Gość: Rodak
IP: 142.94.86.*
18.11.04, 14:28
Wola zwyciężania
Największym kapitałem każdego społeczeństwa jest energia i przedsiębiorczość
poszczególnych ludzi. To, że ludzie widzą sens własnej pracy i usiłują
poprawić i ulepszyć okoliczności; że im się chce.
Wiemy o tym z polskich doświadczeń, kilkakrotnie nasz naród zdobywał się na
wielki wysiłek. Tak było po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku. Polska nie
miała wówczas dostępu do wielkiego kapitału, ba, blokowano jej nawet kredyty
na rynku międzynarodowym. Mimo to nowe państwo zdołało obronić i
ustabilizować własne granice, przeprowadzić reformę walutową, ustawić system
bankowy i finansowy, wybudować port morski w Gdyni, COP, stworzyć podwaliny
pod nowoczesny przemysł. I to wszystko w kraju wykrwawionym po wojnie
światowej, scalanym z trzech terytoriów.
Drugie wyzwolenie energii narodowej miało miejsce po zakończeniu działań
wojennych w 1945 roku. Ludzie chcieli normalnie żyć, chcieli odbudowywać. I
mimo wielu blokad, mimo marnotrawienia olbrzymiej energii i rozlewającej się
nowej okupacji bolszewickiej zdołano dokonać wielu rzeczy.
Do częściowego wyzwolenia energii doszło również w 1989-90 roku, zanim
okazało się, że Polską rządzą złodzieje, uwłaszczenie dotyczy komunistów i
nowych kolegów z okrągłego stołu.
A dziś?
Dziś mamy mrożkową atmosferę bezsilności, tumiwisizmu, podsycanych dodatkowo
przez teorie spiskowe, że "i tak niczego nie da się zrobić", bo a) Polacy nie
są w stanie niczego zrobić razem i o byle bzdurę skaczą sobie do gardła, b)
nie są w stanie niczego zorganizować, ponieważ natychmiast Żydzi, masoni i
inne grupy rzecz przechwycą, rozbiją.
Dlatego, gdy czasem ogarnia nas jakiś szaleńczy zapał, należy usiąść sobie
cichutko w kąciku i poczekać, aż nam przejdzie.
Słowem, tragedia! Tragedia, bo tego rodzaju myślenie marnuje możliwości i
szanse pokoleń, uziemia inicjatywę, odbiera ludziom marzenia, bo myślenie
takie sprawia, że czujemy się jako naród pobici, bez przyszłości, osaczeni
przez obcych.
Podsumowując dzieje ludzkie, można z grubsza powiedzieć, że chodzi w nich o
to, kto pracuje dla kogo i na kogo, kto daje pomysły i idee, a kto jest tylko
wykonawcą, kto projektuje piramidy, a kto ryje w kamieniu, kto jest
właścicielem firmy, a kto pracownikiem najemnym, kto wytycza kierunek
zdarzeń, a kto niesiony jest ich falą.
Tego rodzaju konkurencja występuje od dawna między ludźmi i narodami. Nic
nie jest w stanie jej zatrzymać. Po prostu z natury rzeczy walczymy o to, by
nasze było na wierzchu. Ta konkurencja od czasu do czasu owocuje wojnami i
przesileniami. Duch narodowy raz wznosi się, raz wygasa, czasem ginie
całkowicie, wówczas dane społeczeństwa znikają z mapy i rozpływają się w
niebycie.
Większość Polaków żyje dziś w Polsce w poczuciu upupienia, wystrychnięcia
na dudka. "Tu i tak nic się nie da zrobić, tu rządzi republika kolesiów,
która wszędzie się tutaj panoszy, właściwie daje małe możliwości rozwoju
normalnym ludziom, którzy nie są pociotkami i kolesiami". Czyli skaranie
boskie. Z takiego stanu katatonii można nie wydobywać się przez całe lata.
Zamiast walczyć, budować, ryzykować, realizować własne pomysły, gros Polaków
zaspokaja się już w momencie, gdy ma co do gara włożyć. Z takim podejściem
można być jedynie pańszczyźnianym niewolnikiem.
Brak aktywności gospodarczej, brak aktywności społecznej, politycznej. Cały
naród siedzi sobie na rękach i dyszy, tłumacząc, że tak musi być, bo taki
jest świat, bo i tak nas inni wykończą, bo nie można, nie da rady, bo
podzielili Polskę, rozkradli przemysł, bo zdradzili, bo mają w rękach
telewizję, media, bo wyrzucą z pracy i nigdzie nie będzie można znaleźć innej
roboty...
Wystarczy?
Polska psychika narodowa nie wyleczyła się jeszcze z czasów okupacji. Do
narodowego podniesienia NIE są potrzebne miliardy zagranicznych dolarów,
lecz olej w polskiej głowie - chęć zdobywania, konkurowania i zwyciężania!
Potrzebna jest narodowa mądrość, której fundamentem jest działanie
długofalowe.
Dlatego właśnie wystrzegać powinniśmy się, jak zgniłego jaja, ludzi,
rzekomych patriotów, którzy przekonują, że nie warto nawet palcem kiwnąć,
bo "i tak natychmiast we wszystko wkręcą się przedstawiciele plemion
koczowniczych, noszący - co do jednego - piękne polskie nazwiska i imiona, po
czym tak pokierują sprawami, że wszystko zostanie przejęte przez obcych". To
jest bzdura spreparowana na użytek plemion niewolniczych! Niewolnictwo nie
zamyka się w kajdanach, ono jest w głowie.
Owszem, zawsze ktoś może nam odebrać dorobek życia, ukraść majątek, ale od
tego mamy rozum, abyśmy się przed taką możliwością strzegli. Zawsze znajdą
się cwaniacy, złodzieje, defraudanci, co nie oznacza, iż pozostaje nam
jedynie włożyć ręce do kieszeni!
"Jeśli cię ktoś raz oszukał, powinien się wstydzić, jeśli ta sama osoba
oszukała cię drugi raz, ty się powinieneś wstydzić" - mówi przysłowie. Tak to
jest. Nie pozwólmy się oszukiwać! Wiadomo, że na świecie są mafie, masoni,
cykliści i nie wiadomo kto jeszcze. Zawsze tak było i będzie! Ale jesteśmy
również MY. Zróbmy porządne własne państwo, brońmy w nim swego interesu!
OCKNIJMY się z niewolniczego letargu, nie pozwólmy na sobie żerować.
Zacznijmy od obejścia - miasta, powiatu, od lokalnej polityki, zacznijmy
interesować się polityką i na nią łożyć pieniądze! Gorset korupcji i
postkomunistyczno-tajniackiego układu jest do rozwalenia. Cały ten system
polega na utrzymywaniu w rękach sznurków manipulacji. Wystarczy, że naród
podniesie głowę i zacznie się sam organizować, by te sznurki wypadły.
Słyszy się, że do zmiany potrzebne jest nowe pokolenie, że musi wiele czasu
upłynąć. A guzik! Patologiczne sytuacje mają tendencję do międzypokoleniowego
powielania się. Dlatego trzeba je przerwać, zaczynając od dziś, a nie czekać
na "jutro", bo jak wiadomo, zawsze "jest jutro".
Problemem polskiej opozycji jest lewitacja polityków na pozażyciowych
poziomach. Mało jest polityków wyrastających "od dołu", przyzwyczajonych do
politycznej kuchni, wieców, zdolnych stanąć na przysłowiowej koparce,
potrafiących całować dzieci, chodzić od domu do domu, rozmawiać, spotykać się
z ludźmi. Tego rodzaju działalność została skutecznie zohydzona. I to,
niestety, również w latach 90, kiedy to podobno Polska "jest nasza"! Trzeba
tylko zwyciężyć!
Andrzej Kumor
Mississauga, Ontario, Kanada