wczoraj w wyborczej ukazalo sie ogloszenie, ze zagraniczna firma poszukuje
osoby do sekretariatu [ze srednim wyksztalceniem :P, ale stwierdzilam,ze moje
wyzsze tez chyba nie zaszkodzi]. zadzwonilam, porozmawialam [oczywiscie
komorka], kazano mi zadzwonic dzis do dzialu logistyki czy czegos tam, do pana
wierzbickiego... kolejny komorkowy... rozmawialam przeszlo siedem minut.
dowiedzialam sie, ze umowe pospiszemy o godz 17, ze mam przyjechac do ratusza,
bo tam firma bedzie miala spotkanie...