renepoznan
28.10.13, 19:26
Ukazał się wreszcie II tom "Poznania 45 - Bastion nad Wartą". Gunthera baumanna
O znaczeniu tej książki dla poznania wydarzeń tamtego czasu nie mam co mówić. To dość oczywiste.
Sporym walorem jest wykaż jednostek biorących udział w walkach.
Pozycja warta kupienia i przeczytania.
Ale ...
Jeśli czyta tę pozycje ktoś nie mający pojęcia o tamtych czasach to chyba nie do końca zrozumie o co tu chodzi.
Skąd ci Polacy w odwiecznie niemieckim mieście?
Co robią tu dzielni chłopcy z Wermachtu. Można się domyślać, iz bronią tych Polaków (wrednych o czym za chwilę) przed nawałą bolszewicka. Tacy dobrzy. Tacy dzielni,. Tacy bohaterowie.
Już na poważnie. Jak się zachowywali względem siebie sojusznicy z 1939r - nie moja sprawa. A może bardziej - niewiele mnie to obchodzi.
Natomiast ich stosunek do Polaków. Polacy w oczach autora większości to "polscy bandyci", strzelający dzielnym chłopcom z Wermachtu w plecy. Wyjątkowo wredni - odcięli dostawy wody i mediów na Cytadelę, czym utrudnili jej obronę. Wredny element. Nawet jacyś bandyci wzięli udział w walkach i pomagali ruskom.
Poznańskie zabytki i kamienice niszczyli Rosjanie - a dzielni chłopcy z Wermachtu - ani trochę nie robili szkód. Zresztą nie mieli czym - jak twierdzi autor. Pewno mieli tylko kije i noże skautowskie.
Auror jest jednak miłosierny. Oświadcza, iz nie będzie się zajmować tym co Niemcy zrobili złego Polakom ale oczekuje, iż obie strony przyznają się do winy.
Tego nie zdzierżył już wydawca książki i opatrzył ten tekst komentarzem - moim zdaniem zbyt łagodnym: "Autor w swoim wywodzie wydaje się zupełnie ignorować przyczyny, które w bardzo wielu, jeśli nie w większości przypadków zdecydowały o takim a nie innym zachowaniu polskich mieszkańców Poznania ..... Fakt odreagowania doznanych krzywd, pomimo że nie zawsze godny pochwały, z psychologicznego punktu widzenia wydaje się całkowicie uzasadniony".
Trzeba jednak przyznać autorowi książki - zamieszcza kilka opisów sytuacji gdy Polacy zajęli się rannymi Niemcami, opatrywali, karmili i ratowali ich przez rozwałką.
Książka kończy się wzruszającym tekstem, przy którym miał być płacz - a jak ryczałem ze śmiechu.
Jest to opis ostatniego lotu nad Poznań zza Odry - już po kapitulacji Twierdzy.
"...Festung Posen przestała istnieć. Walka jej odważnej załogi w Cytadeli w ostatnich godzinach znalazła gorzki koniec. Główny fort twierdzy, w którym obrona w ostatnich dniach przekształciła się w krwawą walkę wręcz, leży w gruzach, martwy, milczący, podziurawiony pociskami.
...
Oczy załogi (samolotu) uchwyciły grozę sytuacji. W świeżym śniegu rozpościerał się cały teren Poznania. Nigdzie nie było widać działań wojennych. Mocno sypiący śnieg przykrywał ślady trwającej od tygodni rozpaczliwej walki. Obrońcy Poznania nie walczyli na darmo, skutki ich oporu wobec wielokrotnej przewagi nieprzyjacierl odczuł juz na Odrze i na południu Pomorza (przyp, mój - wiemy jak było naprawdę - ruski do zdobywania Poznania pozostawili marginalne siły i poszli nad Odrę. Obrona Poznania nie miał żadnego praktycznego znaczenia. Zniszczyła tylko miasto i wykończyła kilkadziesiąt tysięcy Niemców.)
Nad Poznaniem zaległa grobowa cisza. ... "
I dalej w tym stylu.
U autora jest zero refleksji. Nie zastanawia się nad tym czym byli tu Niemcy, idiotyzmem takiej obrony miasta, zniszczeniami i rujnacją naszego a nie ich miasta.
Prawdę mówiąc - w jakimś tam stopniu nieświadomie usprawiedliwia odwet na nich.
Ale pomijając to - książka warta poczytania. Konfrontacja wielu źródeł pozwala na dość wierne odtworzenie tamtych wydarzeń.