Gość: Paul
IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl
02.01.03, 11:58
Za dwa dni minie piaty miesiac od mojego przyjazdu do Polski. Sylwester i
Nowy Rok przydybaly mnie na kolejnej próbie analizy, czy oceny jak kto woli,
tego czego zdazylem sie nauczyc i zaobserwowac, zyjac w Polsce "jak inni",
czyli zmagajac sie z codziennoscia, z jej radosciami i smutkami. Z gory
zaznaczam, ze owo podsumowanie jest i bedzie subiektywne (bo jak by inaczej),
ze opiera sie ono na odczuciach, czy uczuciach jak kto woli i jako takie musi
byc jedna wielka genaralizacja. Tak jak mechanizm "podsumowania" jest
zupelnie osobisty, jednostronny, zrodzony z emocji, to sila rzeczy opiera sie
on na wydarzeniach prawdziwych, na sytuacjach ktore mialy miejsce, oraz
wypowiedziach/reakcjach ludzi zyjacych z ktorymi sie widzialem, czesto widuje
bardziej lub mniej regularnie. Jesli ludzie ci istnieja, a slowa i czyny
mialy miejsce moge uznac podstawy mych rozmyslan za fakty. Po co tak dlugo
rozpisuje sie broniac mego prawa do swego podsumowania w formie jakiej
istnieje? To proste. Nie chce wysluchiwac epitetow
typu "malkontent", "zagubiony", "wiecznie niezadowolony", "zapatrzony w
Ameryke", "megaloman" itp., itd. Wole zwykle "cham", "prostak", "glupi
chuj", wedle inwencji "komentatora". Oto teza: w Polsce nie mozna zyc bez
tzw. "ukladow". Niezbednosc posiadania "ukladow" jest potwierdzana przy
narodzinach, towazyczy Polakowi przez cale zycie i nie opuszcza go az do
spoczynku na jednym z cmentarzy, tlumnie odwiedzanych z okazji "Wszystkich
Swietych". W US of A mowi ze czlowiek rodzi sie, zyje i umiera na kredyt.
Pewna roznica, prawda? Polegajaca na rodzaju gwarancji potrzebnych
czlowiekowi do egzystencji. Jak tworzy sie "uklady" w Polsce chyba wszyscy
wiemy, wiemy rowniez jak wiele od nich zalezy. W obu przypadkach
fundamentem "gwarancji" jest czlowiek. Roznica jest jednak zasadnicza. W
Polsce jestesmy nieustannie i nieuchronnie skazani na powiedzmy szeroko
pojeta "zyczliwosc" innych, obojetnie krewnych czy nie, w US jestesmy skazani
na siebie. W skrocie: mozemy sie odwrocic tylkiem do wszystkich i
wszystkiego, jak dlugo nie wpadamy w kolizje z prawem, nie powtarzamy szefowi
ze jest durniem i jestesmy gotowi potwierdzac swa przydatnosc w pracy, co z
kolei przeklada sie proporcjonalnie na jakosc naszego zycia, mozemy zyc sobie
wedle zyczenia, nie angazujac sie w zadne wymuszone znajomosci.
Owa "przydatnosc w pracy" daje pobory i durze szanse na awans, a te z kolei
przekladaja sie na wielkosc kredytu, ktory zaciaga sie w zaleznosci od
potrzeb. Kredytu zaden bank nie przyzna na podstawie "znajomosci", czy za
wdziek i bezpretesjonalnosc. Bank widzi tylko liczby i po to jest. Na
kredyt tez trzeba sobie zapracowac. Nikt nie daje go w prezencie, jednak w
miare postepow zyciowych banki same zaczynaja zabiegac o swych potencjalnych
klijentow oferujac wieksze kredyty za co raz mniejszy procent. To bardzo
prosty mechanizm, wolny od wszelkich matactw. Paradoksalnie
jego "bezdusznosc" jest gwarancja wolnosci jednostki. Na dodatek wcale
taki "bezduszny" nie jest, jako ze widzacy "tylko liczby" bank wyjdzie ze
skory zeby pomoc i ulatwic splate dlugu w razie jakis potkniec, z prostej
przyczyny - nie moze sobie pozwolic na strate pieniedzy i to w zadnej fornie,
nawet tej potencjalnej, w przyszlosci, u osoby ktora jeszcze nie zaciagnela
zadnego kredytu, ale moze kiedys to zrobi. Wiecej, jesli ktos chce sie z
tego systemu "wyrwac", moze to uczynic, wiem co mowie, "wyrwalem" sie
osobiscie przed przyjazdem do Polski, poprzez uregulowanie spraw wszelkich
platnosci, co dalej nie przeszkadza bankom przysylac pod moj adres nowych,
jeszcze lepszych ofert. Ma to swoja nazwe - historia kredytowa. Tak wiec
dla bezdusznego banku do konca swoich dni bede "potencjalem", ktorego
przeoczyc sie nie oplaca, mimo ze mieszkam na innym kontynencie, mam innego
pracodawce, zrodlo dochodow, etc. Jestem wiarodajny, taki jaki jestem, bez
wzgledu na znajomosci, zeza, braku nogi, wrodzonego chamstwa i calej
reszty "wad". Jestem wolny i niezalezny, przy czym nie jestem i nie bylem
milionerem, mam nie mila powierzchownosc, nie zgadzam sie z rodzicami, jestem
klutliwy, nieprzyjemny, utrzymuje kontakty z ludzmi ktorych lubie, mam gdzies
tych, ktorych nie lubie, czesto budze sie rano z nieswierzym oddechem, lubie
sobie przeklac i uwazam sie za pempek wszechswiata. W Polsce wiekrzosc
rzeczy zalezy od "innych". Jak cie widza, slysza, czuja, tak cie pisza. Nie
ma w tym nic nadzwyczajnego, tacy sa ludzie na calym swiecie. Jest jednak
maly szkopuł. W Polsce od tych "innych" zalezysz. Nie mozesz sobie pozwolic
na innosc, a dziwactwa musza byc przyjete przez wiekszosc i usankcjonowane.
W przypadku odrzucenia "wiarolomcy" konsekwencje dla tego ostatniego moga byc
okrutne. Z doswiadczenia wiem ze ludzie moga byc bardziej bezduszni niz
banki. Bank widzi tylko liczby, ludzie nie. Natomiast ludzie w grupie
powiazanej ze soba skaplikowanymi zaleznosciami, czujacy w ten sposob nawet
ulamek sily czy wladzy sa straszni. Uklady w Polsce porownal bym do ukladow
wieziennych w zakladzie dla recydywistow. Widac to jak na dloni w ukladach
rzadowo-mafijnych, czego ukoronowaniem jest "zaklad penitencjarny" przy ul.
Wiejskiej w Warszawie. Wlos sie jerzy na glowie, kiedy slucha sie belkotu
polskich klas rzadzacych, wiadomosci traktujacych o pracy sejmu, sejmikow,
rzadu, samorzadow i ich rozlicznych odnog. To dzieje sie na
tzw. "gorze". "Dol" zachowuje sie dokladnie jak "gora", tylko stawki sa
inne, oczywiscie nizsze. Czasem kiedy slysze "zwyczajne", codzienne Polakow
rozmowy, zwyczajnie ogarnia mnie strach, choc zdarzalo mi sie bywac w
niebezpiecznych sytuacjach. Nie dawno mialem okazje poznac faceta po
wielu "rotacjach" biznesowych i rzadowych, ktory znal zabitego ministra
sportu. W zasadzie przysluchiwalem sie tylko jego rozmowie z ludzmi z kola
jego znajomych. Byli sami i u siebie. Tresc rozmowy, mimo ze traktowala o
wszystkim i o niczym na dlugo zostanie mi w pamieci. Okreslenie "jedna
wielka klika" pasuje do tego jak ulał. Dialogi jak z polskiego filmu
sensacyjnego traktujacego o korupcji i mafi. Jesli ktos mysli, ze "to
wszystko" sie zmieni, ze trzeba sie przystosowac, albo "przeczekac", to sie
myli. Oczywiscie, czekac sobie zawsze mozna, ale zadne "nowe" nie
przyjdzie. Ci wszyscy ludzie maja swoje dzieci, ktore tez juz "wprowadzili w
zycie", albo wprowadza. Jako ze sa bogatsi od "reszty", ich swietlana
przyszlosc jest zapewniona, skonczyli najlepsze szkoly, wladaja jezykami
obcymi i przejma paleczke po tatusiach i mamusiach. Syf jak byl i jest, tak
i bedzie. Oto moje podsumowanie. A prawda........tak kochani, prawda na
pewno lezy po srodku, zawsze mozna sie jakos pocieszyc. Uszanowanie,
Paul