Dodaj do ulubionych

Homilie, czytania na każdy dzień...

10.08.10, 21:50
Homilie, które tutaj będę zamieszczać są autorstwa o. Włodzimierza
Zatorskiego z Tyńca, za Jego zgodą smile

monika
Obserwuj wątek
    • iktoto Czytania na każdy dzień- wtorek, 10.08.2010 10.08.10, 21:53
      (Mdr 3,1-9)
      A dusze sprawiedliwych są w ręku Boga i nie dosięgnie ich męka.
      Zdało się
      oczom głupich, że pomarli, zejście ich poczytano za nieszczęście i
      odejście od nas za unicestwienie, a oni trwają w pokoju. Choć nawet
      w
      ludzkim rozumieniu doznali kaźni, nadzieja ich pełna jest
      nieśmiertelności. Po nieznacznym skarceniu dostąpią dóbr wielkich,
      Bóg ich
      bowiem doświadczył i znalazł ich godnymi siebie. Doświadczył ich jak
      złoto
      w tyglu i przyjął ich jak całopalną ofiarę. W dzień nawiedzenia
      swego
      zajaśnieją i rozbiegną się jak iskry po ściernisku. Będą sądzić
      ludy,
      zapanują nad narodami, a Pan królować będzie nad nimi na wieki. Ci,
      którzy
      Mu zaufali, zrozumieją prawdę, wierni w miłości będą przy Nim
      trwali:
      łaska bowiem i miłosierdzie dla Jego wybranych.

      (2 Kor 9,6-10)
      Tak bowiem jest: kto skąpo sieje, ten skąpo i zbiera, kto zaś hojnie
      sieje, ten hojnie też zbierać będzie. (7) Każdy niech przeto postąpi
      tak,
      jak mu nakazuje jego własne serce, nie żałując i nie czując się
      przymuszonym, albowiem radosnego dawcę miłuje Bóg. (8) A Bóg może
      zlać na
      was całą obfitość łaski, tak byście mając wszystkiego i zawsze pod
      dostatkiem, bogaci byli we wszystkie dobre uczynki (9) według tego,
      co
      jest napisane: Rozproszył, dał ubogim, sprawiedliwość Jego trwa na
      wieki.
      (10) Ten zaś, który daje nasienie siewcy, i chleba dostarczy ku
      pokrzepieniu, i ziarno rozmnoży, i zwiększy plon waszej
      sprawiedliwości.

      (Ps 112, 1-2.5-9)
      REFREN: Mąż sprawiedliwy obdarza ubogich

      Błogosławiony człowiek, który się boi Pana
      i wielką radość znajduje w jego przykazaniach.
      Potomstwo jego będzie potężne na ziemi,
      dostąpi błogosławieństwa pokolenie prawych.

      Dobrze się wiedzie człowiekowi, który z litości pożycza
      i swymi sprawami zarządza uczciwie.
      Sprawiedliwy nigdy się nie zachwieje
      i pozostanie w wiecznej pamięci.

      Nie przelęknie się złej nowiny,
      jego mocne serce zaufało Panu.
      Jego wierne serce lękać się nie będzie
      i spojrzy z wysoka na swych przeciwników.

      Rozdaje i obdarza ubogich,
      jego sprawiedliwość będzie trwała zawsze,
      wywyższona z chwałą
      będzie jego potęga

      (J 12,24)
      Kto by chciał mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam
      będzie
      i mój sługa.

      (J 12,24-26)
      Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w
      ziemię
      nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon
      obfity. (25) Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi
      swego
      życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. (26) A kto by
      chciał Mi
      służyć, niech idzie na Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój
      sługa. A
      jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec.
      • iktoto Homilia 10.08 10.08.10, 21:54
        10.08. – Świętego Wawrzyńca
        2 Kor 9,6–10; Ps 112,1–2.5–9

        J 12,24–26

        Radosnego dawcę miłuje Bóg (2 Kor 9,7).

        Dawać i to w radości! – tego pragnie Bóg. Dla nas często heroizmem
        jest samo dawanie. A tu jeszcze trzeba dawać w radości!

        Otóż dar i radość z dawania są ze sobą ściśle związane. Jeżeli ktoś
        daje, ale boli go to, to jego dar jest niejako na siłę. Coś go do
        tego daru przymusza. W najlepszym przypadku idea, norma, wewnętrzny
        nakaz, którego jeszcze w pełni nie zaakceptował. Daje, ale jeszcze
        jego serce pożąda tego, co daje. Brak mu wewnętrznej wolności
        dawania. Sam przedmiot darowany jeszcze go więzi. Jego życie za
        bardzo jest jeszcze związane z przedmiotami i wartościami, jakie
        tutaj spotyka.

        Pan Jezus opowiada nam szereg przypowieści, w których ukazuje nam,
        że to wszystko nie jest prawdziwie nasze, bo wcześniej czy później
        zostanie nam zabrane. Ostatecznie śmierć ogołoci nas z tego
        wszystkiego. Nasze prawdziwe dobra znajdują się w niebie. Przypomina
        się w tym momencie bardzo kontrowersyjna przypowieść o nieuczciwym
        rządcy, który gdy się dowiedział, że będzie musiał zdać swój urząd
        innemu, zaczął zabiegać o ludzką życzliwość. Okazuje się, że ona
        jest wartością trwalszą od wszelkiego dobra. Zauważmy, że nie starał
        się ukraść coś z dóbr swego Pana, aby potem móc z nich korzystać,
        ale właśnie starał się o życzliwość ludzi kosztem dóbr swojego pana.
        I tę zapobiegliwość pochwalił Pan Jezus!

        W samym darze nie najważniejszy jest przedmiot przekazywany, ale
        to, co się dokonuje pomiędzy dawcą, a obdarowanym. Ważniejszy jest
        gest serca. Przypomnę, że Pan Jezus powiedział w odniesieniu do
        pokarmów:

        nic z tego, co z zewnątrz wchodzi do człowieka, nie może uczynić go
        nieczystym; bo nie wchodzi do jego serca, lecz do żołądka i na
        zewnątrz się wydala... Co wychodzi z człowieka, to czyni go
        nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli,
        nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność,
        podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z
        wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym (Mk 7,18n.20–23).

        Dar jest prawdziwym darem, gdy wychodzi z serca.

        Kościół w odniesieniu do modlitwy mówi jeszcze więcej. W Katechizmie
        Kościoła Katolickiego czytamy:

        Tak więc modlitwa Jezusa kierowana dziękczynieniem objawia nam, w
        jaki sposób prosić: przed złożeniem daru Jezus zwraca się do Tego,
        który daje, i daje siebie w swoich darach. Dawca jest cenniejszy
        niż udzielony dar – On jest „Skarbem”, 478 a jest w Nim serce Jego
        Syna; dar jest udzielany „jako dodatek” (KKK 2604) Por. Mt 6, 21.
        33..

        „Dawca jest cenniejszy niż udzielony dar – On jest „Skarbem””.
        Podobnie jest i z nami. Bóg nie pragnie niczego od nas, On pragnie
        nas samych. Nasz dar jest znakiem ofiarowania siebie. Taki sens mają
        wszystkie ofiary składane Bogu. Jedyną prawdziwą ofiarą jest ofiara
        z siebie samego. Dlatego też:

        Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w
        ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze,
        przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto
        nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne
        (J 12,24n).

        „Nienawiść życia na tym świecie” nie oznacza nienawiści w naszym
        sensie tego słowa. Jest to żydowski idiom. Oznacza on preferencję:
        Kochać lub nienawidzić życia znaczy tyle, co bardziej cenić życie
        lub mniej cenić życie na tym świecie w zestawieniu z obietnicą
        Chrystusa. W logice daru można to samo powiedzieć następująco: Kto
        dając Bogu pragnie jednak z tego daru wyłączyć siebie, właściwie nic
        nie dał i pozostaje martwy. Kto jednak dając, daje siebie samego aż
        do daru z własnego życia, złożył właściwy dar, który zostanie
        przyjęty i przez to nagrodzony życiem. Święty Wawrzyniec prawdziwie
        dał i to do końca.

    • iktoto Homilia 19 Sr 2 10.08.10, 21:55
      19. Środa 2
      Ez 9,1–7;10,18–22;

      Mt 18,15–20

      Prorok Ezechiel ponownie przedstawił wizję chwały Bożej. Tym razem
      jednak związaną z Jerozolimą i świątynią. Jednak, podobnie jak w
      wizji nad rzeką Kebar, wizja ta ukazuje, że Bóg jest Bogiem osób, a
      nie miejsca. Sam każe zbezcześcić swoją świątynię, napełniając ją
      trupami ludzkimi. Ta wizja urzeczywistniła się potem po zdobyciu
      Jerozolimy przez wojska babilońskie. Świątynia została przez nie
      zbezczeszczona i zrujnowana. Podobnie stało się z ludźmi, którzy
      schronili się w Jerozolimie i świątyni. Prorok Jeremiasz powiedział
      kiedyś:

      Może jaskinią zbójców stał się w waszych oczach ten dom, nad którym
      wzywano mojego imienia? Ja [to] dobrze widzę – wyrocznia Pana (Jr
      7,11).

      Wizja Ezechiela mówi, że stało się tak na skutek Bożej woli. Jednak
      sąd nad przewrotnym miastem nie może jednakowo traktować ludzi
      przewrotnych i autentycznie pobożnych, którzy nie zgadzają się z
      tym, co się działo, i nad tym boleją. Bóg poleca naznaczyć na ich
      czołach literę TAW, ostatnią literę alfabetu hebrajskiego, która
      jest pierwszą literą słowa Tora, czyli Prawo, a w starym fonetycznym
      zapisie przypomina znak krzyża, jaki kapłan robi na czole
      chrzczonego. Owi „wzdychający i biadający nad wszystkimi
      obrzydliwościami w niej popełnianymi” są typem
      późniejszych „błogosławionych, którzy się smucą”.

      Wizja ukazuje, że Bóg nie ma względu na żadne miejsce, a także nie
      ma względu na żadnego człowieka, ale są mu mili ci, którzy słuchają
      Go i wypełniają Jego wolę. Ezechiel potem powie, że każdy osobiście
      odpowie za swoje grzechy: Syn nie ponosi odpowiedzialności za winę
      swego ojca ani ojciec – za winę swego syna (Ez 18,20). Tym samym
      znika odpowiedzialność zbiorowa. Jednak istnieje odpowiedzialność
      wzajemna w miłości. Właśnie o tej prawdzie mówi Pan Jezus w
      Ewangelii:

      Gdy brat twój zgrzeszy, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię
      usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą
      jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech
      świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś
      Kościołowi! A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak
      poganin i celnik! (Mt 18,15–17).

      Dla Jezusa więź miłości jest najważniejsza. Właśnie w miłości
      jesteśmy odpowiedzialni za zło czynione przez innych. Niezmiernie
      ważny jest porządek braterskiego napomnienia: wpierw w cztery oczy,
      czyli dyskretnie, potem z kimś innym, także w dyskrecji, a dopiero
      na końcu – jeśli winny nie usłucha – można donieść Kościołowi. Celem
      napomnienia jest „pozyskanie brata”, czyli miłość braterska. Jedynie
      wówczas, gdy ktoś tę miłość odrzuca i nie chce zaniechać zła, trzeba
      się od niego odciąć.

      Następny akapit od strony pozytywnej pokazuje moc miłości
      braterskiej:

      Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego
      użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo
      trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich (Mt 18,19n).

      Siłą miłości jest obecność Jezusa i Jego włączenie się w naszą
      prośbę. W tym się streszcza tajemnica Kościoła, wspólnoty uczniów
      Chrystusa w Jego miłości. Eucharystia właśnie to realizuje przez
      komunię w Chrystusie.
      • iktoto Czytania na każdy dzień- środa, 11.08.2010 11.08.10, 20:46
        Wspomnienie św. Klary, dziewicy

        (Ez 9,1-7;10,18-22)
        Pan wołał donośnie, tak że ja słyszałem: Zbliżcie się, straże
        miasta,
        każdy z niszczycielską bronią w ręku! I oto przybyło sześciu mężów
        drogą
        od górnej bramy, położonej po stronie północnej, każdy z własną
        niszczycielską bronią w ręku. Wśród nich znajdował się pewien mąż,
        odziany
        w lnianą szatę, z kałamarzem pisarskim u boku. Weszli i zatrzymali
        się
        przed ołtarzem z brązu. A chwała Boga izraelskiego uniosła się znad
        cherubów, na których się znajdowała, do progu świątyni. Następnie
        zawoławszy męża odzianego w szatę lnianą, który miał kałamarz u
        boku, Pan
        rzekł do niego: Przejdź przez środek miasta, przez środek Jerozolimy
        i
        nakreśl ten znak TAW na czołach mężów, którzy wzdychają i biadają
        nad
        wszystkimi obrzydliwościami w niej popełnianymi.. Do innych zaś
        rzekł, tak
        iż słyszałem: Idźcie za nim po mieście i zabijajcie! Niech oczy
        wasze nie
        znają współczucia ni litości! Starca, młodzieńca, pannę, niemowlę i
        kobietę wybijajcie do szczętu! Nie dotykajcie jednak żadnego męża,
        na
        którym będzie ów znak. Zacznijcie od mojej świątyni! I tak zaczęli
        od
        owych starców, którzy stali przed świątynią. Następnie rzekł do
        nich:
        Zbezcześćcie również świątynię, dziedzińce napełnijcie trupami!
        Wyszli oni
        i zabijali w mieście. A chwała Pańska odeszła od progu świątyni i
        zatrzymała się nad cherubami. Cheruby rozwinęły skrzydła i uchodząc
        uniosły się z ziemi na moich oczach, a koła z nimi. Zatrzymały się w
        wejściu wschodniej bramy świątyni Pańskiej, a chwała Boga
        izraelskiego
        spoczywała nad nimi u góry. Była to ta sama istota żywa, którą pod
        Bogiem
        izraelskim oglądałem nad rzeką Kebar, i poznałem, że były to
        cheruby.
        Każdy miał po cztery oblicza i cztery skrzydła, a pod skrzydłami coś
        w
        rodzaju rąk ludzkich. Wygląd ich twarzy był podobny do tych samych
        twarzy,
        które widziałem nad rzeką Kebar. Każdy poruszał się prosto przed
        siebie.

        (Ps 113,1-6)
        REFREN: Ponad niebiosa sięga chwała Pana

        Chwalcie słudzy Pańscy,
        chwalcie imię Pana.
        Niech imię Pana będzie błogosławione,
        teraz i na wieki.

        Od wschodu do zachodu słońca,
        niech będzie pochwalone imię Pana.
        Pan jest wywyższony nad wszystkie ludy,
        ponad niebiosa sięga Jego chwała.

        Kto jest jak nasz Pan Bóg,
        co ma siedzibę w górze,
        i w dół spogląda
        na niebo i na ziemię?

        (2 Kor 5,19)
        W Chrystusie Bóg pojednał świat z sobą, nam zaś przekazał słowo
        jednania.

        (Mt 18,15-20)
        Jezus powiedział do swoich uczniów: Gdy brat twój zgrzeszy , idź i
        upomnij
        go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli
        zaś nie
        usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch
        albo
        trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha,
        donieś
        Kościołowi! A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak
        poganin i celnik! Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co zwiążecie na
        ziemi,
        będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie
        rozwiązane w
        niebie. Dalej, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli dwaj z was na ziemi
        zgodnie o
        coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w
        niebie.
        Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród
        nich.
    • iktoto Homilia 19 Czw 2 11.08.10, 20:47
      19. Czwartek 2
      Ez 12,1–12;

      Mt 18,21–19,1

      Synu człowieczy, mieszkasz wśród ludu opornego, który ma oczy na to,
      by widzieć, a nie widzi, i ma uszy na to, by słyszeć, a nie słyszy,
      ponieważ jest ludem opornym (Ez 12,1).

      Ta sytuacja nieustannie się powtarza. Za czasów Pana Jezusa też tak
      było. Nauczał ich w przypowieściach, bo

      stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli,
      żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem
      nie rozumieli: i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił (Mt 13,15).

      Dzisiaj, wydaje się, jest zupełnie podobnie. Mamy oczy i uszy, a nie
      widzimy i nie słyszymy. Dlaczego?!

      Mieszkańców Jerozolimy czekało wygnanie i niewola, co Ezechiel
      będący na wygnaniu pokazał obrazowo. Jednak powód, dla którego Bóg
      nie dał ratunku Judejczykom, bardziej jednoznacznie wypowiedział
      prorok Jeremiasz, który w tym czasie był w Jerozolimie. Ludzie możni
      ze względu na własny interes trzymali swoich rodaków w niewoli
      dłużej, niż przewidywało Prawo. W chwili niebezpieczeństwa na
      polecenie króla zwolnili ich, ale skoro niebezpieczeństwo minęło na
      chwilę, znowu ich sprowadzili jako niewolników (zob. Jr 34,8–22).
      Zachłanność na dobra, jakie daje świat, zaćmiewa oczy i zatyka uszy.
      Człowiek staje się niezdolny do widzenia i słuchania.

      O podobnej sytuacji mówi przypowieść z Ewangelii. Człowiek bogaty,
      który stał się niewypłacalny, uzyskał od króla odroczenie spłaty
      długu. Doświadczył miłosierdzia. Sam jednak w stosunku do własnego
      dłużnika, który był mu winien stosunkowo niewielką kwotę, nie umiał
      takiego miłosierdzia okazać. Widać, jak nawet doświadczenie
      zagrożenia własnego życia i życia całej rodziny zupełnie nie
      przemówiło do niego. Siła przykucia do dóbr tego świata jest
      ogromna, większa niż sobie z tego zdajemy sprawę. Przypomina
      sytuację nałogu, kiedy człowiek nie jest w stanie zapanować nad
      własną pożądliwością. Uzależnić się można właściwie od wszystkiego,
      nie tylko od używek, ale także od pragnienia posiadania, od
      rozrywki, słodyczy, Internetu, władzy, sławy… To wszystko są dobra
      tego świata, które całkowicie potrafią zawładnąć człowiekiem i
      zaślepić na prawdziwe dobro.

      Każdy z nas nosi w sobie tajemnicę sumienia, w którym przemawia do
      nas Bóg. Jeżeli nie słuchamy tego głosu, tracimy to, co jest w nas
      najważniejsze, nie stajemy się prawdziwie sobą. Jesteśmy jak
      marionetki w ręku własnych namiętności. Finał takiego życia zawsze
      jest tragiczny. Widać to po historii ludzkości. Kiedyś ks. Tischner
      zapytał, czy zawsze trzeba tragedii i nieszczęścia, abyśmy zaczęli
      myśleć. Niewola babilońska była właśnie takim nieszczęściem, które
      doprowadziło Izraela do myślenia. Właśnie w niewoli nastąpiło
      odrodzenie religijne. W okresie niewoli zredagowano najważniejsze
      księgi Starego Testamentu, a po powrocie do Jerozolimy wiele
      problemów wcześniejszych się skończyło. Nie było już słychać wówczas
      zupełnie o żadnej czci oddawanej innym bogom.
      • iktoto Czytania na każdy dzień- czwartek, 12.08.2010 12.08.10, 20:15
        (Ez 12,1-12)
        Pan skierował do mnie te słowa: Synu człowieczy, mieszkasz wśród
        ludu
        opornego, który ma oczy na to, by widzieć, a nie widzi, i ma uszy na
        to,
        by słyszeć, a nie słyszy, ponieważ jest ludem opornym. Synu
        człowieczy,
        przygotuj sobie rzeczy na drogę zesłania, za dnia i na ich oczach, i
        na
        ich oczach wyjdź z miejsca twego pobytu na inne miejsce. Może to
        zrozumieją, chociaż to lud zbuntowany. Wynieś swoje tobołki, jak
        tobołki
        zesłańca, za dnia, na ich oczach, i wyjdź wieczorem - na ich oczach -
        tak
        jak wychodzą zesłańcy. Na ich oczach zrób sobie wyłom w murze i
        wyjdź
        przez niego! Na ich oczach włóż tobołek na swoje barki i wyjdź, gdy
        zmierzch zapadnie. Zasłoń twarz, abyś nie widział kraju, albowiem
        ustanawiam cię znakiem dla pokoleń izraelskich. I uczyniłem tak, jak
        mi
        rozkazano: tobołki wyniosłem za dnia, jak tobołki zesłańca,
        wieczorem
        uczyniłem sobie rękami wyłom w murze, wyszedłem w mroku i na ich
        oczach
        włożyłem [tobołek] na barki. Rano skierował Pan do mnie te słowa:
        Synu
        człowieczy, czy dom Izraela, lud zbuntowany, zapytał się: Co ty
        robisz?
        Powiedz im: Tak mówi Pan Bóg: Ta przepowiednia odnosi się do władcy,
        będącego w Jerozolimie, i do całego domu Izraela, który tam się
        znajduje.
        Powiedz: Jestem dla was znakiem. Podobnie jak ja uczyniłem, tak się
        wam
        stanie: Pójdą na zesłanie, w niewolę. Władca, który znajduje się
        wśród
        nich, włoży na ramiona [tobołki] w mroku i wyjdzie; zrobią wyłom w
        murze,
        aby mógł przez niego przejść, zasłoni on twarz, aby swymi oczami nie
        widział kraju.

        (Ps 78,56-59.61-62)
        REFREN: Wielkich dzieł Boga nie zapominajmy

        Wystawiali na próbę i drażnili Boga Najwyższego,
        i Jego przykazań nie strzegli.
        Odstępowali zdradziecko, jak ich ojcowie,
        byli niepewni, jak łuk, który zawodzi.

        Rozgniewali go swoim bałwochwalstwem na wzgórzach,
        wzniecali Jego zazdrość rzeźbionymi bożkami.
        Bóg usłyszał i zapłonął gniewem,
        i gwałtownie odepchnął Izraela.

        Oddał swoją moc w niewolę,
        a swą chwałę w ręce nieprzyjaciół.
        Wydał pod miecz swój naród,
        wybuchł gniewem na swoje dziedzictwo.

        (Ps 119,135)
        Okaż swemu słudze światło swego oblicza i naucz mię Twoich ustaw.

        (Mt 18,21-19,1)
        Piotr zbliżył się do Jezusa i zapytał: Panie, ile razy mam
        przebaczyć,
        jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy? Jezus mu
        odrzekł: Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt
        siedem
        razy. Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który
        chciał
        rozliczyć się ze swymi sługami. Gdy zaczął się rozliczać,
        przyprowadzono
        mu jednego, który mu był winien dziesięć tysięcy talentów. Ponieważ
        nie
        miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi
        i
        całym jego mieniem, aby tak dług odzyskać. Wtedy sługa upadł przed
        nim i
        prosił go: Panie, miej cierpliwość nade mną, a wszystko ci oddam.
        Pan
        ulitował się nad tym sługą, uwolnił go i dług mu darował. Lecz gdy
        sługa
        ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto
        denarów.
        Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: Oddaj, coś winien! Jego
        współsługa
        upadł przed nim i prosił go: Miej cierpliwość nade mną, a oddam
        tobie. On
        jednak nie chciał, lecz poszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki
        nie odda
        długu. Współsłudzy jego widząc, co się działo, bardzo się zasmucili.
        Poszli i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło. Wtedy pan jego
        wezwał go przed siebie i rzekł mu: Sługo niegodziwy! Darowałem ci
        cały ten
        dług, ponieważ mnie prosiłeś. Czyż więc i ty nie powinieneś był
        ulitować
        się nad swoim współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą? I
        uniesiony
        gniewem pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu całego długu nie
        odda.
        Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie
        przebaczy
        z serca swemu bratu. Gdy Jezus dokończył tych mów, opuścił Galileję
        i
        przeniósł się w granice Judei za Jordan.
    • iktoto Homilia 19 Pt 2 12.08.10, 22:12
      19. Piątek 2
      Ez 16,59–63;

      Mt 19,3–12

      Uczniów przeraziło prawo odnoszące się do małżeństwa. Jeśli tak ma
      się sprawa człowieka z żoną, to nie warto się żenić (Mt 19,10). Pan
      Jezus odpowiedział: Nie wszyscy to pojmują (Mt 19,11). Więzi osobowe
      mają dla Pana Jezusa największe znaczenie. Właściwie one
      rozstrzygają o naszym życiu, które jest współistnieniem, wspólnotą
      życia. Zdanie z Księgi Rodzaju ustanawiające małżeństwo: Dlatego
      opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą
      oboje jednym ciałem (Mt 19,5; zob. Rdz 2,24), wyraża samą istotę
      ludzkiego życia. Nikt nie może żyć w pełni, żyjąc jedynie dla
      siebie, ale aby osiągnąć pełnię życia ludzkiego, trzeba wejść w więź
      miłości, więź wzajemnego obdarowania sobą. Od strony każdego
      potrzebny jest szczery dar z siebie. Rozwód jest
      wyrazem „zatwardziałości serca” wyrastającej ze skoncentrowania się
      na sobie i własnym dobru. Taka postawa jest w istocie brakiem
      miłości, a wobec ślubu miłości złożonego wobec Boga jest zdradą
      miłości. Prawdziwą miłość może zapewnić jedynie wierność i
      wytrwałość. One też są najważniejszymi cnotami moralnymi w
      Ewangelii. Wierność i wytrwałość stają się szkołą prawdziwego życia
      w królestwie Bożym. Jedynym „zwolnieniem” z wierności
      jest „nierząd”. Oznacza on jakąś zasadniczą nieprawidłowość więzi
      małżeńskiej, której Pan Jezus na tym miejscu nie precyzuje. Jednak
      najprawdopodobniej oznacza on jakieś oszustwo i zdradę miłości.

      W dzisiejszej Ewangelii nierozerwalność miłości odnosi Pan Jezus do
      małżeństwa. Jednak o wiele bardziej odnosi się ona do naszej więzi z
      Bogiem. O tym z kolei pisze prorok Ezechiel. Z jednej strony Bóg
      wyrzuca Izraelowi zerwanie przymierza, co w konsekwencji
      doprowadziło do niewoli babilońskiej, z drugiej jednak sam pozostaje
      wierny: wspomni na swoje przymierze i ponadto zawrze przymierze
      wieczyste. Bóg obiecuje przebaczenie i przez nie odnowę życia. Więź
      z Bogiem jest wzorowana na więzi miłości małżeńskiej właśnie
      dlatego, że jest ona więzią bardzo głęboką i obejmującą nas
      całkowicie. Tylko przez wierność i wytrwałość w miłości można
      naprawdę poznać Boga, podobnie jak jedynie w wierności miłości można
      poznać prawdziwie współmałżonka. Brak wierności lub wytrwałości
      uniemożliwia w pełni poznanie Boga i poznanie drugiego człowieka. W
      życiu małżeńskim i w życiu konsekrowanym obowiązuje ta sama zasada
      wierności i wytrwałości jako niezbędnych warunków osiągnięcia życia.

      • iktoto Czytania na każdy dzień- piątek, 13.08.2010 13.08.10, 11:37
        (Ez 16,59-63)
        To mówi Pan Bóg: Postąpię z tobą tak, jak ty postępowałaś, ty,
        któraś
        złamała przysięgę i zerwała przymierze. Ja jednak wspomnę na
        przymierze,
        które z tobą zawarłem za dni twojej młodości, i ustanowię z tobą
        przymierze wieczne. Ty zaś ze swej strony wspomnisz na swoje
        postępowanie
        i zawstydzisz się, kiedy przyjąwszy siostry twoje tak starsze, jak
        młodsze
        od ciebie, dam ci je za córki w myśl zawartego z tobą przymierza.
        Odnowię
        bowiem moje przymierze z tobą i poznasz, że Ja jestem Pan, abyś
        pamiętała
        i wstydziła się, i abyś ze wstydu ust swoich nie otwarła wówczas,
        gdy ci
        przebaczę wszystko, coś uczyniła - mówi Pan Bóg.

        (Ps: Iz 12,2-6)
        REFREN: Gniew Twój ustąpił, w Tobie mam pociechę

        Oto Bóg jest moim zbawieniem,
        będę miał ufność i bać się nie będę.
        Bo Pan jest moją mocą i pieśnią,
        On stał się dla mnie zbawieniem.

        Wy zaś z weselem czerpać będziecie wodę
        ze zdrojów zbawienia.
        Chwalcie Pana, wzywajcie Jego imienia.
        Dajcie poznać Jego dzieła między narodami,
        przypominajcie, że wspaniałe jest imię Jego.

        Śpiewajcie Panu, bo uczynił wzniosłe rzeczy,
        niech to będzie wiadome po całej ziemi.
        Wznoś okrzyki i wołaj z radości, mieszkanko Syjonu,
        bo wielki jest pośród ciebie Święty Izraela.

        (1 Tes 2,13)
        Przypomnijcie słowo Boże nie jako słowo ludzkie, ale jak jest
        naprawdę:
        jako słowo Boga.

        (Mt 19,3-12)
        Faryzeusze przystąpili do Jezusa, chcąc Go wystawić na próbę, i
        zadali Mu
        pytanie: Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu? On
        odpowiedział: Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył
        ich
        jako mężczyznę i kobietę? I rzekł: Dlatego opuści człowiek ojca i
        matkę i
        złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie

        dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie
        rozdziela. Odparli Mu: Czemu więc Mojżesz polecił dać jej list
        rozwodowy i
        odprawić ją? Odpowiedział im: Przez wzgląd na zatwardziałość serc
        waszych
        pozwolił wam Mojżesz oddalać wasze żony, lecz od początku tak nie
        było. A
        powiadam wam: Kto oddala swoją żonę - chyba w wypadku nierządu - a
        bierze
        inną, popełnia cudzołóstwo. I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia
        cudzołóstwo. Rzekli Mu uczniowie: Jeśli tak ma się sprawa człowieka
        z
        żoną, to nie warto się żenić. Lecz On im odpowiedział: Nie wszyscy
        to
        pojmują, lecz tylko ci, którym to jest dane. Bo są niezdatni do
        małżeństwa, którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni
        do
        małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni,
        którzy
        dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć,
        niech
        pojmuje!
    • iktoto Homilia 19 Sob 2 13.08.10, 22:19
      19. Sobota 2
      Ez 18,1–10.13b.30–32;

      Mt 19, 13–15

      Ja nie mam żadnego upodobania w śmierci – wyrocznia Pana Boga. Zatem
      nawróćcie się, a żyć będziecie (Ez 18,32).

      Bóg nie ma żadnego upodobania w śmierci. Pragnie, byśmy żyli. Mało
      tego, robi wszystko, abyśmy żyli. Dlatego wzywa nas do na­wrócenia
      i „utworzenia nowego serca”. Później Pan Jezus pięknie zilustruje tę
      prawdę głoszoną przez proroka Ezechiela przypowieścią o „miłosiernym
      ojcu”. Bardzo ważna jest tutaj zasada odpowiedzialności każdej osoby
      za swoje czyny. Wcześniej obowiązywała – i jeszcze długo potem
      także – zasada odpowiedzialności zbiorowej całej rodziny za czyny
      jej członków. Tak było np. na pustyni, kiedy Izrael wędrował z
      Egiptu. Zasada odpowiedzialności indywidualnej jest pewnym przełomem
      w myśleniu etycznym tamtych czasów. Sama niewola babilońska była
      rozumiana jako kara za winy ojców. Od tego momentu Bóg mówi: będę
      was sądził, każdego według jego postępowania – wyrocznia Pana Boga
      (Ez 18,30).

      Indywidualna odpowiedzialność stwarza zupełnie nową sytuację w
      relacjach międzyludzkich. Rodzina przestaje być klanem, a staje się
      miejscem wzrastania w człowieczeństwie. To jednak nie oznacza, że
      jednostka staje się swoistym absolutem, jak to się stało w czasach
      nowożytnych. Wolność i odpowiedzialność jednostki pociąga za sobą
      innego rodzaju więzi między ludźmi. Więzi wyrastające z wolnego
      wyboru. Kropkę nad „i” postawi Pan Jezus, kiedy powie, że Jego matką
      i [...] braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je
      (Łk 8,21). Nowa rodzina jest wspólnotą wybranego zakorzenienia w
      Bogu. Pamiętajmy, że chodzi o prawdziwe zakorzenienie, a nie jedynie
      o deklaracje.

      W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus wskazuje nam dziecko, które do
      Niego przynoszono: Dopuście dzieci i nie przeszkadzajcie im przyjść
      do Mnie; do takich bowiem należy królestwo niebieskie (Mt 19,15).
      Niemowlę – przynoszone(!) – całkowicie zdane na rodziców jest wzorem
      naszego oddania się Panu Jezusowi. On pragnie naszego zbawienia, ale
      nie może tego w nas dokonać bez naszego całkowitego zawierzenia Mu.
      Jesteśmy wolni i tylko pozwalając Mu działać w nas, otwieramy się na
      Królestwo Boże. Należy ono do takich, którzy całkowicie Mu
      zawierzyli. Nie da się go zdobyć własnym wysiłkiem, ono jest
      tajemnicą działania Chrystusa w naszym sercu.

      • iktoto Czytania na każdy dzień- sobota, 14.08.2010 14.08.10, 21:38
        Wspomnienie św. Maksymiliana Marii Kolbego, prezbitera i męczennika

        (Ez 18,1-10.13b.30-32)
        Pan skierował do mnie te słowa: Z jakiego powodu powtarzacie między
        sobą
        tę przypowieść o ziemi izraelskiej: Ojcowie jedli zielone winogrona,
        a
        zęby ścierpły synom? Na moje życie - wyrocznia Pana Boga. Nie
        będziecie
        więcej powtarzali tej przypowieści w Izraelu. Oto wszystkie osoby są
        moje:
        tak osoba ojca, jak osoba syna. Są moje. Umrze tylko ta osoba, która
        zgrzeszyła. Ktokolwiek jest sprawiedliwy i przestrzega prawa i
        sprawiedliwości, kto nie jada mięsa z krwią i oczu nie podnosi ku
        bożkom
        domu Izraela, nie bezcześci żony bliźniego, nie zbliża się do żony w
        okresie jej nieczystości, nie krzywdzi nikogo, zwraca zastaw
        dłużnikowi,
        nie popełnia rozboju, łaknącemu udziela swego chleba, nagiego
        przyodziewa
        szatą, nie uprawia lichwy, nie żąda odsetek, odsuwa swą rękę od
        nieprawości, sprawiedliwie rozsądza między jednym człowiekiem a
        drugim,
        stosuje się do moich ustaw i zachowuje wiernie moje przykazania,
        postępując uczciwie - ten na pewno żyć będzie - wyrocznia Pana Boga.
        Lecz
        jeśliby zrodził syna gwałtownika i rozlewającego krew, winnego
        jednej z
        tych zbrodni - uprawiał lichwę i żądał odsetek - ten nie będzie żył,
        bo
        popełnił wszystkie te bezeceństwa. Ten na pewno umrze, a
        [odpowiedzialność
        za] krew jego spadnie na niego samego. Dlatego, domu Izraela, będę
        was
        sądził, każdego według jego postępowania - wyrocznia Pana Boga.
        Nawróćcie
        się! Odstąpcie od wszystkich waszych grzechów, aby wam już więcej
        nie były
        sposobnością do przewiny. Odrzućcie od siebie wszystkie grzechy,
        któreście
        popełniali przeciwko Mnie, i utwórzcie sobie nowe serce i nowego
        ducha.
        Dlaczego mielibyście umrzeć, domu Izraela? Ja nie mam żadnego
        upodobania w
        śmierci - wyrocznia Pana Boga. Zatem nawróćcie się, a żyć będziecie.

        (Ps 51,12-15.18-19)
        REFREN: Stwórz, o mój Boże, we mnie serce czyste

        Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste
        i odnów we mnie moc ducha.
        Nie odrzucaj mnie od swego oblicza
        i nie odbieraj mi świętego ducha swego.

        Przywróć mi radość z Twojego zbawienia
        i wzmocnij mnie duchem ofiarnym.
        Będę nieprawych nauczał dróg Twoich
        i wrócą do Ciebie grzesznicy.

        Ofiarą bowiem Ty się nie radujesz
        i całopalenia, choćbym dał, nie przyjmiesz.
        Boże moją ofiarą jest duch skruszony,
        pokornym i skruszonym sercem Ty, Boże, nie gardzisz.

        (Mt 11,25)
        Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że tajemnice królestwa
        objawiłeś prostaczkom.

        (Mt 19,13-15)
        Przynoszono do Jezusa dzieci, aby włożył na nie ręce i pomodlił się
        za
        nie; a uczniowie szorstko zabraniali im tego. Lecz Jezus rzekł:
        Dopuście
        dzieci i nie przeszkadzajcie im przyjść do Mnie; do takich bowiem
        należy
        królestwo niebieskie. Włożył na nie ręce i poszedł stamtąd.
    • iktoto Homilia 15.08 14.08.10, 21:40
      15.08. – Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny
      Ap 11,19a; 12,1.3–6a.10ab;

      1 Kor 15,20–26;

      Łk 1,39–55

      W Najświętszej Maryi Pannie spotykamy się ze szczególnym misterium,
      odnajdujemy w Niej to, co w nas ludziach, w każdym z nas
      najszlachetniejsze; to, co w nas najbardziej autentyczne, naszą
      najprawdziwszą odpowiedź na fakt bycia stworzonym przez Boga i
      powołanie do życia z Nim. W Niej jednocześnie to misterium przyjmuje
      konkretną postać i historię aż po zwieńczenie. Dzisiaj przeżywamy
      uroczystość, w której czcimy to zwieńczenie, ostateczny tryumf. Ale
      zanim do tego doszło, Maryja musiała na tym świecie borykać się z
      wieloma trudnościami. Musiała zderzyć się z grzechem, szczególnie w
      jego społecznym wymiarze, obecnym zarówno w społeczności religijnej,
      jak i świeckiej.

      Ewangelia dzisiejsza mówi o nawiedzeniu Elżbiety. Ta, po
      pozdrowieniu Maryi, wypowiada do Niej zaskakujące słowa:

      Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc
      Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do
      mnie? (Łk 1,42n).

      Elżbieta w dziwny sposób odkrywa obecność Chrystusa w łonie Maryi.
      Zauważmy, że w nas także tajemnica Jego obecności istnieje od
      naszego chrztu! Ktoś może powiedzieć: No tak, ale w Maryi był on
      fizycznie obecny!... Warto wówczas przypomnieć sobie słowa samego
      Pana Jezusa w odpowiedzi na wołanie pewnej kobiety:

      Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś. Lecz
      On rzekł: Owszem, ale przecież błogosławieni ci, którzy słuchają
      słowa Bożego i zachowują je (Łk 11,27n).

      Po wiekach św. Augustyn powiedział: „Maryja jest o wiele bardziej
      godna czci przez to, że prawdziwie uwierzyła i stała się Służebnicą
      Pańską, niż przez to, że fizycznie urodziła Syna Bożego”. Elżbieta w
      dzisiejszej scenie ewangelijnej mówi do Niej, zwracając uwagę
      właśnie na Jej zawierzenie Bogu: Błogosławiona jesteś, któraś
      uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana (Łk 1,45).

      Na te słowa Elżbiety Maryja wyśpiewuje swoją pieśń uwielbienia –
      Magnifikat. Dużo by można mówić o tym hymnie. Tutaj warto zwrócić
      uwagę tylko na jeden moment. Maryja uwielbia w nim szcze­gólną
      łaskawość Boga, który „spogląda na uniżenie słu­że­bni­cy”, „głodnych
      nasyca dobrami, a bogaczy z niczym odprawia”, „Jego miłosierdzie z
      pokolenia na pokolenie”... Jednak wtedy tej łaskawości jeszcze nie
      było widać w ludzkim doświadczeniu: Żydzi podlegali niewoli
      rzymskiej, poniżani i marzący o wolności; ubodzy ludzie, tak jak
      dawniej byli okradani przez bogaczy; jedni opływali w dobra, a inni
      cierpieli głód... Gdzie zatem nasycenie głodnych…?!

      Tutaj spotykamy się z dziwną zdolnością Maryi widzenia prawdy w jej
      ostatecznym wymiarze, który może stać w całkowitej opozycji do
      chwilowego doświadczenia tu, na ziemi. Hymn Maryi przypomina
      błogosławieństwa, jakie wypowiedział Pan Jezus w Kazaniu na górze:
      błogosławieni ubodzy, cisi, płaczący, prześladowani... Dla nas są
      one jeszcze wielką nadzieją i ufnością, a Maryja już śpiewała pieśń
      pochwalną, tak jak gdyby to wszystko się już spełniło.

      Jest to szczególny dar widzenia prawdy w jej pełni i zrealizowaniu,
      prawdy, która nie daje się zwieść pozorom ziemskich ocen.
      Chrześcijanin jest człowiekiem, który już żyje rzeczywistością
      niebieskiej ojczyzny, choć jeszcze czeka go długa droga ziemskiej
      pielgrzymki. Obietnica i nadzieja dana nam przez zmartwychwstanie
      Chrystusa jest mocniejsza niż wszelkie doczesne doświadczenia.
      Wszystko bowiem tutaj na ziemi przemija i kończy się śmiercią. On
      natomiast, zmartwychwstając, daje nam życie na wieki – prawdziwe
      życie. Czymże jest wobec niego to, co tylko przelotne?

      Maryja ma w sobie ten realizm ostateczny. Na Jej przykładzie także
      uczymy się, że właśnie realizm ostateczny jest solidniejszy od
      wszystkiego innego. Ona nas wyprzedza w naszym udziale w
      zrealizowaniu się królestwa Jej Syna, tak samo jak nas wyprzedzała w
      wierze: zanim ktokolwiek uwierzył w to niepojęte Boże objawienie się
      w Jej Synu, Ona już kroczyła drogą wiary. Kiedy uczniowie się
      rozproszyli po śmierci Pana, Ona zdawała najtrudniejszy egzamin z
      wiary, zdała go i dlatego stała się naszą Matką w wierze. Ona
      konsekwentnie szła za swoim Synem. Dlatego do niej – jako tej, która
      poszła zaraz za Chrystusem jako pierwsza z ludzi właśnie dzięki
      swojemu pełnemu zawierzeniu Bogu – odnosimy słowa św. Pawła:

      I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą
      ożywieni, lecz każdy według własnej kolejności. Chrystus jako
      pierwszy, potem ci, co należą do Chrystusa, w czasie Jego przyjścia
      (1 Kor 15,22n).

      Uzyskała udział w tej pełnej prawdzie, którą wyznawała w swoim
      hymnie uwielbienia i którą zawsze wyżej stawiała niż cokolwiek.
      Życie wieczne nie jest bowiem powrotem do naszego życia, ale życiem
      nowym, całkowicie odnowionym przez Boga, życiem takim, jakim je On
      zamyślił i stworzył.

      Scena z Apokalipsy, która otwiera dzisiejsze czytania, jest wizją
      ukazującą prawdę tego, co się wydarzyło, co się dzieje i jaki jest
      tego ostateczny sens – prawdę w jej ostatecznym sensie. W
      ikonografii Kościoła przedstawia się Niepokalane Poczęcie
      Najświętszej Marii Panny jako Niewiastę stojącą na księżycu, mającą
      gwiazdy wokół głowy. To właśnie z tej wizji. Niewiasta to Maryja,
      ale jako obraz Kościoła. Ona urodziła Syna, ale to Kościół rodzi
      Syna. Nasza Eucharystia, a w niej konsekracja, jest „rodzeniem
      Chrystusa” dla nas i w nas, co się dokonuje przez komunię. Smok,
      jego zaciekła walka i chęć pożarcia Dziecka to obraz prawdy o walce
      z szatanem. Walka toczy się w całej historii, ale zarazem w sercu
      każdego z nas. Jest niebezpieczna, a potęga smoka wydaje się
      przemagać, ale

      I zostało porwane jej Dziecię do Boga
      i do Jego tronu. A Niewiasta zbiegła na pustynię,
      gdzie miejsce ma przygotowane przez Boga,
      I usłyszałem donośny głos mówiący w niebie: «Teraz nastało
      zbawienie, potęga i królowanie Boga naszego
      i władza Jego Pomazańca (Ap 12,5n).

      Apokalipsa, wbrew potocznej opinii, jest księgą pocieszenia. Ukazuje
      pozytywny finał, ukazuje ostateczne zwycięstwo mimo całej okropności
      świata i trwającej walki. Bóg porywa do swojego tronu dziecię, a
      Niewieście, czyli Kościołowi w jego najgłębszej istocie, przygotował
      miejsce na pustyni, miejsce spokojne i bezpieczne, gdzie moc węża–
      szatana nie sięga.

      Dzisiejsza uroczystość jest wielką radością, jest naszym wyznaniem
      ostatecznej prawdy o zwycięstwie Maryi i Kościoła, i naszym
      zwycięstwie w Kościele, w Mistycznym Ciele Chrystusa. Mamy udział w
      tym zwycięstwie wtedy, gdy prawdziwie idziemy drogą wiary, karmimy
      się „chlebem życia” i przyjmujemy Chrystusa w Eucharystii,
      pozwalając, by się On w nas narodził i nas przemieniał.
    • iktoto Homilia 20 Pn 2 16.08.10, 10:14
      20. Poniedziałek 2
      Ez 24,15–24;

      Mt 19,16–22



      Synu człowieczy, oto zabieram ci nagle radość twych oczu, ale nie
      lamentuj ani nie płacz, ani nie pozwól, by płynęły ci łzy (Ez 24,16).

      Ezechiel ponownie staje się znakiem dla Izraela. Umiera mu żona. Ta
      śmierć jest symbolem zniszczenia i zhańbienia świątyni. Bóg nie
      pozwala mu lamentować publicznie, ale każe przeżyć ten dramat
      wewnętrznie. Lamentacja os­ten­ta­cyjna może się zamknąć w
      zewnętrzności, a tutaj trzeba wewnętrznej prze­mia­ny. Tego zasadniczo
      domaga się Pan Jezus. Rozpoczynając głoszenie Ewangelii, wzywa:
      Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie (Mt
      4,17). Nawrócenie oznacza przemianę serca, czyli przemianę
      wewnętrzną.

      W dzisiejszej Ewangelii zasadniczy problem koncentruje się właśnie
      wokół tego zagadnienia. Bogaty młodzieniec pyta Pana Jezusa:
      Nauczycielu, co dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne? (Mt
      19,16). Logika jest wyraźna: czynić coś, by coś otrzymać. Pan Jezus,
      wskazując na przykazania, przypomina mu to, co on wiedział od
      dzieciństwa. Młodzieniec zadeklarował od razu: Przestrzegałem tego
      wszystkiego, czego mi jeszcze brakuje? (Mt 19,20).

      Nie wiemy, czy można naprawdę wypełnić przykazanie miłości
      bliźniego? Jeżeli ograniczy się je do jakichś określonych norm, to
      pewnie tak, jednak Pan Jezus wskazuje na głębię, której nie jesteśmy
      w stanie wypełnić. On sam dał swoje życie za życie nasze i polecił
      nam się miłować, tak jak On nas umiłował. Daleko nam jeszcze do
      wypełnienia takiego nakazu miłości. Jej miarą jest On sam.
      Młodzieniec mógł jednak tego jeszcze nie wiedzieć, niemniej w jego
      postawie Pan Jezus zauważył jakieś lękowe podejście i próbę
      załatwienia sprawy przez zewnętrzne czyny. Jego problemem był lęk o
      siebie. Stąd słowa:

      Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj
      ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za
      Mną! (Mt 19,21).

      Posiadane dobra są dla nas zabezpieczeniem. Dają nam poczucie
      bezpieczeństwa. Niewątpliwie każdy z nas potrzebuje takiego
      poczucia. Niemniej powinniśmy mieć w sobie świadomość, że
      należy „się wpierw starać o królestwo /Boga/ i o Jego
      Sprawiedliwość, a wówczas wszystko inne będzie wam dodane” (zob. Mt
      6,33). Opanowanie przez lęk jest znakiem braku. Pan Jezus ten brak
      wskazuje młodzieńcowi. Jeszcze się nie uwolnił od tego, co na tym
      świecie, jeszcze dobra tego świata były dla niego zbyt ważne.

      Obawiam się, że większość z nas zareagowałaby zupełnie podobnie.
      Większość z nas zbyt mocno przejmuje się zabezpieczeniem swojej
      pomyślności i przyszłości na tym świecie. Znajdujemy ku temu bardzo
      liczne argumenty. Nie chodzi jednak o tak radykalne zalecenie
      wyzbycia się wszystkiego, co posiadamy. Nasz lęk często zaczyna się
      od całkiem niewielkich wymagań związanych z ograniczeniami w życiu,
      nie mówiąc już o jakimś zagrożeniu własnego mienia czy zdrowia.
      Warto się siebie zapytać, czy rzeczywiście Pan Bóg i Jego królestwo
      są dla nas najważniejsze?


    • iktoto Homilia 20 Wt 2 17.08.10, 14:11
      20. Wtorek 2
      Ez 28,1–10;

      Mt 19,23–30

      Cóż otrzymamy za to, że poszliśmy za Tobą? To pytanie uczniów jest
      bardzo charakterystyczne. Co otrzymamy w zamian? Troszczymy się o
      to, byśmy coś mieli. Trzeba powiedzieć, że sama troska o dobro nie
      jest zła. Powinniśmy dążyć do dobra i je osiągać. Problem polega
      jednak na tym, że dążymy do tego dobra według swojego wyobrażenia. A
      w Bożej perspektywie wygląda to zupełnie inaczej. Co innego jest
      prawdziwym dobrem niż nasze wyobrażenia na ten temat. Podczas
      niedawnej Uroczystości Wniebowzięcia w Ewangelii czytaliśmy
      Magnificat, w którym Maryja dziękuje Bogu za wywyższenie pokornych,
      wzbogacenie ubogich i oddalenie bogatych (Wniebowzięcie Najświętszej
      Maryi Panny). Dzisiaj Pan Jezus potwierdza to innymi słowami: Bogaty
      z trudnością wejdzie do królestwa niebieskiego (Mt 19,23). Ale
      widząc zmartwienie uczniów, odpowiada: U ludzi to niemożliwe, lecz u
      Boga wszystko jest możliwe (Mt 19,26).

      Nie wejdziemy do królestwa Bożego samodzielnie. Jedynie Bóg może nas
      do niego wprowadzić. Zawsze będzie to łaska. Jaka zatem jest różnica
      między ubogimi i bogatymi?

      Przy zwiastowaniu Najświętszej Maryi Panny anioł powiedział do Niej:
      Bądź pozdrowiona, pełna łaski (Łk 1,28), natomiast wczoraj podczas
      uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny czytaliśmy słowa
      Elżbiety do Maryi: Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że
      spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana (Łk 1,45). Istnieje
      przedziwne powiązanie: pełnia łaski i pełnia świętości. Pełnia łaski
      oznacza, że wszystko, co się posiada, jest od Boga, jest Jego łaską.
      Pełnia świętości w naszym pojęciu oznacza, że człowiek doszedł do
      doskonałości życia. U nas zazwyczaj pojawia się dylemat: jeżeli
      wszystko jest od Boga, to nie ma w tym żadnej zasługi. I tak w
      pewnym sensie jest: rzeczywiście wszystko jest od Boga. Ale to nie
      jest sprzeczne z tym, że wszystko jest jednocześnie zasługą, bo
      łaska niczego w człowieku nie robi bez niego. Jedyna rzecz, jaka nam
      pozostaje do zrobienia, to otworzyć się i przyjąć tę łaskę, a to
      właśnie jest najtrudniejsze. Właśnie w tym kontekście trzeba
      przeczytać obie wypowiedzi Pana Jezusa: o trudności dla bogatych i o
      absolutnej możliwości u Boga. Bardzo wymowny jest sens
      określenia „ubogi”. Ubogi to nie tyle ten, kto niewiele posiada, ale
      ten, kto wszystko ma „u Boga”. Bogaty zaś to ten, który nie patrzy
      na Boga, bo wydaje mu się, że wszystko posiada albo wszystko może
      kupić. Takim bogatym jest w dzisiejszym pierwszym czytaniu Tyr,
      miasto, które „pomnożyło swoje majętności, a jego serce stało się
      wyniosłe z powodu majątku” (por. Ez 28,4). Ale właśnie tacy są
      prawdziwie biedni. Tyr doświadczy podboju i zniszczenia.

      Każdy, kto jest bogaty, musi stać się ubogim, aby wejść do królestwa
      Bożego. I Bóg potrafi do tego doprowadzić człowieka. Dlatego u Niego
      wszystko jest możliwe. Ten, kto prawdziwie staje się ubogi,
      otrzymuje wszystko. O tym mówi Pan Jezus w odpowiedzi na zatroskanie
      uczniów:

      Każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub
      matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne
      odziedziczy (Mt 19,30).

      Jednak „otrzymanie od Boga” to już nie posiadanie czegoś wyłącznie
      dla siebie, lecz udział w miłości Boga. Na tym polega najprawdziwsze
      ubóstwo, czyli czerpanie wszystkiego od Boga.

      Eucharystia, do której przystępujemy, jest szczególnym miejscem
      takiego czerpania.

      • iktoto Czytania na każdy dzień- wtorek, 17.08.2010 19.08.10, 13:07
        Wspomnienie św. Jacka. prezbitera

        (Ez 28,1-10)
        Pan skierował do mnie te słowa: Synu człowieczy, powiedz władcy
        Tyru: Tak
        mówi Pan Bóg: Ponieważ serce twoje stało się wyniosłe, powiedziałeś:
        Ja
        jestem Bogiem, ja zasiadam na Boskiej stolicy, w sercu mórz - a
        przecież
        ty jesteś tylko człowiekiem a nie Bogiem, i rozum swój chciałeś mieć
        równy
        rozumowi Bożemu. Oto jesteś mędrszy od Danela, żadna tajemnica nie
        jest
        ukryta przed tobą. Dzięki swej przezorności i sprytowi zdobyłeś
        sobie
        majątek, a nagromadziłeś złota i srebra w swoich skarbcach. Dzięki
        swojej
        wielkiej przezorności, dzięki swoim zdolnościom kupieckim,
        pomnożyłeś
        swoje majętności i serce twoje stało się wyniosłe z powodu twego
        majątku.
        Dlatego tak mówi Pan Bóg: Ponieważ rozum swój chciałeś mieć równy
        rozumowi
        Bożemu, oto dlatego sprowadzam na ciebie cudzoziemców - najsroższych
        spośród narodów. Oni dobędą mieczy przeciwko urokowi twojej mądrości
        i
        zbezczeszczą twój blask. Zepchną cię do dołu, i umrzesz śmiercią
        nagłą w
        sercu mórz. Czy będziesz jeszcze mówił: Ja jestem Bogiem - w obliczu
        swoich oprawców. Przecież będziesz tylko człowiekiem, a nie Bogiem w
        ręku
        tego, który cię będzie zabijał. Umrzesz śmiercią nieobrzezanych z
        ręki
        cudzoziemców, ponieważ Ja to postanowiłem - mówi Pan Bóg.

        (Ps: Pwt 32,26-28.30.35-36)
        REFREN: Ja, Pan, śmierć daję i Ja sam ożywiam

        Rzekłem: "Ja ich wygładzę,
        wygubię ich pamięć u ludzi".
        Alem się bał drwiny wroga,
        że przeciwnicy ich będą się łudzić.

        Będą się łudzić, mówiąc: "Nasza ręka przemożna,
        a nie Pan uczynił to wszystko".
        Gdyż jest to plemię niemądre
        i nie mające rozwagi.

        Jak może jeden odpędzać tysiące,
        a dwóch odpierać dziesięć tysięcy?
        Dlatego, że Pan ich wydał na łup.
        że ich sprzedała Skała,

        Nadchodzi bowiem dzień klęski,
        los ich gotowy, już blisko.
        Bo Pan swój naród obroni,
        litość okaże swym sługom.

        (2 Kor 8,9)
        Jezus Chrystus, będąc bogaty, dla was stał się ubogim, aby was swoim
        ubóstwem ubogacić.

        (Mt 19,23-30)
        Jezus powiedział do swoich uczniów: Zaprawdę, powiadam wam: Bogaty z
        trudnością wejdzie do królestwa niebieskiego. Jeszcze raz wam
        powiadam:
        Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu
        wejść do
        królestwa niebieskiego. Gdy uczniowie to usłyszeli, przerazili się
        bardzo
        i pytali: Któż więc może się zbawić? Jezus spojrzał na nich i rzekł:
        U
        ludzi to niemożliwe, lecz u Boga wszystko jest możliwe. Wtedy Piotr
        rzekł
        do Niego: Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, cóż więc
        otrzymamy? Jezus zaś rzekł do nich: Zaprawdę, powiadam wam: Przy
        odrodzeniu, gdy Syn Człowieczy zasiądzie na swym tronie chwały, wy,
        którzy
        poszliście za Mną, zasiądziecie również na dwunastu tronach, sądząc
        dwanaście pokoleń Izraela. I każdy, kto dla mego imienia opuści dom,
        braci
        lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i
        życie
        wieczne odziedziczy. Wielu zaś pierwszych będzie ostatnimi, a
        ostatnich
        pierwszymi.
    • iktoto Homilia 20 Śr 2 18.08.10, 10:00
      20. Środa 2
      Ez 34,1–11;

      Mt 20,1–16a



      Przypowieść o robotnikach w winnicy ukazuje, jak bardzo różni się
      nasz sposób myślenia od myślenia Pana Boga. Pretensja, jaką mieli
      robotnicy, którzy najdłużej pracowali, wynikała z porównania się z
      tymi, którzy przyszli ostatni i z oczekiwania na lepsze
      wynagrodzenie. Źródłem tego było egocentryczne myślenie. Gdyby
      potrafili spojrzeć od strony dobra, jakiego doznali ci ostatni, i
      potrafili się z tego powodu cieszyć, nie mieli by problemu.
      Egocentryzm kazał im myśleć jedynie o sobie i własnym interesie.

      Zobaczmy, że liberalizm jest oparty na takim egocentrycznym
      myśleniu. I chyba jest tak skuteczny w zarządzaniu społeczeństwem,
      dlatego że faktycznie rządzi nami egocentryzm. Sukces liberalizmu
      świadczy o sile tego myślenia. Gdyby zasada myślenia się zmieniła,
      liberalizm ekonomiczny byłby zupełnie nieprzydatny.

      Jednocześnie widać, jak egocentryzm prowadzi do degradacji
      człowieka. Nie jest on w stanie zrozumieć prawdziwych wartości
      duchowych, a tym bardziej Boga z Jego miłością do nas. W pierwszym
      dzisiejszym czytaniu egocentryzm przywódców Izraela, który
      spowodował upadek i niewolę babilońską, budzi gniew. Zamiast troski
      o dobro owiec, pasterze starali się o własne dobro, a owce były dla
      nich jedynie środkiem do zdobywania własnej chwały i majątku. Bóg
      zwraca się przeciw takim pasterzom i ostatecznie widzi, że sam musi
      zatroszczyć się o dobro dla całego ludu:

      Oto Ja sam będę szukał moich owiec i będę miał o nie pieczę (Ez
      34,11).

      Doświadczenie Izraela ukazuje, jak kierowani naszą ludzką logiką,
      zupełnie nie potrafimy prowadzić innych do Boga i Jego królestwa. On
      sam jedynie może do tego królestwa doprowadzić. Potrzeba bowiem
      całkowitej przemiany myślenia. Nie oznacza to, że musimy przyjmować
      jakąś nieznaną nam logikę myślenia. Logika Boża jest prosta i
      właściwie dobrze nam znana. Wystarczy się jedynie prawdziwie skupić
      i pomyśleć o prawdziwym dobru. Staje się to możliwe, gdy wyzbywamy
      się wyrosłego z lęku egocentrycznego zapatrzenia w siebie.
      • iktoto Czytania na każdy dzień- środa, 18.08.2010 18.08.10, 10:00
        (Ez 34,1-11)
        Pan skierował do mnie te słowa: Synu człowieczy, prorokuj o
        pasterzach
        Izraela, prorokuj i powiedz im, pasterzom: Tak mówi Pan Bóg: Biada
        pasterzom Izraela, którzy sami siebie pasą! Czyż pasterze nie
        powinni paść
        owiec? Nakarmiliście się mlekiem, odzialiście się wełną, zabiliście
        tłuste
        zwierzęta, jednakże owiec nie paśliście. Słabej nie wzmacnialiście,
        o
        zdrowie chorej nie dbaliście, skaleczonej nie opatrywaliście,
        zabłąkanej
        nie sprowadzaliście z powrotem, zagubionej nie odszukiwaliście, a z
        przemocą i okrucieństwem obchodziliście się z nimi. Rozproszyły się
        owce
        moje, bo nie miały pasterza i stały się żerem wszelkiego dzikiego
        zwierza.
        Rozproszyły się, błądzą moje owce po wszystkich górach i po wszelkim
        wysokim pagórku; i po całej krainie były owce moje rozproszone, a
        nikt się
        o nie nie pytał i nikt ich nie szukał. Dlatego wy, pasterze,
        słuchajcie
        słowa Pańskiego: Wyrocznia Pana Boga: Przecież owce moje stały się
        łupem i
        owce moje służyły za żer wszelkiemu dzikiemu zwierzęciu, bo nie było
        pasterza, pasterze zaś nie szukali owiec moich, bo pasterze sami
        siebie
        paśli, a nie paśli moich owiec, dlatego wy, pasterze, słuchajcie
        słowa
        Pańskiego. Tak mówi Pan Bóg: Oto jestem przeciw pasterzom. Z ich
        ręki
        zażądam moich owiec, położę kres ich pasterzowaniu, a pasterze nie
        będą
        paść samych siebie; wyrwę moje owce z ich paszczy, nie będą już one
        służyć
        im za żer. Albowiem tak mówi Pan Bóg: Oto Ja sam będę szukał moich
        owiec i
        będę miał o nie pieczę.

        (Ps 23,1-6)
        REFREN: Pan mym pasterzem, nie brak mi niczego

        Pan jest moim pasterzem,
        niczego mi nie braknie.
        Pozwala mi leżeć
        na zielonych pastwiskach.

        Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć,
        orzeźwia moją duszę.
        Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach
        przez wzgląd na swoją chwałę.

        Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę,
        zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.
        Kij Twój i laska pasterska
        są moją pociechą.

        Stół dla mnie zastawiasz
        na oczach mych wrogów.
        Namaszczasz mi głowę olejkiem,
        obficie napełniasz mój kielich.

        Dobroć i łaska pójdą w ślad za mną
        przez wszystkie dni życia.
        I zamieszkam w domu Pana
        po najdłuższe czasy.

        (Hbr 4,12)
        Żywe jest słowo Boże i skuteczne, zdolne osądzić pragnienia i myśli
        serca.

        (Mt 20,1-16a)
        Jezus opowiedział swoim uczniom następującą przypowieść: Królestwo
        niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym
        rankiem, aby
        nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara
        za
        dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej,
        zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich:
        Idźcie i
        wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam. Oni poszli.
        Wyszedłszy
        ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. Gdy
        wyszedł
        około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich:
        Czemu tu
        stoicie cały dzień bezczynnie? Odpowiedzieli mu: Bo nas nikt nie
        najął.
        Rzekł im: Idźcie i wy do winnicy! A gdy nadszedł wieczór, rzekł
        właściciel
        winnicy do swego rządcy: Zwołaj robotników i wypłać im należność,
        począwszy od ostatnich aż do pierwszych! Przyszli najęci około
        jedenastej
        godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli,
        że
        więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go,
        szemrali
        przeciw gospodarzowi, mówiąc: Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a
        zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty. Na
        to
        odrzekł jednemu z nich: Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie
        o
        denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje i odejdź! Chcę też i temu
        ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze
        swoim, co
        chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry? Tak ostatni
        będą
        pierwszymi, a pierwsi ostatnimi.
    • iktoto Homilia 20 Czw 2 19.08.10, 13:03
      20. Czwartek 2
      Ez 36,23–28;

      Mt 22,1–14



      „Święć się imię Twoje” – tak codziennie się modlimy w Modlitwie
      Pańskiej. W dzisiejszym pierwszym czytaniu Bóg mówi, że sam musi się
      zatroszczyć o swoje imię, aby okazało się Święte w obliczu
      wszystkich narodów, bo lud wybrany nie potrafił tego uczynić.
      Ponieważ zbezcześcił on wielkie imię Boga wobec narodów, Jerozolima
      i świątynia zostały zbezczeszczone – był to obraz tego, co się
      wydarzyło w relacji Izraela do Boga. Obok kultu jedynego Boga Żydzi
      uprawiali kult innych bogów, nie byli wierni przymierzu i Prawu,
      liczyli jednocześnie, że obroni ich sama obecność świątyni Jahwe w
      Jerozolimie. Boga jednak nie można czcić inaczej jak tylko w
      prawdzie i całkowitym oddaniu.

      Bóg postanowił sam się zatroszczyć o uświęcenie własnego imienia
      wobec innych narodów. Dokona tego przez ponowne zebranie Izraela w
      Jerozolimie, ale tym razem już po oczyszczeniu jego serca:

      I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza,
      odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała. Ducha mojego
      chcę tchnąć w was i sprawić, byście żyli według mych nakazów i
      przestrzegali przykazań, i według nich postępowali (Ez 36,26n).

      Objawieniem świętego imienia Boga będzie ponowne zebranie Izraela w
      Jerozolimie, oczyszczenie wybranego ludu i jego wierność. „Święcenie
      się imienia Boga” dokonuje się przez autentyczną wiarę ludu.
      Zobaczmy, że podczas Ostatniej Wieczerzy Pan Jezus modlił się do
      Ojca, prosząc za swoich uczniów i ich następców:

      Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu
      będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we
      Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat
      uwierzył, żeś Ty Mnie posłał. I także chwałę, którą Mi dałeś,
      przekazałem im, aby stanowili jedno, tak jak My jedno stanowimy (J
      17,20–22).

      Jest to prośba o uświęcenie imienia Ojca przez poznanie, że Jezus
      jest prawdziwie Jego Synem posłanym przez Niego dla zbawienia ludzi.
      I znowu powtarza się historia Izraela: sami nie potrafimy prawdziwie
      nawzajem się kochać, aby świat uwierzył w prawdziwe posłannictwo
      Jezusa. Uczniowie Jezusa są dzisiaj na świecie rozbici, wzajemnie
      pokłóceni, nie potrafią się ze sobą prawdziwie spotkać jak brat z
      bratem. Dlatego też wydaje się, że przynajmniej w Europie
      chrześcijaństwo jest w odwrocie, coraz mniej ludzi wierzy w prawdę
      jego zasadniczego orędzia. I znowu potrzeba oczyszczenia serca i
      Ducha, który dokona przemiany, abyśmy prawdziwie żyli Jego miłością.

      Niezmiernie wymowna jest dzisiejsza ewangelijna przypowieść, która
      właściwie składa się z dwóch przypowieści. Przynajmniej pierwszą, to
      znaczy pierwszą część przypowieści w jej dzisiejszym kształcie
      wypowiedział Pan Jezus do arcykapłanów i starszych ludu, to znaczy
      do odpowiedzialnych za religijne i społeczne prowadzenie ludu
      wybranego. W formie przypowieści Pan Jezus mówi o sobie i swojej
      misji. Oto przyszedł na świat jako Oblubieniec. Jego obecność wśród
      nas jest czasem godów weselnych. Powiedział to wprost, gdy zapytano
      Go, dlaczego Jego uczniowie nie poszczą. Pierwsza część przypowieści
      odnosi się do tej prawdy. Ojciec niebieski urządził ucztę, wszystko
      przygotował, jest to uczta weselna i jednocześnie uczta ofiarna, jak
      się potem okaże. Podczas niej zachodzi prawdziwe przymierze we krwi
      Baranka. W akcie największej miłości Bóg oddaje nam Swojego Jedynego
      Syna, abyśmy w Nim mieli udział w Jego Bożym życiu. Ta perspektywa
      jednak całkowicie przerasta wyobrażenia ludzi. Zaproszeni nie
      wyrazili zainteresowania, woleli zajmować się swoimi sprawami, a
      niektórzy nawet zabili posłańców przynoszących zaproszenie.

      Dlatego Pan każe „zaprosić na ucztę wszystkich, których słudzy
      spotkają” (zob. Mt 22,9). Sam musi się zatroszczyć o gości. Ale
      zaprosiwszy wszystkich, wymaga od nich szaty godowej. Przypowieść
      nie opowiada o tym, jak i kiedy zaproszeni mieli się w nie
      zaopatrzyć. Można się jedynie domyślać, że dostawali je przy wejściu
      od sług. Trzeba było je jedynie ubrać. Człowiek bez szaty zignorował
      godność samej uczty, zlekceważył szatę godową, przez co obraził
      Gospodarza. To, że na ucztę dostajemy się za darmo, nie znaczy, że
      jest to byle jaka uczta. Uczta Baranka, na którą zostaliśmy
      zaproszeni za darmo, wymaga od nas oczyszczenia serca, którego
      dokonuje w nas Bóg, ale nie bez naszej dobrej woli i zawierzenia.
      Tak niewiele, ale bez tego nie możemy mieć prawdziwego udziału w tej
      uczcie.

      • iktoto Czytania na każdy dzień- czwartek, 19.08.2010 19.08.10, 13:04
        (Ez 36,23-28)
        Chcę uświęcić wielkie imię moje, które zbezczeszczone jest pośród
        ludów,
        zbezczeszczone przez was pośród nich, i poznają ludy, że Ja jestem
        Pan -
        wyrocznia Pana Boga - gdy okażę się Świętym względem was przed ich
        oczami.
        Zabiorę was spośród ludów, zbiorę was ze wszystkich krajów i
        przyprowadzę
        was z powrotem do waszego kraju, pokropię was czystą wodą, abyście
        się
        stali czystymi, i oczyszczę was od wszelkiej zmazy i od wszystkich
        waszych
        bożków. I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego
        wnętrza,
        odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała. Ducha mojego
        chcę
        tchnąć w was i sprawić, byście żyli według mych nakazów i
        przestrzegali
        przykazań, i według nich postępowali. Wtedy będziecie mieszkać w
        kraju,
        który dałem waszym przodkom, i będziecie moim ludem, a Ja będę
        waszym
        Bogiem.

        (Ps 51,12-15.18-19)
        REFREN: Gdy was pokropię, staniecie się czyści.

        Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste
        i odnów we mnie moc ducha.
        Nie odrzucaj mnie od swego oblicza
        i nie odbieraj mi świętego ducha swego!

        Przywróć mi radość z Twojego zbawienia
        i wzmocnij mnie duchem ofiarnym.
        Będę nieprawych nauczyczać dróg Twoich
        i wrócą do Ciebie grzesznicy.

        Ofiarą bowiem Ty się nie radujesz
        i całopalenia, choćbym dał, nie przyjmujesz.
        Boże, moją ofiarą jest duch skruszony,
        Pokornym i skruszonym sercem Ty, Boże, nie gardzisz.

        (Ps 95,8ab)
        Nie zatwardzajcie dzisiaj serc waszych, lecz słuchajcie głosu
        Pańskiego.

        (Mt 22,1-14)
        Jezus w przypowieściach mówił do arcykapłanów i starszych ludu:
        Królestwo
        niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu
        synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę,
        lecz
        ci nie chcieli przyjść. Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem:
        Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę: woły i tuczne
        zwierzęta pobite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę! Lecz
        oni
        zlekceważyli to i poszli: jeden na swoje pole, drugi do swego
        kupiectwa, a
        inni pochwycili jego sługi i znieważywszy [ich], pozabijali. Na to
        król
        uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych
        zabójców, a
        miasto ich spalić. Wtedy rzekł swoim sługom: Uczta wprawdzie jest
        gotowa,
        lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i
        zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie. Słudzy ci wyszli
        na
        drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych.
        I sala
        zapełniła się biesiadnikami. Wszedł król, żeby się przypatrzyć
        biesiadnikom, i zauważył tam człowieka, nie ubranego w strój
        weselny.
        Rzekł do niego: Przyjacielu, jakże tu wszedłeś nie mając stroju
        weselnego?
        Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom: Zwiążcie mu ręce i nogi i
        wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie
        zębów. Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych.
    • iktoto Homilia 20 Pt 2 19.08.10, 21:39
      20. Piątek 2
      Ez 37,1–14;
      Mt 22,34–40



      Jakie jest największe przykazanie? O co pytają faryzeusze? Co im
      odpowiada Pan Jezus? W Ewangelii bardzo często pojawia się
      rozbieżność pomiędzy pytaniem skierowanym do Pana Jezusa a Jego
      odpowiedzią na nie. Tutaj mamy po części do czynienia z taką
      rozbieżnością.

      O co pytają faryzeusze? Pytają pewnie o najważniejsze przykazanie w
      sensie zasady życia. Jak wiemy, mieli kilkaset nakazów i zakazów.
      Który jest najważniejszy?

      Pan Jezus z gąszczu wszystkich przepisów wydobywa dwa. Ale nie są to
      po prostu przykazania, ale raczej zasady odnoszące się do samego
      życia. Oba przykazania wyrażają ducha wszystkich przykazań. Same nie
      są przykazaniami w zwykłym sensie, bo nie są do wypełnienia. Nigdy
      przecież nie możemy powiedzieć, że wypełniliśmy przykazanie miłości.
      Zawsze jest możliwa większa miłość. Pan Jezus pragnie nam wskazać
      właściwego ducha, czyli wskazać zasadę życia.

      Podobnie jest w przypadku błogosławieństw i Jego komentarza do
      przykazań zawartych w „Kazaniu na górze”. Szczęśliwymi nazywa On:
      ubogich, skromnych, pokornych, cierpliwych, uciśnionych,
      prześladowanych… Nie oznacza to, że oni to szczęście odczuwają – bo
      pewnie tak nie jest, gdy muszą się borykać z prześladowaniem, z
      uciskiem, brakami różnego rodzaju… Orzeczenie o szczęśliwości odnosi
      się do prawdy ostatecznej, która się objawi w „dniu ostatecznym”.
      Pewnie wówczas zobaczą, że była to prawda już wtedy, gdy
      doświadczali zła, które cierpliwie znosili, ale może dopiero wtedy
      to dostrzegą. Z kolei komentując poszczególne przykazania, Pan Jezus
      zwraca uwagę na to, co się dzieje w sercu, czyli w centrum nas
      samych, w miejscu, gdzie się dokonują zasadnicze wybory dotyczące
      życia i śmierci. Jeżeli potraktować wypowiedź Pana Jezusa dosłownie,
      to obawiam się, że każdy z nas grzeszy, i to śmiertelnie, dosyć
      często! Kto nie zdenerwuje się i nie powie czegoś ze złością?

      Tym, czego Pan Jezus pragnie dla nas, jest właściwy duch. Dopiero,
      kiedy się ma tego ducha, sensu nabierają wszystkie przykazania i
      zasady przekazane nam przez Pana Jezusa. Do klasycznych należy spór
      Pana Jezusa z faryzeuszami o szabat. Oni, trzymając się litery
      Prawa, uważali, że Jezus grzeszy, uzdrawiając w szabat. On właśnie w
      uzdrowieniu widział znak bliskości Boga i dlatego właśnie w szabat
      należało dokonywać takich dzieł.

      Z kolei św. Paweł w hymnie o miłości mówi jednoznacznie, że nawet
      najszlachetniejsze religijne postawy i działania są niczym, jeżeli
      brak w nich miłości. Dlatego całe nauczanie Pana Jezusa jest
      nakierowane na przekazanie Ducha Świętego, który ma doprowadzić nas
      do całej prawdy. Dopiero w Nim uzyskujemy prawdziwe życie.

      W dzisiejszym pierwszym czytaniu u proroka Ezechiela mamy wspaniały
      obraz przywracania życia Izraelowi. Na końcu czytamy: Udzielę wam
      mego ducha po to, byście ożyli, i powiodę was do kraju waszego, i
      poznacie, że Ja, Pan, to powiedziałem i wykonam – mówi Pan Bóg (Ez
      37,14). Miłość jest właśnie duchem Boga. Wszystko inne z niego
      wypływa.

      • iktoto Czytania na każdy dzień- piątek, 20.08.2010 21.08.10, 09:34
        Wspomnienie św. Bernarda, opata i doktora Kościoła

        (Ez 37,1-14)
        Spoczęła na mnie ręka Pana, i wyprowadził mnie On w duchu na
        zewnątrz, i
        postawił mnie pośród doliny. Była ona pełna kości. I polecił mi,
        abym
        przeszedł dokoła nich, i oto było ich na obszarze doliny bardzo
        wiele.
        Były one zupełnie wyschłe. I rzekł do mnie: Synu człowieczy, czy
        kości te
        powrócą znowu do życia? Odpowiedziałem: Panie Boże, Ty to wiesz.
        Wtedy
        rzekł On do mnie: Prorokuj nad tymi kośćmi i mów do nich: Wyschłe
        kości,
        słuchajcie słowa Pana! Tak mówi Pan Bóg: Oto Ja wam daję ducha po
        to,
        abyście się stały żywe. Chcę was otoczyć ścięgnami i sprawić, byście
        obrosły ciałem, i przybrać was w skórę, i dać wam ducha po to,
        abyście
        ożyły i poznały, że Ja jestem Pan. I prorokowałem, jak mi było
        polecone, a
        gdym prorokował, oto powstał szum i trzask, i kości jedna po drugiej
        zbliżały się do siebie. I patrzyłem, a oto powróciły ścięgna i
        wyrosło
        ciało, a skóra pokryła je z wierzchu, ale jeszcze nie było w nich
        ducha. I
        powiedział On do mnie: Prorokuj do ducha, prorokuj, o synu
        człowieczy, i
        mów do ducha: Tak powiada Pan Bóg: Z czterech wiatrów przybądź,
        duchu, i
        powiej po tych pobitych, aby ożyli. Wtedy prorokowałem tak, jak mi
        nakazał, i duch wstąpił w nich, a ożyli i stanęli na nogach - wojsko
        bardzo, bardzo wielkie. I rzekł do mnie: Synu człowieczy, kości te
        to cały
        dom Izraela. Oto mówią oni: Wyschły kości nasze, minęła nadzieja
        nasza,
        już po nas. Dlatego prorokuj i mów do nich: Tak mówi Pan Bóg: Oto
        otwieram
        wasze groby i wydobywam was z grobów, ludu mój, i wiodę was do kraju
        Izraela, i poznacie, że Ja jestem Pan, gdy wasze groby otworzę i z
        grobów
        was wydobędę, ludu mój. Udzielę wam mego ducha po to, byście ożyli,
        i
        powiodę was do kraju waszego, i poznacie, że Ja, Pan, to
        powiedziałem i
        wykonam - mówi Pan Bóg.

        (Ps 107,2-9)
        REFREN: Chwalmy na wieki miłosierdzie Pana

        Tak niech mówią odkupieni przez Pana,
        których wybawił z rąk przeciwnika
        i których zgromadził z obcych krain,
        ze wschodu i zachodu,
        z północy i południa.

        Błądzili na pustynnym odludziu,
        do miasta zamieszkałego nie znaleźli drogi.
        Cierpieli głód i pragnienie
        i wygasło w nich życie.

        W swoim utrapieniu wołali do Pana,
        a On ich uwolnił od trwogi.
        I powiódł ich prostą drogą,
        aż doszli do miasta zamieszkałego.

        Niechaj dziękują Panu za Jego dobroć,
        za Jego cuda wobec synów ludzkich,
        bo głodnego nasycił,
        a łaknącego napełnił dobrami.

        (Ps 25,4b.5)
        Naucz mnie, Boże mój, chodzić Twoimi ścieżkami, prowadź mnie w
        prawdzie
        według Twych pouczeń.

        (Mt 22,34-40)
        Gdy faryzeusze dowiedzieli się, że zamknął usta saduceuszom, zebrali
        się
        razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, zapytał , wystawiając Go na
        próbę:
        Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe? On mu
        odpowiedział: Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem,
        całą
        swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze
        przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego
        bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się
        całe
        Prawo i Prorocy.
    • iktoto Homilia 20 Sob 2 21.08.10, 09:34
      20. Sobota 2
      Ez 43,1–7a;
      Mt 23,1–12

      Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest
      Ojciec wasz, Ten w niebie. Nie chciejcie również, żeby was nazywano
      mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus (Mt 23,9n).

      Kto jest naszym prawdziwym Ojcem, Mistrzem, Nauczycielem? Kogo
      prawdziwie słuchamy? Za kim idziemy? Te pytania są rozstrzygające w
      naszym życiu. Niestety, najczęściej mówimy, że kogoś czy czegoś
      słuchamy, a w istocie postępujemy zupełnie inaczej, niż deklarujemy.
      Pytanie o Ojca, Mistrza, Nauczyciela trzeba postawić bardzo realnie,
      patrząc na nasze postępowanie i wybory. Jakie są prawdziwe
      przesłanki, jaki sposób myślenia i przyczyny wyborów? W tym
      kontekście warto pamiętać bardzo ostre stwierdzenie Pana Jezusa w
      odniesieniu do Żydów, kiedy oni deklarowali: Ojcem naszym jest
      Abraham… Myśmy się nie urodzili z nierządu, jednego mamy Ojca – Boga
      (J 8,39.41). W odpowiedzi od Pana Jezusa usłyszeli jednak:

      Gdyby Bóg był waszym ojcem, to i Mnie byście miłowali. Ja bowiem od
      Boga wyszedłem i przychodzę… Wy macie diabła za ojca i chcecie
      spełniać pożądania waszego ojca (J 8,42.44).

      Te słowa zawsze mogą okazać się prawdziwe w odniesieniu do nas
      samych. Kryterium naszej przynależności do Ojca w niebie
      jest „pełnienie woli Ojca, który jest w niebie”. Jednocześnie ten,
      kto tak robi, zostaje nazwany „bratem, siostrą i matką” Pana Jezusa
      (zob. Mt 12,50). Uznanie Boga za Ojca prowadzi do odkrycia nowej
      rodziny, którą są wszyscy wsłuchani w wolę Ojca i wypełniający ją.
      To jest królestwo Boże już tutaj obecne.

      Czasem podnosi się problem nazywania ojcami duchowymi czy to
      zakonników, czy kapłanów. Jak widać, jest to uzasadnione jedynie
      wówczas, gdy ten duchowy ojciec jest pośrednikiem kierującym nas do
      Boga, jako Ojca. Aby tak było, sam musi się wsłuchiwać w Boże słowo
      i je w swoim życiu wypełniać. Jeżeli tak robi i potrafi odczytać to
      słowo w odniesieniu do tego, który do niego przychodzi po wskazania
      duchowe, staje się pośrednikiem Bożego ojcostwa. W takim przypadku
      jednak nigdy nie będzie koncentrował innych wokół swojej osoby, ale
      zawsze będzie odsyłał do Boga. Ojciec duchowy jest naszym bratem
      uczestniczącym w takim samym zmaganiu ze sobą i światem.

      Niestety, bywa tak, jak z uczonymi w Piśmie i faryzeuszami z
      dzisiejszej Ewangelii, którzy umieją dosyć dobrze odczytać sens słów
      z Pisma Świętego, jednak sami nie potrafią zgodnie z nim żyć.
      Najczęściej dzieje się tak, gdy zapominają, że sami potrzebują ojca
      i kogoś, kto by ich prowadził, nie pamiętają, że są jedynie braćmi
      innych i uczestnikami tego samego zmagania duchowego.

      Wizja proroka Ezechiela z dzisiejszego pierwszego czytania jest
      pięknym obrazem właściwej sytuacji zarówno w wymiarze społecznym,
      jak i wewnętrznym każdego z nas. Bóg pragnie być w centrum, w sercu
      zarówno społeczności wierzących, jak i w sercu każdego z nas. Tutaj
      jest prawdziwe miejsce, „Jego tronu, miejsce podstawy Jego stóp,
      gdzie chce na wieki mieszkać pośród nas” (zob. Ez 43,7). Mieszkanie
      oznacza żywą obecność w naszym życiu, co pociąga za sobą sposób
      naszego życia.

    • iktoto Homilia 21 Nd C 22.08.10, 21:07
      21. Niedziela C
      Iz 66,18–21;

      Hbr 12,5–7.11–13;

      Łk 13,22–30

      Pa­nie, czy tyl­ko nieliczni będą zbawieni? (Łk 13,23).

      Co zrobić, żeby pomóc w zbawieniu wielu? Tylu bowiem jest
      niewierzących! Jak temu zaradzić?! Takie pytania stawia się i
      dzisiaj bardzo często. Ale jednocześnie zapomina się o
      najważniejszym pytaniu – o własne zbawienie. Nic mi nie da nawet
      ogromna liczba zbawionych, jeżeli mnie w niej nie będzie. To, czy
      będzie to liczba większa, czy mniejsza, będzie wówczas dla mnie bez
      znaczenia. Dlaczego jednak tak martwimy się o liczbę zbawionych, o
      statystykę? Myślę, że u podstaw tego pytania leży zwodnicza
      nadzieja: może jakoś mi się uda? Im większa liczba zbawionych, tym
      większe prawdopodobieństwo, że i mnie się uda „załapać”. Jeżeli ta
      liczba jest mała, to pojawia się paraliżujący lęk, bo
      prawdopodobieństwo zbawienia jest małe.

      Ale takie myślenie statystyczno-socjologiczne jest obce Bożemu
      myśleniu. Bóg nie chce z nami omawiać spraw ogólnych, nie chce mówić
      o swojej polityce „społecznej”. On pragnie mówić wprost ze mną,
      mówić do mnie, a także do nas jako wspólnoty. Pragnie, bym ja stawał
      się Jego synem, a my Jego wzajemnie kochającą się rodziną. Usi­łuj­cie
      wejść przez ciasne drzwi (Łk 13,24) – to wezwanie jest skierowane do
      każdego z nas. To ja mam się starać wejść przez ciasne drzwi, ty
      masz starać się z całych sił wejść do królestwa Bożego. I w
      zależności od tego, czy ja i ty podejmiemy prawdziwie słowo Boże i
      będziemy według niego żyli, czy też w życiu będziemy to słowo
      ignorowali, będzie zależało twoje i moje zbawienie, czyli wejście do
      królestwa Bożego.

      Często niestety troska o „zbawienie wielu” staje się ucieczką od
      prawdziwego, osobistego podjęcia Bożego wezwania. Można nawet być
      bardzo gorliwym religijnie, zaangażowanym w rozmaite dzieła, w
      nawracanie innych, często chodzić do kościoła... pozostając
      całkowicie nietkniętym przez Boże słowo. I dzisiaj w Ewangelii Pan
      Jezus mówi nam o takiej sytuacji wprost:

      wie­lu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie bę­dą mogli. Skoro
      Pan do­mu wstanie i drzwi zam­k­nie, wówczas stojąc na dwo­rze,
      zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: „Panie, otwórz nam”; lecz On
      wam od­po­wie: „Nie wiem, skąd jesteście”. Wte­dy zacz­nie­cie
      mówić: „Przecież jadaliśmy i piliśmy z To­bą, i na uli­cach naszych
      nauczałeś”. Lecz On rzecze: „Po­wia­dam wam, nie wiem, skąd jesteście.
      Odstąpcie ode Mnie wszyscy dopuszczający się niesprawiedli­woś­ci” (Łk
      13,24–27).

      Można bardzo blisko „kręcić” się koło Pana Boga, ale Go w istocie
      zupełnie nie przyjmować do swojego serca. Przyjęcie Boga do serca
      zawsze ma konkretny wyraz w postaci sprawiedliwości, co znaczy, że
      przyjmujemy Jego przykazania i według nich żyjemy, a one streszczają
      się w podwójnym przykazaniu miłości.

      Jak nas poucza autor Listu do Hebrajczyków, nasze życie tutaj jest
      szkołą. Bóg jest naszym Ojcem i wychowuje nas do dojrzałości. Odnosi
      się to do nas wszystkich, nie tylko do dzieci. Każdy z nas jest
      dzieckiem dla Boga i jak dziecko jest wychowywany: Bóg obchodzi się
      z wami jak z dziećmi (Hbr 12,7) – czytamy w Liście do Hebrajczyków.
      Wszystko, co nas spotyka na świecie, należy do tego procesu
      wychowawczego. W szczególności trudne sytuacje, nawet cierpienia i
      doznane krzywdy. One wszystkie są szczególną okazją do poznania
      tego, co prawdziwie nosimy w swoim sercu. Ujrzenie tego i poddanie
      się Bożemu wychowaniu jest dla nas najważniejsze, bo prowadzi do
      życia. Co z tego, że uda się nam jakoś stłumić wyrzuty sumienia,
      zataić przed innymi swoje złe postępowanie, ukryć złe myśli i żądze,
      jeżeli przez to nie dochodzimy do życia prawdziwego!? Cóż nam daje
      zatajenie, kiedy tracimy to, co najważniejsze: własne życie! Właśnie
      najczęściej lęk przed ujawnieniem naszej słabości i zła każe szukać
      nadziei w bezosobowym: „jakoś tam będzie”, „może załapię się do
      królestwa Bożego?”, „może mi się uda?”. Otóż u Boga nie ma „jakoś”,
      ale jest zawsze konkretne spotkanie i wezwanie: „chodź za Mną!”

      Dlatego prawdziwym skarbem jest odkrycie Bożej pedagogii we własnym
      życiu. Czasem jest to trudna pedagogia, ale drugie czytanie nas
      pociesza: Bo te­go Pan miłuje, kogo karze, chłoszcze każ­dego, którego
      za sy­na przyjmuje (Hbr 12,6). Bóg pragnie oczyścić nasze serce,
      abyśmy mogli się z Nim w tym sercu spotkać. I to spotkanie otwiera
      zamknięte drzwi, o jakich Pan Jezus wspomina w Ewangelii w
      odniesieniu do ludzi, którzy liczą na to, że „jakoś tam będzie”.

      Skoro Pan do­mu wstanie i drzwi zam­k­nie, wówczas stojąc na dwo­rze,
      zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: „Panie, otwórz nam” (Łk 13,25).

      Kiedy otwieramy się na prawdziwe spotkanie z Bogiem, kiedy
      pozwalamy, by razem z Nim wejrzeć we własne serce, jesteśmy już po
      drugiej stronie owych drzwi. Wtedy wypełnia się to, co zapowiada
      prorok Izajasz:

      Z wszelkich na­rodów przyprowadzą w ofie­rze dla Pana wszystkich wa­
      szych braci, na ko­niach, na wozach, w lektykach, na mu­łach i na dro­
      ma­derach, na moją Świętą Górę w Jerozo­li­mie, mówi Pan, podobnie jak
      Izraelici przynoszą ofiarę z po­kar­mów w czystych naczyniach do
      świątyni Pana (Iz 66,20).

      Świątynia jest tutaj symbolem domu Bożego, jest miejscem wspólnego
      przebywania z Bogiem we wspólnocie braci, tych wszystkich, którzy
      otworzyli swoje serca przed Bogiem, by stać się Jego dziećmi. Sam
      Bóg przyprowadza, a nawet przynosi tych wszystkich do swojego domu.
      Ta nadzieja obejmuje ludzi ze wszystkich narodów.

      Zobaczmy, jak zupełnie inaczej wygląda perspektywa dla człowieka
      zalęknionego o zbawienie, który pyta: czy tyl­ko nieliczni będą
      zbawieni? (Łk 13,23). I perspektywa, jaką nam daje Pan: przyprowadzę
      ze wszystkich narodów! Dla ciasnego serca perspektywa jest ciasna,
      dla serca otwartego jest szeroka. Ciasne drzwi stają się szerokie,
      kiedy otwiera się ludzkie serce w odpowiedzi na Boże wezwanie do
      posłuszeństwa Jego słowu.

      Przystępując do Eucharystii, przyjmujemy Jezusa, który się
      całkowicie nam oddał. Ale prawdziwe przyjęcie Eucharystii oznacza
      jednocześnie otwarcie naszego serca. To potwierdzamy naszym „Amen”,
      gdy przyjmujemy komunię. „Niech się tak stanie, niech tak będzie w
      naszym życiu!”

      • iktoto Czytania na każdy dzień- niedziela, 22.08.2010 22.08.10, 21:11
        XXI niedziela zwykła

        (Iz 66,18-21)
        Ja znam ich czyny i zamysły. Przybędę, by zebrać wszystkie narody i
        języki; przyjdą i ujrzą moją chwałę. Ustanowię u nich znak i wyślę
        niektórych ocalałych z nich do narodów Tarszisz, Put, Meszek i Rosz,
        Tubal
        i Jawan, do wysp dalekich, które nie słyszały mojej sławy ani nie
        widziały
        mojej chwały. Oni ogłoszą chwałę moją wśród narodów. Z wszelkich
        narodów
        przyprowadzą jako dar dla Pana wszystkich waszych braci - na
        koniach, na
        wozach, w lektykach, na mułach i na dromaderach - na moją świętą
        górę w
        Jeruzalem - mówi Pan - podobnie jak Izraelici przynoszą ofiarę z
        pokarmów
        w czystych naczyni. Z nich także wezmę sobie niektórych jako
        kapłanów i
        lewitów - mówi Pan.

        (Ps 117,1-2)
        REFREN: Całemu światu głoście Ewangelię

        Chwalcie Pana, wszystkie narody,
        wysławiajcie Go wszystkie ludy,
        bo potężna nad wami Jego łaska,
        a wierność Pana trwa na wieki.

        (Hbr 12,5-7.11-13)
        Zapomnieliście o upomnieniu, z jakim się zwraca do was, jako do
        synów:
        Synu mój, nie lekceważ karania Pana, nie upadaj na duchu, gdy On cię
        doświadcza. Bo kogo miłuje Pan, tego karze, chłoszcze zaś każdego,
        którego
        za syna przyjmuje. Trwajcież w karności! Bóg obchodzi się z wami jak
        z
        dziećmi. Jakiż to bowiem syn, którego by ojciec nie karcił? Jeśli
        jesteście bez karania, którego uczestnikami stali się wszyscy, nie
        jesteście synami, ale dziećmi nieprawymi. Zresztą, jeśliśmy cenili i
        szanowali ojców naszych według ciała, mimo że nas karcili, czyż nie
        bardziej winniśmy posłuszeństwo Ojcu dusz, a żyć będziemy? Tamci
        karcili
        nas według swej woli na czas znikomych dni. Ten zaś czyni to dla
        naszego
        dobra, aby nas uczynić uczestnikami swojej świętości. Wszelkie
        karcenie na
        razie nie wydaje się radosne, ale smutne, potem jednak przynosi tym,
        którzy go doświadczyli, błogi plon sprawiedliwości. Dlatego
        wyprostujcie
        opadłe ręce i osłabłe kolana! Proste czyńcie ślady nogami, aby kto
        chromy
        nie zbłądził, ale był raczej uzdrowiony.

        (J 14,6)
        Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca
        inaczej
        jak tylko przeze Mnie.

        (Łk 13,22-30)
        Jezus nauczając, szedł przez miasta i wsie i odbywał swą podróż do
        Jerozolimy. Raz ktoś Go zapytał: Panie, czy tylko nieliczni będą
        zbawieni?
        On rzekł do nich: Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu,
        powiadam
        wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli. Skoro Pan domu wstanie
        i
        drzwi zamknie, wówczas stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi
        i
        wołać: Panie, otwórz nam! lecz On wam odpowie: Nie wiem, skąd
        jesteście.
        Wtedy zaczniecie mówić: Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na
        ulicach
        naszych nauczałeś. Lecz On rzecze: Powiadam wam, nie wiem, skąd
        jesteście.
        Odstąpcie ode Mnie wszyscy opuszczający się niesprawiedliwości! Tam
        będzie
        płacz i zgrzytanie zębów, gdy ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i
        wszystkich proroków w królestwie Bożym, a siebie samych precz
        wyrzuconych.
        Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem
        w
        królestwie Bożym. Tak oto są ostatni, którzy będą pierwszymi, i są
        pierwsi, którzy będą ostatnimi.
    • iktoto Homilia 21 Pn 2 23.08.10, 15:19
      21. Poniedziałek 2
      2 Tes 1,1–5.11b–12;
      Mt 23,1.13–22

      Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze obłudnicy, bo zamykacie
      królestwo niebieskie przed ludźmi. Wy sami nie wchodzicie i nie
      pozwalacie wejść tym, którzy do niego idą (Mt 23,13).

      Te słowa Pana Jezusa, wypowiedziane kiedyś do faryzeuszy i uczonych
      w Piśmie, dzisiaj odnoszą się do nas w Kościele, w szczególności do
      kapłanów. Wiemy, jak niestety przez swoje słowa czy postępowanie co
      najmniej utrudniamy ludziom dojście do prawdziwej wiary. Kiedyś ks.
      Józef Tischner powiedział, że nie pamięta nikogo, kto odszedłby od
      wiary chrześcijańskiej po przeczytaniu „Kapitału” Marksa, natomiast
      zna wielu takich, którzy odeszli od Kościoła z powodu proboszcza w
      parafii. Obawiam się, że każdy z nas znalazłby w swoim życiu
      sytuację, w której komuś dał złe świadectwo, a tym samym utrudnił mu
      wiarę. Kiedy sobie z tego zdamy sprawę, jest już za późno, by
      cokolwiek naprawić. Jest to niezmiernie przygnębiające
      doświadczenie. Można to jedynie zostawić Jezusowi. Pewnie możemy
      przedstawić liczne przypadki, w których niewątpliwie pomogliśmy
      komuś uwierzyć. Jednak doświadczenia pozytywne nie są w stanie
      zmniejszyć winy zaciągniętej wobec kogoś konkretnego.

      Jeżeli mamy w swoim życiu przynajmniej jeden taki przypadek, to
      warto, wydaje mi się, poczuć się adresatem groźby zawartej w słowach
      Pana Jezusa. Nasza odpowiedzialność za siebie i innych jest wielka,
      większa, niż sobie z tego zdajemy sprawę. Szczególną
      odpowiedzialność ponoszą kapłani wobec danych im wiernych i rodzice
      wobec swoich dzieci. A niestety, najczęściej nie jesteśmy doskonale
      przygotowani do pełnienia służby prowadzenia ludzi do Boga. Każdy
      człowiek ma inne potrzeby i możliwości. Z naszej strony
      najważniejsze jest świadectwo życia, które powinno być zgodne z tym,
      w co wierzymy. Głoszenie Ewangelii bez takiej harmonii jest
      praktycznie niemożliwe. Pełną harmonię nauki i życia widzimy w
      Osobie Jezusa Chrystusa w czasie Jego ziemskiego życia.

      Pan Jezus zarzuca dzisiaj uczonym w Piśmie i faryzeuszom obłudę i
      niewłaściwe ustawienie wartości. Świadczą o tym problemy, na których
      się koncentrują, np.: „co jest bardziej święte: przybytek czy złoto
      w przybytku?”... W naszej praktyce religijnej znalazłoby się pewnie
      wiele przykładów grzeszenia przywiązaniem do pewnych zwyczajów,
      praktyk, zewnętrznych obrzędów, natomiast zapominania o tym, co jest
      najważniejsze: o wzajemnej miłości w konkretnych gestach, w
      pamiętaniu o innych w trudnych sytuacjach, o konieczności
      przebaczenia…

      Bardzo ważne jest uświadomienie sobie, że przez nauczanie, przez
      świadectwo i przykład pociągający innych nie tylko ich wprowadzamy w
      wiarę i umożliwiamy im wzrastanie, ale jednocześnie budujemy
      Kościół, czyli wspólnotę wierzących w Chrystusa, rozszerzamy naszą
      własną przestrzeń życia. Każdy prawdziwie wierzący staje się naszym
      bratem i siostrą, przez co u nich znajdujemy swój dom, oparcie i
      pomoc. Jest to dla nas radość. Święty Paweł w dzisiejszym pierwszym
      czytaniu dziękuje Bogu za wiarę Tesaloniczan, bo „ich wiara bardzo
      wzrasta, a miłość wzajemna u każdego z nich obfituje”. Paweł, widząc
      to, doznaje radości, a ponadto „chlubi się z powodu ich cierpliwości
      i wiary we wszystkich prześladowaniach i uciskach, które znoszą”.
      Jest to świadectwo prawdziwości wiary, co daje im ufność na dzień
      sądu.

      Przekaz wiary w pełnej zgodności nauki i życia jest budowaniem
      przestrzeni miłości, co nam samym daje prawdziwy oddech i przestrzeń
      do życia. Obyśmy umieli naszą wiarę przekazywać w jej pełni, to
      znaczy w jej żywej postaci.
      • iktoto Czytania na każdy dzień- poniedziałek, 23.08.2010 23.08.10, 15:22
        (2 Tes 1,1-5.11b-12)
        Paweł, Sylwan i Tymoteusz do Kościoła Tesaloniczan w Bogu Ojcu
        naszym i
        Panu Jezusie Chrystusie. Łaska wam i pokój od Boga, Ojca naszego, i
        Pana
        Jezusa Chrystusa. Bracia, zawsze winniśmy za was Bogu dziękować, co
        jest
        rzeczą słuszną, bo wiara wasza bardzo wzrasta, a miłość wzajemna u
        każdego
        z was obfituje, i to tak, że my sami w Kościołach Bożych chlubimy
        się wami
        z powodu waszej cierpliwości i wiary we wszystkich waszych
        prześladowaniach i uciskach, które znosicie. Są one zapowiedzią
        sprawiedliwego sądu Boga; celem jego jest uznanie was za godnych
        królestwa
        Bożego, za które też cierpicie. Dlatego modlimy się zawsze za was,
        aby Bóg
        nasz uczynił was godnymi swego wezwania, aby z mocą udoskonalił w
        was
        wszelkie pragnienie dobra oraz czyn [płynący z] wiary. Aby w was
        zostało
        uwielbione imię Pana naszego Jezusa Chrystusa - a wy w Nim - za
        łaską Boga
        naszego i Pana Jezusa Chrystusa.

        (Ps 96,1-5)
        REFREN: Pośród narodów głoście chwałę Pana

        Śpiewajcie Panu pieśń nową,
        śpiewaj Panu, ziemio cała.
        Śpiewajcie Panu, sławcie jego imię,
        każdego dnia głoście Jego zbawienie.

        Głoście Jego chwałę
        wśród wszystkich narodów,
        rozgłaszajcie cuda
        pośród wszystkich ludów.

        Wielki jest Pan, godzien wszelkiej chwały,
        budzi trwogę najwyższą, większą niż inni bogowie.
        Bo wszyscy bogowie pogan są tylko ułudą,
        A Pan zaś stworzył niebiosa.

        (J 10,27)
        Moje owce słuchają mego głosu, Ja znam je, a one idą za Mną.

        (Mt 23,1.13-22)
        Jezus przemówił do tłumów i do swych uczniów tymi słowami: Biada
        wam,
        uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo zamykacie królestwo
        niebieskie
        przed ludźmi. Wy sami nie wchodzicie i nie pozwalacie wejść tym,
        którzy do
        niego idą. Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo
        obchodzicie morze i ziemię, żeby pozyskać jednego współwyznawcę. A
        gdy się
        nim stanie, czynicie go dwakroć bardziej winnym piekła niż wy sami.
        Biada
        wam, przewodnicy ślepi, którzy mówicie: Kto by przysiągł na
        przybytek, to
        nic nie znaczy; lecz kto by przysiągł na złoto przybytku, ten jest
        związany przysięgą. Głupi i ślepi! Cóż bowiem jest ważniejsze, złoto
        czy
        przybytek, który uświęca złoto? Dalej: Kto by przysiągł na ołtarz,
        to nic
        nie znaczy; lecz kto by przysiągł na ofiarę, która jest na nim, ten
        jest
        związany przysięgą. Ślepi! Cóż bowiem jest ważniejsze, ofiara czy
        ołtarz,
        który uświęca ofiarę? Kto więc przysięga na ołtarz, przysięga na
        niego i
        na wszystko, co na nim leży. A kto przysięga na przybytek, przysięga
        na
        niego i na Tego, który w nim mieszka. A kto przysięga na niebo,
        przysięga
        na tron Boży i na Tego, który na nim zasiada.
    • iktoto Homilia 24.08 24.08.10, 16:35
      24.08. – św. Bartłomieja, apostoła
      Ap 21,9b–14;

      Ps 145;

      J 1,45–51

      Patrz, to prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu (J 1,47).

      Ta wypowiedź Pana Jezusa należy do nielicznych pozytywnych ocen
      dotyczących ludzi, jakich spotkał. Apostoł Bartłomiej jest według
      tradycji tożsamy z Natanaelem z dzisiejszej Ewangelii. W listach
      apostołów zawsze występuje zaraz po Filipie, który go przyprowadził
      do Jezusa.

      Scena z dzisiejszej Ewangelii jest bardzo wymowna. Wskazuje na to,
      kim był Pan Jezus: Rabbi, Ty jesteś Synem Bożym, Ty jesteś Królem
      Izraela! (J 1,49). Charakterystyczne jest, że to stwierdzenie pada u
      początku działalności Jezusa. Może nie dziwić podobna wypowiedź na
      końcu Ewangelii w ustach św. Tomasza, który spotkał
      Zmartwychwstałego. Zdumiewa natomiast na samym początku, kiedy Pan
      Jezus dopiero wybierał uczniów i jeszcze nie rozpoczął działalności.
      W kontekście oceny samej osoby Natanaela przypomina się
      wypowiedziane przez Niego błogosławieństwo: Błogosławieni czystego
      serca, albowiem oni Boga oglądać będą (Mt 5,8). Ale to jeszcze nie
      wszystko:

      Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ujrzycie niebiosa otwarte i
      aniołów Bożych wstępujących i zstępujących na Syna Człowieczego (J
      1,51).

      Ze scen ewangelijnych, wydawałoby się, najbardziej realizowałaby tę
      zapowiedź epifania na Górze Tabor. Tam jednak Natanaela-Bartłomieja
      nie było, a ponadto św. Jan nie opisuje tej sceny w swojej
      Ewangelii. Nie o tym widzeniu zatem Pan Jezus mówił. Zatem o czym
      mówił?

      Aby na to pytanie odpowiedzieć, trzeba zrozumieć, co ta wypowiedź
      oznaczała. „Niebiosa otwarte i aniołowie Boży wstępujący i
      zstępujący” wyraźnie przypominają sen Jakuba, w którym ujrzał:
      drabinę opartą na ziemi, sięgającą swym wierzchołkiem nieba, oraz
      aniołów Bożych, którzy wchodzili w górę i schodzili na dół (Rdz
      28,12). Jakub w reakcji na to powiedział:

      Prawdziwie Pan jest na tym miejscu, a ja nie wiedziałem. I zdjęty
      trwogą rzekł: O, jakże miejsce to przejmuje grozą! Prawdziwie jest
      to dom Boga i brama do nieba! (Rdz 28,16n).

      W najstarszej tradycji religijnej ludzkości oznacza to styk nieba i
      ziemi, oś świata, a jednocześnie środek świata. Ludzie, wędrując z
      miejsca na miejsce, przy nowym osiedleniu odnajdywali taką oś świata
      i dopiero wokół niej jako punktu odniesienia budowali przestrzeń
      swojego zamieszkania. Dla Izraela takim stykiem nieba i ziemi była
      świątynia jerozolimska. Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii wskazuje
      na siebie jako na taki styk, jako na oś świata. Sytuacja o tyle się
      zmienia, że w tradycji religijnej osią świata było miejsce, w tym
      przypadku jest nią Osoba. Później w Ewangelii według św. Jana Pan
      Jezus powie wyraźnie: Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze
      Mnie, będzie zbawiony – wejdzie i wyjdzie, i znajdzie paszę (J
      10,9). Jeszcze dobitniej powie:

      Powiedziałem wam, że pomrzecie w grzechach swoich. Tak, jeżeli nie
      uwierzycie, że Ja jestem, pomrzecie w grzechach swoich (J 8,24).

      Oznacza to, że On sam jest tożsamy z Bogiem Jahwe, który się objawił
      Mojżeszowi. Nie tylko jest miejscem styku nieba z ziemią, ale
      zawiera w sobie całą tajemnicę Boga w jego miłości do nas, co w
      objawieniu Mojżeszowi streściło się w imieniu Jahwe.

      Pierwsze czytanie z Apokalipsy ukazuje nowe Jeruzalem zbudowane na
      fundamentach dwunastu Apostołów Baranka. To Jeruzalem jest miejscem
      pełnego spotkania Boga z jego ludem. Spotkaniem, kiedy nie będzie
      już żadnej ciemności, niepewności, niejasności, bo światłem będzie
      Bóg i Baranek. I znowu nie jest to miejsce w sensie przestrzennym,
      ale przestrzeń osobowego spotkania. Apostołowie jako fundamenty są
      tymi, którzy nas wprowadzają w osobistą więź z Bogiem przez udział
      we wspólnocie. Nowe Jeruzalem jest komunią, wspólnotą osobową, w
      której wszystko jest wspólne, i to poczynając od najgłębszego
      wymiaru, od samego istnienia, które nie jest byciem sobie, ale
      współistnieniem. To miejsce spotkania jest naszym prawdziwym domem.

      W Eucharystii wchodzimy sakramentalnie właśnie w taką komunię. Niech
      się ona urzeczywistnia w naszym życiu na świecie w postaci wzajemnej
      miłości.
      • iktoto Czytania na każdy dzień- wtorek, 24.08.2010 24.08.10, 16:36
        Święto św. Bartłomieja Apostoła

        (Ap 21,9b-14)
        Anioł tak się do mnie odezwał: Chodź, ukażę ci Oblubienicę, Małżonkę
        Baranka. I uniósł mnie w zachwyceniu na górę wielką i wyniosłą, i
        ukazał
        mi Miasto Święte - Jeruzalem, zstępujące z nieba od Boga, mające
        chwałę
        Boga. źródło jego światła podobne do kamienia drogocennego, jakby do
        jaspisu o przejrzystości kryształu: Miało ono mur wielki a wysoki,
        miało
        dwanaście bram, a na bramach - dwunastu aniołów i wypisane imiona,
        które
        są imionami dwunastu pokoleń synów Izraela. Od wschodu trzy bramy i
        od
        północy trzy bramy, i od południa trzy bramy, i od zachodu trzy
        bramy. A
        mur Miasta ma dwanaście warstw fundamentu, a na nich dwanaście imion
        dwunastu Apostołów Baranka.

        (Ps 145,10-13.17-18)
        REFREN: Niech wierni Twoi sławią Twe królestwo

        Niech Cię wielbią, Panie, wszystkie Twoje dzieła
        i niech Cię błogosławią Twoi święci.
        Niech mówią o chwale Twojego królestwa
        i niech głoszą Twoją potęgę.

        Aby synom ludzkim oznajmić Twoją potęgę
        i wspaniałość chwały Twojego królestwa.
        Królestwo Twoje królestwem wszystkich wieków,
        przez wszystkie pokolenia Twoje panowanie.

        Pan jest sprawiedliwy na wszystkich swych drogach
        i łaskawy we wszystkich swoich dziełach.
        Pan jest blisko wszystkich, którzy Go wzywają,
        wszystkich wzywających Go szczerze.

        (J 1,49b)
        Nauczycielu, Ty jesteś Synem Bożym, Ty jesteś Królem Izraela!

        (J 1,45-51)
        Filip spotkał Natanaela i powiedział do niego: Znaleźliśmy Tego, o
        którym
        pisał Mojżesz w Prawie i Prorocy - Jezusa, syna Józefa z Nazaretu.
        Rzekł
        do niego Natanael: Czyż może być co dobrego z Nazaretu? Odpowiedział
        mu
        Filip: Chodź i zobacz. Jezus ujrzał, jak Natanael zbliżał się do
        Niego, i
        powiedział o nim: Patrz, to prawdziwy Izraelita, w którym nie ma
        podstępu.
        Powiedział do Niego Natanael: Skąd mnie znasz? Odrzekł mu Jezus:
        Widziałem
        cię, zanim cię zawołał Filip, gdy byłeś pod drzewem figowym.
        Odpowiedział
        Mu Natanael: Rabbi, Ty jesteś Synem Bożym, Ty jesteś Królem Izraela!
        Odparł mu Jezus: Czy dlatego wierzysz, że powiedziałem ci: Widziałem
        cię
        pod drzewem figowym? Zobaczysz jeszcze więcej niż to. Potem
        powiedział do
        niego: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ujrzycie niebiosa otwarte i
        aniołów Bożych wstępujących i zstępujących na Syna Człowieczego.
    • iktoto Homilia 21 Śr 2 25.08.10, 15:36
      21 środa 2
      2 Tes 3,6–10.16–18;
      Mt 23,27–32



      Od samego początku głoszenia Ewangelii Pan Jezus wzywa do
      nawrócenia, czyli do przemiany serca. Bez przemiany serca
      religijność przybiera karykaturalne postaci. Ostre słowa krytykujące
      faryzeuszy i uczonych w Piśmie odsłaniają zafałszowanie życia
      wewnętrznego. Takie wypaczenia są nieustannie ogromnym zagrożeniem
      dla ludzi religijnych. Faryzeizm, jak nazywamy takie zafałszowanie
      wiary, jest największym zagrożeniem dla niej. Większym nawet niż
      niewiara. Pan Jezus w Apokalipsie powiedział: Obyś był zimny albo
      gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię
      wyrzucić z mych ust (Ap 3,15n). Człowiek niewierzący przynajmniej
      wie, że jest niewierzący, natomiast człowiek religijnie zafałszowany
      mniema, że jest wierzący, a nawet uważa, że jest wszystko w porządku
      w jego relacji do Boga. Na to zafałszowanie właśnie zwraca uwagę Pan
      Jezus, gdy mówi:

      Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze obłudnicy, bo budujecie
      groby prorokom i zdobicie grobowce sprawiedliwych oraz
      mówicie: „Gdybyśmy żyli za czasów naszych przodków, nie bylibyśmy
      ich wspólnikami w zabójstwie proroków”. Przez to sami przyznajecie,
      że jesteście potomkami tych, którzy mordowali proroków. Dopełnijcie
      i wy miary waszych przodków! (Mt 23,29–32).

      Oponentom Pana Jezusa wydaje się, że oni na pewno nie popełniliby
      zbrodni zabicia proroka, że z pewnością by go posłuchali. A oto stoi
      przed nimi ktoś większy niż Prorok i na nim dokonają największej
      zbrodni, „dopełniając miary przodków”. Przerażająca jest ta nie­świa­
      do­mość prawdy o własnym sercu. Przy czym nie dotyczy to jedynie fa­ry­
      ze­uszy i uczonych w Piśmie. Gdybyśmy tak uważali, wpadlibyśmy w
      takie samo złudzenie jak ci, do których Pan Jezus skierował swoje
      słowa. Jeżeli pragniemy autentycznego wzrostu duchowego, musimy te
      słowa odnieść do siebie samych. Ich przykład powinien nam uświadomić
      ogromną tajemnicę nieprawości mieszkającą w naszych sercach.
      Nawrócenia serca nie uzyskuje się przez uparte trzymanie się
      własnych wyobrażeń o duchowej doskonałości i przestrzeganie Prawa
      Bożego – nawet w dobrej wierze – tak, jak go rozumiemy.

      Przemiana serca przede wszystkim jest przemianą naszego widzenia
      rzeczywistości, zmianą w ocenie wartości tego, co nas spotyka i co
      podejmujemy. Nasze działanie dopiero wynika z pragnienia, jakie
      pojawia się w sercu. Przez nawrócenie serca zmienia się nasze
      rozumienie samego Prawa Bożego. Pan Jezus pokazał nam, jak się to
      zmienia, dając własny komentarz do przykazań i niektórych innych
      przepisów Prawa. Dopiero przemienione serce jest w stanie prawdziwie
      rozpoznać prawdę głoszoną przez proroka, gdyż potrafi usłyszeć głos
      samego Boga, który potwierdza słowa proroka. Dopóki w lęku staramy
      się za wszelką cenę uzyskać potwierdzenie naszej porządności, brak
      nam zdolności widzenia prawdy wewnętrznej.

      Pokusa łatwego potwierdzenia własnej religijności i prawości jest
      stale aktualna. W pierwszym dzisiejszym czytaniu św. Paweł ma do
      czynienia z pojawieniem się jej już w pierwszym pokoleniu
      chrześcijan. Listy do Tesaloniczan są najstarszymi pismami Nowego
      Testamentu. Były napisane ok. 50 roku, czyli niecałe 20 lat po
      krzyżowej śmierci Pana Jezusa. Już wówczas ten problem był aktualny.
      Część wierzących tak się uczepiła nadziei szybkiego zbawienia, gdyż
      w ich przekonaniu Pan Jezus miał lada dzień nadejść, że zaprzestali
      pracować, licząc na dobroć swoich współbraci. Jednocześnie zajmowali
      się jedynie „religijnymi” sprawami, myśląc o sobie, że są kimś
      wielkim. Stąd tak ostre słowa św. Pawła: Kto nie chce pracować,
      niech też nie je! (2 Tes 3,10). Praca ma to do siebie, że przez nią
      mamy żywy kontakt z rzeczywistością, co daje nam szansę na trzymanie
      się jej. Syn Boży wcielił się właśnie dlatego, aby samemu
      doświadczyć bardzo konkretnie losu człowieka, a ponadto pokazać nam,
      jak przez rzetelne podejmowanie ludzkiego życia w świadomości, że
      wszystko dzieje się przed Bogiem i dla Niego, mamy iść do Boga.
      Oderwane od życi a rozważania religijne, napędzane chęcią bycia kimś
      wielkim i mądrym, prowadzą do całkowitego zafałszowania siebie.
      Zupełnie podobnie się dzieje, gdy koncentrujemy się wokół samych
      pobożnych ćwiczeń. Jeżeli nie ma harmonii pomiędzy nimi a naszym
      zwykłym podejmowaniem obowiązków, życzliwością do innych…, to
      znaczy, że nasza więź z Bogiem jest sztuczna, niezbudowana na
      prawdzie.

      Pan Jezus, zostawiając nam Eucharystię, która według Niego ma być
      dla nas chlebem powszednim, pragnie, aby nasza wiara wyraziła się w
      naszej codzienności.

      • iktoto Czytania na każdy dzień- środa, 25.08.2010 25.08.10, 15:36
        (2 Tes 3,6-10.16-18)
        Nakazujemy wam, bracia, w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa,
        abyście
        stronili od każdego brata, który postępuje wbrew porządkowi, a nie
        według
        tradycji, którą przejęliście od nas. Sami bowiem wiecie, jak należy
        nas
        naśladować, bo nie wzbudzaliśmy wśród was niepokoju ani u nikogo nie
        jedliśmy za darmo chleba, ale pracowaliśmy w trudzie i zmęczeniu, we
        dnie
        i w nocy, aby dla nikogo z was nie być ciężarem. Nie jakobyśmy nie
        mieli
        do tego prawa, lecz po to, aby dać wam samych siebie za przykład do
        naśladowania. Albowiem gdy byliśmy u was, nakazywaliśmy wam tak: Kto
        nie
        chce pracować, niech też nie je! A sam Pan pokoju niech was obdarzy
        pokojem zawsze i na wszelki sposób! Pan niech będzie z wami
        wszystkimi!
        Pozdrowienie ręką moją - Pawła. Ten znak jest w każdym liście: Tak
        piszę.
        Łaska Pana naszego Jezusa Chrystusa z wami wszystkimi!

        (Ps 128,1-2.4-5)
        REFREN: Błogosławiony, kto się boi Pana

        Błogosławiony każdy, kto się boi Pana,
        kto chodzi Jego drogami.
        Bo z pracy rąk swoich będziesz pożywał,
        szczęście osiągniesz i dobrze ci będzie.

        Małżonka twoja jak płodny szczep winny
        we wnętrzu twojego domu.
        Synowie twoi jak sadzonki oliwki
        dokoła twojego stołu.

        Oto takie błogosławieństwo dla męża,
        który boi się Pana.
        Niechaj cię Pan błogosławi z Syjonu,
        oglądaj pomyślność Jeruzalem przez całe swe życie.

        (1 J 2,5)
        Kto zachowuje naukę Chrystusa, w tym naprawdę miłość Boża jest
        doskonała.

        (Mt 23,27-32)
        Jezus przemówił tymi słowami: Biada wam, uczeni w Piśmie i
        faryzeusze,
        obłudnicy! Bo podobni jesteście do grobów pobielanych, które z
        zewnątrz
        wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego
        plugastwa. Tak i wy z zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi,
        lecz
        wewnątrz pełni jesteście obłudy i nieprawości. Biada wam, uczeni w
        Piśmie
        i faryzeusze, obłudnicy! Bo budujecie groby prorokom i zdobicie
        grobowce
        sprawiedliwych, i mówicie: Gdybyśmy żyli za czasów naszych przodków,
        nie
        bylibyśmy ich wspólnikami w zabójstwie proroków. Przez to sami
        przyznajecie, że jesteście potomkami tych, którzy mordowali
        proroków.
        Dopełnijcie i wy miary waszych przodków!
    • iktoto Homilia 26.08 25.08.10, 15:37
      26.08. – Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej
      Prz 8,22–35 lub Iz 2,2–5;

      Ga 4,4–7;

      J 2,1–11



      (Czyż) to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? (J 2,4).

      Istnieją w Piśmie Świętym trudne miejsca, które nas niepokoją czy
      wręcz rażą. Zacytowany zwrot Pana Jezusa do Matki do takich trudnych
      miejsc należy. Do Biblii Tysiąclecia, a przez nią do lekcjonarza,
      trafiło takie sformułowanie, które jest próbą wytłumaczenia zgrzytu,
      jaki się pojawia w brzmieniu tego zdania. Dosłownie brzmi ono: „co
      Mnie i Tobie” (ti emoi kai soi). Jest to wyrażenie idiomatyczne i
      oznacza mniej więcej: „daj mi spokój”. W Ewangeliach powtarza się
      ono w spotkaniach Pana Jezusa ze złymi duchami. One mówią do
      Niego: „co nam i Tobie” (ti hemin kai soi), co Biblia Tysiąclecia
      tłumaczy: Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? (Mk 1,24). Ten
      idiom wyraża separację pomiędzy partnerami rozmowy. W Starym
      Testamencie takiego idiomu użył Dawid w stosunku do Joaba i
      Abiszaja: Co jest między mną a wami, synowie Serui (2 Sm 19,23). I
      tutaj także chodzi Dawidowi o odcięcie się od ich postępowania.

      Jakżeż Pan Jezus mógł się tak niegrzecznie odezwać do swojej Matki?!
      Dlatego to przekształcono zdanie oznajmujące na pytanie, zmieniając
      sens tej wypowiedzi. Oczywiście gramatycznie jest to możliwe, bo w
      oryginalnym tekście w języku greckim nie ma partykuły „czy” oraz
      znaków interpunkcyjnych.

      Nieco dłuższy wywód na temat tego trudnego wyrażenia odsłania pewną
      tendencję w naszym tłumaczeniu trudnych spraw. Jeżeli nie pasuje ono
      do naszych wyobrażeń, to staramy się je złagodzić albo nadać mu
      odmienny sens. Czy jednak w ten sposób nie tracimy czegoś o wiele
      cenniejszego? Spróbujmy jednak dopuścić takie nieprzyjemne brzmienie
      odezwania się Syna do Matki: „Daj Mi spokój, Niewiasto. Jeszcze nie
      nadeszła moja godzina”. W Ewangelii św. Jana „godzina Jezusa” to
      zawsze Jego śmierć na krzyżu. Ogłasza jej nadejście w 12. rozdziale:
      Nadeszła godzina, aby został uwielbiony Syn Człowieczy (J 12,23).

      Tak brzmiąca odpowiedź udzielona Matce jest zatem wyraźną odmową!
      Ale zobaczmy, co się dzieje dalej. Matka wcale nie daje za wygraną.
      Zaraz mówi do sług: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie (J 2,5).
      Zobaczmy, co wynika z tak odczytanej sceny. Najswiętsza Maryja Panna
      okazuje się bardzo rezolutną kobietą. Przypomina się w tym momencie
      scena z Syrofenicjanką, która prosiła o zdrowie dla swojej córki. W
      odpowiedzi usłyszała od Pana Jezusa także bardzo nieprzyjemne słowa:
      Pozwól wpierw nasycić się dzieciom; bo niedobrze jest zabrać chleb
      dzieciom, a rzucić psom (Mk 7,27). Ona jednak z całą pokorą
      odpowiedziała: Tak, Panie, lecz i szczenięta pod stołem jadają z
      okruszyn dzieci (Mk 7,28). Ona także nie dała się zbyć negatywną
      odpowiedzią. I ze względu na jej upartą wiarę uzyskała to, o co
      prosiła. Mamy zatem w tym momencie do czynienia z tak
      zwanymi „modlitwami niewysłuchanymi”. Pan Jezus w pierwszej reakcji
      odrzuca prośbę. Ale dzięki wytrwałości proszącego prośba zostaje
      wysłuchana.

      Pamiętamy przypowieść Pana Jezusa o wytrwałej modlitwie, przypowieść
      o niesprawiedliwym sędzi, którego wytrwałe naleganie biednej kobiety
      skłoniło do załatwienia jej sprawy. Na koniec tej przypowieści Pan
      Jezus mówi: A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy
      dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie?
      (Łk 18,8). Wydaje się, że scena z dzisiejszej Ewangelii jest swoistą
      ilustracją tej prawdy. Warto pamiętać o tym, że modlitwa, nawet
      najbardziej szlachetna w naszym pojęciu, nie musi od razu być
      wysłuchana. Także sami mamy przecież często problem z „niewysłuchaną
      modlitwą”. W tym kontekście scena z Kany Galilejskiej napawa nas
      optymizmem i nadzieją: oto Pan Jezus jednak ostatecznie wysłuchuje
      próśb, które pierwotnie wydają się nie być wysłuchane. Taka modlitwa
      ma różne postacie: nie zostaje ona wysłuchana od razu albo nie w
      taki sposób, jak byśmy sobie tego życzyli.

      Dlaczego Pan Jezus nie odpowiada jednak od razu? Taka jest Jego
      pedagogia. Pamiętamy Jego słowa: Wszystko, o co w modlitwie
      prosicie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie (Mk 11,24).
      Modlitwa jest dialogiem, w który najważniejsze nie jest to, o co
      prosimy, ale sama więź osobowa. KKK o modlitwie powie następująco:

      Modlitwa – czy zdajemy sobie z tego sprawę, czy nie – jest
      spotkaniem Bożego i naszego pragnienia. Bóg pragnie, abyśmy Go
      pragnęli (KKK 2560).

      Modlitwa jest o tyle chrześcijańska, o ile jest komunią z Chrystusem
      (KKK 2565).

      W modlitwie najważniejsze nie jest to, o co prosimy, ale spotkanie.
      Uparta wiara, uparta prośba jest wyrazem prawdziwego zawierzenia.
      Nie mamy do czynienia z jakąś instytucją, która zatwierdza nasze
      podanie o załatwienie sprawy, ale z autentycznym dialogiem razem z
      jego dramatyzmem. Przemaganie Boga swoją prośbą świadczy o takiej
      żywej więzi. U proroka Izajasza czytamy:

      Chodźcie i spór ze Mną wiedźcie! – mówi Pan. Choćby wasze grzechy
      były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją; choćby czerwone jak purpura,
      staną się jak wełna (Iz 1,18).

      U proroka Ozeasza natomiast Bóg mówi do Izraela:

      Pociągnąłem ich ludzkimi więzami, a były to więzy miłości (Oz 11,4).

      A dzisiejsza Ewangelia pokazuje, jak Najświętsza Maryja Panna
      potrafi nas wspierać w owym uporze, który prowadzi do prawdziwego
      spotkania z Bogiem. I o tym trzeba nam pamiętać, i chyba warto uczyć
      ludzi tego dobrego uporu i wytrwałości. Pamiętajmy słowa Pana
      Jezusa:

      A od czasu Jana Chrzciciela aż dotąd królestwo niebieskie doznaje
      gwałtu i ludzie gwałtowni zdobywają je (Mt 11,12).
      • iktoto Czytania na każdy dzień- czwartek, 26.08.2010 26.08.10, 22:46
        Uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej

        (Prz 8,22-35)
        Pan mnie stworzył, swe arcydzieło, jako początek swej mocy, od
        dawna, od
        wieków jestem stworzona, od początku, nim ziemia powstała. Przed
        oceanem
        istnieć zaczęłam, przed źródłami pełnymi wody; zanim góry zostały
        założone, przed pagórkami zaczęłam istnieć; nim ziemię i pola
        uczynił -
        początek pyłu na ziemi. Gdy niebo umacniał, z Nim byłam gdy kreślił
        sklepienie nad bezmiarem wód, gdy w górze utwierdzał obłoki, gdy
        źródła
        wielkiej otchłani umacniał, gdy morzu stawiał granice, by wody z
        brzegów
        nie wyszły, gdy kreślił fundamenty pod ziemię. Ja byłam przy Nim
        mistrzynią, rozkoszą Jego dzień po dniu, cały czas igrając przed
        Nim,
        igrając na okręgu ziemi, znajdując radość przy synach ludzkich. Więc
        teraz, synowie, słuchajcie mnie, szczęśliwi, co dróg moich strzegą.
        Przyjmijcie naukę i stańcie się mądrzy, pouczeń mych nie
        odrzucajcie!
        Błogosławiony ten, kto mnie słucha, kto co dzień u drzwi moich
        czeka, by
        czuwać u progu mej bramy, bo kto mnie znajdzie, ten znajdzie życie i
        uzyska łaskę u Pana.

        lub

        (Iz 2,2-5)
        Stanie się na końcu czasów, że góra świątyni Pańskiej stanie mocno
        na
        wierzchu gór i wystrzeli ponad pagórki. Wszystkie narody do niej
        popłyną,
        mnogie ludy pójdą i rzekną: Chodźcie, wstąpmy na Górę Pańską do
        świątyni
        Boga Jakubowego! Niech nas nauczy dróg swoich, byśmy kroczyli Jego
        ścieżkami. Bo Prawo wyjdzie z Syjonu i słowo Pańskie - z Jeruzalem.
        On
        będzie rozjemcą pomiędzy ludami i wyda wyroki dla licznych narodów.
        Wtedy
        swe miecze przekują na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Naród
        przeciw
        narodowi nie podniesie miecza, nie będą się więcej zaprawiać do
        wojny.
        Chodźcie, domu Jakuba, postępujmy w światłości Pana.

        (Ps 48,2-3.9-11.13-15)
        REFREN: Tyś wielką chlubą naszego narodu

        Wielki jest Pan i godzien wielkiej chwały
        w mieście naszego Boga.
        Święta Jego góra, wspaniałe wzniesienie,
        radością jest całej ziemi.

        Cośmy słyszeli, to zobaczyliśmy
        w mieście Pana Zastępów,
        w mieście naszego Boga;
        Bóg je umacnia na wieki.

        Rozważamy, Boże, Twoją łaskawość
        we wnętrzu Twojej świątyni.
        Jak imię Twe, Boże, tak i chwała Twoja
        sięga po krańce ziemi.
        Prawica Twoja pełna jest sprawiedliwości.

        Obejdźcie dokoła Syjon,
        policzcie jego wieże.
        By powiedzieć przyszłym pokoleniom,
        że Bóg jest naszym Bogiem na wieki.

        (Ga 4,4-7)
        Gdy jednak nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego
        z
        niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali
        Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo. Na dowód tego, że
        jesteście synami, Bóg wysłał do serc naszych Ducha Syna swego, który
        woła:
        Abba, Ojcze! A zatem nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem. Jeżeli
        zaś
        synem, to i dziedzicem z woli Bożej.

        (Łk 1,28)
        Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławionaś Ty między
        niewiastami.

        (J 2,1-11)
        W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa.
        Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy
        zabrakło
        wina, Matka Jezusa mówi do Niego: Nie mają już wina. Jezus Jej
        odpowiedział: Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze
        nie
        nadeszła godzina moja? Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: Zróbcie
        wszystko, cokolwiek wam powie. Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych
        przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła
        pomieścić
        dwie lub trzy miary. Rzekł do nich Jezus: Napełnijcie stągwie wodą!
        I
        napełnili je aż po brzegi. Potem do nich powiedział: Zaczerpnijcie
        teraz i
        zanieście staroście weselnemu! Oni zaś zanieśli. A gdy starosta
        weselny
        skosztował wody, która stała się winem - nie wiedział bowiem, skąd
        ono
        pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli - przywołał
        pana
        młodego i powiedział do niego: Każdy człowiek stawia najpierw dobre
        wino,
        a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej
        pory.
        Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił
        swoją
        chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie.
    • iktoto Homilia 21 Pt 2 26.08.10, 22:45
      21. Piątek 2
      1 Kor 1,17–25;
      Mt 25,1–13

      W obu dzisiejszych czytaniach jest mowa o mądrości. W każdym z nich
      jednak pojawia się ona w innym kontekście i jest inaczej rozumiana.
      Przypowieść o pannach mądrych i głupich wskazuje na potrzebę zwykłej
      roztropności i przezorności. Kiedy coś zamierzamy zrobić, musimy
      myśleć o końcu, o celu i aby osiągnąć cel, musimy przygotować
      niezbędne rzeczy. Jeżeli ktoś jedynie spontanicznie myśli o tym, co
      tu i teraz; korzysta tylko z tego, co ma, nie starając się
      przewidzieć, co będzie jutro, postępuje nieroztropnie. Przypowieść o
      pannach mówi o konieczności takiej roztropności w odniesieniu do
      królestwa Bożego. Przypomina ona w tym względzie przypowieść o
      nieuczciwym rządcy. Pochwała, jakiej udzielił mu Pan Jezus,
      dotyczyła właśnie takiej przezorności na przyszłość. Jednak zarówno
      w tej, jak i w tamtej przypowieści roztropność ziemska jest obrazem
      mądrości odnoszącej się do życia wiecznego. Jeżeli prawdziwie o nim
      myślimy, to musimy w naszym życiu tak postępować, aby sobie
      przygotować to, co niezbędne dla tamtego życia. Mądrość polega na
      tym, że w naszych wyborach uwzględniamy ostateczną perspektywę i to,
      co się do niej odnosi, jest dla nas najważniejsze.

      W Liście do Koryntian, w dzisiejszym pierwszym czytaniu, św. Paweł
      głosi natomiast mądrość krzyża w przeciwieństwie do mądrości tego
      świata:

      Tak więc, gdy Żydzi żądają znaków, a Grecy szukają mądrości, my
      głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a
      głupst­wem dla pogan, dla tych zaś, którzy są powołani, tak spośród
      Żydów, jak i spośród Greków – Chrystusem, mocą Bożą i mą­drością Bożą
      (1 Kor 1,23n).

      Mądrość ludzka ma swoje granice. Jeżeli pragniemy osiągnąć życie
      wieczne, to ona nie wystarcza. Potrzeba mądrości z góry. Wpierw i
      przede wszystkim trzeba wiedzieć, że mądrym się nie jest, że
      mądrości jedynie szukamy. Mądrość Boża jest zupełnie inna niż nasza.
      Rozpoznać ją można jedynie w głębi serca. Spotyka się ona jedynie z
      mądrością, jaką otrzymaliśmy od Boga przez stworzenie nas na Jego
      podobieństwo. Do tego trzeba mieć pokorę. Doskonale zrozumiał to św.
      Paweł po klęsce, jakiej doświadczył na Areopagu. Mimo wspaniałej
      mowy, kiedy zaczął mówić o zmartwychwstaniu, został wyśmiany. Do
      Koryntu przyszedł głosić mądrość krzyża i zmartwychwstanie
      Chrystusa:

      nie w mądrości słowa, by nie zniweczyć Chrystusowego krzyża… Skoro
      bowiem świat przez mądrość nie poznał Boga w mądrości Bożej,
      spodobało się Bogu przez głupstwo głosze­nia słowa zbawiać wierzących
      (1 Kor 1,17.21).

      Zarówno mądrość panien, jak i mądrość krzyża pochodzą od Boga, a my
      osiągamy ją, gdy wpatrujemy się w Boży zamysł odnoszący się do nas.
      W Eucharystii też zamysł Boży został zapisany i nam przekazany w
      postaci sakramentu.
    • iktoto Czytania na każdy dzień- piątek, 27.08.2010 28.08.10, 18:44
      Wspomnienie św. Moniki

      (1 Kor 1,17-25)
      Nie posłał mnie Chrystus, abym chrzcił, lecz abym głosił Ewangelię,
      i to
      nie w mądrości słowa, by nie zniweczyć Chrystusowego krzyża. Nauka
      bowiem
      krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś
      dla
      nas, którzy dostępujemy zbawienia. Napisane jest bowiem: Wytracę
      mądrość
      mędrców, a przebiegłość przebiegłych zniweczę. Gdzie jest mędrzec?
      Gdzie
      uczony? Gdzie badacz tego, co doczesne? Czyż nie uczynił Bóg
      głupstwem
      mądrości świata? Skoro bowiem świat przez mądrość nie poznał Boga w
      mądrości Bożej, spodobało się Bogu przez głupstwo głoszenia słowa
      zbawić
      wierzących. Tak więc, gdy Żydzi żądają znaków, a Grecy szukają
      mądrości,
      my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla
      Żydów, a
      głupstwem dla pogan, dla tych zaś, którzy są powołani, tak spośród
      Żydów,
      jak i spośród Greków, Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą. To
      bowiem,
      co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi, a co jest
      słabe u
      Boga, przewyższa mocą ludzi.

      (Ps 33,1-2.4-5.10-11)
      REFREN: Pełna jest ziemia łaskawości Pana

      Sprawiedliwi, radośnie wołajcie na cześć Pana,
      prawym przystoi pieśń chwały.
      Sławcie Pana na cytrze,
      grajcie Mu na harfie o dziesięciu strunach.

      Bo słowo Pana jest prawe,
      a każde Jego dzieło godne zaufania.
      On miłuje prawo i sprawiedliwość,
      ziemia jest pełna Jego łaski.

      Pan udaremnia zamiary narodów,
      wniwecz obraca zamysły ludów.
      Zamiary Pana trwają na wieki,
      zamysły Jego serca przez pokolenia.

      (Łk 21,36)
      Czuwajcie i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli stanąć przed
      Synem
      Człowieczym.

      (Mt 25,1-13)
      Jezus opowiedział swoim uczniom tę przypowieść: Podobne jest
      królestwo
      niebieskie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły
      na
      spotkanie pana młodego. Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć
      roztropnych. Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy.
      Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w naczyniach.
      Gdy się
      pan młody opóźniał, zmorzone snem wszystkie zasnęły. Lecz o północy
      rozległo się wołanie: Pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie!
      Wtedy
      powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy. A nierozsądne
      rzekły
      do roztropnych: Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną.
      Odpowiedziały roztropne: Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie
      raczej do sprzedających i kupcie sobie! Gdy one szły kupić, nadszedł
      pan
      młody. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną, i drzwi
      zamknięto. W końcu nadchodzą i pozostałe panny, prosząc: Panie,
      panie,
      otwórz nam! Lecz on odpowiedział: Zaprawdę, powiadam wam, nie znam
      was.
      Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny.

      • iktoto Homilia 21 Sob 2 28.08.10, 18:45
        21. Sobota 2
        1 Kor 1,26–31;
        Mt 25,14–30



        Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie.
        Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma (Mt 25,29).

        Jest to jedno ze zdań wypowiedzianych przez Pana Jezusa, które
        wzbudza najwięcej kontrowersji. Dlaczego biednemu odbiera się nawet
        to, co ma, a bogatemu dodaje jeszcze do jego bogactwa!? Czyżby w
        królestwie Bożym panowała także taka niesprawiedliwość? To przecież
        sprzeczne z wypowiedzią Pana Jezusa mówiącą o trudnościach bogatych
        w dostaniu się do królestwa Bożego! Czy takie zdanie mógł
        wypowiedzieć Pan Jezus?

        Oderwane od kontekstu przytoczone zdanie wydaje się wyrażać taką
        niesprawiedliwą naukę. O czym jednak mówi wypowiedź Pana Jezusa?
        Niewątpliwie odnosi się ona do Bożego obdarowania kogoś lub
        odebrania mu czegoś. Słowa: „będzie dodane” i „zabiorą” oznaczają po
        prostu, że Bóg odpowiednio doda lub zabierze. Odnoszą się one
        zasadniczo do królestwa Bożego. Ale co będzie zabrane, a co dodane?
        Otóż w przypowieści Pan Jezus mówi dwukrotnie: Byłeś wierny w
        rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego
        pana! (Mt 25,21 i 23). Istnieje wyraźna opozycja pomiędzy „niewielu”
        a „wieloma”. W Ewangelii według św. Łukasza w podobnym kontekście
        Pan Jezus mówi o zarządzie „cudzymi” dobrami i o
        uzyskaniu „własnych”. Odnosi się to do tej samej opozycji: dobra na
        ziemi – królestwo Boże. Dobra na ziemi to „niewiele” i „cudze”, a
        dobra w królestwie Bożym to „wiele” i „własne”.

        Zwróćmy uwagę na fakt, że trzeci sługa nie uczynił niczego złego
        moralnie: nie ukradł własności swego pana, nie oszukiwał, nie
        sprzeniewierzył… Jego „wina” odnosiła się jedynie do braku
        aktywności w zarabianiu pieniędzy. Dlaczego zatem został tak surowo
        potraktowany? Wydaje się, że wiąże się to z relacją, jaka istnieje
        pomiędzy panem i jego sługami. Gdyby relacja była podobna do relacji
        pomiędzy pracodawcą a pracownikiem, to opisana reakcja pana byłaby
        przesadna. Jeżeli natomiast relacja jest wspólnotą podobną do
        wspólnoty rodzinnej, relacją zaufania i odpowiedzialności za dobra
        swego pana, to brak zatroskania o wzrost tego dobra okazuje się
        zdradą. Bóg, stwarzając człowieka, uczynił go na swój obraz i
        podobieństwo i przekazał mu stworzony świat w zarząd. Związał z
        człowiekiem ogromną nadzieję i dopuścił go do wielkiej zażyłości.
        Stąd brak zatroskania o Boże dobro oznacza zdradę.

        W przypowieści dwaj pierwsi słudzy właśnie z pełnym zatroskaniem,
        bardzo świadomie i aktywnie pracowali na rzecz swojego pana.
        Pragnęli wzrostu jego majątku. Natomiast trzeci bał się swego pana,
        uważając, że jest on niesprawiedliwy. W swojej nadziei był
        skoncentrowany na ocaleniu siebie i swojego dobra. Jedna z
        najczęściej powtarzanych myśli Pana Jezusa mówi: kto chce zachować
        swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu,
        znajdzie je (Mt 16,25). Otóż sługa „zły i gnuśny” był zamknięty w
        lęku o siebie i ocalenie swojego życia. Tym samym jednak, szukając
        szczęścia na własny rachunek, odciął się od swojego pana.

        To, co otrzymaliśmy tutaj na ziemi, jest nam dane jedynie na
        określony czas. Ten czas się kończy, przemija postać tego świata i
        razem z nim wszystko to, co tutaj posiadamy, zostaje nam zabrane.
        Jeżeli swoją nadzieję wiążemy z tym, co przemija, to sami wybieramy
        fatalną nadzieję, skazaną na przegraną. Każdemu z nas, wcześniej czy
        później, zostanie to wszystko zabrane. Ci, którzy przynieśli panu
        zysk, otrzymują od niego „wiele”, czyli dobra należące do królestwa
        Bożego. Trzeci sługa ich nie dostaje, bo do nich naprawdę nie dążył.

        Wcześniej w Ewangelii czytamy przypowieść o „pannach mądrych i
        głupich”. Głupie panny także nie zgrzeszyły moralnie przeciw
        Oblubieńcowi. Nie zdradziły go, nic mu nie ukradły itd. A jednak
        usłyszały na koniec: Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was (Mt
        25,12). Czym „zawiniły”? Brakiem oliwy, czyli brakiem myślenia na
        przyszłość, brakiem zatroskania o przyszłość; to świadczyło o tym,
        że oblubieniec nie był dla nich ważny. Coś innego było ważniejsze.
        Wiara musi się wyrazić w konkretnej postawie w życiu na co dzień.
        Jeżeli się nie wyraża autentycznym zatroskaniem o królestwo Boże, to
        znaczy, że jej nie ma, że jest jedynie przeżywana w myśli,
        nierealnie. Przypowieści, zarówno o pannach mądrych i głupich, jak i
        dzisiejsza przypowieść o talentach, są dla nas wskazaniem, abyśmy
        realnie patrzyli na siebie i swoją wiarę. Abyśmy siebie nie
        oszukiwali pozorami. Po owocach rozpoznaje się prawdziwą wartość
        naszego życia wiary.

        • iktoto Czytania na każdy dzień- sobota, 28.08.2010 28.08.10, 18:53
          Wspomnienie św. Augustyna, biskupa i doktora Kościoła

          (1 Kor 1,26-31)
          Przypatrzcie się, bracia, powołaniu waszemu! Niewielu tam mędrców
          według
          oceny ludzkiej, niewielu możnych, niewielu szlachetnie urodzonych.
          Bóg
          wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić
          mędrców,
          wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć; i to, co nie jest
          szlachetnie
          urodzone według świata i wzgardzone, i to, co nie jest, wyróżnił
          Bóg, by
          to co jest, unicestwić, tak by się żadne stworzenie nie chełpiło
          wobec
          Boga. Przez Niego bowiem jesteście w Chrystusie Jezusie, który stał
          się
          dla nas mądrością od Boga i sprawiedliwością, i uświęceniem, i
          odkupieniem, aby, jak to jest napisane, w Panu się chlubił ten, kto
          się
          chlubi.

          (Ps 33,12-13.18-21)
          REFREN: Szczęśliwy naród wybrany przez Pana

          Błogosławiony lud, którego Pan jest Bogiem,
          naród, który On wybrał na dziedzictwo dla siebie.
          Pan spogląda z nieba,
          widzi wszystkich ludzi.

          Oczy Pana zwrócone na bogobojnych,
          na tych, którzy czekają na Jego łaskę.
          Aby ocalił ich życie od śmierci
          i żywił ich w czasie głodu.

          Dusza nasza oczekuje Pana,
          On jest naszą pomocą i tarczą.
          Raduje się w Nim nasze serce,
          ufamy Jego świętemu imieniu.

          (Ef 1,17-18)
          Niech Ojciec naszego Pana Jezusa Chrystusa przeniknie nasze serca
          swoim
          światłem, abyśmy wiedzieli, czym jest nadzieja naszego powołania.

          (Mt 25,14-30)
          Jezus opowiedział swoim uczniom następującą przypowieść: Pewien
          człowiek,
          mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój
          majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden,
          każdemu
          według jego zdolności, i odjechał. Zaraz ten, który otrzymał pięć
          talentów, poszedł, puścił je w obrót i zyskał drugie pięć. Tak samo
          i ten,
          który dwa otrzymał; on również zyskał drugie dwa. Ten zaś, który
          otrzymał
          jeden, poszedł i rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana. Po
          dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z
          nimi.
          Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł
          drugie pięć
          i rzekł: Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć
          talentów
          zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w
          rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego
          pana!
          Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, mówiąc: Panie,
          przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem. Rzekł
          mu pan:
          Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad
          wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! Przyszedł i ten,
          który
          otrzymał jeden talent, i rzekł: Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek
          twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś
          nie
          rozsypał. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi.
          Oto
          masz swoją własność! Odrzekł mu pan jego: Sługo zły i gnuśny!
          Wiedziałeś,
          że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdziem nie
          rozsypał.
          Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie
          byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. Dlatego odbierzcie mu ten
          talent,
          a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma,
          będzie
          dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą
          nawet
          to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz - w
          ciemności! Tam
          będzie płacz i zgrzytanie zębów.
    • iktoto Homilia 22 Nd C 28.08.10, 18:46
      22. Niedziela C
      Syr 3,17–18.20.28–29;

      Hbr 12,18–19.22–24a;

      Łk 14,1.7–14;

      Skromność w życiu, choć dzisiaj niemodna, jest bardzo ważna. Dzisiaj
      lansuje się raczej reklamę i promowanie siebie, a w zwykłym życiu
      bardzo mocno jest obecna postawa pretensji i roszczeń. Trudno jednak
      przy nieustannym rozbudzaniu swojego „ja” mówić o mądrości. Mędrzec
      Starego Testamentu mówi: O ile wielki jes­teś, o ty­le się uniżaj, a
      znajdziesz łaskę u Pana (Syr 3,18). Trzeba umieć się uniżyć,
      zamilknąć, powściągnąć swoje żądania i namiętności i zacząć słuchać
      racji innych. Okazuje się, że życie jest bardziej skomplikowane niż
      nasze uproszczone widzenie. Zazwyczaj w naszych sporach z innymi
      ludźmi problem nie polega na sprzeczności, ale na innych sposobach
      patrzenia i na ocenianiu rzeczywistości z odmiennych punktów
      widzenia. Do porozumienia można dojść jedynie wtedy, gdy się dopuści
      do siebie czyjś sposób patrzenia i oceniania rzeczywistości. U
      podstaw takiego patrzenia zawsze stoi jakieś konkretne doświadczenie
      i wynikające z niego obawy lub pragnienia. Kiedy zrozumie się to
      doświadczenie, łatwo można zrozumieć drugiego i jego odmienny sposób
      patrzenia.

      Natomiast tragedią jest, gdy ktoś uważa, że jedynie on ma rację, gdy
      zamyka się we własnej wizji i z uporem się jej trzyma: Na chorobę
      pyszałka nie ma le­kar­stwa, albowiem na­sie­nie zła w nim zapuściło ko­
      rze­nie (Syr 3,28). Takiej postawie towarzyszy zazwyczaj noszenie w
      sobie pretensji do innych przy jednoczesnym usprawiedliwianiu
      siebie. Mędrzec Starego Testamentu mówi wyraźnie w takim przypadku o
      grzechu, który jest przyczyną takiego uporu. Ten upór potrafi
      doprowadzić aż do nienawiści przeciwników w sporze. Dzisiaj
      obserwujemy jakieś niesamowite nasilenie takich postaw w życiu
      publicznym. Jest to niezmiernie smutne i demoralizujące. Nie ma to
      nic wspólnego z Bogiem, który uczy nas miłości nawet nieprzyjaciół.
      Kto wbrew temu postępuje, nie naśladuje Boga, nie staje się Jego
      uczniem.

      Warunkiem pojednania jest wyciszenie swojego nadętego „ja”,
      odrzucenie myślenia w kategoriach pretensji do innych, przebaczenie
      win innych, rozmowa z nimi opierająca się na słuchaniu i pragnieniu
      zrozumienia ich sposobu patrzenia i rozumowania. Początek rozpoczyna
      się od uniżenia siebie: Każdy bowiem, kto się wy­wyż­sza, będzie po­
      niżony, a kto się poniża, będzie wy­wyż­szony (Łk 14,11). Warto
      wiedzieć, że sformułowanie w stronie biernej: „będzie
      poniżony”, „będzie wywyższony” oznacza po prostu, że odpowiednio Bóg
      go poniży lub wywyższy. Nasza relacja do drugiego człowieka posiada
      bezpośrednie konsekwencje w naszym odniesieniu do Boga i Boga do
      nas.

      W relacji do Boga absolutnym fundamentem jest prawda o tym, że nam
      się nic nie należy. Wszystko, cokolwiek od Niego otrzymujemy, jest
      czystym darem i dlatego nie możemy mieć żadnych pretensji z powodu
      tego, że czegoś nie otrzymaliśmy, nie możemy mieć żadnych roszczeń.
      Tylko wtedy, gdy cokolwiek przyjmujemy od Niego jako dar, staje się
      to dla nas czymś, co nas buduje. Inaczej właściwie tracimy to już w
      momencie, gdy otrzymujemy. Skromność i pokora umożliwiają nam
      prawdziwe życie. Ta zasada jest prawdziwa już w relacjach bliskości,
      takich jak małżeństwo, przyjaźń. Ale w pełni staje się prawdą w
      wymiarze ostatecznym. Autor Listu do Hebrajczyków pisze w nawiązaniu
      do objawienia się Boga na Synaju:

      Nie przystąpiliście do dotykalnego i pło­ną­ce­go og­nia, do mgły, do
      ciemności i burzy ani też do grzmią­cych trąb i do takiego dźwięku
      słów, iż wszy­s­cy, którzy go słyszeli, prosili, aby do nich nie mó­wił
      (Hbr 12,18n).

      Kiedy stajemy przed Bogiem, to nie stajemy przed grozą potęgi, która
      można nas zniszczyć, nie przed sędzią, który bezwzględnie osądza
      wszystkich.

      Wy na­to­miast przystąpiliście do góry Syjon, do mias­ta Boga ży­ją­ce­go,
      Jeruzalem niebieskiego, do nie­zliczonej liczby anio­łów, na uroczyste
      zebranie, do Kościoła pierworodnych, któ­rzy są zapisani w nie­
      biosach, do Boga, który sądzi wszys­tkich, do du­chów sprawiedliwych,
      które już doszły do celu, do po­średnika Nowego Testamentu, Jezusa
      (Hbr 12,22–24).

      Wchodzimy we wspólnotę, która żyje przed obliczem Boga w radości
      dzieci, które cieszą się samym istnieniem. W ich radości zawiera się
      wdzięczność za ten nieoceniony dar. Życie jawi się jako wielki
      niezasłużony dar i radość z tego obdarowania. Nie ma w nim miejsca
      na żadne narzekanie, pretensje i żale.
      • iktoto Czytania na każdy dzień- niedziela, 29.08.2010 29.08.10, 14:26
        XXII niedziela zwykła

        (Syr 3,17-18.20.28-29)
        Synu, z łagodnością wykonuj swe sprawy, a każdy, kto jest prawy,
        będzie
        cię miłował. O ile wielki jesteś, o tyle się uniżaj, a znajdziesz
        łaskę u
        Pana. Wielka jest bowiem potęga Pana i przez pokornych bywa
        chwalony. Na
        chorobę pyszałka nie ma lekarstwa, albowiem nasienie zła w nim
        zapuściło
        korzenie. Serce rozumnego rozważa przypowieści, a ucho słuchacza
        jest
        pragnieniem mędrca.

        (Ps 68,4-7.10-11)
        REFREN: Ty, dobry Boże, biednego ochraniasz

        Sprawiedliwi cieszą się i weselą przed Bogiem,
        i rozkoszują radością.
        Śpiewajcie Bogu, grajcie Jego imieniu,
        cieszcie się Panem, przed Nim się weselcie.

        Ojcem sierot i wdów opiekunem
        jest Bóg w swym świętym mieszkaniu.
        Bóg dom gotuje dla opuszczonych,
        jeńców prowadzi ku lepszemu życiu.

        Deszcz obfity zesłałeś, Boże,
        Tyś orzeźwił swoje znużone dziedzictwo.
        Twoja rodzina, Boże, znalazła to mieszkanie,
        które w swej dobroci dałeś ubogiemu.

        (Hbr 12,18-19.22-24a)
        Nie przystąpiliście do dotykalnego i płonącego ognia, do mgły, do
        ciemności i burzy ani też do grzmiących trąb i do takiego dźwięku
        słów, iż
        wszyscy, którzy go słyszeli, prosili, aby do nich nie mówił. Wy
        natomiast
        przystąpiliście do góry Syjon, do miasta Boga żyjącego, Jeruzalem
        niebieskiego, do niezliczonej liczby aniołów, na uroczyste zebranie,
        do
        Kościoła pierworodnych, którzy są zapisani w niebiosach, do Boga,
        który
        sądzi wszystkich, do duchów sprawiedliwych, które już doszły do
        celu, do
        Pośrednika Nowego Testamentu - Jezusa.

        (Mt 11,29ab)
        Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy
        i
        pokorny sercem.

        (Łk 14,1.7-14)
        Gdy Jezus przyszedł do domu pewnego przywódcy faryzeuszów, aby w
        szabat
        spożyć posiłek, oni Go śledzili. I opowiedział zaproszonym
        przypowieść,
        gdy zauważył, jak sobie pierwsze miejsca wybierali. Tak mówił do
        nich:
        Jeśli cię kto zaprosi na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca, by
        czasem
        ktoś znakomitszy od ciebie nie był zaproszony przez niego. Wówczas
        przyjdzie ten, kto was obu zaprosił, i powie ci: Ustąp temu miejsca;
        i
        musiałbyś ze wstydem zająć ostatnie miejsce. Lecz gdy będziesz
        zaproszony,
        idź i usiądź na ostatnim miejscu. Wtedy przyjdzie gospodarz i powie
        ci:
        Przyjacielu, przesiądź się wyżej; i spotka cię zaszczyt wobec
        wszystkich
        współbiesiadników. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony,
        a kto
        się poniża, będzie wywyższony. Do tego zaś, który Go zaprosił,
        rzekł: Gdy
        wydajesz obiad albo wieczerzę, nie zapraszaj swoich przyjaciół ani
        braci,
        ani krewnych, ani zamożnych sąsiadów, aby cię i oni nawzajem nie
        zaprosili, i miałbyś odpłatę. Lecz kiedy urządzasz przyjęcie, zaproś
        ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych. A będziesz szczęśliwy,
        ponieważ
        nie mają czym tobie się odwdzięczyć; odpłatę bowiem otrzymasz przy
        zmartwychwstaniu sprawiedliwych.
    • iktoto Homilia 22 Wt 2 30.08.10, 21:34
      22. Wtorek 2
      1 Kor 2,10b–16;
      Łk 4,31–37



      Duch przenika wszystko, nawet głębokości Boga samego (1 Kor 2,10).

      Jedynie duchem można naprawdę rozpoznać sprawy duchowe. W Liście do
      Koryntian św. Paweł mówi o ogromnym darze, jaki otrzymaliśmy przez
      chrzest i bierzmowanie. Tym darem jest Duch Prawdy, który daje nam
      przystęp do całej prawdy sięgającej nawet głębokości Boga samego.
      To, co zapowiedział Pan Jezus podczas Ostatniej Wieczerzy, zostało
      nam dane przez dar Ducha Świętego.

      Jednocześnie to obdarowanie powoduje pewną samotność, bo ci, którzy
      są ze świata, to znaczy żyją tym, co daje świat i poza horyzont
      świata nie wyglądają, nie są w stanie zrozumieć pełnej prawdy:

      Człowiek zmysłowy bowiem nie pojmuje tego, co jest z Bożego Ducha.
      Głupstwem mu się to wydaje i nie może tego poznać, bo tylko duchem
      można to rozsądzić (1 Kor 2,14).

      Stąd wyśmianie przez ludzi ze świata tych, którzy autentycznie
      wierzą. Samo wyśmianie nie jest największym bólem. O wiele
      trudniejsze jest do przyjęcia to, że znając zamysł Boży, wiedząc,
      jakie nieszczęście grozi wszystkim, którzy ignorują Boże słowo i nie
      wierzą, nie możemy tego zmienić, nie mamy przystępu do ludzi ze
      świata, aby im odsłonić prawdę. Natomiast ludzie światowi łatwo
      wpływają na całe rzesze innych i nawet cały świat idzie za ich
      pomysłami, które często niosą za sobą tragedie. Moralna rozwiązłość
      lansowana publicznie niesie ze sobą ogromne spustoszenie i
      zniszczenie człowieka. Dzisiaj widoczna jest także katastrofa
      ekologiczna, wywołana brakiem jakiegokolwiek opanowania, żądzą
      posiadania jak najwięcej i nieograniczonego korzystania z dóbr.

      Nie należy jednak utożsamiać wierzących z ludźmi przynależnymi do
      Kościoła, a ludzi cielesnych z wszystkimi innymi. Niestety, bywa
      tak, że ludźmi cielesnymi są chrześcijanie, którzy nawet bardzo
      podkreślają, że są wierzący, a wielu poza Kościołem ma bardzo
      głębokie wyczucie Ducha, nie wiedząc może nawet, że jest to Duch
      Święty.

      Sprawa jeszcze jest o tyle bardziej złożona, że nawet, jak to
      przedstawia scena z Ewangelii, złe duchy są w stanie
      rozpoznać „Świętego Bożego”, ale niestety nie prowadzi to ich do
      zbawienia. Widać, istnieje w nich jakieś wcześniejsze, głębokie
      zdecydowanie przeciw Niemu. Posiadają one także siłę, która
      przerasta nasze ludzkie zdolności. Potrafią tą siłą wielu fascynować
      i zwodzić. Pan Jezus każe złemu duchowi milczeć, aby nie mówił, kim
      On jest. Okazuje się, że można mieć złego ducha, który rozpoznaje co
      prawda Syna Bożego, ale nie jest w stanie wniknąć w głębokości Boga
      samego i nie potrafi zobaczyć Jego miłości, która daje życie.
      Reakcją złego ducha na Bożą obecność jest lęk o siebie, o zgubę:
      Och, czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas
      zgubić? (Łk 4,34). Natomiast, jak widzimy to w różnych scenach, Pan
      Jezus nigdy niczego nie niszczy, nawet złych duchów. Każe im tylko
      wyjść z człowieka. Kiedy Go prosiły, pozwolił im nawet wejść w
      świnie (zob. Łk 8,32n).

      Wydaje się że właśnie brak agresji jest jednym z czynników
      odróżniających ducha dobrego od złego. Podobnie wrażliwość na biedę
      drugiego człowieka charakteryzuje tych, którzy żyją według Ducha
      Bożego. Bóg bowiem nie chce śmierci nikogo, ale pragnie, by się
      nawrócił i żył. Po takim nastawieniu można rozpoznać ludzi Ducha.


      • iktoto Czytania na każdy dzień- wtorek, 31.08.2010 01.09.10, 10:24
        (1 Kor 2,10b-16)
        Duch przenika wszystko, nawet głębokości Boga samego. Kto zaś z
        ludzi zna
        to, co ludzkie, jeżeli nie duch, który jest w człowieku? Podobnie i
        tego,
        co Boskie, nie zna nikt, tylko Duch Boży. Otóż myśmy nie otrzymali
        ducha
        świata, lecz Ducha, który jest z Boga, dla poznania darów Bożych. A
        głosimy to nie uczonymi słowami ludzkiej mądrości, lecz pouczeni
        przez
        Ducha, przedkładając duchowe sprawy tym, którzy są z Ducha. Człowiek
        zmysłowy bowiem nie pojmuje tego, co jest z Bożego Ducha. Głupstwem
        mu się
        to wydaje i nie może tego poznać, bo tylko duchem można to
        rozsądzić.
        Człowiek zaś duchowy rozsądza wszystko, lecz sam przez nikogo nie
        jest
        sądzony. Któż więc poznał zamysł Pana tak, by Go mógł pouczać? My
        właśnie
        znamy zamysł Chrystusowy.

        (Ps 145,8-14)
        REFREN: Pan sprawiedliwy na wszystkich swych drogach

        Pan jest łagodny i miłosierny,
        nieskory do gniewu i bardzo łaskawy.
        Pan jest dobry dla wszystkich,
        a Jego miłosierdzie nad wszystkim, co stworzył.

        Niech Cię wielbią, Panie, wszystkie Twoje dzieła
        i niech Cię błogosławią Twoi święci.
        Niech mówią o chwale Twojego królestwa
        i niech głoszą Twoją potęgę.

        Aby synom ludzkim oznajmić Twoją potęgę
        i wspaniałość chwały Twojego królestwa.
        Królestwo Twoje królestwem wszystkich wieków,
        przez wszystkie pokolenia Twoje panowanie.

        Pan jest wierny we wszystkich swoich słowach
        i we wszystkich dziełach swoich święty.
        Pan podtrzymuje wszystkich, którzy upadają,
        i podnosi wszystkich zgnębionych.

        (Łk 7,16)
        Wielki prorok powstał między nami, i Bóg nawiedził lud swój.

        (Łk 4,31-37)
        Jezus udał się do Kafarnaum, miasta w Galilei, i tam nauczał w
        szabat.
        Zdumiewali się Jego nauką, gdyż słowo Jego było pełne mocy. A był w
        synagodze człowiek, który miał w sobie ducha nieczystego. Zaczął on
        krzyczeć wniebogłosy; Och, czego chcesz od nas, Jezusie
        Nazarejczyku?
        Przyszedłeś nas zgubić? Wiem, kto jesteś: Święty Boży. Lecz Jezus
        rozkazał
        mu surowo: Milcz i wyjdź z niego! Wtedy zły duch rzucił go na środek
        i
        wyszedł z niego nie wyrządzając mu żadnej szkody. Wprawiło to
        wszystkich w
        zdumienie i mówili między sobą: Cóż to za słowo? Z władzą i mocą
        rozkazuje
        nawet duchom nieczystym, i wychodzą. I wieść o Nim rozchodziła się
        wszędzie po okolicy.
    • iktoto Homilia 22 śr 2 01.09.10, 10:25
      22. Środa 2
      1 Kor 3,1–9;

      Łk 4,38–44



      Jeżeli bowiem jest między wami zawiść i niezgoda, to czyż nie
      jesteście cieleśni i nie postępujecie tylko po ludzku? (1 Kor 3,3).

      Okazuje się, że nie wystarczy zostać chrześcijaninem, zostać
      ochrzczonym, przyjąć dar Ducha Świętego, aby stać się człowiekiem
      duchowym. To wszystko są początki, zadatki, w których w istocie
      zawiera się wszystko, ale aby to wszystko stało się w pełni naszym
      udziałem, musimy współpracować z łaską, musimy wnikać w głębię
      naszego powołania i konsekwentnie iść drogą wskazaną przez
      Ewangelię. Okazuje się przy tym, że podobnie jak u Koryntian stale
      jeszcze drzemią w nas namiętności i lęki, które przeszkadzają w
      drodze do pełnego poznania prawdy i upodobnienia się do Chrystusa.
      Paweł musi Koryntianom uświadomić, że niewiele znaczą ludzkie
      sympatie wobec Ewangelii, która powinna być zasadniczą prawdą życia.
      Głosiciele są jedynie sługami słowa, i nie mogą koncentrować innych
      wokół siebie. Raczej powinni się uzupełniać w posłudze. Natomiast
      liczy się jedynie Bóg, do którego wszyscy zmierzamy niezależnie od
      tego, kto był głosicielem słowa Bożego, jakiego słuchaliśmy. Każdy z
      nas sam musi usłyszeć słowo od Boga do niego skierowane. Słudzy
      słowa jedynie mogą pomóc nam je odkryć, ale ich wykładnia powinna
      nam tylko to słowo przybliżyć, uczynić je dla nas bardziej żywym.

      Natomiast obecność w nas zawiści i niezgody świadczy o tym, że
      ciągle jesteśmy na poziomie człowieka cielesnego. Obawiam się, że
      dotyczy to nas wszystkich. Ważne jest jednak, czy sobie z tego
      zdajemy sprawę, czy nie. Najgorsze jest mniemanie o swojej
      porządności z całkowitym brakiem umiejętności zobaczenia własnych
      wad, szczególnie gdy one wychodzą bardzo wyraźnie w relacjach z
      innymi. Zazwyczaj każdy uważa, że ma rację w sporze z innymi, i
      dlatego trudno nam rozstrzygnąć o tym, kto naprawdę ma słuszność.
      Może to zrobić ktoś niezależny. Natomiast zawiść i złość są
      uczuciami stosunkowo łatwymi do uchwycenia w sobie. Może trudne jest
      to w momencie emocjonalnego rozbudzenia, ale później nieco, w chwili
      refleksji, jeżeli jesteśmy uczciwi, nie powinno być specjalnie
      trudno je w sobie zauważyć. A to wystarcza do uświadomienia sobie
      naszej niedoskonałości. Z kolei ta świadomość powinna nas uczyć
      pokory, która przybliża do prawdy i daje autentyczny wzrost duchowy.
      Najważniejsza jest zatem uczciwość wobec siebie samego w odniesieniu
      do tego, co przeżywamy.

      Ewangelia dobrze ukazuje, jaka jest pedagogia Boga względem nas. Pan
      Jezus uzdrawia i wypędza złe duchy. To bardzo mocno działa na ludzi,
      którzy najbardziej boją się choroby i śmierci. Jednak dla Jezusa
      uzdrowienia są jedynie znakami, które uwiarygodniają Jego naukę.
      Ludzie natomiast chcieliby stale otrzymywać od Niego bezpieczeństwo
      w postaci uzdrowienia i ochrony przed złymi duchami. Pan Jezus
      odchodzi od nich, mówiąc:

      Także innym miastom muszę głosić Dobrą Nowinę o królestwie Bożym, bo
      na to zostałem posłany (Łk 4,43).

      Jego posłaniem było głoszenie Ewangelii o królestwie Bożym. Aby ją
      przyjąć, trzeba wyjść poza myślenie oparte na kryteriach tego
      świata, choćby najbardziej pobożne, ale kierujące się panującymi
      opiniami. Trzeba zawierzyć prawdzie o Bogu, który przychodzi do nas
      w postaci swojego Syna, aby nas zbawić. Zawierzenie tej prawdzie
      przynosi prawdziwe życie, które nie ogranicza się jedynie do
      uzdrowienia na jakiś czas, ale daje udział w życiu wiecznym w
      komunii Trójcy Świętej.
    • iktoto Homilia 22 Czw 2 02.09.10, 15:14
      22. Czwartek 2
      1 Kor 3,18–23;

      Łk 5,1–11

      Jeśli ktoś spośród was mniema, że jest mądry na tym świecie, niech się stanie głupim, by posiadł
      mądrość. Mądrość bowiem tego świata jest głupstwem u Boga (1 Kor 3,18n).

      Mówi się, że Pan Bóg w jednym jest niewątpliwie sprawiedliwy: każdemu dał dostatecznie dużo
      mądrości, bo nikt nie narzeka na jej brak.

      Święty Paweł natomiast mówi, że jeżeli uważamy się za mądrych na tym świecie, to trzeba nam
      stać się głupimi, aby mądrość zdobyć. Przy wskazanym przez cytowane powiedzenie nastawieniu
      jest bardzo trudno uznać się za głupiego. I tak w istocie jest. Wewnętrzna ambicja bycia mądrym
      albo lęk o to, by nie być uznanym za głupiego, powodują, że nie idziemy za radą Pawła. Byli jednak
      ludzie, którzy poszli za tą radą i stawali się głupimi dla świata. Do takich należeli mnisi. Przynajmniej
      tak było na początku. W Kościele był szczególny typ świętego, tak zwanego szaleńca Bożego, który
      zachowywał się jak szalony człowiek, zazwyczaj po to, by inni ludzie, uważając go za szaleńca, dali
      mu spokój. Niemniej taki szaleniec Boży miał ogromny dar słowa i moc czynienia cudów.

      W radzie św. Pawła nie chodzi jednak zasadniczo o takie dosłowne „stanie się głupim”, ale o
      wewnętrzne uznanie prawdy o swojej niezdolności do pełnego zrozumienia świata i Bożego
      zamysłu. Jedynie wówczas stajemy się otwarci na to, by od Boga przyjmować naukę i poddać Mu
      się, aby Jego mocą dokonało się w nas to, co się ma dokonać. Sami jesteśmy w stanie jedynie
      sobie wewnętrznie zaszkodzić. Natomiast zazwyczaj stale chcemy wszystko kontrolować,
      przynajmniej własną świadomością i wiedzą, nie pozwalając w ten sposób działać Bogu. Dlatego
      potrzeba nam zazwyczaj jakiegoś mocnego doświadczenia. Może przyjąć ono różny kształt. W
      Ewangelii opisana jest scena cudownego połowu ryb, który zdumiał prostych rybaków. Było to dla
      nich doświadczenie wskazujące, że oto mają do czynienia z Kimś wielkim. Dlatego Piotr pada na
      kolana przed Jezusem, mówiąc: Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny (Łk 5,8).
      Dopiero cud spowodował inne spojrzenie na świat i rzeczywistość. Wezwanie Pana Jezusa, aby
      poszli za Nim, uczyniło z rybaków innych ludzi.

      Jezus powołał prostych rybaków, a nie uczonych w Piśmie, uczniów szkół rabinicznych czy innych. Z
      powołanych przez Jezusa uczonym był jedynie Paweł, który dokonał ogromnego dzieła. Niemniej
      większość powołanych to prości ludzie, którymi uczeni gardzili. Być może, stało się tak, gdyż o wiele
      łatwiej było ich nauczyć tej mądrości z góry niż uczonych, którzy mieli wysokie mniemanie o swojej
      mądrości. Zresztą i tak uczniowie musieli przejść szkołę mądrości, która stała w sprzeczności z tym,
      co obowiązywało na świecie. Mieli ku temu dużo okazji podczas całego czasu nauczania Pana
      Jezusa, a szczytem tej szkoły było uwięzienie Pana, sąd nad Nim, upokorzenie, męka i śmierć
      haniebna na krzyżu. Zrozumieli to dopiero, gdy otrzymali mądrość z góry – Ducha Prawdy, który
      przychodzi jedynie do tych, którzy Go pragną i są w stanie przyjąć takim, jakim jest. Do tego
      potrzeba prostoty i pokory.


    • iktoto Homilia 3.09 i 22 Pt 2 03.09.10, 07:39
      3.09. – Świętego Grzegorza Wielkiego, papieża
      2 Kor 4,1–2.5–7

      Łk 22,24–30



      Władza jako służba to piękna idea, ale jednocześnie bardzo trudna do realizacji. Sama idea jest
      mocno zakorzeniona w naszej europejskiej kulturze. Ci, którzy rządzą, nazywają się ministrami, czyli
      sługami, ale trudno dostać się do takiego sługi, a jak już ktoś się dostanie to głęboko się przed
      panem ministrem kłania! Każdą ideę można całkowicie przekręcić. I tak się dzieje, dopóki nie nastąpi
      odkrycie całkowicie innego oceniania siebie, innych i dobra, jakiego się oczekuje. Jeżeli służba będzie
      jedynie naszą ideą, czymś, do czego sami musimy dochodzić, to zawsze władza, która daje poczucie
      siły i wielkości, nas w końcu zdominuje. I tak, niestety, najczęściej się dzieje z ludźmi, którzy zdobyli
      władzę. W naszym społeczeństwie istnieje głęboki rozziew pomiędzy tym, co przedstawiamy jako
      ideał, a prawdziwymi wartościami, według których żyjemy.

      Pan Jezus rozumie ten głęboko zakorzeniony w człowieku mechanizm. Dlatego stara się wskazać
      nam inną zasadę życia. Ale to, co najważniejsze w Jego orędziu, to nie głoszone zasady, ale On sam
      i przykład Jego postępowania:

      Któż bowiem jest większy? Czy ten, kto siedzi za stołem, czy ten, kto służy? Czyż nie ten, kto siedzi
      za stołem? Otóż Ja jestem pośród was jak ten, kto służy (Łk 22,27).

      Przykład przestaje być ideą, ale staje się żywym, osobistym wezwaniem. Mówimy, że słowa
      pouczają, ale przykład pociąga. Tylko w życiu konkretnego człowieka można zobaczyć prawdę i sens
      służby. Ostatecznie jednak odsłania je nie sam gest uniżenia, który mógłby być szalonym protestem
      wobec dominującej na świecie żądzy władzy, być jakimś krzykiem rozpaczy, ale zmartwychwstanie,
      które objawia zwycięstwo życia według głoszonej przez Pana Jezusa zasady. Osiągnął je Ten, który
      stał się posłuszny aż do śmierci na krzyżu, który wytrwał w postawie służby do końca i, jak pisze
      autor Listu do Hebrajczyków, został wysłuchany dzięki swej uległości (Hbr 5,7). W pierwszym
      czytaniu z Listu do Koryntian św. Paweł pisze o objawieniu się prawdziwego życia na obliczu
      Chrystusa:

      Albowiem Bóg, Ten, który rozkazał ciemnościom, by zajaśniały światłem, zabłysnął w naszych
      sercach, by olśnić nas jasnością poznania chwały Bożej na obliczu Chrystusa (2 Kor 4,6).

      Ani w życiu ziemskim Pana Jezusa, ani w Jego nauczaniu służba nie była zewnętrznym wymogiem
      stawianym nam ze względów ascetycznych, czymś, co trzeba przetrzymać przez jakiś czas, aby
      potem można było osiągnąć pozycję, która nie wymagałaby z naszej strony służby. Służba jest Jego
      stałą postawą i zmartwychwstanie wcale tej postawy nie zmienia. Dzisiejsze czytania, i nie tylko
      one, ukazują zaskakującą logikę Bożego działania: kiedy mamy w sobie postawę sługi, Bóg może w
      nas prawdziwie działać, kiedy jej brak, nie pozwalamy Mu w nas działać, czyli nam służyć. Postawa
      służby stanowi z naszej strony otwarcie na Boże działanie. Można by powiedzieć paradoksalnie:
      Trzeba stać się sługą, aby Bóg mógł nam służyć. To odkrycie dopiero pozwala prawdziwie przyjąć
      postawę służby nie jako coś wymuszonego, ale jako szansę na osiągnięcie prawdziwego życia.



      22 piątek 2
      1 Kor 4,1–5

      Łk 5,33–39

      Nawet sam siebie nie sądzę. Sumienie nie wyrzuca mi wprawdzie niczego, ale to mnie jeszcze nie
      usprawiedliwia. Pan jest moim sędzią (1 Kor 4,3n).

      Nasza droga do Boga jest misterium. Sami niewiele o niej wiemy. Znamy swoje decyzje, ale ich
      prawdziwe motywy są dla nas samych ukryte w sercu, a dostęp do niego ma jedynie Duch Święty.
      Nasze motywy zwykle są złożone, a często pokręcone. Staramy się ukrywać przewrotne myśli
      nawet przed samymi sobą tak, że dziwimy się, gdy nam ktoś je wprost nazywa. Istnieje w nas
      bardzo mocny mechanizm obronny starający się usprawiedliwić lub nawet zaprzeczyć ewentualne
      złe zamiary. Dlatego nie możemy sami siebie osądzić. Jedynym sędzią jest Pan. Nawet nasze włas­ne
      sumienie może być zaślepione na tyle, że się nie odzywa albo my sami jesteśmy na tyle głusi na
      jego głos, że nie słyszymy jego napomnień. Wszystko ostatecznie się rozstrzygnie na sądzie, gdy
      cała praw­da zostanie odsłonięta.

      Póki co mamy iść za Chrystusem jak uczniowie. Na ile to jest możliwie szczerze mamy podejmować
      Jego wezwania i Go naśladować. On jest Prze­wodnikiem, Drogą i Drogowskazem. W Ewangelii
      faryzeusze i uczeni w Piśmie zapytali Pana Jezus o brak postu Jego uczniów. Taka praktyka od
      wieków należała do dobrych czynów duchowych: modlitwa, post i jałmużna. Pan Jezus nie ma
      niczego przeciw postom, jedynie wskazuje na szczególną sytuację Jego uczniów: jest to czas
      wyjątkowy, czas we­sel­nych godów, bo Oblubieniec – Mesjasz jest obecny pośród nich. Obraz
      Oblubieńca i weselnych godów był wówczas jednoznacznie odnoszony do Mesjasza, którego
      wówczas Żydzi oczekiwali. Było to czas szczególnej obecności Boga wśród swojego ludu. Za taki
      czas uważano wyjście z Egiptu i wędrówkę Izraela przez pustynię. Bóg był wówczas obecny pośród
      swego ludu w postaci słupa ognia i dymu, a potem także przez arkę przy­mie­rza. Pan Jezus
      wskazywał na siebie i swoje przebywanie wśród uczniów jako na czas weselnych godów. I
      rzeczywiście ta bliskość Boga w Osobie Jezusa zostanie przypieczętowana przymierzem w Jego krwi
      wylanej na krzyżu. Wtedy przyszedł czas na zwykłe praktyki religijne z postem. Sam post jest
      znakiem pokuty i oczekiwania na przebaczenie, czyli czegoś, co prowadzi do prawdziwego
      spotkania się z Bogiem i Jego miłosierdziem. Kiedy przyszedł czas objawienia się pełnej miłości Boga
      do ludu przez obecność Syna, który przyszedł aby przynieść zbawienie – czego symbolem jest
      uczta weselna – post nie ma sensu.

      Natomiast druga część dzisiejszej Ewangelii mówiąca o nowym ubraniu i nowym winie wskazuje na
      to, że dawna praktyka trzymania się Prawa traci swój sens. Nowe ubranie i nowe wino to nowe
      praktyki religijne uczniów Jezusa. Wino w sposób szczególny wskazuje na Ducha Świętego,
      który „wieje kędy chce” i nie można Go zamknąć w ciasnych ramach Prawa. Nie da się
      także „poprawić” samego Prawa na tyle, żeby można było się go już teraz ściśle trzymać i w ten
      sposób iść drogą Ewangelii. Ewangelia wymaga nowego ubrania, nowego sposobu podejścia do
      rzeczywistości, potrzebuje metanio, przemiany serca. Bez niej, właściwie nic się nie zmienia. Święty
      Paweł mówi, że łaską jesteśmy zbawieni, a nie przez trzymanie się Prawa. Łaską, to znaczy mocą
      Ducha Świętego, który został nam dany. On prowadzi nas do pełni poznania i życia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka