A co do żarcia to był problem z lokalnym balijskim jedzeniem, łatwiej było o argentyńskiego steka czy suszi niż coś lokalnego.
Bardzo kiepskie plaże, tłumy ludzi, ciężko znaleźć lokalne jedzenie, usiłują oszukać na każdym kroku - czy to na pralni czy wymianie walut, mafia w świątyniach. Byłam tydzień i to było o 5 dni za długo.
Nie. Chyba że to podróż górskimi serpentynami, to wtedy tak. -- jedzenie posiłków w półmroku może być szkodliwe, bo nie widzimy co mamy na talerzu (ekspert serwisu "Medonet")
To my mamy szczęście, bo nasze dziecko zazwyczaj przesypia całą drogę. No ale mówimy tu o podróży do max. 4 godzin. Do tych dłuższych (typu Chorwacja, Bułgaria) jeszcze się nie przymierzamy. Może jak będzie starsze, to puścimy je na jakiś obóz
tym miałam sporo wpadek typu 35 euro za śniadanie dla jednej osoby, gdzie na koniec zjadłam tylko jajko i kanapkę z serem. Mam 1-2 hotele, gdzie jest dobre jedzenie i fajny klimat i wtedy zawsze jem na miejscu i jak pisały przedmówczynie delektuję się.
"To straszne"? Serio? Czyli jak ktoś ma w podróży budżet na hotel bez śniadania, to trzeba mu współczuć? Ja kiedyś często jeździłam do Izraela. Zarabiałam przeciętnie, ale Izrael jest drogi, i noclegi na kilkanaście dni kosztowały mnie naprawdę duża część wypłaty. Zatrzymywałam się w najtańszych
Oczywiście, cały remont przeżyłam dzięki jedzeniu z Żabki, bo w domu nie mieliśmy jeszcze kuchni (ani nawet lodówki) i jakoś trzeba było przetrwać. Jadłam hot dogi, frytki, pizzę, obiady. Ja tam nie jestem brzydliwa w kwestii jedzenia ze sklepu lub ulicy, naście lat temu podczas plecakowej podróży
kwart > ał. Ok, wyłamie sie. Jadam w zabce w czasie podróży, tzn czasem na stacjach benzynowych jest Żabka i maja bardzo dobre kanapki z falafelem. Kupiłam też pare razy jakieś inne i były zjadliwe, ale falafel najlepszy. Kawa nam nie smakowała, tu w trasie pozostaję wierna MOL i Orlenowi.
Wege jedzenie mają ok, milion razy lepsze od amerykańskiej delty (najgorsze linie jakimi leciałam).
Zjechałam kawał Azji i na Tajwan wróciłabym w każdej chwili. Czysto, ludzie mili, jedzenie świetne, przyroda i klimat super.
/ugotować jedzenie czy zadbać o swoje ubrania, dojazd do szkoły itp), tylko jak wyraźnie napisałam - na wypadek sytuacji kryzysowych. Jeśli szkoła/uczelnia takiej opieki nie zapewnia, to dla mnie jako rodzica byłoby w takiej sytuacji oczywiste zorganizowanie opieki we własnym zakresie, ja bym tak zrobiła. Co robią
skontaktować się z naszym centrum obsługi. ---- Ja dla spokoju skontaktowałabym się z hotelem upewniając się, że wszystko im pasuje, notarialne upoważnienie może też, ale zrobiłabym je z tłumaczeniem na angielski dla pewności (bo co im upoważnienie w j. polskim w Chorwacji). No i z dzieckiem i chłopakiem
kaloryferze, jedzenie z lodówki, a wszystko inne, czego można potrzebować, ze sklepu znajdującego w zasięgu krótkiego spaceru. No albo ze spiżarni lub komórki, w której mieści się zapas wszystkiego dla wszystkich na pół roku. Na dodatek nie można zakładać, że jak się z domu wyjdzie, to ciągi komunikacyjne
na poręczy, muszę je ucałowac"
Nikt mi nic nie przywozi więc chciałabym dostać cokolwiek. A już najbardziej jedzenie by mi pasowało.
Może inaczej - najbardziej lubię dostawać jedzenie/przyprawy/alkohol (tak, tak) Ale na kiczowate magnesy też znalazłam "kącik kiczu" na kuchennym okapie.
> Na bardzo smaczne jedzenie zatrzymuje sie w Rzepinie lub Torzymiu-warto > zjechac z trasy na godzinke Nigdy w długiej trasie nie warto tracić godziny tylko po to, żeby zjeść. Lepiej mieć podróż krótszą o godzinę. Jedzenie w trasie jest przereklamowane. A jeszcze ryzyko, że po takiej