mimigotka1
07.09.10, 10:54
Pisałam tu w innym wątku - pozwoliłam odejśc facetowi, który patrzył we mnie jak w obrazek, postawiłam na swoje uporządkowane życie, nie chciałam zaszeleć. Zaproponowałam mu swoją obecność, zaangażowanie i pomoc (jest w dosyć trudnym momencie życiowym w sensie zawodowym i finansowym) - jednym słowem- przyjaźń. Wyszedł ode mnie tydzień temu po rozmowie i cisza. Nie piszę, nie pytam, nie naciskam, ale tęsknie. Dlatego pisze tu. Wiem, że mam ogarnięte swoje życie i nie powinnam się wkręcać. Wiem, że nie bez powodu wybrałam inaczej, nie zdecydowałam się być z nim, to ja powinnam być tą silniejszą bo to ja miałam "jaja" żeby podjąc za niego decyzje (on sam by tkwił tym dziwnym "układzie" następne 3 lata zapewne twierdzać, że musi na mnie czekać i że nic innego go nie interesuje).
Och, no czyli jest tak: wiem dlaczego sie nie odzywa - sama bym sie nie odzywala. Ale tak bardzo bym chciała wiedziec, czy przemówi jeszcze? minął tydzien a ja marudze jakbym sie już szamotała z tym rok... Tragedia :) Dzięki tym, którzy przeczytali ;)