iktoto 10.08.10, 21:50 Homilie, które tutaj będę zamieszczać są autorstwa o. Włodzimierza Zatorskiego z Tyńca, za Jego zgodą monika Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
iktoto Czytania na każdy dzień- wtorek, 10.08.2010 10.08.10, 21:53 (Mdr 3,1-9) A dusze sprawiedliwych są w ręku Boga i nie dosięgnie ich męka. Zdało się oczom głupich, że pomarli, zejście ich poczytano za nieszczęście i odejście od nas za unicestwienie, a oni trwają w pokoju. Choć nawet w ludzkim rozumieniu doznali kaźni, nadzieja ich pełna jest nieśmiertelności. Po nieznacznym skarceniu dostąpią dóbr wielkich, Bóg ich bowiem doświadczył i znalazł ich godnymi siebie. Doświadczył ich jak złoto w tyglu i przyjął ich jak całopalną ofiarę. W dzień nawiedzenia swego zajaśnieją i rozbiegną się jak iskry po ściernisku. Będą sądzić ludy, zapanują nad narodami, a Pan królować będzie nad nimi na wieki. Ci, którzy Mu zaufali, zrozumieją prawdę, wierni w miłości będą przy Nim trwali: łaska bowiem i miłosierdzie dla Jego wybranych. (2 Kor 9,6-10) Tak bowiem jest: kto skąpo sieje, ten skąpo i zbiera, kto zaś hojnie sieje, ten hojnie też zbierać będzie. (7) Każdy niech przeto postąpi tak, jak mu nakazuje jego własne serce, nie żałując i nie czując się przymuszonym, albowiem radosnego dawcę miłuje Bóg. (8) A Bóg może zlać na was całą obfitość łaski, tak byście mając wszystkiego i zawsze pod dostatkiem, bogaci byli we wszystkie dobre uczynki (9) według tego, co jest napisane: Rozproszył, dał ubogim, sprawiedliwość Jego trwa na wieki. (10) Ten zaś, który daje nasienie siewcy, i chleba dostarczy ku pokrzepieniu, i ziarno rozmnoży, i zwiększy plon waszej sprawiedliwości. (Ps 112, 1-2.5-9) REFREN: Mąż sprawiedliwy obdarza ubogich Błogosławiony człowiek, który się boi Pana i wielką radość znajduje w jego przykazaniach. Potomstwo jego będzie potężne na ziemi, dostąpi błogosławieństwa pokolenie prawych. Dobrze się wiedzie człowiekowi, który z litości pożycza i swymi sprawami zarządza uczciwie. Sprawiedliwy nigdy się nie zachwieje i pozostanie w wiecznej pamięci. Nie przelęknie się złej nowiny, jego mocne serce zaufało Panu. Jego wierne serce lękać się nie będzie i spojrzy z wysoka na swych przeciwników. Rozdaje i obdarza ubogich, jego sprawiedliwość będzie trwała zawsze, wywyższona z chwałą będzie jego potęga (J 12,24) Kto by chciał mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. (J 12,24-26) Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. (25) Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. (26) A kto by chciał Mi służyć, niech idzie na Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec. Odpowiedz Link
iktoto Homilia 10.08 10.08.10, 21:54 10.08. – Świętego Wawrzyńca 2 Kor 9,6–10; Ps 112,1–2.5–9 J 12,24–26 Radosnego dawcę miłuje Bóg (2 Kor 9,7). Dawać i to w radości! – tego pragnie Bóg. Dla nas często heroizmem jest samo dawanie. A tu jeszcze trzeba dawać w radości! Otóż dar i radość z dawania są ze sobą ściśle związane. Jeżeli ktoś daje, ale boli go to, to jego dar jest niejako na siłę. Coś go do tego daru przymusza. W najlepszym przypadku idea, norma, wewnętrzny nakaz, którego jeszcze w pełni nie zaakceptował. Daje, ale jeszcze jego serce pożąda tego, co daje. Brak mu wewnętrznej wolności dawania. Sam przedmiot darowany jeszcze go więzi. Jego życie za bardzo jest jeszcze związane z przedmiotami i wartościami, jakie tutaj spotyka. Pan Jezus opowiada nam szereg przypowieści, w których ukazuje nam, że to wszystko nie jest prawdziwie nasze, bo wcześniej czy później zostanie nam zabrane. Ostatecznie śmierć ogołoci nas z tego wszystkiego. Nasze prawdziwe dobra znajdują się w niebie. Przypomina się w tym momencie bardzo kontrowersyjna przypowieść o nieuczciwym rządcy, który gdy się dowiedział, że będzie musiał zdać swój urząd innemu, zaczął zabiegać o ludzką życzliwość. Okazuje się, że ona jest wartością trwalszą od wszelkiego dobra. Zauważmy, że nie starał się ukraść coś z dóbr swego Pana, aby potem móc z nich korzystać, ale właśnie starał się o życzliwość ludzi kosztem dóbr swojego pana. I tę zapobiegliwość pochwalił Pan Jezus! W samym darze nie najważniejszy jest przedmiot przekazywany, ale to, co się dokonuje pomiędzy dawcą, a obdarowanym. Ważniejszy jest gest serca. Przypomnę, że Pan Jezus powiedział w odniesieniu do pokarmów: nic z tego, co z zewnątrz wchodzi do człowieka, nie może uczynić go nieczystym; bo nie wchodzi do jego serca, lecz do żołądka i na zewnątrz się wydala... Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym (Mk 7,18n.20–23). Dar jest prawdziwym darem, gdy wychodzi z serca. Kościół w odniesieniu do modlitwy mówi jeszcze więcej. W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy: Tak więc modlitwa Jezusa kierowana dziękczynieniem objawia nam, w jaki sposób prosić: przed złożeniem daru Jezus zwraca się do Tego, który daje, i daje siebie w swoich darach. Dawca jest cenniejszy niż udzielony dar – On jest „Skarbem”, 478 a jest w Nim serce Jego Syna; dar jest udzielany „jako dodatek” (KKK 2604) Por. Mt 6, 21. 33.. „Dawca jest cenniejszy niż udzielony dar – On jest „Skarbem””. Podobnie jest i z nami. Bóg nie pragnie niczego od nas, On pragnie nas samych. Nasz dar jest znakiem ofiarowania siebie. Taki sens mają wszystkie ofiary składane Bogu. Jedyną prawdziwą ofiarą jest ofiara z siebie samego. Dlatego też: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne (J 12,24n). „Nienawiść życia na tym świecie” nie oznacza nienawiści w naszym sensie tego słowa. Jest to żydowski idiom. Oznacza on preferencję: Kochać lub nienawidzić życia znaczy tyle, co bardziej cenić życie lub mniej cenić życie na tym świecie w zestawieniu z obietnicą Chrystusa. W logice daru można to samo powiedzieć następująco: Kto dając Bogu pragnie jednak z tego daru wyłączyć siebie, właściwie nic nie dał i pozostaje martwy. Kto jednak dając, daje siebie samego aż do daru z własnego życia, złożył właściwy dar, który zostanie przyjęty i przez to nagrodzony życiem. Święty Wawrzyniec prawdziwie dał i to do końca. Odpowiedz Link
iktoto Homilia 19 Sr 2 10.08.10, 21:55 19. Środa 2 Ez 9,1–7;10,18–22; Mt 18,15–20 Prorok Ezechiel ponownie przedstawił wizję chwały Bożej. Tym razem jednak związaną z Jerozolimą i świątynią. Jednak, podobnie jak w wizji nad rzeką Kebar, wizja ta ukazuje, że Bóg jest Bogiem osób, a nie miejsca. Sam każe zbezcześcić swoją świątynię, napełniając ją trupami ludzkimi. Ta wizja urzeczywistniła się potem po zdobyciu Jerozolimy przez wojska babilońskie. Świątynia została przez nie zbezczeszczona i zrujnowana. Podobnie stało się z ludźmi, którzy schronili się w Jerozolimie i świątyni. Prorok Jeremiasz powiedział kiedyś: Może jaskinią zbójców stał się w waszych oczach ten dom, nad którym wzywano mojego imienia? Ja [to] dobrze widzę – wyrocznia Pana (Jr 7,11). Wizja Ezechiela mówi, że stało się tak na skutek Bożej woli. Jednak sąd nad przewrotnym miastem nie może jednakowo traktować ludzi przewrotnych i autentycznie pobożnych, którzy nie zgadzają się z tym, co się działo, i nad tym boleją. Bóg poleca naznaczyć na ich czołach literę TAW, ostatnią literę alfabetu hebrajskiego, która jest pierwszą literą słowa Tora, czyli Prawo, a w starym fonetycznym zapisie przypomina znak krzyża, jaki kapłan robi na czole chrzczonego. Owi „wzdychający i biadający nad wszystkimi obrzydliwościami w niej popełnianymi” są typem późniejszych „błogosławionych, którzy się smucą”. Wizja ukazuje, że Bóg nie ma względu na żadne miejsce, a także nie ma względu na żadnego człowieka, ale są mu mili ci, którzy słuchają Go i wypełniają Jego wolę. Ezechiel potem powie, że każdy osobiście odpowie za swoje grzechy: Syn nie ponosi odpowiedzialności za winę swego ojca ani ojciec – za winę swego syna (Ez 18,20). Tym samym znika odpowiedzialność zbiorowa. Jednak istnieje odpowiedzialność wzajemna w miłości. Właśnie o tej prawdzie mówi Pan Jezus w Ewangelii: Gdy brat twój zgrzeszy, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi! A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik! (Mt 18,15–17). Dla Jezusa więź miłości jest najważniejsza. Właśnie w miłości jesteśmy odpowiedzialni za zło czynione przez innych. Niezmiernie ważny jest porządek braterskiego napomnienia: wpierw w cztery oczy, czyli dyskretnie, potem z kimś innym, także w dyskrecji, a dopiero na końcu – jeśli winny nie usłucha – można donieść Kościołowi. Celem napomnienia jest „pozyskanie brata”, czyli miłość braterska. Jedynie wówczas, gdy ktoś tę miłość odrzuca i nie chce zaniechać zła, trzeba się od niego odciąć. Następny akapit od strony pozytywnej pokazuje moc miłości braterskiej: Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich (Mt 18,19n). Siłą miłości jest obecność Jezusa i Jego włączenie się w naszą prośbę. W tym się streszcza tajemnica Kościoła, wspólnoty uczniów Chrystusa w Jego miłości. Eucharystia właśnie to realizuje przez komunię w Chrystusie. Odpowiedz Link
iktoto Czytania na każdy dzień- środa, 11.08.2010 11.08.10, 20:46 Wspomnienie św. Klary, dziewicy (Ez 9,1-7;10,18-22) Pan wołał donośnie, tak że ja słyszałem: Zbliżcie się, straże miasta, każdy z niszczycielską bronią w ręku! I oto przybyło sześciu mężów drogą od górnej bramy, położonej po stronie północnej, każdy z własną niszczycielską bronią w ręku. Wśród nich znajdował się pewien mąż, odziany w lnianą szatę, z kałamarzem pisarskim u boku. Weszli i zatrzymali się przed ołtarzem z brązu. A chwała Boga izraelskiego uniosła się znad cherubów, na których się znajdowała, do progu świątyni. Następnie zawoławszy męża odzianego w szatę lnianą, który miał kałamarz u boku, Pan rzekł do niego: Przejdź przez środek miasta, przez środek Jerozolimy i nakreśl ten znak TAW na czołach mężów, którzy wzdychają i biadają nad wszystkimi obrzydliwościami w niej popełnianymi.. Do innych zaś rzekł, tak iż słyszałem: Idźcie za nim po mieście i zabijajcie! Niech oczy wasze nie znają współczucia ni litości! Starca, młodzieńca, pannę, niemowlę i kobietę wybijajcie do szczętu! Nie dotykajcie jednak żadnego męża, na którym będzie ów znak. Zacznijcie od mojej świątyni! I tak zaczęli od owych starców, którzy stali przed świątynią. Następnie rzekł do nich: Zbezcześćcie również świątynię, dziedzińce napełnijcie trupami! Wyszli oni i zabijali w mieście. A chwała Pańska odeszła od progu świątyni i zatrzymała się nad cherubami. Cheruby rozwinęły skrzydła i uchodząc uniosły się z ziemi na moich oczach, a koła z nimi. Zatrzymały się w wejściu wschodniej bramy świątyni Pańskiej, a chwała Boga izraelskiego spoczywała nad nimi u góry. Była to ta sama istota żywa, którą pod Bogiem izraelskim oglądałem nad rzeką Kebar, i poznałem, że były to cheruby. Każdy miał po cztery oblicza i cztery skrzydła, a pod skrzydłami coś w rodzaju rąk ludzkich. Wygląd ich twarzy był podobny do tych samych twarzy, które widziałem nad rzeką Kebar. Każdy poruszał się prosto przed siebie. (Ps 113,1-6) REFREN: Ponad niebiosa sięga chwała Pana Chwalcie słudzy Pańscy, chwalcie imię Pana. Niech imię Pana będzie błogosławione, teraz i na wieki. Od wschodu do zachodu słońca, niech będzie pochwalone imię Pana. Pan jest wywyższony nad wszystkie ludy, ponad niebiosa sięga Jego chwała. Kto jest jak nasz Pan Bóg, co ma siedzibę w górze, i w dół spogląda na niebo i na ziemię? (2 Kor 5,19) W Chrystusie Bóg pojednał świat z sobą, nam zaś przekazał słowo jednania. (Mt 18,15-20) Jezus powiedział do swoich uczniów: Gdy brat twój zgrzeszy , idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi! A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik! Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. Dalej, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich. Odpowiedz Link
iktoto Homilia 19 Czw 2 11.08.10, 20:47 19. Czwartek 2 Ez 12,1–12; Mt 18,21–19,1 Synu człowieczy, mieszkasz wśród ludu opornego, który ma oczy na to, by widzieć, a nie widzi, i ma uszy na to, by słyszeć, a nie słyszy, ponieważ jest ludem opornym (Ez 12,1). Ta sytuacja nieustannie się powtarza. Za czasów Pana Jezusa też tak było. Nauczał ich w przypowieściach, bo stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem nie rozumieli: i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił (Mt 13,15). Dzisiaj, wydaje się, jest zupełnie podobnie. Mamy oczy i uszy, a nie widzimy i nie słyszymy. Dlaczego?! Mieszkańców Jerozolimy czekało wygnanie i niewola, co Ezechiel będący na wygnaniu pokazał obrazowo. Jednak powód, dla którego Bóg nie dał ratunku Judejczykom, bardziej jednoznacznie wypowiedział prorok Jeremiasz, który w tym czasie był w Jerozolimie. Ludzie możni ze względu na własny interes trzymali swoich rodaków w niewoli dłużej, niż przewidywało Prawo. W chwili niebezpieczeństwa na polecenie króla zwolnili ich, ale skoro niebezpieczeństwo minęło na chwilę, znowu ich sprowadzili jako niewolników (zob. Jr 34,8–22). Zachłanność na dobra, jakie daje świat, zaćmiewa oczy i zatyka uszy. Człowiek staje się niezdolny do widzenia i słuchania. O podobnej sytuacji mówi przypowieść z Ewangelii. Człowiek bogaty, który stał się niewypłacalny, uzyskał od króla odroczenie spłaty długu. Doświadczył miłosierdzia. Sam jednak w stosunku do własnego dłużnika, który był mu winien stosunkowo niewielką kwotę, nie umiał takiego miłosierdzia okazać. Widać, jak nawet doświadczenie zagrożenia własnego życia i życia całej rodziny zupełnie nie przemówiło do niego. Siła przykucia do dóbr tego świata jest ogromna, większa niż sobie z tego zdajemy sprawę. Przypomina sytuację nałogu, kiedy człowiek nie jest w stanie zapanować nad własną pożądliwością. Uzależnić się można właściwie od wszystkiego, nie tylko od używek, ale także od pragnienia posiadania, od rozrywki, słodyczy, Internetu, władzy, sławy… To wszystko są dobra tego świata, które całkowicie potrafią zawładnąć człowiekiem i zaślepić na prawdziwe dobro. Każdy z nas nosi w sobie tajemnicę sumienia, w którym przemawia do nas Bóg. Jeżeli nie słuchamy tego głosu, tracimy to, co jest w nas najważniejsze, nie stajemy się prawdziwie sobą. Jesteśmy jak marionetki w ręku własnych namiętności. Finał takiego życia zawsze jest tragiczny. Widać to po historii ludzkości. Kiedyś ks. Tischner zapytał, czy zawsze trzeba tragedii i nieszczęścia, abyśmy zaczęli myśleć. Niewola babilońska była właśnie takim nieszczęściem, które doprowadziło Izraela do myślenia. Właśnie w niewoli nastąpiło odrodzenie religijne. W okresie niewoli zredagowano najważniejsze księgi Starego Testamentu, a po powrocie do Jerozolimy wiele problemów wcześniejszych się skończyło. Nie było już słychać wówczas zupełnie o żadnej czci oddawanej innym bogom. Odpowiedz Link
iktoto Czytania na każdy dzień- czwartek, 12.08.2010 12.08.10, 20:15 (Ez 12,1-12) Pan skierował do mnie te słowa: Synu człowieczy, mieszkasz wśród ludu opornego, który ma oczy na to, by widzieć, a nie widzi, i ma uszy na to, by słyszeć, a nie słyszy, ponieważ jest ludem opornym. Synu człowieczy, przygotuj sobie rzeczy na drogę zesłania, za dnia i na ich oczach, i na ich oczach wyjdź z miejsca twego pobytu na inne miejsce. Może to zrozumieją, chociaż to lud zbuntowany. Wynieś swoje tobołki, jak tobołki zesłańca, za dnia, na ich oczach, i wyjdź wieczorem - na ich oczach - tak jak wychodzą zesłańcy. Na ich oczach zrób sobie wyłom w murze i wyjdź przez niego! Na ich oczach włóż tobołek na swoje barki i wyjdź, gdy zmierzch zapadnie. Zasłoń twarz, abyś nie widział kraju, albowiem ustanawiam cię znakiem dla pokoleń izraelskich. I uczyniłem tak, jak mi rozkazano: tobołki wyniosłem za dnia, jak tobołki zesłańca, wieczorem uczyniłem sobie rękami wyłom w murze, wyszedłem w mroku i na ich oczach włożyłem [tobołek] na barki. Rano skierował Pan do mnie te słowa: Synu człowieczy, czy dom Izraela, lud zbuntowany, zapytał się: Co ty robisz? Powiedz im: Tak mówi Pan Bóg: Ta przepowiednia odnosi się do władcy, będącego w Jerozolimie, i do całego domu Izraela, który tam się znajduje. Powiedz: Jestem dla was znakiem. Podobnie jak ja uczyniłem, tak się wam stanie: Pójdą na zesłanie, w niewolę. Władca, który znajduje się wśród nich, włoży na ramiona [tobołki] w mroku i wyjdzie; zrobią wyłom w murze, aby mógł przez niego przejść, zasłoni on twarz, aby swymi oczami nie widział kraju. (Ps 78,56-59.61-62) REFREN: Wielkich dzieł Boga nie zapominajmy Wystawiali na próbę i drażnili Boga Najwyższego, i Jego przykazań nie strzegli. Odstępowali zdradziecko, jak ich ojcowie, byli niepewni, jak łuk, który zawodzi. Rozgniewali go swoim bałwochwalstwem na wzgórzach, wzniecali Jego zazdrość rzeźbionymi bożkami. Bóg usłyszał i zapłonął gniewem, i gwałtownie odepchnął Izraela. Oddał swoją moc w niewolę, a swą chwałę w ręce nieprzyjaciół. Wydał pod miecz swój naród, wybuchł gniewem na swoje dziedzictwo. (Ps 119,135) Okaż swemu słudze światło swego oblicza i naucz mię Twoich ustaw. (Mt 18,21-19,1) Piotr zbliżył się do Jezusa i zapytał: Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy? Jezus mu odrzekł: Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy. Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał rozliczyć się ze swymi sługami. Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który mu był winien dziesięć tysięcy talentów. Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby tak dług odzyskać. Wtedy sługa upadł przed nim i prosił go: Panie, miej cierpliwość nade mną, a wszystko ci oddam. Pan ulitował się nad tym sługą, uwolnił go i dług mu darował. Lecz gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: Oddaj, coś winien! Jego współsługa upadł przed nim i prosił go: Miej cierpliwość nade mną, a oddam tobie. On jednak nie chciał, lecz poszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu. Współsłudzy jego widząc, co się działo, bardzo się zasmucili. Poszli i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło. Wtedy pan jego wezwał go przed siebie i rzekł mu: Sługo niegodziwy! Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swoim współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą? I uniesiony gniewem pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu całego długu nie odda. Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu. Gdy Jezus dokończył tych mów, opuścił Galileję i przeniósł się w granice Judei za Jordan. Odpowiedz Link
iktoto Homilia 19 Pt 2 12.08.10, 22:12 19. Piątek 2 Ez 16,59–63; Mt 19,3–12 Uczniów przeraziło prawo odnoszące się do małżeństwa. Jeśli tak ma się sprawa człowieka z żoną, to nie warto się żenić (Mt 19,10). Pan Jezus odpowiedział: Nie wszyscy to pojmują (Mt 19,11). Więzi osobowe mają dla Pana Jezusa największe znaczenie. Właściwie one rozstrzygają o naszym życiu, które jest współistnieniem, wspólnotą życia. Zdanie z Księgi Rodzaju ustanawiające małżeństwo: Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem (Mt 19,5; zob. Rdz 2,24), wyraża samą istotę ludzkiego życia. Nikt nie może żyć w pełni, żyjąc jedynie dla siebie, ale aby osiągnąć pełnię życia ludzkiego, trzeba wejść w więź miłości, więź wzajemnego obdarowania sobą. Od strony każdego potrzebny jest szczery dar z siebie. Rozwód jest wyrazem „zatwardziałości serca” wyrastającej ze skoncentrowania się na sobie i własnym dobru. Taka postawa jest w istocie brakiem miłości, a wobec ślubu miłości złożonego wobec Boga jest zdradą miłości. Prawdziwą miłość może zapewnić jedynie wierność i wytrwałość. One też są najważniejszymi cnotami moralnymi w Ewangelii. Wierność i wytrwałość stają się szkołą prawdziwego życia w królestwie Bożym. Jedynym „zwolnieniem” z wierności jest „nierząd”. Oznacza on jakąś zasadniczą nieprawidłowość więzi małżeńskiej, której Pan Jezus na tym miejscu nie precyzuje. Jednak najprawdopodobniej oznacza on jakieś oszustwo i zdradę miłości. W dzisiejszej Ewangelii nierozerwalność miłości odnosi Pan Jezus do małżeństwa. Jednak o wiele bardziej odnosi się ona do naszej więzi z Bogiem. O tym z kolei pisze prorok Ezechiel. Z jednej strony Bóg wyrzuca Izraelowi zerwanie przymierza, co w konsekwencji doprowadziło do niewoli babilońskiej, z drugiej jednak sam pozostaje wierny: wspomni na swoje przymierze i ponadto zawrze przymierze wieczyste. Bóg obiecuje przebaczenie i przez nie odnowę życia. Więź z Bogiem jest wzorowana na więzi miłości małżeńskiej właśnie dlatego, że jest ona więzią bardzo głęboką i obejmującą nas całkowicie. Tylko przez wierność i wytrwałość w miłości można naprawdę poznać Boga, podobnie jak jedynie w wierności miłości można poznać prawdziwie współmałżonka. Brak wierności lub wytrwałości uniemożliwia w pełni poznanie Boga i poznanie drugiego człowieka. W życiu małżeńskim i w życiu konsekrowanym obowiązuje ta sama zasada wierności i wytrwałości jako niezbędnych warunków osiągnięcia życia. Odpowiedz Link
iktoto Czytania na każdy dzień- piątek, 13.08.2010 13.08.10, 11:37 (Ez 16,59-63) To mówi Pan Bóg: Postąpię z tobą tak, jak ty postępowałaś, ty, któraś złamała przysięgę i zerwała przymierze. Ja jednak wspomnę na przymierze, które z tobą zawarłem za dni twojej młodości, i ustanowię z tobą przymierze wieczne. Ty zaś ze swej strony wspomnisz na swoje postępowanie i zawstydzisz się, kiedy przyjąwszy siostry twoje tak starsze, jak młodsze od ciebie, dam ci je za córki w myśl zawartego z tobą przymierza. Odnowię bowiem moje przymierze z tobą i poznasz, że Ja jestem Pan, abyś pamiętała i wstydziła się, i abyś ze wstydu ust swoich nie otwarła wówczas, gdy ci przebaczę wszystko, coś uczyniła - mówi Pan Bóg. (Ps: Iz 12,2-6) REFREN: Gniew Twój ustąpił, w Tobie mam pociechę Oto Bóg jest moim zbawieniem, będę miał ufność i bać się nie będę. Bo Pan jest moją mocą i pieśnią, On stał się dla mnie zbawieniem. Wy zaś z weselem czerpać będziecie wodę ze zdrojów zbawienia. Chwalcie Pana, wzywajcie Jego imienia. Dajcie poznać Jego dzieła między narodami, przypominajcie, że wspaniałe jest imię Jego. Śpiewajcie Panu, bo uczynił wzniosłe rzeczy, niech to będzie wiadome po całej ziemi. Wznoś okrzyki i wołaj z radości, mieszkanko Syjonu, bo wielki jest pośród ciebie Święty Izraela. (1 Tes 2,13) Przypomnijcie słowo Boże nie jako słowo ludzkie, ale jak jest naprawdę: jako słowo Boga. (Mt 19,3-12) Faryzeusze przystąpili do Jezusa, chcąc Go wystawić na próbę, i zadali Mu pytanie: Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu? On odpowiedział: Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę? I rzekł: Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela. Odparli Mu: Czemu więc Mojżesz polecił dać jej list rozwodowy i odprawić ją? Odpowiedział im: Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych pozwolił wam Mojżesz oddalać wasze żony, lecz od początku tak nie było. A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę - chyba w wypadku nierządu - a bierze inną, popełnia cudzołóstwo. I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo. Rzekli Mu uczniowie: Jeśli tak ma się sprawa człowieka z żoną, to nie warto się żenić. Lecz On im odpowiedział: Nie wszyscy to pojmują, lecz tylko ci, którym to jest dane. Bo są niezdatni do małżeństwa, którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje! Odpowiedz Link
iktoto Homilia 19 Sob 2 13.08.10, 22:19 19. Sobota 2 Ez 18,1–10.13b.30–32; Mt 19, 13–15 Ja nie mam żadnego upodobania w śmierci – wyrocznia Pana Boga. Zatem nawróćcie się, a żyć będziecie (Ez 18,32). Bóg nie ma żadnego upodobania w śmierci. Pragnie, byśmy żyli. Mało tego, robi wszystko, abyśmy żyli. Dlatego wzywa nas do nawrócenia i „utworzenia nowego serca”. Później Pan Jezus pięknie zilustruje tę prawdę głoszoną przez proroka Ezechiela przypowieścią o „miłosiernym ojcu”. Bardzo ważna jest tutaj zasada odpowiedzialności każdej osoby za swoje czyny. Wcześniej obowiązywała – i jeszcze długo potem także – zasada odpowiedzialności zbiorowej całej rodziny za czyny jej członków. Tak było np. na pustyni, kiedy Izrael wędrował z Egiptu. Zasada odpowiedzialności indywidualnej jest pewnym przełomem w myśleniu etycznym tamtych czasów. Sama niewola babilońska była rozumiana jako kara za winy ojców. Od tego momentu Bóg mówi: będę was sądził, każdego według jego postępowania – wyrocznia Pana Boga (Ez 18,30). Indywidualna odpowiedzialność stwarza zupełnie nową sytuację w relacjach międzyludzkich. Rodzina przestaje być klanem, a staje się miejscem wzrastania w człowieczeństwie. To jednak nie oznacza, że jednostka staje się swoistym absolutem, jak to się stało w czasach nowożytnych. Wolność i odpowiedzialność jednostki pociąga za sobą innego rodzaju więzi między ludźmi. Więzi wyrastające z wolnego wyboru. Kropkę nad „i” postawi Pan Jezus, kiedy powie, że Jego matką i [...] braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je (Łk 8,21). Nowa rodzina jest wspólnotą wybranego zakorzenienia w Bogu. Pamiętajmy, że chodzi o prawdziwe zakorzenienie, a nie jedynie o deklaracje. W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus wskazuje nam dziecko, które do Niego przynoszono: Dopuście dzieci i nie przeszkadzajcie im przyjść do Mnie; do takich bowiem należy królestwo niebieskie (Mt 19,15). Niemowlę – przynoszone(!) – całkowicie zdane na rodziców jest wzorem naszego oddania się Panu Jezusowi. On pragnie naszego zbawienia, ale nie może tego w nas dokonać bez naszego całkowitego zawierzenia Mu. Jesteśmy wolni i tylko pozwalając Mu działać w nas, otwieramy się na Królestwo Boże. Należy ono do takich, którzy całkowicie Mu zawierzyli. Nie da się go zdobyć własnym wysiłkiem, ono jest tajemnicą działania Chrystusa w naszym sercu. Odpowiedz Link
iktoto Czytania na każdy dzień- sobota, 14.08.2010 14.08.10, 21:38 Wspomnienie św. Maksymiliana Marii Kolbego, prezbitera i męczennika (Ez 18,1-10.13b.30-32) Pan skierował do mnie te słowa: Z jakiego powodu powtarzacie między sobą tę przypowieść o ziemi izraelskiej: Ojcowie jedli zielone winogrona, a zęby ścierpły synom? Na moje życie - wyrocznia Pana Boga. Nie będziecie więcej powtarzali tej przypowieści w Izraelu. Oto wszystkie osoby są moje: tak osoba ojca, jak osoba syna. Są moje. Umrze tylko ta osoba, która zgrzeszyła. Ktokolwiek jest sprawiedliwy i przestrzega prawa i sprawiedliwości, kto nie jada mięsa z krwią i oczu nie podnosi ku bożkom domu Izraela, nie bezcześci żony bliźniego, nie zbliża się do żony w okresie jej nieczystości, nie krzywdzi nikogo, zwraca zastaw dłużnikowi, nie popełnia rozboju, łaknącemu udziela swego chleba, nagiego przyodziewa szatą, nie uprawia lichwy, nie żąda odsetek, odsuwa swą rękę od nieprawości, sprawiedliwie rozsądza między jednym człowiekiem a drugim, stosuje się do moich ustaw i zachowuje wiernie moje przykazania, postępując uczciwie - ten na pewno żyć będzie - wyrocznia Pana Boga. Lecz jeśliby zrodził syna gwałtownika i rozlewającego krew, winnego jednej z tych zbrodni - uprawiał lichwę i żądał odsetek - ten nie będzie żył, bo popełnił wszystkie te bezeceństwa. Ten na pewno umrze, a [odpowiedzialność za] krew jego spadnie na niego samego. Dlatego, domu Izraela, będę was sądził, każdego według jego postępowania - wyrocznia Pana Boga. Nawróćcie się! Odstąpcie od wszystkich waszych grzechów, aby wam już więcej nie były sposobnością do przewiny. Odrzućcie od siebie wszystkie grzechy, któreście popełniali przeciwko Mnie, i utwórzcie sobie nowe serce i nowego ducha. Dlaczego mielibyście umrzeć, domu Izraela? Ja nie mam żadnego upodobania w śmierci - wyrocznia Pana Boga. Zatem nawróćcie się, a żyć będziecie. (Ps 51,12-15.18-19) REFREN: Stwórz, o mój Boże, we mnie serce czyste Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste i odnów we mnie moc ducha. Nie odrzucaj mnie od swego oblicza i nie odbieraj mi świętego ducha swego. Przywróć mi radość z Twojego zbawienia i wzmocnij mnie duchem ofiarnym. Będę nieprawych nauczał dróg Twoich i wrócą do Ciebie grzesznicy. Ofiarą bowiem Ty się nie radujesz i całopalenia, choćbym dał, nie przyjmiesz. Boże moją ofiarą jest duch skruszony, pokornym i skruszonym sercem Ty, Boże, nie gardzisz. (Mt 11,25) Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że tajemnice królestwa objawiłeś prostaczkom. (Mt 19,13-15) Przynoszono do Jezusa dzieci, aby włożył na nie ręce i pomodlił się za nie; a uczniowie szorstko zabraniali im tego. Lecz Jezus rzekł: Dopuście dzieci i nie przeszkadzajcie im przyjść do Mnie; do takich bowiem należy królestwo niebieskie. Włożył na nie ręce i poszedł stamtąd. Odpowiedz Link
iktoto Homilia 15.08 14.08.10, 21:40 15.08. – Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny Ap 11,19a; 12,1.3–6a.10ab; 1 Kor 15,20–26; Łk 1,39–55 W Najświętszej Maryi Pannie spotykamy się ze szczególnym misterium, odnajdujemy w Niej to, co w nas ludziach, w każdym z nas najszlachetniejsze; to, co w nas najbardziej autentyczne, naszą najprawdziwszą odpowiedź na fakt bycia stworzonym przez Boga i powołanie do życia z Nim. W Niej jednocześnie to misterium przyjmuje konkretną postać i historię aż po zwieńczenie. Dzisiaj przeżywamy uroczystość, w której czcimy to zwieńczenie, ostateczny tryumf. Ale zanim do tego doszło, Maryja musiała na tym świecie borykać się z wieloma trudnościami. Musiała zderzyć się z grzechem, szczególnie w jego społecznym wymiarze, obecnym zarówno w społeczności religijnej, jak i świeckiej. Ewangelia dzisiejsza mówi o nawiedzeniu Elżbiety. Ta, po pozdrowieniu Maryi, wypowiada do Niej zaskakujące słowa: Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? (Łk 1,42n). Elżbieta w dziwny sposób odkrywa obecność Chrystusa w łonie Maryi. Zauważmy, że w nas także tajemnica Jego obecności istnieje od naszego chrztu! Ktoś może powiedzieć: No tak, ale w Maryi był on fizycznie obecny!... Warto wówczas przypomnieć sobie słowa samego Pana Jezusa w odpowiedzi na wołanie pewnej kobiety: Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś. Lecz On rzekł: Owszem, ale przecież błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je (Łk 11,27n). Po wiekach św. Augustyn powiedział: „Maryja jest o wiele bardziej godna czci przez to, że prawdziwie uwierzyła i stała się Służebnicą Pańską, niż przez to, że fizycznie urodziła Syna Bożego”. Elżbieta w dzisiejszej scenie ewangelijnej mówi do Niej, zwracając uwagę właśnie na Jej zawierzenie Bogu: Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana (Łk 1,45). Na te słowa Elżbiety Maryja wyśpiewuje swoją pieśń uwielbienia – Magnifikat. Dużo by można mówić o tym hymnie. Tutaj warto zwrócić uwagę tylko na jeden moment. Maryja uwielbia w nim szczególną łaskawość Boga, który „spogląda na uniżenie służebnicy”, „głodnych nasyca dobrami, a bogaczy z niczym odprawia”, „Jego miłosierdzie z pokolenia na pokolenie”... Jednak wtedy tej łaskawości jeszcze nie było widać w ludzkim doświadczeniu: Żydzi podlegali niewoli rzymskiej, poniżani i marzący o wolności; ubodzy ludzie, tak jak dawniej byli okradani przez bogaczy; jedni opływali w dobra, a inni cierpieli głód... Gdzie zatem nasycenie głodnych…?! Tutaj spotykamy się z dziwną zdolnością Maryi widzenia prawdy w jej ostatecznym wymiarze, który może stać w całkowitej opozycji do chwilowego doświadczenia tu, na ziemi. Hymn Maryi przypomina błogosławieństwa, jakie wypowiedział Pan Jezus w Kazaniu na górze: błogosławieni ubodzy, cisi, płaczący, prześladowani... Dla nas są one jeszcze wielką nadzieją i ufnością, a Maryja już śpiewała pieśń pochwalną, tak jak gdyby to wszystko się już spełniło. Jest to szczególny dar widzenia prawdy w jej pełni i zrealizowaniu, prawdy, która nie daje się zwieść pozorom ziemskich ocen. Chrześcijanin jest człowiekiem, który już żyje rzeczywistością niebieskiej ojczyzny, choć jeszcze czeka go długa droga ziemskiej pielgrzymki. Obietnica i nadzieja dana nam przez zmartwychwstanie Chrystusa jest mocniejsza niż wszelkie doczesne doświadczenia. Wszystko bowiem tutaj na ziemi przemija i kończy się śmiercią. On natomiast, zmartwychwstając, daje nam życie na wieki – prawdziwe życie. Czymże jest wobec niego to, co tylko przelotne? Maryja ma w sobie ten realizm ostateczny. Na Jej przykładzie także uczymy się, że właśnie realizm ostateczny jest solidniejszy od wszystkiego innego. Ona nas wyprzedza w naszym udziale w zrealizowaniu się królestwa Jej Syna, tak samo jak nas wyprzedzała w wierze: zanim ktokolwiek uwierzył w to niepojęte Boże objawienie się w Jej Synu, Ona już kroczyła drogą wiary. Kiedy uczniowie się rozproszyli po śmierci Pana, Ona zdawała najtrudniejszy egzamin z wiary, zdała go i dlatego stała się naszą Matką w wierze. Ona konsekwentnie szła za swoim Synem. Dlatego do niej – jako tej, która poszła zaraz za Chrystusem jako pierwsza z ludzi właśnie dzięki swojemu pełnemu zawierzeniu Bogu – odnosimy słowa św. Pawła: I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni, lecz każdy według własnej kolejności. Chrystus jako pierwszy, potem ci, co należą do Chrystusa, w czasie Jego przyjścia (1 Kor 15,22n). Uzyskała udział w tej pełnej prawdzie, którą wyznawała w swoim hymnie uwielbienia i którą zawsze wyżej stawiała niż cokolwiek. Życie wieczne nie jest bowiem powrotem do naszego życia, ale życiem nowym, całkowicie odnowionym przez Boga, życiem takim, jakim je On zamyślił i stworzył. Scena z Apokalipsy, która otwiera dzisiejsze czytania, jest wizją ukazującą prawdę tego, co się wydarzyło, co się dzieje i jaki jest tego ostateczny sens – prawdę w jej ostatecznym sensie. W ikonografii Kościoła przedstawia się Niepokalane Poczęcie Najświętszej Marii Panny jako Niewiastę stojącą na księżycu, mającą gwiazdy wokół głowy. To właśnie z tej wizji. Niewiasta to Maryja, ale jako obraz Kościoła. Ona urodziła Syna, ale to Kościół rodzi Syna. Nasza Eucharystia, a w niej konsekracja, jest „rodzeniem Chrystusa” dla nas i w nas, co się dokonuje przez komunię. Smok, jego zaciekła walka i chęć pożarcia Dziecka to obraz prawdy o walce z szatanem. Walka toczy się w całej historii, ale zarazem w sercu każdego z nas. Jest niebezpieczna, a potęga smoka wydaje się przemagać, ale I zostało porwane jej Dziecię do Boga i do Jego tronu. A Niewiasta zbiegła na pustynię, gdzie miejsce ma przygotowane przez Boga, I usłyszałem donośny głos mówiący w niebie: «Teraz nastało zbawienie, potęga i królowanie Boga naszego i władza Jego Pomazańca (Ap 12,5n). Apokalipsa, wbrew potocznej opinii, jest księgą pocieszenia. Ukazuje pozytywny finał, ukazuje ostateczne zwycięstwo mimo całej okropności świata i trwającej walki. Bóg porywa do swojego tronu dziecię, a Niewieście, czyli Kościołowi w jego najgłębszej istocie, przygotował miejsce na pustyni, miejsce spokojne i bezpieczne, gdzie moc węża– szatana nie sięga. Dzisiejsza uroczystość jest wielką radością, jest naszym wyznaniem ostatecznej prawdy o zwycięstwie Maryi i Kościoła, i naszym zwycięstwie w Kościele, w Mistycznym Ciele Chrystusa. Mamy udział w tym zwycięstwie wtedy, gdy prawdziwie idziemy drogą wiary, karmimy się „chlebem życia” i przyjmujemy Chrystusa w Eucharystii, pozwalając, by się On w nas narodził i nas przemieniał. Odpowiedz Link
iktoto Homilia 20 Pn 2 16.08.10, 10:14 20. Poniedziałek 2 Ez 24,15–24; Mt 19,16–22 Synu człowieczy, oto zabieram ci nagle radość twych oczu, ale nie lamentuj ani nie płacz, ani nie pozwól, by płynęły ci łzy (Ez 24,16). Ezechiel ponownie staje się znakiem dla Izraela. Umiera mu żona. Ta śmierć jest symbolem zniszczenia i zhańbienia świątyni. Bóg nie pozwala mu lamentować publicznie, ale każe przeżyć ten dramat wewnętrznie. Lamentacja ostentacyjna może się zamknąć w zewnętrzności, a tutaj trzeba wewnętrznej przemiany. Tego zasadniczo domaga się Pan Jezus. Rozpoczynając głoszenie Ewangelii, wzywa: Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie (Mt 4,17). Nawrócenie oznacza przemianę serca, czyli przemianę wewnętrzną. W dzisiejszej Ewangelii zasadniczy problem koncentruje się właśnie wokół tego zagadnienia. Bogaty młodzieniec pyta Pana Jezusa: Nauczycielu, co dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne? (Mt 19,16). Logika jest wyraźna: czynić coś, by coś otrzymać. Pan Jezus, wskazując na przykazania, przypomina mu to, co on wiedział od dzieciństwa. Młodzieniec zadeklarował od razu: Przestrzegałem tego wszystkiego, czego mi jeszcze brakuje? (Mt 19,20). Nie wiemy, czy można naprawdę wypełnić przykazanie miłości bliźniego? Jeżeli ograniczy się je do jakichś określonych norm, to pewnie tak, jednak Pan Jezus wskazuje na głębię, której nie jesteśmy w stanie wypełnić. On sam dał swoje życie za życie nasze i polecił nam się miłować, tak jak On nas umiłował. Daleko nam jeszcze do wypełnienia takiego nakazu miłości. Jej miarą jest On sam. Młodzieniec mógł jednak tego jeszcze nie wiedzieć, niemniej w jego postawie Pan Jezus zauważył jakieś lękowe podejście i próbę załatwienia sprawy przez zewnętrzne czyny. Jego problemem był lęk o siebie. Stąd słowa: Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną! (Mt 19,21). Posiadane dobra są dla nas zabezpieczeniem. Dają nam poczucie bezpieczeństwa. Niewątpliwie każdy z nas potrzebuje takiego poczucia. Niemniej powinniśmy mieć w sobie świadomość, że należy „się wpierw starać o królestwo /Boga/ i o Jego Sprawiedliwość, a wówczas wszystko inne będzie wam dodane” (zob. Mt 6,33). Opanowanie przez lęk jest znakiem braku. Pan Jezus ten brak wskazuje młodzieńcowi. Jeszcze się nie uwolnił od tego, co na tym świecie, jeszcze dobra tego świata były dla niego zbyt ważne. Obawiam się, że większość z nas zareagowałaby zupełnie podobnie. Większość z nas zbyt mocno przejmuje się zabezpieczeniem swojej pomyślności i przyszłości na tym świecie. Znajdujemy ku temu bardzo liczne argumenty. Nie chodzi jednak o tak radykalne zalecenie wyzbycia się wszystkiego, co posiadamy. Nasz lęk często zaczyna się od całkiem niewielkich wymagań związanych z ograniczeniami w życiu, nie mówiąc już o jakimś zagrożeniu własnego mienia czy zdrowia. Warto się siebie zapytać, czy rzeczywiście Pan Bóg i Jego królestwo są dla nas najważniejsze? Odpowiedz Link
iktoto Homilia 20 Wt 2 17.08.10, 14:11 20. Wtorek 2 Ez 28,1–10; Mt 19,23–30 Cóż otrzymamy za to, że poszliśmy za Tobą? To pytanie uczniów jest bardzo charakterystyczne. Co otrzymamy w zamian? Troszczymy się o to, byśmy coś mieli. Trzeba powiedzieć, że sama troska o dobro nie jest zła. Powinniśmy dążyć do dobra i je osiągać. Problem polega jednak na tym, że dążymy do tego dobra według swojego wyobrażenia. A w Bożej perspektywie wygląda to zupełnie inaczej. Co innego jest prawdziwym dobrem niż nasze wyobrażenia na ten temat. Podczas niedawnej Uroczystości Wniebowzięcia w Ewangelii czytaliśmy Magnificat, w którym Maryja dziękuje Bogu za wywyższenie pokornych, wzbogacenie ubogich i oddalenie bogatych (Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny). Dzisiaj Pan Jezus potwierdza to innymi słowami: Bogaty z trudnością wejdzie do królestwa niebieskiego (Mt 19,23). Ale widząc zmartwienie uczniów, odpowiada: U ludzi to niemożliwe, lecz u Boga wszystko jest możliwe (Mt 19,26). Nie wejdziemy do królestwa Bożego samodzielnie. Jedynie Bóg może nas do niego wprowadzić. Zawsze będzie to łaska. Jaka zatem jest różnica między ubogimi i bogatymi? Przy zwiastowaniu Najświętszej Maryi Panny anioł powiedział do Niej: Bądź pozdrowiona, pełna łaski (Łk 1,28), natomiast wczoraj podczas uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny czytaliśmy słowa Elżbiety do Maryi: Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana (Łk 1,45). Istnieje przedziwne powiązanie: pełnia łaski i pełnia świętości. Pełnia łaski oznacza, że wszystko, co się posiada, jest od Boga, jest Jego łaską. Pełnia świętości w naszym pojęciu oznacza, że człowiek doszedł do doskonałości życia. U nas zazwyczaj pojawia się dylemat: jeżeli wszystko jest od Boga, to nie ma w tym żadnej zasługi. I tak w pewnym sensie jest: rzeczywiście wszystko jest od Boga. Ale to nie jest sprzeczne z tym, że wszystko jest jednocześnie zasługą, bo łaska niczego w człowieku nie robi bez niego. Jedyna rzecz, jaka nam pozostaje do zrobienia, to otworzyć się i przyjąć tę łaskę, a to właśnie jest najtrudniejsze. Właśnie w tym kontekście trzeba przeczytać obie wypowiedzi Pana Jezusa: o trudności dla bogatych i o absolutnej możliwości u Boga. Bardzo wymowny jest sens określenia „ubogi”. Ubogi to nie tyle ten, kto niewiele posiada, ale ten, kto wszystko ma „u Boga”. Bogaty zaś to ten, który nie patrzy na Boga, bo wydaje mu się, że wszystko posiada albo wszystko może kupić. Takim bogatym jest w dzisiejszym pierwszym czytaniu Tyr, miasto, które „pomnożyło swoje majętności, a jego serce stało się wyniosłe z powodu majątku” (por. Ez 28,4). Ale właśnie tacy są prawdziwie biedni. Tyr doświadczy podboju i zniszczenia. Każdy, kto jest bogaty, musi stać się ubogim, aby wejść do królestwa Bożego. I Bóg potrafi do tego doprowadzić człowieka. Dlatego u Niego wszystko jest możliwe. Ten, kto prawdziwie staje się ubogi, otrzymuje wszystko. O tym mówi Pan Jezus w odpowiedzi na zatroskanie uczniów: Każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy (Mt 19,30). Jednak „otrzymanie od Boga” to już nie posiadanie czegoś wyłącznie dla siebie, lecz udział w miłości Boga. Na tym polega najprawdziwsze ubóstwo, czyli czerpanie wszystkiego od Boga. Eucharystia, do której przystępujemy, jest szczególnym miejscem takiego czerpania. Odpowiedz Link
iktoto Czytania na każdy dzień- wtorek, 17.08.2010 19.08.10, 13:07 Wspomnienie św. Jacka. prezbitera (Ez 28,1-10) Pan skierował do mnie te słowa: Synu człowieczy, powiedz władcy Tyru: Tak mówi Pan Bóg: Ponieważ serce twoje stało się wyniosłe, powiedziałeś: Ja jestem Bogiem, ja zasiadam na Boskiej stolicy, w sercu mórz - a przecież ty jesteś tylko człowiekiem a nie Bogiem, i rozum swój chciałeś mieć równy rozumowi Bożemu. Oto jesteś mędrszy od Danela, żadna tajemnica nie jest ukryta przed tobą. Dzięki swej przezorności i sprytowi zdobyłeś sobie majątek, a nagromadziłeś złota i srebra w swoich skarbcach. Dzięki swojej wielkiej przezorności, dzięki swoim zdolnościom kupieckim, pomnożyłeś swoje majętności i serce twoje stało się wyniosłe z powodu twego majątku. Dlatego tak mówi Pan Bóg: Ponieważ rozum swój chciałeś mieć równy rozumowi Bożemu, oto dlatego sprowadzam na ciebie cudzoziemców - najsroższych spośród narodów. Oni dobędą mieczy przeciwko urokowi twojej mądrości i zbezczeszczą twój blask. Zepchną cię do dołu, i umrzesz śmiercią nagłą w sercu mórz. Czy będziesz jeszcze mówił: Ja jestem Bogiem - w obliczu swoich oprawców. Przecież będziesz tylko człowiekiem, a nie Bogiem w ręku tego, który cię będzie zabijał. Umrzesz śmiercią nieobrzezanych z ręki cudzoziemców, ponieważ Ja to postanowiłem - mówi Pan Bóg. (Ps: Pwt 32,26-28.30.35-36) REFREN: Ja, Pan, śmierć daję i Ja sam ożywiam Rzekłem: "Ja ich wygładzę, wygubię ich pamięć u ludzi". Alem się bał drwiny wroga, że przeciwnicy ich będą się łudzić. Będą się łudzić, mówiąc: "Nasza ręka przemożna, a nie Pan uczynił to wszystko". Gdyż jest to plemię niemądre i nie mające rozwagi. Jak może jeden odpędzać tysiące, a dwóch odpierać dziesięć tysięcy? Dlatego, że Pan ich wydał na łup. że ich sprzedała Skała, Nadchodzi bowiem dzień klęski, los ich gotowy, już blisko. Bo Pan swój naród obroni, litość okaże swym sługom. (2 Kor 8,9) Jezus Chrystus, będąc bogaty, dla was stał się ubogim, aby was swoim ubóstwem ubogacić. (Mt 19,23-30) Jezus powiedział do swoich uczniów: Zaprawdę, powiadam wam: Bogaty z trudnością wejdzie do królestwa niebieskiego. Jeszcze raz wam powiadam: Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego. Gdy uczniowie to usłyszeli, przerazili się bardzo i pytali: Któż więc może się zbawić? Jezus spojrzał na nich i rzekł: U ludzi to niemożliwe, lecz u Boga wszystko jest możliwe. Wtedy Piotr rzekł do Niego: Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, cóż więc otrzymamy? Jezus zaś rzekł do nich: Zaprawdę, powiadam wam: Przy odrodzeniu, gdy Syn Człowieczy zasiądzie na swym tronie chwały, wy, którzy poszliście za Mną, zasiądziecie również na dwunastu tronach, sądząc dwanaście pokoleń Izraela. I każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy. Wielu zaś pierwszych będzie ostatnimi, a ostatnich pierwszymi. Odpowiedz Link
iktoto Homilia 20 Śr 2 18.08.10, 10:00 20. Środa 2 Ez 34,1–11; Mt 20,1–16a Przypowieść o robotnikach w winnicy ukazuje, jak bardzo różni się nasz sposób myślenia od myślenia Pana Boga. Pretensja, jaką mieli robotnicy, którzy najdłużej pracowali, wynikała z porównania się z tymi, którzy przyszli ostatni i z oczekiwania na lepsze wynagrodzenie. Źródłem tego było egocentryczne myślenie. Gdyby potrafili spojrzeć od strony dobra, jakiego doznali ci ostatni, i potrafili się z tego powodu cieszyć, nie mieli by problemu. Egocentryzm kazał im myśleć jedynie o sobie i własnym interesie. Zobaczmy, że liberalizm jest oparty na takim egocentrycznym myśleniu. I chyba jest tak skuteczny w zarządzaniu społeczeństwem, dlatego że faktycznie rządzi nami egocentryzm. Sukces liberalizmu świadczy o sile tego myślenia. Gdyby zasada myślenia się zmieniła, liberalizm ekonomiczny byłby zupełnie nieprzydatny. Jednocześnie widać, jak egocentryzm prowadzi do degradacji człowieka. Nie jest on w stanie zrozumieć prawdziwych wartości duchowych, a tym bardziej Boga z Jego miłością do nas. W pierwszym dzisiejszym czytaniu egocentryzm przywódców Izraela, który spowodował upadek i niewolę babilońską, budzi gniew. Zamiast troski o dobro owiec, pasterze starali się o własne dobro, a owce były dla nich jedynie środkiem do zdobywania własnej chwały i majątku. Bóg zwraca się przeciw takim pasterzom i ostatecznie widzi, że sam musi zatroszczyć się o dobro dla całego ludu: Oto Ja sam będę szukał moich owiec i będę miał o nie pieczę (Ez 34,11). Doświadczenie Izraela ukazuje, jak kierowani naszą ludzką logiką, zupełnie nie potrafimy prowadzić innych do Boga i Jego królestwa. On sam jedynie może do tego królestwa doprowadzić. Potrzeba bowiem całkowitej przemiany myślenia. Nie oznacza to, że musimy przyjmować jakąś nieznaną nam logikę myślenia. Logika Boża jest prosta i właściwie dobrze nam znana. Wystarczy się jedynie prawdziwie skupić i pomyśleć o prawdziwym dobru. Staje się to możliwe, gdy wyzbywamy się wyrosłego z lęku egocentrycznego zapatrzenia w siebie. Odpowiedz Link
iktoto Czytania na każdy dzień- środa, 18.08.2010 18.08.10, 10:00 (Ez 34,1-11) Pan skierował do mnie te słowa: Synu człowieczy, prorokuj o pasterzach Izraela, prorokuj i powiedz im, pasterzom: Tak mówi Pan Bóg: Biada pasterzom Izraela, którzy sami siebie pasą! Czyż pasterze nie powinni paść owiec? Nakarmiliście się mlekiem, odzialiście się wełną, zabiliście tłuste zwierzęta, jednakże owiec nie paśliście. Słabej nie wzmacnialiście, o zdrowie chorej nie dbaliście, skaleczonej nie opatrywaliście, zabłąkanej nie sprowadzaliście z powrotem, zagubionej nie odszukiwaliście, a z przemocą i okrucieństwem obchodziliście się z nimi. Rozproszyły się owce moje, bo nie miały pasterza i stały się żerem wszelkiego dzikiego zwierza. Rozproszyły się, błądzą moje owce po wszystkich górach i po wszelkim wysokim pagórku; i po całej krainie były owce moje rozproszone, a nikt się o nie nie pytał i nikt ich nie szukał. Dlatego wy, pasterze, słuchajcie słowa Pańskiego: Wyrocznia Pana Boga: Przecież owce moje stały się łupem i owce moje służyły za żer wszelkiemu dzikiemu zwierzęciu, bo nie było pasterza, pasterze zaś nie szukali owiec moich, bo pasterze sami siebie paśli, a nie paśli moich owiec, dlatego wy, pasterze, słuchajcie słowa Pańskiego. Tak mówi Pan Bóg: Oto jestem przeciw pasterzom. Z ich ręki zażądam moich owiec, położę kres ich pasterzowaniu, a pasterze nie będą paść samych siebie; wyrwę moje owce z ich paszczy, nie będą już one służyć im za żer. Albowiem tak mówi Pan Bóg: Oto Ja sam będę szukał moich owiec i będę miał o nie pieczę. (Ps 23,1-6) REFREN: Pan mym pasterzem, nie brak mi niczego Pan jest moim pasterzem, niczego mi nie braknie. Pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach. Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć, orzeźwia moją duszę. Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach przez wzgląd na swoją chwałę. Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną. Kij Twój i laska pasterska są moją pociechą. Stół dla mnie zastawiasz na oczach mych wrogów. Namaszczasz mi głowę olejkiem, obficie napełniasz mój kielich. Dobroć i łaska pójdą w ślad za mną przez wszystkie dni życia. I zamieszkam w domu Pana po najdłuższe czasy. (Hbr 4,12) Żywe jest słowo Boże i skuteczne, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca. (Mt 20,1-16a) Jezus opowiedział swoim uczniom następującą przypowieść: Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie? Odpowiedzieli mu: Bo nas nikt nie najął. Rzekł im: Idźcie i wy do winnicy! A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych! Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty. Na to odrzekł jednemu z nich: Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje i odejdź! Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry? Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi. Odpowiedz Link
iktoto Homilia 20 Czw 2 19.08.10, 13:03 20. Czwartek 2 Ez 36,23–28; Mt 22,1–14 „Święć się imię Twoje” – tak codziennie się modlimy w Modlitwie Pańskiej. W dzisiejszym pierwszym czytaniu Bóg mówi, że sam musi się zatroszczyć o swoje imię, aby okazało się Święte w obliczu wszystkich narodów, bo lud wybrany nie potrafił tego uczynić. Ponieważ zbezcześcił on wielkie imię Boga wobec narodów, Jerozolima i świątynia zostały zbezczeszczone – był to obraz tego, co się wydarzyło w relacji Izraela do Boga. Obok kultu jedynego Boga Żydzi uprawiali kult innych bogów, nie byli wierni przymierzu i Prawu, liczyli jednocześnie, że obroni ich sama obecność świątyni Jahwe w Jerozolimie. Boga jednak nie można czcić inaczej jak tylko w prawdzie i całkowitym oddaniu. Bóg postanowił sam się zatroszczyć o uświęcenie własnego imienia wobec innych narodów. Dokona tego przez ponowne zebranie Izraela w Jerozolimie, ale tym razem już po oczyszczeniu jego serca: I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała. Ducha mojego chcę tchnąć w was i sprawić, byście żyli według mych nakazów i przestrzegali przykazań, i według nich postępowali (Ez 36,26n). Objawieniem świętego imienia Boga będzie ponowne zebranie Izraela w Jerozolimie, oczyszczenie wybranego ludu i jego wierność. „Święcenie się imienia Boga” dokonuje się przez autentyczną wiarę ludu. Zobaczmy, że podczas Ostatniej Wieczerzy Pan Jezus modlił się do Ojca, prosząc za swoich uczniów i ich następców: Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał. I także chwałę, którą Mi dałeś, przekazałem im, aby stanowili jedno, tak jak My jedno stanowimy (J 17,20–22). Jest to prośba o uświęcenie imienia Ojca przez poznanie, że Jezus jest prawdziwie Jego Synem posłanym przez Niego dla zbawienia ludzi. I znowu powtarza się historia Izraela: sami nie potrafimy prawdziwie nawzajem się kochać, aby świat uwierzył w prawdziwe posłannictwo Jezusa. Uczniowie Jezusa są dzisiaj na świecie rozbici, wzajemnie pokłóceni, nie potrafią się ze sobą prawdziwie spotkać jak brat z bratem. Dlatego też wydaje się, że przynajmniej w Europie chrześcijaństwo jest w odwrocie, coraz mniej ludzi wierzy w prawdę jego zasadniczego orędzia. I znowu potrzeba oczyszczenia serca i Ducha, który dokona przemiany, abyśmy prawdziwie żyli Jego miłością. Niezmiernie wymowna jest dzisiejsza ewangelijna przypowieść, która właściwie składa się z dwóch przypowieści. Przynajmniej pierwszą, to znaczy pierwszą część przypowieści w jej dzisiejszym kształcie wypowiedział Pan Jezus do arcykapłanów i starszych ludu, to znaczy do odpowiedzialnych za religijne i społeczne prowadzenie ludu wybranego. W formie przypowieści Pan Jezus mówi o sobie i swojej misji. Oto przyszedł na świat jako Oblubieniec. Jego obecność wśród nas jest czasem godów weselnych. Powiedział to wprost, gdy zapytano Go, dlaczego Jego uczniowie nie poszczą. Pierwsza część przypowieści odnosi się do tej prawdy. Ojciec niebieski urządził ucztę, wszystko przygotował, jest to uczta weselna i jednocześnie uczta ofiarna, jak się potem okaże. Podczas niej zachodzi prawdziwe przymierze we krwi Baranka. W akcie największej miłości Bóg oddaje nam Swojego Jedynego Syna, abyśmy w Nim mieli udział w Jego Bożym życiu. Ta perspektywa jednak całkowicie przerasta wyobrażenia ludzi. Zaproszeni nie wyrazili zainteresowania, woleli zajmować się swoimi sprawami, a niektórzy nawet zabili posłańców przynoszących zaproszenie. Dlatego Pan każe „zaprosić na ucztę wszystkich, których słudzy spotkają” (zob. Mt 22,9). Sam musi się zatroszczyć o gości. Ale zaprosiwszy wszystkich, wymaga od nich szaty godowej. Przypowieść nie opowiada o tym, jak i kiedy zaproszeni mieli się w nie zaopatrzyć. Można się jedynie domyślać, że dostawali je przy wejściu od sług. Trzeba było je jedynie ubrać. Człowiek bez szaty zignorował godność samej uczty, zlekceważył szatę godową, przez co obraził Gospodarza. To, że na ucztę dostajemy się za darmo, nie znaczy, że jest to byle jaka uczta. Uczta Baranka, na którą zostaliśmy zaproszeni za darmo, wymaga od nas oczyszczenia serca, którego dokonuje w nas Bóg, ale nie bez naszej dobrej woli i zawierzenia. Tak niewiele, ale bez tego nie możemy mieć prawdziwego udziału w tej uczcie. Odpowiedz Link
iktoto Czytania na każdy dzień- czwartek, 19.08.2010 19.08.10, 13:04 (Ez 36,23-28) Chcę uświęcić wielkie imię moje, które zbezczeszczone jest pośród ludów, zbezczeszczone przez was pośród nich, i poznają ludy, że Ja jestem Pan - wyrocznia Pana Boga - gdy okażę się Świętym względem was przed ich oczami. Zabiorę was spośród ludów, zbiorę was ze wszystkich krajów i przyprowadzę was z powrotem do waszego kraju, pokropię was czystą wodą, abyście się stali czystymi, i oczyszczę was od wszelkiej zmazy i od wszystkich waszych bożków. I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała. Ducha mojego chcę tchnąć w was i sprawić, byście żyli według mych nakazów i przestrzegali przykazań, i według nich postępowali. Wtedy będziecie mieszkać w kraju, który dałem waszym przodkom, i będziecie moim ludem, a Ja będę waszym Bogiem. (Ps 51,12-15.18-19) REFREN: Gdy was pokropię, staniecie się czyści. Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste i odnów we mnie moc ducha. Nie odrzucaj mnie od swego oblicza i nie odbieraj mi świętego ducha swego! Przywróć mi radość z Twojego zbawienia i wzmocnij mnie duchem ofiarnym. Będę nieprawych nauczyczać dróg Twoich i wrócą do Ciebie grzesznicy. Ofiarą bowiem Ty się nie radujesz i całopalenia, choćbym dał, nie przyjmujesz. Boże, moją ofiarą jest duch skruszony, Pokornym i skruszonym sercem Ty, Boże, nie gardzisz. (Ps 95,8ab) Nie zatwardzajcie dzisiaj serc waszych, lecz słuchajcie głosu Pańskiego. (Mt 22,1-14) Jezus w przypowieściach mówił do arcykapłanów i starszych ludu: Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść. Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę: woły i tuczne zwierzęta pobite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę! Lecz oni zlekceważyli to i poszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy [ich], pozabijali. Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić. Wtedy rzekł swoim sługom: Uczta wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie. Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych. I sala zapełniła się biesiadnikami. Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka, nie ubranego w strój weselny. Rzekł do niego: Przyjacielu, jakże tu wszedłeś nie mając stroju weselnego? Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom: Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych. Odpowiedz Link
iktoto Homilia 20 Pt 2 19.08.10, 21:39 20. Piątek 2 Ez 37,1–14; Mt 22,34–40 Jakie jest największe przykazanie? O co pytają faryzeusze? Co im odpowiada Pan Jezus? W Ewangelii bardzo często pojawia się rozbieżność pomiędzy pytaniem skierowanym do Pana Jezusa a Jego odpowiedzią na nie. Tutaj mamy po części do czynienia z taką rozbieżnością. O co pytają faryzeusze? Pytają pewnie o najważniejsze przykazanie w sensie zasady życia. Jak wiemy, mieli kilkaset nakazów i zakazów. Który jest najważniejszy? Pan Jezus z gąszczu wszystkich przepisów wydobywa dwa. Ale nie są to po prostu przykazania, ale raczej zasady odnoszące się do samego życia. Oba przykazania wyrażają ducha wszystkich przykazań. Same nie są przykazaniami w zwykłym sensie, bo nie są do wypełnienia. Nigdy przecież nie możemy powiedzieć, że wypełniliśmy przykazanie miłości. Zawsze jest możliwa większa miłość. Pan Jezus pragnie nam wskazać właściwego ducha, czyli wskazać zasadę życia. Podobnie jest w przypadku błogosławieństw i Jego komentarza do przykazań zawartych w „Kazaniu na górze”. Szczęśliwymi nazywa On: ubogich, skromnych, pokornych, cierpliwych, uciśnionych, prześladowanych… Nie oznacza to, że oni to szczęście odczuwają – bo pewnie tak nie jest, gdy muszą się borykać z prześladowaniem, z uciskiem, brakami różnego rodzaju… Orzeczenie o szczęśliwości odnosi się do prawdy ostatecznej, która się objawi w „dniu ostatecznym”. Pewnie wówczas zobaczą, że była to prawda już wtedy, gdy doświadczali zła, które cierpliwie znosili, ale może dopiero wtedy to dostrzegą. Z kolei komentując poszczególne przykazania, Pan Jezus zwraca uwagę na to, co się dzieje w sercu, czyli w centrum nas samych, w miejscu, gdzie się dokonują zasadnicze wybory dotyczące życia i śmierci. Jeżeli potraktować wypowiedź Pana Jezusa dosłownie, to obawiam się, że każdy z nas grzeszy, i to śmiertelnie, dosyć często! Kto nie zdenerwuje się i nie powie czegoś ze złością? Tym, czego Pan Jezus pragnie dla nas, jest właściwy duch. Dopiero, kiedy się ma tego ducha, sensu nabierają wszystkie przykazania i zasady przekazane nam przez Pana Jezusa. Do klasycznych należy spór Pana Jezusa z faryzeuszami o szabat. Oni, trzymając się litery Prawa, uważali, że Jezus grzeszy, uzdrawiając w szabat. On właśnie w uzdrowieniu widział znak bliskości Boga i dlatego właśnie w szabat należało dokonywać takich dzieł. Z kolei św. Paweł w hymnie o miłości mówi jednoznacznie, że nawet najszlachetniejsze religijne postawy i działania są niczym, jeżeli brak w nich miłości. Dlatego całe nauczanie Pana Jezusa jest nakierowane na przekazanie Ducha Świętego, który ma doprowadzić nas do całej prawdy. Dopiero w Nim uzyskujemy prawdziwe życie. W dzisiejszym pierwszym czytaniu u proroka Ezechiela mamy wspaniały obraz przywracania życia Izraelowi. Na końcu czytamy: Udzielę wam mego ducha po to, byście ożyli, i powiodę was do kraju waszego, i poznacie, że Ja, Pan, to powiedziałem i wykonam – mówi Pan Bóg (Ez 37,14). Miłość jest właśnie duchem Boga. Wszystko inne z niego wypływa. Odpowiedz Link
iktoto Czytania na każdy dzień- piątek, 20.08.2010 21.08.10, 09:34 Wspomnienie św. Bernarda, opata i doktora Kościoła (Ez 37,1-14) Spoczęła na mnie ręka Pana, i wyprowadził mnie On w duchu na zewnątrz, i postawił mnie pośród doliny. Była ona pełna kości. I polecił mi, abym przeszedł dokoła nich, i oto było ich na obszarze doliny bardzo wiele. Były one zupełnie wyschłe. I rzekł do mnie: Synu człowieczy, czy kości te powrócą znowu do życia? Odpowiedziałem: Panie Boże, Ty to wiesz. Wtedy rzekł On do mnie: Prorokuj nad tymi kośćmi i mów do nich: Wyschłe kości, słuchajcie słowa Pana! Tak mówi Pan Bóg: Oto Ja wam daję ducha po to, abyście się stały żywe. Chcę was otoczyć ścięgnami i sprawić, byście obrosły ciałem, i przybrać was w skórę, i dać wam ducha po to, abyście ożyły i poznały, że Ja jestem Pan. I prorokowałem, jak mi było polecone, a gdym prorokował, oto powstał szum i trzask, i kości jedna po drugiej zbliżały się do siebie. I patrzyłem, a oto powróciły ścięgna i wyrosło ciało, a skóra pokryła je z wierzchu, ale jeszcze nie było w nich ducha. I powiedział On do mnie: Prorokuj do ducha, prorokuj, o synu człowieczy, i mów do ducha: Tak powiada Pan Bóg: Z czterech wiatrów przybądź, duchu, i powiej po tych pobitych, aby ożyli. Wtedy prorokowałem tak, jak mi nakazał, i duch wstąpił w nich, a ożyli i stanęli na nogach - wojsko bardzo, bardzo wielkie. I rzekł do mnie: Synu człowieczy, kości te to cały dom Izraela. Oto mówią oni: Wyschły kości nasze, minęła nadzieja nasza, już po nas. Dlatego prorokuj i mów do nich: Tak mówi Pan Bóg: Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów, ludu mój, i wiodę was do kraju Izraela, i poznacie, że Ja jestem Pan, gdy wasze groby otworzę i z grobów was wydobędę, ludu mój. Udzielę wam mego ducha po to, byście ożyli, i powiodę was do kraju waszego, i poznacie, że Ja, Pan, to powiedziałem i wykonam - mówi Pan Bóg. (Ps 107,2-9) REFREN: Chwalmy na wieki miłosierdzie Pana Tak niech mówią odkupieni przez Pana, których wybawił z rąk przeciwnika i których zgromadził z obcych krain, ze wschodu i zachodu, z północy i południa. Błądzili na pustynnym odludziu, do miasta zamieszkałego nie znaleźli drogi. Cierpieli głód i pragnienie i wygasło w nich życie. W swoim utrapieniu wołali do Pana, a On ich uwolnił od trwogi. I powiódł ich prostą drogą, aż doszli do miasta zamieszkałego. Niechaj dziękują Panu za Jego dobroć, za Jego cuda wobec synów ludzkich, bo głodnego nasycił, a łaknącego napełnił dobrami. (Ps 25,4b.5) Naucz mnie, Boże mój, chodzić Twoimi ścieżkami, prowadź mnie w prawdzie według Twych pouczeń. (Mt 22,34-40) Gdy faryzeusze dowiedzieli się, że zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, zapytał , wystawiając Go na próbę: Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe? On mu odpowiedział: Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy. Odpowiedz Link
iktoto Homilia 20 Sob 2 21.08.10, 09:34 20. Sobota 2 Ez 43,1–7a; Mt 23,1–12 Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus (Mt 23,9n). Kto jest naszym prawdziwym Ojcem, Mistrzem, Nauczycielem? Kogo prawdziwie słuchamy? Za kim idziemy? Te pytania są rozstrzygające w naszym życiu. Niestety, najczęściej mówimy, że kogoś czy czegoś słuchamy, a w istocie postępujemy zupełnie inaczej, niż deklarujemy. Pytanie o Ojca, Mistrza, Nauczyciela trzeba postawić bardzo realnie, patrząc na nasze postępowanie i wybory. Jakie są prawdziwe przesłanki, jaki sposób myślenia i przyczyny wyborów? W tym kontekście warto pamiętać bardzo ostre stwierdzenie Pana Jezusa w odniesieniu do Żydów, kiedy oni deklarowali: Ojcem naszym jest Abraham… Myśmy się nie urodzili z nierządu, jednego mamy Ojca – Boga (J 8,39.41). W odpowiedzi od Pana Jezusa usłyszeli jednak: Gdyby Bóg był waszym ojcem, to i Mnie byście miłowali. Ja bowiem od Boga wyszedłem i przychodzę… Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca (J 8,42.44). Te słowa zawsze mogą okazać się prawdziwe w odniesieniu do nas samych. Kryterium naszej przynależności do Ojca w niebie jest „pełnienie woli Ojca, który jest w niebie”. Jednocześnie ten, kto tak robi, zostaje nazwany „bratem, siostrą i matką” Pana Jezusa (zob. Mt 12,50). Uznanie Boga za Ojca prowadzi do odkrycia nowej rodziny, którą są wszyscy wsłuchani w wolę Ojca i wypełniający ją. To jest królestwo Boże już tutaj obecne. Czasem podnosi się problem nazywania ojcami duchowymi czy to zakonników, czy kapłanów. Jak widać, jest to uzasadnione jedynie wówczas, gdy ten duchowy ojciec jest pośrednikiem kierującym nas do Boga, jako Ojca. Aby tak było, sam musi się wsłuchiwać w Boże słowo i je w swoim życiu wypełniać. Jeżeli tak robi i potrafi odczytać to słowo w odniesieniu do tego, który do niego przychodzi po wskazania duchowe, staje się pośrednikiem Bożego ojcostwa. W takim przypadku jednak nigdy nie będzie koncentrował innych wokół swojej osoby, ale zawsze będzie odsyłał do Boga. Ojciec duchowy jest naszym bratem uczestniczącym w takim samym zmaganiu ze sobą i światem. Niestety, bywa tak, jak z uczonymi w Piśmie i faryzeuszami z dzisiejszej Ewangelii, którzy umieją dosyć dobrze odczytać sens słów z Pisma Świętego, jednak sami nie potrafią zgodnie z nim żyć. Najczęściej dzieje się tak, gdy zapominają, że sami potrzebują ojca i kogoś, kto by ich prowadził, nie pamiętają, że są jedynie braćmi innych i uczestnikami tego samego zmagania duchowego. Wizja proroka Ezechiela z dzisiejszego pierwszego czytania jest pięknym obrazem właściwej sytuacji zarówno w wymiarze społecznym, jak i wewnętrznym każdego z nas. Bóg pragnie być w centrum, w sercu zarówno społeczności wierzących, jak i w sercu każdego z nas. Tutaj jest prawdziwe miejsce, „Jego tronu, miejsce podstawy Jego stóp, gdzie chce na wieki mieszkać pośród nas” (zob. Ez 43,7). Mieszkanie oznacza żywą obecność w naszym życiu, co pociąga za sobą sposób naszego życia. Odpowiedz Link
iktoto Homilia 21 Nd C 22.08.10, 21:07 21. Niedziela C Iz 66,18–21; Hbr 12,5–7.11–13; Łk 13,22–30 Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni? (Łk 13,23). Co zrobić, żeby pomóc w zbawieniu wielu? Tylu bowiem jest niewierzących! Jak temu zaradzić?! Takie pytania stawia się i dzisiaj bardzo często. Ale jednocześnie zapomina się o najważniejszym pytaniu – o własne zbawienie. Nic mi nie da nawet ogromna liczba zbawionych, jeżeli mnie w niej nie będzie. To, czy będzie to liczba większa, czy mniejsza, będzie wówczas dla mnie bez znaczenia. Dlaczego jednak tak martwimy się o liczbę zbawionych, o statystykę? Myślę, że u podstaw tego pytania leży zwodnicza nadzieja: może jakoś mi się uda? Im większa liczba zbawionych, tym większe prawdopodobieństwo, że i mnie się uda „załapać”. Jeżeli ta liczba jest mała, to pojawia się paraliżujący lęk, bo prawdopodobieństwo zbawienia jest małe. Ale takie myślenie statystyczno-socjologiczne jest obce Bożemu myśleniu. Bóg nie chce z nami omawiać spraw ogólnych, nie chce mówić o swojej polityce „społecznej”. On pragnie mówić wprost ze mną, mówić do mnie, a także do nas jako wspólnoty. Pragnie, bym ja stawał się Jego synem, a my Jego wzajemnie kochającą się rodziną. Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi (Łk 13,24) – to wezwanie jest skierowane do każdego z nas. To ja mam się starać wejść przez ciasne drzwi, ty masz starać się z całych sił wejść do królestwa Bożego. I w zależności od tego, czy ja i ty podejmiemy prawdziwie słowo Boże i będziemy według niego żyli, czy też w życiu będziemy to słowo ignorowali, będzie zależało twoje i moje zbawienie, czyli wejście do królestwa Bożego. Często niestety troska o „zbawienie wielu” staje się ucieczką od prawdziwego, osobistego podjęcia Bożego wezwania. Można nawet być bardzo gorliwym religijnie, zaangażowanym w rozmaite dzieła, w nawracanie innych, często chodzić do kościoła... pozostając całkowicie nietkniętym przez Boże słowo. I dzisiaj w Ewangelii Pan Jezus mówi nam o takiej sytuacji wprost: wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli. Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: „Panie, otwórz nam”; lecz On wam odpowie: „Nie wiem, skąd jesteście”. Wtedy zaczniecie mówić: „Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś”. Lecz On rzecze: „Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy dopuszczający się niesprawiedliwości” (Łk 13,24–27). Można bardzo blisko „kręcić” się koło Pana Boga, ale Go w istocie zupełnie nie przyjmować do swojego serca. Przyjęcie Boga do serca zawsze ma konkretny wyraz w postaci sprawiedliwości, co znaczy, że przyjmujemy Jego przykazania i według nich żyjemy, a one streszczają się w podwójnym przykazaniu miłości. Jak nas poucza autor Listu do Hebrajczyków, nasze życie tutaj jest szkołą. Bóg jest naszym Ojcem i wychowuje nas do dojrzałości. Odnosi się to do nas wszystkich, nie tylko do dzieci. Każdy z nas jest dzieckiem dla Boga i jak dziecko jest wychowywany: Bóg obchodzi się z wami jak z dziećmi (Hbr 12,7) – czytamy w Liście do Hebrajczyków. Wszystko, co nas spotyka na świecie, należy do tego procesu wychowawczego. W szczególności trudne sytuacje, nawet cierpienia i doznane krzywdy. One wszystkie są szczególną okazją do poznania tego, co prawdziwie nosimy w swoim sercu. Ujrzenie tego i poddanie się Bożemu wychowaniu jest dla nas najważniejsze, bo prowadzi do życia. Co z tego, że uda się nam jakoś stłumić wyrzuty sumienia, zataić przed innymi swoje złe postępowanie, ukryć złe myśli i żądze, jeżeli przez to nie dochodzimy do życia prawdziwego!? Cóż nam daje zatajenie, kiedy tracimy to, co najważniejsze: własne życie! Właśnie najczęściej lęk przed ujawnieniem naszej słabości i zła każe szukać nadziei w bezosobowym: „jakoś tam będzie”, „może załapię się do królestwa Bożego?”, „może mi się uda?”. Otóż u Boga nie ma „jakoś”, ale jest zawsze konkretne spotkanie i wezwanie: „chodź za Mną!” Dlatego prawdziwym skarbem jest odkrycie Bożej pedagogii we własnym życiu. Czasem jest to trudna pedagogia, ale drugie czytanie nas pociesza: Bo tego Pan miłuje, kogo karze, chłoszcze każdego, którego za syna przyjmuje (Hbr 12,6). Bóg pragnie oczyścić nasze serce, abyśmy mogli się z Nim w tym sercu spotkać. I to spotkanie otwiera zamknięte drzwi, o jakich Pan Jezus wspomina w Ewangelii w odniesieniu do ludzi, którzy liczą na to, że „jakoś tam będzie”. Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: „Panie, otwórz nam” (Łk 13,25). Kiedy otwieramy się na prawdziwe spotkanie z Bogiem, kiedy pozwalamy, by razem z Nim wejrzeć we własne serce, jesteśmy już po drugiej stronie owych drzwi. Wtedy wypełnia się to, co zapowiada prorok Izajasz: Z wszelkich narodów przyprowadzą w ofierze dla Pana wszystkich wa szych braci, na koniach, na wozach, w lektykach, na mułach i na dro maderach, na moją Świętą Górę w Jerozolimie, mówi Pan, podobnie jak Izraelici przynoszą ofiarę z pokarmów w czystych naczyniach do świątyni Pana (Iz 66,20). Świątynia jest tutaj symbolem domu Bożego, jest miejscem wspólnego przebywania z Bogiem we wspólnocie braci, tych wszystkich, którzy otworzyli swoje serca przed Bogiem, by stać się Jego dziećmi. Sam Bóg przyprowadza, a nawet przynosi tych wszystkich do swojego domu. Ta nadzieja obejmuje ludzi ze wszystkich narodów. Zobaczmy, jak zupełnie inaczej wygląda perspektywa dla człowieka zalęknionego o zbawienie, który pyta: czy tylko nieliczni będą zbawieni? (Łk 13,23). I perspektywa, jaką nam daje Pan: przyprowadzę ze wszystkich narodów! Dla ciasnego serca perspektywa jest ciasna, dla serca otwartego jest szeroka. Ciasne drzwi stają się szerokie, kiedy otwiera się ludzkie serce w odpowiedzi na Boże wezwanie do posłuszeństwa Jego słowu. Przystępując do Eucharystii, przyjmujemy Jezusa, który się całkowicie nam oddał. Ale prawdziwe przyjęcie Eucharystii oznacza jednocześnie otwarcie naszego serca. To potwierdzamy naszym „Amen”, gdy przyjmujemy komunię. „Niech się tak stanie, niech tak będzie w naszym życiu!” Odpowiedz Link
iktoto Czytania na każdy dzień- niedziela, 22.08.2010 22.08.10, 21:11 XXI niedziela zwykła (Iz 66,18-21) Ja znam ich czyny i zamysły. Przybędę, by zebrać wszystkie narody i języki; przyjdą i ujrzą moją chwałę. Ustanowię u nich znak i wyślę niektórych ocalałych z nich do narodów Tarszisz, Put, Meszek i Rosz, Tubal i Jawan, do wysp dalekich, które nie słyszały mojej sławy ani nie widziały mojej chwały. Oni ogłoszą chwałę moją wśród narodów. Z wszelkich narodów przyprowadzą jako dar dla Pana wszystkich waszych braci - na koniach, na wozach, w lektykach, na mułach i na dromaderach - na moją świętą górę w Jeruzalem - mówi Pan - podobnie jak Izraelici przynoszą ofiarę z pokarmów w czystych naczyni. Z nich także wezmę sobie niektórych jako kapłanów i lewitów - mówi Pan. (Ps 117,1-2) REFREN: Całemu światu głoście Ewangelię Chwalcie Pana, wszystkie narody, wysławiajcie Go wszystkie ludy, bo potężna nad wami Jego łaska, a wierność Pana trwa na wieki. (Hbr 12,5-7.11-13) Zapomnieliście o upomnieniu, z jakim się zwraca do was, jako do synów: Synu mój, nie lekceważ karania Pana, nie upadaj na duchu, gdy On cię doświadcza. Bo kogo miłuje Pan, tego karze, chłoszcze zaś każdego, którego za syna przyjmuje. Trwajcież w karności! Bóg obchodzi się z wami jak z dziećmi. Jakiż to bowiem syn, którego by ojciec nie karcił? Jeśli jesteście bez karania, którego uczestnikami stali się wszyscy, nie jesteście synami, ale dziećmi nieprawymi. Zresztą, jeśliśmy cenili i szanowali ojców naszych według ciała, mimo że nas karcili, czyż nie bardziej winniśmy posłuszeństwo Ojcu dusz, a żyć będziemy? Tamci karcili nas według swej woli na czas znikomych dni. Ten zaś czyni to dla naszego dobra, aby nas uczynić uczestnikami swojej świętości. Wszelkie karcenie na razie nie wydaje się radosne, ale smutne, potem jednak przynosi tym, którzy go doświadczyli, błogi plon sprawiedliwości. Dlatego wyprostujcie opadłe ręce i osłabłe kolana! Proste czyńcie ślady nogami, aby kto chromy nie zbłądził, ale był raczej uzdrowiony. (J 14,6) Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie. (Łk 13,22-30) Jezus nauczając, szedł przez miasta i wsie i odbywał swą podróż do Jerozolimy. Raz ktoś Go zapytał: Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni? On rzekł do nich: Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli. Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: Panie, otwórz nam! lecz On wam odpowie: Nie wiem, skąd jesteście. Wtedy zaczniecie mówić: Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś. Lecz On rzecze: Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy opuszczający się niesprawiedliwości! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków w królestwie Bożym, a siebie samych precz wyrzuconych. Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem w królestwie Bożym. Tak oto są ostatni, którzy będą pierwszymi, i są pierwsi, którzy będą ostatnimi. Odpowiedz Link
iktoto Homilia 21 Pn 2 23.08.10, 15:19 21. Poniedziałek 2 2 Tes 1,1–5.11b–12; Mt 23,1.13–22 Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze obłudnicy, bo zamykacie królestwo niebieskie przed ludźmi. Wy sami nie wchodzicie i nie pozwalacie wejść tym, którzy do niego idą (Mt 23,13). Te słowa Pana Jezusa, wypowiedziane kiedyś do faryzeuszy i uczonych w Piśmie, dzisiaj odnoszą się do nas w Kościele, w szczególności do kapłanów. Wiemy, jak niestety przez swoje słowa czy postępowanie co najmniej utrudniamy ludziom dojście do prawdziwej wiary. Kiedyś ks. Józef Tischner powiedział, że nie pamięta nikogo, kto odszedłby od wiary chrześcijańskiej po przeczytaniu „Kapitału” Marksa, natomiast zna wielu takich, którzy odeszli od Kościoła z powodu proboszcza w parafii. Obawiam się, że każdy z nas znalazłby w swoim życiu sytuację, w której komuś dał złe świadectwo, a tym samym utrudnił mu wiarę. Kiedy sobie z tego zdamy sprawę, jest już za późno, by cokolwiek naprawić. Jest to niezmiernie przygnębiające doświadczenie. Można to jedynie zostawić Jezusowi. Pewnie możemy przedstawić liczne przypadki, w których niewątpliwie pomogliśmy komuś uwierzyć. Jednak doświadczenia pozytywne nie są w stanie zmniejszyć winy zaciągniętej wobec kogoś konkretnego. Jeżeli mamy w swoim życiu przynajmniej jeden taki przypadek, to warto, wydaje mi się, poczuć się adresatem groźby zawartej w słowach Pana Jezusa. Nasza odpowiedzialność za siebie i innych jest wielka, większa, niż sobie z tego zdajemy sprawę. Szczególną odpowiedzialność ponoszą kapłani wobec danych im wiernych i rodzice wobec swoich dzieci. A niestety, najczęściej nie jesteśmy doskonale przygotowani do pełnienia służby prowadzenia ludzi do Boga. Każdy człowiek ma inne potrzeby i możliwości. Z naszej strony najważniejsze jest świadectwo życia, które powinno być zgodne z tym, w co wierzymy. Głoszenie Ewangelii bez takiej harmonii jest praktycznie niemożliwe. Pełną harmonię nauki i życia widzimy w Osobie Jezusa Chrystusa w czasie Jego ziemskiego życia. Pan Jezus zarzuca dzisiaj uczonym w Piśmie i faryzeuszom obłudę i niewłaściwe ustawienie wartości. Świadczą o tym problemy, na których się koncentrują, np.: „co jest bardziej święte: przybytek czy złoto w przybytku?”... W naszej praktyce religijnej znalazłoby się pewnie wiele przykładów grzeszenia przywiązaniem do pewnych zwyczajów, praktyk, zewnętrznych obrzędów, natomiast zapominania o tym, co jest najważniejsze: o wzajemnej miłości w konkretnych gestach, w pamiętaniu o innych w trudnych sytuacjach, o konieczności przebaczenia… Bardzo ważne jest uświadomienie sobie, że przez nauczanie, przez świadectwo i przykład pociągający innych nie tylko ich wprowadzamy w wiarę i umożliwiamy im wzrastanie, ale jednocześnie budujemy Kościół, czyli wspólnotę wierzących w Chrystusa, rozszerzamy naszą własną przestrzeń życia. Każdy prawdziwie wierzący staje się naszym bratem i siostrą, przez co u nich znajdujemy swój dom, oparcie i pomoc. Jest to dla nas radość. Święty Paweł w dzisiejszym pierwszym czytaniu dziękuje Bogu za wiarę Tesaloniczan, bo „ich wiara bardzo wzrasta, a miłość wzajemna u każdego z nich obfituje”. Paweł, widząc to, doznaje radości, a ponadto „chlubi się z powodu ich cierpliwości i wiary we wszystkich prześladowaniach i uciskach, które znoszą”. Jest to świadectwo prawdziwości wiary, co daje im ufność na dzień sądu. Przekaz wiary w pełnej zgodności nauki i życia jest budowaniem przestrzeni miłości, co nam samym daje prawdziwy oddech i przestrzeń do życia. Obyśmy umieli naszą wiarę przekazywać w jej pełni, to znaczy w jej żywej postaci. Odpowiedz Link
iktoto Czytania na każdy dzień- poniedziałek, 23.08.2010 23.08.10, 15:22 (2 Tes 1,1-5.11b-12) Paweł, Sylwan i Tymoteusz do Kościoła Tesaloniczan w Bogu Ojcu naszym i Panu Jezusie Chrystusie. Łaska wam i pokój od Boga, Ojca naszego, i Pana Jezusa Chrystusa. Bracia, zawsze winniśmy za was Bogu dziękować, co jest rzeczą słuszną, bo wiara wasza bardzo wzrasta, a miłość wzajemna u każdego z was obfituje, i to tak, że my sami w Kościołach Bożych chlubimy się wami z powodu waszej cierpliwości i wiary we wszystkich waszych prześladowaniach i uciskach, które znosicie. Są one zapowiedzią sprawiedliwego sądu Boga; celem jego jest uznanie was za godnych królestwa Bożego, za które też cierpicie. Dlatego modlimy się zawsze za was, aby Bóg nasz uczynił was godnymi swego wezwania, aby z mocą udoskonalił w was wszelkie pragnienie dobra oraz czyn [płynący z] wiary. Aby w was zostało uwielbione imię Pana naszego Jezusa Chrystusa - a wy w Nim - za łaską Boga naszego i Pana Jezusa Chrystusa. (Ps 96,1-5) REFREN: Pośród narodów głoście chwałę Pana Śpiewajcie Panu pieśń nową, śpiewaj Panu, ziemio cała. Śpiewajcie Panu, sławcie jego imię, każdego dnia głoście Jego zbawienie. Głoście Jego chwałę wśród wszystkich narodów, rozgłaszajcie cuda pośród wszystkich ludów. Wielki jest Pan, godzien wszelkiej chwały, budzi trwogę najwyższą, większą niż inni bogowie. Bo wszyscy bogowie pogan są tylko ułudą, A Pan zaś stworzył niebiosa. (J 10,27) Moje owce słuchają mego głosu, Ja znam je, a one idą za Mną. (Mt 23,1.13-22) Jezus przemówił do tłumów i do swych uczniów tymi słowami: Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo zamykacie królestwo niebieskie przed ludźmi. Wy sami nie wchodzicie i nie pozwalacie wejść tym, którzy do niego idą. Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo obchodzicie morze i ziemię, żeby pozyskać jednego współwyznawcę. A gdy się nim stanie, czynicie go dwakroć bardziej winnym piekła niż wy sami. Biada wam, przewodnicy ślepi, którzy mówicie: Kto by przysiągł na przybytek, to nic nie znaczy; lecz kto by przysiągł na złoto przybytku, ten jest związany przysięgą. Głupi i ślepi! Cóż bowiem jest ważniejsze, złoto czy przybytek, który uświęca złoto? Dalej: Kto by przysiągł na ołtarz, to nic nie znaczy; lecz kto by przysiągł na ofiarę, która jest na nim, ten jest związany przysięgą. Ślepi! Cóż bowiem jest ważniejsze, ofiara czy ołtarz, który uświęca ofiarę? Kto więc przysięga na ołtarz, przysięga na niego i na wszystko, co na nim leży. A kto przysięga na przybytek, przysięga na niego i na Tego, który w nim mieszka. A kto przysięga na niebo, przysięga na tron Boży i na Tego, który na nim zasiada. Odpowiedz Link
iktoto Homilia 24.08 24.08.10, 16:35 24.08. – św. Bartłomieja, apostoła Ap 21,9b–14; Ps 145; J 1,45–51 Patrz, to prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu (J 1,47). Ta wypowiedź Pana Jezusa należy do nielicznych pozytywnych ocen dotyczących ludzi, jakich spotkał. Apostoł Bartłomiej jest według tradycji tożsamy z Natanaelem z dzisiejszej Ewangelii. W listach apostołów zawsze występuje zaraz po Filipie, który go przyprowadził do Jezusa. Scena z dzisiejszej Ewangelii jest bardzo wymowna. Wskazuje na to, kim był Pan Jezus: Rabbi, Ty jesteś Synem Bożym, Ty jesteś Królem Izraela! (J 1,49). Charakterystyczne jest, że to stwierdzenie pada u początku działalności Jezusa. Może nie dziwić podobna wypowiedź na końcu Ewangelii w ustach św. Tomasza, który spotkał Zmartwychwstałego. Zdumiewa natomiast na samym początku, kiedy Pan Jezus dopiero wybierał uczniów i jeszcze nie rozpoczął działalności. W kontekście oceny samej osoby Natanaela przypomina się wypowiedziane przez Niego błogosławieństwo: Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą (Mt 5,8). Ale to jeszcze nie wszystko: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ujrzycie niebiosa otwarte i aniołów Bożych wstępujących i zstępujących na Syna Człowieczego (J 1,51). Ze scen ewangelijnych, wydawałoby się, najbardziej realizowałaby tę zapowiedź epifania na Górze Tabor. Tam jednak Natanaela-Bartłomieja nie było, a ponadto św. Jan nie opisuje tej sceny w swojej Ewangelii. Nie o tym widzeniu zatem Pan Jezus mówił. Zatem o czym mówił? Aby na to pytanie odpowiedzieć, trzeba zrozumieć, co ta wypowiedź oznaczała. „Niebiosa otwarte i aniołowie Boży wstępujący i zstępujący” wyraźnie przypominają sen Jakuba, w którym ujrzał: drabinę opartą na ziemi, sięgającą swym wierzchołkiem nieba, oraz aniołów Bożych, którzy wchodzili w górę i schodzili na dół (Rdz 28,12). Jakub w reakcji na to powiedział: Prawdziwie Pan jest na tym miejscu, a ja nie wiedziałem. I zdjęty trwogą rzekł: O, jakże miejsce to przejmuje grozą! Prawdziwie jest to dom Boga i brama do nieba! (Rdz 28,16n). W najstarszej tradycji religijnej ludzkości oznacza to styk nieba i ziemi, oś świata, a jednocześnie środek świata. Ludzie, wędrując z miejsca na miejsce, przy nowym osiedleniu odnajdywali taką oś świata i dopiero wokół niej jako punktu odniesienia budowali przestrzeń swojego zamieszkania. Dla Izraela takim stykiem nieba i ziemi była świątynia jerozolimska. Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii wskazuje na siebie jako na taki styk, jako na oś świata. Sytuacja o tyle się zmienia, że w tradycji religijnej osią świata było miejsce, w tym przypadku jest nią Osoba. Później w Ewangelii według św. Jana Pan Jezus powie wyraźnie: Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony – wejdzie i wyjdzie, i znajdzie paszę (J 10,9). Jeszcze dobitniej powie: Powiedziałem wam, że pomrzecie w grzechach swoich. Tak, jeżeli nie uwierzycie, że Ja jestem, pomrzecie w grzechach swoich (J 8,24). Oznacza to, że On sam jest tożsamy z Bogiem Jahwe, który się objawił Mojżeszowi. Nie tylko jest miejscem styku nieba z ziemią, ale zawiera w sobie całą tajemnicę Boga w jego miłości do nas, co w objawieniu Mojżeszowi streściło się w imieniu Jahwe. Pierwsze czytanie z Apokalipsy ukazuje nowe Jeruzalem zbudowane na fundamentach dwunastu Apostołów Baranka. To Jeruzalem jest miejscem pełnego spotkania Boga z jego ludem. Spotkaniem, kiedy nie będzie już żadnej ciemności, niepewności, niejasności, bo światłem będzie Bóg i Baranek. I znowu nie jest to miejsce w sensie przestrzennym, ale przestrzeń osobowego spotkania. Apostołowie jako fundamenty są tymi, którzy nas wprowadzają w osobistą więź z Bogiem przez udział we wspólnocie. Nowe Jeruzalem jest komunią, wspólnotą osobową, w której wszystko jest wspólne, i to poczynając od najgłębszego wymiaru, od samego istnienia, które nie jest byciem sobie, ale współistnieniem. To miejsce spotkania jest naszym prawdziwym domem. W Eucharystii wchodzimy sakramentalnie właśnie w taką komunię. Niech się ona urzeczywistnia w naszym życiu na świecie w postaci wzajemnej miłości. Odpowiedz Link
iktoto Czytania na każdy dzień- wtorek, 24.08.2010 24.08.10, 16:36 Święto św. Bartłomieja Apostoła (Ap 21,9b-14) Anioł tak się do mnie odezwał: Chodź, ukażę ci Oblubienicę, Małżonkę Baranka. I uniósł mnie w zachwyceniu na górę wielką i wyniosłą, i ukazał mi Miasto Święte - Jeruzalem, zstępujące z nieba od Boga, mające chwałę Boga. źródło jego światła podobne do kamienia drogocennego, jakby do jaspisu o przejrzystości kryształu: Miało ono mur wielki a wysoki, miało dwanaście bram, a na bramach - dwunastu aniołów i wypisane imiona, które są imionami dwunastu pokoleń synów Izraela. Od wschodu trzy bramy i od północy trzy bramy, i od południa trzy bramy, i od zachodu trzy bramy. A mur Miasta ma dwanaście warstw fundamentu, a na nich dwanaście imion dwunastu Apostołów Baranka. (Ps 145,10-13.17-18) REFREN: Niech wierni Twoi sławią Twe królestwo Niech Cię wielbią, Panie, wszystkie Twoje dzieła i niech Cię błogosławią Twoi święci. Niech mówią o chwale Twojego królestwa i niech głoszą Twoją potęgę. Aby synom ludzkim oznajmić Twoją potęgę i wspaniałość chwały Twojego królestwa. Królestwo Twoje królestwem wszystkich wieków, przez wszystkie pokolenia Twoje panowanie. Pan jest sprawiedliwy na wszystkich swych drogach i łaskawy we wszystkich swoich dziełach. Pan jest blisko wszystkich, którzy Go wzywają, wszystkich wzywających Go szczerze. (J 1,49b) Nauczycielu, Ty jesteś Synem Bożym, Ty jesteś Królem Izraela! (J 1,45-51) Filip spotkał Natanaela i powiedział do niego: Znaleźliśmy Tego, o którym pisał Mojżesz w Prawie i Prorocy - Jezusa, syna Józefa z Nazaretu. Rzekł do niego Natanael: Czyż może być co dobrego z Nazaretu? Odpowiedział mu Filip: Chodź i zobacz. Jezus ujrzał, jak Natanael zbliżał się do Niego, i powiedział o nim: Patrz, to prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu. Powiedział do Niego Natanael: Skąd mnie znasz? Odrzekł mu Jezus: Widziałem cię, zanim cię zawołał Filip, gdy byłeś pod drzewem figowym. Odpowiedział Mu Natanael: Rabbi, Ty jesteś Synem Bożym, Ty jesteś Królem Izraela! Odparł mu Jezus: Czy dlatego wierzysz, że powiedziałem ci: Widziałem cię pod drzewem figowym? Zobaczysz jeszcze więcej niż to. Potem powiedział do niego: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ujrzycie niebiosa otwarte i aniołów Bożych wstępujących i zstępujących na Syna Człowieczego. Odpowiedz Link
iktoto Homilia 21 Śr 2 25.08.10, 15:36 21 środa 2 2 Tes 3,6–10.16–18; Mt 23,27–32 Od samego początku głoszenia Ewangelii Pan Jezus wzywa do nawrócenia, czyli do przemiany serca. Bez przemiany serca religijność przybiera karykaturalne postaci. Ostre słowa krytykujące faryzeuszy i uczonych w Piśmie odsłaniają zafałszowanie życia wewnętrznego. Takie wypaczenia są nieustannie ogromnym zagrożeniem dla ludzi religijnych. Faryzeizm, jak nazywamy takie zafałszowanie wiary, jest największym zagrożeniem dla niej. Większym nawet niż niewiara. Pan Jezus w Apokalipsie powiedział: Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust (Ap 3,15n). Człowiek niewierzący przynajmniej wie, że jest niewierzący, natomiast człowiek religijnie zafałszowany mniema, że jest wierzący, a nawet uważa, że jest wszystko w porządku w jego relacji do Boga. Na to zafałszowanie właśnie zwraca uwagę Pan Jezus, gdy mówi: Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze obłudnicy, bo budujecie groby prorokom i zdobicie grobowce sprawiedliwych oraz mówicie: „Gdybyśmy żyli za czasów naszych przodków, nie bylibyśmy ich wspólnikami w zabójstwie proroków”. Przez to sami przyznajecie, że jesteście potomkami tych, którzy mordowali proroków. Dopełnijcie i wy miary waszych przodków! (Mt 23,29–32). Oponentom Pana Jezusa wydaje się, że oni na pewno nie popełniliby zbrodni zabicia proroka, że z pewnością by go posłuchali. A oto stoi przed nimi ktoś większy niż Prorok i na nim dokonają największej zbrodni, „dopełniając miary przodków”. Przerażająca jest ta nieświa domość prawdy o własnym sercu. Przy czym nie dotyczy to jedynie fary zeuszy i uczonych w Piśmie. Gdybyśmy tak uważali, wpadlibyśmy w takie samo złudzenie jak ci, do których Pan Jezus skierował swoje słowa. Jeżeli pragniemy autentycznego wzrostu duchowego, musimy te słowa odnieść do siebie samych. Ich przykład powinien nam uświadomić ogromną tajemnicę nieprawości mieszkającą w naszych sercach. Nawrócenia serca nie uzyskuje się przez uparte trzymanie się własnych wyobrażeń o duchowej doskonałości i przestrzeganie Prawa Bożego – nawet w dobrej wierze – tak, jak go rozumiemy. Przemiana serca przede wszystkim jest przemianą naszego widzenia rzeczywistości, zmianą w ocenie wartości tego, co nas spotyka i co podejmujemy. Nasze działanie dopiero wynika z pragnienia, jakie pojawia się w sercu. Przez nawrócenie serca zmienia się nasze rozumienie samego Prawa Bożego. Pan Jezus pokazał nam, jak się to zmienia, dając własny komentarz do przykazań i niektórych innych przepisów Prawa. Dopiero przemienione serce jest w stanie prawdziwie rozpoznać prawdę głoszoną przez proroka, gdyż potrafi usłyszeć głos samego Boga, który potwierdza słowa proroka. Dopóki w lęku staramy się za wszelką cenę uzyskać potwierdzenie naszej porządności, brak nam zdolności widzenia prawdy wewnętrznej. Pokusa łatwego potwierdzenia własnej religijności i prawości jest stale aktualna. W pierwszym dzisiejszym czytaniu św. Paweł ma do czynienia z pojawieniem się jej już w pierwszym pokoleniu chrześcijan. Listy do Tesaloniczan są najstarszymi pismami Nowego Testamentu. Były napisane ok. 50 roku, czyli niecałe 20 lat po krzyżowej śmierci Pana Jezusa. Już wówczas ten problem był aktualny. Część wierzących tak się uczepiła nadziei szybkiego zbawienia, gdyż w ich przekonaniu Pan Jezus miał lada dzień nadejść, że zaprzestali pracować, licząc na dobroć swoich współbraci. Jednocześnie zajmowali się jedynie „religijnymi” sprawami, myśląc o sobie, że są kimś wielkim. Stąd tak ostre słowa św. Pawła: Kto nie chce pracować, niech też nie je! (2 Tes 3,10). Praca ma to do siebie, że przez nią mamy żywy kontakt z rzeczywistością, co daje nam szansę na trzymanie się jej. Syn Boży wcielił się właśnie dlatego, aby samemu doświadczyć bardzo konkretnie losu człowieka, a ponadto pokazać nam, jak przez rzetelne podejmowanie ludzkiego życia w świadomości, że wszystko dzieje się przed Bogiem i dla Niego, mamy iść do Boga. Oderwane od życi a rozważania religijne, napędzane chęcią bycia kimś wielkim i mądrym, prowadzą do całkowitego zafałszowania siebie. Zupełnie podobnie się dzieje, gdy koncentrujemy się wokół samych pobożnych ćwiczeń. Jeżeli nie ma harmonii pomiędzy nimi a naszym zwykłym podejmowaniem obowiązków, życzliwością do innych…, to znaczy, że nasza więź z Bogiem jest sztuczna, niezbudowana na prawdzie. Pan Jezus, zostawiając nam Eucharystię, która według Niego ma być dla nas chlebem powszednim, pragnie, aby nasza wiara wyraziła się w naszej codzienności. Odpowiedz Link
iktoto Czytania na każdy dzień- środa, 25.08.2010 25.08.10, 15:36 (2 Tes 3,6-10.16-18) Nakazujemy wam, bracia, w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, abyście stronili od każdego brata, który postępuje wbrew porządkowi, a nie według tradycji, którą przejęliście od nas. Sami bowiem wiecie, jak należy nas naśladować, bo nie wzbudzaliśmy wśród was niepokoju ani u nikogo nie jedliśmy za darmo chleba, ale pracowaliśmy w trudzie i zmęczeniu, we dnie i w nocy, aby dla nikogo z was nie być ciężarem. Nie jakobyśmy nie mieli do tego prawa, lecz po to, aby dać wam samych siebie za przykład do naśladowania. Albowiem gdy byliśmy u was, nakazywaliśmy wam tak: Kto nie chce pracować, niech też nie je! A sam Pan pokoju niech was obdarzy pokojem zawsze i na wszelki sposób! Pan niech będzie z wami wszystkimi! Pozdrowienie ręką moją - Pawła. Ten znak jest w każdym liście: Tak piszę. Łaska Pana naszego Jezusa Chrystusa z wami wszystkimi! (Ps 128,1-2.4-5) REFREN: Błogosławiony, kto się boi Pana Błogosławiony każdy, kto się boi Pana, kto chodzi Jego drogami. Bo z pracy rąk swoich będziesz pożywał, szczęście osiągniesz i dobrze ci będzie. Małżonka twoja jak płodny szczep winny we wnętrzu twojego domu. Synowie twoi jak sadzonki oliwki dokoła twojego stołu. Oto takie błogosławieństwo dla męża, który boi się Pana. Niechaj cię Pan błogosławi z Syjonu, oglądaj pomyślność Jeruzalem przez całe swe życie. (1 J 2,5) Kto zachowuje naukę Chrystusa, w tym naprawdę miłość Boża jest doskonała. (Mt 23,27-32) Jezus przemówił tymi słowami: Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo podobni jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa. Tak i wy z zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, lecz wewnątrz pełni jesteście obłudy i nieprawości. Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo budujecie groby prorokom i zdobicie grobowce sprawiedliwych, i mówicie: Gdybyśmy żyli za czasów naszych przodków, nie bylibyśmy ich wspólnikami w zabójstwie proroków. Przez to sami przyznajecie, że jesteście potomkami tych, którzy mordowali proroków. Dopełnijcie i wy miary waszych przodków! Odpowiedz Link
iktoto Homilia 26.08 25.08.10, 15:37 26.08. – Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej Prz 8,22–35 lub Iz 2,2–5; Ga 4,4–7; J 2,1–11 (Czyż) to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? (J 2,4). Istnieją w Piśmie Świętym trudne miejsca, które nas niepokoją czy wręcz rażą. Zacytowany zwrot Pana Jezusa do Matki do takich trudnych miejsc należy. Do Biblii Tysiąclecia, a przez nią do lekcjonarza, trafiło takie sformułowanie, które jest próbą wytłumaczenia zgrzytu, jaki się pojawia w brzmieniu tego zdania. Dosłownie brzmi ono: „co Mnie i Tobie” (ti emoi kai soi). Jest to wyrażenie idiomatyczne i oznacza mniej więcej: „daj mi spokój”. W Ewangeliach powtarza się ono w spotkaniach Pana Jezusa ze złymi duchami. One mówią do Niego: „co nam i Tobie” (ti hemin kai soi), co Biblia Tysiąclecia tłumaczy: Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? (Mk 1,24). Ten idiom wyraża separację pomiędzy partnerami rozmowy. W Starym Testamencie takiego idiomu użył Dawid w stosunku do Joaba i Abiszaja: Co jest między mną a wami, synowie Serui (2 Sm 19,23). I tutaj także chodzi Dawidowi o odcięcie się od ich postępowania. Jakżeż Pan Jezus mógł się tak niegrzecznie odezwać do swojej Matki?! Dlatego to przekształcono zdanie oznajmujące na pytanie, zmieniając sens tej wypowiedzi. Oczywiście gramatycznie jest to możliwe, bo w oryginalnym tekście w języku greckim nie ma partykuły „czy” oraz znaków interpunkcyjnych. Nieco dłuższy wywód na temat tego trudnego wyrażenia odsłania pewną tendencję w naszym tłumaczeniu trudnych spraw. Jeżeli nie pasuje ono do naszych wyobrażeń, to staramy się je złagodzić albo nadać mu odmienny sens. Czy jednak w ten sposób nie tracimy czegoś o wiele cenniejszego? Spróbujmy jednak dopuścić takie nieprzyjemne brzmienie odezwania się Syna do Matki: „Daj Mi spokój, Niewiasto. Jeszcze nie nadeszła moja godzina”. W Ewangelii św. Jana „godzina Jezusa” to zawsze Jego śmierć na krzyżu. Ogłasza jej nadejście w 12. rozdziale: Nadeszła godzina, aby został uwielbiony Syn Człowieczy (J 12,23). Tak brzmiąca odpowiedź udzielona Matce jest zatem wyraźną odmową! Ale zobaczmy, co się dzieje dalej. Matka wcale nie daje za wygraną. Zaraz mówi do sług: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie (J 2,5). Zobaczmy, co wynika z tak odczytanej sceny. Najswiętsza Maryja Panna okazuje się bardzo rezolutną kobietą. Przypomina się w tym momencie scena z Syrofenicjanką, która prosiła o zdrowie dla swojej córki. W odpowiedzi usłyszała od Pana Jezusa także bardzo nieprzyjemne słowa: Pozwól wpierw nasycić się dzieciom; bo niedobrze jest zabrać chleb dzieciom, a rzucić psom (Mk 7,27). Ona jednak z całą pokorą odpowiedziała: Tak, Panie, lecz i szczenięta pod stołem jadają z okruszyn dzieci (Mk 7,28). Ona także nie dała się zbyć negatywną odpowiedzią. I ze względu na jej upartą wiarę uzyskała to, o co prosiła. Mamy zatem w tym momencie do czynienia z tak zwanymi „modlitwami niewysłuchanymi”. Pan Jezus w pierwszej reakcji odrzuca prośbę. Ale dzięki wytrwałości proszącego prośba zostaje wysłuchana. Pamiętamy przypowieść Pana Jezusa o wytrwałej modlitwie, przypowieść o niesprawiedliwym sędzi, którego wytrwałe naleganie biednej kobiety skłoniło do załatwienia jej sprawy. Na koniec tej przypowieści Pan Jezus mówi: A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? (Łk 18,8). Wydaje się, że scena z dzisiejszej Ewangelii jest swoistą ilustracją tej prawdy. Warto pamiętać o tym, że modlitwa, nawet najbardziej szlachetna w naszym pojęciu, nie musi od razu być wysłuchana. Także sami mamy przecież często problem z „niewysłuchaną modlitwą”. W tym kontekście scena z Kany Galilejskiej napawa nas optymizmem i nadzieją: oto Pan Jezus jednak ostatecznie wysłuchuje próśb, które pierwotnie wydają się nie być wysłuchane. Taka modlitwa ma różne postacie: nie zostaje ona wysłuchana od razu albo nie w taki sposób, jak byśmy sobie tego życzyli. Dlaczego Pan Jezus nie odpowiada jednak od razu? Taka jest Jego pedagogia. Pamiętamy Jego słowa: Wszystko, o co w modlitwie prosicie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie (Mk 11,24). Modlitwa jest dialogiem, w który najważniejsze nie jest to, o co prosimy, ale sama więź osobowa. KKK o modlitwie powie następująco: Modlitwa – czy zdajemy sobie z tego sprawę, czy nie – jest spotkaniem Bożego i naszego pragnienia. Bóg pragnie, abyśmy Go pragnęli (KKK 2560). Modlitwa jest o tyle chrześcijańska, o ile jest komunią z Chrystusem (KKK 2565). W modlitwie najważniejsze nie jest to, o co prosimy, ale spotkanie. Uparta wiara, uparta prośba jest wyrazem prawdziwego zawierzenia. Nie mamy do czynienia z jakąś instytucją, która zatwierdza nasze podanie o załatwienie sprawy, ale z autentycznym dialogiem razem z jego dramatyzmem. Przemaganie Boga swoją prośbą świadczy o takiej żywej więzi. U proroka Izajasza czytamy: Chodźcie i spór ze Mną wiedźcie! – mówi Pan. Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją; choćby czerwone jak purpura, staną się jak wełna (Iz 1,18). U proroka Ozeasza natomiast Bóg mówi do Izraela: Pociągnąłem ich ludzkimi więzami, a były to więzy miłości (Oz 11,4). A dzisiejsza Ewangelia pokazuje, jak Najświętsza Maryja Panna potrafi nas wspierać w owym uporze, który prowadzi do prawdziwego spotkania z Bogiem. I o tym trzeba nam pamiętać, i chyba warto uczyć ludzi tego dobrego uporu i wytrwałości. Pamiętajmy słowa Pana Jezusa: A od czasu Jana Chrzciciela aż dotąd królestwo niebieskie doznaje gwałtu i ludzie gwałtowni zdobywają je (Mt 11,12). Odpowiedz Link
iktoto Czytania na każdy dzień- czwartek, 26.08.2010 26.08.10, 22:46 Uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej (Prz 8,22-35) Pan mnie stworzył, swe arcydzieło, jako początek swej mocy, od dawna, od wieków jestem stworzona, od początku, nim ziemia powstała. Przed oceanem istnieć zaczęłam, przed źródłami pełnymi wody; zanim góry zostały założone, przed pagórkami zaczęłam istnieć; nim ziemię i pola uczynił - początek pyłu na ziemi. Gdy niebo umacniał, z Nim byłam gdy kreślił sklepienie nad bezmiarem wód, gdy w górze utwierdzał obłoki, gdy źródła wielkiej otchłani umacniał, gdy morzu stawiał granice, by wody z brzegów nie wyszły, gdy kreślił fundamenty pod ziemię. Ja byłam przy Nim mistrzynią, rozkoszą Jego dzień po dniu, cały czas igrając przed Nim, igrając na okręgu ziemi, znajdując radość przy synach ludzkich. Więc teraz, synowie, słuchajcie mnie, szczęśliwi, co dróg moich strzegą. Przyjmijcie naukę i stańcie się mądrzy, pouczeń mych nie odrzucajcie! Błogosławiony ten, kto mnie słucha, kto co dzień u drzwi moich czeka, by czuwać u progu mej bramy, bo kto mnie znajdzie, ten znajdzie życie i uzyska łaskę u Pana. lub (Iz 2,2-5) Stanie się na końcu czasów, że góra świątyni Pańskiej stanie mocno na wierzchu gór i wystrzeli ponad pagórki. Wszystkie narody do niej popłyną, mnogie ludy pójdą i rzekną: Chodźcie, wstąpmy na Górę Pańską do świątyni Boga Jakubowego! Niech nas nauczy dróg swoich, byśmy kroczyli Jego ścieżkami. Bo Prawo wyjdzie z Syjonu i słowo Pańskie - z Jeruzalem. On będzie rozjemcą pomiędzy ludami i wyda wyroki dla licznych narodów. Wtedy swe miecze przekują na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Naród przeciw narodowi nie podniesie miecza, nie będą się więcej zaprawiać do wojny. Chodźcie, domu Jakuba, postępujmy w światłości Pana. (Ps 48,2-3.9-11.13-15) REFREN: Tyś wielką chlubą naszego narodu Wielki jest Pan i godzien wielkiej chwały w mieście naszego Boga. Święta Jego góra, wspaniałe wzniesienie, radością jest całej ziemi. Cośmy słyszeli, to zobaczyliśmy w mieście Pana Zastępów, w mieście naszego Boga; Bóg je umacnia na wieki. Rozważamy, Boże, Twoją łaskawość we wnętrzu Twojej świątyni. Jak imię Twe, Boże, tak i chwała Twoja sięga po krańce ziemi. Prawica Twoja pełna jest sprawiedliwości. Obejdźcie dokoła Syjon, policzcie jego wieże. By powiedzieć przyszłym pokoleniom, że Bóg jest naszym Bogiem na wieki. (Ga 4,4-7) Gdy jednak nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo. Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg wysłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: Abba, Ojcze! A zatem nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem. Jeżeli zaś synem, to i dziedzicem z woli Bożej. (Łk 1,28) Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławionaś Ty między niewiastami. (J 2,1-11) W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: Nie mają już wina. Jezus Jej odpowiedział: Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja? Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie. Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. Rzekł do nich Jezus: Napełnijcie stągwie wodą! I napełnili je aż po brzegi. Potem do nich powiedział: Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu! Oni zaś zanieśli. A gdy starosta weselny skosztował wody, która stała się winem - nie wiedział bowiem, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli - przywołał pana młodego i powiedział do niego: Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory. Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie. Odpowiedz Link
iktoto Homilia 21 Pt 2 26.08.10, 22:45 21. Piątek 2 1 Kor 1,17–25; Mt 25,1–13 W obu dzisiejszych czytaniach jest mowa o mądrości. W każdym z nich jednak pojawia się ona w innym kontekście i jest inaczej rozumiana. Przypowieść o pannach mądrych i głupich wskazuje na potrzebę zwykłej roztropności i przezorności. Kiedy coś zamierzamy zrobić, musimy myśleć o końcu, o celu i aby osiągnąć cel, musimy przygotować niezbędne rzeczy. Jeżeli ktoś jedynie spontanicznie myśli o tym, co tu i teraz; korzysta tylko z tego, co ma, nie starając się przewidzieć, co będzie jutro, postępuje nieroztropnie. Przypowieść o pannach mówi o konieczności takiej roztropności w odniesieniu do królestwa Bożego. Przypomina ona w tym względzie przypowieść o nieuczciwym rządcy. Pochwała, jakiej udzielił mu Pan Jezus, dotyczyła właśnie takiej przezorności na przyszłość. Jednak zarówno w tej, jak i w tamtej przypowieści roztropność ziemska jest obrazem mądrości odnoszącej się do życia wiecznego. Jeżeli prawdziwie o nim myślimy, to musimy w naszym życiu tak postępować, aby sobie przygotować to, co niezbędne dla tamtego życia. Mądrość polega na tym, że w naszych wyborach uwzględniamy ostateczną perspektywę i to, co się do niej odnosi, jest dla nas najważniejsze. W Liście do Koryntian, w dzisiejszym pierwszym czytaniu, św. Paweł głosi natomiast mądrość krzyża w przeciwieństwie do mądrości tego świata: Tak więc, gdy Żydzi żądają znaków, a Grecy szukają mądrości, my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan, dla tych zaś, którzy są powołani, tak spośród Żydów, jak i spośród Greków – Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą (1 Kor 1,23n). Mądrość ludzka ma swoje granice. Jeżeli pragniemy osiągnąć życie wieczne, to ona nie wystarcza. Potrzeba mądrości z góry. Wpierw i przede wszystkim trzeba wiedzieć, że mądrym się nie jest, że mądrości jedynie szukamy. Mądrość Boża jest zupełnie inna niż nasza. Rozpoznać ją można jedynie w głębi serca. Spotyka się ona jedynie z mądrością, jaką otrzymaliśmy od Boga przez stworzenie nas na Jego podobieństwo. Do tego trzeba mieć pokorę. Doskonale zrozumiał to św. Paweł po klęsce, jakiej doświadczył na Areopagu. Mimo wspaniałej mowy, kiedy zaczął mówić o zmartwychwstaniu, został wyśmiany. Do Koryntu przyszedł głosić mądrość krzyża i zmartwychwstanie Chrystusa: nie w mądrości słowa, by nie zniweczyć Chrystusowego krzyża… Skoro bowiem świat przez mądrość nie poznał Boga w mądrości Bożej, spodobało się Bogu przez głupstwo głoszenia słowa zbawiać wierzących (1 Kor 1,17.21). Zarówno mądrość panien, jak i mądrość krzyża pochodzą od Boga, a my osiągamy ją, gdy wpatrujemy się w Boży zamysł odnoszący się do nas. W Eucharystii też zamysł Boży został zapisany i nam przekazany w postaci sakramentu. Odpowiedz Link
iktoto Czytania na każdy dzień- piątek, 27.08.2010 28.08.10, 18:44 Wspomnienie św. Moniki (1 Kor 1,17-25) Nie posłał mnie Chrystus, abym chrzcił, lecz abym głosił Ewangelię, i to nie w mądrości słowa, by nie zniweczyć Chrystusowego krzyża. Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia. Napisane jest bowiem: Wytracę mądrość mędrców, a przebiegłość przebiegłych zniweczę. Gdzie jest mędrzec? Gdzie uczony? Gdzie badacz tego, co doczesne? Czyż nie uczynił Bóg głupstwem mądrości świata? Skoro bowiem świat przez mądrość nie poznał Boga w mądrości Bożej, spodobało się Bogu przez głupstwo głoszenia słowa zbawić wierzących. Tak więc, gdy Żydzi żądają znaków, a Grecy szukają mądrości, my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan, dla tych zaś, którzy są powołani, tak spośród Żydów, jak i spośród Greków, Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą. To bowiem, co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi, a co jest słabe u Boga, przewyższa mocą ludzi. (Ps 33,1-2.4-5.10-11) REFREN: Pełna jest ziemia łaskawości Pana Sprawiedliwi, radośnie wołajcie na cześć Pana, prawym przystoi pieśń chwały. Sławcie Pana na cytrze, grajcie Mu na harfie o dziesięciu strunach. Bo słowo Pana jest prawe, a każde Jego dzieło godne zaufania. On miłuje prawo i sprawiedliwość, ziemia jest pełna Jego łaski. Pan udaremnia zamiary narodów, wniwecz obraca zamysły ludów. Zamiary Pana trwają na wieki, zamysły Jego serca przez pokolenia. (Łk 21,36) Czuwajcie i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli stanąć przed Synem Człowieczym. (Mt 25,1-13) Jezus opowiedział swoim uczniom tę przypowieść: Podobne jest królestwo niebieskie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego. Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w naczyniach. Gdy się pan młody opóźniał, zmorzone snem wszystkie zasnęły. Lecz o północy rozległo się wołanie: Pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie! Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy. A nierozsądne rzekły do roztropnych: Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną. Odpowiedziały roztropne: Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie! Gdy one szły kupić, nadszedł pan młody. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną, i drzwi zamknięto. W końcu nadchodzą i pozostałe panny, prosząc: Panie, panie, otwórz nam! Lecz on odpowiedział: Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was. Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny. Odpowiedz Link
iktoto Homilia 21 Sob 2 28.08.10, 18:45 21. Sobota 2 1 Kor 1,26–31; Mt 25,14–30 Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma (Mt 25,29). Jest to jedno ze zdań wypowiedzianych przez Pana Jezusa, które wzbudza najwięcej kontrowersji. Dlaczego biednemu odbiera się nawet to, co ma, a bogatemu dodaje jeszcze do jego bogactwa!? Czyżby w królestwie Bożym panowała także taka niesprawiedliwość? To przecież sprzeczne z wypowiedzią Pana Jezusa mówiącą o trudnościach bogatych w dostaniu się do królestwa Bożego! Czy takie zdanie mógł wypowiedzieć Pan Jezus? Oderwane od kontekstu przytoczone zdanie wydaje się wyrażać taką niesprawiedliwą naukę. O czym jednak mówi wypowiedź Pana Jezusa? Niewątpliwie odnosi się ona do Bożego obdarowania kogoś lub odebrania mu czegoś. Słowa: „będzie dodane” i „zabiorą” oznaczają po prostu, że Bóg odpowiednio doda lub zabierze. Odnoszą się one zasadniczo do królestwa Bożego. Ale co będzie zabrane, a co dodane? Otóż w przypowieści Pan Jezus mówi dwukrotnie: Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! (Mt 25,21 i 23). Istnieje wyraźna opozycja pomiędzy „niewielu” a „wieloma”. W Ewangelii według św. Łukasza w podobnym kontekście Pan Jezus mówi o zarządzie „cudzymi” dobrami i o uzyskaniu „własnych”. Odnosi się to do tej samej opozycji: dobra na ziemi – królestwo Boże. Dobra na ziemi to „niewiele” i „cudze”, a dobra w królestwie Bożym to „wiele” i „własne”. Zwróćmy uwagę na fakt, że trzeci sługa nie uczynił niczego złego moralnie: nie ukradł własności swego pana, nie oszukiwał, nie sprzeniewierzył… Jego „wina” odnosiła się jedynie do braku aktywności w zarabianiu pieniędzy. Dlaczego zatem został tak surowo potraktowany? Wydaje się, że wiąże się to z relacją, jaka istnieje pomiędzy panem i jego sługami. Gdyby relacja była podobna do relacji pomiędzy pracodawcą a pracownikiem, to opisana reakcja pana byłaby przesadna. Jeżeli natomiast relacja jest wspólnotą podobną do wspólnoty rodzinnej, relacją zaufania i odpowiedzialności za dobra swego pana, to brak zatroskania o wzrost tego dobra okazuje się zdradą. Bóg, stwarzając człowieka, uczynił go na swój obraz i podobieństwo i przekazał mu stworzony świat w zarząd. Związał z człowiekiem ogromną nadzieję i dopuścił go do wielkiej zażyłości. Stąd brak zatroskania o Boże dobro oznacza zdradę. W przypowieści dwaj pierwsi słudzy właśnie z pełnym zatroskaniem, bardzo świadomie i aktywnie pracowali na rzecz swojego pana. Pragnęli wzrostu jego majątku. Natomiast trzeci bał się swego pana, uważając, że jest on niesprawiedliwy. W swojej nadziei był skoncentrowany na ocaleniu siebie i swojego dobra. Jedna z najczęściej powtarzanych myśli Pana Jezusa mówi: kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je (Mt 16,25). Otóż sługa „zły i gnuśny” był zamknięty w lęku o siebie i ocalenie swojego życia. Tym samym jednak, szukając szczęścia na własny rachunek, odciął się od swojego pana. To, co otrzymaliśmy tutaj na ziemi, jest nam dane jedynie na określony czas. Ten czas się kończy, przemija postać tego świata i razem z nim wszystko to, co tutaj posiadamy, zostaje nam zabrane. Jeżeli swoją nadzieję wiążemy z tym, co przemija, to sami wybieramy fatalną nadzieję, skazaną na przegraną. Każdemu z nas, wcześniej czy później, zostanie to wszystko zabrane. Ci, którzy przynieśli panu zysk, otrzymują od niego „wiele”, czyli dobra należące do królestwa Bożego. Trzeci sługa ich nie dostaje, bo do nich naprawdę nie dążył. Wcześniej w Ewangelii czytamy przypowieść o „pannach mądrych i głupich”. Głupie panny także nie zgrzeszyły moralnie przeciw Oblubieńcowi. Nie zdradziły go, nic mu nie ukradły itd. A jednak usłyszały na koniec: Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was (Mt 25,12). Czym „zawiniły”? Brakiem oliwy, czyli brakiem myślenia na przyszłość, brakiem zatroskania o przyszłość; to świadczyło o tym, że oblubieniec nie był dla nich ważny. Coś innego było ważniejsze. Wiara musi się wyrazić w konkretnej postawie w życiu na co dzień. Jeżeli się nie wyraża autentycznym zatroskaniem o królestwo Boże, to znaczy, że jej nie ma, że jest jedynie przeżywana w myśli, nierealnie. Przypowieści, zarówno o pannach mądrych i głupich, jak i dzisiejsza przypowieść o talentach, są dla nas wskazaniem, abyśmy realnie patrzyli na siebie i swoją wiarę. Abyśmy siebie nie oszukiwali pozorami. Po owocach rozpoznaje się prawdziwą wartość naszego życia wiary. Odpowiedz Link
iktoto Czytania na każdy dzień- sobota, 28.08.2010 28.08.10, 18:53 Wspomnienie św. Augustyna, biskupa i doktora Kościoła (1 Kor 1,26-31) Przypatrzcie się, bracia, powołaniu waszemu! Niewielu tam mędrców według oceny ludzkiej, niewielu możnych, niewielu szlachetnie urodzonych. Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć; i to, co nie jest szlachetnie urodzone według świata i wzgardzone, i to, co nie jest, wyróżnił Bóg, by to co jest, unicestwić, tak by się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga. Przez Niego bowiem jesteście w Chrystusie Jezusie, który stał się dla nas mądrością od Boga i sprawiedliwością, i uświęceniem, i odkupieniem, aby, jak to jest napisane, w Panu się chlubił ten, kto się chlubi. (Ps 33,12-13.18-21) REFREN: Szczęśliwy naród wybrany przez Pana Błogosławiony lud, którego Pan jest Bogiem, naród, który On wybrał na dziedzictwo dla siebie. Pan spogląda z nieba, widzi wszystkich ludzi. Oczy Pana zwrócone na bogobojnych, na tych, którzy czekają na Jego łaskę. Aby ocalił ich życie od śmierci i żywił ich w czasie głodu. Dusza nasza oczekuje Pana, On jest naszą pomocą i tarczą. Raduje się w Nim nasze serce, ufamy Jego świętemu imieniu. (Ef 1,17-18) Niech Ojciec naszego Pana Jezusa Chrystusa przeniknie nasze serca swoim światłem, abyśmy wiedzieli, czym jest nadzieja naszego powołania. (Mt 25,14-30) Jezus opowiedział swoim uczniom następującą przypowieść: Pewien człowiek, mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Zaraz ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obrót i zyskał drugie pięć. Tak samo i ten, który dwa otrzymał; on również zyskał drugie dwa. Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana. Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi. Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, mówiąc: Panie, przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność! Odrzekł mu pan jego: Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdziem nie rozsypał. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz - w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Odpowiedz Link
iktoto Homilia 22 Nd C 28.08.10, 18:46 22. Niedziela C Syr 3,17–18.20.28–29; Hbr 12,18–19.22–24a; Łk 14,1.7–14; Skromność w życiu, choć dzisiaj niemodna, jest bardzo ważna. Dzisiaj lansuje się raczej reklamę i promowanie siebie, a w zwykłym życiu bardzo mocno jest obecna postawa pretensji i roszczeń. Trudno jednak przy nieustannym rozbudzaniu swojego „ja” mówić o mądrości. Mędrzec Starego Testamentu mówi: O ile wielki jesteś, o tyle się uniżaj, a znajdziesz łaskę u Pana (Syr 3,18). Trzeba umieć się uniżyć, zamilknąć, powściągnąć swoje żądania i namiętności i zacząć słuchać racji innych. Okazuje się, że życie jest bardziej skomplikowane niż nasze uproszczone widzenie. Zazwyczaj w naszych sporach z innymi ludźmi problem nie polega na sprzeczności, ale na innych sposobach patrzenia i na ocenianiu rzeczywistości z odmiennych punktów widzenia. Do porozumienia można dojść jedynie wtedy, gdy się dopuści do siebie czyjś sposób patrzenia i oceniania rzeczywistości. U podstaw takiego patrzenia zawsze stoi jakieś konkretne doświadczenie i wynikające z niego obawy lub pragnienia. Kiedy zrozumie się to doświadczenie, łatwo można zrozumieć drugiego i jego odmienny sposób patrzenia. Natomiast tragedią jest, gdy ktoś uważa, że jedynie on ma rację, gdy zamyka się we własnej wizji i z uporem się jej trzyma: Na chorobę pyszałka nie ma lekarstwa, albowiem nasienie zła w nim zapuściło ko rzenie (Syr 3,28). Takiej postawie towarzyszy zazwyczaj noszenie w sobie pretensji do innych przy jednoczesnym usprawiedliwianiu siebie. Mędrzec Starego Testamentu mówi wyraźnie w takim przypadku o grzechu, który jest przyczyną takiego uporu. Ten upór potrafi doprowadzić aż do nienawiści przeciwników w sporze. Dzisiaj obserwujemy jakieś niesamowite nasilenie takich postaw w życiu publicznym. Jest to niezmiernie smutne i demoralizujące. Nie ma to nic wspólnego z Bogiem, który uczy nas miłości nawet nieprzyjaciół. Kto wbrew temu postępuje, nie naśladuje Boga, nie staje się Jego uczniem. Warunkiem pojednania jest wyciszenie swojego nadętego „ja”, odrzucenie myślenia w kategoriach pretensji do innych, przebaczenie win innych, rozmowa z nimi opierająca się na słuchaniu i pragnieniu zrozumienia ich sposobu patrzenia i rozumowania. Początek rozpoczyna się od uniżenia siebie: Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie po niżony, a kto się poniża, będzie wywyższony (Łk 14,11). Warto wiedzieć, że sformułowanie w stronie biernej: „będzie poniżony”, „będzie wywyższony” oznacza po prostu, że odpowiednio Bóg go poniży lub wywyższy. Nasza relacja do drugiego człowieka posiada bezpośrednie konsekwencje w naszym odniesieniu do Boga i Boga do nas. W relacji do Boga absolutnym fundamentem jest prawda o tym, że nam się nic nie należy. Wszystko, cokolwiek od Niego otrzymujemy, jest czystym darem i dlatego nie możemy mieć żadnych pretensji z powodu tego, że czegoś nie otrzymaliśmy, nie możemy mieć żadnych roszczeń. Tylko wtedy, gdy cokolwiek przyjmujemy od Niego jako dar, staje się to dla nas czymś, co nas buduje. Inaczej właściwie tracimy to już w momencie, gdy otrzymujemy. Skromność i pokora umożliwiają nam prawdziwe życie. Ta zasada jest prawdziwa już w relacjach bliskości, takich jak małżeństwo, przyjaźń. Ale w pełni staje się prawdą w wymiarze ostatecznym. Autor Listu do Hebrajczyków pisze w nawiązaniu do objawienia się Boga na Synaju: Nie przystąpiliście do dotykalnego i płonącego ognia, do mgły, do ciemności i burzy ani też do grzmiących trąb i do takiego dźwięku słów, iż wszyscy, którzy go słyszeli, prosili, aby do nich nie mówił (Hbr 12,18n). Kiedy stajemy przed Bogiem, to nie stajemy przed grozą potęgi, która można nas zniszczyć, nie przed sędzią, który bezwzględnie osądza wszystkich. Wy natomiast przystąpiliście do góry Syjon, do miasta Boga żyjącego, Jeruzalem niebieskiego, do niezliczonej liczby aniołów, na uroczyste zebranie, do Kościoła pierworodnych, którzy są zapisani w nie biosach, do Boga, który sądzi wszystkich, do duchów sprawiedliwych, które już doszły do celu, do pośrednika Nowego Testamentu, Jezusa (Hbr 12,22–24). Wchodzimy we wspólnotę, która żyje przed obliczem Boga w radości dzieci, które cieszą się samym istnieniem. W ich radości zawiera się wdzięczność za ten nieoceniony dar. Życie jawi się jako wielki niezasłużony dar i radość z tego obdarowania. Nie ma w nim miejsca na żadne narzekanie, pretensje i żale. Odpowiedz Link
iktoto Czytania na każdy dzień- niedziela, 29.08.2010 29.08.10, 14:26 XXII niedziela zwykła (Syr 3,17-18.20.28-29) Synu, z łagodnością wykonuj swe sprawy, a każdy, kto jest prawy, będzie cię miłował. O ile wielki jesteś, o tyle się uniżaj, a znajdziesz łaskę u Pana. Wielka jest bowiem potęga Pana i przez pokornych bywa chwalony. Na chorobę pyszałka nie ma lekarstwa, albowiem nasienie zła w nim zapuściło korzenie. Serce rozumnego rozważa przypowieści, a ucho słuchacza jest pragnieniem mędrca. (Ps 68,4-7.10-11) REFREN: Ty, dobry Boże, biednego ochraniasz Sprawiedliwi cieszą się i weselą przed Bogiem, i rozkoszują radością. Śpiewajcie Bogu, grajcie Jego imieniu, cieszcie się Panem, przed Nim się weselcie. Ojcem sierot i wdów opiekunem jest Bóg w swym świętym mieszkaniu. Bóg dom gotuje dla opuszczonych, jeńców prowadzi ku lepszemu życiu. Deszcz obfity zesłałeś, Boże, Tyś orzeźwił swoje znużone dziedzictwo. Twoja rodzina, Boże, znalazła to mieszkanie, które w swej dobroci dałeś ubogiemu. (Hbr 12,18-19.22-24a) Nie przystąpiliście do dotykalnego i płonącego ognia, do mgły, do ciemności i burzy ani też do grzmiących trąb i do takiego dźwięku słów, iż wszyscy, którzy go słyszeli, prosili, aby do nich nie mówił. Wy natomiast przystąpiliście do góry Syjon, do miasta Boga żyjącego, Jeruzalem niebieskiego, do niezliczonej liczby aniołów, na uroczyste zebranie, do Kościoła pierworodnych, którzy są zapisani w niebiosach, do Boga, który sądzi wszystkich, do duchów sprawiedliwych, które już doszły do celu, do Pośrednika Nowego Testamentu - Jezusa. (Mt 11,29ab) Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem. (Łk 14,1.7-14) Gdy Jezus przyszedł do domu pewnego przywódcy faryzeuszów, aby w szabat spożyć posiłek, oni Go śledzili. I opowiedział zaproszonym przypowieść, gdy zauważył, jak sobie pierwsze miejsca wybierali. Tak mówił do nich: Jeśli cię kto zaprosi na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca, by czasem ktoś znakomitszy od ciebie nie był zaproszony przez niego. Wówczas przyjdzie ten, kto was obu zaprosił, i powie ci: Ustąp temu miejsca; i musiałbyś ze wstydem zająć ostatnie miejsce. Lecz gdy będziesz zaproszony, idź i usiądź na ostatnim miejscu. Wtedy przyjdzie gospodarz i powie ci: Przyjacielu, przesiądź się wyżej; i spotka cię zaszczyt wobec wszystkich współbiesiadników. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony. Do tego zaś, który Go zaprosił, rzekł: Gdy wydajesz obiad albo wieczerzę, nie zapraszaj swoich przyjaciół ani braci, ani krewnych, ani zamożnych sąsiadów, aby cię i oni nawzajem nie zaprosili, i miałbyś odpłatę. Lecz kiedy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych. A będziesz szczęśliwy, ponieważ nie mają czym tobie się odwdzięczyć; odpłatę bowiem otrzymasz przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych. Odpowiedz Link
iktoto Homilia 22 Wt 2 30.08.10, 21:34 22. Wtorek 2 1 Kor 2,10b–16; Łk 4,31–37 Duch przenika wszystko, nawet głębokości Boga samego (1 Kor 2,10). Jedynie duchem można naprawdę rozpoznać sprawy duchowe. W Liście do Koryntian św. Paweł mówi o ogromnym darze, jaki otrzymaliśmy przez chrzest i bierzmowanie. Tym darem jest Duch Prawdy, który daje nam przystęp do całej prawdy sięgającej nawet głębokości Boga samego. To, co zapowiedział Pan Jezus podczas Ostatniej Wieczerzy, zostało nam dane przez dar Ducha Świętego. Jednocześnie to obdarowanie powoduje pewną samotność, bo ci, którzy są ze świata, to znaczy żyją tym, co daje świat i poza horyzont świata nie wyglądają, nie są w stanie zrozumieć pełnej prawdy: Człowiek zmysłowy bowiem nie pojmuje tego, co jest z Bożego Ducha. Głupstwem mu się to wydaje i nie może tego poznać, bo tylko duchem można to rozsądzić (1 Kor 2,14). Stąd wyśmianie przez ludzi ze świata tych, którzy autentycznie wierzą. Samo wyśmianie nie jest największym bólem. O wiele trudniejsze jest do przyjęcia to, że znając zamysł Boży, wiedząc, jakie nieszczęście grozi wszystkim, którzy ignorują Boże słowo i nie wierzą, nie możemy tego zmienić, nie mamy przystępu do ludzi ze świata, aby im odsłonić prawdę. Natomiast ludzie światowi łatwo wpływają na całe rzesze innych i nawet cały świat idzie za ich pomysłami, które często niosą za sobą tragedie. Moralna rozwiązłość lansowana publicznie niesie ze sobą ogromne spustoszenie i zniszczenie człowieka. Dzisiaj widoczna jest także katastrofa ekologiczna, wywołana brakiem jakiegokolwiek opanowania, żądzą posiadania jak najwięcej i nieograniczonego korzystania z dóbr. Nie należy jednak utożsamiać wierzących z ludźmi przynależnymi do Kościoła, a ludzi cielesnych z wszystkimi innymi. Niestety, bywa tak, że ludźmi cielesnymi są chrześcijanie, którzy nawet bardzo podkreślają, że są wierzący, a wielu poza Kościołem ma bardzo głębokie wyczucie Ducha, nie wiedząc może nawet, że jest to Duch Święty. Sprawa jeszcze jest o tyle bardziej złożona, że nawet, jak to przedstawia scena z Ewangelii, złe duchy są w stanie rozpoznać „Świętego Bożego”, ale niestety nie prowadzi to ich do zbawienia. Widać, istnieje w nich jakieś wcześniejsze, głębokie zdecydowanie przeciw Niemu. Posiadają one także siłę, która przerasta nasze ludzkie zdolności. Potrafią tą siłą wielu fascynować i zwodzić. Pan Jezus każe złemu duchowi milczeć, aby nie mówił, kim On jest. Okazuje się, że można mieć złego ducha, który rozpoznaje co prawda Syna Bożego, ale nie jest w stanie wniknąć w głębokości Boga samego i nie potrafi zobaczyć Jego miłości, która daje życie. Reakcją złego ducha na Bożą obecność jest lęk o siebie, o zgubę: Och, czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić? (Łk 4,34). Natomiast, jak widzimy to w różnych scenach, Pan Jezus nigdy niczego nie niszczy, nawet złych duchów. Każe im tylko wyjść z człowieka. Kiedy Go prosiły, pozwolił im nawet wejść w świnie (zob. Łk 8,32n). Wydaje się że właśnie brak agresji jest jednym z czynników odróżniających ducha dobrego od złego. Podobnie wrażliwość na biedę drugiego człowieka charakteryzuje tych, którzy żyją według Ducha Bożego. Bóg bowiem nie chce śmierci nikogo, ale pragnie, by się nawrócił i żył. Po takim nastawieniu można rozpoznać ludzi Ducha. Odpowiedz Link
iktoto Czytania na każdy dzień- wtorek, 31.08.2010 01.09.10, 10:24 (1 Kor 2,10b-16) Duch przenika wszystko, nawet głębokości Boga samego. Kto zaś z ludzi zna to, co ludzkie, jeżeli nie duch, który jest w człowieku? Podobnie i tego, co Boskie, nie zna nikt, tylko Duch Boży. Otóż myśmy nie otrzymali ducha świata, lecz Ducha, który jest z Boga, dla poznania darów Bożych. A głosimy to nie uczonymi słowami ludzkiej mądrości, lecz pouczeni przez Ducha, przedkładając duchowe sprawy tym, którzy są z Ducha. Człowiek zmysłowy bowiem nie pojmuje tego, co jest z Bożego Ducha. Głupstwem mu się to wydaje i nie może tego poznać, bo tylko duchem można to rozsądzić. Człowiek zaś duchowy rozsądza wszystko, lecz sam przez nikogo nie jest sądzony. Któż więc poznał zamysł Pana tak, by Go mógł pouczać? My właśnie znamy zamysł Chrystusowy. (Ps 145,8-14) REFREN: Pan sprawiedliwy na wszystkich swych drogach Pan jest łagodny i miłosierny, nieskory do gniewu i bardzo łaskawy. Pan jest dobry dla wszystkich, a Jego miłosierdzie nad wszystkim, co stworzył. Niech Cię wielbią, Panie, wszystkie Twoje dzieła i niech Cię błogosławią Twoi święci. Niech mówią o chwale Twojego królestwa i niech głoszą Twoją potęgę. Aby synom ludzkim oznajmić Twoją potęgę i wspaniałość chwały Twojego królestwa. Królestwo Twoje królestwem wszystkich wieków, przez wszystkie pokolenia Twoje panowanie. Pan jest wierny we wszystkich swoich słowach i we wszystkich dziełach swoich święty. Pan podtrzymuje wszystkich, którzy upadają, i podnosi wszystkich zgnębionych. (Łk 7,16) Wielki prorok powstał między nami, i Bóg nawiedził lud swój. (Łk 4,31-37) Jezus udał się do Kafarnaum, miasta w Galilei, i tam nauczał w szabat. Zdumiewali się Jego nauką, gdyż słowo Jego było pełne mocy. A był w synagodze człowiek, który miał w sobie ducha nieczystego. Zaczął on krzyczeć wniebogłosy; Och, czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić? Wiem, kto jesteś: Święty Boży. Lecz Jezus rozkazał mu surowo: Milcz i wyjdź z niego! Wtedy zły duch rzucił go na środek i wyszedł z niego nie wyrządzając mu żadnej szkody. Wprawiło to wszystkich w zdumienie i mówili między sobą: Cóż to za słowo? Z władzą i mocą rozkazuje nawet duchom nieczystym, i wychodzą. I wieść o Nim rozchodziła się wszędzie po okolicy. Odpowiedz Link
iktoto Homilia 22 śr 2 01.09.10, 10:25 22. Środa 2 1 Kor 3,1–9; Łk 4,38–44 Jeżeli bowiem jest między wami zawiść i niezgoda, to czyż nie jesteście cieleśni i nie postępujecie tylko po ludzku? (1 Kor 3,3). Okazuje się, że nie wystarczy zostać chrześcijaninem, zostać ochrzczonym, przyjąć dar Ducha Świętego, aby stać się człowiekiem duchowym. To wszystko są początki, zadatki, w których w istocie zawiera się wszystko, ale aby to wszystko stało się w pełni naszym udziałem, musimy współpracować z łaską, musimy wnikać w głębię naszego powołania i konsekwentnie iść drogą wskazaną przez Ewangelię. Okazuje się przy tym, że podobnie jak u Koryntian stale jeszcze drzemią w nas namiętności i lęki, które przeszkadzają w drodze do pełnego poznania prawdy i upodobnienia się do Chrystusa. Paweł musi Koryntianom uświadomić, że niewiele znaczą ludzkie sympatie wobec Ewangelii, która powinna być zasadniczą prawdą życia. Głosiciele są jedynie sługami słowa, i nie mogą koncentrować innych wokół siebie. Raczej powinni się uzupełniać w posłudze. Natomiast liczy się jedynie Bóg, do którego wszyscy zmierzamy niezależnie od tego, kto był głosicielem słowa Bożego, jakiego słuchaliśmy. Każdy z nas sam musi usłyszeć słowo od Boga do niego skierowane. Słudzy słowa jedynie mogą pomóc nam je odkryć, ale ich wykładnia powinna nam tylko to słowo przybliżyć, uczynić je dla nas bardziej żywym. Natomiast obecność w nas zawiści i niezgody świadczy o tym, że ciągle jesteśmy na poziomie człowieka cielesnego. Obawiam się, że dotyczy to nas wszystkich. Ważne jest jednak, czy sobie z tego zdajemy sprawę, czy nie. Najgorsze jest mniemanie o swojej porządności z całkowitym brakiem umiejętności zobaczenia własnych wad, szczególnie gdy one wychodzą bardzo wyraźnie w relacjach z innymi. Zazwyczaj każdy uważa, że ma rację w sporze z innymi, i dlatego trudno nam rozstrzygnąć o tym, kto naprawdę ma słuszność. Może to zrobić ktoś niezależny. Natomiast zawiść i złość są uczuciami stosunkowo łatwymi do uchwycenia w sobie. Może trudne jest to w momencie emocjonalnego rozbudzenia, ale później nieco, w chwili refleksji, jeżeli jesteśmy uczciwi, nie powinno być specjalnie trudno je w sobie zauważyć. A to wystarcza do uświadomienia sobie naszej niedoskonałości. Z kolei ta świadomość powinna nas uczyć pokory, która przybliża do prawdy i daje autentyczny wzrost duchowy. Najważniejsza jest zatem uczciwość wobec siebie samego w odniesieniu do tego, co przeżywamy. Ewangelia dobrze ukazuje, jaka jest pedagogia Boga względem nas. Pan Jezus uzdrawia i wypędza złe duchy. To bardzo mocno działa na ludzi, którzy najbardziej boją się choroby i śmierci. Jednak dla Jezusa uzdrowienia są jedynie znakami, które uwiarygodniają Jego naukę. Ludzie natomiast chcieliby stale otrzymywać od Niego bezpieczeństwo w postaci uzdrowienia i ochrony przed złymi duchami. Pan Jezus odchodzi od nich, mówiąc: Także innym miastom muszę głosić Dobrą Nowinę o królestwie Bożym, bo na to zostałem posłany (Łk 4,43). Jego posłaniem było głoszenie Ewangelii o królestwie Bożym. Aby ją przyjąć, trzeba wyjść poza myślenie oparte na kryteriach tego świata, choćby najbardziej pobożne, ale kierujące się panującymi opiniami. Trzeba zawierzyć prawdzie o Bogu, który przychodzi do nas w postaci swojego Syna, aby nas zbawić. Zawierzenie tej prawdzie przynosi prawdziwe życie, które nie ogranicza się jedynie do uzdrowienia na jakiś czas, ale daje udział w życiu wiecznym w komunii Trójcy Świętej. Odpowiedz Link
iktoto Homilia 22 Czw 2 02.09.10, 15:14 22. Czwartek 2 1 Kor 3,18–23; Łk 5,1–11 Jeśli ktoś spośród was mniema, że jest mądry na tym świecie, niech się stanie głupim, by posiadł mądrość. Mądrość bowiem tego świata jest głupstwem u Boga (1 Kor 3,18n). Mówi się, że Pan Bóg w jednym jest niewątpliwie sprawiedliwy: każdemu dał dostatecznie dużo mądrości, bo nikt nie narzeka na jej brak. Święty Paweł natomiast mówi, że jeżeli uważamy się za mądrych na tym świecie, to trzeba nam stać się głupimi, aby mądrość zdobyć. Przy wskazanym przez cytowane powiedzenie nastawieniu jest bardzo trudno uznać się za głupiego. I tak w istocie jest. Wewnętrzna ambicja bycia mądrym albo lęk o to, by nie być uznanym za głupiego, powodują, że nie idziemy za radą Pawła. Byli jednak ludzie, którzy poszli za tą radą i stawali się głupimi dla świata. Do takich należeli mnisi. Przynajmniej tak było na początku. W Kościele był szczególny typ świętego, tak zwanego szaleńca Bożego, który zachowywał się jak szalony człowiek, zazwyczaj po to, by inni ludzie, uważając go za szaleńca, dali mu spokój. Niemniej taki szaleniec Boży miał ogromny dar słowa i moc czynienia cudów. W radzie św. Pawła nie chodzi jednak zasadniczo o takie dosłowne „stanie się głupim”, ale o wewnętrzne uznanie prawdy o swojej niezdolności do pełnego zrozumienia świata i Bożego zamysłu. Jedynie wówczas stajemy się otwarci na to, by od Boga przyjmować naukę i poddać Mu się, aby Jego mocą dokonało się w nas to, co się ma dokonać. Sami jesteśmy w stanie jedynie sobie wewnętrznie zaszkodzić. Natomiast zazwyczaj stale chcemy wszystko kontrolować, przynajmniej własną świadomością i wiedzą, nie pozwalając w ten sposób działać Bogu. Dlatego potrzeba nam zazwyczaj jakiegoś mocnego doświadczenia. Może przyjąć ono różny kształt. W Ewangelii opisana jest scena cudownego połowu ryb, który zdumiał prostych rybaków. Było to dla nich doświadczenie wskazujące, że oto mają do czynienia z Kimś wielkim. Dlatego Piotr pada na kolana przed Jezusem, mówiąc: Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny (Łk 5,8). Dopiero cud spowodował inne spojrzenie na świat i rzeczywistość. Wezwanie Pana Jezusa, aby poszli za Nim, uczyniło z rybaków innych ludzi. Jezus powołał prostych rybaków, a nie uczonych w Piśmie, uczniów szkół rabinicznych czy innych. Z powołanych przez Jezusa uczonym był jedynie Paweł, który dokonał ogromnego dzieła. Niemniej większość powołanych to prości ludzie, którymi uczeni gardzili. Być może, stało się tak, gdyż o wiele łatwiej było ich nauczyć tej mądrości z góry niż uczonych, którzy mieli wysokie mniemanie o swojej mądrości. Zresztą i tak uczniowie musieli przejść szkołę mądrości, która stała w sprzeczności z tym, co obowiązywało na świecie. Mieli ku temu dużo okazji podczas całego czasu nauczania Pana Jezusa, a szczytem tej szkoły było uwięzienie Pana, sąd nad Nim, upokorzenie, męka i śmierć haniebna na krzyżu. Zrozumieli to dopiero, gdy otrzymali mądrość z góry – Ducha Prawdy, który przychodzi jedynie do tych, którzy Go pragną i są w stanie przyjąć takim, jakim jest. Do tego potrzeba prostoty i pokory. Odpowiedz Link
iktoto Homilia 3.09 i 22 Pt 2 03.09.10, 07:39 3.09. – Świętego Grzegorza Wielkiego, papieża 2 Kor 4,1–2.5–7 Łk 22,24–30 Władza jako służba to piękna idea, ale jednocześnie bardzo trudna do realizacji. Sama idea jest mocno zakorzeniona w naszej europejskiej kulturze. Ci, którzy rządzą, nazywają się ministrami, czyli sługami, ale trudno dostać się do takiego sługi, a jak już ktoś się dostanie to głęboko się przed panem ministrem kłania! Każdą ideę można całkowicie przekręcić. I tak się dzieje, dopóki nie nastąpi odkrycie całkowicie innego oceniania siebie, innych i dobra, jakiego się oczekuje. Jeżeli służba będzie jedynie naszą ideą, czymś, do czego sami musimy dochodzić, to zawsze władza, która daje poczucie siły i wielkości, nas w końcu zdominuje. I tak, niestety, najczęściej się dzieje z ludźmi, którzy zdobyli władzę. W naszym społeczeństwie istnieje głęboki rozziew pomiędzy tym, co przedstawiamy jako ideał, a prawdziwymi wartościami, według których żyjemy. Pan Jezus rozumie ten głęboko zakorzeniony w człowieku mechanizm. Dlatego stara się wskazać nam inną zasadę życia. Ale to, co najważniejsze w Jego orędziu, to nie głoszone zasady, ale On sam i przykład Jego postępowania: Któż bowiem jest większy? Czy ten, kto siedzi za stołem, czy ten, kto służy? Czyż nie ten, kto siedzi za stołem? Otóż Ja jestem pośród was jak ten, kto służy (Łk 22,27). Przykład przestaje być ideą, ale staje się żywym, osobistym wezwaniem. Mówimy, że słowa pouczają, ale przykład pociąga. Tylko w życiu konkretnego człowieka można zobaczyć prawdę i sens służby. Ostatecznie jednak odsłania je nie sam gest uniżenia, który mógłby być szalonym protestem wobec dominującej na świecie żądzy władzy, być jakimś krzykiem rozpaczy, ale zmartwychwstanie, które objawia zwycięstwo życia według głoszonej przez Pana Jezusa zasady. Osiągnął je Ten, który stał się posłuszny aż do śmierci na krzyżu, który wytrwał w postawie służby do końca i, jak pisze autor Listu do Hebrajczyków, został wysłuchany dzięki swej uległości (Hbr 5,7). W pierwszym czytaniu z Listu do Koryntian św. Paweł pisze o objawieniu się prawdziwego życia na obliczu Chrystusa: Albowiem Bóg, Ten, który rozkazał ciemnościom, by zajaśniały światłem, zabłysnął w naszych sercach, by olśnić nas jasnością poznania chwały Bożej na obliczu Chrystusa (2 Kor 4,6). Ani w życiu ziemskim Pana Jezusa, ani w Jego nauczaniu służba nie była zewnętrznym wymogiem stawianym nam ze względów ascetycznych, czymś, co trzeba przetrzymać przez jakiś czas, aby potem można było osiągnąć pozycję, która nie wymagałaby z naszej strony służby. Służba jest Jego stałą postawą i zmartwychwstanie wcale tej postawy nie zmienia. Dzisiejsze czytania, i nie tylko one, ukazują zaskakującą logikę Bożego działania: kiedy mamy w sobie postawę sługi, Bóg może w nas prawdziwie działać, kiedy jej brak, nie pozwalamy Mu w nas działać, czyli nam służyć. Postawa służby stanowi z naszej strony otwarcie na Boże działanie. Można by powiedzieć paradoksalnie: Trzeba stać się sługą, aby Bóg mógł nam służyć. To odkrycie dopiero pozwala prawdziwie przyjąć postawę służby nie jako coś wymuszonego, ale jako szansę na osiągnięcie prawdziwego życia. 22 piątek 2 1 Kor 4,1–5 Łk 5,33–39 Nawet sam siebie nie sądzę. Sumienie nie wyrzuca mi wprawdzie niczego, ale to mnie jeszcze nie usprawiedliwia. Pan jest moim sędzią (1 Kor 4,3n). Nasza droga do Boga jest misterium. Sami niewiele o niej wiemy. Znamy swoje decyzje, ale ich prawdziwe motywy są dla nas samych ukryte w sercu, a dostęp do niego ma jedynie Duch Święty. Nasze motywy zwykle są złożone, a często pokręcone. Staramy się ukrywać przewrotne myśli nawet przed samymi sobą tak, że dziwimy się, gdy nam ktoś je wprost nazywa. Istnieje w nas bardzo mocny mechanizm obronny starający się usprawiedliwić lub nawet zaprzeczyć ewentualne złe zamiary. Dlatego nie możemy sami siebie osądzić. Jedynym sędzią jest Pan. Nawet nasze własne sumienie może być zaślepione na tyle, że się nie odzywa albo my sami jesteśmy na tyle głusi na jego głos, że nie słyszymy jego napomnień. Wszystko ostatecznie się rozstrzygnie na sądzie, gdy cała prawda zostanie odsłonięta. Póki co mamy iść za Chrystusem jak uczniowie. Na ile to jest możliwie szczerze mamy podejmować Jego wezwania i Go naśladować. On jest Przewodnikiem, Drogą i Drogowskazem. W Ewangelii faryzeusze i uczeni w Piśmie zapytali Pana Jezus o brak postu Jego uczniów. Taka praktyka od wieków należała do dobrych czynów duchowych: modlitwa, post i jałmużna. Pan Jezus nie ma niczego przeciw postom, jedynie wskazuje na szczególną sytuację Jego uczniów: jest to czas wyjątkowy, czas weselnych godów, bo Oblubieniec – Mesjasz jest obecny pośród nich. Obraz Oblubieńca i weselnych godów był wówczas jednoznacznie odnoszony do Mesjasza, którego wówczas Żydzi oczekiwali. Było to czas szczególnej obecności Boga wśród swojego ludu. Za taki czas uważano wyjście z Egiptu i wędrówkę Izraela przez pustynię. Bóg był wówczas obecny pośród swego ludu w postaci słupa ognia i dymu, a potem także przez arkę przymierza. Pan Jezus wskazywał na siebie i swoje przebywanie wśród uczniów jako na czas weselnych godów. I rzeczywiście ta bliskość Boga w Osobie Jezusa zostanie przypieczętowana przymierzem w Jego krwi wylanej na krzyżu. Wtedy przyszedł czas na zwykłe praktyki religijne z postem. Sam post jest znakiem pokuty i oczekiwania na przebaczenie, czyli czegoś, co prowadzi do prawdziwego spotkania się z Bogiem i Jego miłosierdziem. Kiedy przyszedł czas objawienia się pełnej miłości Boga do ludu przez obecność Syna, który przyszedł aby przynieść zbawienie – czego symbolem jest uczta weselna – post nie ma sensu. Natomiast druga część dzisiejszej Ewangelii mówiąca o nowym ubraniu i nowym winie wskazuje na to, że dawna praktyka trzymania się Prawa traci swój sens. Nowe ubranie i nowe wino to nowe praktyki religijne uczniów Jezusa. Wino w sposób szczególny wskazuje na Ducha Świętego, który „wieje kędy chce” i nie można Go zamknąć w ciasnych ramach Prawa. Nie da się także „poprawić” samego Prawa na tyle, żeby można było się go już teraz ściśle trzymać i w ten sposób iść drogą Ewangelii. Ewangelia wymaga nowego ubrania, nowego sposobu podejścia do rzeczywistości, potrzebuje metanio, przemiany serca. Bez niej, właściwie nic się nie zmienia. Święty Paweł mówi, że łaską jesteśmy zbawieni, a nie przez trzymanie się Prawa. Łaską, to znaczy mocą Ducha Świętego, który został nam dany. On prowadzi nas do pełni poznania i życia. Odpowiedz Link