tajnos.agentos
20.05.09, 13:48
Ciepło się zrobiło i od paru tygodni na drogach lubelszczyzny,
szczególnie tych wojewódzkich oraz powiatowych pojawili się panowie,
pracowicie zatykający pozostałe po zimie dziury. Zatykanie polega na
tym, że do danej dziury leje się coś w rodzaju smoły albo innej
smarówy, posypuje czymś w rodzaju grysiku i dobra jest. Póki
samochody tego nie ujeżdżą, kamyczki wesoło fruwają na wszystkie
strony, niszcząc karoserie, uszkadzając szyby a nawet obsypując
przechodniów. W kulturalnym kraju takie niebezpieczne miejsca muszą
być oznakowane, więc drogi obstawia się znakami z tradycyjną
40, "wzmocnioną" znakiem "roboty drogowe". Takie strefy ciągną się
kilometrami, a nawet dziesiątkami kilometrów (na przykład na drodze
Lublin - Kazimierz, albo Bochotnica - Annopol) i oczywiście nikt się
do nich nie stosuje tym bardziej, że znaki stoją tygodniami, bez
względu na rzeczywistą sytuację na drodze. Widzę tu poważne
niedopatrzenie - tylu piratów drogowych jedzie niezgodnie z
przepisami i ani jednego fotoradaru...:)