tt-tka
30.04.14, 04:26
("to sie nazywa eskalacja przemocy" Ida Borejko)
czytam sumiennie dawne watki i tak sie zastanawiam nad stosunkiem MM (wyrazonym przez nia w ksiazkach, guzik mi do jej zycia) odn. przemocy
temat byl wielokrotnie walkowany, ale ja retrospektywnie
6K - na uwage , ze nikt sie nie przejmuje, gdy Julia lata z randki na randke, Zaczek odpowiada z wyrazna aprobata, ze "Julka jest ostra facetka" i w razie czego potrafilaby w pysk strzelic; mamy II polowe lat 70-tych , moje nastoletnie czasy , postawa w wielkomiejskich inteligenckich rodzinach dosc czesta (stawianie na samodzielnosc corek); nikt nie probuje Julii w tym randkowaniu ograniczac, rodzina cieszy sie, gdy i Cesia zaczyna wychodzic wystrojona - norma sa spotkania z chlopcami, takze rodzicom nieznanymi
K - ojciec zamyka Aniele na klucz i dziewczyna rozpacza z racji straconej randki, a nie z powodu ograniczenia jej wolnosci; racje ojca sa przedstawione w sposob , ktory wtedy przyjelam - jest impetykiem, przylapal corke tego dnia na wagarach, od dzieci sasiadow juz uslyszal, ze "calowala sie z tym lalusiem" (obcym, przyjezdnym); bardziej mnie ciekawilo, jak Aniela sobie poradzi, niz cokolwiek oburzalo; nawet dzis inaczej odbieram sytuacje, niz zabijanie balkonu gwozdziami przez dziada boreja kilkadziesiat lat pozniej
- lanie w wykonaniu Mamerta (nie pierwsze, skoro dzieci wiedzialy, ze nalezy schowac pas) juz mnie troche trzepnelo ; o ile w tamtych czasach klaps wymierzony na goraco byl norma dosc powszechnie aprobowana, to ten grozny rekwizyt, caly ceremonial ("wystawiajcie no sie") nie podobal mi sie, mimo ze autorka opisala go "cieplo i zabawnie", jej zdaniem "Mamert przycial symbolicznie po dwoch parach portek" , a lament "okrytych hanba dzieci" jest przedstawiony jako raczej rytual, zwyczajowe zakonczenie takiej sceny, niz prawdziwy placz
- Aniela w furii wali Pawla piescia w nos (to nie byl plaskacz), choc nie jest przez niego fizycznie zagrozona; ale czuje sie upokorzona, jest rozzalona i czytelniczka (o sobie mowie) rozumie i usprawiedliwia jej zachowanie; dorosli, choc tlumacza Anieli, ze w glupia sytuacje poniekad sama sie wpedzila, z historii pobicia smieja sie zbiorowo, pretensji nie wnosi nawet p. Dabek-Nowacka, coz, syn oberwal, to oberwal, nie ma o czym mowic
KK - przypominam sobie tylko klapsa wymierzonego malej Pulpie, po ktorym natychmiast ogarnia Gabrysie skrucha, tuli siostre i przeprasza
IS - pomalowanie Lisieckich czytelnik usprawiedliwia (choc to nie byla juz obrona psa, tylko raczej zemsta za psa), zwlaszcza ze Ida "z calej sily powstrzymuje sie, by nie przylac jednemu i drugiemu"; lania w wykonaniu matki nie widzimy, wiemy tylko, ze bylo i to za to, ze "obcy przychodza na skarge" - gdyby bylo za znecanie sie nad psem, autorka nie mialaby nic przeciwko ?
chyba pierwszy raz wtedy zadalam sobie to pytanie - kiedy, w jakich sytuacjach MM dopuszcza bicie ? "przez kogo?" jeszcze mi do glowy nie przyszlo
tyle co do rekoczynow w pierwszych tomach , a inne formy przemocy ?
Ida zarzuca Gabie, ze "na wszystkich wrzeszczy brutalnie", glosne czytanie fragmentow "Fizjonomiki" odbiera jako ponizanie, co rodzicielka kwituje mechanicznym "Gaba, nie ponizaj", zale Idy sa przez wszystkich (czytelnika tez) lekcewazone
zachowanie Dmuchawca na lekcji (zdemaskowanie i osmieszenie autorki anonimowej ankiety) jest przez MM ukazane, a przez uczniow odebrane jako zabawne, glosne odczytanie (p. Poscik) lisciku Pawla, dosc osobistego, raczej tez (chociaz Dmuch Wspanialy odmawia zapoznania sie z listem, tlumaczy to niechecia do czytania takich rzeczy i jeszcze wieksza do bledow ortograficznych, raczej nie poszanowaniem tajemnicy korespondencji)
nb Pierog jest nieprzyjemny, ale nie osmiesza ani nie upokarza uczniow !
-
DP - pierwszy raz MM dostrzega (!) i przedstawia krytycznie przemoc emocjonalna; scena pocalunku Macka z Matylda skomentowana przez dziecko "musiales ja calowac, a ona jest taka drewniana (...) Aurelia tez musi. Mama jej mowi - pocaluj mnie" . Czulosci wymuszone szantazem uczuciowym mala Aurelia odbiera gorzej niz potrzasanie nia przez matke po odkryciu niezjedzonej szynki, odebranie ukochanej zabawki jest jeszcze gorsze i to MM pokazala prawdziwie, przekonujaco i przejmujaco
to wszystko dzieje sie w latach 70-tych i 80-tych, kilkanascie zaledwie lat po przyjeciu Deklaracji Praw Dziecka, o Karcie Praw nikomu sie jeszcze nie sni; dzialalnosc Marii Lopatkowej i pierwsze trybunaly urzadzane przez nieletnie ofiary przemocy sa malo znane
mijaja lata; w publicznym dyskursie pojawiaja sie nowe pojecia - przemoc nie tylko fizyczna, ale tez emocjonalna, ekonomiczna, wspoluzaleznienie od osob/sytuacji toksycznych, znacznie rozszerza sie zakres osobistej autonomii jednostki
i coz my mamy w neojezycjadzie ?
- Metody na wlasna reke oznajmia Baltonie, ze Elka z nim nie wyjdzie, Gabon oznajmia Lelujkom, ze Roza z nimi wyjdzie, senior Ignacy nic nie oznajmiajac zabija gwozdziami balkon (wszystkie dziewczyny sa starsze, niz byla Aniela w K)
- wszechstronne wymuszanie szantazem uczuciowym wcale nie bagatelnych swiadczen - na Nutrii zaopiekowanie sie dziecmi, z ktorymi ona ewidentnie sobie nie radzi i mowi to wprost, przez dosc dlugi okres; na Gabie i starych Borejkach ciagle, wieloletnie zajmowanie sie progenitura Idy; na Rozy i Laurze calkowite wyzbycie sie siebie wymuszaja zgodnie matka, babka i dziadek, na nieszczesnym Grzegorzu wszyscy wszystko
- az do jednoznacznej i potwierdzonej POCHWALY zachowan ewidentnie przemocowych
i ani cienia refleksji autorki, wydawcy i czytelnikow (nie dot. forum), ze swiat, nienajlepszy i nie najbezpieczniejszy, rowniez na skutek takich postaw staje sie i gorszy, i grozniejszy
ufff