elan13
08.07.07, 13:18
Jak to jest, że jeżeli powie się o żydowskich korzeniach Marka Borowskiego,
Jerzego Urbana, Adama Michnika, Aleksandra Kwaśniewskiego, Pawła Śpiewaka,
Marka Safjana, Bronisława Geremka, Daniela Passenta, Piotra Najsztuba, to
słowom oburzenia na "antysemityzm, ksenofobię, faszyzm" itd. nie ma granic.
Z drugiej strony, kiedy szef Biura Programowego Sojuszu Lewicy Demokratycznej
Tomasz Kalita twierdzi, że żydowskie pochodzenie mają: Jan Lechoń, Kazimierz
Wierzyński, Brunon Schulz, Witold Gombrowicz i Stanisław Lem, to reakcji
czujnych dziennikarzy Gazety Wyborczej nie ma!
Może dlatego, że SLD-owski aktywista przywoływał żydowskie pochodzenie owych
twórców, żeby zarzucić min. Giertychowi antysemityzm?
Tylko jak z tym w końcu jest? Czy wolno ujawniać fakt żydowskiego pochodzenia
osoby znanej, czy nie? A może artystów wolno, a polityków już nie? A może
wolno tylko w szczególnych okolicznościach - kiedy chce się komuś zarzucić
antysemityzm (np. jak wyżej, Giertychowi, albo krytykującym, jak to uczyniła
Kazimiera Szczuka, twierdząc, że ataki na nią za przedrzeźnianie modlącej się
chorej dziewczynki to przejaw antysemityzmu)?