Przypadki Dyrektora Buraka by Rifun http://niniwa2.cba.pl/burak.html Teksty zebrane https://forum.gazeta.pl/forum/w,279,104037,0,PRZYPADKI_DYREKTORA_ BURAKA.html Tu w oryginale na forum http://gazetapraca.pl/gazetapraca/1,90443,2278937.html A tu artykuł
legendarny txt!
Mam do podania przynajmniej dwa przypadki czystej buraczczyzny. Zaznaczam, że wszystkie miały miejsce w warszawskich centralach banków. Na początek jeden: 1) dyrektor departamentu, który co drugie słowo wstawiał "k*rwa"; wychodził ze swojego gabinetu na salę i tak sobie normalnie w tym stylu
Witam wszystkich, którzy zechcieli to przeczytać. Zanim zdecydowałem się na napisanie tego tekstu przeczytałem inne, które znajdują się na forum i dotyczą polskich Dilbertów. Zdałem sobie sprawę, że od wielu lat mam do czynienia z jego bardziej chamską i prymitywną formą. Nie oczekuję dyskusj
Wpadam tu dość sporadycznie, ale raczej bez wypowiadania się. Miałam szczęście, skoro ww. temat, o którym wspomniał Fredd był pierwszym przeczytanym przez mnie wątkiem na forum GW (i to zupełnie przypadkowo).A swoją drogą - ciekawe, jak dalej potoczyła się kariera szefa i jak znalazł się w n
do Fredd Założyciel wątku ( nie pamiętam nicka)podał tak wiele charakterystycznych danych, że pewnie możliwe było rozszyfrowanie firmy (pamiętam ten post), a wylecieć z pracy mógł prędzej autor(czego się zresztą obawiałam), niż szef - burak. do 3,14 Roman No cóż, załapałam się przypadkowo
Witam wszystkich, którzy zechcieli to przeczytać. Zanim zdecydowałem się na napisanie tego tekstu przeczytałem inne, które znajdują się na forum i dotyczą polskich Dilbertów. Zdałem sobie sprawę, że od wielu lat mam do czynienia z jego bardziej chamską i prymitywną formą. Nie oczekuję dyskus
Szanowne miłośniczki prozy RIFUNA i wielbiciele Dyr. BURAKA (oraz odwrotnie)! Pozwalam sobie zainaugurować nowy wątek mający pomóc nam wszystkim w doskonaleniu wiedzy o wiekopomnych dokonaniach Dyrektora i zapewnić dużo zabawy przy wygodnym czytaniu tego co już znamy i dopiero poznamy. W
Z powodu niedoskonalosci naszych polaczen i braku cierpliwosci przy sciaganiu mojej ulubionej opowiesci (i chyba nie tylko mojej, jak widac z ilosci postow), osmielam sie otworzyc - za RIFUNA - druga czesc jego watku. Cos na ksztalt DRUGIEGO TOMU PRZYPADKOW DYREKTORA BURAKA. Co Ty na to
civic_vtec napisał(a): > W glownym watku Buraczanym napisalem: > > >OK, podejme sie stworzyc nowy, oddzielny watek WYLACZNIE ze skopiowanymi > >tekstami RIFUNA. Do dyskusji moze byc ten co jest (calkiem mily) lub > >jakikolwiek inny. > > >Czy ktos mni
Z Dilbertozy "Witam wszystkich, którzy zechcieli to przeczytać. Zanim zdecydowałem się na napisanie tego tekstu przeczytałem inne, które znajdują się na forum i dotyczą polskich Dilbertów. Zdałem sobie sprawę, że od wielu lat mam do czynienia z jego bardziej chamską i prymitywną formą. Nie ocze
"Część 2 Pierwsza praca Dyrektora Buraka. Pierwszym etatem, jaki otrzymał (zdobył) nasz bohater na łonie kapitalizmu była posada kelnera. Co do miejsca pracy pojawiają się pewne wątpliwości w jednej opowieści jest to „najlepsza i bardzo ekskluzywna” francuska restauracja
W ostatnim odcinku "Przypadków Dyrektora Buraka", jaki ukazał się na niniejszym Forum, widzimy jak p.Burak nieuchronnie idzie na dno. Wydawać by się mogło, że już nic go nie uratuje. Jakże to mylące! P.Burak jeszcze pokaże co potrafi... Skąd to wiem? Tak się składa, że znam Dyrektora
Pisz ! Ale już !
W morzu zachwytów nad "Przypadkami dyrektora Buraka" (ja również jestem pełen zachwytu nad stylem, sposobem narracji i budową wątków dramatycznych)chciałbym zwrócić uwagę na kwestię, która umyka dyskutantom. A mianowicie: Czy dyrektor Burak jest złym czy też może dobrym dyrektorem? Jak
Ten problem nie jest typowo polski. Dilbert "narodził się" z obserwacji kierowników w USA. Problemem jest raczej brak skutecznego mechanizmu obrony przed takimi ludźmi i ich decyzjami. Znam przypadek kierownika polskiego oddziału znanej międzynarodowej firmy, który przez oczywistą głupotę
>Goscia nie mozna zostawic bez niczego do zjedzenia w zadnym wypadku. Nigdy nie oczekuję, składając komuś wizytę, że gospodarz zapewni mi posiłek. Jest to jedynie jego dobra wola, grzeczność, ale w sytuacji służbowej - jaka miała w tym przypadku miejsce - absolutnie nie jest to żaden
przypadku miejsce - absolutnie nie jest to żaden obowiązek. Co innego, > gdyby spotkanie trwało od rana do wieczora. Jednak 6 godzin to nie jest dużo, i > gość nie powinien oczekiwać pełnego wiktu ze strony gospodarzy. o ja pitole jakie myslenie maja ludzie w Polsce. Pracowalam w hotelu w uk
każdego faceta, żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie jest zatrud > niony w KośKacie. A kwestia jezykowa jest taka, ze do ksiedza zwracamy sie po polsku 'ksieze dyrektorze', do lekarza 'panie doktorze' (a nie prosze pana), a do krola "wasza wysokosc".
> jak nie chcesz, żeby do ciebie mówili "buraku" Księża mogą sobie mówić jak im się podoba, są zwykłymi obywatelami i tak powinni być traktowani, także w kwestiach językowych. Nie mam zamiaru prześwietlać kariery zawodowej każdego faceta, żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie jest zatrudniony