Gość: brownie
IP: *.globaldial.com
24.01.02, 11:41
Ostatnio mialem okazje odwiedzic placowke specjalizujaca sie w opiece nad i
niesieniu pomocy niewidomym.
Ludzie ci ze wzgledu na swoje kalectwo wioda zupelnie inny tryb zycia w
porownaniu z reszta spoleczenstwa.
Nie trzeba zreszta tego tlumaczyc, gdyz jest to dla nas oczywiste.
To co dla przecietnego zjadacza chleba wydaje sie byc czynnoscia prosta i
wykonywana bez zastanowienia, wrecz odruchowo - dla ludzi niewidomych potrafi
byc powaznym zadaniem.
Pierwszy raz widzialem kubek, ktory wydaje dzwiek, kiedy wlewany wrzatek osiaga
trzy czwarte jego wysokosci...
Do tej pory nie zdawalem sobie sprawy, ze nawet tak prosta czynnosc jak
zrobienie herbaty, moze byc nie tylko skomplikowana, ale rowniez grozna.
Podobnie zreszta wygladalo to w przypadku wielu innych drobiazgow.
Ale rzecza, ktora uderzyla mnie najbardziej, byl swoistego rodzaju podzial na
ludzi, ktorzy utracili wzrok w pewnym okresie swojego zycia (na skutak
schorzenia, badz wypadku) i na ludzi, ktorzy daru widzenia nie posiadali nigdy.
Podczas rozmowy, ktos opisujac pewna rzecz uzyl nazwy koloru "fioletowy".
Po pewnej chwili wszyscy bylismy wplatani w dyskusje.
Czesc naszych dyskutantow (tych ktorzy stracili wzrok w pewnym momencie swego
zycia), kolor ten doskonale pamietali.
Potrafili siegnac pamiecia do takich szczegolow jak ulozenie kredek w pudelku
barwami opisujac miejsce koloru fioletowego.
Nie bylo watpliwosci, ze wiedza o czym mowa.
I teraz grupa druga, ktora nigdy kolorow nie widziala...
Staralismy sie opisac im kolor fioletowy.
Nie zapomne tego nigdy.
Czy ktos chcialby sprobowac?
Prosze, sprobujcie. To jest doskonaly test na wyobraznie.
Bardzo ciekawy jestem jakimi drogami postaracie sie to osiagnac.