sloggi_
05.02.03, 09:32
Jak pani dyrektor biurowy terror stosuje
Kilkanaścioro pracowników lubińskiego Ośrodka Pomocy Społecznej złożyło w
Urzędzie Wojewódzkim skargę na swoją przełożoną, oskarżając ją o znęcanie się
nad nimi w pracy. - To najbardziej drastyczny przypadek, jaki do nas trafił,
na pewno zajmiemy się tą sprawą - mówi Ewa Waszkiewicz, pełnomocnik równego
statusu kobiet i mężczyzn w Urzędzie Wojewódzkim.
Pracownicy lubińskiego MOPS-u walczą już dwa lata z biurowym terrorem.
- Wyczerpaliśmy wszelkie możliwe środki. Powiadamialiśmy senatorów, władze
miasta, nic nie przynosiło rezultatów. Przeczytaliśmy artykuł o mobbingu i
postanowiliśmy pójść tym tropem - opowiadają. Żaden z naszych rozmówców nie
zgodził się wystąpić z imienia i nazwiska. Boją się.
Nie znosi słowa sprzeciwu
W to, co opowiadają pracownicy ośrodka, trudno uwierzyć.
- Złośliwość naszej dyrektorki, jej sadyzm, brak jakiegokolwiek poszanowania
dla drugiej osoby i jej terroryzm są wręcz nie do opisania. Nie znosi zdania
sprzeciwu, nie wolno się przy niej odezwać, a już broń Boże być innego
zdania - mówi Dorota, jedna z pracownic. Najgorsze dla pracowników jest to,
że mobbing bardzo trudno udowodnić. - Jest tylko słowo przeciwko słowu -
załamują ręce.
Z opowieści naszych rozmówców wynika, że dyrektorka każe organizować sobie
imieniny i robi objazd po wszystkich swoich placówkach domagając się
prezentów. Jeżeli jej polecenia nie są wykonywane, grozi konsekwencjami:
upomnieniami z wpisem do akt albo wyrzuceniem z pracy.
- W sumie pod MOPS podlega 7 placówek: 3 żłobki, 2 domy starców, ośrodek
wychowawczy i pracownicy socjalni. Co roku w jej imieniny trzeba kupować jej
prezent, przyjmować w placówce, podawać ciasto itd. W ubiegłym roku od jednej
z naszych koleżanek dostała kolczyki. Strasznie się zdenerwowała, bo były
srebrne, a ona chciała złote - opowiada pani Danuta. Kiedy po jednym ze
spotkań, tym razem szkoleniowych, a nie imieninowych, nie posmakowało jej
ciasto, kazała wszystkim pracownikom tej placówki (był to akurat żłobek)
obciąć premię.
Lojalka na urlopie
Kiedy poprzedni prezydent miasta zwrócił dyrektorce uwagę, że pracownicy
piszą pisma ze skargami, pani dyrektor "zmobilizowała" część pracowników do
napisania pisma - hymnu na swoją cześć. - To były wakacje. Zostało
zredagowane oświadczenie, jaką to ona jest dobrą dyrektorką, i wszyscy
musieli to podpisywać. Najlepsze było to, że ludzie byli ściągani z urlopów i
ze zwolnień lekarskich, żeby złożyć pod tym podpis - opowiada Dorota. Ona
oświadczenia nie podpisała, ale ze strachu uciekła do zarządu związków
zawodowych.
Do historii przeszły też zebrania pani dyrektor.
- Po takim wzywaniu na rozmowy nieraz wychodziłyśmy zapuchnięte od płaczu.
Jedna dziewczyna nawet zemdlała. Jednej z naszych koleżanek wygarnęła
publicznie, że ma nieślubne dziecko. Wyciąga ludziom w pracy jakieś rodzinne
sprawy i szydzi z nich. Podkreśla, że: "nim zabije ofiarę, lubi się nią
pobawić". - Kiedy wzywa kogoś, żeby dać mu upomnienie, to pod gabinetem każe
czekać czasami nawet godzinę. Potem krzyczy, że pracownik nie jest w pracy,
tylko zbija bąki pod jej gabinetem. To jest obłęd.
Jeden z kierowników, który jest bardzo spoufalony z dyrektorką, nie pozwala
załatwiać się pracownikom na piętrze. - Mamy sikać na tym piętrze, na którym
pracujemy.
Wszyscy nasi rozmówcy biorą regularnie leki na uspokojenie i na sen.
Sprawy nie ma?
Dwa dni temu jedna z pracownic wygrała z dyrektorką sprawę w sądzie.
- Dostałam upomnienie z wpisem do akt za to, że poszłam do swoich
podopiecznych i nie zapytałam o zgodę mojego kierownika. Nie muszę tego
robić. To jest moja praca. Sąd uchylił tę karę - cieszy się kobieta. Inni
pracownicy także złożyli pozwy do sądu. Sprawy są w toku.
Urszula Rozmysłowska jest dyrektorem MOPS-u od 2,5 roku. Trzecią kadencję
jest też radną powiatu. Rozmawialiśmy o niej także z urzędnikami urzędu
miasta i ludźmi, którzy mieli z nią kontakt. Od nikogo nie usłyszeliśmy o
Rozmysłowskiej dobrego słowa.
- To jest osoba niezrównoważona psychicznie. Ma skłonności despotyczne, lubi
się rządzić nawet wtedy, kiedy nie ma do tego prawa. Współczuję jej
pracownikom - opowiada jeden z kuratorów sądowych z Lubina.
Nowy prezydent miasta zna sprawę MOPS-u. Rozmawiał już z pracownikami. Na
razie nie może zrobić nic. - Ja osobiście nie mogę zwolnić pani
Rozmysłowskiej. Musi to zrobić rada - mówi Robert Raczyński, prezydent.
Niestety, dyrektorka jest radną prawicowego ugrupowania "Teraz Lubin", które
ma większość w radzie.
Tymczasem prezydent ma w niej tylko jednego radnego, więc nie ma szans na
przegłosowanie wniosku o zwolnienie.
- Zamierzam na dniach zrobić kontrolę MOPS-u, ale kontrolerami będą ludzie
spoza Lubina. Poczekam na wnioski tej kontroli - dodaje prezydent.
Sprawa dla sądu
Dyrektor Rozmysłowska zgodziła się na rozmowę z nami. Na dzień dobry wręczyła
nam artykuł o mobbingu skserowany z tygodnika "Newsweek". Było w nim napisane
o... samobójstwach, jakie popełniali pracownicy szykanowani w pracy.
- Chyba to jest mobbing - powiedziała z uśmiechem. - Nie mam kontaktu z
personelem niższym. Kontaktuję się tylko z kierownikami. Jak pracownik do
mnie przychodzi i chce rozmawiać, to robi to też w obecności kierownika, żeby
byli świadkowie. Owszem, dostaję prezenty na imieniny, ale chyba pracownicy
chcą mi je dać, dlatego kupują. Nic nie wiem o doniesieniu do Urzędu
Wojewódzkiego. Przykro mi, że pracownicy pominęli drogę służbową. Dla mnie
sprawy nie ma - mówi.
Tymczasem Ewa Waszkiewicz z Urzędu Wojewódzkiego zamierza oddać sprawę do
sądu:
- Użyję wszelkich możliwych środków, żeby pomóc tym ludziom. Musimy się
jeszcze zastanowić, jak to ma wyglądać, ale sprawa na pewno trafi do sądu
pracy.
PS Imiona pracowników zostały zmienione