gulu-gulu-gulu
16.06.08, 19:13
Odwiedziłem wczoraj piotrkowskiego Mc Donaldsa po kilku latach nie bytności w takich knajpach. Po prostu miałem ochotę na kotlet z psa II kategorii pomielonego razem z budą i z suką. I tu moja nazwa hamburgera cytowana za filmem "Psy" Pasikowskiego dużo nie odbiega od rzeczywistości. Złożyłem już zamówienie i grzecznie czekałem w kolejce na odbiór kanapki wśród sporej grupy zgłodniałych klientów. Wszystko przebiegało w miłej atmosferze, aż o zgrozo zobaczyłem młodą pracownicę Mc dodającą właśnie kotlety do smażenia z opakowania zbiorczego, czyli z jakiegoś wora. Wyszło jej to dość nie zgrabnie i jeden kotlecik upadł jej na podłogę. Zaczekałem na jej reakcje, co zrobi, a ona swobodnie kopła kotlecika pod regał, w którym smażyły się hamburgery. To i tak chyba lepsze rozwiązanie niż miałaby go z powrotem dać do smażenia. Ale to wszystko dzieje się na oczach klientów!!!! Może jest w Piotrkowie jakaś służba np. Sanepid, która zajmuje się kwestią żywienia w takich lokalach? Może jakiś kontrola, może ten nieszczęsny kotlecik tam jeszcze leży? Ja odebrałem swojego kotleta za 6,90 PLN i z mieszanymi odczuciami kulinarnymi go skonsumowałem. Chyba zrobię sobie przerwę na kilka lat od Mc. pomyślcie o setkach dzieci jedzących tam kanapki i lody, oby nie było za późno, i higiena w Mc się poprawiła.