kiks4
22.08.05, 13:12
Ciekaw jestem, czy na tym forum są osoby pamiętające pierwsze wybory
prezydenckie. Młodszym przypomnę, że do drugiej tury po przegranej
Mazowieckiego nieoczekiwanie obok Wałęsy wszedł Stan Tymiński.
Cała demokratyczna prasa i wszystkie demokratyczne siły zwykłe i specjalne
zwarły szeregi na rzecz wyeliminowania Tymińskiego.
Znalazły się nawet dokumenty świadczące o tym, że Tymiński ma kilka
paszportów, że kilka razy wyjeżdżał do Libii ( to wówczas był "czarny lud"
taki sam jak później Saddam Husain. I wiele innych podobnych....
W efekcie Tymiński odpadł.
Jakiś czas po tym całym zamieszaniu zaczeto przebąkiwać, że właściwie z tymi
paszportami to pomyłka, że Tymiński w Libii nie był itd.
Pytanie jest: czy w imię wyższej sprawy ( w tym przypadku w imie obrony
młodej demkokracji przez człowiekiem znikąd) można stosować chwyty poniżej
pasa???
Pytanie nasuwa mi się w związku z atakami na Cimoszewicza- bardzo to podobne
do wydarzeń sprzed piętnastu lat.
Czy dla obrony stanowiska Prezydenta RP przed człowiekiem lewicy
postpezetpeerowskiej można posługiwać się siłami specjalnymi- Miodowicz,
Jarucki, Jarucka to przecież ABW i czuć przez skórę jej (agencji ) rękę w
tej sprawie.
Nie jestem zwolennikiem Cimoszewicza ale obawiam się, że w przypadku
powodzenia tej akcji ABW jej rola wzrośnie, kogoś trzeba będzie nagrodzić
posadą w rządzie, ktoś będzie podatny na szantaże ze strony ABW bo łaczy ich
współna tajemnica.
Strach się bać........