Dodaj do ulubionych

Polityk SLD jechał po pijanemu

IP: w3cache:* / 192.168.0.* 24.03.03, 23:08
A wszystkim Polakom wciska się, że wymiar sprawiedliwości jest
apolityczny i nie skorumpowany...
Czy w końcu w tym kraju znajdzie się ktoś, kto rozpieprzy to
towarzystwo wzajemnej adoracji i asekuracji?
Obserwuj wątek
    • Gość: olaaff Re: Polityk SLD jechał po pijanemu IP: 212.182.122.* 24.03.03, 23:53
      jak nas wiecej tak bedzie myślało to jest nadzieja
    • Gość: JERRY21 Re: Polityk SLD jechał po pijanemu IP: *.sloneczny.pl 25.03.03, 06:01
      Ależ odważni ci prokuratorzy inaczej!
      W normalnym kraju na zbity pysk wywalono by tego
      dyspozycyjnego prokuratorka , a przynajmniej po kieszeni
      by dostał. BAGNO.Tzw. wymiar sprawiedliwości to główna
      przyczyna tej degrengolady , która u nas się rozrasta.
      To bagno w bagnie. I nikt tego nie zmieni - bo jak.
      Tej mafii nikt nie ruszy.
    • Gość: rej Re: Polityk SLD jechał po pijanemu IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 25.03.03, 07:53
      wszyskie zwierzęta są równe,ale są zwierzęta równiejsze
    • Gość: lk Czy "politycy" SLD to święte krowy ? IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 25.03.03, 09:15
      Czy "politycy" SLD to święte krowy ? Czy w tym kraju obowiązuje
      komuchów inne, łagodniejsze prawo?
      Czy wróciło PRL gdzie komuchom było wszystko wolno ?
      Gdzie tu sprawiedliwość ?
      Obalić niesprawiedliwy system kolesiów i towarzyszy-czerwonych
      okupantów współczesnej Polski.
      • pepperoni78 Re: Czy 'politycy' SLD to święte krowy ? 25.03.03, 09:37
        A czy dotyczy to tylko polityków SLD?? Radzę poprzyglądać się uważniej
        ppolitykom z innych ugrupowań ;)

        Gość portalu: lk napisał(a):

        > Czy "politycy" SLD to święte krowy ? Czy w tym kraju obowiązuje
        > komuchów inne, łagodniejsze prawo?
        > Czy wróciło PRL gdzie komuchom było wszystko wolno ?
        > Gdzie tu sprawiedliwość ?
        > Obalić niesprawiedliwy system kolesiów i towarzyszy-czerwonych
        > okupantów współczesnej Polski.
    • Gość: Iwona Re: Polityk SLD jechał po pijanemu IP: *.parczew.sdi.tpnet.pl 25.03.03, 09:40
      Brawa dla policjantów!
    • Gość: Karo Re: Polityk SLD jechał po pijanemu IP: *.ltk.com.pl 25.03.03, 09:45
      Sensacja- polityk SLD jechał po (małej) wódce.Syn Wałęsy był spity jak
      bela,spowodował wypadek,kobieta ma trwałe kalectwo i co? Ktos sie
      interesuje,jak Wielki Elektryk na to zareagowal? Objeżdżanie SLD w
      modzie.Kiedyś łamy lubelskiej Wyborczej"trzeszczały" od ataku na posła Janusza
      M.A politycy z prawicy nie piją niby i po pijaku nie jeżdżą? Bajeczki!
    • Gość: WEEK END PIJANE SLD RZĄDZI POLSKĄ IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 25.03.03, 12:50
      PIJANE, SKORUMPOWANE I NIEMORALNE SLD RZĄDZI POLSKĄ
    • Gość: OBS Kto ma rządzić w SLD - Wojna na górze IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 25.03.03, 13:20
      Wojna na górze


      Kto ma rządzić w SLD

      Wiele wskazuje na to - a zwłaszcza fakty ujawniane przy okazji
      afery Rywina, Rapaczyńskiej, Michnika i Millera - że na lewicy
      rozgorzała zażarta walka o to, kto w niedalekiej przyszłości
      (po referendum) przewodzić ma tej formacji politycznej: czy
      będzie to postkomunistyczna frakcja grupująca się gdzieś wokół
      Millera, usiłująca kontynuować marksizm, tym razem
      w "demokratycznych dekoracjach" - czy będzie to żydowskie lobby
      polityczne, grupujące się wokół spółki "Agora", Gazety
      Wyborczej i Unii Wolności, hołdujące również "demokratycznemu
      marksizmowi", przynajmniej na tyle, na ile służy on interesom
      tej grupy politycznej?
      Wprawdzie narada aktywu SLD w Pałacu Prezydenckim była próbą
      wyciszenia i ukrycia przed opinią publiczną tego nasilającego
      się konfliktu i walk frakcyjnych - ale wolno sądzić, że była to
      tylko doraźna próba, podyktowana kompromitującym dla obu
      frakcji rozgłosem wspomnianej afery, zataczającej coraz szersze
      kręgi, ujawniającej - mimo wyciszających dążeń - coraz więcej
      nazwisk, korupcyjnych mechanizmów, zakulisowego "dyrygowania"
      demokracją... Sam proces frakcyjnej walki o polityczne
      przywództwo na neomarksistowskiej lewicy "w demokratycznym
      kostiumie" - toczy się nadal, mimo prób jego skrywania przed
      społeczeństwem.
      Jak wiadomo, na bazie Unii Wolności nie udało się prezydentowi
      Kwaśniewskiemu stworzyć "partii centrowej", która po referendum
      mogłaby utworzyć z SLD rządzącą koalicję. Politycznemu lobby
      żydowskiemu w Polsce pozostała tym samym jedna tylko szansa
      (nie licząc utworzenia mniejszościowej żydowskiej partii
      politycznej, na wzór istniejącej mniejszościowej partii
      niemieckiej) zaspokajania swych politycznych ambicji: ponowne
      wintegrowanie się w strukturę SLD, zajęcie tam prominentnych
      stanowisk i przechwycenie kierownictwa lub przynajmniej
      współkierownictwa tej największej partii lewicowej. W ten
      sposób odtworzona zostałaby struktura, jaka w łonie PZPR
      utrzymywała się do 1953 r. (do śmierci Stalina), w którym to
      okresie - z nadania i przyzwolenia Moskwy - resorty
      bezpieczeństwa wewnętrznego i propagandy (do której zaliczano
      kulturę...) znajdowały się niepodzielnie w rękach
      przedstawicieli żydowskiej mniejszości narodowej.
      Ponowne wmontowanie żydowskiego lobby politycznego w obecne
      struktury SLD nie może, rzecz jasna, dokonać się szybko: wymaga
      czasu. Wymaga przezwyciężania wzajemnych uprzedzeń, narosłych w
      latach 1968-89. Od pewnego czasu wyraźną rolę "pomostu",
      mającego ponownie zbliżać do siebie obydwie te lewicowe
      frakcje, pełni "Gazeta Wyborcza", na której łamach dokonuje się
      swoista "rehabilitacja": Kiszczaka, Urbana, Kąkola itp. W
      ostatnich tygodniach daje się nawet zauważyć
      nasilona "podgotowka" pod takie zbliżenie stricte polityczne. W
      SLD istnieje jednak silny opór przed tego rodzaju ponownym
      zjednoczeniem lewicy, otwierającym drogę zdominowaniu tej
      partii przez polityczne lobby żydowskie. Stąd nasilająca się
      ostatnio walka między obozem Kwaśniewskiego a obozem Millera,
      której odgłosy usiłowano za wszelką cenę wyciszać na ostatniej
      naradzie u prezydenta...
      Ta nasilająca się walka ukazała w konsekwencji, że między
      Kwaśniewskim a Millerem zapanowała "równowaga" sił: dalsza
      walka przyniosłaby obu stronom więcej strat niż korzyści,
      ujawniłaby opinii publicznej jeszcze więcej brudu, prywaty i
      szwindli, kryjących się za kulisami sprawowanej przez lewicę
      władzy. Wydaje się, że obydwie walczące na lewicy frakcje
      poszukują takiego modus vivendi, dzięki któremu dałoby się
      wmontować żydowskie lobby polityczne w struktury SLD, wszakże
      bez spektakularnego osłabienia pozycji Millera, symbolizującego
      wobec licznej części elektoratu SLD "niezależną polską lewicę",
      przynajmniej "niezależną" od wpływów żydowskiego lobby
      politycznego.
      Takim modus vivendi może być zachowanie formalnej pozycji
      Millera jako "lidera SLD", przy jednoczesnym poważnym
      ograniczeniu jego politycznego zaplecza, a zwłaszcza - przy
      poważnym osłabieniu wiernych mu kadr partyjnych. Sam Miller -
      którego zachowanie w toczącej się aferze jest co najmniej
      dwuznaczne - chyba zdaje sobie sprawę z ograniczonych własnych
      możliwości w tej walce i - jak się wydaje - skłonny jest
      przystać na koniunkturalny kompromis: zachowa formalne
      przywództwo SLD w zamian za osłabienie swego kadrowego zaplecza
      i jego poważną wymianę na ludzi wskazanych przez polityczne
      lobby żydowskie.
      Jednak to, co dobre dla Millera (przedłużenie politycznej
      kariery), nie musi zostać odebrane jako korzystne właśnie dla
      tej części jego wiernych kadr, które musiałby poświęcić przy
      tym kompromisie... Stąd wydaje się nader wątpliwe, aby udana
      nawet próba wmontowania żydowskiego lobby politycznego w
      struktury SLD położyła jakiś trwały kres frakcyjnym walkom na
      lewicy. Podobnie jak w czasach PRL, gdy ideo-logia
      komunistyczna łączyła "Natolin" i "Puławy", ale mimo to różniła
      obydwie frakcje polityka personalna i walka o wpływy - tak i
      teraz obecna "powtórka z historii" naznaczona jest tą samą
      naleciałością. Tyle że groźną rękę Moskwy zastępuje
      łagodniejsza ręka Brukseli... Ale ta "łagodniejsza ręka"
      brukselskiego dyktatu może właś-nie stwarzać obydwu frakcjom
      większe pole do bardziej zaciekłych walk. Dlatego też trudno
      przyjąć, aby obecne zawieszenie broni na tle głośnej afery i
      zbliżającego się referendum miało charakter trwały. Trudno też
      przyjąć, że kadrowe zaplecze Millera, które ma być ofiarą
      kompromisu i powrotu żydowskiego lobby politycznego na łono
      SLD, łatwo pogodzi się z taką jaskrawą i wymierną
      marginalizacją własnego znaczenia...
      Jeśli w takim kontekście spojrzeć na aferę będącą przedmiotem
      sejmowego i prokuratorskiego śledztwa, nasuwa się nieodparte
      wrażenie, że cała ta sprawa służy właśnie osłabieniu pozycji
      Millera, aby w ten sposób torować drogę do władzy w SLD
      żydowskiemu lobby politycznemu. W sytuacji, gdy Unia Wolności
      przestała się liczyć jako partia, a próba Kwaśniewskiego
      zbudowania na bazie Unii Wolności większej "partii centrowej"
      też spaliła na panewce - opanowanie władzy w SLD jest
      niewątpliwie silną pokusą dla tego lobby... Znamienne w tej
      mierze były zeznania Urbana przed sejmową komisją śledczą.
      Chociaż zeznawał on pod przysięgą - trudno uwierzyć choćby w
      jedno słowo Urbana, pamiętając, jakie kłamstwa - bez zmrużenia
      oka - opowiadał w stanie wojennym także z ekranu telewizora...
      Dlatego mniej ważne jest, czy Urban mówi prawdę, ważniejsze
      jest, co usiłuje przekazać opinii publicznej, gdy znów ma
      okazję mówić przez telewizję. Poza atakiem na Kościół katolicki
      Urban dokonał w swych zeznaniach prawdziwej apologii Michnika,
      jednego z czołowych liderów żydowskiego lobby politycznego.
      Wydaje się, że i Urban dokonał już nowego wyboru...
      Lewica w Polsce - i ta "większościowa", i ta "mniejszościowa" -
      pogrąża się w głębokim kryzysie. Niezdolna do rozwiązania
      żadnego poważnego polskiego problemu, uwikłana w pomagdalenkowe
      zależności, uzależnienia i wzajemne interesy, skorumpowana do
      szpiku kości i kierująca się niemal wyłącznie prywatą - wikła
      się wreszcie w "targanie po szczękach", "wojnę na górze";
      prawdziwa degrengolada formacji, która
      skonsumowała "Magdalenkę" i "okrągły stół". Słychać więc i
      coraz powszechniejsze głosy, iż pora na całkowitą wymianę
      rządzących Polską elit - i są to głosy jak najbardziej
      uzasadnione.

      • Gość: Karo Re: Kto ma rządzić w SLD - Wojna na górze IP: *.ltk.com.pl 25.03.03, 13:34
        Jakis "OBS" pisze tu belkotliwy referat w stylu Henryka P.Nie
        wiem,jaki jest sens zamieszcznia takich bredni.Jesli na tym
        polega demokracja ,to mamy na ten temat inne wyobrazenie. W
        Holandii np.tego typu opinia nie mogłaby sie pojawić.A u nas
        byle duren cos napisze i to sie upowszechnia. Dla czyjego dobra?
        Polski na pewno nie! Ograniczcie mozliwosc puszczania "opinii"
        powyzej polowki strony znormalizowanego maszynopisu.
      • Gość: Karo Re: Kto ma rządzić w SLD - Wojna na górze IP: *.ltk.com.pl 25.03.03, 13:34
        Jakis "OBS" pisze tu belkotliwy referat w stylu Henryka P.Nie
        wiem,jaki jest sens zamieszcznia takich bredni.Jesli na tym
        polega demokracja ,to mamy na ten temat inne wyobrazenie. W
        Holandii np.tego typu opinia nie mogłaby sie pojawić.A u nas
        byle duren cos napisze i to sie upowszechnia. Dla czyjego dobra?
        Polski na pewno nie! Ograniczcie mozliwosc puszczania "opinii"
        powyzej polowki strony znormalizowanego maszynopisu.
    • Gość: B. G. SLD - MAFIA, KORUPCJA, ZŁODZIEJSTWO, PRYWATA IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 25.03.03, 13:23
      Wojna na górze


      Kto ma rządzić w SLD

      Wiele wskazuje na to - a zwłaszcza fakty ujawniane przy okazji
      afery Rywina, Rapaczyńskiej, Michnika i Millera - że na lewicy
      rozgorzała zażarta walka o to, kto w niedalekiej przyszłości
      (po referendum) przewodzić ma tej formacji politycznej: czy
      będzie to postkomunistyczna frakcja grupująca się gdzieś wokół
      Millera, usiłująca kontynuować marksizm, tym razem
      w "demokratycznych dekoracjach" - czy będzie to żydowskie lobby
      polityczne, grupujące się wokół spółki "Agora", Gazety
      Wyborczej i Unii Wolności, hołdujące również "demokratycznemu
      marksizmowi", przynajmniej na tyle, na ile służy on interesom
      tej grupy politycznej?
      Wprawdzie narada aktywu SLD w Pałacu Prezydenckim była próbą
      wyciszenia i ukrycia przed opinią publiczną tego nasilającego
      się konfliktu i walk frakcyjnych - ale wolno sądzić, że była to
      tylko doraźna próba, podyktowana kompromitującym dla obu
      frakcji rozgłosem wspomnianej afery, zataczającej coraz szersze
      kręgi, ujawniającej - mimo wyciszających dążeń - coraz więcej
      nazwisk, korupcyjnych mechanizmów, zakulisowego "dyrygowania"
      demokracją... Sam proces frakcyjnej walki o polityczne
      przywództwo na neomarksistowskiej lewicy "w demokratycznym
      kostiumie" - toczy się nadal, mimo prób jego skrywania przed
      społeczeństwem.
      Jak wiadomo, na bazie Unii Wolności nie udało się prezydentowi
      Kwaśniewskiemu stworzyć "partii centrowej", która po referendum
      mogłaby utworzyć z SLD rządzącą koalicję. Politycznemu lobby
      żydowskiemu w Polsce pozostała tym samym jedna tylko szansa
      (nie licząc utworzenia mniejszościowej żydowskiej partii
      politycznej, na wzór istniejącej mniejszościowej partii
      niemieckiej) zaspokajania swych politycznych ambicji: ponowne
      wintegrowanie się w strukturę SLD, zajęcie tam prominentnych
      stanowisk i przechwycenie kierownictwa lub przynajmniej
      współkierownictwa tej największej partii lewicowej. W ten
      sposób odtworzona zostałaby struktura, jaka w łonie PZPR
      utrzymywała się do 1953 r. (do śmierci Stalina), w którym to
      okresie - z nadania i przyzwolenia Moskwy - resorty
      bezpieczeństwa wewnętrznego i propagandy (do której zaliczano
      kulturę...) znajdowały się niepodzielnie w rękach
      przedstawicieli żydowskiej mniejszości narodowej.
      Ponowne wmontowanie żydowskiego lobby politycznego w obecne
      struktury SLD nie może, rzecz jasna, dokonać się szybko: wymaga
      czasu. Wymaga przezwyciężania wzajemnych uprzedzeń, narosłych w
      latach 1968-89. Od pewnego czasu wyraźną rolę "pomostu",
      mającego ponownie zbliżać do siebie obydwie te lewicowe
      frakcje, pełni "Gazeta Wyborcza", na której łamach dokonuje się
      swoista "rehabilitacja": Kiszczaka, Urbana, Kąkola itp. W
      ostatnich tygodniach daje się nawet zauważyć
      nasilona "podgotowka" pod takie zbliżenie stricte polityczne. W
      SLD istnieje jednak silny opór przed tego rodzaju ponownym
      zjednoczeniem lewicy, otwierającym drogę zdominowaniu tej
      partii przez polityczne lobby żydowskie. Stąd nasilająca się
      ostatnio walka między obozem Kwaśniewskiego a obozem Millera,
      której odgłosy usiłowano za wszelką cenę wyciszać na ostatniej
      naradzie u prezydenta...
      Ta nasilająca się walka ukazała w konsekwencji, że między
      Kwaśniewskim a Millerem zapanowała "równowaga" sił: dalsza
      walka przyniosłaby obu stronom więcej strat niż korzyści,
      ujawniłaby opinii publicznej jeszcze więcej brudu, prywaty i
      szwindli, kryjących się za kulisami sprawowanej przez lewicę
      władzy. Wydaje się, że obydwie walczące na lewicy frakcje
      poszukują takiego modus vivendi, dzięki któremu dałoby się
      wmontować żydowskie lobby polityczne w struktury SLD, wszakże
      bez spektakularnego osłabienia pozycji Millera, symbolizującego
      wobec licznej części elektoratu SLD "niezależną polską lewicę",
      przynajmniej "niezależną" od wpływów żydowskiego lobby
      politycznego.
      Takim modus vivendi może być zachowanie formalnej pozycji
      Millera jako "lidera SLD", przy jednoczesnym poważnym
      ograniczeniu jego politycznego zaplecza, a zwłaszcza - przy
      poważnym osłabieniu wiernych mu kadr partyjnych. Sam Miller -
      którego zachowanie w toczącej się aferze jest co najmniej
      dwuznaczne - chyba zdaje sobie sprawę z ograniczonych własnych
      możliwości w tej walce i - jak się wydaje - skłonny jest
      przystać na koniunkturalny kompromis: zachowa formalne
      przywództwo SLD w zamian za osłabienie swego kadrowego zaplecza
      i jego poważną wymianę na ludzi wskazanych przez polityczne
      lobby żydowskie.
      Jednak to, co dobre dla Millera (przedłużenie politycznej
      kariery), nie musi zostać odebrane jako korzystne właśnie dla
      tej części jego wiernych kadr, które musiałby poświęcić przy
      tym kompromisie... Stąd wydaje się nader wątpliwe, aby udana
      nawet próba wmontowania żydowskiego lobby politycznego w
      struktury SLD położyła jakiś trwały kres frakcyjnym walkom na
      lewicy. Podobnie jak w czasach PRL, gdy ideo-logia
      komunistyczna łączyła "Natolin" i "Puławy", ale mimo to różniła
      obydwie frakcje polityka personalna i walka o wpływy - tak i
      teraz obecna "powtórka z historii" naznaczona jest tą samą
      naleciałością. Tyle że groźną rękę Moskwy zastępuje
      łagodniejsza ręka Brukseli... Ale ta "łagodniejsza ręka"
      brukselskiego dyktatu może właś-nie stwarzać obydwu frakcjom
      większe pole do bardziej zaciekłych walk. Dlatego też trudno
      przyjąć, aby obecne zawieszenie broni na tle głośnej afery i
      zbliżającego się referendum miało charakter trwały. Trudno też
      przyjąć, że kadrowe zaplecze Millera, które ma być ofiarą
      kompromisu i powrotu żydowskiego lobby politycznego na łono
      SLD, łatwo pogodzi się z taką jaskrawą i wymierną
      marginalizacją własnego znaczenia...
      Jeśli w takim kontekście spojrzeć na aferę będącą przedmiotem
      sejmowego i prokuratorskiego śledztwa, nasuwa się nieodparte
      wrażenie, że cała ta sprawa służy właśnie osłabieniu pozycji
      Millera, aby w ten sposób torować drogę do władzy w SLD
      żydowskiemu lobby politycznemu. W sytuacji, gdy Unia Wolności
      przestała się liczyć jako partia, a próba Kwaśniewskiego
      zbudowania na bazie Unii Wolności większej "partii centrowej"
      też spaliła na panewce - opanowanie władzy w SLD jest
      niewątpliwie silną pokusą dla tego lobby... Znamienne w tej
      mierze były zeznania Urbana przed sejmową komisją śledczą.
      Chociaż zeznawał on pod przysięgą - trudno uwierzyć choćby w
      jedno słowo Urbana, pamiętając, jakie kłamstwa - bez zmrużenia
      oka - opowiadał w stanie wojennym także z ekranu telewizora...
      Dlatego mniej ważne jest, czy Urban mówi prawdę, ważniejsze
      jest, co usiłuje przekazać opinii publicznej, gdy znów ma
      okazję mówić przez telewizję. Poza atakiem na Kościół katolicki
      Urban dokonał w swych zeznaniach prawdziwej apologii Michnika,
      jednego z czołowych liderów żydowskiego lobby politycznego.
      Wydaje się, że i Urban dokonał już nowego wyboru...
      Lewica w Polsce - i ta "większościowa", i ta "mniejszościowa" -
      pogrąża się w głębokim kryzysie. Niezdolna do rozwiązania
      żadnego poważnego polskiego problemu, uwikłana w pomagdalenkowe
      zależności, uzależnienia i wzajemne interesy, skorumpowana do
      szpiku kości i kierująca się niemal wyłącznie prywatą - wikła
      się wreszcie w "targanie po szczękach", "wojnę na górze";
      prawdziwa degrengolada formacji, która
      skonsumowała "Magdalenkę" i "okrągły stół". Słychać więc i
      coraz powszechniejsze głosy, iż pora na całkowitą wymianę
      rządzących Polską elit - i są to głosy jak najbardziej
      uzasadnione.

    • Gość: puk Wbrew narodowi - Panowie Kwaśniewski i Miller IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 25.03.03, 14:17
      Wbrew narodowi


      Panowie Kwaśniewski i Miller, wbrew Narodowi i Konstytucji,
      zdecydowali o udziale Polski w wojnie z Irakiem. Dzięki temu
      staliśmy się jednym z agresorów. Napadając na suwerenne
      państwo, okryliśmy się hańbą. I to wszystko w imię
      amerykańskich interesów na Bliskim Wschodzie. Kwaśniewski,
      mówiąc o racjach, jakie stały za tą decyzją, najpierw powtórzył
      wszystkie propagandowe bzdury, jakimi Wuj Bush od miesięcy
      karmił Amerykę i świat, a potem przypomniał nam rok 1939.
      Właśnie z powodu tej daty teraz musimy z Wujem Bushem iść na
      wojnę, bo to ponoć gwarantuje, że 39 rok już się nam nie
      powtórzy. Cóż za podziwu godna pewność. Ale nie mówmy, co się
      nie powtórzy, tylko powiedzmy, co się dzięki Kwaśniewskiemu i
      Millerowi już powtórzyło. Ano powtórzył się 1968 rok! Wtedy Ich
      starsi towarzysze partyjni, z tą samą wiarą i oddaniem,
      żarliwie deklarując dozgonną miłość i przyjaźń do ZSRR,
      najechali Czechosłowację. Spadkobiercy tego partyjnego betonu
      zbrojonego radziecką stalą dziś pokryli się całkowicie
      amerykańskim sidingiem i wypisz, wymaluj robią dokładnie to
      samo. Widać taka już natura komuszków, że jak nie mają nad sobą
      jakiegoś Pana, to żyć nie potrafią. Dlatego społeczeństwo nie
      może być bierne. Tych sługusów, którzy nie liczą się z opinią
      Narodu, świadomie łamią Konstytucję, trzeba jak najszybciej
      postawić przed Trybunałem Stanu. Krew, która leje się na tej
      bandyckiej wojnie, plami nie tylko ręce Kwaśniewskiego i
      Millera, ale również Narodu Polskiego. Dla prezydenta i
      premiera mamy zero szacunku i wiele pogardy. Szczególnie za
      bezczelne i aroganckie wmawianie Rodakom, iż Polska nie bierze
      udziału w tej wojnie. Nie bierze? Nasi żołnierze udali się tam
      na wczasy? Nie, oni pojechali na wojnę! Jeżeli prezydent,
      zwierzchnik sił zbrojnych, nie wie, że wojna to nie tylko
      front, ale również jego zaplecze, to niech zapyta pierwszego z
      brzegu szeregowca. Faktu, iż Polska bierze bezpośredni udział w
      wojnie nie da się ani zagadać, ani tym bardziej zakłamać. O
      udziale Sejmu w tym wojennym skandalu nie ma co wspominać.
      Nawet nie raczył zebrać się, bo cóż to dla naszego parlamentu
      za sprawa, bezprawne wysłanie polskiego wojska na wojnę z
      Irakiem.
      Po obaleniu komuny dziennikarze publicznej TV oznajmili, że od
      teraz wiadomości przez nich podawane będą dobre, złe, ale
      zawsze prawdziwe. Co z tej deklaracji zostało? W zasadzie nic.
      Red. Pieńkowska, Milewicz i im podobni, w ostatnim czasie
      zrobili z programów informacyjnych i publicystycznych ordynarne
      propagandówki prowojenne. Na wszystkich kanałach TVP trwa
      festiwal entuzjastów tej wojny. 3/4 Narodu jest wojnie
      przeciwne, a w TVP głosów na „nie” jak na lekarstwo.
      Dziennikarze telewizji publicznej mają obowiązek rzetelnie
      informować, a nie uprawiać propagandę, jakakolwiek by ona była.
      A jeżeli się szanownym dziennikarzom to nie podoba, to proszę
      się przenieść do telewizji prywatnych. Gorąco polecamy FAKTY
      (TVN). Tam będą mogli do woli, razem z Lisem, szczebiotać pełni
      zachwytu dla wojennych poczynań Wuja Busha. A` propos Lisa.
      Czujemy się rozczarowani. Takie wydarzenie, a on nie zabrał
      swojego TVN-owskiego kramiku, nie rozstawił namiotu w centrum
      Bagdadu i nie relacjonuje na żywo przebiegu wojny, tylko został
      w studiu i rozpaczał, że Amerykanie nie zrzucili na Irak od
      razu 3 tys. bomb, czym zepsuli mu całe widowisko.

      PS Z ostatniej chwili! Jak doniósł red. Bader, bomby obecnie
      zrzucane na Irak są tak samo piękne i inteligentne jak red.
      Lis.

      SOBCZAK i SZPAK
    • Gość: Ella F. SLD i PZPR W POLSCE. PARANOJA KOMUCHÓW IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 25.03.03, 14:23
      Co uratowało Częstochowę?

      Jan Dziadul przypomniał w tekście: Walczyk na lodzie w
      Stalinogrodzie (Polityka z 8 marca), co groziło Częstochowie
      bezpośrednio po śmierci Józefa Stalina 5 marca 1953 r.: "Do
      nadania któremuś z polskich miast imienia Stalina przymierzano
      początkowo Częstochowę, jednak ktoś z najwyższych władz PZPR
      przytomnie zauważył, że przecież katolickie pielgrzymki nie
      mogą iść do Stalinogrodu, a już na pewno modlić się do Matki
      Boskiej Stalinogrodzkiej".



      Koszty "grubej kreski"

      Brak prawdziwych rozliczeń ze zbrodniami komunistycznymi i
      odpowiedniej informacji na ich temat "owocują". Dość spojrzeć
      na wyniki najnowszego sondażu o Stalinie, przedstawionego w
      Rzeczpospolitej z 11 marca pt. Niedostateczna wiedza o
      Stalinie. Zdecydowanie negatywnie oceniło Stalina tylko 54%
      uczestników sondażu, zarówno dobrze jak i źle - oceniło 17%,
      trudno powiedzieć - podało 6%, a 2% oceniło zdecydowanie
      pozytywnie. Wynik szokujący. W Polsce, tak mocno uderzonej
      przez zbrodnicze działania komunistycznego ludobójcy, aż 46%
      nie potępiło go. I jeszcze to najlepsze - oskarżenie stopnia
      informacji na temat zbrodni stalinowskich, zapewnianego Polakom
      w szkołach, w telewizji i innych najbardziej wpływowych
      mediach. Rzeczpospolita akcentuje, że: "Od oceny dyktatora
      powstrzymuje się - tłumacząc to zbyt małą wiedzą - ponad jedna
      trzecia najmłodszych badanych w wieku od 18. do 24. roku życia
      oraz co czwarty respondent w wieku od 25 do 44 lat. Dużą rolę w
      ocenie Stalina odgrywają poglądy polityczne. Co czwarty badany
      (26 proc.) identyfikujący się z lewicą uważa, że można o nim
      mówić zarówno dobrze, jak i źle. Wśród osób deklarujących
      poglądy prawicowe, ambiwalentny stosunek ma 8 proc.
      - To wyniki absolutnie zdumiewające - mówi Zbigniew Gluza,
      prezes Ośrodka KARTA. Jego zdaniem, oczywistością byłoby 100%
      głosów na «nie». - Przecież system stworzony przez Stalina był
      barbarzyństwem. Nie można w nim, zwłaszcza z polskiego punktu
      widzenia, wskazać żadnych dobrych cech - tłumaczy".



      Zagrożenia dla rządu Millera

      Coraz trudniejszej sytuacji rządu Millera po rozpadzie koalicji
      Newsweek (z 9 marca) poświęcił analityczny tekst pt. Jak
      skończy mężczyzna. Michał Karnowski i trzech innych
      dziennikarzy Newsweeka piszą: "Cena za rozpad koalicji będzie
      wysoka: naprzeciw rządu staną silniejsi niż kiedykolwiek
      eurosceptycy, protestujący na ulicach, i dążąca do władzy
      centroprawica".
      Autorzy wskazują również na dramatyczną sytuację, w jakiej
      znalazł się teraz PSL. Cytują ocenę b. posła PSL Bogdana Pęka,
      dziś posła LPR: "To koniec kariery Jarosława Kalinowskiego.
      Jego polityka współpracy z SLD poniosła klęskę". Dodają do tego
      opinię b. PSL-owskiego wiceministra rolnictwa Jacka Soski,
      przestrzegającego Kalinowskiego przed gniewem chłopów w
      słowach: "Teraz nastroje będą się radykalizowały. Rolnicy czują
      się oszukani, a klamka już zapadła". Cytują również opinię
      prof. Jadwigi Staniszkis, iż: "Ludowcy będą wydobywać minusy
      wejścia Polski do UE, wchodząc w wyborcze współzawodnictwo z
      Samoobroną".



      Unia bez mitów

      Wiele mówiący na temat stosunków Polski z Unią Europejską jest
      publikowany w Naszym Dzienniku z 11 marca obszerny dodatek
      specjalny Unia bez mitów. Prof. Włodzimierz Bojarski podaje
      wręcz przerażające dane na temat tego, jak faktycznie Polska
      została wyrolowana w czasie dotychczasowych naszych stosunków z
      Unią - w gruntownie udokumentowanym tekście Koszty aneksji do
      UE. Obok tekst Jerzego Roberta Nowaka: Świat unijnych iluzji o
      15 typach prounijnych mitów, najbardziej nagłaśnianych w
      mediach.



      Kto dąży do politycznej śmierci Millera?

      Na tak postawione pytanie próbują odpowiedzieć dziennikarze
      Wprost: Dorota Macieja i Jarosław Gajewski w artykule Urbanem w
      Millera. Czy Aleksander Kwaśniewski chce politycznej śmierci
      Leszka Millera? (nr z 16 marca). Zdaniem autorów
      Wprost: "Zeznania Urbana odwróciły uwagę od zaliczanych do
      obozu prezydenckiego Roberta Kwiatkowskiego, Włodzimierza
      Czarzastego, Jarosława Pachowskiego, a także Marka Siwca i
      Marka Ungiera, wymienianych przez dotychczas przesłuchanych
      świadków. - Prezydent złamał porozumienie o nieagresji zawarte
      ledwie 10 dni temu. Tylko ktoś naiwny może sądzić, że Urban
      mówi to, co mówi, bo jest taki niezależny. To służy wyłącznie
      Kwaśniewskiemu i jego ludziom. Ale to oznacza, że prezydent
      wypowiedział nam wojnę. A wojna oznacza ofiary po obu stronach -
      mówi jeden z bliskich współpracowników premiera. (...) Podczas
      przesłuchań przed komisją Urban ujawnił, że o aferze Rywina
      dokładnie wiedziały - najpóźniej w sierpniu 2002 r. - wszystkie
      najważniejsze osoby w otoczeniu premiera (może z wyjątkiem
      Jerzego Jaskierni, który do dziś się zarzeka, że nie wiedział).
      De facto Urban złożył więc donos na współpracowników szefa
      rządu, wyraźnie chroniąc prezydenta i jego otoczenie, które
      również znało sprawę. Zasugerował przy tym, że ministrowie
      gabinetu Millera oraz znani politycy sojuszu - Marek Borowski,
      Krzysztof Janik, Józef Oleksy, Grzegorz Kurczuk, Jerzy
      Szmajdziński, Wiesław Kaczmarek, Marek Wagner i Andrzej
      Barcikowski (szef ABW) - przyszli do niego, bo mogli się czegoś
      obawiać. Urban zrozumiał, że politycy SLD spotykają się z nim z
      woli premiera. (...)
      Otoczenie premiera jest przekonane, że obóz prezydencki chce
      doprowadzić do usunięcia Millera ze stanowiska szefa rządu.
      Wśród jego następców wymienia się Marka Bo-rowskiego,
      Krzysztofa Janika, Józefa Oleksego oraz Jerzego
      Szmajdzińskiego. Politycy SLD, z którymi rozmawialiśmy,
      uważają, że prezydent uznał, iż powołanie partii centrowej nie
      gwarantowałoby mu utrzymania wpływów po zakończeniu
      prezydentury. Dlatego chce ponownie przejąć kontrolę nad SLD.
      Przy tak silnym przywódcy jak Leszek Miller nie byłoby to
      możliwe, dlatego Miller musi odejść".



      Zerwać korupcyjne układy

      Jarosław Kaczyński komentuje wnioski, jakie nasuwają się z
      afery Rywina - w wywiadzie pt. Liczę na lawinę, udzielonym
      Cezaremu Bielakowskiemu i Marcinowi Dominikowi Zdortowi z
      Rzeczpospolitej (nr z 11 marca). Kaczyński postuluje m.
      in.: "Konieczne jest wprowadzenie takich rozwiązań, które
      uniemożliwiają obronę korporacjom prawniczym. Tutaj mechanizmy
      samooczyszczania są słabe, trzeba więc dokonać oczyszczenia z
      zewnątrz. Trzeba też dokonać zmian w policji, której również
      jest potrzebne oczyszczenie i może nawet generalna
      reorganizacja. Komendant policji w powiecie jest słabiej
      związany z komendantem wojewódzkim, któremu bezpośrednio
      podlega, niż z różnymi miejscowymi grupami. Należy zrywać
      zarówno te układy, które wiążą funkcjonariuszy policji,
      prokuratury i innych organów państwa ze zwykłymi lumpami i z
      mafiami, jak i powiązania centralne, które zostały pokazane na
      podstawie afery Rywina. Konieczne jest też oczyszczenie
      sądownictwa. (...)
      Trzeba zawiesić uprawnienia, które dziś powodują, że sędziego
      nie można wydalić i nie można wydać wymiarowi sprawiedliwości
      bez zgody innych sędziów. (...)
      W Polsce przede wszystkim musi być wola egzekwowania tego
      prawa, które jest, ale to prawo musi być też odpowiednio
      uzupełnione. Powinien powstać urząd antykorupcyjny. Chodzi o
      niewielką, kilkusetosobową służbę specjalną o bardzo dużych
      uprawnieniach, nastawioną na rozbijanie korupcji na poziomie
      rządu, centralnego aparatu państwowego i najważniejszych
      samorządów, takich jak warszawski czy krakowski.
      Bardzo ważnym elementem naszego planu jest też daleko posunięta
      jawność, dostęp do informacji publicznej. W pewnych wypadkach
      trzeba tu stosować bardzo dotkliwe kary o charakterze
      finansowym, w istocie konfiskacyjnym".



      Pranie partyjnych brudów w łódzkim SLD

      Autorzy Gazety Wyborczej z 11 marca piszą w tekście Jazda na
      barona o buncie przeciwko jednemu z najbardziej dotąd
      wszechwładnych "baronów" SLD - dotychczasowemu szef
    • Gość: K. T. U. Pranie partyjnych brudów w łódzkim SLD IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 25.03.03, 14:27
      Pranie partyjnych brudów w łódzkim SLD

      Autorzy Gazety Wyborczej z 11 marca piszą w tekście Jazda na
      barona o buncie przeciwko jednemu z najbardziej dotąd
      wszechwładnych "baronów" SLD - dotychczasowemu szefowi SLD w
      Łódzkiem Andrzejowi Pęczakowi. Według autorów: "Łódzki SLD
      wypowiedział posłuszeństwo miejscowemu baronowi Andrzejowi
      Pęczakowi (...). Padają słowa o «ewentualnym złodziejstwie»
      i «lewych pieniądzach» dla partii (...).
      Sobota, miejska konwencja Sojuszu Lewicy Demokratycznej w
      Łodzi. W wypełnionej po brzegi sali kina Charlie m.in. szef
      Sojuszu premier Leszek Miller. Na trybunę wchodzi szef SLD w
      Łódzkiem Andrzej Pęczak. Salę wypełnia głośne buczenie
      delegatów, część z nich ostentacyjnie opuszcza salę. Premier
      Miller ma kamienną twarz, skonfundowany Pęczak rozpoczyna
      przemówienie. - Wielu przychodzi do SLD, by załatwić swoje
      prywatne interesy - mówi. Na sali śmiechy i znów głośne «buuu».
      Zbigniew Antoszewski, były senator, teraz członek Rady Krajowej
      SLD, zgłasza projekt uchwały. Apeluje, by Pęczak zrezygnował z
      kandydowania w wyborach na szefa SLD w Łódzkiem (głosowanie za
      trzy tygodnie). (...)
      Antoszewski od ponad miesiąca prowadzi otwartą kampanię przeciw
      baronowi łódzkiego SLD Pęczakowi. Mówi: - Moje działania
      dotyczyłyby każdego innego kacyka, także z innej partii. Ale
      oczywiście jeśli miałbym do czynienia z ewentualnym
      złodziejstwem w moim i innym ugrupowaniu, to w pierwszej
      kolejności chciałbym wyplenić złodziejstwo z mojej partii.
      Przed miesiącem były senator złożył na barona doniesienie do
      prokuratury (...).
      Dlaczego Antoszewski złamał niepisaną zasadę, że partyjne brudy
      należy prać wewnątrz organizacji? (...) Antoszewski zapowiada,
      że w najbliższych dniach złoży w prokuraturze kolejne
      doniesienia na Pęczaka. Zażąda, by zbadano, jaki był udział
      barona w aferach Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska w
      Łodzi.

    • Gość: CeliKa Re: Polityk SLD jechał po pijanemu IP: *.glusk.sdi.tpnet.pl 25.03.03, 14:32
      Czytając tę widomość nie od rzeczy byłoby może wiedzieć, że
      autor tej - demaskującej SLD-owską sitwę - informacji,
      szlachetny i bezkompromisowy pan Jacek Brzuszkiewicz, w lutym
      1994 roku został prawomocnie skazany przez kolegium ds.
      wykroczeń za chuligaństwo ... pod wpływem alkoholu. Chodziło o
      to, że w noc powyborczą z 21 na 22 września 1993, kiedy ulubiona
      przez "obiektywną" Gazetę Wyborczą partia czyli UW sromotnie
      przegrała z SLD, pan Brzuszkiewicz będąc w sztok pijanym, szedł
      (a raczej "toczył się") ulicą łamiąc ze złością anteny radiowe w
      zaparkowanych przy ulicy samochodach. Co, oczywiście, nie
      przeszkadza panu Brzuszkiewiczowi odważnie ścigać łobuzów z SLD.
    • Gość: Zyta 1 Re: Polityk SLD jechał po pijanemu IP: *.ltk.com.pl 25.03.03, 15:29
      Poczytałam te opinie i odnosze wrazenie,ze jestescie
      masochistami w tej "Gazecie w Lublinie". Leci atak na Zydów w
      stylu Bubla,ktos przypomina dawne grzeszki red.Brzuszkiewicza,ze
      niby autor tekstu też nie jest świety.Ponadto
      tasiemce,"przedruki".Nie mozna zwiężlej,jak tu proponuje KARO
      (chyba,lub inna karta)? I czy to jest temat do zajmowania takiej
      przestrzeni w czasie,gdy swiat stanął na głowie?
      • Gość: CeliKa Re: Polityk SLD jechał po pijanemu IP: *.glusk.sdi.tpnet.pl 25.03.03, 20:59
        Czy Pani aby dobrze przemyślała swoją argumentację? Przecież pisząc: "jestescie
        chyba masochistami" i motywując swoje stanowisko tym, że w komentarzach
        atakowani są Żydzi, przyznaje Pani, iż Gazeta ma żydowską prowieniencję. A to
        chyba pogląd nieuprawniony, choć w pewnych kręgach dość powszechny.
        Nie mogę też zgodzić się z Panią kiedy przechodzi Pani "gładko" nad faktem, że
        pan redaktor Brzuszkiewicz odgrywa role Katona podczas, gdy sam był prawomocnie
        skazany za chuligństwo. Dla osoby napiętnującej publicznie innych ludzi to nie
        jest bynajmniej "dawny grzeszek", łaskawa Pani. Ktoś, kto autorytatywnie ocenia
        innych i wobec tysięcy czytelników "nagradza" i "karze" ludzi z imienia i
        nazwiska, sam - jak żona Cezara - musi być poza wszelkimi podejrzeniami!
        Dziennikarze bardzo często powołują się na to, że występują w imieniu tzw.
        opinii publicznej, uzurpując sobie w ten sposób prawo do niepodważalnych ocen,
        w tym również moralnych. Ja, otóż, droga Pani, jako część owej "opinii
        publicznej", nie zgadzam się aby w moim imieniu ferował publicznie "wyroki"
        chuligan. Obojetne czy upił się i niszczył cudze mienie wczoraj czy dawniej.
        Zresztą wówczas również był dziennikarzem i również napiętnował publicznie
        innych zaglądających do kieliszka.
        • Gość: JERRY21 Re: Polityk SLD jechał po pijanemu IP: *.sloneczny.pl 26.03.03, 06:14
          Szanowny Panie
          Trochę Pan przesadził.Tekst , który jest przedmiotem komentarzy jest
          racze suchą relacją faktów i jako taki nie jest ferowaniem wyroku
          przez dziennikarza.W tej sytuacji raczej nie można podnosić kwestii ,
          które Pan wywołuje.
          Istotniejsze jest co innego.Oto w zasadzie dyskutancji pomineli
          kluczową sprawę postawy i decyzji prokurtora. A tylko o to tutaj
          naprawdę chodzi!
          • empi Re:co na to tow. Dociek? 26.03.03, 07:09




            Czy widział ktoś tow. Dociek w tym wątku?.
            Nie?. Napewno ukrył się w toalecie Kurii Biskupiej i szpieguje!.
            pzdr.










    • Gość: STRAZ UWAGA: Pijanica z SLD jeżdzi po ulicach i drogach IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 26.03.03, 09:14
      UWAGA: Pijanica z SLD jeżdzi po ulicach i drogach.
      Wysłać pijanicę do Iraku i całe to towarzystwo z SLD, w tym z
      lubelskiego SLD. Wysłać ich wszystkich (z SLD) do Iraku i
      będzie w Polsce normalnie.
    • Gość: RED PIJANI POLITYKIERZY Z SLD RZĄCA NIEUDOLNIE POLSKĄ IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 26.03.03, 10:11
      WSTYD I HAŃBA. NARODZIE OBUDŹ SIĘ, PRZEGNAJ Z POLSKI PIJAKÓW Z
      SLD I ICH TOWARZYSZY Z SAMOOBRONY
    • Gość: Phil. SLD rozkłada i rozkrada Polskę - naszą Ojczyznę. IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 26.03.03, 12:25
      Połózmy temu tamę, postawmy im szlaban.
      Mówimy: towarzyszom z SLD (=PZPR) dziękujemy za nieudolne
      rządy.
      Dosyć tej partaniny i paplaniny. Polskę nie stac na
      utrzymywanie nierobów i darmozjadów z SLD.
    • Gość: yuy komuchy z SLD - czy ich nie obowiązuje prawo ? IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 26.03.03, 13:58
      Dlaczego ich się traktuje inaczej. Co na to towarzyszka
      Sierakowska z Lublina (Motycza-tam buduje kolejny pałac)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka