Forum Dom Dom
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    apartament - czy dom?

    19.05.05, 11:55
    Potrzebne mi lokum dla 5-osobowej rodziny w okolicach Mokotowa/Wilanowa, mam
    do wydania na ten cel 600 tys. - - i konflikt w rodzinie: chciałbym kupić dom
    (albo go wybudować), tymczasem moja żona nie chce o tym słyszeć i upiera się
    przy mieszkaniu. Czy ktoś ma w tym temacie jakieś doświadczenia?

    Jeden z moich znajomych 2 lata temu sprzedał dom w Starej Miłosnej i dzisiaj
    mieszka w apartamencie na Ursynowie, jego 3 córy dojeżdżają do szkół metrem.
    Konieczności podjęcia w przyszłości podobnych decyzji boi się moja połowica...
    Może ma trochę racji, bo mamy trójkę dzieciaków w wieku szkolnym, ale z
    drugiej strony czy koszty czynszów nie równoważą kosztów dowożenia do szkół?
    Chyba komfort życia we własnym domu z kawałkiem trawnika jest też wyższy niż w
    nawet najładniejszym apartamentowcu?

    Pozdr.
    Obserwuj wątek
      • Gość: adanko Re: apartament - czy dom? IP: *.mofnet.gov.pl 19.05.05, 14:10
        Witam,
        Podobne rozterki mieliśmy z mężem również. Dwa lata szukaliśmy mieszkania lub
        domku. Zwiedzaliśmy Warszawę i okolice. Ostatecznie wygrała opcja "dobrego
        dojazdu" tzn. duże mieszkanie na Kabatach, z tarasami, windą i blisko metra.
        Niestety brak ładnych widoków z okna(jakie mam obecnie), ale pocieszam się, że
        gdy zazielenię tarasy będę miała namiastkę ogródka. Poza tym gdy stoję
        codziennie w korkach, przekonuję się o słuszności wyboru metra. W nowym
        mieszkaniu zamieszkamy pod koniec roku. A na osłodę - zamierzamy kupić domek
        wiejski w promieniu 50km od Warszawy na sobotnie wypady i aby mieć kawałek
        swojego trawnika.Pozdrawiam i życzę trafnych wyborów.
      • ewka_76 Re: apartament - czy dom? 19.05.05, 23:19
        mieliśmy podobny problem do Twojego.Choć na razie przez rok będziemy wtnajmować
        stancję pózniej będziemy coś kupować.Mamy dwoje dzieci i dylemat taki jak ty.
        Uważamy jednak że domek jest lepszym rozwiązaniem. To co w bloku zapłacisz za
        mieszkanie możesz przeznaczyć na dojazdy. A mieszkanie w domku ma więcej plusów
        niż mieszkanie w bloku-nieważne jak nowoczesnym.Ja osobiście chcę kupić
        niewielki domek w samej Wawie(może znajdę ładną i zieloną okolicę)i wtedy
        dojazdy do szkół będą mniej uciążliwe.Mam nadzieję,że dokonacie wyboru z
        którego wszyscy będziecie zadowoleni.
      • Gość: mif Re: apartament - czy dom? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.05.05, 00:57
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=217&w=18948503&s=0
        Żaden apartament z tarasami i fontaną, nie zastąpi własnego domu. Dojazdy
        codzienne do pracy, szkoły są mniej uciążliwe z dalszych okolic, niż w samym
        mieście. Znając skróty, objazdy korków, można się szybciej dostać na miejsce,
        niż z apartamentowca. Obwodnica też pomaga i z daleka można obrać kierunek np.
        południowej części miasta. Nikt nie zagwarantujezmiany lokalizacji miejsca
        pracy, czy szkoły po kilku latach, po kupnie apartamentu i dylemat z dojazdem
        powtórzy się.
        Potrzeba spokoju i ciszy wiejskiego życia, przychodzi z wiekiem. :)
        Pozdrawiam iżyczę udanego wyboru
        mif
        • grix Re: apartament - czy dom? 20.05.05, 21:12
          Dzięki za cenne uwagi. Moja żona ma jednak jeden argument trudny do
          przelicytowania: z planowanego mieszkanka ma 1200 m do pracy (a z pracodawcą
          wiążą ją najbliższe lata specjalizacji zawodowej, jak sądzę około 5-7... zanim
          się usamodzielni). Tymczasem z najbliższej znalezionej działki (Wilanów-Zawady)
          musiałaby jechać >5 km (konieczne 2 auto w rodzinie). Przy czym działka bywała w
          ciągu ostatnich 200 lat kilka razy zalewana (max odnotowany poziom wody 160 cm),
          a apartament jest na 4 piętrze...

          Jestem w trakcie robienia dokładnej analizy SWOT ;)
          Ostateczna decyzja za tydzień. Bliska mi jest idea domku 50+ km od miasta (tym
          bliższa, że ok. 3 km od ew. mieszkanka będzie zjazd z A2).

          Pozdrawiam
          • Gość: mif Re: apartament - czy dom? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.05.05, 22:58
            grix napisał:

            "...Moja żona ma jednak jeden argument trudny do
            > przelicytowania: z planowanego mieszkanka ma 1200 m do pracy (a z pracodawcą
            > wiążą ją najbliższe lata specjalizacji zawodowej, jak sądzę około 5-7... zanim
            > się usamodzielni). Tymczasem z najbliższej znalezionej działki (Wilanów-Zawady)
            > musiałaby jechać >5 km..."

            Faktycznie, 5km to argument trudny do zbicia. Łatwiej pójdzie, przy odległości
            50 km. Promotor też człowiek. Chyba lubi grilla na wsi i zrozumie ewentualne
            trudności dojazdowe. 5 - 7 lat. Hm... Dużo małżeństw nie wytrzymuje stażu w
            podobnym okresie. Może warto pomyśleć nad dalszą odległością i spróbować
            zaprzyjaźnić się z promotorem (piszę bez żadnych podtekstów). A działkę zalewaną
            odpuściłbym sobie.

            "...(konieczne 2 auto w rodzinie)..."

            Kiedyś i tak do tego dojdzie, więc odległość może być pretekstem do
            przyspieszenia decyzji ("niech się dziecię wprawia za młodu"). :))
            Zdecydowanie mniejsze koszty mieszkania na wsi, rekompensują przejazdy na
            odległość do 20 km (na prowincji). W-wa powinna wydłużyć powyższą odległość.
            :) mif
      • petruss Re: apartament - czy dom? 23.05.05, 16:22
        Mam dokładnie ten sam problem. Może ktoś jeszcze podzieli się swoimi
        doświadczeniami lub przemyśleniami?
        • varsava raczej dom 23.05.05, 18:04
          Ja wybralbym dom, tlumacze dlaczego. Za cene mieszkania na Kabatach mozesz miec
          dom o dwukrotnie wiekszej powierzchni na Bialolece. Patrzac na trendy za
          granica, mozna sie spodziewac, ze za 10-20 lat za jeden dom na Bialolece bedzie
          mozna kupic dwa mieszkania na Kabatach. Oczywiscie wole miec ogrodek, niz
          zapchany ludzmi kawal miasta. Do tego odleglosc od centrum jest praktycznie ta
          sama.

          Dlatego wybor tych dwoch dzielnic. Ale podobna mini-analize mozna wykonac co do
          dowolnych miejsc.
          • petruss Re: raczej dom 23.05.05, 22:13
            Dzięki za wypowiedź. Jeśli sprawę traktować w kategoriach lokaty kapitału, to
            zgadzam się z Tobą. Są jednak inne aspekty, które częściowo poruszone były w
            poprzednich postach.
            Argumenty za to oczywiście cisza i spokój, świeże powietrze, ogródek, większa
            powierzchnia. Moje argumenty przeciw, to przede wszystkim bezpieczeństwo i
            obawa przed 'zgnuśnieniem' (nie chce się wyjeżdżać 'do miasta'), brak sklepów i
            rozrywek w okolicy.
            Mogą być też problemy z dojazdami, bo żona nie ma prawa jazdy, ale to też
            kwestia lokalizacji z dobrym transportem publicznym(myślimy o Białołęce).
            • Gość: mif Re: raczej dom IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.05.05, 00:15
              petruss napisał:

              > Argumenty za to oczywiście cisza i spokój, świeże powietrze, ogródek, większa
              > powierzchnia.

              Bezsprzecznie, lakarstwo na choroby cywilizacyjne.

              "...Moje argumenty przeciw, to przede wszystkim bezpieczeństwo i obawa przed
              'zgnuśnieniem' (nie chce się wyjeżdżać 'do miasta'), brak sklepów i rozrywek w
              okolicy..."

              Bezpieczeństwo większe, niż w mieście, W mieście możesz dostać na ulicy, od
              łobuza. Na wsi to się nie zdarza. Kradzież nie wykluczona i tu i tu. Rzadziej na
              wsi, chyba, że złodziej Cię "namierzy".
              Zgnuśnienie raczej wykluczone. Wyjazdy do miasta są celowe (kino, teatr,
              zakupy). Zakupy robisz szybko, nie wałęsasz się po przeładowanych bublami
              sklepach. Czas stracony w mieście, na bezcelowe łażenie za ciuchem, którego i
              tak nie dobierzesz. Na prowincji sklepy są podobnie zaopatrzone, a nawet
              sprowadzą na zamówienie coś extra. Zamiast tracić czas na rozrywki typu
              telewizor, pub (na prowincji są), spacer zasmrodzonymi spalinami ulicach, wypad
              hen, w pola lub do lasu. Wiesz, jak pachnie świeżo skoszona trawa? Jak bije w
              zmęczone smogiem miejskim nozdrza, aromat zawartych w niej ziół? Mieszkając na
              wsi, zmieniają się pojęcia rozrywki, zmieniają się wartości pożądań.

              "...Mogą być też problemy z dojazdami, bo żona nie ma prawa jazdy, ale to też
              > kwestia lokalizacji z dobrym transportem publicznym(myślimy o Białołęce)."

              Problemy do rozwiązania, przez odpowiednią lokalizację siedliska.
              • czesiu71 Re: raczej dom 24.05.05, 10:01
                No cóż, jak się żyje w mieście zawsze trzeba gdzieś dojeżdżać - czyli cały
                temat sprowadza się do pytania ile czasu trzeba przeznaczyć na dojazdy. My w
                podobnej sytuacji (wkrótce rodzina 2 plus 3) zdecydowaliśmy się na mały segment
                w Łomiankach. Na miejscu pełna infrastruktura (sklepy, przedszkola, szkoły,
                basen itd.), dojazd (nawet komunikacją) dobry - 20 min. autobusem do metra
                (stacja pl.Wilsona), a w ciągu kilku lat jeszcze krótszy po wybudowaniu metra
                do Huty. Do kina czy teatru i tak się jeździ w weekendy. A w tygodniu atmosfera
                małego miasteczka, niedaleko puszcza i Wisła. Polecam!
              • petruss Re: raczej dom 24.05.05, 16:05
                Dzięki za radę. Po przeczytaniu Twoich poprzednich postów na forum wiedziałem,
                że będziesz zachęcał do budowy domu :). Zauważyłem, że prawie wszyscy, którzy
                przeprowadzili się do domu zachęcają do tego innych. Ale są też przykłady
                (fakt, że nieliczne) przeprowadzki w przeciwnym kierunku, tak jak opisany przez
                grix-a.
                Sądzę, że w moim przypadku lepiej szukać lokalizacji w granicach miasta, na
                obrzeżach, tak żeby było jeszcze względnie tanio, a jednocześnie był dostęp do
                autobusów miejskich. Może ktoś podpowie jakąś fajną lokalizację?
                • jack_sparrow Re: raczej dom 25.05.05, 00:16
                  Tylko i wyłącznie mieszkanie!

                  Dla osoby, która spędza codziennie w pracy 12 godzin, od której zaangażowania
                  duuuużo zależy (np. ... jej przyszłe dochody np. za 10 lat:), która ma w dodatku
                  rodzinkę wymagającą rozwiezienia po szkołach/pracach - nie ma alternatywy.

                  Apartament w możliwie dobrej (tzn. mającej możliwie dużą przewagę plusów nad
                  minusami) lokalizacji. A za 20 lat ewentualnie domek na wsi, ale prawdziwej, nie
                  podwarszawskiej - jakieś Mazury, Góry Świętokrzyskie, Jura albo coś podobnego,
                  skomunikowanego świetnie szybką kilkupasmową drogą z Warszawą, gdzie będzie
                  można podejmować godnie wnuki na co najmniej hektarowym ogrodzie.

                  Nie widzę żadnych plusów domku pod Warszawą. Może poza nieznacznie mniejszymi
                  kosztami miesięcznymi utrzymania.

                  Nie zapominam przy tym o ochronie, której koszt ponosi solidarnie wspólnota
                  mieszkaniowa, o szybkim dostępie do internetu (tak - też z myślą o dzieciach w
                  liceum i na studiach), o kolegach z klasy lub z roku, którzy nie zawahają się
                  odwiedzić moich synów w apartamencie, ale przed wizytą w domku jakoś się bronią,
                  o znajomych przejeżdżających przez Wawę i znajdujących czas by wpaść do mnie
                  (pół dnia między samolotami - bez szans przy domku!), o dojazdach lektora z
                  niemieckiego, pani od pianina, pani do sprzątania, odległości do mojego kościoła
                  (jestem protestantem), możliwości zapukania do sąsiadki po sól albo wiertarkę
                  kiedy nagle zauważam, że jej nie mam w domu, i wielu inych sprawach...

                  Dlatego zapracowanym i z rodziną radzę tak: DOMEK - TAK!!! co najmniej 80 km od
                  Warszawy. Bliżej - tylko apartament w mądrze dobranej lokalizacji.

                  No, chyba że pracuje się "wyjazdowo" (znam parę takich osób - 5 dni w tygodniu
                  poza Polską), nie ma się rodziny (są niezłe statystyki obrazujące wpływ ilości
                  czsu spędzanego z synami na ich szanse na tzw. "szczęście" w życiu...) albo
                  zarabia się naprawdę dobrze i można kupić sobie np. domek na Powiślu, albo
                  ostatcznie w okolicach Idzikowskiego, albo gdzieś na Żoliborzu, albo (to już
                  skrajna determinacja:) na Siekierkach - ale to już inna bajka.

                  Kłaniam się nisko

                  Jacek W.
      • Gość: daniel Nie kupuj mieszkania ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.05.05, 00:53
        Byc może są jakieś apartamentowce
        gdzie nie słychać sąsiadów (prawdziwa izolacja akustyczna),
        gdzie jest zakaz trzymania psów (i brudzenia nimi w windach),
        gdzie nie ma mieszkań po 50 m2 i mniejszych (co przyciaga plebs),
        gdzie są prawdziwe garaże (a nie ciasne miejsca parkingowe),
        gdzie jest prawdziwy basen (a nie brudny brodzik dla dzieci),
        gdzie jest wlasny ogrodzony park (a nie skwerek),
        gdzie mieszkają ludzie na okreslonym poziomie (a nie tzw. "katolicy")....
        ale to chyba nie w Polsce i nie za 600 tys. zl.

        Jezeli ktos zna prawdziwe osiedle apartamentowe z prawdziwego
        zdarzenia to niech je wskaże. Z mojego doswiadczenia -
        nawet za 15 tys/m2 otrzymujesz lokum gdzie słychać jak sąsiad
        wierci.

        Doradzam wiec dom w osiedlu strzezonym, ale w miejscu
        gdzie jest infrastruktura (sklepy, chodniki).

        Jak kupisz mieszkanie to zawsze znajdzie sie co najmniej
        jeden idiota
        ktory kupi wiertarkę udarową za 20 zl z przeceny
        i bedzie wiercil miesiącami albo
        hip-hopowiec nie uznający słuchawek.

        • esence Re: Nie kupuj mieszkania ! 25.05.05, 10:04
          ja wybrałam dom i była to jedna z lepszych decyzji.
          Cisza, spokój i piękny widok. Mieszkam pod Warszawą i dojeżdżam samochodem do
          pracy, to tylko 20 min jazdy, żaden problem, a jaki komfort mieszkania hmm.
        • Gość: wroclawianka Re: Nie kupuj mieszkania ! IP: 5.6.2D* / *.mmm.com 25.05.05, 11:09
          Swięte słowa - myślę że zasługują na oddzielny post - na przykład o sąsiadach,
          izolacju akustycznej i wiertarkach..:-)
          A do autora wątku całego: z moich doświadczeń wynika że lepszy jest domek, z
          prostej przyczyny - właśnie sąsiadów i tego o czym jeszcze nikt tu nie napisał
          (chyba..) - a mianowicie potwornego tłoku na parkingach, i na całych osiedlach.
          Moje doświadczenia pokazują ze nawet jak osiedle jest fajne i strzeżone i z
          bajerami, to wszystkie uliczki i chodniki zapchane są dokumentnie samochodami,
          a jak rano wyjeżdża się do pracy to zanim się wyjedzie trzeba swoje odstać w
          korku.. Oczywiście fajniej zaczyna się robić jak już jest droga i chodniki, bo
          nie zawsze są one od razu. Poza tym, nawet w blokach zwanych apartamentowcami
          są małe mieszkania które, jak wyżej - przyciągają 'obcych'. A to zazwyczaj
          kończy się opisanymi horrorami z wiertarką w tle. No a domek - to inna sprawa,
          szczególnie za (każdym większym) miastem.
          • paula101 Re: Nie kupuj mieszkania ! 25.05.05, 13:20
            > są małe mieszkania które, jak wyżej - przyciągają 'obcych'. A to zazwyczaj
            > kończy się opisanymi horrorami z wiertarką w tle. No a domek - to inna sprawa,
            >

            czy to oznacza, że ludzie, którzy mieszkają w dużych mieszkaniach nie wiercą,
            nie remontują? przepraszam, ale jeżeli kogoś stać nawet na 50 m2 w
            apartamentowcu, to na pewno nie jest to gośc spod budki z piwem. chybaże
            wyobrażacie sobie, że przeprowadzając się do apartamentowca będziecie obracać
            się tylko wśród elity i śmietanki towarzyskiej kraju.
            • Gość: mm Re: Nie kupuj mieszkania ! IP: *.polityka.com.pl 25.05.05, 13:43
              Bawi mnie zawsze mówienie o apartamentowcach. Ciekawe, jak odrózniacie blok od
              apartamentowca, poza tym, że tak go nazywa deweloper, bo to jest w jego
              interesie. Gdzie kończy się blok, a zaczyna apartamentowiec? Od tarasu, klatki
              w marmurze? Znam bloki, które to mają i nie zwą się apartamentowcami. Inni zaś
              w skromniutkich bloczkach, twierdzą że mają apartament. Zabawane to wszystko.
              • paula101 Re: Nie kupuj mieszkania ! 25.05.05, 13:56
                zgadzam się, mieszkamy w Polsce i wiem, że w Warszawie jest pewnie kilka takich
                apartamentwców. tzn. dla mnie: mieszkania dużo pow. 100m2, ścisła ochrona,
                świetne lokalizacje, zaporowe ceny.
                nie obrażając nikogo, to założyciela tego wątku nie stać na 100m2 mieszkanie w
                apartamentowcu. stać go naładne, duże mieszkanie w nowym bloku.
        • firevixen Re: Nie kupuj mieszkania ! 25.05.05, 11:23
          Gość portalu: daniel napisał(a):

          >[...] gdzie nie ma mieszkań po 50 m2 i mniejszych (co przyciaga plebs),
          > [...]gdzie mieszkają ludzie na okreslonym poziomie (a nie tzw. "katolicy")....


          Taaaa....Jak sobie sobie kupisz 300-metrowy penthouse po 15 tys za metr, to jest
          duża szansa, że poziom intelektualny Ci się od tego podniesie. Czego Ci z całego
          serca życzę.
        • Gość: derek Re: Nie kupuj mieszkania ! IP: *.fbx.proxad.net 26.05.05, 13:11
          zolte mysli daniela :

          ......gdzie nie ma mieszkań po 50 m2 i mniejszych (co przyciaga plebs),

          :::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::
          juz dawno takich debilizmow nie czytalam. Co ma wielkosc mieszkania do poziomu
          czlowieka. A slyszales o osobach samotnych, ktore nie potrzebuja duzych
          mieszkan i kupuja kawalerki albo mieszkania 2 pokojowe albo o ludziach ktorzy
          mieszkaja w innym regionie i czesto bywaja w stolicy i z tego powodu potrzebuja
          bazy noclegowej w Warszawie ?
          Ze juz nie wspomne o mlodych malzenstwach, ktore zaczynaja od kupna mieszkania
          2 pokojowego z tego tylko powodu, ze nie maja jeszcze zadnych oszczednosci i
          dla nich jest to lokata pieniedzy w celu kupienia czegos wiekszego kiedy
          rodzina sie powiekszy.
          • Gość: daniel Statystycznie - im mniejsze m tym większy plebs .. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.05.05, 21:50
            Tak juz jest, ze ktos
            kto ma pieniadze jest statystycznie
            na wyzszym poziomie od tego co nie ma.

            Małe mieszkania kupuja co do zasady
            (wyjatki są jak wszedzie)
            ludzie którzy są nieudacznikami,
            pozyczja od rodziny albo banku -
            • Gość: zadziwiona... Re: Statystycznie - im mniejsze m tym większy ple IP: *.acn.waw.pl 26.05.05, 22:55
              drogi danielu,

              najgłupsze buce
              jakich spotkałam
              mieszkały sobie
              na 200 metrach mieszkania
              oraz
              na domach
              postawionych
              na
              duzych
              miejskich
              dzialkach

              najmądrzejsi ludzie
              jakich dała mi poznac Opatrzność
              mieszkali tak jak mogli
              dzięki kredytom bankowym
              i innym mądrze wykorzystywanym
              zdobyczom cywilizacji

              więc nie pieprz jak potłuczony
              że sąsiad jest be
              bo ma tylko 50 metrów kwadratowych

              a poza tym


              ciekawa jestem
              ile metrów masz ty
              wywyższający się ponad tych
              którym 50 metrów musi wystarczyć

              i nie pozuj na poetę
              bo pachnie to tym
              co wydobywa się z dolnej częścią pleców
              i zaczyna literką G
              i brzmi dźwięcznie w naszej ojczystej mowie

              i zmień nicka
              żeby nie obrażań znanych mi danielów
              a jeśli przypadkiem nie znasz
              etymologii swojego imienia
              to już nikt ci nie pomoże
            • Gość: mif Re: Statystycznie - im mniejsze m tym większy ple IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.05.05, 23:14
              Uspokuj się Danielu, bo nie masz racji. Kultury osobistej nie kupisz za
              pieniądze. Cham i gołodupiec, który nagle poczuje pieniądze, drze pysk, z którym
              trudniej wytrzymać, niż z wiertarką w weekend. A jeszcze, jak dostanie odrobinę
              władzy, to wychodzi pomroczność jasna.
              Garnitur podobno leży dobrze w trzecim pokoleniu!

              Gość portalu: daniel napisał(a):

              > Małe mieszkania kupuja co do zasady
              > (wyjatki są jak wszedzie)
              > ludzie którzy są nieudacznikami,
              ...

              BZDURA

              > Dlatego bogatsi ludzie chca sie od tego
              > izolowac - stad apartamentowce z mieszkaniami
              > od 1000 m2 w gore lub wille w zamknietych osiedlach.

              Są albo snobami, albo mają poczucie kultury, zbliżone do Ciebie.




              • petruss Re: Statystycznie - im mniejsze m tym większy ple 26.05.05, 23:27
                Dzięki mif za tę odpowiedź, wyjąłeś mi to z ust. Takich wypowiedzi, jak ta
                daniela nie można pomijać milczeniem, chyba że są jawną prowokacją. Ludzi,
                którzy sądzą, że pieniądze świadczą o poziomie człowieka jest niestety sporo.
                Trzeba im więc ciągle pokazywać, że są w mniejszości.
                • Gość: Daniel Tak, tak macie racje a najbardziej wartościowi to IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.05.05, 00:15
                  ... bezdomni oczywiście.
                  Im ktos biedniejszy tym bardziej wartościowy.

                  A zatem ci co sie czegoś dorobili to
                  sfołocz, a goołodupcy to elita.

                  Ciekawa obserwacja poczyniona zapewne przez
                  zakompleksionych i zawistnych groszorobów.

                  Nie da się zakłamać rzeczywistości i twierdzić,
                  że maszkaronik jest piekny, biedak jest mądry,
                  a bogaty - to złodziej. Taki sposób myślenia
                  jest wygodny dla nieudaczników.

                  Niestety, a moze stety jest inaczej
                  -
                  • Gość: mif Re: Tak, tak macie racje a najbardziej wartościow IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.05.05, 00:35
                    Jak wzbogaconemu gołodupcowi muchy z nosa na mózg nasr..., to ma takie poglądy.
                    A nieudacznicy nie wybierają apartamentowców, żeby nie spotkać podobnych do
                    Ciebie, elyt. Statystycznie mają mniej pieniędzy, ale więcej kultury osobistej.
                    A ten z wiertarką, to podobny do Ciebie. Stać go na fachowca, ale z
                    przyzwyczajenia robi to, co robił, gdy był gołodupcem.
                    • Gość: daniel A ty "kulturalny" z m2 gdzie się nauczył bluzgać ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.05.05, 00:40
                      Twoj post powtierdza moją tezę.
                      Ach ten język -
                      z jakiej to wsi przyjechaało do wa-wy ?

                      • Gość: mif Re: A ty "kulturalny" z m2 gdzie się nauczył bluz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.05.05, 00:48
                        Uciekłem z miasta, na wieś.
                      • Gość: mif Re: A ty "kulturalny" z m2 gdzie się nauczył bluz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.05, 00:49
                        Napisałem poprzedno:
                        "Jak wzbogaconemu gołodupcowi muchy z nosa na mózg nasr..., to ma takie poglądy."

                        Jestem Ci winien odpowiedź na drugi człon zapytania:

                        Gość portalu: daniel napisał(a):

                        > Twoj post powtierdza moją tezę.
                        > Ach ten język -
                        -----------------------------------
                        Język dostosowałem do Twojego nierozwiniętego stanu osobowości, ale , jeżeli
                        słowo: "nasr..." drażni, możesz zamienić na kupkać. Oba wyrazy należą do języka
                        polskiego.

                        Co rozumiesz przez "zgarnaie na nosie" (-;
                        Autor: Gość: daniel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
                        Data: 27.05.2005 15:39
                        + dodaj do ulubionych wątków

                        skasujcie post

                        + odpowiedz
                        Wyjaśnij prosze - czy zesmrodziłbys się mi
                        pod drzwiami ?
                        ----------------------------
                        Czym się różni moja wypowiedź, od Twojego języka?
                        Można nie używać słów "brzydkich", a wypowiadać się grubiańsko, żeby nie
                        powiedzieć, po chamsku. Co sobą reprezentujesz, czy jesteś tylko maszynką do
                        robienia pieniędzy? Jakim prawem nazywasz prostych i wykształconych, ale
                        zapracowanych ludzi nieudacznikami? Może założyli swój biznes i próbowali sił,
                        ale spotkali kontrahenta, podobnego do Ciebie i spasowali.. Wolą nie mieć dużych
                        pieniędzy i unikać takiego towarzystwa. W życiu trzeba widzieć drugiego
                        człowieka, także w negocjacjach. Tego rodzice i szkoła nie nauczyli?
                        To ty jesteś nieudacznikiem, bo nie udałeś się mamusi.
                  • petruss Najwięksi nieudacznicy wg daniela 28.05.05, 01:03
                    Tekst daniela natchnął mnie do sporządzenia listy największych nieudaczników wg
                    jego klasyfikacji, tzn. tych którzy się nie dorobili:

                    1. Jezus - podobno nic nie miał, choć daniel może w to nie wierzyć, bo na
                    własne oczy nie widział (a poza tym, czy to się mieści w głowie - nic nie
                    mieć?).
                    2. Jan Paweł II - w swoim testamencie napisał "nie pozostawam po sobie
                    własności, którą należałoby rozdysponować".
                    3. (dalsze wypełnianie listy zostawiam danielowi)

                    Danielu, Pan Bóg dał ci wielki dar - mózg. Używaj go! Drugi raz nie dostaniesz
                    szansy.
      • paula101 Re: apartament - czy dom? 25.05.05, 13:49
        ja wybrałam mieszkanie w mieście (w dobrej lokalizacji)+ działka na wyjazdy
        weekendowe.
        w pracy muszę być o 9 , kończę ok. 17, czasem później. teraz dojeżdżam pół
        godziny w jedną stronę autobusem MZK (od wyjścia z domu do wejścia do pracy).
        dom pod Warszawą oznacza, że musiałabym wyjść z domu o 7.00, a wracałabym o
        19.00. mam kilkoro znajomych, którzy mieszkają w domkach pod Warszawą. wszyscy
        twierdzą, że mają świetny dojazd do pracy, tylko jeśli się dłużej pogada, to
        okazuje się, że 1,5 godz. w jedną stronę. szkoda życia na stanie w korkach.
        weź pod uwagę, że trzeba dzieci dowieźć do szkoły (nawet jeśli podstawówka jest
        na wsi, to liceum już pewnie w Warszawie), na zajęcia dodatkowe. z imprezy już
        raczej nie wrócisz taksówką w nocy, bo będzie szkoda wydać stówkę. ja widzę jak
        ludzie organizują sobie życie, kiedy muszą zdążyć na otatni autobusem.
        ktoś tu pisał, ze w mieście jest niebezpiecznie. ja znam inne doświadczenia.
        mój kolega został okradziony w kolece podmiejskiej dwa razy, innemu w domku po
        sypialni chodzili złodzieje, podczas kiedy on spał. kiedy chcesz gdzieś
        wyjechać, to musisz pomyśleć o dobrym zabezpieczeniu.
        a szczerze powiedziawszy te domki niewiele mają wspólnego z mieszkaniem na wsi,
        intymnością, której wszyscy tak szukacie. żeby mieszkac w domku w miarę
        komfortowo potrzebujesz działkę powyżej 1000 m2, a ceny działek pewnie znasz.
        sory za takie chaotyczne argumenty, ale minusów mieszkania w domku jest dla
        mnie tak dużo, że mogłabym napisac książkę.
        pozdrawiam
        • petruss Re: apartament - czy dom? 25.05.05, 16:08
          > sory za takie chaotyczne argumenty, ale minusów mieszkania w domku jest dla
          > mnie tak dużo, że mogłabym napisac książkę.

          Jeśli możesz, to podaj pozostałe argumenty przeciw, właśnie na tym mi/nam
          zależy.
          • paula101 Re: apartament - czy dom? 25.05.05, 16:43
            najważniejsze już przedstawiłam. głównym jest dla mnie odległość z domu do
            pracy, bo tak jak Twoja żona nie prowadzę samochodu.
            chcesz inne? proszę:
            1. w domu ciągle coś musisz naprawiać, remontować, konserwować (dla niektórych
            to plus, dla mnie minus)
            2. raczej rzadko będą Cię odwiedzać znajomi, a i to tylko w weekend, bo dla
            większości to już prawdziwa wyprawa.
            3. robisz imprezę,czy nawet zwykłe spotkanie, to musisz gości przenocować, lub
            niektórzy nie piją, żeby móc wrócić.
            4. znam takich, którzy oszczędzają na ogrzewaniu i mają ciągle zimno, bo
            okazuje się, że kilka tysięcy w sezonie to duży wydatek.

            wiem, że te argumenty są mocno naciągane, ale może Ci pomogłam w podjęciu
            decyzji.
            napisz co zadecydowaliście.
        • varsava paulo101 ! 25.05.05, 16:46
          Dlatego najlepiej kupic/wybudowac dom w Warszawie - np. na Bialolece

          paula101 napisała:

          > ja wybrałam mieszkanie w mieście (w dobrej lokalizacji)+ działka na wyjazdy
          > weekendowe.
          > w pracy muszę być o 9 , kończę ok. 17, czasem później. teraz dojeżdżam pół
          > godziny w jedną stronę autobusem MZK (od wyjścia z domu do wejścia do pracy).
          > dom pod Warszawą oznacza, że musiałabym wyjść z domu o 7.00, a wracałabym o
          > 19.00. mam kilkoro znajomych, którzy mieszkają w domkach pod Warszawą.
          wszyscy
          > twierdzą, że mają świetny dojazd do pracy, tylko jeśli się dłużej pogada, to
          > okazuje się, że 1,5 godz. w jedną stronę. szkoda życia na stanie w korkach.
          > weź pod uwagę, że trzeba dzieci dowieźć do szkoły (nawet jeśli podstawówka
          jest
          >
          > na wsi, to liceum już pewnie w Warszawie), na zajęcia dodatkowe. z imprezy
          już
          > raczej nie wrócisz taksówką w nocy, bo będzie szkoda wydać stówkę. ja widzę
          jak
          >
          > ludzie organizują sobie życie, kiedy muszą zdążyć na otatni autobusem.
          > ktoś tu pisał, ze w mieście jest niebezpiecznie. ja znam inne doświadczenia.
          > mój kolega został okradziony w kolece podmiejskiej dwa razy, innemu w domku
          po
          >
          > sypialni chodzili złodzieje, podczas kiedy on spał. kiedy chcesz gdzieś
          > wyjechać, to musisz pomyśleć o dobrym zabezpieczeniu.
          > a szczerze powiedziawszy te domki niewiele mają wspólnego z mieszkaniem na
          wsi,
          >
          > intymnością, której wszyscy tak szukacie. żeby mieszkac w domku w miarę
          > komfortowo potrzebujesz działkę powyżej 1000 m2, a ceny działek pewnie znasz.
          > sory za takie chaotyczne argumenty, ale minusów mieszkania w domku jest dla
          > mnie tak dużo, że mogłabym napisac książkę.
          > pozdrawiam
        • grix Re: apartament - czy dom? 25.05.05, 16:53
          Ale ciekawie rozrósł się ten wątek:)
          Różnica między mieszkaniem a apartamentem jest pewnie taka sama jak między domem
          a rezydencją;) Ja sam oczywiście zgadzam się na określenie namierzonego przez
          moją żonę lokalu jako "ładne mieszkanie" zamiast "apartament".

          Coraz bliższy (już na 90%) mi jest ten punkt widzenia, który wyraziła paula101.

          Najbardziej decydującym argumentem za mieszkaniem wydaje mi się samodzielność
          dzieci na etapie gimnazjum/liceum - chociaż mam znajomych, którzy rozwiązują to
          w taki sposób, że dziecko zabiera zorganizowany przez radę rodziców szkolny
          minibus objeżdżający okolicę. Moje dzieci dzieli różnica 7 i 6 lat, więc
          organizacyjnie jest to 3x trudniejsze (3 różne miejsca). No i jednak bliskość do
          pracy żony z którą będzie związana przez 5-7 lat (ważki argument - nie
          przewiduję rozwodu - to tak na marginesie zdania "5 - 7 lat. Hm... Dużo
          małżeństw nie wytrzymuje stażu w podobnym okresie.":). Tutaj nawet zwiększenie
          tej odległości o 5 km powoduje dramatyczny spadek istotnego elementu jakości życia.

          Częśc argumentów przeciw mieszkaniu mnie nie przkonuje:

          Tłok w osiedlowych uliczkach? Tak, ale tylko tam gdzie brakuje miejsc w
          podziemnym garażu lub nie było konieczne ich wykupienie.

          Hałaśliwi sąsiedzi? Hm... Częściowo rozwiązywalne przez kupienie mieszkanka na
          najwyższym piętrze (przynajmniej od góry będzie gwarantowany spokój:). Poza tym
          można trafić na wrednych sąsiadów także pod miastem chyba...

          Psy sikające po windach? Trudniej to zlikwidować, ale po pierwsze mam nadzieję,
          że nie będzie psów w TEJ klatce, po drugie - będzie tam 10 mieszkań więc
          namierzyć sprawcę będzie nietrudno, trzeba tylko wymyślić zawczasu jakieś środki
          odpowiednie, wierzę w siłę werbalnej perswazji i wychowawczego nacisku lokalnej
          społeczności. Osobiście zdecydowanie mniej lubię spotykane czasem pod miastem
          stadka puszczonych luzem stworzeń usiłujących biec za moim rowerem - ale to
          oczywiście nie byłoby moim problemem w wypadku zamieszkania pod miastem, bo
          przypuszczalnie w wolnych chwilach jeździłbym kosiarką, nie rowerem...?

          Bezpieczeństwo... Trzeba by było zrobić malutki research i być może okazałoby
          się, że jednak proporcjonalnie dużo więcej groźnych sytuacji brzemiennych w
          bardzo nieprzyjemne skutki zdarza się w domkach...

          Obraz sielskiego życia na wsi, przepojonego śpiewem skowronków i aromatem
          skoszonych traw, jaki się troche rysuje w niektórych postach, jest wizją bardzo
          romantyczną, wg mnie dość odległą od zapachu polskich poletek nawożonych
          ekologicznie, dziurawych dróg dojazdowych, brakiem infrastruktury (pływalnia,
          biblioteka, barki i kafejki). Poza tym z miejskiego apartame.. ooops - bloku!
          oczywiście, też można wyjechać w sposób celowy na wieś, do lasu, na łąkę
          (kierując się np. jakimś pożytecznym przewodnikiem, np. "polskie parki narodowe
          na weekendy" albo coś podobnego) - a po wyprawie wrócić do mieszkania,
          przytulnego, ciepłego także w zimie nawet po długiej nieobecności bez
          konieczności angażowania osób trzecich w czuwanie nad zawodną automatyką c.o.,
          wpasowanego w tętniący życiem organizm miasta. I to wydaje mi się dość ciekawym
          przyczynkiem do podejmowanych decyzji - to właśnie, w jaki sposób lubimy spędzać
          weekendy. Grupa osób myśląc weekend widzi sie w teatrze, kinie, powiedzmy - w
          otoczeniu najlepszych rzeczy jakie dała nam cywilizacja i kultura. Inni
          preferują kontemplowanie w tym czasie najlepszych stron natury. Pewnie są i
          tacy, którzy harmonizują te preferencję, ale ja uświadomiłem sobie, że niemal
          każdy wolny weekend przeżywam daleko od Warszawy, i może to będzie właśnie
          decydującym argumentem za wyborem przeze mnie wygodnego mieszkania...

          Pozdrawiam
          • varsava miejski dom, czyli dom w miescie 25.05.05, 19:04
            Ja mam jedno zastrzezenie do stawiania sprawy na zasadzie - albo mieszkanie w
            Warwszawie (duzym miescie) albo dom pod miastem. Byc moze fakt, ze duzo czasu
            spedzam w Londynie sprawia, ze chcialbym polaczyc ogien z woda i wybudowac dom
            w miescie. W ten sposob nie rezygnuje sie z taniego powrotu do domu taksowka, a
            jednoczesnie ma kawalek ogrodu za oknem. Tak jak nie raz juz pisalem, da sie to
            zrobic, poniewaz wiele czesci miasta w miare dobrze skomunikowanych z centrum
            nie jest wcale drogie. Oczywiscie nie pisze o domu na Zoliborzu, Bielanach, czy
            Mokotowie, ale juz Wawer a zwlaszcza Bialoleka jest osiagalna dla osoby, ktora
            stac na kupno nowego mieszkania w Warszawie. Wystarczy obejrzec strony firm,
            ktore takowe oferuja. Dla przykladu:

            www.perfektbau.com.pl/aktualna_oferta/aktualna_oferta.html
            www.twojeosiedle.pl/
            www.zambet.pl/bialoleka.htm
            www.trader.pl/pl/developer/details-inwestycja.asp?IID=39226909304042003114202&st=

            itp.

            Oczywiscie taniej wychodzi, gdy buduje sie samemu.

            Rownoczesnie okolice te to w wiekszosci pierwsza strefa taxi, zas od centrum
            taka sama odleglosc, jak do Kabat. Wiec po wieczorze w restauracji mozna
            wygodnie wrocic do domu. Do tego jest bezposrednie polaczenie autobusem 132 z
            Placem Wilsona, gdzie kursuje metro...
            • Gość: kol Re: miejski dom, czyli dom w miescie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.05.05, 19:25
              pierwsza madra odpowiedź, w Londynie nie ma czegoś takiego czy kupić mieszkanie
              w mieście czy dom na wsi. Tam jest centrum(banki, firmy, zabytki, rozrywka) i
              dzielnice mieszkalne czyli domy. U nas jest tak że nie widać gdzie kończy się
              centrum a zaczynają dzielnice mieszkalne, no może wyznaczają to osiedla. A do
              tego jeszcze fabryki gdzie popadnie, syf i tyle.
            • grix Re: miejski dom, czyli dom w miescie 25.05.05, 19:46
              Varsava: z Białołeki do miejsca na Mokotowie o które chodzi mojej żonie jest 30
              km, w tym urocza trasa zwana Wisłostradą. Im bliżej Mokotowa, tym bardziej
              rozkopana. Dla mnie ta lokalizacja jest róznie dobra, jak okolice Góry Kalwarii:)

              Pozdr.

              • Gość: gość Re: miejski dom, czyli dom w miescie IP: *.acn.waw.pl 25.05.05, 20:19
                w temacie: dom.gazeta.pl/Ladny-Dom/1,61594,2725865.html?as=1&ias=2
              • varsava Re: miejski dom, czyli dom w miescie 26.05.05, 11:34
                Hmm, nie przesadzalbym; niecale 30 km to jest do rotundy z Nieporetu nad
                Zalewem Zegrzynskim (mierzylem jadac samochodem); z Bialoleki do centrum jest
                15, zas na Mokotow okolo 20.

                Mowie o centralnej Bialolece - pomiedzy petlami Brzeziny (autobusy 104 i 304) a
                Manki Wojdy (132 i 134).

                W takim przypadku (Mokotowa) dosc tanio mozesz cos kupic np. w Wawrze.


                grix napisał:

                > Varsava: z Białołeki do miejsca na Mokotowie o które chodzi mojej żonie jest
                30
                > km, w tym urocza trasa zwana Wisłostradą. Im bliżej Mokotowa, tym bardziej
                > rozkopana. Dla mnie ta lokalizacja jest róznie dobra, jak okolice Góry
                Kalwarii
                > :)
                >
                > Pozdr.
                >
          • Gość: mif Re: apartament - czy dom? - rozwód IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.05.05, 00:18
            Napisałem:
            Dużo małżeństw nie wytrzymuje stażu w podobnym okresie. Może warto pomyśleć nad
            dalszą odległością i spróbować zaprzyjaźnić się z promotorem (piszę bez żadnych
            podtekstów).
            Prawdziwy rozwód, ani przez myśl mi nie przemknął. Chciałem wykazać długość
            okresu i mnogość zakrętów w życiu domowym i zawodowym w tym okresie.
            Przeforsowanie decyzji na siłę, faktycznie może doprowadzić do rozejścia się.
            Raczej brałbym pod uwagę zmienność w pracy zawodowej (przniesienie placówki,
            zmiana kierownicta, zmiana promotora). Potem trzeba podjąć pracę samodzielną,
            nie zawsze w tej samej placówce. Dlaczego planujesz mieszkanie / dom na okres
            tymczasowy: 5 - 7 lat. Jeżeli tak, to apartamentowiec, a potem osiąść, gdzieś w
            spokojnej okolicy, do emerytury i dłużej.
          • jack_sparrow Re: apartament - czy dom? 11.06.05, 23:21
            a propos różnicy między mieszkaniem a apartamentem:
            www.villaverona.pl/prasa4.htm
            (oczywiście, ja preferuję apartament w wielkim mieście - i jakąś wiejską
            rezydencję, tzn. > 5 ha + dom i budynki gospodarcze, na wsi, gdzie można trzymać
            konie i ugościć na 3 miesiące 30 przyjaciół; choćby 500 km odległej - w życiu
            namiastek pt. "dom pod miastem", to substytuty - jak polococta, kawa inka,
            papierosy "sport", auto "syrena 104 itp. wynalazki"... :)
      • Gość: mif Re: apartament - czy dom? - Aż dziwne ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.05.05, 01:30
        Aż dziwne, jak ludzie przywiązani są do mieszkania w klatkach, przypominających ZOO.
        "Apartamentowce", dobrze strzeżone, z wewnętrzną infrastrukturą (basen, fryzjer,
        sklep, w podziemiu miejsce garażowe), bo na zewnątrz enklawy czują się
        zagrożeni, niepewni. Co czułyby zwierzęta, gdyby usunąć wszystkie ograniczenia
        ich wybiegów?
        Domy na wsi, ale czy na wsi? To znów mają być osiedla domków, stłoczone w jednej
        enklawie, pilnie strzeżonej, z własną infrastrukturą, podporządkowanym przepisom
        regulaminowym. Wprawdzie sąsiad jest, nie za ścianą, ale minimum 4m od budynku.
        I co to zmienia, w stosunku do blokowiska. Hałas dzieci, strzyżenie trawy
        kosiarką żyłkową, naprawa samochodu, ryk motocykla i klaustrofobia, po wyjściu
        do ogrodu. Wąskie, dojazdowe uliczki, które w dniu oddania budynków, jeszcze nie
        mają dziur. Za chwilę skupisko domów powiększy się o kolejną, pilnie strzeżoną
        enklawę domków-koszmarków, gdzie człowiek nie może rozmawiać swobodnie w
        ogrodzie, bo sąsiad usłyszy, a dojazd do pracy, po latach, będzie przypominał
        jazdę w śródmieściu.
        Dlaczego ludzie, wybierając miejsce na dom, mieszkanie, patrzą przez pryzmat
        dojazdów w dniu dzisiejszym? Pamiętam, że będąc dzieckiem, jeździłem na wakacje
        tam, gdzie po 20 latach stanęły w tym miejscu bloki, zakłady pracy, biura. Już
        nie ma wsi, są tylko osiedla, dzielnice nazwane ich imieniem. Czy wybierając
        obecne miejsce, mało odległe od centrum, zastanowił się ktoś, że po 20 latach
        będzie mieszkał w centrum, z całą uciążliwością tego faktu? Małych, wąskich
        uliczek nie da się przerobić na drogę szybkiego ruchu. Coś trzeba wyburzyć i
        komuś, pod nosem poprowadzić ruch samochodowy. Wieś oddalona 40-50 km od W-wy,
        za 20-30 lat, będzie jeszcze wsią, albo przedmieściem stolicy. Dla mniejszych
        miast, odległości są proporcjonalnie mniejsze.
        Ile razy idzie się do kina, o teatrze nie wspominając, w dobie TV, DVD itp.
        wynalazków. Wydaje się bardziej celowy wypad po kulturę, niż wypad na łono
        natury, podlegającej systematycznej prywatyzacji, W Austrii nie wolno palić
        grilla w plenerze, a prawo unijne także do nas zawita, z całą mocą konsekwencji
        i egzekucji. Lasy zaczynają być grodzone. To gdzie wyjechać okazjonalnie?
        Nikogo nie chcę urazić. Temat i pytanie mojego postu, choć kontrowersyjne, jest
        próbą zrewidowania podejścia do mieszkania na wsi, czy raczej na wiejskim
        terenie. A rolnictwo, w naszym kraju, tak się ma świetnie, że poletka nie są
        uprawiane, ogony nie machają się w stajni, więc chemii nie rozrzuca się.
        Pozdrawiam mif

        (zauroczony mieszkaniem na wsi, w rozproszeniu)
        • Gość: daniel Nie dogadacie się z tzw. "katolikami" .... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.05.05, 11:26
          Wydanie setek tys. zl na apartament/mieszkanie
          jest bardzo ryzykowne.

          Podam przykład - normalny człowiek zleci wykonczenie
          firmie specjalistycznej. Ale rodzimy debil - nie !
          On kupi se wiertarkę i młotek, i w weekendy
          z ziomalem przy pywku
          bedzie partolił-poprawiał-partoplił-poprawiał
          miesiacami .... Taki debil bedzie się cieszył
          z "oszczednosci" (podobnie jak debil płacący kartą
          w sklepie za bułki i tamujacy kolejkę).
          Kult tzw. cwaniaczkowatej "oszczędnosci"
          jest tu powszechny.

          Drugi przyklad - kult psa. Tu wszyscy (łacznie
          z Kwachem, Glempem etc - widzieliscie okładki s p e c j a l i s t y c z n e g o
          czasopisma "moj pies" ?) maja psy a nikt po nich nie sprzata.

          Trzeci przykład - śmiecie i pety na ulicach i w parkach.
          W Niemczech ludzie nie rzucają petów. Tu tak.
          A potem idzie taką menda do koscioła po rozgrzeszenie.

          Przykład czwarty - wspólny parking podziemny, ciasne box'y
          i smród gazu. Skupiono z zachodu miliony złomowozów i
          każdy gostek ma teraz smrodzaco-śmierdzącego grata którym
          z piskiem opon ruszaw glorii chwały.

          A jeszcze hałasy imprez, muzyki etc ....

          Pozostaje dom - ale nie na wsi. W miescie w osiedlu
          strzezonym.
          • varsava Re: Nie dogadacie się z tzw. "katolikami" .... 26.05.05, 11:41
            hmm - widze oznaki - nie chce tu nikogo obrazic - ale lekkiej paranoi;

            w Wlk. Brytanii, gdzie mieszkam - nikt nie ma problemu, ze sobie cos samemu w
            domu zrobi, malo tego - sa programy w telewizji, ktore pokazuja co i jak
            zrobic; nie zapominaj, ze te wszystkie wiertarki (nie profesjonalne, tylko dla
            amatorow) sa produkowane przez Black&Decker (UK), czy Bosha (D) - czyli firmy z
            tzw. Zachodu

            a juz na pewno nie mieszalbym do tego religii (w UK moglbym Cie za taki temat
            postu zaskarzyc, jeslibym uznal, ze narusza moje przekonania religijne - i z
            pewnoscia bym wygral)

            no ale kultury dyskusji i nie mieszania tematow Polacy, niestety, musza sie
            dopiero uczyc...

            Zas co do glosnych sasiadow - pomieszkaj w wiktorianskich budynkach (z ktorych
            Londyn jest w wiekszosci zbudowany) slychac wszystkich sasiadow dookola (sa to
            domki szeregowe, czesto przerabiane na mieszkania z ogrodem.

            Gość portalu: daniel napisał(a):

            > Wydanie setek tys. zl na apartament/mieszkanie
            > jest bardzo ryzykowne.
            >
            > Podam przykład - normalny człowiek zleci wykonczenie
            > firmie specjalistycznej. Ale rodzimy debil - nie !
            > On kupi se wiertarkę i młotek, i w weekendy
            > z ziomalem przy pywku
            > bedzie partolił-poprawiał-partoplił-poprawiał
            > miesiacami .... Taki debil bedzie się cieszył
            > z "oszczednosci" (podobnie jak debil płacący kartą
            > w sklepie za bułki i tamujacy kolejkę).
            > Kult tzw. cwaniaczkowatej "oszczędnosci"
            > jest tu powszechny.
            >
            > Drugi przyklad - kult psa. Tu wszyscy (łacznie
            > z Kwachem, Glempem etc - widzieliscie okładki s p e c j a l i s t y c z n e
            g
            > o
            > czasopisma "moj pies" ?) maja psy a nikt po nich nie sprzata.
            >
            > Trzeci przykład - śmiecie i pety na ulicach i w parkach.
            > W Niemczech ludzie nie rzucają petów. Tu tak.
            > A potem idzie taką menda do koscioła po rozgrzeszenie.
            >
            > Przykład czwarty - wspólny parking podziemny, ciasne box'y
            > i smród gazu. Skupiono z zachodu miliony złomowozów i
            > każdy gostek ma teraz smrodzaco-śmierdzącego grata którym
            > z piskiem opon ruszaw glorii chwały.
            >
            > A jeszcze hałasy imprez, muzyki etc ....
            >
            > Pozostaje dom - ale nie na wsi. W miescie w osiedlu
            > strzezonym.
            • Gość: daniel Jestes potwierdzeniem tego o czym pisze .... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.05.05, 13:32
              Otóż w społeczeństwach o określonej kulturze
              standardem jest nietrzyamnie psow w blokach,
              niehałasowanie, niesmrodzenie,
              nieśmiecenie innym petami etc.
              I w takim społeczeństwie mieszkanie w bloku
              jest znacznie mniejszym ryzykiem.
              Tu - jest standard odwrotny i pelna tolerancja
              dla takich zachowań. Pytanie - dlaczego
              skoro rzekomo +90% to tzw. "katolicy"
              z "dobrem', "miłoscia" na sztandrach ?
              (nie bez powodu w "...") ?

              Ty jestes tego przykładem - zero zgorszenia, że
              ktoś po chamsku hałasuje w weekendy
              wiertarką.
              Otóz wytłumacze ci, że normalny człowiek kupi wiertarkę
              aby miec ja w tzw "tool-box'ie" obok srubokreta (na wszelki wypadek)
              aby w zaciszu swojego warsztatu/garażu coś od wielkiego dzwona czasem
              naprawic, albo zeby raz na jakis czas obraz przymocowac w mieszkaniu.
              A nie zeby samemu wykanczac mieszkanie, hałąsować, pierdziec i śmirdzieć !!!
              Dotarło ????

              To że ktos kupi sobie wiertarkę nie oznzca, że musi
              wcielić się w rolę robotnika budowlanego i w wolnych
              chwilach smrodzic innym, gdy ci chcą odpoczać np. w weekend.
              To że ze np. w Niemchech produkują dubeltowki nie prowazdi
              do wniosku, ze bedzie się strzelać
              po parku ....

              Cała idea pt "zrob to sam" moze być zastosowana przez
              jakiegoś zboka-majsterkowicza ale w domku na
              uboczu - nie w mieszkaniu.
              Tam z dala od innych niech partoli-poprawia-partoli-poprawia etc.
              Rozne są gusta - jeden woli dziwczyny inny woli oszczezdić
              5 groszy i samemu wykanczac mieszkanie. Ale nie kosztem spokoju innych !
              • varsava Sam jestes potwierdzeniem tego o czym piszesz .... 26.05.05, 14:37
                tzn. Polaka-frustrata i oszoloma bez krzty luzu (to nas w duzym stopniu
                upodabnia do Niemcow, bo juz Wlosi, czy Anglicy sa zupelnie inni)

                wiem, ze sa ludzie, ktorzy przeszkadzaja sasiadom robiac po nocach imprezy i
                nie konsultujac tego z nikim - ale zabawa w garazu z wiertarka, czy pila w
                ciesle - naprawde polecam!!!

                poza tym w bloku chyba nikt nie robi remontu przez rok, albo pol roku...

                i powtorze - mieszanie w to religii jest co najmniej nie na miejscu

                Gość portalu: daniel napisał(a):

                > Otóż w społeczeństwach o określonej kulturze
                > standardem jest nietrzyamnie psow w blokach,
                > niehałasowanie, niesmrodzenie,
                > nieśmiecenie innym petami etc.
                > I w takim społeczeństwie mieszkanie w bloku
                > jest znacznie mniejszym ryzykiem.
                > Tu - jest standard odwrotny i pelna tolerancja
                > dla takich zachowań. Pytanie - dlaczego
                > skoro rzekomo +90% to tzw. "katolicy"
                > z "dobrem', "miłoscia" na sztandrach ?
                > (nie bez powodu w "...") ?
                >
                > Ty jestes tego przykładem - zero zgorszenia, że
                > ktoś po chamsku hałasuje w weekendy
                > wiertarką.
                > Otóz wytłumacze ci, że normalny człowiek kupi wiertarkę
                > aby miec ja w tzw "tool-box'ie" obok srubokreta (na wszelki wypadek)
                > aby w zaciszu swojego warsztatu/garażu coś od wielkiego dzwona czasem
                > naprawic, albo zeby raz na jakis czas obraz przymocowac w mieszkaniu.
                > A nie zeby samemu wykanczac mieszkanie, hałąsować, pierdziec i śmirdzieć !!!
                > Dotarło ????
                >
                > To że ktos kupi sobie wiertarkę nie oznzca, że musi
                > wcielić się w rolę robotnika budowlanego i w wolnych
                > chwilach smrodzic innym, gdy ci chcą odpoczać np. w weekend.
                > To że ze np. w Niemchech produkują dubeltowki nie prowazdi
                > do wniosku, ze bedzie się strzelać
                > po parku ....
                >
                > Cała idea pt "zrob to sam" moze być zastosowana przez
                > jakiegoś zboka-majsterkowicza ale w domku na
                > uboczu - nie w mieszkaniu.
                > Tam z dala od innych niech partoli-poprawia-partoli-poprawia etc.
                > Rozne są gusta - jeden woli dziwczyny inny woli oszczezdić
                > 5 groszy i samemu wykanczac mieszkanie. Ale nie kosztem spokoju innych !
                • Gość: daniel Otoz trwa to dłuzej niz rok ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.05.05, 17:10
                  Mam kolege ktory mieszka w nowym bloku
                  na ursynowie.
                  Od ponad roku grupa debili
                  caly czas wierci - bo poprawia to co sknocili.
                  Jeden z nich ma psa jak krowe.

                  I to nie kwestia luzu tylko cierpliowsci
                  - odpoczywasz sobie w weekend a tu
                  menda ktora tez w weekend ma wolne
                  bierze wiertarke i halasuje.
                  Pozniej ci sami ludzie ida gesiego do
                  polozonego opodal kosciolka.

                  Co do mieszania religii - nie mieszam religii
                  tylko tzw. fenomenu realnego "katolika"
                  w cudzyslowiu jak zauwazyles.

                  Skoro ponad 90+ % sie deklaruje -
                  • Gość: zadziwiona... Re: Otoz trwa to dłuzej niz rok ... IP: *.acn.waw.pl 26.05.05, 21:30
                    danielu - skąd w tobie tyle nienawiści? ktoś cię skrzywdził? zalali ci
                    mieszkanie? imprezowali do rana i jeszcze grozili że jak wezwiesz policję to
                    sklepią maskę? pogryzł cie pies sąsiada? budzi cię co rano głośne sikanie
                    sąsiada rencisty? czy co...!?

                    jeśli uważasz że twoje nastawienie jest OK, to ja strasznie nie chciałabym byc
                    twoją sąsiadką, zwłaszcza gdybym miała mieć takiego sąsiada za płotem domu...

                    pokrzywdzone biedactwo... gdzie w tobie facet z jajami? może tępakom z wiertarką
                    trzeba dać po pysku (jeśli uważasz że nie stać cię na egzekwowanie swojego prawa
                    do weekendoweania spokoju i boisz się wezwać choćby straż miejską)? ja z
                    akademika (studiowałam poza Wawą) pamiętam jak z braku innych możliwości
                    chodziłam z reklamówką w której były spięte na krótko kable i wkładałam wtyczkę
                    w takie mijsce żeby s*lag trafił najbliższe trafo a nie tylko korki...

                    piszesz jakbyć żył w nie-swoim mieszkanku i bał się bronić swoich praw jak (to
                    nie żart) na filmach o "dzikim zachodzie" (przecież ursynów - bez obrazy - to
                    taki 'dziki zachód" właśnie;)
                    • Gość: daniel Spójrzcie co dziwi "zadziwoioną" oraz ww. (-; IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.05.05, 21:59
                      Zobaczcie - czy to nie najlepszy powod by
                      nie kupowac mieszkania, a dom.

                      Spójrzcie na powyzsze posty.

                      Dziką agresję wywołała kwestia trzymania psów,
                      wiercenia itp ... takie już są statystyczne warszawiaczki
                      (czyli Twoi potencjalni sasiedzi).
                      Jakiś człowieczek chciał udowadniać, że skoro sprzedaje
                      się wiartarki i są programy w tv "zrob to sam" to
                      hałasowanie jast ok.
                      Inna kobiecina wyznała, ze nie chcaiła by mnie mieć
                      za sąsiada. Wydawać by się mogło ,że każdy chciałby mieć
                      sąsiada bez psa, nie hałasującego, nie palącego.
                      Ale nie "zdziwiona" - "zdziwona" jest tym zdziwiona,
                      że można nie smrodzić i nie hałasować.

                      A więc - do autora. Jak wejdziesz między wrony to ...



                      • Gość: zadziwiona... Re: Spójrzcie co dziwi "zadziwoioną" oraz ww. (- IP: *.acn.waw.pl 26.05.05, 23:05
                        po co ty danielu zabierasz głos w temacie, jeśli nie masz NIC do powiedzenia?
                        Jestes klasycznym przykładem TROLLA, osobnika, który szuka sobie topików w
                        których można podbudować swoje poczucie własnej wartości najczęściej dając upust
                        agresji, i pisze taki osobnik posty obelżywe...

                        Statystyczne warszawiaczki...
                        Dzika agresja....
                        Kobiecina wyznała....

                        ;)

                        Niech zgadnę - jestes z jakiejś sekty, która uważa, że miasta są szatańskim
                        wymysłem, kobieta powinna spełniać małżeńskie powinności, zasuwać w kuchni i
                        przy dzieciakach a jak się wypowiada publicznie bez mężowskiej wutoryzaji to
                        najlepiej w ryj? To też tłumaczyłoby twoją niechęć wobec "katolików". Stawiam
                        dioagnozę: świadek jechowy.

                        wniosek: zrzucić ze schodów!!!
                        • Gość: daniel "Zdziwiona" zdradziła własne kompleksy (-; IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.05.05, 00:36
                          > Niech zgadnę - jestes z jakiejś sekty, która uważa, że miasta są szatańskim
                          > wymysłem, kobieta powinna spełniać małżeńskie powinności, zasuwać w kuchni i
                          > przy dzieciakach a jak się wypowiada publicznie bez mężowskiej wutoryzaji to
                          > najlepiej w ryj?

                          Nic takiego nikt tu nie pisał. To nie dyskusja o krzywdzonych kobietach.
                          Masz az takie problemy ze starym ?
                          A może po prostu stwórca poskąpił urody i tracisz
                          czas na tym forum, próbując coś zrobić ze sobą i komplesami.

                          Nie wiem co chcesz udowodnic.
                          Przeciez wszyscy wiemy, jaki jest
                          poziom kultury w warszawskich blokowiskach
                          - a ja o tym tylko przypomnialem
                          koledze rozważającemu dom czy mieszkanie.
                          Psy, wiercenia, głosna muzyka, dzieciaki puszczane samopas,
                          złom parkowny gdzie popadnie, śemici, pety na ulicy, biernosc, itd. -
                          to rzeczywistcość, ja tego nie wymyslilem.

                          Mój umysł nie jest zniewolony przez żadną ideologie, sektę itp ...
                          Jezeli ty natomiast uwazasz sie za "katoliczke" to z tym
                          poziomem inwektyw i karykaturalnym diagnozowaniem innnych
                          jako swiadków jehowy (a moze zydow (-; ) --
                          • Gość: zadziwiona... Re: "Zdziwiona" zdradziła własne kompleksy (-; IP: *.acn.waw.pl 27.05.05, 01:11
                            > poziom kultury w warszawskich blokowiskach
                            > - a ja o tym tylko przypomnialem
                            > koledze rozważającemu dom czy mieszkanie.
                            > Psy, wiercenia, głosna muzyka, dzieciaki puszczane samopas,
                            > złom parkowny gdzie popadnie, śemici, pety na ulicy, biernosc, itd. -
                            > to rzeczywistcość, ja tego nie wymyslilem.

                            ale się z tym zgadzasz - wg ciebie jest to norma? dlaczego pozwalasz na używanie
                            wiertarki w sobotę przez swoich sąsiadów? dlaczego im nie poprzeszkadzasz??? oni
                            są baerdziej u siebie niż ty??? a może to dla ciebie tylko teoria, mieszkasz
                            sobie sielsko na pięknej polskiej wsi na 10 ha i sąsiadów masz 2 km od siebie?

                            a jeśli kupisz dom i trafisz na dupkowatych chamów w sąsiedztwie - to będziesz
                            pozwalał na puszczanie rotweilera bez kagańca przez sąsiada do pobliskiego lasu
                            albo na palenie przez niego starych opon w piecu c.o.?

                            powiem ci szczerze: mój "stary" ma mieć spokój jak wraca po robocie do domu i
                            dlatego ja nie pozwolę żeby użerał się z osiedlowymi chamami, sprawia mi
                            przyjemność ich niszczenie i uważam że to esencja obywatelskiego społeczeństwa

                            pozdrawiam cię danielu
                      • varsava JA SIE NIE DZIWIE, ze daniela spotyka to wszystko 27.05.05, 15:02
                        ma on po prostu niezwykly dar do obrazania wszystkich rozmowcow - chociaz
                        jestem spokojnym czlowiekiem i dosc grzecznym, to i tak gdybym mial takiego
                        sasiada, to mialbym ochote 'zagrac mu na nosie'

                        tak w celach edukacyjnych, by sie nauczyl wspolzyc z innymi ludzmi

                        ja rozumiem, ze jest wielu uciazliwych sasiadow, ale uciazliwosc to nie tylko
                        wiercenie wiertarka, ale tez np. protestowanie przeciwko restauracji, ktora
                        jest na parterze (to akurat przejaw buractwa bardzo powszechnego np. na
                        Ursynowie i Kabatach)

                        Gość portalu: daniel napisał(a):

                        > Zobaczcie - czy to nie najlepszy powod by
                        > nie kupowac mieszkania, a dom.
                        >
                        > Spójrzcie na powyzsze posty.
                        >
                        > Dziką agresję wywołała kwestia trzymania psów,
                        > wiercenia itp ... takie już są statystyczne warszawiaczki
                        > (czyli Twoi potencjalni sasiedzi).
                        > Jakiś człowieczek chciał udowadniać, że skoro sprzedaje
                        > się wiartarki i są programy w tv "zrob to sam" to
                        > hałasowanie jast ok.
                        > Inna kobiecina wyznała, ze nie chcaiła by mnie mieć
                        > za sąsiada. Wydawać by się mogło ,że każdy chciałby mieć
                        > sąsiada bez psa, nie hałasującego, nie palącego.
                        > Ale nie "zdziwiona" - "zdziwona" jest tym zdziwiona,
                        > że można nie smrodzić i nie hałasować.
                        >
                        > A więc - do autora. Jak wejdziesz między wrony to ...
                        >
                        >
                        >
                        • Gość: daniel Co rozumiesz przez "zgarnaie na nosie" (-; IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.05.05, 15:39
                          Wyjaśnij prosze - czy zesmrodziłbys się mi
                          pod drzwiami ?
                          • varsava Re: Co rozumiesz przez "zgarnaie na nosie" (-; 27.05.05, 16:31
                            hmmm...

                            Gość portalu: daniel napisał(a):

                            > Wyjaśnij prosze - czy zesmrodziłbys się mi
                            > pod drzwiami ?
                            • varsava Re: Co rozumiesz przez "zgarnaie na nosie" (-; 27.05.05, 16:33
                              ok - odpowiem

                              byc moze ci sasiedzi, ktorzy tak denerwuja znajomego, po prostu 'graja mu na
                              nosie' :)))

                              a tak powaznie, to trzeba umiec zyc z ludzmi - i starac sie ich nie obrazac
                              • nnike Re: Co rozumiesz przez "zgarnaie na nosie" (-; 27.05.05, 23:59
                                Ha ha ha...
                                Mieszkałam w 4-piętrowym, 9 klatkowym tasiemcu. Było ich kilka, ustawionych
                                równolegle do siebie. Można było wytrzymać okupowanie bramy przez dzieciaki,
                                bawiące się w chowanego i wyklepujące się zawsze pod naszymi oknami. Można było
                                wytrzymać beznamiętne i rytmiczne walenie piłką w chodnik podczas rozmowy z
                                kolegą, ale gdy w oknie sąsiedniego bloku pojawiły się kolumny głośnikowe i
                                zaczęły dzień w dzień grać na cały regulator, tego już wytrzymać się nie dało.
                                Nie dlatego że niefajna muzyka. Nawet niezła, ale nie lubię gdy ktoś dobiera
                                repertuar za mnie, a ja nie mogę posłuchać swojego.
                                Nikt z tymi debilami nie umiał sobie poradzić.
                                Gdyby kolumny były wystawione poza okno (cytat z przemowy strażnika
                                miejskiego!), wtedy mogliby podjąć interwencję. Dopóki znajdują się w
                                mieszkaniu, interweniować nie mogą, a "zasady współżycia społecznego" liczyły
                                się za komuny.

                                Wiecie co zrobiłam?
                                Znalazłam ogłoszenie na Gratce i... wyprowadziłam się na wiochę, pod Kraków.

                                Dzięki Wam niepokorni grajkowie, dzięki Wam, złodzieje którzy włamaliście się
                                do naszego mieszkania, dzięki Wam inni złodziejaszkowie, którzy notorycznie
                                ogołacaliście nasz ukochany podokienny skalniaczek...
                                Bez Was trudno byłoby mi podjąć tę nieodwracalną decyzję.
                                A teraz jestem szczęśliwa.
                                Mam ciszę, przerywaną pomrukiem traktorów z pól, mam własne drzewka i krzewy
                                owocowe, iglaki, kwiaty i spokojnych, życzliwych zapracowanych w polu sąsiadów.
                                • Gość: mif Re: Co rozumiesz przez "zgarnaie na nosie" (-; IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.05, 00:06
                                  nnike napisała:

                                  > A teraz jestem szczęśliwa.
                                  > Mam ciszę, przerywaną pomrukiem traktorów z pól, mam własne drzewka i krzewy
                                  > owocowe, iglaki, kwiaty i spokojnych, życzliwych zapracowanych w polu sąsiadów.

                                  :D
                                  • nnike Re: Co rozumiesz przez "zgarnaie na nosie" (-; 28.05.05, 00:26
                                    No dobra...
                                    Gdy w niedzielę do wiejskich rodziców przyjadą miejskie "dzieci", wtedy słychać
                                    disco polo, ale teraz mam gdzie uciec, daleko na drugi koniec sadu :D
                                    • Gość: mif Re: Co rozumiesz przez "zgarnaie na nosie" (-; IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.05, 01:24
                                      Na szczęście nie ma w okolicy głośników, ale kosiarki żyłkowe, też skutecznie
                                      zagłuszają rozmowę. I trąbki odpustowe... Podobnie, uciekłem z miasta, chociaż z
                                      innych powodów.
                                      mif
                                      P.S. Uśmiech był wyrazem sympatii, nie przygany z "drobnych" powodów. To prawda,
                                      że póty dzban wodę nosi, póki mu się ucho nie urwie. Sumując - słuszna decyzja.
                                      Pozdrawiam mif
                                      • nnike Re: Co rozumiesz przez "zgarnaie na nosie" (-; 29.05.05, 01:34
                                        Spoko. Widziałam życzliwość w tym uśmiechu :)
                                        A dźwięk kosiarek (po kilka naraz) mam jeszcze w uszach, bo na naszym osiedlu
                                        administracja dbała o zieleń...
                                        Wszystkie wiejskie hałasy rekompensuje mi zapach ziemi, mojej ziemi :)
                  • varsava Re: Otoz trwa to dłuzej niz rok ... 27.05.05, 13:00
                    No coz, dlatego ja zawsze twierdze, ze nie ma jak wlasny dom...

                    Gość portalu: daniel napisał(a):

                    > Mam kolege ktory mieszka w nowym bloku
                    > na ursynowie.
                    > Od ponad roku grupa debili
                    > caly czas wierci - bo poprawia to co sknocili.
                    > Jeden z nich ma psa jak krowe.
                    >
                    > I to nie kwestia luzu tylko cierpliowsci
                    > - odpoczywasz sobie w weekend a tu
                    > menda ktora tez w weekend ma wolne
                    > bierze wiertarke i halasuje.
                    > Pozniej ci sami ludzie ida gesiego do
                    > polozonego opodal kosciolka.
                    >
                    > Co do mieszania religii - nie mieszam religii
                    > tylko tzw. fenomenu realnego "katolika"
                    > w cudzyslowiu jak zauwazyles.
                    >
                    > Skoro ponad 90+ % sie deklaruje -
          • Gość: derek Re: Nie dogadacie się z tzw. "katolikami" .... IP: *.fbx.proxad.net 26.05.05, 13:17
            Kolejna zlota mysl daniela !

            Podam przykład - normalny człowiek zleci wykonczenie
            firmie specjalistycznej. Ale rodzimy debil - nie !
            On kupi se wiertarkę i młotek, i w weekendy
            z ziomalem przy pywku
            bedzie partolił-poprawiał-partoplił-poprawiał
            miesiacami .... Taki debil bedzie się cieszył
            z "oszczednosci" (podobnie jak debil płacący kartą
            w sklepie za bułki i tamujacy kolejkę).
            Kult tzw. cwaniaczkowatej "oszczędnosci"
            jest tu powszechny.
            ==============================================

            Prosimy o jeszcze ;-)))


            • Gość: al9 debile nie maja 600 tysięcy na zakup IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.05.05, 13:19
              Duzo racji ale w odniesieniu do 'zwykłych" mieszkań i starych blokowisk. W
              nowych apartamentach mieszkają normalni, zwykle nie mający czasu ludzie. Oni
              przy piwku z ziomalami nic nie wiercą, tylko śpią i oglądaja tv.
              al
      • Gość: kajaba Re: apartament - czy dom? IP: *.itpp.pl 29.05.05, 14:11
        Zdecydowanie dom. Ja juz przerabialam male mieszkanie (42 m2), duze mieszkanie
        (dwupoziomowe ponad 90 m2 - mieszkalismy tam ponad 2 lata) i ostatecznie mamy
        dom. Minusy: potrzeba dwoch samochodow (jeden dla Ciebie drugi dla zony),
        dowozenie dziecka do szkoly (co prawda w okolicy i tak nie ma dobrej szkoly,
        wiec i tak bysmy dowozili), dojazd do kina/teatru, koszenie trawnika,
        odsniezanie, naprawy domu. Plusy: nareszcie jest gdzie zaparkowac (tam gdzie
        mieszkalismy pomimo wolnych garazy ludziom bylo szkoda pieniedzy na ich zakup i
        parkowali gdzie popadnie), duzo zieleni, zaden sasiad nie zakloca nam spokoju
        ani zaden nie skarzy sie, ze moje dziecko zbieglo po schodach. Za zadne
        pieniadze nie wrocilabym do miszkania nawet gdyby to byl aparatament w Melody
        House.
        • Gość: kixx Re: apartament - czy dom? IP: *.acn.waw.pl 29.05.05, 22:08
          meiszkam w dosc duzym mieskzaniu w piecioletnim budynku na bliskej(centrum) Woli
          z miejscami do parkowania nie ma problemu-jedno bylo w cenie
          mieszkania,podworko jest dosc duze miejsc do parkowania (drugi samochod)starcza
          do tej pory-nie sadze zeby nagle to sie mialo zmienic
          osiedle okolo 300 mieszkan-na mojej klatce 24 mieszkania ,dwa na pietrze
          regulamin ktorego wszyscy na mojej klatce przestrzegaja(czyzby przxypadek!??)
          pozwala na glosne prace tylko w dni powszednie od 8-ej do 20-ej
          ewentualni oporni na przestrzeganie musza sie liczyc z interwencja ochrony
          osiedla-bezposredni kontakt z kazdego mieszkania(jak na razie nie bylem
          zmuszony do korzystania z tej mozliwosci-acz raz musialem zaprowadzic sasiada
          do tablicy z regulaminem)
          dojazd do pracy-10 minut,dojazd do szkolu dziecka 3 minuty,dojazd do Centrum -
          10 minut
          w zyciu nie zamienilbym sie na domek-no chyba ze wtedy gdy przejde na emeryture
          ale wtedy po prostu przeniose sie po prostu do domku w Wildze

          ps.argument halasu jest dla mnie w ogole bezsensowny,gdyz ci ktorzy mieszkaja w
          domkach tak samo slysza odglosy wiercenia imprez i stukania mlotkiem-no chyba
          ze mieszkaja na pustyni,ale wtedy pewnie maja problem z woda
          • Gość: kajaba Re: apartament - czy dom? IP: *.k.mcnet.pl 30.05.05, 09:00
            Nie jeżeli mieszkasz w domku wolnostojącym a nie w segmencie, wtedy nie
            słyszysz wiercenia sąsiada.
            • nnike Re: apartament - czy dom? 30.05.05, 09:15
              Aaaa i sam możesz wiercić ile się da i nikt Ci nie podskoczy :D
      • Gość: mif Re: apartament - czy dom? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.05.05, 22:15
        Pod rozwagę budujących na wsi, ale blisko centrum miasta:
        serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2734261.html
      • Gość: nastolatka Re: apartament - czy dom? IP: *.aster.pl 12.06.05, 16:25
        Trafiłam tu przypadkiem, bo domami jako takimi jeszcze się nie interesuję... mam
        natomiast wielu znajomych w moim wieku (16-17 lat), którzy są wściekli na swoich
        rodziców za to, że przynajmniej do 18-tki muszą się tłuc w ciasnych i dusznych
        autobusach przez jakąś godzinę, żeby dojechać do Wilanowskiej. Za to, że nikt do
        nich nie chce przyjechać (chyba, że na większą imprezę typu Sylwester, gdzie
        można namówić rodziców na odwiezienie) - 'mamy trzy godziny, może lepiej pójdźmy
        do mnie, mieszkam niedaleko, inaczej stracimy przynajmniej dwie godziny na
        dojazd'. Znam trochę starszych, którzy już uciekli na studia do innego miasta -
        bo gdyby tu zostali, rodzice woleliby, żeby nadal mieszkali z nimi. I wiecie co?
        Egoizm dorosłych mnie poraża - bo nie chcę wierzyć, że chodzi im o celowe
        odizolowanie swoich dzieci. Nie przeczę, jakieś 10% woli domek i komunikowanie
        się ze znajomymi wyłącznie przez net. Ale reszta ma tego dość. Owszem, są
        dowożeni, a czasem i odwożeni ze szkoły. Pójście gdziekolwiek indziej urasta do
        rangi poważnego problemu - zwłaszcza, jeśli rodzice nie tylko nie mają ochoty
        robić za szoferów, ale jeszcze straszliwie boją się puszczać dzieci same (bo "w
        autobusach są pedofile", a "w pociągach dresy"). Nie mówiąc o tym, jak bardzo
        uwielbiane jest przez samych zainteresowanych wstawanie bladym świtem i wracanie
        po zmierzchu.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka