Gość: miastowy Re: Dom za miastem a dzieci IP: *.acn.waw.pl 01.04.07, 00:25 W życiu nie wyprowadziłbym się za miasto (abstrahując od posiadania dzieci). Tu mam pracę, tu załatwiam wszystkie sprawy i tu mam rodzinę/znajomych/przyjaciół. Ktoś wyżej wspominał coś o metrze. Tak się składa, że mieszkam niedaleko metra i bardzo sobie cenię to, że o dowolnej porze dnia/tygodnia mogę pojechać czy to do centrum (gdzie pracuję), czy do Kabat, nie będąc uzależnionym od własnego pojazdu (w którym i tak stałbym w korkach, a po pracy nie mógłbym wyskoczyć na piwo). Teraz w dni weekendowe przedłużyli godziny kursowania metra do późnej nocy i mogę nim wracać w piątki i soboty z suto zakrapianych imprez i nie muszę zamawiać taksówki. Jak już jesteśmy przy taksówkach, to pomyślcie, ile wydawalibyście na nocne powroty mieszkając w drugiej? trzeciej? strefie. I pomyślcie o tym, że Wasze dzieci, jak podrosną, też może będą chciały móc poimprezować ze znajomymi ze studiów itp. Oczywiście zawsze można siedzieć na imprezie o suchym pysku/soczku/herbatce, żeby móc wracać samochodem, ale nie każdemu odpowiada taka zabawa. No i na ten samochód (oraz jego utrzymanie!), żeby dziecko miało czym jeździć, też ktoś musi zarobić. Jak słusznie zauważył mój Przedmówca, dochodzi jeszcze inna kwestia: nawet przy założeniu, że wyposażymy naszą latorośl w dobre autko i będziemy w stanie przełknąć wysokie koszty paliwa, istnieje spore prawdopodobieństwo, że znajomi naszej pociechy nie będą do niej docierać z uwagi na zbyt uciążliwy dojazd (śmiem podejrzewać, że większość licealistów/studentów nie jest jednak zmotoryzowana, a nie każdemu uśmiecha się tłuc 1,5 h podmiejskim autobusem, którego stan techniczny i komfort jazdy często pozostawia wiele do życzenia). Poruszyłem w zasadzie tylko jeden, aczkolwiek z mojego punktu widzenia bardzo istotny, aspekt mieszkania tu czy tam - dojazdy w tę czy we w tę. Na koniec dodam, że bardzo lubię obcować z przyrodą, praktycznie w każdy weekend (wyjąwszy okres zimowy) wybieram się gdzieś na łono natury (czasem 20, innym razem 200 km od Warszawy), często jeżdżę na kilka dni nad jeziora czy w góry (nad morze rzadziej: zazwyczaj raz w roku), ale na co dzień chcę jednak mieszkać w mieście, nie wyobrażam sobie codziennego użerania się z korkami na dojazdówkach (a potem w samym mieście), parkowaniem itp. Lubię jeździć, ale dla przyjemności, a nie z przymusu. Pozdrawiam Miastowy, ale nie mieszczuch Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: adiunkt typowa wypowiedź walszawioka;) IP: *.echostar.pl 01.04.07, 09:32 szkoda, facet, że w swoim umyśle nie potrafisz zrozumieć, iż większość Polaków mieszka właśnie poza Warszawką czy innymi wielkimi miastami - i jest szczęśliwa żyjąc w bardziej rozbudowanych towarzysko środowiskach ludzkich niż spotkania typu "poimprezować ze znajomymi ze studiów". Mniejsze miejscowości czy wręcz wsie sprzyjają znacznie głębszym i serdeczniejszym kontaktom międzyludzkim niż imprezy za czasów studiów (a propos - nie ma lepszego miejsca na imprezy niż akademiki, a tak się zdaje, że warszawiacy w akademikach raczej nie mieszkają, nieprawdaż?? ;) Generalnie - cieszę się, że ludzie twego pokroju istnieją, bo niedobrze by było, gdyby każdy chciał się wynieść poza brudne i hałaśliwe miasto ;) PS. przestałem kupować jasne rzeczy gdy przyjechałem na studia w 1989 r. do Krakowa.. Biała kurtka po dniu łażenia między zajęciami po mieście stawała się szara... ciekawe, jak moje płuca oczyszczały się z tych pyłów i syfu unoszącego się w powietrzu. Teraz mieszkam poza miastem, pracuję 17 km od domu i nie narzekam ;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wiosna Ech ..., IP: *.as.kn.pl 01.04.07, 15:51 moim zdaniem, czepiasz się i tyle. Ja nie mieszkam w Warszawie, ale w innym dużym mieście, nie włóczę się po knajpach, ale i ja nie wyobrażam sobie mieszkania gdzie indziej. Na łonie natury, z dala od cywilizacji wypoczywam w weekendy, na co dzień wystarczy mi to, że mieszkam na cichym, spokojnym osiedlu blisko terenów rekreacyjnych i parku, do pracy czy to autem czy tramwajem jadę 15 minut (z powrotem dłużej, bo są korki, ale stoją w nich także ci, co muszą wyjechać za miasto). Nie gustuję w pracach w ogródku, grillowaniu itd. Życie na wsi jest dla mnie trochę zbyt statyczne, a w serdeczne kontakty międzyludzkie w miasteczkach już dawno przestałam wierzyć. Ale rozumiem, że wiele osób woli mieszkać za miastem. P.S. Miasto jest tak samo dobrym miejscem na wychowywanie dzieci jak wieś, tylko od nas, rodziców zależy, co im zaoferujemy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Gośka Re: Dom za miastem a dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.04.07, 15:04 Mieszkam we wsi (Strasyzn) położonej 7 km od Gdańska. Ani ja, ani moje rodzeństwo wychowywane tu od kilkunastu lat nie ucierpieliśmy z powodu braku szkoły (jest szkoła), braku poczty (jest poczta), braku apteki (jest apteka), braku rówieśników (jest mnóstwo dzieci, teraz już nawet 20 latków), braku częstego dojazdu (co 0,5 godziny kursuje autobus, zarówno do Pruszcza jak i do Gdańska). Nie wiem w czym tkwi twój problem. Mieszkanie zdala od aglomeracji mi osobiście nie wyszło na -. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ht Re: Dom za miastem a dzieci IP: *.chello.pl 02.04.07, 08:57 jak chcesz wychowywac dzieci to zalezy od ciebie jezeli jestes malo wymagajaca do dom pod miastem jest super jest ogrod dostanie pilke i niech sobie biega jezeli chcesz mu cos przekazac czegos nauczyc to odpada juzz malym dzieckiem warto chodzic na basen do kina starsze [powinno miec rowiesnikow roznorodnych z roznych miejsc i srodowisk przez to ciekawch i interesujacych duzo zajec pozalekcyjnych bo tam sie dzieciaki rozwijaja wybor szkoly jest b. wazny kiepska szkola to kiepskie studia i dalej kiepska praca itd. wychowanie madrego dajacego sobie dobrze rade w zyciu czlowieka jest trudne i mieszkanie na wsi Ci wtym nie pomoze to niznaczy ze to niemozliwe jest ale duzo trudnie a zwiekiem sil nie przybywa Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Majka Re: Dom za miastem a dzieci IP: *.eranet.pl 02.04.07, 21:47 Przepraszam, enter wziął się i wcisnął :) Ja chciałabym napisać tylko jedno: mieszkam od roku w domu pod miastem (ja mieszczuch od pokoleń) i jestem SZCZĘŚLIWA. I wszystkie problemy z tym związane nie mają po prostu żadnego znaczenia. Jestem szczęśliwa i to jest najważniejsze. Licytowanie sie kto co ma blisko, a co daleko, jest kompletnie bez sensu. Ja uwielbiam słuchac rano śpiewu ptaków siedząc na tarasie z kawą. Prócz ptaków nie słyszę nic innego. Czy zrozumie i przekona się do moich argumentów ktoś, kto CHCE mieszkać w mieszkaniu, w bloku, w mieście? nigdy. Taki ktoś będzie tylko widział wady. To samo tyczy się dzieci. Jeżeli będziesz szcześliwa w swoim domku, to ich dowożenie, odbieranie itp. nie bedzie ci spędzało snu z powiek. A dzieci jak dorosną, same podejmą decyzję, czy chcą się wybudować obok, czy kupić mieszkanie w bloku. Odpowiedz Link Zgłoś
no_nick100 Re: Dom za miastem a dzieci 02.04.07, 22:31 A Ty masz dzieci? idę o zakład, ze nie dlatego jesteś takim ekspertem. Odpowiedz Link Zgłoś
no_nick100 Re: Dom za miastem a dzieci 02.04.07, 22:29 To jest dylemat. Mocno zalezy też od tego gdzie ma byc Twój dom i czy w najblizszej okolicy są przedszkola i szkoła. O dzieci na osiedlu nie ma się co martwić; domy kupują przeważnie ludzie z dziećmi.Pewnie Twoje dzieci będą miec więcej kumpli niż na niejednym blokowisku. Dla małych dzieci duży dom i ogród to raj. Mam dwuletniego syna, który całe dnie spędza w ogrodzie, a gdy pogoda nie fajna ma naprawdę mnóstwo miejsca na wszelkie zabawy w domu. Trudno mi go sobie teraz wyobrazić w blokowym mieszkaniu, obijającego się od sciany do ściany i wypuszczanego jak z klatki na plac zabaw okupowany przez mamafię :-))) Dowożenie do przedszkola i szkoły-wszystko zależy, gdzie, jak daleko. Przypuszczam, ze i tak nie puścisz małych dzieci samopas i takze w Trójmiescie bedziesz dowoził/doprowadzał do przedszkola czy szkoły. Problem może się pojawić u starszych dzieciaków, one mają chyba w nosie przestrzeń a bardziej zależy im na towarzystwie. Ale masz ładnych parę lat, zeby się na to przygotować i znaleźć wyjście. Np. przeprowadzkę... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aniko16 Re: Dom za miastem a dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.04.07, 17:39 Dwa razy byliśmy blisko zakupu domu za miastem i chyba opatrzność baska nas uchroniła. Nawet nie było to jakoś szczególnie daleko (Mysiadło i okolice)ale na myśl że moglibyśmy tam mieszkać do dziś przechodzą nas ciarki. Na szczęście deweloper tak bardzo opóźniał się z budową (paradoksalnie było to szczęśliwe zrządzenie losu)że zdecydowaliśmy się rozwiązać umowę. Wtedy deweloper zaproponował nam kupno segmentu (skrajnego) w swojej inwestycji w Warszawie, 5 km od Pałacu Kultury. Oczywiście dużo drożej ale warto było po stokroć. Wtedy ceny nie były jeszcze tak oszalałe jak dzisiaj (9 lat temu) no i mieszkamy sobie w samym mieście w domu z wcale nie takim małym ogrodem. Na większy nie mialibyśmy czasu i siły. Osiedle jest ogrodzone, opłacamy wspólnie sprzątanie i odśnieżnie, więc i z tym nie ma zachodu. Myślęże właśnie głównie dzieci są "poszkodowane" mieszkaniem z dala od miasta, a przede wszystkim z dala od szkół, rówieśników, miejsc wspólnego spędzania czasu ...Dzieci b. szybko potrzebują towarzystwa i już dwulatkowi przystrzyżony trawniczek z huśtawką i piaskownicą absolutnie nie wystarcza. No chyba, że ktoś chce prowadzić hotel i plac zabaw dla rówieśników i ściągać ich z miasta. To zresztą też nie jest rozwiązaniem bo dowożenie dzieci może okazać się zbyt kłopotliwe dla ich rodziców. Ja nie mam zamiaru stać się kierowcą własnych dzieci ani tym bardziej cudzych. Nie będę ustawiać sobie własnego życia pod dyktando ich wyjść. Śmieszą mnie też bukoliczne opisy zdrowego trybu życia i wielogodzinnego hasania po lesie w wykonaniu tychże dzieci. Zapewniam was, że wyjście na dwór nie jest dla już kilkuletniego dziecka żadną atrakcją o ile nie ma szans na spotkanie rówieśnika - a najlepiej kilku. Właśnie dzieci odizolowane od rówieśników mają więcej szans na uzależnienie się od komputera. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pepe Re: Dom za miastem a dzieci IP: 213.17.180.* 04.04.07, 18:37 masz świętą racje, w mysiadle by dziecko nie miało dostępu do rówieśników i by sie nudziło klikając w klawiaturę. nie sądzisz, ze przesadzasz. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aniko16 Re: Dom za miastem a dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.04.07, 08:55 Przesadzam jak chodzi o Mysiadło - przyznaję rację. Akurat tam jest mnóstwo dzieci i nowych bloków. Więcej niż na naszym śródmiejskim "wypasionym", gdzie osiedlili się już raczej ludzie z dorobkiem i nieco starsi. Nam chęć na dzieci przyszła baaardzo późno. Nie przesadzam jak chodzi o komunikację; mimo że Mysiadło leży przy granicach Warszawy to jednak kilkanaście kilometrów od Centrum. Jeżeli jesteś z Warszawy to sam wiesz jakie jest dojście do Puławskiej (autobus)wąską, ruchliwą, dziurawą ulicą miejscami bez chodnika. I to minimum 2- 3 km. No i moje uwagi dotyczyły mieszkania za miastem a nie konkretnie w Mysiadle. Akurat opisywałam swój przypadek i to jak bardzo jesteśmy zadowoleni mieszkając w mieście. I ze względu na nas i ze względu na dzieci. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: falkon Re: Dom za miastem a dzieci IP: *.chello.pl 05.04.07, 12:09 Wszystko zależy od ceny. Nie każdego stać na dom za milion zł w centrum miasta. Dlatego ludzie wynoszą się poza miasto, po prostu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Sas Re: do falkon IP: *.net81.citysat.com.pl 05.04.07, 12:47 Ale to tylko PŁATNOŚĆ ODROCZONA.Cena dojazdów , straconego czasu , i innych niedogodnień w perespektywie lat -przewyższy różnice w przytaczanych przez Ciebie cenach . A dom w miescie , zawsze bedzie miał większą wartość niż poza miaste. a różnica w cenie zawsze będzie sie pogłębiac na korzyść miasta.Sas Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Anna Re: do falkon IP: *.eranet.pl 05.04.07, 16:06 Teoretycznie tak. Tylko, ze zywa twarda rata kredytu wzietego na 20-30 lat jest mimo wszystko do spłacenia i jeszcze da się nie oszczedzać na wszystkim. Ba, w ogóle można ten kredyt dostać... Można tu sobie pitu pitu o ogrodach, lasach z jednej strony a o niepowazalnych zaletach miasta z drugiej a tak naprawdę to głównie chodzi o kwestie ekonomiczne i bilans zysków i strat. Na dziś, zeby miec dom np w wawie trzeba wyłozyć koło miliona (zreszta już w takim Legionowie to staje się normalna cena). Nawet jak dostaniesz kredyt ( a do tego pensja juz powinna mieć 5 cyferek) to jest to kilka tysi miesięcznie przez całe życie. Więc trudno sie dziwić, ze ludzie wybierają dom oddalony od miasta za cenę mieszkanka. I pewnie taki trend będzie się nasilał. A, że mieszkamy w kraju, w którym nie ma dróg nie ma autostrad, przyzwoitego metra czy kolejki podmiejskiej, za to zawsze mozemy się popodniecac lustracją czy aborcją to niestety taki wybór niesie za sobą konsekwencje potężnych utrudnień w życiu. Tylko czy tak naprawdę wielu ludzi ma alternatywę? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: falcon Re: do falkon IP: *.chello.pl 05.04.07, 19:09 Też zależy co rozumiecie przez powiedzenie, że ktoś mieszka poza miastem. Jak dla mnie 15 km do centrum miasta (i np. 5 km do granic miasta) jest OK. Co innego dojeżdżać codziennie i wozić dzieci powiedzmy 40km w jedną stronę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Majka Re: do falkon IP: *.eranet.pl 05.04.07, 23:19 Nie wzięliście jeszcze jednego pod uwagę: ludzi , którzy CHCĄ mieszkac pod miastem, nie ze względów ekonomicznych. Ja CHCĘ mieszkac 30km od centrum. I choc dostałabym kredyt na dom w warszawie, to nie chcę. mało tego, nawet gdybym miała dostać za darmo, NIE CHCĘ. Jestem właśnie szczęśliwa w swojej wsi. Gdyby nie praca i możliwość zarobkowania w Warszawie, najchętniej przeniosłabym się naprawdę gdzies daleko, może Bieszczady, albo coś. Są jeszcze tacy ludzie jak ja. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: falcon Re: do falkon IP: *.chello.pl 06.04.07, 09:09 I bardzo dobrze że ludzie są różni. Każdy ma prawo mieszkać w miejscu, które mu się podoba. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Sas Re: do Majka IP: *.net81.citysat.com.pl 06.04.07, 10:37 Gdyby nie praca , gdyby nie wieksze zarobki , gdyby nie kino , gdyby nie teatr. gdyby nie przyjaciele, gdyby nie 100tys innych spraw - to ja też. Sas Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Majka Re: do Sas IP: *.eranet.pl 06.04.07, 20:52 Nie musisz mi wierzyć. Nie musisz, bo mnie nie znasz i nie masz mozliwosci zweryfikować czy napisałam tak, bo rzeczywiście tak myślę, czy bo nie stac mnie na dom w Warszawie i dlatego musiałam się wynieść dalej. Prawda? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Sas Re: do Majka IP: *.net81.citysat.com.pl 07.04.07, 11:42 Wiara nie ma z tym wiele wspólnego. Ja nie zaglądam Ci do kieszeni tylko pisze co w moim odczuciu bardziej sie opłaca .I nie chodzi tu oczywiście o wizje na dziś tylko o przyszłość.Dom w naszych warunkach buduje się na pokolenia. Sas Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ktoś Re: Dom za miastem a dzieci IP: *.adsl.inetia.pl 06.04.07, 19:45 Powiem prosto Pieprzysz farmazony.jesteś wygodnicka i swoje lenistwo usprawiedliwiasz dziećmi wstyd! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Sas Re:do ktoś IP: *.net81.citysat.com.pl 06.04.07, 20:18 A ty wolisz żyć w miarę wygodnie czy lubisz sobie życie utrudniać? Sas Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ja Re:do ktoś IP: *.chello.pl 07.04.07, 10:26 Wiesz, Sas, ty na to patrzysz ze swojego punktu widzenia i nie możesz zrozumieć że ktoś może być szczęśliwy żyjąc w Bieszczadach z dala od tego co jest dla ciebie ważne. Ja nie chciałabym tam mieszkać ale rozumiem że ktoś właśnie w takim miejscu byłby szczęśliwy i dla niego to nie byłoby utrudnianie sobie życia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Sas Re:do ja IP: *.net81.citysat.com.pl 07.04.07, 11:16 Alez ja również chciałbym mieszkac w Bieszczadach tylko ,że....- pisalem wyżej.Życie w bieszczdzkiej głuszy napewno ma swoje uroki , ale niestety ,zycie składa się głównie ze spraw przyziemnych a uroki życia to realizacja tych przyziemnych spraw przynajmniej w 70%. Sas Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: madine1 Jedna konkretna rada IP: *.aster.pl 07.04.07, 16:59 Wśród Twoich przyszłych sąsiadów są na pewno osoby w podobnej sytuacji. Wystarczy skrzyknąć się w grupie i zrzucić się na transport. Może dałoby się znaleźć jakiegoś mini-busa, który mógłby kursować 2-3 razy dziennie między waszym osiedlem a centrum miasta po wygodnej dla Was trasie, w tym także w piątek i sobotę późnym wieczorem (żeby dzieci i rodzice mogli pójść do kina/teatru/na imprezę). Zakładając, że koszt takiego kursu to 30 złotych x 2 x 30 = 1800 na miesiąc. Jak się zrzuci kilku sąsiadów, to wyjdzie Wam to może 100 złotych od rodziny, może 200... czyli niewiele w porównaniu do kosztu benzyny, taksówek i straty czasu w korkach. Wystarczy tylko dogadać się z sąsiadami. A myślę że wartość waszego domu wzrośnie dzięki temu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Greg Re: Jedna konkretna rada IP: *.knc.pl 08.04.07, 23:18 Co do tej rady - troche wątpię bo: 1. Taki bus musi WSZYSTKIM pasować godzinowo czyli albo ktoś jest poszkodowany i jest za wcześnie, albo ktoś kończy wczesniej i musi czekać itp... 2. Czy znają się tacy ludzie co pójdą na to? Moze tak, ale ciężko się zorganizować co do mniejszych rzczy a co dopiero do spraw za które trzeba płacić itp.... hmmm no nie wiem? Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Greg Re: Dom za miastem a dzieci IP: *.knc.pl 08.04.07, 23:13 Nie przeczytałem wszystkich wypowiedzi, więc mogę powtórzyć za kimś, ale dodam też od siebie... Proszę zauważyć rówież taki problem: Mówisz o tym że będziesz wozić dzieci do szkoły, na zajęcia etc. Prosze zauważ 2 rzeczy: 1. Co będzie kiedy dzieci będą miały 15,16,17,18,19 lat? Zakładam że mieszkaja z wami - wtedy jest to dal nich dosyć uciążliwe. JA mieszkałem z rodzicami 35km. od Warszawy i dojeżdzałem do liceum 4 lata i na studia 3 lata (potem coś wynająłem). wtedy przyzwyczaiłem się ale przyznam z perspektywy czasu że to była mordęga. Rodzice nie mogli mnie wozić (poza tym nie chciałem żeby mnie wozili - uczeń lub student, którego rodzice wożą do szkoły/na uczelnię??), więc zostały dojazdy - 2 km do przystanku "z buta" potem 1 godz. do 3godz. (w godz. szczytu) PKSem do Wawy. I co taki "młodzieniec" ma zrobić - umawia się z dziewczyną, idzie na impre do kumpla i co - ostani PKS wraca o 22:00 więc albo wychodzi z impry w najlepszym momencie albo nie idzie wcale albo rodzice go grzecznie odbieraja z imprezy (1 - wstyd (tak-dla takiego nastolatka to wstyd) 2 - wy musicie jechać po niego w nocy). Nie mówić już o zajęciach dodatkowych - jak miałem angielski o 19:30 to najpierw kilka godzin czekania "na mieście" (po zajęciach) a potem powrót w nocy do domu... 2. Czy zawsze bedziecie pracować tam gdzie się będą uczyć wasze dzieci? Za rok czy nawet 8 - 10lat - może stracicie/zmienicie pracę - czy wtedy ktoś specjalnie bądzie je woził (jeżeli będzie miał czas), czy zmienią szkołę (co nie jest chyba fajne)? No i dorzucę jeszcze jedną rzecz: spotkania z kolegami (np. kino)... Problemy podobne jak w/w... Nie chcę cię zniechęcić do domu... Sam jestem na etapie dacyzji: kupna mieszkania lub budowy domu i zastanawiam się właśnie nad tym problemem. Sam to przeżyłem i chciałbym moim dzieciom ułatwić... No ale coś za coś - albo 45m2 w bloku albo 100m2 i działeczka. :) Pozdrawiam i życzę powodzenia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wiktorynka A ja w drugą stronę IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.04.07, 09:09 Nie czytałam wszystkich wypowiedzi i nie wiem czy ktoś tak zrobił, ale ja właśnie ze względu na dzieci wyprowadziłam się do miasta. Dom pod Krakowem 20 km i dwójka dzieci to był koszmar. Teraz jest tak kupiłam i wyremontowałam kamieniczkę w centrum Krakowa -10 min do Adasia na rynku, dzieci chodą do szkół spacerkiem, a ja dojeżdżam do pracy 10 min. Dzieci chodzą do prywatnych szkół gdzie maja opłacone to co trzeba, dodatkowe zajęcia językowe, sportowe itd. Zabieram dzieci ze szkoły ok 16-17 i do 20 mamy czas tylko dla siebie. Dom na wsi został i jeździmy na weekendy jeżeli nam się akurat chce. Moja rada jedno i drugietzn. mieszkanie w tygodniu w mieście a weekendy na wsi ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
zlota.kaczka Re: Dom za miastem a dzieci 10.04.07, 11:34 Wychowałam się na wsi (30 lat). Obecnie /rok/ mieszkam w bloku /jestem w trakcie budowy domu (na wsi)/. Biorąc pod uwagę wszystkie za i przeciw Forumowiczów (każdy ma swoje dobre argumenty) oraz swoje doświadczenia uważam, że MIESZKANIEC BLOKU JEST W PEWNYM SENSIE BEZDOMNY - M + BALKON. Amen. Każdemu inaczej leży, jednemu Wielkanoc drugiemu Boże Narodzenie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lazar Re: Dom za miastem a dzieci IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.04.07, 15:04 To i ja dorzucę swoje trzy grosze. Mieszkamy natenczas w Kraku, na osiedlu strzeżonym, wybudowanym pod koniec ubiegłego wieku (1998-2000r). Czyli tzw. nowa, jakże prestiżowa lokalizacja ("enklawa") (cytaty z gratka.pl z ofert sprzedaży mieszkań tamze:>) Plusy to wszędzie blisko (geograficznie) - i w zasadzie tyle albowiem: Dojazd: tak jak pisałem, geograficznie blisko do centrum ale jako że całe miasto jest rozkopane i tak stoi się w korkach. Znajomi którzy mieszkają po wioskach okolicznych jadąc tą samą drogą co ja ze swojego mieszkania mają deltę czasową w stosunku do mnie 20 minut (czyli zajmuje im dojazd całe 20 minut dłużej w jedną stronę). Większość czasu stoi się w tych samych korkach na alei 29 listopada. Sąsiedzi: w ciągu siedmiu lat diametralnie zmienili się mieszkańcy. Gro ludzi którzy kupili tutaj mieszkania posprzedawało i powynosili się gdzieś indziej. O ile na początku się trochę z ludźmi znało, było naprawdę ok, teraz nie ma co liczyć na "pomoc" i w razie czego, bo i tak są to obcy sobie ludzie. Do tego dochodzą mieszkania na wynajem. Do mieszkań w klatce obok wprowadzili się studenci i często slychać basowe umcyk, umcyk, umcyk (imprezy) do drugiej w nocy (u nas i tak słychać tylko dudnienie, współczuje sąsiadom którzy mieszkają obok - zresztą imprezy się kończyły kilkakrotnie awanturami). Ale ponieważ jest ogólne schamienie więc nikt się raczej empatią nie wykazuje - zresztą za rok będą inni i znowu będzie to samo. Za scianą wprowadził się sąsiad namiętnie uczący się grać na gitarze (zeby mu to jeszcze wychodziło :-/). Sąsiad nad nami jak jest (często go nie ma chwała bogu) ma zwyczaj ustwiania potencjometru na max w swoim telewizorze (moze jest przygłuchawy...), także zdarza się, iz w swoim telewizorze mogę wyłączyć dźwięk a i tak wszystko słyszę (wiadomości, fakty, wczoraj np. Lisa można było posłuchać). Aha, jeszcze ostatnio wprowadzili się azjaci (firma wykupiła/wynajęła mieszkanie dla pracowików)- ale oni są spoko, wydzierają się na siebie tylko do 22.30 :) powoli już zaczynam łapać ich język :P Akustyka nowych bloków jest fatalna czyli znakomita - słychać wszystko z każdej strony a także dwie klatki dalej... Najlepsi jednak są mieszkańcy (kilku takich naliczyłem), którzy prowadzą własny biznes chyba gastronomiczny - wieczorami tajemnie podjeżdżają pod śmietnik i wyrzucają cichaczem wory ze śmieciami :) efekt jest do przewidzenia po tygodniu :) Plac zabaw dla dzieci - dzieciaki biegają z piłką bo betonowym parkingu :/ Jest kawałek trawki zielonej gdzie ludność tejże "enklawy" wyprowadza rano swoich czworonożnych przyjaciół na załatwienie potrzeb fizjologicznych. Trawnik ów jest permanentnie zasr..ny O miejscu na zaparkowanie samochodu przyjechawszy po 19tej można zapomnieć, trzeba wyczyniać ekwilibrystyki pomiędzy krawężnikiem i śmietnikiem. Bramka wjazdowa na owe zamknięte osiedle jest już od jakiegoś czasu popsuta i otwarta na ościerz (no bo co - administracja będzie co miesiąc ją naprawiała ?:>) Często sobie przychodzi ludnośc z okolicznych blokowisk posiedzieć na ławeczce, wychylić kilka puszczeczek piwka. Rzeczywiście bezpieczeństo jak cholera. Większość sąsiadów ma generalnie wszystko w dupie (w końcu oni tylko albo wynajmują, albo mieszkają tu chwilowo - więc po co dzwonić do administracji że coś się zpieprzyło, skoro inni zadzwonią, he ?) Ja zresztą też zacząłem od pewnego czasu mam to wszystko tam gdzie oni - albowiem przed wakacjami dzięki bogu się z tamtąd wynoszę i przeprowadzam się do bliźniaka za miasto. Wszystkim poszukującym i zastanawiającym się zyczę udanych wyborów L. Odpowiedz Link Zgłoś