Gość: zła żona
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
24.08.05, 21:11
Wiem, że to nie temat na forum, na którym rozmawia się o sprawach
technicznych ale zaryzykuję.
Podejmując decyzję o budowie domu niewiele osób myśli o tych niefinansowych
kosztach. Dla mnie budowa domu oznacza, że moje małżeństwo małymi kroczkami
się rozpada. Męża przez cały czas nie ma w domu, bo jest albo w pracy albo
na budowie. Sama zajmuję się 2 dzieci, pracuję na etacie. Mąż obiecywał złote
góry, jak to nam będzie cudnie w nowym domu. Tymczasem budowa trwa już 3 lata
i nic nie wskazuje na szybkie jej zakończenie. Gnieździmy się w 4 z
niemowlakiem na 36 m. Stale dochodzi do nieporozumień, bo mąż jest osobą,
którą każdy "fachowiec" wykorzysta w maksymalny sposób. Dla przykładu
elektryk miał zakończyć roboty w czerwcu, a siedzi do dzisiaj. Nabrał robót i
się nie wyrabia i oczywiście odbywa się to kosztem tych klientów, którzy się
o swoje nie upomną - czyt. mojego męża. Pozostały wolny czas mąż spędza na
forum muratora.
Najgorsze jest to, że ten dom to marzenie mojego męża ale nie moje. Ja zawsze
mieszkałam w blokach i nigdy nie chciałam domu. Decyzja została podjęta
jednostronnie na zasadzie zdroworozsądkowej, tzn. mąż naopowiadał jak to nam
będzie dobrze, tanio, obszernie w nowym domu.
Podsumowując - dom będzie powodem naszego rozwodu, jeśli tak dalej pójdzie
jak do tej pory.
I jeszcze coś - całe moje zarobki (większe dużo od męża) idą w dom, którego
ja nie pragnę. Na wakacjach nie byliśmy od lat. Zjada mnie flustracja.
I kwiatek na koniec - działka jest od teściowej, a ona sobie zastrzegła prawo
użytkowania. Cokolwiek by to miało znaczyć. W każdym razie sprzedać nie mogę,
bo z teściową nikt nie kupi. Mąż nie widzi problemu, bo i tak sprzedać nie ma
zamiaru.