gris_gris napisała: jak ja chodziłam do szkoły, to uczyła > mnie biolożka i chemiczka, chodziłam do lekarki, a moja mama i jej znajome były > prawniczkami, radczyniami, adwokatkami i innymi specjalistkami. Kiedy ja chodziłam do szkoły uczyłam mnie biologica 🫣. A adwokatki były
niedawna, ale jak ja chodziłam do szkoły, to uczyła mnie biolożka i chemiczka, chodziłam do lekarki, a moja mama i jej znajome były prawniczkami, radczyniami, adwokatkami i innymi specjalistkami. Nie przypominam sobie, zeby ktoś sie temu dziwił, koleżanka tylko myślała, ze się mówi „biologiczka”.
No ja się kwoka odezwę :D, bo za moich czasów nie było żadnej stabilizacji w programach/ klasach i organizacji. Rocznik 1976 więc jestem absolutny wyż, podstawówka na dwie zmiany, liceum już na jedną, ale właśnie na 7:10. Przedmioty na tyle ogarnięte, na ile je ogarniali prowadzący, jak chemiczce
młodnieje. Zawsze coś może się wydarzyć, dlatego cieszę się, że mam pracę i że zarabiam. Uważam, że nauczyciele są źle opłacani, bo to ciężka, wymagająca emocjonalnie praca. Wbrew obiegowym opiniom, to nie są „ferie, wakacje i 18 godzin w tygodniu”. A jak już jakaś nauczycielka, jak moja chemiczka, pracuje
odnoszę się jedynie do info, że nie da się pracować 80godzin, no więc ja widzę z bliska, że się da. ta chemiczka faktycznie nie musi pracować 80 godzin, bo jeśli ma 3 klasy siódme to przygotowuje się do lekcji 1 i spienięża ją razy 3. i robi to samo dla każdego poziomu który uczy. zatem zapas do
a23a23 na ... > W gimnazjum byl juz podzial na > oddzielne przedmioty i jak ja odzylam. Fizyka z fizykiem, chemia z chemiczką - > nagle wszystki stało się proste i logiczne. Wzorów związków nie trzeba kuć na p > amięć, wynikają z wartościowości (do pewnego stopnia, ale
uczy > c biolog, geograf, chemik, fizyk albo uwaga....pani od religii po podyplomówce. Dokladnie, nie ma opcji, żeby biolog po podyplomowce nauczyl fizyki tak, jak potrzeba. Ale wiadomo, że fizyków i chemików brakuje, łatwiej znaleźć kogos do tej przyrody (też dlatego, że w mniejszych szkołach
Czerkiesów,długo by opowiadać.Ech...masę mam wspomnień,raz zrobiliśmy zjazd absolwentów.Dobre to były czasy,wszystko rozkwitało na naszych oczach.No i jeszcze taki drobiazg(sic!) - w IIIkl .liceum ,nasz kolega z klasy,Marek G.zamordował swoją dziewczynę...Było zamieszanie,milicja etc.Działo się.Nie żałuję
rozgrzewkę i rozciąganie na koniec i masz oszałamiające 20 minut, w czasie których trzeba do tego czasem wytłumaczyć temat. Problem jest do rozwiązania choćby przez łączenie lekcji WF w bloki po 90 minut lub umieszczanie pojedynczych lekcji na ostatnich godzinach, ale w przepełnionych szkołach, w których
> wiem - odpowiadam odruchowo - jestem chemikiem... > > a na to ona: - a ja matematyczką. :) Może była właścicielka sklepu? Wśród moich koleżanek chemiczek po polibudzie: - jedna pracuje naukowo - dwie trzepią gruby hajs w top management korpo (powiązanego z chemią
thank_you napisała: > Dziewczyno, tretynoine stosuje od prawie dwudziestu lat i podrażnienie miałam r > az - właśnie w pierwszych dwóch tygodniach stosowania, z powodu mojej głupoty. > Nigdy więcej nie miałam żadnych podrażnień, nawet przy kwasach - nie dlatego, ż > e mam
thank_you napisała: > Dziewczyno, tretynoine stosuje od prawie dwudziestu lat i podrażnienie miałam r > az - właśnie w pierwszych dwóch tygodniach stosowania, z powodu mojej głupoty. > Nigdy więcej nie miałam żadnych podrażnień, nawet przy kwasach - nie dlatego, ż > e mam
Mam dwójkę rodzeństwa w podobnym wieku, chodziliśmy do tej samej podstawówki większość nauczycieli mieliśmy różnych ale akurat chemiczka była jedna. O ile ja chemię łapałam w lot była dla mnie miła i przyjemna o tyle zwłaszcza moja siostra nie była w stanie zrozumieć niczego. Dla mnie metody
E tam. Moi chodzili do 7 i 8 klasy, jak nie było zaleceń niezadawania prac. Ile oni mieli prac/projektów! A kartkówek i sprawdzianów ! Pisałam tu te iles lat temu. O, jakie "piękne" teksty tu padały o tym, że mam tepie dziecko, etc. Starszy miał taki jeden dzień, że pamiętam do dziś. VII klasa
Ja mam taką teorię spiskową, że kobieta, która każe do siebie mówić "ministra" zamiast "ministerka" pragnie zaznaczyć, że jest kimś lepszym od pielęgniarek, lekarek, pisarek, praczek, chemiczek, ogrodniczek i biegaczek, które, być może na nią głosowały.