oboje rodziców wykonują loty po okolicy w celu znalezienia dla piskląt pokarmu. Następne dwa tygodnie wymagają od rodziców nie lada wysiłku. Młode jedzą, jedzą, jedzą i ciągle jedzą. Kiedy tylko któreś z dorosłych przyleci, pisklaki jak na komendę zaczynają walkę między sobą o dostęp do dzioba mamy czy
rozdeptuje, potem się krzyczy, że „ktoś tu nie odśnieża”, a na końcu proponuje się własną ekipę z łopatami, oczywiście z partyjnym logo. W tej historii jest coś jeszcze smutniejszego: człowiek zaczyna się przyzwyczajać do chaosu. Jak do bólu pleców. Najpierw boli, potem boli codziennie, a na końcu już tylko
jej cecha immanentna, wyraznie przez MM zaznaczona bardzo gruba krecha. > > Mieszkańcy Roosvelta nie reagują kiedy mała Aurelia odwiedza ich po kolei na ob > iadki, dziwią się skąd ta mała się wzieła, ale na dziwieniu sie pozostają. Co robia na dziwieniu ? na czym pozostaja ? I
mia_mia napisał(a): > Widziałam wiele memów i filmików, gdzie sami młodzi ludzie, z jakimś dystansem > zauważają problem. Mam 25 lat, dzwonek do drzwi i komentarz, nie otworzę, nikog > o dorosłego nie ma w domu. 25 lat, nikogo dorosłego ... To kiedy zaczyna się dorosłość?
brightsun napisał(a): > jak na niego patrzę i myślę, że przegrałem.... wspaniale bo synowie mają ją przegrywać :-) a dorosłość zaczyna nam się kiedy umiemy powiedzieć - ok ojciec, jesteś moim mistrzem tak ja to czuję -- cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną
Wojtek pochodził z mazowieckiej wsi, gdzie powietrze było czyste, a życie toczyło się w rytmie, który z dzisiejszej perspektywy wydawał się niemal archaiczny. Wieś była jego wylęgarnią, miejscem, gdzie zaczynał swoje nieśmiałe kroki w dorosłość. Jednak jak to bywa w takich miejscach, życie nie
zachłyśnięcie dorosłością i wolnością, właśnie ok 20-tki kiedy cały świat stoi przed nami otworem, korzystamy z życia i układamy sobie to życie. Wcale nie oznacza to nieprawidłowych relacji w rodzinie. Szczególnie jak rodzeństwo jest odmiennej płci. Wiem, bo też mam brata, różnica wieku 2 lata i pamiętam, że we
wena-suela napisał(a): > Już samo słowo "projekt" mnie odstręcza. Podobnie jak określenie "wchodzenie w > dorosłość". Kiedy to dokładnie wg katoszkoły? W klasie maturalnej? Wydaje mi si > ę, że ten proces zaczyna się dużo wcześniej, chyba wkrótce po narodzinach. Pisa > nie
Już samo słowo "projekt" mnie odstręcza. Podobnie jak określenie "wchodzenie w dorosłość". Kiedy to dokładnie wg katoszkoły? W klasie maturalnej? Wydaje mi się, że ten proces zaczyna się dużo wcześniej, chyba wkrótce po narodzinach. Pisanie listu wydaje mi się pretensjonalne (podobnie jak albumy z
nie widzą powodu, by się przejmować. Kiedy dziecko odstaje wzrostem, tak jak moja starsza córka w klasach początkowych - wtedy zaczynamy się niepokoić.