beo
17.01.02, 01:05
Więc to już dziś mój ślub, hm nasz ślub właściwie ....
Już dziś więc a najprawdopodobniej przez wiele następnych lat, nie będę już
tęsknił za widokiem Marioli, ponieważ ujrzę ją, gdy tylko otworzę oczy. Nie
będę już mógł pytać siebie, jaką dziś ma twarz, albo jak może być ubrana, gdyż
jej twarz będę widział już od dzisiaj zawsze blisko mnie i będę widział jak
jest ubrana, może nawet będzie tak, że będzie ubrana tak, jak ja będę chciał,
jeśli jej powiem o tym co mi się podoba.
Od dziś nie będzie już tej niepewności, która przez poprzednie kilkanaście
miesięcy wypełniała moje dni, która sprawiała że te dni chciałem przeżywać
najlepiej jak potrafię – w jakimś mglistym oczekiwaniu, w jakiejś mglistej
niewiedzy. Teraz będę wiedział zbyt wiele, będę wiedział o Marioli więcej niż
bym chciał, będę patrzył na to co mnie w niej pociąga i na to co mnie nie
interesuje i nie będę miał wyboru, nawet tego najdrobniejszego, najmniejszego
codziennego wyboru, którego sekret i siła polegała na decyzji : zadzwonić nagle
do siebie, umówić się i potem niecierpliwym wzrokiem szukać się gdzieś przed
kinem albo między stolikami jakiejś restauracji, albo nie umawiając się wcale
wybiec nagle z domu i pędzić na nieoczekiwane spotkanie.
Teraz już tego wszystkiego nie będzie. Teraz poznam nie tylko skutek ale też
proces, który być może mnie wcale nie interesuje. Nie wiem, czy chcę widzieć
jak się ubiera, albo ile czasu spędza rano pod prysznicem, czy używa kremów na
noc, jaki ma humor gdy się rano budzi i widzi mnie leżącego w tym samym łóżku.
Nie wiem czy chcę znać dokładnie jej wady, które teraz dojrzę i o których się
dowiem. Nie wiem też czy chcę mówić „my” – my byliśmy, my kupiliśmy, my
planujemy, my lubimy .... Może będzie tak, że będziemy mieć dzieci, choć nie
wiem czy chcę. Ale nie będę się opierał ...
Dlaczego więc ten ślub dziś ? Jest tak, że to co czasami zrobimy na chybił
trafił i bez większych początkowo skutków, prowadzi z biegiem czasu (bywa że w
całkiem abstrakcyjnej przyszłości) do nieuniknionej sytuacji, wobec której
pytamy się siebie sami zdumieni do granic : „A gdybym tak wtedy nie wszedł do
tego baru ? A gdyby mnie wtedy nie zaprosili na to przyjęcie ? A gdybym tak
wtedy, w tamten wtorek nie odebrał tego telefonu ? A gdybym tamtego
poniedziałku nie przyjął tej pracy ?. Pytamy siebie samych o to naiwnie i
wierzymy przez chwilę (ale tylko przez krótką chwilę ), że wtedy na pewno nie
poznalibyśmy Marioli i nie stalibyśmy teraz w obliczu nieuniknionego
wydarzenia, o którym do końca nie wiemy czy go chcemy, czy nie, czy może go się
boimy. Ale wciąż znamy Mariolę i naiwnym jest zadawać sobie takie pytania,
ponieważ takie jest życie : to czy się urodzimy zależy od przypadkowego
wzruszenia, od jednego słowa, wypowiedzianego gdzieś na drugim końcu świata, od
czyjegoś zachęcającego uśmiechu, od ręki na ramieniu od wyszeptanej cicho
pieszczoty, która mogła była nie być wyszeptana ...
Każdy nasz krok, każde nasze słowo mają nieobliczalne skutki dla kogoś, kto
ani nas zna ani chce znać, dla kogoś kto jest gdzieś wśród nas i dla kogoś kto
się nigdy nie urodzi. Każdy nasz krok, każde nasze słowo staje się kwestią
życia i śmierci ....
Ależ bym komuś przy .... , Idę zatłuc choćby pająka