taksol
03.02.11, 22:53
I niech żadna geriatryczny kolejkowicz przed gabinetem lekarskim nie podważa znaczenia tej ów wszechmocnej młodzieży.
Idziecie na studia (obojętnie czy to szkółka państwowa, kryjąca brudy pod dywan, czy też prywatna, mająca ofercie nawet filozofię informatyczną) z wiedzą na niskim poziomie, bo i w podstawówce, gimnazjum, bądź liceum myślenie okazało się najmniej istotnym efektem dydaktyki. A także przekonaniem, że teraz prawie jesteście w pięknym azylu pomiędzy dzieciństwem, a dorosłością nabijacie kasę wszelakim knajpom, właścicielom mieszkań na rynku wtórnym, ale przede wszystkim galeriom handlowym oraz swoim uczelniom.
Dla pracodawcy jesteście złotym środkiem, bezpłatny staż, czyli nabijanie sobie pracownika za free na odchodne z wielkim kopem w zad, bądź umowa zlecenie za psie pieniądze, bo strach się przeciwstawić. I tak samo jesteście dymani (w przenośni) przez pracodawców, jak i uczelnie, dając wciskać sobie banialuki na studiach, godząc się na przefrunięcie przez materiał w miesiąc, by móc później się opierdzielać.
Mit biednego studenta zażegany. Chwała Wam za istotę konsumpcjonizmu, w której musicie mieć przynajmniej nową szmatę, grę na miesiąc [ oczywiście tylko w okresie studiów, ewentualnie czasami po, jak padre i mammi nie zostawią dzieciaka na lodzie, podając mu łyżkę do zupy, jak i samą zupę].
Mędrkujecie później: „Jakoś to będzie. Nie jestem sam. Przemo też nie ma pracy po swoim zarządzaniu. Przynajmniej nie zostanę odebrany, jako nieudacznik.” I taka to właśnie mentalność, zamiast przekwalifikować się i przynajmniej zarabiać, by przeżyć.
To, tak jak z odwiecznym problemem automobili latem. Nie dam się podwieźć nikomu z pracy, choć jedzie w tym samym kierunku, ani nie wsiądę na rower, bo muszę pokazać światu swoje auto. A później pretensje do świata i mieszkańców, że korek, smród spalin, wzrost zużycia paliwa oraz przyrost opony na brzuchu, bądź rozrost dupy.
Posiadanie samochodu = podwyższony status społeczny (najczęściej w mniemaniu jedynie posiadacza czterech kółek).
Posiadanie wykształcenia bezużytecznego w obecnej sytuacji rynkowej = podwyższony status, bo w końcu lepiej, jak ma się papierologię, gdzieś na dnie szafy, niż miano glazurnika, tynkarza, czy kafelkarza.
Jedyne, co można się związać z równie nieporadnym studentem, studentką i wszystko zostaje w rodzinie.
I niech żadna geriatryczny kolejkowicz przed gabinetem lekarskim nie podważa znaczenia tej ów wszechmocnej młodzieży.
Nie jest to jakaś prowokacja, trolling, czy inne pierduty współczesności, a zwykła mała refleksja.
* operowanie w tekście słowem „studenci” nie uwzględnia całej społeczności studenckiej, lecz jej większości. Bodajże są osobniki wybitne, pracowite, nie dające sobie w kaszę dmuchać i przede wszystkim MYŚLĄCE o przyszłości, bez bujania się od sesji do sesji.