feminasapiens
06.03.08, 11:08
Jestem fanką obu programów, ale zauważam duże różnice (abstrahując
od różnicy w formułach, bo nie o tym chcę teraz pisać) w doborze
pokazywanych tancerzy.
W programie Wade Robsona widziałam całe rzesze FANTASTYCZNIE
tańczących młodych ludzi, ciężko było wybrać kogoś do odpadnięcia z
programu.
W YCD - mówię o polskim wydaniu bo innych nie oglądałam - pokazano
nam setki (tysiące?) osób czekających na castingach i z tego np. w I
odcinku II edycji kilka(!) osób zebranych z castingów w dwóch
miastach.
Czy naprawdę z tej ogromnej liczby osób nie dało się wybrać
kilkudziesięciu, które umieją fajnie/dobrze/super tańczyć?!
Nie mówię, że wszyscy mieliby dostać bilet do nast. etapu, bo
wiadomo że budżet ograniczony, ale chociaż pokazać ich w TV.
Przecież po to jest ten program. Oglądamy go żeby zobaczyć ludzi
którzy pięknie/wspaniale/porywająco tańczą, czyż nie?
We wczorajszym odcinku pokazano w sumie chyba kilkanaście osób, z
czego kilkoro pobieżnie, a troje czy czworo to byli
ewidentni "kosmici", których się fajnie ogląda, ale tak naprawdę nie
dla ich tańca.
Odcinek mimo wszystko był dobrze zrobiony, ubarwianie programu
historiami z życia ludzi - bardzo Ok.
Jedno tylko zastrzeżenie: za mało dance w U Can Dance.
Kto oglądał Wade Robson Project, wie o co mi chodzi.
Co o tym sądzicie?