Mam wrażenie że przyczyną w każdym przypadku przyczyną jest to, co się działo w życiu oraz to, że np. od dziecka widział, że do kolacji był zawsze kieliszek koniaczku. Znam więc wysoko funkcjonującego alkoholika, który zawalił karierę, życie rodzinne i wszystko - chociaż na zewnątrz jest wciąż bardzo szanowanym naukowcem, bo nie wszyscy jeszcze wiedzą. Znam samotną lekarkę, co łoi tak, że aż wstyd gdzieś z nią być na imprezach. Znam gościa, co wszyscy w pracy wiedzą, że chleje, wygląda strasznie, ale wszyscy udają, że nic sie nie dzieje, a on wciska bajki, że jest chory na różne choroby np cukrzycę i dlatego tak wygląda.
nick_z_desperacji2 napisała: > Jakby w tym roku "jakoś wytrzymały" a w przyszłym się nie pojawiły, to właśnie > byłaby definicja toksycznego zachowania: niby wszystko miło fajnie, a potem zer > wanie kontaktów na zasadzie "domyśl się". Dzieci zachowały się o wiele...
Tez uwazam ze dzieci trochę przesadziły (choć zalezy jaki rodzaj imprezy miał być czy posiadowka przy stole, z dziadkami i wujkiem czy w wiekszym gronie i np. W ogrodzie gril czy inna większa) Mogły wytrzymać ze 3/4 h ,a za rok nie odwiedzać dziadkow i tyle. Może babcia zrobiła to dla tamtych dzieci ,ktore przez głupiego ojca sa wykluczone z z życia rodzinnego i mogło im być przykro ,ze nie mogą uczestniczyć.
Też się nie zapowiada na niedołężną staruszkę w ciągu najbliższych 10 lat. Babcia, 91 lat. Ostatnio spotkałam się z nią na imprezie rodzinnej - żadnej nie przepuści, lubi wyjeżdżać. Ogarnia się sama - dom, gotowanie, tylko zakupy jej dowożą. Elegancka, sprawna. Pracowała do 70-tki. Dziadkowie zmarli grubo po 80-tce. Sprawni i samodzielni do ostatnich 3 miesięcy przed śmiercią - rak płuc i rak trzustki, szybko poszło.
Ale dobrze widział, jak usilnie Róża próbuje się dopasować do roli takiej niby-narzeczonej, dla której nie ma się czasu, której nigdy nie zaprasza się do domu, i którą – po jedynej rodzinnej imprezie w Koszutach - trzyma z daleka od swoich rodziców i rodzeństwa. Była tak uległa i naiwna, że wcale jej to wszystko nie niepokoiło. Zaczęło za to niepokoić samego Fryderyka. *** - Grzesiu – zaczął Fryderyk, zapatrzony w okno. – To się już zbyt długo ciągnie.
Na szczepionkę mam grzecznie czekać w kolejce, bo trzeba ją najpierw podać solidarnie słabszym. Po co Ci to placebo? Nie mogę urządzić uroczytości rodzinnej, ani imprezy, bo zakaz gromadzenia się, bo covid i trzeba solidarnie. To tak oficjalnie, Nieoficjalnie chodzi o to, by wziąć wszystkich za mordy. Potem otwieram dowolne medium i czytam/słucham o jachtowych wakacjach pewnego ministra, Gali mistrzów sportu i 150 znanych lub/i bogatych osobach, które zaszczepiły się już- jakże solidarnie - na covid.
Moje plany wakacyjne i feryjne legły w gruzach, bo covid i trzeba chronić. Efektywnie zarabiam mniej, bo covod i trzeba wytrzymać. Na szczepionkę mam grzecznie czekać w kolejce, bo trzeba ją najpierw podać solidarnie słabszym. Nie mogę urządzić uroczytości rodzinnej, ani imprezy, bo zakaz gromadzenia się, bo covid i trzeba solidarnie.
Zawsze widywano go w towarzystwie pięknych dziewczyn W tzw. międzyczasie Wojciech Frykowski studiował włókiennictwo na Politechnice Łódzkiej (zdobył tytuł inżyniera). Nie mieszkał jednak w domu rodzinnym, a na zapleczu rodzinnej fabryki. Pociągał go jednak zupełnie inny świat... świat artystyczny. Dzięki bywaniu w Honoratce i SPATiF-ie, legendarnych łódzkich lokalach, poznał późniejsze gwiazdy filmowego biznesu.
Nie uważam, ze to dziwactwo. Ja tez zdecydowanie wole spędzać czas urlopu tylko z rodzina. Wylamalam się na jakieś krótsze wyjazdy i sorry, ale to nie dla mnie. Nie po to jadę z mezem, którego na codzień widuje mało, bo taka praca, żeby urlop z nim spędzać z paniami żonami, a mąż z panami...
Jak opanować moje własne odczucia wstrętu, odrazy i niechęci, wobec tego męczybuły? Jak zachowywać się na rodzinnych imprezach, by nie stracić kiedyś panowania i nie wywalić mu misy klusek na łeb, żeby się wreszcie zatkał? I jak opanować gniew na ciotki, ze wp…..ją się i ustawiają relacje dorosłych już ludzi?
No jak to, święta komunia przecież to okazja do spotkania całej rodziny. A gdyby tak przestać to traktować w ten sposób, a spotkania rodzinne organizować przy innych okazjach? > No i jak Ty, biedna kobieto, wytrzymasz te półtorej godziny w kościele? Ha, też tego nie wiem. Na razie zastanawiam się nad momentami strategicznymi.
Dzieci są go obecnie praktycznie pozbawione. Polecam Ci wypowiedź np. babci pewnego dziecka w dyskusji internetowej o rodzinnej hipokryzji komunijnej: "Nauczyciel nie zaprotestuje, bo straci pracę. Ale ja znam te tematy. Mamusie żyją komuniami, strojami, lokalami na imprezę. O czym by to było gadać jak nie o tym. A potem mówi się tym dzieciom wytrzymaj do bierzmowania, bo slubu nie dostaniesz.
Trudno, jak znow zadzwonia z pytaniem, to im powiedz, ze imprezy rodzinnej nie planujecie, a jak sie chca spotkac, to niech podadza date i jesli bedzie wam pasowal, to przyjdziecie. Jeden rewaznowy obiad jakos wytrzymasz.