Dodaj do ulubionych

Podsumowanie.

IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 02.01.03, 11:58
Za dwa dni minie piaty miesiac od mojego przyjazdu do Polski. Sylwester i
Nowy Rok przydybaly mnie na kolejnej próbie analizy, czy oceny jak kto woli,
tego czego zdazylem sie nauczyc i zaobserwowac, zyjac w Polsce "jak inni",
czyli zmagajac sie z codziennoscia, z jej radosciami i smutkami. Z gory
zaznaczam, ze owo podsumowanie jest i bedzie subiektywne (bo jak by inaczej),
ze opiera sie ono na odczuciach, czy uczuciach jak kto woli i jako takie musi
byc jedna wielka genaralizacja. Tak jak mechanizm "podsumowania" jest
zupelnie osobisty, jednostronny, zrodzony z emocji, to sila rzeczy opiera sie
on na wydarzeniach prawdziwych, na sytuacjach ktore mialy miejsce, oraz
wypowiedziach/reakcjach ludzi zyjacych z ktorymi sie widzialem, czesto widuje
bardziej lub mniej regularnie. Jesli ludzie ci istnieja, a slowa i czyny
mialy miejsce moge uznac podstawy mych rozmyslan za fakty. Po co tak dlugo
rozpisuje sie broniac mego prawa do swego podsumowania w formie jakiej
istnieje? To proste. Nie chce wysluchiwac epitetow
typu "malkontent", "zagubiony", "wiecznie niezadowolony", "zapatrzony w
Ameryke", "megaloman" itp., itd. Wole zwykle "cham", "prostak", "glupi
chuj", wedle inwencji "komentatora". Oto teza: w Polsce nie mozna zyc bez
tzw. "ukladow". Niezbednosc posiadania "ukladow" jest potwierdzana przy
narodzinach, towazyczy Polakowi przez cale zycie i nie opuszcza go az do
spoczynku na jednym z cmentarzy, tlumnie odwiedzanych z okazji "Wszystkich
Swietych". W US of A mowi ze czlowiek rodzi sie, zyje i umiera na kredyt.
Pewna roznica, prawda? Polegajaca na rodzaju gwarancji potrzebnych
czlowiekowi do egzystencji. Jak tworzy sie "uklady" w Polsce chyba wszyscy
wiemy, wiemy rowniez jak wiele od nich zalezy. W obu przypadkach
fundamentem "gwarancji" jest czlowiek. Roznica jest jednak zasadnicza. W
Polsce jestesmy nieustannie i nieuchronnie skazani na powiedzmy szeroko
pojeta "zyczliwosc" innych, obojetnie krewnych czy nie, w US jestesmy skazani
na siebie. W skrocie: mozemy sie odwrocic tylkiem do wszystkich i
wszystkiego, jak dlugo nie wpadamy w kolizje z prawem, nie powtarzamy szefowi
ze jest durniem i jestesmy gotowi potwierdzac swa przydatnosc w pracy, co z
kolei przeklada sie proporcjonalnie na jakosc naszego zycia, mozemy zyc sobie
wedle zyczenia, nie angazujac sie w zadne wymuszone znajomosci.
Owa "przydatnosc w pracy" daje pobory i durze szanse na awans, a te z kolei
przekladaja sie na wielkosc kredytu, ktory zaciaga sie w zaleznosci od
potrzeb. Kredytu zaden bank nie przyzna na podstawie "znajomosci", czy za
wdziek i bezpretesjonalnosc. Bank widzi tylko liczby i po to jest. Na
kredyt tez trzeba sobie zapracowac. Nikt nie daje go w prezencie, jednak w
miare postepow zyciowych banki same zaczynaja zabiegac o swych potencjalnych
klijentow oferujac wieksze kredyty za co raz mniejszy procent. To bardzo
prosty mechanizm, wolny od wszelkich matactw. Paradoksalnie
jego "bezdusznosc" jest gwarancja wolnosci jednostki. Na dodatek wcale
taki "bezduszny" nie jest, jako ze widzacy "tylko liczby" bank wyjdzie ze
skory zeby pomoc i ulatwic splate dlugu w razie jakis potkniec, z prostej
przyczyny - nie moze sobie pozwolic na strate pieniedzy i to w zadnej fornie,
nawet tej potencjalnej, w przyszlosci, u osoby ktora jeszcze nie zaciagnela
zadnego kredytu, ale moze kiedys to zrobi. Wiecej, jesli ktos chce sie z
tego systemu "wyrwac", moze to uczynic, wiem co mowie, "wyrwalem" sie
osobiscie przed przyjazdem do Polski, poprzez uregulowanie spraw wszelkich
platnosci, co dalej nie przeszkadza bankom przysylac pod moj adres nowych,
jeszcze lepszych ofert. Ma to swoja nazwe - historia kredytowa. Tak wiec
dla bezdusznego banku do konca swoich dni bede "potencjalem", ktorego
przeoczyc sie nie oplaca, mimo ze mieszkam na innym kontynencie, mam innego
pracodawce, zrodlo dochodow, etc. Jestem wiarodajny, taki jaki jestem, bez
wzgledu na znajomosci, zeza, braku nogi, wrodzonego chamstwa i calej
reszty "wad". Jestem wolny i niezalezny, przy czym nie jestem i nie bylem
milionerem, mam nie mila powierzchownosc, nie zgadzam sie z rodzicami, jestem
klutliwy, nieprzyjemny, utrzymuje kontakty z ludzmi ktorych lubie, mam gdzies
tych, ktorych nie lubie, czesto budze sie rano z nieswierzym oddechem, lubie
sobie przeklac i uwazam sie za pempek wszechswiata. W Polsce wiekrzosc
rzeczy zalezy od "innych". Jak cie widza, slysza, czuja, tak cie pisza. Nie
ma w tym nic nadzwyczajnego, tacy sa ludzie na calym swiecie. Jest jednak
maly szkopuł. W Polsce od tych "innych" zalezysz. Nie mozesz sobie pozwolic
na innosc, a dziwactwa musza byc przyjete przez wiekszosc i usankcjonowane.
W przypadku odrzucenia "wiarolomcy" konsekwencje dla tego ostatniego moga byc
okrutne. Z doswiadczenia wiem ze ludzie moga byc bardziej bezduszni niz
banki. Bank widzi tylko liczby, ludzie nie. Natomiast ludzie w grupie
powiazanej ze soba skaplikowanymi zaleznosciami, czujacy w ten sposob nawet
ulamek sily czy wladzy sa straszni. Uklady w Polsce porownal bym do ukladow
wieziennych w zakladzie dla recydywistow. Widac to jak na dloni w ukladach
rzadowo-mafijnych, czego ukoronowaniem jest "zaklad penitencjarny" przy ul.
Wiejskiej w Warszawie. Wlos sie jerzy na glowie, kiedy slucha sie belkotu
polskich klas rzadzacych, wiadomosci traktujacych o pracy sejmu, sejmikow,
rzadu, samorzadow i ich rozlicznych odnog. To dzieje sie na
tzw. "gorze". "Dol" zachowuje sie dokladnie jak "gora", tylko stawki sa
inne, oczywiscie nizsze. Czasem kiedy slysze "zwyczajne", codzienne Polakow
rozmowy, zwyczajnie ogarnia mnie strach, choc zdarzalo mi sie bywac w
niebezpiecznych sytuacjach. Nie dawno mialem okazje poznac faceta po
wielu "rotacjach" biznesowych i rzadowych, ktory znal zabitego ministra
sportu. W zasadzie przysluchiwalem sie tylko jego rozmowie z ludzmi z kola
jego znajomych. Byli sami i u siebie. Tresc rozmowy, mimo ze traktowala o
wszystkim i o niczym na dlugo zostanie mi w pamieci. Okreslenie "jedna
wielka klika" pasuje do tego jak ulał. Dialogi jak z polskiego filmu
sensacyjnego traktujacego o korupcji i mafi. Jesli ktos mysli, ze "to
wszystko" sie zmieni, ze trzeba sie przystosowac, albo "przeczekac", to sie
myli. Oczywiscie, czekac sobie zawsze mozna, ale zadne "nowe" nie
przyjdzie. Ci wszyscy ludzie maja swoje dzieci, ktore tez juz "wprowadzili w
zycie", albo wprowadza. Jako ze sa bogatsi od "reszty", ich swietlana
przyszlosc jest zapewniona, skonczyli najlepsze szkoly, wladaja jezykami
obcymi i przejma paleczke po tatusiach i mamusiach. Syf jak byl i jest, tak
i bedzie. Oto moje podsumowanie. A prawda........tak kochani, prawda na
pewno lezy po srodku, zawsze mozna sie jakos pocieszyc. Uszanowanie,
Paul
Obserwuj wątek
    • Gość: ryża małpa Witaj złotousty! IP: 4.2.* / *.lublin.mm.pl 02.01.03, 12:18
      Prawdą jest to co piszesz i w dodatku prawdą upokarzającą , jako, że wszystko
      co masz , co osiągasz w Polsce zawdzięczasz innym. Jako wartościowa jednostka
      nie liczysz się , jeśli nie masz mocnych pleców.
      Kolejną sprawą jest bezradność - ja właśnie jestem w momencie, kiedy wypadało
      by zacząć wchodzić w układy, bywac po to, żeby moje raczkujące życie zawodowe
      dało jakieś efety. Nie wiem czy będę miała siłe, żeby sie wypiąć ( a mam na to
      straaasznąąą ochotę) i obawiam się konsekwencji , ajkie to wypięcie może mieć
      dla mojej przyszłości, którą jak każdy zdrowy człowiek chciałbym mieć
      świetlaną:-).
      Nie mam ochoty wchodzić w układy ( niedobrze mi sie robi) - nie jestem
      towarzyska, nie umiem lizac dupy ani znosic upokorzeń, poza tym jestem niśmiała
      i proszenie kogoś o cokolwiek jest dla mnie męką.No po prostu sie do tego nie
      nadaję.
      I jak z tego wybrnąć?
      Mogę oczywiście dac se spokój ale co wtedy , skoro jak piszesz samemu nic sie
      nie osiągnie a ja kilka marzeń i ambicji mam?
      • Gość: clodine Re: Witaj złotousty! IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 02.01.03, 12:41
        Gość portalu: ryża małpa napisał(a):

        > I jak z tego wybrnąć?

        Moze to nie jest zbyt odwazne i oryginalne - ale - mozeby tak pojechac tam
        skad przyjechal Paul, choc pewnosci ze znajdzeisz tam raj nie ma.. choc zawsze
        mozesz popracowac (bez ukladow) i zasluzyc na kredyt ;)

        --
        clodine
        • Gość: ryża małpa Re: Witaj złotousty! IP: 4.2.* / *.lublin.mm.pl 02.01.03, 12:49
          Wiesz , tu chyba nie Paul jest problemem tylko chora sytuacja o której mówi.
          Wszyscy moi znajomi, którzy mieli szansę popracowac w Stanach mówią o
          całkowitym rozdzieleniu życia prywatnego od zawodowego i zdrowych relacjach w
          pracy.
          Sa różnie powody dla których ludzie, którzy chcieli by wyjechac , nie
          wyjeżdżają.To nie takie proste :-)
        • Gość: Paul Re: Witaj złotousty! IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 02.01.03, 13:39
          Gość portalu: clodine napisał(a):

          > Gość portalu: ryża małpa napisał(a):
          >
          > > I jak z tego wybrnąć?
          >
          > Moze to nie jest zbyt odwazne i oryginalne - ale - mozeby tak pojechac tam
          > skad przyjechal Paul, choc pewnosci ze znajdzeisz tam raj nie ma.. choc
          zawsze
          > mozesz popracowac (bez ukladow) i zasluzyc na kredyt ;)
          >
          > --
          > clodine
          Rozumiem ze w Bialymstoku ukladow nie ma, tylko "Mudzki" sie na polu spokojnie
          po kargulowej stronie pasa? Emigracja to niezwykle odwazne i orginalne (hmm...
          ciekawe uzycie slowa jesli o emigracje chodzi) posuniecie. Jestem pelen
          podziwu dla swoich rodzicow, ktorzy zdecydowali sie na ten krok. Z latami moj
          podziw dla nich i wszystkich emigrantow rosnie. Osobiscie choc naznaczony
          pietnem emigracji nie uwazam sie za 100% emigranta - wiek w ktorym sie emigruje
          robi swoje. Prawde mowiac nikomu blizkiemu emigracji nie zycze. Jest ciezko,
          bardzo ciezko zwlaszcza na poczatku, z czasem wszystko sie zamazuje (czas leczy
          rany). Chyba nalezysz do nowej generacji rzutkich Polakow z telefonem
          komurkowym przy uchu, w czasie wolnym przegladajacych katalogi Ike'i. Keep up
          the good work honey;-}. Trzymam kciuki, uszanowanie,
          Paul
          • lodbrok Re: Witaj złotousty! 03.01.03, 00:36
            To prawda, że polskie bagienko śmierdzi że hej. Ale na całym świecie śmierdzi
            podobnie, tylko trochę innym gównem. Może to kwestia diety? Pewnie, że
            najlepiej być jednocześnie mądrym, pięknym i bogatym, a do tego mieć jeszcze
            oddanych przyjaciół i czyste sumienie. Ale coś mi się wydaje, że to niemożliwe.
            Całe życie będziemy dokonywać wyborów. Kraj czy zagranica, lojalność i
            przyzwoitość czy kariera, własna wygoda i realizacja marzeń czy poświęcenie się
            dla innych. I pewnie niejednokrotnie nasze wybory będą złe bo jesteśmy tylko
            ludźmi (ponoć). A chodzi chyba w życiu o to by nie zostawiać po sobie zabitych.
            Ranni będą zawsze. Mimo wszystko wierzę że warto być po prostu przyzwoitym.
            Starać się nim być. Temu krajowi jest to szczególnie potrzebne.
          • Gość: clodine Re: Witaj złotousty! IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 03.01.03, 11:19
            Gość portalu: Paul napisał(a):

            > Rozumiem ze w Bialymstoku ukladow nie ma, tylko "Mudzki" sie na polu
            > spokojnie po kargulowej stronie pasa?

            W Bialymstoku akurat sylwestrowo jeszcze jestem, stad ten adres - bo normalnie
            to mieszkam w Lubinie :) Co nie znaczy ze nie ma ukladow w Bialymstoku. Tutaj
            ludzie sa bardzo biedni, pracy nie ma, a jak juz jest to najczesciej wlasnie
            dzieki znajomosciom. Jednak co sie daje zauwazyc wsrod moich bialostockich
            znajomych i ich rodzin, sasiadow to to, ze kto mogl to wyjechal do Belgii i
            obecnie zyje tam sprzatajac, remontujac domy, pracujac na budowach a zarobione
            pieniadze sle rodzinie. Dzieki temu nie jest az tak zle.

            > Emigracja to niezwykle odwazne i orginalne (hmm... ciekawe uzycie slowa
            > jesli o emigracje chodzi) posuniecie.

            Masz racje to bardzo odwazna decyzja - zostawic w kraju wszystko i udac sie w
            poszukiwaniu lepszego jutra, ktore niewiadoomo kiedy moze nadejsc. Choc jesli
            ma nadejsc tam a nie tu.. to imho w dluzszej perspektywie to dobra decyzja.

            > Jestem pelen podziwu dla swoich rodzicow, ktorzy zdecydowali sie na ten
            > krok. Z latami moj podziw dla nich i wszystkich emigrantow rosnie.
            > Osobiscie choc naznaczony pietnem emigracji nie uwazam sie za 100%
            > emigranta - wiek w ktorym sie emigruje robi swoje. Prawde mowiac nikomu
            > blizkiemu emigracji nie zycze. Jest ciezko, bardzo ciezko zwlaszcza na
            > poczatku, z czasem wszystko sie zamazuje (czas leczy rany).

            Moi rodzice kiedys mieli mozliwosc wyemigrowania do Niemiec - mialam wtedy z 6
            lat. Jednak w koncu sie nie zdecydowali na to, moze zabraklo tego
            najwazniejszego bodzca. Teraz mieszkam w Lublinie, nie zastanawiam sie "co by
            bylo gdyby", jedynie migruje miedzy Lublinem a Bialymstokiem :) Jednak mam
            znajomych co emigrowali do Anglii - czesc wrocila z sentymentu, czesc zostala,
            ale zadne z nich nie mowilo ze jest latwo. To kawal ciezkiej roboty, choc
            latwiej i szybciej niz w Polsce mozna sie czegos dorobic - wlasnie na wlasna
            reke, bez ukladow, znajomosci tylko ciezka harowa. Wielu z nich juz teraz (po
            3-4 latach pobytu) pozakladalo wlasne firmy, ma wlasny dom.

            > Chyba nalezysz do nowej generacji rzutkich Polakow z telefonem
            > komurkowym przy uchu, w czasie wolnym przegladajacych katalogi Ike'i. Keep
            > up the good work honey;-}.

            No coz, akurat od wrzesnia naleze to tych 18% bezrobotnych, bez telefonu, i
            mimo wolnego czasu bez przegladania katalogow tej paskudnej Ikei (brrrr!!).
            Szukam pracy dosyc aktywnie i w Lublinie i w Bialymstoku, i jak na razie nic.
            Na szczescie dostaje zasilek i mieszkam z rodzicami wiec mysle ze jeszce
            jestem w dobrej sytuacji. Choc jak slysze ilu ludzi mowi ze tam na zachodzie,
            blizszym czy dalszym mozna lepiej, szybciej, godniej dojsc samemu i zapewnic
            bliskim lepszy stadnard zycia to sama chcialabym pojechac. Ciezkiej pracy sie
            nie boje, lubie pracowac, lubie cos robic - tylko chcialabym zeby to bylo za
            godziwe wynagrodzenie, za ktore moglabym sobie pozwolic na cos wiecej niz
            chleb, ziemniaki i salceson dziennie, a reszta na rachunki. Niestety tutaj nie
            dostalam zaproszenia nawet na rozmowe kwalifikacyjna - wysylajac zgloszenia
            tradycyjnie. Licze na uklady - choc juz wiem od "znajomych" ze to jeszcze
            nie "ten" czas. Co jak co Paul - ale jestem jedna z osob ktore sa wkurzone,
            oburzone, zdegustowane i zmartwione tymi wszystkimi ukladami, tym ze bez tego
            pracy nie ma, kasy nie ma, czlowiek sie nie liczy. Dlatego wcale sie nie
            dziwie tym co pojechali, czasem im zazdroszcze - bo pracuja w zdrowych
            spoleczenistwach, przynajmniej zdrowszych niz tutaj.

            --
            pozdrawiam clodine
            • Gość: ryża małpa Może by jaką rewolucję wskrzesić? IP: 4.2.* / *.lublin.mm.pl 03.01.03, 11:53
              Ogłoszenie drobne:
              Potrzebny charyzmatyczny przywódca , który obudzi lud do walki o zdrowe
              społeczeństwo.
    • Gość: hm` Re: Podsumowanie. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.01.03, 00:39
      Przeczytam jak bede wstanie.

      ;]



      Pozdr. hm`
      • lodbrok Re: Podsumowanie. 03.01.03, 00:53
        Oby nie w błogosławionym, bo po pijaku to sam wiesz jak jest...:-)
      • Gość: Paul Re: Podsumowanie. IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 03.01.03, 09:02
        Gość portalu: hm` napisał(a):

        > Przeczytam jak bede wstanie.
        >
        > ;]
        >
        >
        >
        > Pozdr. hm`
        Jak dobrze cie rozuniem....;-}}}}. Trening czyni mistrza.....podobno;-).
        Witam w nowym roku, uszanowanie,
        Paul
        • Gość: mike Re: Podsumowanie. IP: *.client.attbi.com 03.01.03, 09:32
          niestety, tu masz calkowita racje Paul. pisze to jeszcze bedac po tej drugiej
          stronie wielkiej kaluzy, gdzie rzeczywiscie jak pracowalem to pracowlaem jak
          sie bawilem to sie bawilem, jak mialem komus pomoc to najczesciej rorbilem to
          bezinterswonie, podobnie czyniono wobec mnie i bardzo sie z tego ciesze,
          jeszcze kilka dni i bede po tej drugiej stronie, gdzie niestety zadnych
          ukladow nie posiadam, tym bardziej ze nie bylo mnie w polsce od prawie 2 lat,
          jedyne co chce tu zrobic to skonczyc studia i tyle,
          zastanawia mnie jedna rzecz, na nazwijmy to "wygnaniu" jest ogromna liczba
          mlodych inteligentnych ludzi, ktorzy za wszelka cene nie cca wracac do polski,
          ogromna czesc z nich przebywa poza granicami kraju nielegalnie, badz
          nielegalnie pracuje, jak ci ludzie zmuszeni do powrotu, czy to przez los, czy
          wladze kraju osiedlenia zareaguja na zastana rzeczywistosc ? zwlaszcza jesli
          zaczeloby ich przybywac ? czy moze to nam gorzic nowa rewolucja ? jakims
          przewrotem ? czyms innym straszniejszym ? to sa ludzie ktorzy przywykli do
          tego ze w pracy sie ich szanuje i lubi za to jak pracuja a nie daltego ze
          wujek albo jakis pociotek jest tam zastepca jakiegos dyrektora itp. czy oni
          beda w stanie sie odnalesc ? czy obok mlodych ludzi ktorzy w zaden sposob nie
          radza sobie ze smutna i ponura rzeczywistoscia, skazanych na przegrana
          powstanei grupa ludzi ktorzy powrocili skads gdzie zaznali "normalnego" zycia,
          ciezko na nie pracowali, ale mimo to wrocili ? czy po krotkim okresie euforii,
          nadziei nie wpadna w stan depresji, apatii ? stana sie kolejnymi przegranymi,
          bez sznas powortu tam gdzie mieli inne zycie ?
          pisze to jako jedna z takich osob, skoncze studia w lublinie, UMCS, bede
          magistrem w zawodzie w ktorym jesli bym chcial to moglbym sie zaczac babrac od
          pierwszego roku i pewnie byc teraz ustawionym (politologia), ale tez brzydze
          sie ukladami, tym ze nawet jako ktos lepszy, bardziej wartosciowy zostaje
          odrzucony, a w to miejsce wybiera sie kogos z rodziny, znajomych itd.
          boje sie tez o swoja przyszlosc, co jesli mi sie nie uda tam gdzie chcailbym
          mieszkac ? pracowac ? miec wolny wybor ? dostatnie zycie ? wtedy bede zalowal
          tego ze sie nie pograzylem w tym bagnie i teraz nie umiejac w nim plywac bede
          kolejnym topielcem ? moje plany zyciowe, zawodowe, rodzinne sa zwiazane z
          miejscami odleglymi od lublina, polski - wlasnie przez brak mozliwosci
          uczciwego wobec innych i uczciwego wobec siebie zycia w polsce, mozliwosci
          podjecia uczicwej pracy, i w uczciwy sposob zapewnienia sobei i potencjalnej
          rodzinie bytu, nawet minimalnego.
          zgadzam sie jeszcze raz z toba Paul w zupelnosci,

          PS. wiem ze zaraz moge dostac po lbei za to ze przeciez nie wiem jak jest
          teraz w polsce ? ale ja slysze od ludzi ktorzy przyjezdzaja tutaj (chicago),
          dlatego ze nie mieli co ze soba poczac w kraju, slysze to od rodziny,
          rodzicow, dalszej rodziny, ktorej czesc rowniez juz od pewnego czasu przebywa
          poza granicami polski, czytam prase tak codzienna jak i publicystyczna i nawet
          jesli ten obraz ktory ona ksztaltuje jest przejaskrawiony to ja boje sie tego
          co jest tego nawet polowa :(

          pzdr.

          smutny mike
          • Gość: Paul Re: Podsumowanie. IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 03.01.03, 10:27
            Co moge ci powiedziec... Prawde mowiac ja dalej ucze sie Polski i stad moje
            pewnie niewesole "podsumowania". Nie wiem jak dlugo jestes na forum. W kazdym
            razie ja w stanach sie wychowalem, ale czesto do Polandu zagladalem. Nie dawno
            zakonczylem proces udowadniania swej polskosci w urzedach i dostalem na to
            dokument(sic!). Przez 2 miesiace bylem w Polsce NIELEGALNIE. Przyjechalem tu
            dla kobiety z nastawieniem ze zawsze moge "wrocic do siebie";-]. Moi znajomi i
            rodzice dalej nie moga wyjsc ze zdziwienia, ze ciagle tu jestem. Z
            czlowieka "nieodpowiedzialnego", szukajacego w zyciu extremalnych przezyc,
            powoli staje sie dla nich "bohaterem";-). Jeszcze troche i sam w to uwierze;-
            )). Tak czy inaczej moja sytuacja jest inna od twojej. Jesli jest ci tam
            dobrze, to skoncz jakies studia (kursy) w US i tam zostan, ja bym tak zrobil.
            Zycze powodzenia, uszanowanie,
            Paul
      • Gość: ryża małpa Re: Podsumowanie. IP: proxy / *.lublin.mm.pl 03.01.03, 11:07
        Gość portalu: hm` napisał(a):

        > Przeczytam jak bede wstanie.
        >
        > ;]
        >
        >
        >
        > Pozdr. hm`

        Hm' my tu o przyzwoitości rozmawiamy a ty się szlajasz po nacach. No, powiedz
        kolegom jak wróciłeś do domku? Nie pamiętasz, co?
    • Gość: Paul Aneks. IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 03.01.03, 10:13
      Chcialem podkreslic, ze moje "podsumowanie" nie jest i nie bylo planowane jako
      hymn pochwalny na temat wyzszosci jakiegos modelu zycia nad innym. Kazdy w
      zyciu posluguje sie przykladami, a przyklady z jego zycia sa mu sila rzeczy
      najbardziej blizkie. Tak wiec nie jest to proba odnalezienia "raju
      utraconego". Jest to podsumowanie i to dalece niekompletne, traktujace
      pobieznie jedno tylko zagadnienie. Nic ponad to. Przewijajacy sie przyklad
      banku, to jedynie motyw, ktory zastosowalem, byc moze idac na latwizne, rownie
      dobrze moglbym pisac np. o czlowieku w swiecie durzych samochodow SUV i tzw.
      europejskich modelach compact car (moze ktos pamieta motyw marchewki jako owoca
      w watku UE). Co do "cuchnacej substancji", ktora jest wszedzie, a rozni sie
      tylko rodzajem diety.... Oczywiscie. Ale to wlasnie dieta jest bardzo wazna
      dla naszej egzystencji, a jesli nawet cuchnaca ciecz mozna po fakcie zetrzec
      pachnacym, miekkim papierem toaletowym, i na koniec polac perfuma, zamiast
      gazety i chlorowanej wody, czy wapna, to tez lepiej dla naszego samopoczucia i
      nozdrzy. Spostrzezenie nastepne - Europejczycy uparcie, z rozkosza i mina
      wyzszosci dekadenckiego intelektualisty taplaja sie w owej cieczy, w nadziei
      odnalezienia "zlotego srodka", kamienia filozoficznego. Co raz rzadziej jednak
      potrafie sie w tej intrygujacej praktyce dopatrzec wznioslych celow. Powoduje
      nimi dziwne zboczenie i przewrotnosc. W zasadzie to krotkowzrocznosc i wygoda,
      ktora dokladnie krepuje rece Europejskim przywodcom, ktorzy tez chyba po tylu
      latach zatracili poczucie realnosci. W US u wladzy jak na razie
      tzw. "intelektualistow" nie ma i mam nadzieje ze nie bedzie. Swiat nie dorosl
      jeszcze do czasu kiedy "u sterow" mogliby zasiasc "intelektualisci". Ziarenko
      wyrafinowanego "intelektualizmu" zasial w swoim czasie JFK i przez zdrowe (co
      nie znaczy ze sprawiedliwe, ale czym jest sprawiedliwosc (?)) spoleczenstwo
      zostal bardzo brutalnie ..... usuniety. Gdyby intelektualisci zajeli miejsce
      przywodcow spoleczenstwa, byloby o wiele gorzej, bowiem nie maja oni poczucia
      rzeczywistosci, ani "zdrowego rozsadku". Slowka i "dobre checi" sa dla nich
      wazniejsze od RZECZYWISTYCH PRAW I TENDENCJI PROCESOW SPOLECZNYCH.
      Psychologiczna zasada "intelektualistow" wyglada tak: moglibysmy wszystko
      zorganizowac jak najlepiej, ale nam nie daja. A sytuacja faktyczna wyglada
      tak: oni mogliby zorganizowac zycie jak najlepiej jedynie w warunkach, ktore
      NIE SA DO ZREALIZOWANIA. Dlatego nie sa nawet zdolni do dzialania na poziomie
      znienawidzonych przez nich liderow. Przywodcy faktyczni podporzadkowuja sie
      strumieniowi zycia i dlatego "cos" jednak tam robia. "Intelektualisci"
      czepiaja sie pseudohumanitarnych szczegulow i sa nie zadowoleni ze strumien
      zycia nie poddaje sie ich wladzy. To megalomani, oszusci i wariaci. Sa
      niebezpieczni, bowiem wygladaja na madrych, bedac w rzeczywistosci zawodowo
      wyrafinowanymi glupcami. Na koniec zupelnie osobiste spostrzezenie. Polskie
      spoleczenstwo mysli nieslychanie szablonowo i z zabobonnym strachem obserwuja
      sobie ZWYKLE tylko znane swietosci i autorytety. Nikt nie ma prawa ich
      szargac. Taki pan Kapuscinski jest i bedzie autorytetem od ktorego polski
      intelektualista czerpie wiedze o swiecie, natomiast Nagroda Nobla w dziedzinie
      literatury jest swieta wskazowka co czytac. Kazdy "myslacy inaczej" jest
      posadzany o swietokradstwo, wiarolomnosc i glupote (w najlepszym wypadku
      niedojrzalosc). Nikt tylko nie zastanawia sie nad tym czy aby brak
      samodzielnego myslenia i laczenia faktow (nie mylic z bezcholowiem i samowola)
      nie jest jednym z naszych narodowych nieszczesc. Ale "szargac" nie mozna i
      juz....... Uszanowanie,
      Paul
      • lodbrok Re: Aneks. 03.01.03, 15:16
        Kurcze Paul, jak ja strasznie nie lubię słów w stylu każdy, zawsze , wszyscy,
        nigdy itd... Ty mówisz o pewnej w i ę k s z o ś c i, której postawy są
        charakterystyczne dla naszego społeczestwa jako całości. I masz rację, zgadzam
        się z taką charakterystyką, ale popatrz nawet na to forum. Tu jest sporo
        naprawdę myślących ludzi, którym nie wystarczy każde gówno, ktore ktoś im
        wciśnie i od razu jest brane za dobrą monetę. Fakt jest faktem, ze na
        dziesięciu Polaków na pytanie kto jest dla ciebie największym autorytetem,
        dziewięciu odpowie że jest nim papież, a wiekszośc z tej dziewiatki albo nie
        bywa w kosciele wcale albo sporadycznie. Takie jest to nasze społeczeństwo i
        takie przykłady mozna mnożyć. Ale w wielu ludziach w tym kraju jest mądrość
        siła i mnóstwo zdrowego rozsądku. Niestety to fakt, nie w tych którzy pociągają
        za sznurki. Mimo wszystko czuję sie tu b e z p i e c z n i e. Nie potrafię
        tego wytłumaczyć, bo nie chodzi mi tutaj o spokojne wyjście na ulice czy
        zapewniony byt. To takie dziwne uczucie, dzięki któremu potrafię uśmiechnąć sie
        do ludzi(choć potrafią wkurwić) i znajdywać w sobie siły do codziennych
        zmagań.To jest moje miejsce. Tak to czuję.
        • Gość: Paul Re: Aneks. IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 06.01.03, 15:24
          lodbrok napisał:

          > Kurcze Paul, jak ja strasznie nie lubię słów w stylu każdy, zawsze , wszyscy,
          > nigdy itd... Ty mówisz o pewnej w i ę k s z o ś c i, której postawy są
          > charakterystyczne dla naszego społeczestwa jako całości. I masz rację,
          zgadzam
          > się z taką charakterystyką, ale popatrz nawet na to forum. Tu jest sporo
          > naprawdę myślących ludzi, którym nie wystarczy każde gówno, ktore ktoś im
          > wciśnie i od razu jest brane za dobrą monetę. Fakt jest faktem, ze na
          > dziesięciu Polaków na pytanie kto jest dla ciebie największym autorytetem,
          > dziewięciu odpowie że jest nim papież, a wiekszośc z tej dziewiatki albo nie
          > bywa w kosciele wcale albo sporadycznie. Takie jest to nasze społeczeństwo i
          > takie przykłady mozna mnożyć. Ale w wielu ludziach w tym kraju jest mądrość
          > siła i mnóstwo zdrowego rozsądku. Niestety to fakt, nie w tych którzy
          pociągają
          >
          > za sznurki. Mimo wszystko czuję sie tu b e z p i e c z n i e. Nie potrafię
          > tego wytłumaczyć, bo nie chodzi mi tutaj o spokojne wyjście na ulice czy
          > zapewniony byt. To takie dziwne uczucie, dzięki któremu potrafię uśmiechnąć
          sie
          >
          > do ludzi(choć potrafią wkurwić) i znajdywać w sobie siły do codziennych
          > zmagań.To jest moje miejsce. Tak to czuję.
          Ja czuje sie w Polsce niebezpiecznie. Idac ulica w dzien czuje sie bardziej
          niebezpiecznie, niz w tzw. "zlej dzielnicy" "u siebie", a uwierz mi wiem o czym
          mowie. Uogulnienia sa mi obojetne. Tak jak samochod albo lopata. Uogulnienie
          to narzedzie, nic wiecej. Najwieksze autorytety nimi operuja. I Papiez i pan
          Kapuscinski, mowiac w wywiadzie na ponad 2 strony, ze ludzie w US pragna pokoju
          (pragna zyc jak zyli i sa gotowi poniesc za to pewna cene) i......ty rowniez.
          Jesli powiesz ze nigdy nie uzywasz uogolnien bedziesz nieszczery, bowiem by to
          stwierdzic, MUSISZ uogulnic tryb swego myslenia i dzialania. Chyba ze pracuje
          dla ciebie superkomputer Pentagonu, ktory nieustannie roztrzasa dla ciebie
          wszystkie mozliwosci. To bardzo piekne co piszesz, jeszcze piekniejsze ze moze
          istotnie tak czujesz, ale bardzo naiwne.
          Tak to czuje. Tak to postrzegam. Uszanowanie,
          Paul

          • lodbrok Re: Aneks. 06.01.03, 23:07
            Paul, nie powiedziałem, że nie używam uogólnień, tylko, że ich nie lubię. To
            taka subtelna różnica. Oczywiście, że każdy ich używa. Prawie każdy mówi: o
            jezu, lub o matko albo o kurwa i tak naprawdę te tak różne zwroty oznaczają to
            samo. To znaczy, określają nasz stosunek emocjonalny do czegoś, są esencją
            naszych uczuć.Mają wspólny mianownik. Wiem, że jako jednostka podlegam
            wszystkim prawom społecznym i pewnym stereotypom, ale staram się jakoś uchronić
            mój indywidualizm przed tym walcem. A że czasem się nie udaje? Cóż... Wiem, że
            się całkowicie nie wyrwę, ale jakoś tam uprawiam to swoje poletko. Czy jestem
            naiwny? Jeśli chodzi o prawa rządzące naszym krajem i całą planetą to nie mam
            żadnych złudzeń. Ale jeśli chodzi o wiarę w człowieka, jako jednostkę, to tak
            jestem naiwnym, niepoprawnym romantykiem ze słowiańską duszą. Może jest mi
            łatwiej niz tobie. Ty żyjesz jakby w dwóch światach. W Polsce są twoje
            korzenie a Ameryka przez długi czas była twoim domem.Skala różnic jest
            olbrzymia i chyba nie do pogodzenia. Wydaje mi się, że w końcu będziesz musiał
            wybrać, bo nie da się żyć i tu i tam.Nie da się żyć pomiędzy. A jeśli nawet,
            to wtedy możesz nie mieć wystarczającej frajdy z życia. A jesteś bardzo
            wrażliwym facetem, tym bardziej będzie ci trudno Ale to tylko takie moje
            dywagacje.Pozdrawiam
            • Gość: Paul No i po aneksie. IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 07.01.03, 09:50
              lodbrok napisał:

              > Paul, nie powiedziałem, że nie używam uogólnień, tylko, że ich nie lubię. To
              > taka subtelna różnica. Oczywiście, że każdy ich używa. Prawie każdy mówi: o
              > jezu, lub o matko albo o kurwa i tak naprawdę te tak różne zwroty oznaczają
              to
              > samo. To znaczy, określają nasz stosunek emocjonalny do czegoś, są esencją
              > naszych uczuć.Mają wspólny mianownik. Wiem, że jako jednostka podlegam
              > wszystkim prawom społecznym i pewnym stereotypom, ale staram się jakoś
              uchronić
              >
              > mój indywidualizm przed tym walcem. A że czasem się nie udaje? Cóż... Wiem,
              że
              > się całkowicie nie wyrwę, ale jakoś tam uprawiam to swoje poletko. Czy jestem
              > naiwny? Jeśli chodzi o prawa rządzące naszym krajem i całą planetą to nie mam
              > żadnych złudzeń. Ale jeśli chodzi o wiarę w człowieka, jako jednostkę, to
              tak
              > jestem naiwnym, niepoprawnym romantykiem ze słowiańską duszą. Może jest mi
              > łatwiej niz tobie. Ty żyjesz jakby w dwóch światach. W Polsce są twoje
              > korzenie a Ameryka przez długi czas była twoim domem.Skala różnic jest
              > olbrzymia i chyba nie do pogodzenia. Wydaje mi się, że w końcu będziesz
              musiał
              > wybrać, bo nie da się żyć i tu i tam.Nie da się żyć pomiędzy. A jeśli nawet,
              > to wtedy możesz nie mieć wystarczającej frajdy z życia. A jesteś bardzo
              > wrażliwym facetem, tym bardziej będzie ci trudno Ale to tylko takie moje
              > dywagacje.Pozdrawiam
              Jak to sie ladnie mowi no pain no gain. Wszyscy jestesmy pelni sprzecznosci.
              Ty ze swoja "naiwnoscia", ja ze swoja "wrazliwoscia" i pisaniem o roznych
              niewygodnych tematach na forum, czesto w malo wygodny sposob. A teraz przyznaj
              sie.....dlaczego spaliles lubelska szopke????!!!;-} Uszanowanie,
              Paul
              • lodbrok Re: No i po aneksie. 07.01.03, 10:34
                Niewinni się nie tłumaczą:-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka