Forum Dom Dom
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Dom za miastem a dzieci

    22.03.07, 08:53
    Chcemy kupić dom na osiedlu które jest oddalone o około 15 km od aglomeracji
    (trójmiasto). Sęk w tym że mamy 1,5 roczne dziecko, a za jakiś czas
    chcielibyśmy mieć jeszcze jedno (przynajmniej jedno). Jednak ja mam troche
    obaw co do tego jak w niedalekiej przecież przyszłości będzie to wpływało na
    dzieci, bo chociaż samo osiedle jest w pięknej okolicy (las, jeszioro, tereny
    rekreacyjne) to jednak do przedszkola, potem szkoły trzeba będzie je wozić...
    Poza tym obawiam się o kontakty dzieci z rówieśnikami - na osiedlu zapewne
    będą, ale żeby mogły się spotkać ze znajomymi ze szkoły będziemy musieli je
    dowozić....
    Jakie są wasze doświadczenia w tym temacie ???
    Obserwuj wątek
      • Gość: rym Re: Dom za miastem a dzieci IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.03.07, 09:36
        było o tym tysiąc razy na tym forum.
        streszczenie:
        zwolennicy domów powiedzą, że to sama przyjemność dowozić dzieci bo dzięki temu
        więcej czasu się z nimi spędza (co najmniej 2h w samochodzie), lubią stać w
        śmierdzących korkach, lubią wdychać czad z pieca węglowego sąsiada, są bardziej
        wysportowani (praca w ogródku) i zahartowaniu (oszczędność na ogrzewaniu). Ale
        własny ogródek i dom to wszystko rekompensuje, a zresztą w blokach lub
        kamienicach mieszka plebs. normalni mieszkają w domach (segment też jest uważny
        za dom). Na starość, jak odchowają dzieci, mają zamiar się przeprowadzić do
        miasta, a dzieciom zostawić dom.

        zwolennicy mieszkań w mieście powiedzą, że mają dzieci, że nie wyobrażają sobie
        stania w śmierdzących korkach 2h dziennie. lubią mieć teatr pod nosem (nie
        wiadomo po co, skoro w/g statystyk polak prawie z tego nie korzysta), koszenie
        trawnika i odśnieżanie podjazdu to dla nich największy koszmar (chociaż nigdy
        tego nie robili), lubią sobie pochodzić "na krótki rękaw" w zimie po
        mieszkaniu, nie przeszkadzą im odglosy probelmów gastrycznyh sąsiada. Na
        starość, jak odchowają dzieci, mają zamiar się przeprowadzić na wieś, a
        dzieciom zostawić mieszkanie.

        To mniej więcej tyle... :-) pozdrawiam
        • Gość: rym Re: Dom za miastem a dzieci IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.03.07, 09:42
          i jeszcze jedna ważna sprawa:
          posiadacze domów zawsze znają znakomite skróty i objazdy, dzięki czemu są w
          stanie dotrzeć w każde miejsce w przeciągu 15-20min.

          posiadacze mieszkań zawsze mają super komunikację (prawie wszyscy mieszkają
          przy metrze), dzięki czemu są w stanie dotrzeć w każde miejsce w przeciągu 15-
          20min.
              • mam6lat Re: Dom za miastem a dzieci 22.03.07, 17:16
                a dklaczego masz wozić dzieci do wielkiego miasta?
                szukając przez ostatni ro swojego kawałka ziemii wiedzielismy z mezem jak fajne
                bywaja czest wiejski i małomiasteczkowe szkoły (gminy wiejskie dostaja wielkie
                fundusze na budowe szkoł, boisk, wyposażenie)
                rozmaiwłąm tez z siostra - nauczycielką (robi teraz kolejne podyplomówki)
                i twierdzi, ze teraz najwiecej płaca w szkołach wiejskich, nauczyciele sa
                zazwyczaj młoda ekipa dostająca kasę i zachete do dalszego studiowania
                i eksta pieniadze na zajecia pozalekcyjne;
                ja dzieci wozić do miasta nie zamierzam (mam nadzieję, ze do czasu gdy maluchy
                dorosna bedziemy juz zyli na wsi)
                mam tez nadzieję, ze plany życiowo-budowlane am sie nie pokomplikuja
                i ze chlopców nie bede musiała posyłać do warszawskiej szkoły - gdzie sa badny
                chuliganski pod szkoła i w szkole, narkotyki i kradzieże
                • ann65 Re: Dom za miastem a dzieci 28.03.07, 20:53
                  My również kilka lat przenieśliśmy się na wieś - 20 km od warszawy na
                  południe,mieliśmy dylemat gdzie posłać córke do przedszkola i
                  zdecydowaliśmy ,że będzie chodziła do przedszkola na miejscu,przedszkole
                  znajdowało się przy kościele ,było to przedszkole integracyjne,uczęszczały tam
                  dzieci od roku (wraz z mamami )do pięciu lat.Starsze dzieci pomagały zajmować
                  się młodszymi,gdy maluchy spała,starsi mieli zajęcia.Codziennie dzieci miały
                  zajęcia w lesie- po kilku tygodniach córka umiała nazwać większość roślin w
                  lesie.Dzieci przebywały bardzo długo na świeżym powietrzu,prawie wogóle nie
                  chorowały,w tym samym czasie moja sąsiadka woziła swoje dzieci na ursynów,bo
                  nie chciała ,żeby jej dzieci integrowały się z dziećmi ze wsi.Następnie córka
                  poszła do zerówki i podstawówki też na miejscu,nigdy nie było problemów
                  wychowawczych ,w przeciwieństwie do dzieci sąsiadów którzy na zmienę wozili
                  dzieci do warszawy.Wielokrotnie zmieniali dzieciom szkoły wreszcie przenieśli
                  do Piaseczna i tam chłopcy skończyli podstawówkę.Nastepnie posłaliśmy córkę do
                  gimnazjum sportowego w warszawie,i miałam obawy czy poziom nie będzie dla niej
                  za wysoki,obawy były zupełnie bez podstaw ,szybko zintegrowała się z nową
                  klasą,uważam że mieszkanie na dalekich obrzeżach wawy ma tylko same plusy,w
                  wyjscie do teatru staje się wtedy przyjemną wyprawą .
                  • olafinek Re: Dom za miastem a dzieci 29.03.07, 11:09
                    > wyjscie do teatru staje się wtedy przyjemną wyprawą<
                    masz rację - ja pochodze z miasteczka 40km od w-wy i przez całe dziecinstwo
                    wielka atrakcja dla mnie i siostry były wycieczki z mama do teatru.....moje
                    warszwskie dzieci tak czesto nie wychodzą;
                    skonczyłam studia i nigdy nie miałam poczucia pochodzenia z gorszego swiata, a
                    juz zupełnie nie czułam sie niedouczona; mało tego w przeciwieństwie do
                    warszwskich koleżanek miąłm komfort mieszkania wsród sasadów, krórzy byli
                    ciociami i wójkami (do dzis tak do nich mówie), miałam bezpieczne podwórko z
                    własną, czystą piaskownicą i ogródkiem
                    i ani w szkole, ani w kosciele, ani na ulicy nie byłam anonimowa dziewczynką
          • aga1000 Re: Dom za miastem a dzieci 24.03.07, 20:14
            Naprawdę świetne!!! w zasadzie podsumowałeś jakies 70% dyskusji na tym forum. Ekstra

            Gość portalu: rym napisał(a):

            > i jeszcze jedna ważna sprawa:
            > posiadacze domów zawsze znają znakomite skróty i objazdy, dzięki czemu są w
            > stanie dotrzeć w każde miejsce w przeciągu 15-20min.
            >
            > posiadacze mieszkań zawsze mają super komunikację (prawie wszyscy mieszkają
            > przy metrze), dzięki czemu są w stanie dotrzeć w każde miejsce w przeciągu 15-
            > 20min.
        • Gość: Jasmin711 Re: Dom za miastem a dzieci IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.03.07, 11:03
          Widzę że nie zrozumiałeś mojego pytania - ja się nie pytam o plusy i minusy
          mieszkania za miastem, bo te znam dokładnie. Wyraźnie chyba tam napisałem że
          mam obawy co do dzieci..... więc nie wiem po co piszesz o pracy w ogródku,
          czadzie z komina sąsiadów czy odśnieżaniu.
          Proszę najpierw przeczytać powoli, ze zrozumieniem, a potem odpowiadać (albo
          nie odpowiadać ;-)
          Pozdrawiam
          • Gość: rym Re: Dom za miastem a dzieci IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.03.07, 11:30
            a rzeczywiście, masz rację, zagalopowałem się.

            no to odpowiadając konkretnie:
            Co do dzieci to dasz radę. nie tacy dawali i nie tacy dadzą radę. Zobacz jak na
            wsiach się pięknie chowają dziatki - zdrowe, rumiane, "niealergiczne", nie
            skażone tym wielkomiejskim syfem (klabing, narkotyki, sex&violence). Jeśli
            dzieci to tylko w domku za miastem.
            Czy taka odpowiedź jest dobra?
            • Gość: Sas Re:do jasmin IP: *.net81.citysat.com.pl 22.03.07, 11:51
              Wypowiedź rym oczywiście bardzo fajna , no ale do rzeczy.Dwoje dzieci /
              conajmniej / różne godziny rozpoczęcia i kończenia nauki - co wtedy? Dodatkowe
              fakultety/ języki , itp/ co wted? Spodkania towarzyskie / urodziny, imieniny,
              inne imprezki , itp/ -co wtedy? Basen , klub sportowy,itp/ co wtedy? . Dzieci
              wychowywane na wsi zawsze będą ciut mniej ''rozgarnięte'' od dzieci wychowanych
              w miescie./ pomijam oczywiści sprawy patologiczne/.Osobiście mam dom i widze
              różnice pomiędzy dziećmi które wychowuja sie a domu a dziecmi z ''bloków''. Sas
              • monsiu73 Re:do sasa 22.03.07, 12:06
                no facet,teraz to pojechałeś po całości.Wychowałam się w małym miasteczku bez
                dostępu do basenu,teatru pod nosem i hipermarketów i absolutnie nie czuję
                się "mniej rozgarnięta" od rówieśników z dużego miasta i blokowisk.Co za
                brednie wypisujesz,że dzieci z prowincji są "głupsze" od blokersów?
                Puknij się w czoło.
                Tak się sklada,że "rozgarnięcie" dzieci zależy głównie od ich rodziców,a nie od
                miejsca zamieszkania.
                Jeśli widzisz róznice między dziecmi z "domów" pod miastem i z bloków tylko na
                podstawie ich adresów,to jesteś chyba właśnie takim mało rozgarnietym ex-
                dzieckiem.
                • Gość: rym Re:do sasa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.03.07, 12:29
                  taka mała dygresyjka:
                  osoby "mniej rozgarnięte" nigdy nie czują że są mniej rozgarnięte bo sobie po
                  prostu nie zdają z tego sprawy. tak to już jest.
                  tak jak osoby głupsze (np. z małym IQ) nie zdają sobie sprawy że są głupsze.
                  natomiast w drugą stronę jest to możliwe, czyli osoby mądre (czy "bardziej
                  rozgarnięte") zdają sobie sprawę że są mądrzejsze od tych głupich. A zdają
                  sobie z tego sprawę tylko i wyłącznie dlatego że są mądrzejsze.
                  wszyscy ludzie na świecie myślą, że są mądrzy i rozgarnięci.

                  można to też porównać do słuchania muzyki. każdy z nas słucha tylko dobrej
                  muzyki, niezależnie czy jest to poważna, metal, jazz, techno czy polodisko.
                  podobnie z książkami i filmem - każdy z nas lubi dobry film lub dobrą książkę,
                  niezależnie czy jest to grochola, wiśniewski czy np. "niszowe argentyńskie
                  dzieła wybrane".
                  podsumowanie: głupcy nie wiedzą, że są głupcami, mądrzy wiedzą że są mądrzejsi
                  od głupców.
                  • Gość: Lucusia Re:do sasa IP: 212.244.186.* 28.03.07, 08:55
                    Niestety - juz Kartezjuz odkrył, że "rozsądek jest rzeczą najsprawiedliwiej podzieloną na świecie(...), kazdy uważa, że ma go dosyć". Tak więc piekny dowód wydaje się niestety podważony.:)
                    A co do rozgarniecia dzieci...to jednak zależy wyłącznie od rodziców. ja mieszkam kilkanaście kilometrów za miastem, dzieci podstawówe skończyły na wsi, do gimnazjum jeżdżą z nami do miasta. Zreszta tak, czy inaczej dojeżdżałyby, bo chodzą do jednej z najbardziej renomowanych szkół.Obydwoje sa juz olimpijczykami. I to tyle, jeśli chodzi o "rozgarnięcie".
                    Chodzą na treningi,na próby teatralne, ze znajomymi do kina, na urodziny. Fakt, że rodzice się "poświęcają", tj. robimy akurat wtedy zakupy czy umawiamy się na kawę, gdy mają zajęcia popołudniowe. Dotyczy to raczej mamy, bo tata jest pracocholikiem i jest zachwycony, jak może "legalnie" posiedzieć dłużej w pracy.
                    Dodatkowym, dla mnie pozytywnym, elementem jest to, że mieszkając w domku maleństwa moje znacznie więcej się ruszają. Mam porownanie, bo wcześniej mieszkaliśmy w mieszkaniu. Mnie się teraz bardziej podoba. Moim dzieciom też.

                    • Gość: rym Re:do sasa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.03.07, 11:32
                      " Tak więc piekny dowód wydaje się niestety podważony.:)" - tak myślisz?
                      A mi się wydaję, że wręcz przeciwnie, że mój piękny wywód został przez ciebie,
                      a właściwie przez Kartezjusza potwierdzony. A gwoli ścisłości, żeby już oddać
                      sprawiedliwość, to mój wywód potwierdza cytowane przez ciecie kartezjuszowskie
                      odkrycie.
                  • Gość: Stephen Re:do sasa IP: 213.17.149.* 28.03.07, 09:22
                    Rym - naprwdę zgadzam się w 100 % - a propos - rzadko się zdarza,żebym
                    przeczytał coś niebanalnego na jakimkolwiek forum. Ja również wychowałem się w
                    większym mieście i nie chcąc nikogo urazić naprawdę zauważam różnice
                    w "rozwoju" pomiędzy ludżmi z małych miasteczek/wsi a zwłaszcza aglomeracji
                    miejskich. Nie chcę komentować, czy to różnice na lepsze/gorsze ale są.

                    • p.o.box.77 do ryma 30.03.07, 10:17
                      u mnie na wydziale polibudy najlepszymi studentami byli ludzie z poza warszawy,
                      reszta [z małymi wyjątkami] w zasadzie nie wiedziała co tam robi.

                      nie wszyscy byli wybitnymi geniuszami, nie wszyscy, ale ludzie z poza wraszawy
                      znacznie bardziej przykładali się do nauki. tyle.

                      mój siostrzeniec przeprowadził się z rodzicami do podwarszawskiego grodziska, z
                      ursynowa...

                      niestety trafił na wąskie grono b. niewłaściwych przyjaciół..

                      nie wszystko jest białe i czarne, a stereotypy są prymitywne.
                      • Gość: rym Re: do ryma IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.03.07, 14:13
                        do p.o.box.77
                        właściwie to dlaczego te słowa są skierowane do mnie bo nie bardzo rozumiem,
                        (może dlatego, że nie jestem zbyt rozgarnięty:-)).

                        czy ja gdziekolwiek wypowiedziałem się na temat "lepszości" dziatków wiejskich
                        nad miejskimi i odwrotnie?
                • aga1000 Re:do sasa 24.03.07, 21:05
                  A to bardzo ciekawa teoria, ze dzieci wychowywane na wsi są mniej rozgarnietę od
                  tych miejskich, prawda? Zaryzykuję twierdzenie, ze te nierozgarnietę mają równie
                  nierozgarnietych rodziców... Przepraszam Jasmin za odbieganie od tematu ale tak
                  mi sie przypomiało moje kuzynostwo, dwoje dorosłych już ludzi, którzy wychowali
                  się na strasznie zapadłej wsi. Ich rodzice (obydwoje po dwa fakultety) byli tam
                  nauczycielami. Kuzyn jest znakomitym lekarzem, z wielką wiedzą, empatią i
                  ciepłym podejsciem do pacjentów, kuzynka humanistką. Jakoś dali radę, a
                  mieszkali na wsi prawdziwej, nie takiej "podmiejskiej".

                  monsiu73 napisała:

                  > no facet,teraz to pojechałeś po całości.Wychowałam się w małym miasteczku bez
                  > dostępu do basenu,teatru pod nosem i hipermarketów i absolutnie nie czuję
                  > się "mniej rozgarnięta" od rówieśników z dużego miasta i blokowisk.Co za
                  > brednie wypisujesz,że dzieci z prowincji są "głupsze" od blokersów?
                  > Puknij się w czoło.
                  > Tak się sklada,że "rozgarnięcie" dzieci zależy głównie od ich rodziców,a nie od
                  >
                  > miejsca zamieszkania.
                  > Jeśli widzisz róznice między dziecmi z "domów" pod miastem i z bloków tylko na
                  > podstawie ich adresów,to jesteś chyba właśnie takim mało rozgarnietym ex-
                  > dzieckiem.
              • Gość: Atr Re:do jasmin IP: 89.174.79.* 27.03.07, 20:39
                Proszę bardzo.
                Dwoje dzieci (4 i 7 lat), dom za miastem, 20 km od miejsca pracy (ja), 35 km
                (żona). Jedno dziecko w przedszkolu, drugie w szkole. Szkoła sportowa (taniec,
                2 godziny zajęć sportowych dziennie). Dodatkowo oboje dzieci angielski. Imprezy
                i spotkania? Sama bajka. Do córki przyjeżdżają koleżanki, zostają na noc
                (maksymalnie 3 sztuki, ale w razie konieczności zmieści się więcej), impreza w
                domu dla 15 dzieci bez problemu. Córka jeździ do swoich koleżanek, też czasami
                nocuje. Nie tylko w weekendy ale też w tygodniu
                Przez jakiś czas lekcje pływania dla obojga dzieci, niestety z powodu choroby
                syna przerwane. Wcześniej jeszcze zajęcia z baletu i tańca (na wyraźną prośbę
                córki, przerwane, gdy poszła do szkoły)
                Czasami pewne kłopoty logistyczne ale dwa samochody rozwiązują większość z nich.
                Timeline:
                Wstajemy 6.15, 7.15 wychodzumy z domu, po drodze syn do przedszkola, córka do
                szkoły. Czas przejazdu z wysadzaniem dzieci - max 40 min (pomijam sytuacje
                ślizgający się TIR na drodze w zimie).
                Dzieci odbieramy około 15-16, zajęcia dodatkowe (angielski) mają od 16-17, raz
                w tygodniu.
                Służba zdrowia:
                Lekarz "wioskowy" tragiczny, ale nie jest to reguła. Dzieci leczymy
                prywatnie "w mieście". Czas dojazdu do lekarza - 40 min. Pogotowie dojeżdża
                szybko, przetestowane niestety (mały wypadek w domu).
                Konkluzja (własna):
                Przez całe życie mieszkałem w bloku. NIGDY bym już tam nie wrócił. Oczywiście
                każdy ma swój sposób a życie. Ja nie żałuje przeprowadzki. Absolutnie się nie
                zgadzam z tezą o rozgarnięciu skorelowanym z miejscem zamieszkania. Ważniejszy
                jest światopogląd rodziców i wychowanie. Mieszkanie na wsi może natomiast pomóc
                odizolować od wielkomiejskich patologii.
              • Gość: Goska Re:do jasmin IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.04.07, 15:11
                Jestem dzieckiem wychowanym w bloku, gdzie tryumfuje patologia w każdym możliwym
                do wyobrażenia aspekcie. Jednakże forumowiczu nie dostrzegam u siebie "różnicy w
                wychowaniu". Raczej wg Ciebie powinnam stoczyć się na dno, nie studiować, mieć w
                głębokim poważaniu rodziców, stać pod sklepem i czekać z butelką piwa na sądny
                ostateczny dzień.
                Wiedz, jak bardzo sie mylisz.
                Wszytsko zależy od WYCHOWANIA i RODZICÓW.
                Tylko trzeba to zrozumieć, a nie wprowadzać niesprawiedliwe podziały.
          • Gość: Betel Re: Dom za miastem a dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.03.07, 07:47
            Dzieci dadzą sobie radę wszędzie. Na wsi szkoły nie są złe. Poziom jest
            porównywalny, a nawet lepszy czasami. Wychowałam dzieci na wsi..obecnie chodzą
            do miastowych szkół. Dojazdy jakoś przełknęły. W autobusach jest wesoło. Małe
            dzieciaki dowożą specautobusy. Dzieciaki sa komunikatywne i nie maja kompleksów
            w zwiazku z chowaniem sie na osiedlu. Poza tym żadne miastowe dzicko nie moze
            sie pochwalic spedzaniem na swiezym powietrzu paru godzin dziennie. Osiedlowa
            społeczność jest troche wścibska,ale ma to swoje zalety. Dzieciaki są pilnowane
            nawet przez sasiadów...Po latach spedzonych w takiej społeczności mozna
            pochwalić sie życiem jak w rodzinie. Nie jest żle.Przedszkola tez czasami bywaja
            pod nosem, nie są przepełnione..no i to świeże powietrze bez smogu!
          • Gość: gość Re: Dom za miastem a dzieci IP: *.eranet.pl 01.04.07, 22:28
            Jasmin: Przeprowadziliśmy się z centrum dużego miasta na wieś. Zrobiliśmy to
            właśnie dla dzieci. Mamy ich dwoje.
            Powodów było kilka:
            1. Zdrowsze powietrze.
            2. Zdrowsze relacje międzyludzkie.
            3. Dzieci muszą mieć bezpieczne miejsce do zabawy (jakoś blokowe place zabaw do
            mnie nie trafiają)
            4. Nie ma sąsiadów robiących party o 3 nad ranem.
            5. Blisko na łono natury.
            Z jednym dzieckiem to jeszcze można w bloku.. ale jak dwoje to już inksza
            inkszość. Po prostu w mieszkaniu każdy włazi sobie na głowę a w domu jest
            spokojniej, wiecej przestrzeni. Jeśli chodzi o dojazdy to przecież jak się
            ogląda nieruchomość to też się zwraca uwagę na całą infrastrukturę, czyli
            właśnie drogi dojazdowe, sklepy w okolicy, przedszkola, szkoły, biblioteki,
            komunikację słowem wszystko co może być potrzebne. Bo po co komu domek na
            zad.... z którego się w zimie nie da rady wyjechać? Można przecież wybrać coś w
            dogodnej lokalizacji. Nasza wieś ma wszystko co potrzeba. W zasadzie nie ma po
            co jechać do centrum. Czasem do kina czy teatru, raz na tydzień wielkie zakupy w
            hipermarkecie 10 km dalej. Odnośnie znajomości.. Nasze dzieci szybko połapały
            kontakt z rówieśnikami z okolicy. NIGDY nie wrócę do miasta. Nie warto.
            Generalnie komfort jest większy we własnym domu. Ktoś pisał że w zimie nie można
            w krótkim rękawku po domu, a właśnie że można bo tutaj się samemu wyznacza
            temperaturę ogrzewania. Jak ktoś lubi to pustynię też się zorganizuje. ;)
            Nie widzę absolutnie żadnych minusów mieszkania w domu, a tylko plusy.
            Wychowałem się w centrum miasta, potem mieszkałem na osiedlu i żadnego z tych
            etapów nie życzę dzieciom.
      • monsiu73 Re: Dom za miastem a dzieci 22.03.07, 12:00
        rym to świetnie podsumował,nic dodac,nic ująć. On przecież odpowiedział na
        Twoje pytanie zadane w pierwszym poście.Nie przekonasz się, dopóki nie
        spróbujesz sam,jak to jest.Każdy powie Ci coś innego.Moje doświadczenia-
        codziennie mąż zawozi dziecko do żłobka,23 km.Mieszkamy pod W-wą.Lekko nie
        jest,bo żłobek znajduje się w dosyć kiepskim komunikacyjnie miejscu,ciągle
        zakorkowanym.Mąż jeździ opłotkami i dojazd zabiera mu pół godziny,do 40 min.
        Żłobek jest blisko pracy męża,mojej również, chociaż teraz siedzę na
        macierzyńskim i prawie nie ruszam się z domu.
        Ale dla mnie to nie stanowi problemu,żeby małego dowozić.W mieście też trzeba
        by go dowieźć do szkoły,przynajmniej przez pierwsze lata podstawówki,bo nie
        wyobrażam sobie,żeby sam jechał tramwajem lub autobusem.Więc jaka to róznica?
        stanie w mieście w korku 30 min,czy dowóz spod W-wy w takim samym czasie?
      • Gość: Tomek Re: Dom za miastem a dzieci IP: *.chello.pl 22.03.07, 12:08
        Mieszkając za miastem na pewno wcześniej czy później napotkasz problemy z
        którymi w mieście łatwiej sobie poradzisz. Nie wiem czy pracujesz, jeżeli tak
        to pierwszym problemem może być wybór przedszkola/szkoły. Jaki jest
        poziom "wiejskich" szkół powszechnie wiadomo. Wysyłając dziecko do takiej
        szkoły siłą rzeczy skazujesz je na gorsze wykształcenie. Do tego dochodzą
        problemy logistyczne. Pracując w mieście i wysyłając dziecko do takiej szkoły
        musisz zapewnić mu opiekunkę, która będzie je odbierać, dopilnuje odrobienia
        lekcji, etc. Szansa na to, że Ty skończysz pracę i dojedziesz do domu zanim
        dziecko skończy zajęcia jest bowiem minimalna. Z kolei wysyłając dziecko do
        szkoły w mieście skazujesz je na spędzanie czasu w samochodzie/komunikacji.
        Może to wyglądać tak, że dziecko będzie zmuszone wyjść z domu z Tobą o 7 rano,
        a wróci ok. godz. 19-tej. I gdzie tu znaleźć czas na zabawę, naukę, itp?
        Jeżeli po szkole wyślesz je na jakieś dodatkowe zajęcia Ty z kolei możesz być
        skazana na błąkanie się przez 2 godziny po mieście, bo przecież nie będziesz
        jechać do domu, by za godzinę wrócić do miasta po dziecko. Dalej: choroby.
        Zawsze się zdarzają i jeżeli masz rodzinę, znajomych w mieście trudno Ci będzie
        ich ściągnąć do siebie w sytuacji kryzysowej. A przecież chorego dzieciaka nie
        będziesz ciągnąć rano do miasta. Gdy urodzi się drugie dziecko problemy
        oczywiście należy pomnożyć x 2.
        • Gość: ewa Re: Dom za miastem a dzieci IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.03.07, 12:38
          Ja przerobiłam oba warianty, posiadajac dziecko w wieku szkolnym. Ponieważ i
          tak, mieszkajac w mieście - nie chodziło do tzw. szkoły ejonowej - więc odpada
          argument o przyjaźniach z kolegami z klasy kontynuowanymi na podwórku przed
          blokiem - z mojego punktu widzenia tachanie dziecka do szkoły przez miasto czy
          z podmiejskiej miejscowości - niewiele się rózniło. Na wszystkie klasowo-
          towarzyskie imprezy i tak go trzeba było wozić, poza domem spędzał mniej -
          więcej tyle samo czasu. I problemem wcale nie było małe dziecko - problem się
          zaczął niedawno - gdy 16-czy 17latek rości sobie ochotę na bardziej młodziezowe
          imprezy, które, niestety, nie kończa się o 19 czy 20-tej tylko o 23.. trzeba
          takiego przywozić do domu pod miastem, w sytuacji - w której mieszkając w
          miescie wróciłby sobie sam... Byle do 18-tki i prawa jazdy...;-)
          • des4 Re: Dom za miastem a dzieci 22.03.07, 13:38
            15 km to żadna wieś, to przedmieście, często jednego krańca na drugi jest
            dale. Z samochodem nie masz żadych problemów. Mamy w daotaku XI wiek i nie
            tylko w miastach są szkoły, baseny itp. nie każde też dziecko i nie każy
            rodzic ma ochotę na fakultety, balety i inne srultety, poza językiem można bez
            nich doskonale się obyć...
            • Gość: wasilij rym doksonale IP: 81.210.16.* 22.03.07, 14:13
              naprawde doskonale. zawsze bawilem sie swietnie czytajac tutaj te dyskusje
              miedzy mieszkaniowcami a domowcami.
              ale jeszce lepiej autorka watku ktora (jak sobie wyobrazam) z nadeta i powazna
              mina prycha okruszkami na klawiature i wypisuje: ale nie odpowiedziales na moje
              pytanie, phi.
              • Gość: przykładowa Re: rym doksonale IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.03.07, 14:38
                Jestem przykładem wychowywania się poza miastem .Z rodzicami mieszkałam 15 km
                od dużego miasta. Do szkoły tysiąclatki chodziłam we wsi w której mieszkałam.Do
                średniej i na uniwersytet w mieście.Dojeżdżałam pociągiem jakieś 10 min.Nie
                mohe powiedzieć ,że byłam jakaś głupsza czy niedouczona od moich kolegów czy
                koleżanek z miasta.
                Trochę pomieszkałam w mieście na drugim końcu Polski i z 2 -letnim maluchem
                wyniosłam się do domu pod inne duże miasto. Chłopaki chodziły do szkoły obok
                domu,potem pociągiem lub autobusem /ok.30 min/ do średniej i na studia do
                miasta. Istotnie do 18 lat czyli dopóki nie zrobili prawa jazdy trzeba było ich
                wozić na imprezy szkolne /przy okazji my mieliśmy wychodne/ albo wracali
                taksówkami z grupą kolegów.Na pewno nie są głupsi, zakompleksieni od miastowych
                bo nawet się za takich nie uważają.Prywatne lekcje języka - bez problemu bo
                obok mieszkają tacy jak my uciekinierzy z wielkiego miasta - lektorzy języka
                niemieckiego.
                Jak się tak dobrze rozejrzeć to takich "wypaśnych" szkół jakie są w małych
                miejscowościach w dużych miastach trzeba szukać ze świecą.
              • jasmin711 Re: rym doksonale 22.03.07, 15:21
                Gość portalu: wasilij napisał(a):

                > naprawde doskonale. zawsze bawilem sie swietnie czytajac tutaj te dyskusje
                > miedzy mieszkaniowcami a domowcami.
                > ale jeszce lepiej autorka watku ktora (jak sobie wyobrazam) z nadeta i
                powazna
                > mina prycha okruszkami na klawiature i wypisuje: ale nie odpowiedziales na
                moje pytanie, phi.

                Facet, irytujesz mnie:
                1. Po pierwsze - gdzie jest napisane że jestem kobietą ???
                2. Po drugie - zacząłem nowy wątek tylko i wyłącznie po to żeby dowiedzieć się
                jak wygląda sprawa wychowywania dzieci gdy mieszka się poza miastem - chyba
                napisałem to JASNO I WYRAŹNIE - więc dlaczego jakiś koleś pieprzy nie na temat -
                wywołując dyskusję której W SWOIM WĄTKU nie chciałem - g...no mnie, za
                przeproszeniem obchodzi co inni sądzą o urokach życia w mieście czy na wsi
                3. Po trzecie - daruj sobie osobiste wycieczki na temat mojego "nadęcia" - nie
                życzę sobie - jeśli nie masz nic do powiedzenia oprócz "bawi mnie to" nie
                wp...laj się w mój wątek tylko załóż swój pt. "co mnie w życiu bawi..."

                Zrozumiano ???
                • Gość: wasilij jasminie drogi i pieknie pachnacy IP: 81.210.16.* 22.03.07, 16:28
                  otoz uznalem ze jestes kobieta po twoim nicku. jest taki kobiecy i pachnacy.
                  ale rozumiem, sa przeciez tez faceci jakby to powiedziec z niedopasowanym
                  mozgiem. czyli kobiecym mozgiem w meskim ciele (choc to cialo nie jest wtedy
                  takie w pelni meskie). tylko zmylily mnie te dzieci. ci z pomylonymi mozgami
                  chyba nie zakladaja rodzin. a pzrynajmniej nie w polsce. jeszcze.

                  musisz zatem piekny jasminie wiedziec ze to forum publiczne tzn. musisz sie
                  liczyc z tym ze ktos umiesci tu taka odpowiedz jaka uzna za stosowna. a ktos
                  inny pogratuluje mu poczucia humoru. jak chcesz zaloz watek prywatny z haslem.
                  tez tak mozna. w razie czego admin pomoze.

                  a juz zupelnie powaznie to trzeba miec nie tyle niedopasowany co mocno
                  wykruszony mozg zeby pytac kogos obcego gdzie ci sie bedzie lepiej mieszkac z
                  dziecmi. jelsi nie potrafisz wyobrazic sobie tego i zdecydowac tylko pytasz
                  obcych ludzi na forum to jest to zalosne i jedyne co mozna zrobic to umiescic
                  odpowiedziec taka jaka umiescil to rym.

                  • Gość: jasmin711 Re: jasminie drogi i pieknie pachnacy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.03.07, 07:54
                    Gość portalu: wasilij napisał(a):

                    > otoz uznalem ze jestes kobieta po twoim nicku. jest taki kobiecy i pachnacy.
                    > ale rozumiem, sa przeciez tez faceci jakby to powiedziec z niedopasowanym
                    > mozgiem. czyli kobiecym mozgiem w meskim ciele (choc to cialo nie jest wtedy
                    > takie w pelni meskie). tylko zmylily mnie te dzieci. ci z pomylonymi mozgami
                    > chyba nie zakladaja rodzin. a pzrynajmniej nie w polsce. jeszcze.
                    >
                    > musisz zatem piekny jasminie wiedziec ze to forum publiczne tzn. musisz sie
                    > liczyc z tym ze ktos umiesci tu taka odpowiedz jaka uzna za stosowna. a ktos
                    > inny pogratuluje mu poczucia humoru. jak chcesz zaloz watek prywatny z
                    haslem.
                    > tez tak mozna. w razie czego admin pomoze.
                    >
                    > a juz zupelnie powaznie to trzeba miec nie tyle niedopasowany co mocno
                    > wykruszony mozg zeby pytac kogos obcego gdzie ci sie bedzie lepiej mieszkac z
                    > dziecmi. jelsi nie potrafisz wyobrazic sobie tego i zdecydowac tylko pytasz
                    > obcych ludzi na forum to jest to zalosne i jedyne co mozna zrobic to umiescic
                    > odpowiedziec taka jaka umiescil to rym.

                    Posłuchaj Wasilij, ty znowu nie rozumiesz co ja napisałem - widocznie niezbyt
                    dobrze opanowałeś język polski, bo z twojego nicku wynika że pochodzisz ze
                    wschodu, ewentualnie żywisz gorące uczucia do Pana Putina (pewnie też uważasz
                    że jest taki ciepły i pachnący). Wyraźnie napisałem jakie są doświadczenia
                    innych forumowiczów związane z wychowywanie dzieci, GDZIE BUCU JEDEN PROSIŁEM O
                    RADĘ CZY BEDZIE MI LEPIEJ Z DZIEĆMI ZA MIASTEM, GDZIE PYTAM ???
                    (może pa ruskij napisać to dojdzie do twej zakutej łepetyny ???)
                    Owszem to forum publiczne i nie mogę ci zabronić wypisywania tu bredni, ale
                    kultura wymaga odpowiadania na pytania - ty widocznie możesz tylko pomarzyć o
                    własnym domu, więc wylewasz swoje frustracje plotąc bzury i wyśmiewając coś o
                    co W OGÓLE NIE PYTAŁEM....
                    Więc przemyśl swoje postępowanie zanim czyjeś nazwiesz żałosnym...
      • sowizdrza Re: Dom za miastem a dzieci 22.03.07, 16:05
        a ja jestem zwolennikiem innej koncepcji
        tzw .half living

        miesiące zimowe i jesienne - mieskanie w mieście
        miesiące letnie i późno wiosenne na wsi - kanadyjczyk /dom z bali

        wiem, wiem, że trzeba mieć pieniądze
        ale myślę że mozna posiłkować się po prostu większym kredytem

        plus:
        - korzystasz z dobrodzejstw życia w mieścia jak i na wsi ( zreszta patrz to co
        napisał w tym temacie rym:), bardzo dobrze napisał zresztą )

        minus: może wejść podatek katastralny
        i jak będzie wynosił 1% od wartości mieszknaia to mi wychodzi że moge płacić
        5000:((((((( rocznie
        to dużo!!!!!!!:(
        dojdzie jeszcze chałupa na wsi
        tu pewnie będzie mniejsza opłata
        bo bierze się średnią wartość nieruchomośći w gminie
        ale zawsze


        zanim wejdzie ten podatek musi powstać rejestr pozwalający wyceniać
        nieruchomości
        a to długa droga

        w Estonii podbno już działa ten podatek:(

        pzdr

        • squonk Re: Dom za miastem a dzieci 29.03.07, 12:44
          a ja jestem zwolennikiem innej koncepcji
          > tzw .half living
          >
          > miesiące zimowe i jesienne - mieskanie w mieście
          > miesiące letnie i późno wiosenne na wsi - kanadyjczyk /dom z bali

          O! ja tak wlasnie mieszkam. I jest super. Mamy nieduze mieszkanie w miescie,
          gdzie przebywamy od polowy pazdziernika do polowy kwietnia i nieduzy caloroczny
          drewniany domek na wsi [ze wszelkimi wygodami] gdzie mieszkamy w okresie wiosna-
          lato-wczesna jesien. A gdy sie zdarzy latem jakas impreza w miescie zawsze jest
          gdzie przenocowac. Jedynym minusem dla mnie jest koniecznosc wczesniejszego
          wstawania tak aby dojechac do pracy na 9 rano - bo na dojazd trzeba liczyc co
          najmniej godzine [oprocz wakacji - bo w czasie urlopow korki sa mniejsze] a
          pobudka przed 7.30 to dla mnie koszmar. No ale coz, dzieki wczesnemu wstawaniu
          i przebywaniu caly dzien na powietrzu nie mam wowczas w ogole klopotow z
          zasnieciem i nie telepie sie noca po chalupie jak marek po piekle. Pozdrawiam
          wszystkich "wiesniakow" - zaczynaja sie dla nas super czasy.
      • Gość: willy mieszkalem w miescie bez auta IP: *.pools.arcor-ip.net 22.03.07, 20:17
        dziwia mnie opowisci ludzi, ktorzy pisza ze dojazdy w miescie zajmuja tyle zamo
        czasu, ew. 5 min. mniej niz ze wsi. Ja sie wychowalem w centrum (wszystkie
        dystanse na piechote):
        Przedszkole - 200 m od domu. Podstawowka (rejonowa byla 5 min.) 20 min. na
        piechote. LO 2 skrzyzowania od domu. Studia 20 min. od domu. 3 kina - 10 min.
        od domu. Baseny, parki 10-20 min. Pierwsza praca 20 min. druga 7 min. Wszystkie
        ciekawe knajpy, puby - max 20 min.
        Przez cale moje zycie auta uzywalem do wyjazdow za miasto i okazjonalnych
        wiekszych zakupow ew. do dojezdzania do dojezdzania do znajomych na zadupie.

        Uwazam ze porownywanie wsi na granicy miasta z odleglym od centrum blokowiskiem
        jest nonsensem. Jak juz porownywac to scisle srodmiescie z prawdziwa wsia.
          • jasmin711 Re: mieszkalem w miescie bez auta 23.03.07, 07:57
            Gość portalu: Tomek napisał(a):

            > Takie bzdury wypisują ci, którzy mieszkają na wioskach. Każdemu z nich
            dojazdy
            > zajmują max. 20 minut. Zapominają tylko dodać że w 20 minut dojeżdżają do
            > granicy miasta w weekendową noc, a w poniedziałkowy poranek zajmuje im to 1,5
            > godziny...

            No właśnie - ostanio sprawdzałem czas dojazdu z potencjalnego przyszełgo
            miejsca zamioeszkania do pracy i było tak żer do granic miasta około 15 minut
            (70% trasy), a mieście 25 minut choć do pokonania jest już tylko 30%. Po prostu
            poza miastem się jedzie, a w mieście sti albo pełza,.
            • Gość: elami1 Re: mieszkalem w miescie bez auta IP: 193.27.6.* 23.03.07, 10:03
              nie mam doświadczenia w tym temacie bo to dopiero przede mną. Ale obawy mam
              dokładnie te same co Ty. Tyle, że u nas już klamka zapadła bo dom już kupiliśmy
              i za jakieś dwa miesiące się przeprowadzamy. Od września dziecko pójdzie do
              przedszkola.
              Mogę Ci napisać jedynie jakie mam przemyślenia w tej sprawie.
              Kupiliśmy ten dom, ale im bardziej się cieszyć, że wreszcie będziemy mieszkać w
              swoim własnym, dużym domu z ogrodem, coraz bardziej utwierdzam się w
              przekonaniu, że to nie była dobra decyzja.
              Ja chciałam segment, byle w mieście, byle blisko do przedszkola, szkoły,
              sklepu, komunikacji miejskiej itp, żeby dziecko nie musiało spędzać w świetlicy
              pół dnia, zrywać się ze mną z rana, kiedy zajęcia rozpoczyna np. o 11.
              Ale mój mąż chciał koniecznie dom, żadnych sąsiadów za ścianą itp. Ustąpiłam.
              Drugi raz już tego bym nie zrobiła.
              Pozdrawiam
              • Gość: sas Re:o nierozgarniętych IP: 212.2.100.* 24.03.07, 15:37
                Przecież napisałem to w cudzysłowie. Czy nierozgarnięty to znaczy półgłówek
                debil, niedorozwinięty, itd.W mojej wypowiedzi chodziło mi o to ,że dzieci w
                mieście szybko musza przystosować sie do miejskiego życia.Ktore dziecko
                szybciej pozna jak odsługuje się windę , kasuje sie bilet tramwajowy,gdzie i co
                to jest postuj taxi,i 100tys innych przyziemnych spraw.Napewno codzienne kursy
                miasto/dom, dom/miasto nie sprzyjają na zbieranie życiowych doświadczeń a
                wprost przeciwnie 6 rano pobudka 18 powót do domu i tak w kółko.Któryś naprawde
                nierozgarnięty zarzuca mi błędy ort./a czy to foorum i to pytanie dotyczyły
                ortografi lub prawidłowej wierszówki?Siedzisz w swojej jaskini i wytykaż błędy
                nic konstryktywnego nie wnosząc do przewodniego tematu? Czyżbyśwychowywał sie i
                pisał z jakiegoś zadupia , gdzie diabeł mówi dobranoc i tym sposobem chciał sie
                dowartościować?Żal ni cię Sas
                • aga1000 Re:o nierozgarniętych 24.03.07, 20:43
                  sas, autor wątku pisał o 1,5 rocznym dziecku. Na litosć chcesz takiemu dziecku
                  fundowac naukę kasowania biletów? Który rodzic przy zdrowych zmysłach puści
                  dziecko mniejsze niż powiedzmy 12-letnie na survival run komunikacją miejską
                  alba windą w blokowym slumsie? Niezależnie od tego czy mieszka w samym centrum
                  miasta czy 15 km od granic? Badźmy poważni. Te problemy dotyczą jak sądzę
                  rodziców nastolatków, autor watku ma całkiem sporo czasu na przygotowanie się do
                  tego...


                  Gość portalu: sas napisał(a):

                  > Przecież napisałem to w cudzysłowie. Czy nierozgarnięty to znaczy półgłówek
                  > debil, niedorozwinięty, itd.W mojej wypowiedzi chodziło mi o to ,że dzieci w
                  > mieście szybko musza przystosować sie do miejskiego życia.Ktore dziecko
                  > szybciej pozna jak odsługuje się windę , kasuje sie bilet tramwajowy,gdzie i co
                  >
                  > to jest postuj taxi,i 100tys innych przyziemnych spraw.Napewno codzienne kursy
                  > miasto/dom, dom/miasto nie sprzyjają na zbieranie życiowych doświadczeń a
                  > wprost przeciwnie 6 rano pobudka 18 powót do domu i tak w kółko.Któryś naprawde
                  >
                  > nierozgarnięty zarzuca mi błędy ort./a czy to foorum i to pytanie dotyczyły
                  > ortografi lub prawidłowej wierszówki?Siedzisz w swojej jaskini i wytykaż błędy
                  > nic konstryktywnego nie wnosząc do przewodniego tematu? Czyżbyśwychowywał sie i
                  >
                  > pisał z jakiegoś zadupia , gdzie diabeł mówi dobranoc i tym sposobem chciał sie
                  >
                  > dowartościować?Żal ni cię Sas
              • Gość: madine1 A może wspólny transport sąsiedzki? IP: *.aster.pl 07.04.07, 16:47
                Jedno pytanie/refleksja/sugestia:
                Dlaczego mieszkańcy takiego osiedla na przedmieściu nie są w stanie zorganizować dla siebie wspólnego
                transportu, n.p. mikrobusu dowożącego dzieci do centrum do szkoły, albo weekendowego nocnego kursu
                post-imprezowego? Na osiedlu składającym się z kilkunastu czy kilkudziesięciu domów kosztowałoby
                grosze, a stanowiłoby nieprawdopodobną oszczędność w porównaniu do wydatków na benzynę i
                taksówki. Nie mówiąc już o tym, że wartość domu na takim osiedlu od razu by wzrosła.
                Wystarczy skrzyknąć sąsiadów i wspólnie to zorganizować.
      • aga1000 Re: Dom za miastem a dzieci 24.03.07, 20:27
        Bardzo fajnie podsumował to rym, ja tylko sie dopiszę z własnymi
        doswiadczeniami. Mam dwójkę małych dzieci, mieszkam w "miescie pod miastem", w
        promieniu kilometra ze trzy przedszkola, basen (chociaż przyznaje, ze do bani) i
        teraz na ten etap zycia dom, z chociaz maleńskim kawałkiem ogrodu jest dla mnie
        i moich smyków super. W domu maja mnóstwo przestrzeni, mój syn jeżdzi po pokoju
        dziennym na rowerku :-))) w ogrodzie ma piaskownicę, zjeżdzalnię itp. A na
        osiedlu małych kumpli. Nie wiem jak to będzie za kilka lat. Ja po prostu nie
        podchodzę do mojego domu jak do miejsca na całe zycie. jesli za parę lat okaże
        się, ze wozenie potomstwa jest zbyt upierdliwe to po prostu poszukam czegoś w
        innej lokalizacji. Nie jesteś wstanie przewidzieć jak to u Ciebie będzie,
        prawda? więć moze lepiej podejść do tego jak do jakiegoś etapu w życiu, a jeśli
        za jakis czas okaże się, ze jest zbyt cieżko po prostu to zmienić?

        jasmin711 napisała:

        > Chcemy kupić dom na osiedlu które jest oddalone o około 15 km od aglomeracji
        > (trójmiasto). Sęk w tym że mamy 1,5 roczne dziecko, a za jakiś czas
        > chcielibyśmy mieć jeszcze jedno (przynajmniej jedno). Jednak ja mam troche
        > obaw co do tego jak w niedalekiej przecież przyszłości będzie to wpływało na
        > dzieci, bo chociaż samo osiedle jest w pięknej okolicy (las, jeszioro, tereny
        > rekreacyjne) to jednak do przedszkola, potem szkoły trzeba będzie je wozić...
        > Poza tym obawiam się o kontakty dzieci z rówieśnikami - na osiedlu zapewne
        > będą, ale żeby mogły się spotkać ze znajomymi ze szkoły będziemy musieli je
        > dowozić....
        > Jakie są wasze doświadczenia w tym temacie ???
        • Gość: kwiatostan Re: Dom za miastem a dzieci IP: *.chello.pl 24.03.07, 22:26
          :)

          Ciekawy wątek... Mam podobne podejście jak opisała to aga1000. Zamierzam kupić
          mały bliźniak na zamkniętym osiedlu za Warszawa. W Warszawie za cenę 560 tys w
          stanie deweloperskim nie kupię NIC z ogródkiem 250 m2 i 130 m2 powierzchni
          mieszkalnej... Koncepcja jest tak, że jak nie wypali, okaże się, że to nie jest
          to, trawa to nie podstawa, tylko jeden sąsiad za ścianą to mało, sprzedajemy
          bliźniaka i przeprowadzamy się do miasta do 70m2, do całego dobrodziejstwa
          mieszkania w mieście. Osobiście wychowywałem sie na Wilanowie w Wawie, za czasów
          gdzie ulicami chadzały krowy, a sasiad na spacer świnie wyprowadzał, a do szkoły
          miałem 1km. Droga z kostki pojawiła się dopiero w latach dziewięćdziesiątych,
          jak ja miałem lat dwadzieścia kilka. I było fajnie. Jak na wsi. Dlatego teraz to
          jest mój pomysł, co by spróbować mieszkać trochę dalej od miasta ale na większej
          ilości m2, niz 40m2 w płycie z ciemną kuchnią. Za około trzy lata napiszę jak to
          jest mieszkać za miastem, z 3 letnim brzdącem nie wiadomo jeszcze jakiej pci ;)
      • dr_pitcher Re: Dom za miastem a dzieci 27.03.07, 18:51
        mieszkalem w miescie i za miastem
        Dowozenie dzieci to moze i problem, ale w miescie w sumie i tak trzeba dowozic
        (np na ekstra zajecia).
        Problem zaczyna sie gdy dzieci osiagaja wiek nastoletni - ciagnie ich do miasta
        a i zajec zwykle wiecej. Jesli nie masz w poblizu dobrej komunikacji to nie jest
        to latwe.
        Licz sie z tym, ze na studiach na pewno wyniosa sie z domu
      • ryciek Re: Dom za miastem a dzieci 27.03.07, 21:02
        To ja się wypowiem z punktu widzenia takiego dziecka wychowanego na wsi (15 lat
        na wsi i trochę mniej w mieście). Wychowałem się w takiej malutkiej wiosce
        oddalonej od miasta jakieś 25km. Do szkoły miałem jakieś 1,7km. Czasami
        podwozili mnie rodzice, ale głównie jeździłem rowerem, a ostatnie dwa lata
        jakimiś motorowerami. Czy nie zamieniłbym tej odległości np na 200m?? Odpowiedź
        jest taka: TAK gdy musiałem jechać rowerem pod wiatr ;) NIE gdy dostałem
        motorower ;)
        Dalej w małych wiejskich szkołach jest tak, że często jeden nauczyciel uczy
        kilka przedmiotów i szkoły są słabiej wyposażone. Żebym mógł się uczyć
        angielskiego rodzice musieli mnie dowozić 10km do gminnej wsi dwa razy w
        tygodniu przez kilka lat – za co teraz jestem im bardzo wdzięczny.
        Dla mnie największym minusem była mała ilość wycieczek szkolnych. Przez całą
        podstawówkę może byłem na 8 wycieczkach jednodniowych i na dwóch kilkudniowych,
        ale dzięki wyjazdom z rodzicami trochę świata zobaczyłem.
        Ktoś parę postów wyżej napisał, że dzieci z miasta są bardziej rozgarnięte i to
        muszę potwierdzić. Większość "cfaniaków" pochodziła z miasta chodź nie
        brakowało ich też na wsi( a wiadomo "cfaniaki" zawsze mają lepiej), ale po
        pierwszym roku cwaniaki odpadły, a reszta się bardzo zgrała. Jeżeli chodzi o
        wyniki w nauce to w szkole średniej się bardzo zdziwiłem, na plus oczywiście;).
        Zauważyłem, że większość dzieci z miasta wchodzi szybciej w życie dorosłe, ale
        to chyba bardziej zależy od szkoły - technikum. A tak dokładniej to Ci, którzy
        mieli jakieś hobby albo inne zajęcia mniej się interesowali życiem dorosłym;).
        Na studiach różnicę się zacierają.
        Też byłem na etapie, co wybrać mieszkanie w bloku czy domek za miastem i...
        jestem na etapie zakupu działki:) Mam nadzieję, że zdążę się pobudować zanim mi
        się rodzina powiększy;)

        Także powodzenia i trafnego wyboru!!
        Pozdrawiam RR
        • chefot Re: Dom za miastem a dzieci 27.03.07, 23:10
          Dobra, czas na wypowiedź z drugiej strony :)
          Do 15 roku życia mieszkałem w blokowisku, poźniej 4 lata liceum za miastem.

          Z obecnej perspektywy: mieszkanie w domu jest nieporownywalnie lepsze. Jeśli do
          tego jest kawałek działki to już bajka. Dojazdy rzeczywiście były dość uciążliwe
          (bo najbliższy przystanek 1,5 km od domu), ale tak jak ktoś pisał - można sobie
          z tym poradzić, także gdy dzieci są w młodszym wieku.

          A dzieciństwo na blokowisku? :)) Generalnie nie narzekam, zawsze ktoś był na
          podworku do pokopania piłki, dużo znajomych, było co robić. Ale było to
          normalne, otwarte blokowisko. Na obecnych, zamkniętych raczej nie widzę dużo
          aktywności samych dzieciakow. Mam wrażenie że albo ciągle na jakichś zajęciach
          albo uczą się w domu ;) Jeśli chodzi o osobowość to dużo zależy od szkoły
          (prywatna, gdzie sytuacja wszystkich jest prawie taka sama wydaje mi się nudna),
          a jeszcze więcej od rodzicow i atmosfery w domu. :)

          pozdrawiam i jeszcze raz - naprawdę polecam dom :)
          Kuba
      • turzyca Re: Dom za miastem a dzieci 28.03.07, 00:26
        a ja mialam sytuacje podobna, tyle ze przeprowadzilismy sie do domu nieco
        wczesniej, bylam jeszcze w szkole podstawowej. Wczesniej mieszkalismy w
        warszawskich blokach nad duzym parkiem i w centrum duzego miasta za granica.
        Teraz z ulga mysle o przeprowadzce do centrum niezbyt duzego niepolskiego
        miasta, wielkosci Torunia mniej wiecej.

        Dlaczego? Bo wiem ze do mojego przyszlego mieszkania z przyszlego miejsca pracy
        bede szla na piechote 25 minut, rowerem polowe tego czasu, autobusem 5,
        przystanek pod domem. Teraz 15 minut ide do przystanku, po czym spedzam w
        autobusie teoretycznie 25 minut, praktycznie zawsze droga z/do domu zajmuje mi
        okolo godziny, czyli powrot w ciagu dnia do domu jest nierealny. Czyli obiady na
        miescie, czyli plecak wypelniony rzeczami na caly dzien (z sentymentem wspominam
        szafki w licealnej szatni), czyli wyjscia o 7 rano (pobudka i przed 6) i powroty
        o 9 wieczor. A i tak mialam dobrze, bo kolezanki z podwarszawskich miejscowosci
        o 6 rano to mialy autbus, ktorym ZAZWYCZAJ zdazaly do szkoly.
        Domki jednorodzinne to takze brak miejsc na spacer. Jak mam wybierac to wole
        duzy park dwie przecznice od domu niz niewielki ogrodek za domem.
        Mieszkanie poza miastem czy na jego obrzezach to takze trudnosci w zyciu
        towarzyskim. Owszem doszlismy ze znajomymi juz do jako takiej wprawy, a i moi
        rodzice szli mi zawsze na reke, ale spontaniczne wyjscie do pubu, kina jest duzo
        trudniejsze jesli o 23.30 trzeba wsiasc w autobus do domu. Albo zaplacic x
        zlotych za taksowke (nocna taryfa w drugiej strefie...)
        Teatr - coz... jakos w miejscu gdzie sie przeprowadzam bywam czesciej niz w
        mojej rodzinnej Warszawie. Fakt ze w wieczorowej sukni i butach na obcasach
        jestem w stanie spokojnie dojsc do domu jakos ulatwia spontaniczne wyjscia.
        Niespontaniczne rowniez.

        Mysle, ze dom na obrzezach miasta jest wlasnie calkiem dobry dla rodzin z malymi
        dziecmi, o ile przy wyborze miejsca zwrocimy uwage na pobliskie przedszkola i
        szkoly, znajomosci dzieci beda sie zamykaly w tym kregu, wiec odpada problem
        wozenia. Schody zaczynaja sie gdy dzieci chca prowadzic doroslejsze zycie. A i
        liceum zapewne bedzie juz w miescie.

        Fajnym rozwiazaniem jest stosowany przez czesc moich znajomych system awaryjnego
        mieszkania, ktore przy malych dzieciach jest wynajmowane, a potem sluzy jako
        mieszkanie awaryjne, w ktorym mozna przenocowac po imprezach czy innych
        wyjsciach albo przed dniami, ktore trzeba wczesniej zaczac (pociag o 6 rano itp)
        • turzyca Re: Dom za miastem a dzieci 28.03.07, 00:34
          zapomnialam o jeszcze jednym drobiazgu: jesli osiedle nie jest calosciowym
          zalozeniem, tylko jak u mnie zbiorem uliczek i domkow od lasa do sasa to takie
          miejsca jak boiska i place zabaw nie istnieja. To gdzie sie dzieci bawia? Tak!
          na ulicy! bo gdzie maja?
      • Gość: bellick Re: Dom za miastem a dzieci IP: *.unregistered.net.telenergo.pl 28.03.07, 08:20
        mam trochę takiego doświadczenia. Od roku mieszkam na wsi pod Wawa. Mam jednego
        w liceum w centrum miasta i drugiego co pojdzie do przedszkola we wrzesniu.
        Dojazdy sa faktycznie uciazliwe, ale da sie przyzwyczaic. Syn zaczyna nauke o
        roznych godzinach ale mam taka mozliwosc w pracy aby zaczynac o roznych i tylko
        pilnuje 8 godzin pracy. Kiedy mlody chodzi na zajecia dodatkowe (2x w tygodniu)
        to czekam na niego a za to odbieram nadpracowane godziny w innym dniu. Ogolnie
        jest plus stania w korku lub dlugiego dojazdu z osoba towarzyszaca obok
        Ciebie:-). Mlodszy juz jest zapisany do p-kola we wsi nieopodal. Na rozpoznaniu
        przedszkole wypadlo sielsko i przyjaznie. Chyba wlasnie to jest wazne aby
        dziecko z powodu niewielu przyjaciol blisko domu mialo kontakt z rowiesnikami w
        przedszkolu, szkole (swietlicy) itd. Mimo to boimy sie troche szkoly wiejskiej i
        chyba damy mlodszego do warszawskiej jak podrosnie, ale to nalezy poprzedzic
        dokladnym rozeznaniem najblizszej szkoly - internetowe fora otwieraja
        perspektywy - kto wie moze jednak sie zdecydujemy?
        Faktycznie problemem sa imprezy starszego, ktos musi go odebrac pozna noca ale
        plusy mieszkania na wsi przewazaja (jesli chodzi o wychowanie dzieci) minusy. To
        moje zdanie, oczywiscie decyzje podejmij sam (sama? -juz ktos sie zastanawial:-))
        Pozdrawiam,
      • Gość: kajaba Re: Dom za miastem a dzieci IP: *.u.itsa.pl 28.03.07, 09:12
        U nas wygląda to tak. Mieszkamy pod Warszawą, do firmy mamy 30 km (do Warszawy
        20 km), dziecko (8 lat) chodzi do prywatnej szkoły położonej 2 minuty drogi od
        firmy, wiec mamy po drodze (do przedszkola też chodziło obok firmy), nie
        posyłaliśmy jej do szkoły rejonowej, bo poziom nauczania nie jest tam zbyt
        wysoki a co najważniejsze nie miałaby zapewnionej opieki po szkola, a tak
        chodzi na zajęcia dodatkowe (tańce, kółko teatrlane, szachy) i jest świetlica.
        Mąż wstaje o 6:00 ja o 6:30, wychodzimy o 7:20-7:30 i ok. 8:00 - 8:10 jesteśmy
        w szkole (do pracy chodzimy na 8:30). Mamy 2 samochody, więc nie borykamy się z
        problemem logistycznym. Z koleżankami nie ma problemu albo moja po szkole jest
        u koleżanki (zabierają ją ze szkoły rodzice koleżanki) i my ją od niej
        odbieramy albo koleżanki przyjeżdżają do niej (nocleg nie stanowi problemu).
        Szczerze: całe życie mieszkałam w bloku, ale w życiu bym tam nie chciała
        wrócić, zwłaszcza teraz kiedy jest wiosna, wszystko kwitnie i można wreszcie
        usiąć i odpoczywać na tarasie.Oczywiście za jakiś czas zaczną się dyskoteki
        itp, ale wolę już być kierowca własnego dziecka (czego byłam świadoma decydując
        się na dom za miastem) niż nawet w mieście puszczać dziecko samo nocnym
        autobusem.
      • kizimizi2 Re: Dom za miastem a dzieci 28.03.07, 09:16
        Witam, do 25 roku życia mieszkałam 2 km pod Krakowem, przedszkole i podstawówka
        na miejscu a do liceum do Krakowa, wtedy jeszcze jeździł 1 autobus co 1h w
        szczycie 2x na h, potem doszły busy, ale też mało, nienawidziłam szczerze, że
        wszyscy mogą po szkole po prostu pojechać do domu,przebrać się i wyjść na
        miasto a ja, żeby dojechać do domu musiałam pilnować czasów autobusów, nie
        spóźnić się, bo potem szwędanie, żeby przeczekać, impreza to ustawione
        wszystko, dobrze,że miałam dziadka w Krakowie to po imprezie szłam do niego,
        obecnie poszukuję działki pod mój domek, rodzice nie mogą zrozumieć czemu nie
        koło nich- przecież mam działkę, a ja szukam w Krakowie, drogie, ale nieważne,
        nie chcę,żeby moje dzieci miały tak jak ja. Zielono, pięknie blisko Krakowa a
        jednak każdy wypad n azakupy to wyprawa, koniec one będą mieć normalną
        komunikację. Ale Ty rób co chcesz ;)
      • Gość: asdf Dom, mieszkanie, dom... IP: *.isinfo.pl 28.03.07, 09:59
        IMO odległość ma swoje zalety - odfiltruje te znajmości i kontakty które nie są
        warte utrzymywania :) Dzieci... bedzie cieżej, ale idzie sie przyzwyczaić.
        Przyjemność posiadania domu, własnego kawałka ziemi rekompensuje te problemu z
        nawiązka. Wiem co pisze. Miałem już dom i kawałek ziemi, ale niestety z pewnych
        powodow musielismy go sprzedac i wrocic do miasta do mieszkania. Mieszkanie
        mamy piekne, duze, w ladnej okolicy (z okien widac jezioro), ale tesknota za
        domem pozostała. Z dziecmi i owszem - latwiej, ale mieszkanie to jednak tylko
        mieszkanie. Juz planujemy kolejny dom, ale tym razem w lepszej okolicy...
      • Gość: Remj Re: Dom za miastem a dzieci IP: *.muc.ebv.com 28.03.07, 10:59
        witam,

        Kiedys mialem podobne obawy -wyprowadzilem sie na wies z Wrocka, moje dzieci
        (3) skoczyly w tej wsi podstawowke, gimnazjum, jedno juz jest po studiach
        (biegly hiszpanski, angielski - poparte egzaminami panstwowymi, drugie w
        trakcie studiow (angielski biegle, wloski i niemiecki w dobrym stopniu),
        trzecie w liceum (biegle francuski,angielski i japonski dost -egzaminy panstowe
        ze wszystkich). I dokonaly tego dojezdzajac PKS fo Wroclawia (licea) a to
        niezla sztuka. Wiejska podstawowka i gimanzjum daly im bardzo dobre
        wyksztalcenie. Czasem ich dowozilem ale same jezdza i jezdzily generalnie - na
        jezyki zaczynaly jezdzic same w wieku 12lat. Wies dala im wewnetrzny spokoj i
        harmonie,otwartosc na przyrode. Burzyly sie kiedys na wyprowadzke na wies, ale
        teraz widza jak wiele zyskaly przez to. Tu wszystko toczy sie wolniej i
        spokojniej, co pomaga w lepszym przyswajaniu swiata dookola i wiedzy.
      • przedsesja Re: Dom za miastem a dzieci 28.03.07, 11:14
        mieszkam na peryferiach milionowego miasta, 15 km od centrum, nasi przyjaciele
        mieszkają jakieś 6 km dalej i jest to już wieś. mam trójke dzieci - podstawówka
        i gimnazjum. ja wożę wszystkie, bo moge być w pracy o ósmej. szukałam dla nich
        mało licznych szkół, bo nie cierpię molochów i w mniejszych szkołach dziecko
        jest jednak bezpieczniejsze. gimnazjum mam niedaleko domu, więc rano po drodze
        do pracy podrzucam najstarszego, pozostała dwójka chodzi do podstawówki do
        szkoły niedaleko mojej pracy (5 min. drogi)-to malutka i nie "wypasiona" szkoła,
        ale klasy są małe, a wyniki testów szóstych klas są zawsze powyżej sredniej nie
        tylko wojewódzkiej, ale i miejskiej. świetlica jest czynna do 17, więc kiedy
        mają zajęcia dodatkowe np. o 16.30 to nawet ich nie odbieram, tylko prosto ze
        świetlicy idą na trening, a potem po nich przyjeżdzam. w pozostale dni odbieram
        ich zaraz po pracy. wcześniej mieszkałam w bloku i wahałam się, kiedy miałam
        wypuścić dzieci na podwórko. teraz tylko w najgorszą pogodę siedzą w domu, a jak
        tylko nie leje jak z cebra - są na dworze - kopią w piłkę, jeżdżą na rowerach,
        zimą sanki, bałwanki itd - i cały czas sa na tyle blisko domu, że zawsze mam ich
        na oku, ja codziennie po pracy, od pierwszych ciepłych dni do pierwszych
        mocniejszych chłodów czuję się jak na wakacjach pijąc kawę na tarasie. ale dwa
        samochody są niezbędne, żeby być mobilnym! jak na razie cała logistyka nam
        działa jak trzeba! co do kontaktów z rówieśnikami - od czasu do czasu, idą ze
        świetlicy do kolegi, a ja odbieram ich wieczorem z jego domu, albo kolega jedzie
        do nas, a ja go odwożę, albo rodzice po niego przyjeżdżają. poza tym - nie martw
        się, bo na pewno często będziesz mieć gości z miasta, na pewno twoi znajomi też
        mają dzieci w podobnym wieku - ja już czasami mam dość tych wizyt, bo nie mam
        czasu nic w domu zrobic a wszyscy zamiast pojechać sobie w weekend na trawkę za
        miasto uważają że to świetny pomysł przyjechać do nas i zostać do następnego
        dnia - tak więc zacznij już ćwiczyć asertywność, żeby potem od czasu do czasu
        móc się wykręcić od takich wizyt! poza tym na pewno nie będziesz musiała wozić
        dzieciaków do samego centrum oddalonego o 15ście km miasta - na bank znajdziesz
        coś bliżej! może nawet w jakimś sąsiednim niewielkim miasteczku lub większej
        wsi! naprawdę warto uciec z miasta - a organizacyjnie też sobie na pewno
        poradzicie! pozdrawiam!
        • Gość: Karyoka Re: Dom za miastem a dzieci IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 28.03.07, 13:06
          A ja mieszkam w dużym mieście, w bloku, mieszkanie 70 m2, trzy osoby ,w tym
          4-letnie dziecko, mamy za oknem piękny park, na który wychodzi nasz 20-metrowy
          taras, na którym też spędzamy słoneczne dni, jemy śniadania, grillujemy itd.
          Zaraz pod oknami świetnie wyposażony plac zabaw dla dzieci. Mamy jedno auto, ale
          i w pobliżu komunikację miejską, z której od czasu do czasu korzystamy. Mały
          chodzi do przedszkola nie w rejonie, zawożę i odbieram go w drodze do/z pracy.
          Nie marzę o domu, bo wszystko, co było mi potrzebne do szczęścia, już mam. Nie
          narzekam na sąsiadów, hałasy i zapachy z innych mieszkań. A ogródek i las za
          oknem nie są mi potrzebne, bo często spędzamy weekendy na łonie natury.
            • Gość: Karyoka Re: Dom za miastem a dzieci IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 28.03.07, 15:20
              I tu się mylisz, bo dzieci na moim osiedlu bardzo dużo czasu spędzają na
              podwórku - widzę to przez okno, podwórko jest zadbane, dużo huśtawek, drabinek,
              piaskownica, trawa itd. Ciekawe, czy wiejskie dzieci też mają tyle rozrywek? ;-)
              A przed kompem można siedzieć i w mieście i na wsi. Może nawet na wsi prędzej,
              bo ileż można spędzać czasu na dworze, a za bardzo nie ma nic innego do roboty?
              Nie wiem dlaczego zakładacie, że na wsi tylko świeże powietrze, cisza i sielskie
              widoki za oknem, a w mieście brud, smród, spaliny i hałas. Rozumiem, że jak ktoś
              mieszkał w 10-piętrowcu z zaszczurzoną piwnicą, 2-metrowym balkonem wychodzącym
              na ruchliwą ulicę, a na podwórku walały się butelki po denaturacie, to może być
              zrażony do życia w miejskim bloku, ale zapewniam Was, że można mieszkać w dużo
              lepszym standardzie bez konieczności wyprowadzania się na wieś.
          • Gość: fikka Re: Dom za miastem a dzieci IP: *.acn.waw.pl 28.03.07, 15:05
            ja mieszkam w dużym mieście, w bloku, mieszkanie 70 m2, trzy osoby ,w tym
            > 4-letnie dziecko, mamy za oknem piękny park, na który wychodzi nasz 20-metrowy
            > taras, na którym też spędzamy słoneczne dni, jemy śniadania, grillujemy itd.

            Tobie nie przeszkadzaja zapachy z innych mieszkan, ale mi by przeszkadały
            zapachy z grilla. Taras to nie miejsce na grillowanie.
            • Gość: Karyoka Re: Dom za miastem a dzieci IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 28.03.07, 15:26
              Jestem wegetarianką, podobnie jak mój mąż, więc mięsa nie jadamy, a co za tym
              idzie, nie grillujemy go. Na grillu (elektrycznym!) pieczemy sobie warzywne
              szaszłyki, bakłażany, paprykę, cukinię, kukurydzę. Poza tym grill stoi pod
              daszkiem balkonu na górze, więc nie jest tak, że każę komuś z góry uczestniczyć
              w mojej kolacji ;-) Nic nie śmierdzi, zresztą rozmawiałam z sąsiadami z góry,
              żeby mi powiedzieli, jeśli coś będą mieli przeciwko i nie mają. Nigdy nie
              odważyłabym się grillować mięsa na zwykłym grillu na tarasie - smród i dym
              nieziemski!
        • Gość: arletta Re: Dom za miastem a dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.03.07, 14:57
          A ja niedawno przeprowadziłam się z małego miasteczka do dużego. Moje
          miasteczko leżało 25km pod tym dużym. Do tego zmusiły mnie właśnie dzieci i
          warunki jakie im i ich rodzicom miasteczko fundowało
          1. Brak żłobka. Do dużego miasta nie mogłam do żłobka posyłać, dziecka bo to
          inna gmina, a moja gmina nie chciała płacić za uczęszczanie dziecka do placówki
          na terenie innej gminy. Więc musiałabym sama opłacić koszt żłobka w 100% czyli
          kilka lat temu ponad 1tys.zł.
          2. Problem z przedszkolem - jedno przedszkole i ludzie zabijali się o miejsce w
          nim. Otwarte było bardzo krótko, więc nie było szansy, żeby odebrać dziecko
          przed zamknięciem przedszkola, nawet jeżeli pracuję tylko do 15.30 - autobus
          gminny jechał 50 min. z dużego miasta do domu.
          3. Problem w przedszkolu stanowiła dieta dziecka - bezglutenowa, nikt nie był w
          stanie mu jej zapewnić, więc trzeba było i tak jeździć do przedszkola do dużego
          miasta, ale tu też był problem jak ze żłobkiem (inna gmin), więc musiała się
          fikcyjnie zameldować czasowo u kogoś.
          4. Brak jakichkolwiek centrów kultury, zero domu kultury, gdzie dziecko mogłoby
          porysować czy nauczyć się grać na instrumencie - a to nie było jakieś tam
          zapyziałe miasteczko, ale znane w całej Polsce ze swojego muzeum-zamku i
          biblioteki.
          5. Brak lekarzy specjalistów.
          6. Dojazdy zabierały nam sporo czasu - wracając dziecko zawsze zasypiało,
          wieczorem przez to nie chciało spać, a rano wcześnie wstawało i tak w kółko
          Macieju, istna gehenna.
          Jednym słowem żyło się nam tam dobrze dopóki nie było dzieci nie zaczęły
          chodzić do przedszkoli. Teraz mieszkam w mieście (piętro domu z ogródkiem w
          centrum - wszędzie dojdę na nogach) i nie zamieniłabym się za żadne skarby,
          moje dziecko ma możliwośi wyboru: może chodzić do szkoły muzycznej lub
          sportowej, chodzi na treningi, na basen, co dwa tygodnie maluje w muzeum. Ze
          mną z miasteczka wyprowadziły się inne koleżanki, bo nie zdzierżyły, ale dopóki
          się na własnej skórze nie przeżyje podobnych sytuacji to trudno sobie wyobrazić
          jakie to jest uciążliwe. Dzieci z małych miasteczek i wsi mają gorszy start
          niewątpliwie. Dwa lata temu odradzałam koledze wyprowadzkę poza miasto, był
          pełen romatycznego uniesienia na temat czystości powietrza itd. Teraz przyznaje
          mi rację - ponieważ dostał pracę daleko nie ma go w tygodniu w domu, żona nie
          była w stanie codziennie dojeżdżać do dużego miasta do pracy i przedszkola,
          dlatego mieszka z dziećmi u rodziców w bloku, a do "wymarzonego" miejsca
          zaglądają w weekendy.
          Pozdrawiam
          • Gość: dana opinia mojego dziecka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.03.07, 15:39
            nie czytałam wszystkich wypowiedzi bo jest za dużo - chciałam sie tylko
            podzielić opinia mojego 13 - letniego syna. 15 lat temu kupilismy mieszkanie na
            obrzezach miasta . Do centrum mam dokładnie 15 km. Z jednej strony jeziorko, z
            drugiej las, spokoj, cisza, odpoczynek. mankament - daleko do cenrum okazał sie
            zaleta. Syn urodził sie i wychowywal całe 13-letnie zycie własnie za miastem.
            Dowóz do szkoły, na zajecia nauki gry, języka, do lekarza itp. Zapytałam go czy
            chciałby mieszkać w centrum, bo zamiast budowac tu domek moglibysmy kupic duże
            mieszkanie. Powiedział, że nigdy, bo tu jest cicho i spokojnie a w cenrum tyle
            hałasu, ruch samochodów i żadnej zieleni.
            Zatkało mnie, bo myslalam, że mu jest wszystko jedno. Podał trzy miejsca w
            których mozemy szukać ziemi albo wiekszego mieszkania. Wszystkie bardzo daleko
            od centrum. Odległosc i dojazdy nie maja dla niego znaczenia. UCIESZYŁAM SIE,
            BARDZO!!!
      • Gość: kamil Re: Dom za miastem a dzieci IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 28.03.07, 15:34
        Miałem ten sam dylemat - problem dojazdów i zerwania kontaktu z miastem. I
        dlatego wybrałem domek w mieście. Cicha, wąziutka uliczka, duża działka.
        Wszędzie blisko. Czemu wszyscy piszą że dom musi być na wiosce. Przecież w
        każdym mieście są przepiękne dzielnice willowe. Trochę tego nie rozumiem, jak
        ktoś nie chce to nie musi wyprowadzać się z miasta
        • Gość: gość Re: Dom za miastem a dzieci IP: *.inetaccess.pl 28.03.07, 16:09
          A tak, oczywiście. W Warszawie na przykład taki segmencik ok. 90 m2 coś koło
          1,2 mln pln. Cena przystępna dla każdego, nie ?
          A serio, jaśmina, no trochę trudniej jest - nie ukrywajmy. Gdybym nie miała
          dzieci na pewno bym się za miasto nie przeniosła (13 km od pracy - oczywiście
          znam wsyzstkie przejedne i nieprzejezdne skróty - ostatnio wylądowałam w polu
          kapusty ;-), ale może uda Ci się dogadać z nianią, która pomoże. Koło mnie też
          budują szkołę, co mnie bardzo cieszy, bo nie chce mi się dowozić dzieciaczki do
          miasta. Przynajmniej nie na etapie podstawówki.
          Życzę dobrej decyzji
          S.
          • Gość: vanilaicecream Re: Dom za miastem a dzieci IP: *.aster.pl 28.03.07, 16:47
            Wybór jest taki, że albo przypada nam rola kierowcy do dzieci i spędzanie w
            korkach większej części dnia, albo kompromisy w stylu mało zieleni, ale wszystko
            bliżej, hałas i więcej spalin...Ja wybrałam nowe, niewielkie osiedle koło parku
            kilka minut od centrum (Warszawy). Dziecko ma w okolicy wielu znajomych, bo tu
            chodzi do szkoły i jak trzeba to dojeżdża gdzieś autobusem na zajęcia, ale
            kilkanaście minut, a nie godzinę czy dwie! Wieczorkiem mogę wyskoczyć spotkać
            się z ludźmi, wypić kieliszek wina (czy dwa), córka może iść do kina, centrum
            handlowego czy na lodowisko i nie przeznaczać na to całego dnia. Ani ona ani ja
            nie zamieniłybyśmy się na żaden domek na wsi. Czasem odwiedzamy znajomych "za
            miastem", ale wymaga to wcześniejszych ustaleń i dłuższej wycieczki - aby tym
            czystym powietrzem się nacieszyć, pójść na spacer, ewentualnie zanocować. Ja
            całe życie mieszkałam w mieście i pęd na wieś jest mi obcy. Myślę, że dla
            bardziej otwartych na innych ludzi lepsza jest wersja "bliżej centrum tym
            lepiej" bo tak ograniczamy się do sąsiadów i najbardziej zaprzyjaźnionych osób i
            siłą rzeczy kontakty towarzyskie stają się coraz rzadsze...
      • aankaa Re: Dom za miastem a dzieci 28.03.07, 18:11
        przez pierwsze 4 lata życia dzieci mieszkałam przez "ciepłą porę roku" na wsi
        (środek lasu, do sklepu kilka km), resztę w mieście. Akurat jak robiło się
        chłodno i paskudnie nie miały już takiego "ciągu" na przebywanie w ogrodzie :)
        Laba skończyła się po urlopie wychowawczym i trzeba było wrócić do miasta

        Jeśli żona nie pracuje, odpowiada jej siedzenie przez większość dnia sama -
        fajnie
        Problem zaczyna się w momencie, gdy żona do pracy a dziecko do przedszkola.
        Jeśli macie sumienie zrywać je o bandyckiej godzinie (typu 6.15, wyjście 7.15 -
        jak ktoś wyżej napisał) - dalej problemu nie masz :)
        Jeśli masz zamiar zamieszkać na dłużej (aż do matury dzieci) i być ich
        osobistym kierowcą (a co za tym idzie dyspozycyjność 24/h - nadal namawiam na
        dom "na wsi" ;)

        Pojawiły się też posty mówiące o wygodzie znajomych, którzy wpadają do Was ...
        bo przyjemnie na świeżym powietrzu. A nocleg ? a cóż to za problem, my w byle
        kątku. A Wy nie będziecie pewni weekendu kto i w jakiej ilości Was nawiedzi :P


        Przede wszystkim - porozmawiaj z żoną czy jest gotowa "zakopać się" kawałek od
        miasta (i np. pogaduszek z przyjaciółkami organizowanymi ad hoc albo zwykłe
        babskie połażenie po sklepach), czy nie będzie jej przeszkadzało samotne
        spędzanie dnia, czy macie możliwość, że każde jest "samodzielnie mobilne" tzn
        albo 2 samochody, albo ona bierze brzdąca (a później kilka) i myka "obejrzeć
        inne nic"
        • Gość: michal_powolny1 Re: Dom za miastem a dzieci IP: *.iwacom.net.pl 28.03.07, 20:32
          Nieprawda. Wcale nie są potrzebnew rodzinie dwa samochody gdy mieszka się na
          wsi. Po pierwsze komunikacja publiczna jest coraz lepsza, po drugie w regionie
          trójmiasta jest doskonale rozwinięta komunikacja szynowa (SKM).
          A teraz co do poziomu szkół w mniejszych ośrodkach. Powtórzę szkoły na wsi
          i w małych miastach często mają wyższy poziom niż placówki wielkomiejskie.
          Życie na wsi nie oznacza także śmierci towarzyskiej.
          • Gość: Marek Re: Dom za miastem a dzieci IP: *.univ.szczecin.pl 29.03.07, 09:30
            Ja kupiłem działkę na wiosce 5 km od centrum miasta. Przy wjeździe mam
            przystanek MZK, jeżdzą też autobusy PKS i busiki. Samochodem 5 minut do
            centrum. Wioska ma ok. 200 mieszkańców. Nowi wciąż się budują. Mam 1 dziecko,
            które jak się wprowadzimy będzie miec ok. 7 lat. A i tak mam wątpliwości. Na
            pewno szkołę dla dziecka wybiorę w mieście i do tego (w razie czego) zostawiam
            swoje 3 pokojowe mieszkanie w mieście. z drugiej strony i tak nie wyobrażam
            sobie np. 7-10 latkę gdziekolwiek samą puszczać w tych czasach..
            Zastanawiałam sie nad kontaktami towarzyskimi, o których tak tu głośno. Coraz
            słabiej z tym wszystkim.. O nas się nie martwię. A dziecko? Samo zdecyduje -
            będzie mogło zostac na wsi lub wrócić do mieszkania w mieście, gdzie są też
            dziadkowie i reszta rodziny.
      • gonia200 Re: Dom za miastem a dzieci 29.03.07, 10:03
        A ja się rozpiszę! Mieszkam na wiosce oddalonej od dużego miasta 10 km mieszkam
        tam od urodzenia (29 L). Skończone studia i praca w mieście. Co do poziomu
        wtedy tylko podstawówki na wsi to mam wielkie zastrzeżenia, duże zaległości w
        liceum (które było w mieście) i ciągłe nadrabianie braków. Oczywiscie problem z
        zajęciami dodatkowymi wieczna walko rodziców o dodatkowe lekcje jęz. obcego
        odpłatnie byle na miejscu (nie było chętnych). Dojazdy uciażliwe, autobus PKS
        do miasta jedzie 15 minut ale czestotliwość kursów pozostawia wiele do
        życzenia. Omineło mnie wiele spotkań i imprez z rówiesnikami nad czym wtedy
        bardzo ubolewałam. Potem praca dojazd PKS-em i problem bo w wakacje i ferie
        wypadają autobusy szkolne i to sporo. Pierwszy cel to kupić samochód bo inaczej
        się nie da. Dodam, że zawsze marzyłam żeby mieszkać w mieście i miałam okazję
        spróbować przez dwa miesiące masakra, może to jakiegoś typu fobia, ale w bloku
        mi wszystko śmierdziało, ludzie naprawdę dziwni i nie powiedziałabym, że bardzo
        rozgarnieci miałam wrażenie, że to jakaś jedna wielka melina a nią nie była.
        Obecnie mam dzieci 4 i 2 lata Po macierzynskim zaraz do pracy, do tej pory było
        super bo dzieci na wsi pilnowała babcia, warunki na wsi jeśli chodzi o place
        zabaw już są ok bo płynie kasa z Uni na to, jeśli nie ma to trzeba się tylko
        uaktywnić w gminie, pogonić władze i wszystko da sie zrobić. Zaczęły się
        schody i obawy jak przyszedł czas na przedszkole. Na wiosce i w pobliżu
        przedszkola nie ma (było w dużej szkole, ale było mało dzieci i zlikwidowali w
        momencie reformy i utworzenia gimnazjum). Gmina nie chce dopłacać do
        przedszkola w mieście i trzeba płacić 100 % a już nie mówiąc że te dzieci są
        przyjmowane na szarym końcu więc o wybranym przedszkolu można pomarzyć.
        (rozwiązaniem jest przemeldowanie dzieci jak ma sie do kogo np teściowa do
        miasta) tyle tylko, że w przedszkolu raczej się nie przyznawać. Mam też wielkie
        obawy co do kontaktów z rówieśnikami. Po rozmowie ze specjalistą od edukacji i
        równoczesnie osobą która też przetestowała mieszkanie na wsi z dziećmi wiem, że
        bardzo ważne jest aby dzieci do podstawówki chodziły blisko domu a wozić
        najlepiej już do gimnazjum. A o kontakty się nie martwić tylko wychowywać
        otwarte na świat dzieci. U nas dużo jest ludzi napływowych mają rózne metody,
        niektórzy wożą dzieci do miasta a niektórzy dają dzieci na wioske przynajmniej
        do podstawówki, nawet rozmawiałam z takimi rodzicami na temat poziomu, to
        swierdzili, że się za to wezmą i zrobią co trzeba. Jest sporo osób które
        opiekują sie małymi dziećmi jak również tymi w wieku szkolnym tzn. odbieraja ze
        szkoły do swojego domu i dzieci czekają tam na rodziców. na koniec jeszcze
        jedno mąż z miasta miał do pracy 300 m pieszo szybko się przestawił na
        mieszkanie na wsi awet jak na szóstą do pracy musiał wstawać przed piątą bo
        autobus o piątej (teraz mamy dwa auta bo trzeba dzieciaki wozić). Teraz chyba
        już nie chciałby mieszkać w mieście nawet jak trzeba wszędzie dojechać i dużo
        pracy bo o wszystko trzeba samemu dbać, trawnik, odśnieżanie itp. Chyba nie
        skończę:) Myślę, że mieszkajac w mieście też bym miała dylematy co do szkoły bo
        dojiej blisko bloku ale z kiepskim poziomem nawet jez. obcego nie ma czy gdzieś
        w mieście gdzie trzeba dzieci dowozić bo nie wyobrażam sobie dzieciaka w
        komunikacji miejskiej. A w oddalonej szkole dziecko i rodzić są bardzo
        anonimowi.
        • gonia200 Re: Dom za miastem a dzieci 29.03.07, 14:45
          a podsumowywując, nie ma idealnego miejsca wszędzie są plusy i minusy
          mieszkania, z mieszkania na wsi lub blisko miasta jest sporo uroków, ale
          trzeba mieć wiecej energii, chęci no i kasy (czasu też więcej by sie przydało,
          ale to nie od nas zależy).
      • Gość: ptaszyna Re: Dom za miastem a dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.03.07, 11:44
        Jeśli rzeczywiście w okolicach Trójmiasta (ktoś to pisał) jest komunikacja
        szynowa - to żaden problem. Pociągi i kolejki są szybkie i psują się rzadko -
        sama jeżdżę już ósmy rok (liceum i studia) warszawską kolejką do Wawy i zepsuła
        się może ze cztery, pięć razy na tyle, żebym nie dotarła, lub się spóźniła.
        Jasne, moi rodzice musieli po mnie czasem jeździć, ale dlatego nie warto dziecka
        izolować od lokalnej szkoły czy przedszkola, bo mając znajomych na miejscu może
        pójdzie z nimi do liceum i problem rozwożenia rozłoży się na dwie, trzy
        rodziny... a jeśli nie, to mi zazdrościły koleżanki z Wawy, że mam pretekst,
        żeby po imprezie czy koncercie przenocować u jednej czy drugiej;-)Więc jeśli
        jesteście pewni, że chcecie mieszkać pod miastem (bo 15 km od Trójmiasta to nie
        wieś, na litość boską...), to i dziecko pewnie od was przejmie ten pogląd. Ja
        bym nigdy nie zmieszkała w mieście...
      • k_r_m Re: Dom za miastem a dzieci 29.03.07, 20:49
        mieszkam w mieszkaniu z konieczności, z chęcią bym się wyprowadził 15km za
        miasto gdybym tylko miał taką możliwość, nie wiem jak w trójmieście ale w Łodzi
        do centrum miasta dojeżdżam w ciągu 40 minut od rodziców mieszkających 35km od
        Łodzi co nie jest żadną tragedią
        • news21 Re: Nieograniczona przestrzeń 31.03.07, 17:14
          Mój kuzyn z dorosłym już dzieckiem przeprowadził się parę lat temu na wieś, 20
          km od miasta. Miejsce piękne,dom luksusowy. Dziecko jednak mimo własnego
          samochodu jest osamotnione. Towarzystwo do niego nie dociera, bo to uciążliwa
          wyprawa. Nie ma mowy o wpadaniu do siebie nawzajem, bez wielkich przygotowań.
          Dla niego wyjazd do miasta też jest wyprawą, woli wieś z pięknymi widokami. No
          i zrobił się problem.
          • Gość: Lazar Re: Nieograniczona przestrzeń IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.04.07, 15:02
            To i ja dorzucę swoje trzy grosze. Mieszkamy natenczas w Kraku, na osiedlu
            strzeżonym, wybudowanym pod koniec ubiegłego wieku (1998-2000r). Czyli tzw.
            nowa, jakże prestiżowa lokalizacja ("enklawa") (cytaty z gratka.pl z ofert
            sprzedaży mieszkań tamze:>)

            Plusy to wszędzie blisko (geograficznie) - i w zasadzie tyle albowiem:

            Dojazd: tak jak pisałem, geograficznie blisko do centrum ale jako że całe
            miasto jest rozkopane i tak stoi się w korkach. Znajomi którzy mieszkają po
            wioskach okolicznych jadąc tą samą drogą co ja ze swojego mieszkania mają deltę
            czasową w stosunku do mnie 20 minut (czyli zajmuje im dojazd całe 20 minut
            dłużej w jedną stronę). Większość czasu stoi się w tych samych korkach na alei
            29 listopada.

            Sąsiedzi: w ciągu siedmiu lat diametralnie zmienili się mieszkańcy. Gro ludzi
            którzy kupili tutaj mieszkania posprzedawało i powynosili się gdzieś indziej.
            O ile na początku się trochę z ludźmi znało, było naprawdę ok, teraz nie ma co
            liczyć na "pomoc" i w razie czego, bo i tak są to obcy sobie ludzie. Do tego
            dochodzą mieszkania na wynajem. Do mieszkań w klatce obok wprowadzili się
            studenci i często slychać basowe umcyk, umcyk, umcyk (imprezy) do drugiej w
            nocy (u nas i tak słychać tylko dudnienie, współczuje sąsiadom którzy mieszkają
            obok - zresztą imprezy się kończyły kilkakrotnie awanturami). Ale ponieważ jest
            ogólne schamienie więc nikt się raczej empatią nie wykazuje - zresztą za rok
            będą inni i znowu będzie to samo. Za scianą wprowadził się sąsiad namiętnie
            uczący się grać na gitarze (zeby mu to jeszcze wychodziło :-/). Sąsiad nad nami
            jak jest (często go nie ma chwała bogu) ma zwyczaj ustwiania potencjometru na
            max w swoim telewizorze (moze jest przygłuchawy...), także zdarza się, iz w
            swoim telewizorze mogę wyłączyć dźwięk a i tak wszystko słyszę (wiadomości,
            fakty, wczoraj np. Lisa można było posłuchać).
            Aha, jeszcze ostatnio wprowadzili się azjaci (firma wykupiła/wynajęła
            mieszkanie dla pracowików)- ale oni są spoko, wydzierają się na siebie tylko do
            22.30 :) powoli już zaczynam łapać ich język :P
            Akustyka nowych bloków jest fatalna czyli znakomita - słychać wszystko z każdej
            strony a także dwie klatki dalej...

            Najlepsi jednak są mieszkańcy (kilku takich naliczyłem), którzy prowadzą własny
            biznes chyba gastronomiczny - wieczorami tajemnie podjeżdżają pod śmietnik i
            wyrzucają cichaczem wory ze śmieciami :) efekt jest do przewidzenia po
            tygodniu :)

            Plac zabaw dla dzieci - dzieciaki biegają z piłką bo betonowym parkingu :/ Jest
            kawałek trawki zielonej gdzie ludność tejże "enklawy" wyprowadza rano swoich
            czworonożnych przyjaciół na załatwienie potrzeb fizjologicznych. Trawnik ów
            jest permanentnie zasr..ny

            O miejscu na zaparkowanie samochodu przyjechawszy po 19tej można zapomnieć,
            trzeba wyczyniać ekwilibrystyki pomiędzy krawężnikiem i śmietnikiem.
            Bramka wjazdowa na owe zamknięte osiedle jest już od jakiegoś czasu popsuta i
            otwarta na ościerz (no bo co - administracja będzie co miesiąc ją
            naprawiała ?:>) Często sobie przychodzi ludnośc z okolicznych blokowisk
            posiedzieć na ławeczce, wychylić kilka puszczeczek piwka. Rzeczywiście
            bezpieczeństo jak cholera.

            Większość sąsiadów ma generalnie wszystko w dupie (w końcu oni tylko albo
            wynajmują, albo mieszkają tu chwilowo - więc po co dzwonić do administracji że
            coś się zpieprzyło, skoro inni zadzwonią, he ?)
            Ja zresztą też zacząłem od pewnego czasu mam to wszystko tam gdzie oni -
            albowiem przed wakacjami dzięki bogu się z tamtąd wynoszę i przeprowadzam się
            do bliźniaka za miasto.

            Wszystkim poszukującym i zastanawiającym się zyczę udanych wyborów
            L.
            • jop Re: Nieograniczona przestrzeń 13.04.07, 16:30
              Gdyby nie drobne różnice w szczegółach, pomyślałabym, że mieszkamy na tym samym
              osiedlu.

              Ludzie, którzy kupowali te mieszkania 5 lat temu, właśnie zaczynają je
              sprzedawać i wynosić się. Nowi lokatorzy są różni - ale przeważnie po sprzedaży
              mieszkania zostają wynajęte. A na studencką hołotę (i niestudencką, ale to
              wiele nie zmienia - ludzie wynajmujący 3-pokojowe mieszkanie w 6 osób zestawem
              zachowań nie różnią się od studentów, nawet jak pracują, nie czarujmy się) nie
              ma bata. Imprezki w mieszkaniach, imprezki na balkonach, lato jest koszmarem,
              nie da się otworzyć okna w nocy. Policja przyjeżdża, upomina, wniosek do sądu
              grodzkiego i grzywna pomagają na parę tygodni, albo i nie - bo w fazę imprezek
              3 x w środku tygodnia weszło akurat inne studenckie mieszkanie.

              Tyle dobrego, że mamy sensowny zarząd, który dba o budynek, więc przynajmniej
              blok nie slamsieje. Usterki usuwane są na bieżąco, jest porządek, wszystko
              działa. Ale co z tego.

              Z parkowaniem są rzewne jaja - wieczorem nie ma co marzyć o miejscu na parkingu.

              Nic to. Na jesieni kupiłam działkę koło Mogilan.

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka