makurokurosek napisała: > Matki trzytygodniowych maluchów raczej nie mają tyle czasu by siedzieć na forum Co ty bredzisz. Nigdy nie miałam tyle czasu na wiszenie w necie co wtedy, kiedy miałam noworodka. Unieruchomiona z dzieckiem śpiącym mi przy piersi scrollowałam telefon.
Ja mam dwójkę dzieci i żadne nie płakało, gdy zajmowal sie nim ktoś OBCY, jesli miało zaspokojone potrzeby: głodu oraz suchości w strategicznym miejscu oraz odpowiednia ciepłotę ciała. Podobnie ma znakomita większość noworodków (poza HNB czy innymi wiszącymi na piersi). Noworodki często nawet nie placza, gdy pobierana jest im krew. Śpią. Wiec w takim kontekście jest im to zupełnie obojętne, Kto pójdzie z nimi na spacer.
A jesli dziecko nie jest z tych wiszących na piersi, to matka - dla dobra tej więzi i dla siebie - mogłaby pozwolić na ten spacer Wokół domu a sama niech sie Prześpi.
Pewnie jest najbardziej skupiona na dzieciach i to takie gadanie. Poza tym chyba maluch tak ma ze wisi na piersi przez jakiś okres zanim się nie unormuje mu doba. -- ----------------- Życie ma tyle kolorów, ile potrafisz w nim dostrzec.
Szczerze to ja nie miałam czasu na te wszystkie zabiegi, które wymieniasz nawet przed dziećmi - pracując na 100% i spory kawałek od domu. Jak urodziłam dziecko to ten czas się skurczył jeszcze bardziej. Generalnie czasu jest mniej, ale to zależy od dziecka, od tego czy ci ktoś pomaga i od tego,...
Bardzo dużo zależy od dziecka. Dla mnie pierwsze miesiące ze starszym to była masakra, mały kiepsko spał (jako noworodek nie rozróżniał dnia od nocy i budził się na dwugodzinną aktywność o 1 w nocy :P), dużo jadł a moja laktacja nie wyrabiała (urodził się 4.5 kg z lekkimi problemami zdrowotnymi, przystawiałam go do piersi dopiero w 4 dobie i walczyłam długo o karmienie - skutecznie :)).
>Mam nadzieję, że mu to minie. Minie, minie, przy kolegach będzie utrzymywał od Ciebie profilaktyczny dystans. >Mały teraz non stop wisi przy piersi, spać też chce na mnie. Dzisiaj dał się odłożyć tylko dwa razy, Norma, nie wiadomo, czy nie pojawi się tygrys i nie zje dziecka, nie...
"Mam nadzieję, że mu to minie." Kochana, ciesz się. Z perspektywy czasu to jest bardzo dobry okres tego wiszenia na cycku do którego się potem tęskni. Jak się ułożysz dobrze to możesz sobie czytać, tv oglądać. Tylko termos z herbatą miej pod ręką 🙂
Tak, są takie noworodki/niemowlęta z trudnym temperamentem, które muszą czuć obecność rodzica. I wiszą 24 h na piersi. Z moich osobistych doświadczeń wynika, że ten temperament zostaje im na stałe, ja mam takie dziecko również teraz, gdy jest już nastolatkiem, możliwe, że ma to związek z zaburzeniami integracji sensorycznej (co na forum jest wyśmiewane jako 'modne zaburzenia').
Chciałabym napisać coś mądrego, ale u nas było podobnie. Córeczka dodatkowo oddana do żłobka w 12 miesiącu życia zawisła na mojej piersi jak noworodek. W sumie zawsze była mocno piersiowa. Zaczęło się uspokajać tak około 3 urodzin.
Ja bym nie ryzykowała ani kciuka ani gryzaka. Poćwiczy sobie gryzienie, to pierwsza rzecz jaką zrobi będzie dziabnięcie cię w pierś. Boli. A noworodkowi trudno wyjaśnić, że tak się nie robi. Dzieci do 3m mają prawo wisieć na piersi praktycznie całą dobę i to jest potrzebne, bo wtedy nabierają masy i nakręcają laktację. Gdy dziecko zaczyna się przemieszczać, przyrosty lecą na łeb na szyję.
Witaj, czy w badaniach jakie córeczka miała robione po urodzeniu coś wyszło? Macie skierowanie do jakiejś dalszej diagnostyki czy poradni patologii noworodka? Tak na pocieszenie, moja córcia urodziła się też hipotrofią (2300, 37t5d), miała wylewy krwi do mózgu, jadła malutko, początkowo była karmiona sondą. Inne dzieci zjadały 90ml i jeszcze ciągle wisiały przy piersi, dla mnie sukcesem gdy wychodziłyśmy ze szpitala w 10 dniu było, że córcia zjadła 35ml (więc Twoje 70 to super wynik), Mniejsze dzieci jedzą mniej a częściej (moja tak je do tej pory), więc tu bym się nie martwiła.
"Na przykład takie wiszące non stop przy piersi, gdzie trudno np. wyjść o sensownej porze na plac zabaw ze starszym." O zazdrości u starszego dziecka również psychologowie się wypowiadali, i posłanie go do żłobka w takiej chwili jest odbierane przez dziecko jako odrzucenie.
Jaki sens wyrywać dziecko zaadaptowane w żłobku, żeby zafundować mu towarzystwo noworodka. A noworodki są różne. Na przykład takie wiszące non stop przy piersi, gdzie trudno np. wyjść o sensownej porze na plac zabaw ze starszym. Albo takie, które dużo płaczą. A tak dziecko idzie do znanego sobie żłobka, ma plac zabaw, nie słucha wrzasków.