matkapoety
17.04.05, 14:19
Wczoraj na imprezie wśród wielu wymuskanych, przystojnych i zadowolonych z
siebie panów pojawił się dziwoląg nieogolony, z dużym nosem i dłuższymi
włosami, nic ciekawego, prawie brzydki; młody aktor z jakiegoś teatru
offowego, żyjący z bycia barmanem. Ale miał w sobie Coś. Koleżanka nazwała to
coś 'chropowatością idealisty'. Dawał nadzieję, że bycie jest ważniejsze od
posiadania. Pachniał wolnością. Chciało się być obok. Ale byłyśmy zbyt dumne
i onieśmielone sytuacją, żeby mu to powiedzieć. A on czuł się tam jak piąte
koło u wozu i ulotnił się niepostrzeżenie...