terminu – rewitalizacja. Dzisiaj rewitalizuje się wszystko od elewacji po
        nawierzchnie ulic nie zwracając uwagi na sens i znaczenie używanych słów, byle
        tylko pasowały do nomenklatury unijnej. Tymczasem w procesie rewaloryzacji
        idzie o przywracanie wartości substancji zabytkowej, substancji zachowanej i
        autentycznej. W rewitalizacji idzie zaś o przywracanie żywotności substancji
        głównie mieszkaniowej z uwzględnieniem całej złożonej problematyki społecznej.
        Oczywiście procesy opisane tymi terminami czasami mogą się łączyć, ale istotne
        są cele tych procesów, a te w każdym mogą być różne. Ożywione Stare Miasto w
        wyniku procesów rewitalizacyjnych niekoniecznie musi być nadal autentycznym
        dziełem przeszłości. Może być dziełem, które wspaniale żyje i jest jedynie
        czymś na kształt preparatu czy w znacznej części kopii. Przecież z punktu
        widzenia potrzeb rewitalizacyjnych może się okazać, że jeden kwartał Starego
        Miasta przekształci się w wielką galerię handlową, a inny w duży hotel. Dla
        wielu nie ma w tym żadnego niebezpieczeństwa, jednak z punktu widzenia ochrony
        tożsamości tego obszaru (zwłaszcza w sferze genius locci) takie zmiany w
        sposób oczywisty i sprzeczny z dawną tożsamością zmieniać mogą Stare Miasto.
        Najważniejszym, więc jest, żeby jasno określić cele i odpowiednio dobrać
        procedury
        i narzędzia. Trzeba pamiętać, że w obszarze Starego Miasta najistotniejsza jest
        ochrona jego autentyzmu. Temu ma też służyć między innymi rozwiązywanie
        problemów społecznych tu występujących. Substancja mieszkaniowa bardzo tu
        potrzebna nie może być jednak celem nadrzędnym i samym w sobie. Zaś, gdy idzie
        o pieniądze, ale nie tylko, to wydaje się, że zasada partycypacji, czyli
        współudziału wszystkich aktorów występujących na scenie ma istotne znaczenie.
        Nie można tego odnosić jedynie do spraw finansowania, jak powiedziałem, ale
        trzeba odnosić także do procesów decyzyjnych. Potrzebna jest, więc dyskusja.
        Potrzebni są zwykli ludzie, potrzebni są eksperci i potrzebni są decydenci.
        Trzeba jednak pamiętać, o konieczności zachowania ról i nie przedzierzganiu się
        zwłaszcza z eksperta w decydenta, i na odwrót. Rzadko, bowiem bywa, aby ekspert
        lub bardziej decydent wczuwał się w rolę zwykłego człowieka (mieszkańca,
        właściciela, inwestora, przedsiębiorcy). Ale i zwykły człowiek czasami wstępuje
        w rolę eksperta, i dopóty dotyczy taka postawa jego doświadczeń życiowych, to
        wszystko OK. Gorzej, gdy zwykły człowiek wpływa w obszary mało mu znane za to
        znakomicie mu się wydające. Stąd potem bicie piany i niekończące się swary.
        Proces rewaloryzacji( dla innych niech będzie rewitalizacji) Starego
        Miasta jest procesem skomplikowanym i wielopłaszczyznowym. Bo występują tu i
        kwestie planistyczne w specyficznym konserwatorskim ujęciu, i problemy
        badawcze, i problemy konserwacji substancji tu zachowanej, i kwestie społeczne,
        i techniczne, i ekonomiczne, i wiele, wiele innych. Nie jest prostą sprawą w
        tym miejscu nakreślić to, co winno się dziać. Wydaje się jednak, że rola
        samorządu w procesie odnowy Starego Miasta winna polegać przede wszystkim zaś
        na umiejętnym zarządzaniu tym obszarem dziedzictwa. Jego rola winna polegać
        między innymi na organizacji procesu, jego koordynacji i częściowym
        finansowaniu (tam gdzie jest to możliwe z punktu widzenia prawa). W ramach
        organizacji widzę zarówno potrzebę podjęcia inicjatywy, jak i opracowania
        programów i planu miejscowego, poszukiwania środków finansowych, a może nawet
        podejmowania inicjatyw legislacyjnych, zabiegów lobbingowych i marketingowych,,
        wypracowania na Starym Mieście całego katalogu – nazwijmy to produktów
        dziedzictwa adresowanych do różnych potencjalnych podmiotów wyrażających nimi
        zainteresowanie. Ważne jest nie tylko przygotowanie programu opracowanego w
        oparciu o pełne rozeznanie problematyki (wszystkich obszarów kryzysowych z
        podkre
      • Gość: Nikt Re: Lublin nad rzeka przysiadl, sam byl i cisza.. IP: *.dot / *.dot-com.net.pl 04.07.05, 20:23
        (wszystkich obszarów kryzysowych z podkreśleniem nadrzędnej roli problematyki
        konserwatorskiej), ale także umiejętna jego realizacja, a czasami umiejętne
        podtrzymywanie gasnącego płomienia, bo przecież niekoniecznie zawsze i wszędzie
        musi iść wszystko dobrze. Zatem konieczna jest także umiejętność zarządzania
        zachodzącymi w obszarze Starego Miasta zmianami. Jednakże najpierw trzeba je
        rozumieć, ich naturę, zakres i tempo. Idzie tu także o umiejętność
        kształtowania „nowego” Starego Miasta, w którym odniesienia do przeszłości
        grają istotną rolę z punktu widzenia naszych czasów. W ramach programu winien
        pojawiać się plan miejscowego zagospodarowania przestrzennego o wymiarze
        projektu rewaloryzacji, który byłby księgą zasad, praw i obowiązków, nakazów i
        zakazów dla wszystkich uczestników procesu. Byłby podstawą działań bez względu
        na personalia na stanowiskach samorządowych czy konserwatorskich. A tak na
        marginesie, konserwator jako urzędnik administracji rządowej nie odchodzi razem
        z urzędnikami samorządowymi. Nie w Lublinie.
        Gwarantem realizacji planu byłby sam plan pod warunkiem, że powstałby w
        warunkach prawdziwie demokratycznych, z udziałem zainteresowanych, z
        dopuszczeniem do prawdziwej dyskusji nawet jeśliby miało to zabrać trochę
        czasu. Takiego planu sądzę broniliby wszyscy utożsamiając się z nim jako
        współtwórcy tego dokumentu. Być może upraszczam i idealizuje wiele kwestii, ale
        to wynika z charakteru wypowiedzi. Nie martwiłbym się o to kto zadba o to czy
        Lublin będzie kolejnym obiektem na liście Pomników Historii. Martwiłbym się o
        to, czy kiedy już taka decyzja zapadnie przypadkiem nie okaże się, że to
        decyzja na wyrost, bo nie jesteśmy w stanie sprostać wymaganiom takiego statusu
        lubelskiego Starego Miasta? Pozdrowienia dla wszystkich dyskutantów.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka