vampi_r
17.06.03, 18:07
Ja chciałem podjąc temat poruszony wczoraj w programie „Fakty, ludzie,
pieniądze” w TVN i w dzisiejszej Gazecie.
Chodzi o rynek budownictwa mieszkaniowego w Polsce, który przypomina bardziej
rosyjską ruletkę, niz ważna gałąź gospodarki. Wszystko działa na zasadzie –
uda się, czy się nie uda.
Niestety w Polsce budownictwo jest w powijakach i przez ostatnie 14 lat nasze
państwo zrobiło niewiele (o ile nie nic) by tą sytuację zmienić. Dodatkowo
zostały stworzone przepisy (albo nie stworzone te dobre), które dały pole do
popisu wszelkim oszustom.
Ileż to osób straciło oszczędności swojego życia.
Developer, czy spółdzielnia jest zawsze na wygranej pozycji, to oni dyktują
warunki, a ty szaraczku płać i siedź cicho.
Dzisiejszy artykuł dokładnie wszystko opisuje i dobrze, że wreszcie cos
zaczyna się dziać.
Miejmy nadzieję, że nie skończy sie tylko na zapowiedziach.
***
Mnie sie udało. Zdobyłem w końcu swoje upragnione M. Ale drogi jaką
przeszedłem nie chciałbym przejść ponownie.
Szukając własnego M przejrzałem kilkanaście ofert spółdzielni i developerów.
Niestety w większości za kwotę kilkudziesięciu tys. zł. Proponowano mi kartke
papieru ze szkicem mieszkania. Najczęściej mieszkania sprzedawano jak jeszcze
nie było projektu, pozwolenia na budowę, ani kupionej działki.
O mało nie wlazłem w inwestycję spółdzielni Atena w Warszawie. Odpowiadała mi
lokalizacja, rozkład, cena. Było to 6 lat temu, a w miejscu gdzie miał
powstać blok cały czas sa chaszcze.
Wybrałem developera – Invest DLS. Wydawał się rozsądny i uczciwy - notarialna
umowa przedwstępna, raty w miarę postępu prac na budowie. Zaczęły się wizyty
na budowie.
Opóźnienie pół roku. Wg umowy developer powinien zapłacic mi 3 tys. kary.
Odbiór mieszkania – kierownik budowy wyzywa cię od ciurków jak zwracasz uwagę
na niedociągnięcia.
Udało mi się, bo obecnie czytałem artykuł o tej firmie i założonych sprawach
w sądzie.
Oczywiście nie mam co marzyć, by mój developer wywiazał się z umów
gwarancyjnych, oraz by wybudował drogę dojazdową.
Ale i tak jestem szczęśliwy, że nie umoczyłem 200 tys.
W międzyczasie, jak budujecie z kredytu, to wizyty w banku. Ja brałem kredyt
kontraktowy, który miał być tanim i łatwym kredytem. Bank za 30 tys. kredytu
chciał 6 żyrantów z zarobkami netto 1500 zł. Bez hipoteki w zasadzie ani
rusz.
Potem wycena nieruchomości na zabezpieczenie kredytu, ubezpieczenia,
prowizje, czekanie 2 miesiące na własne pieniądze i 5 mies. na kredyt.
Tani i prosty kredyt.
Jak juz wam się uda i dostaniecie klucze do własnego M, to zaczyna się
gehenna w fiskusie.
Ja oszczędzałem w kasie mieszkaniowej. Fiskusowi nagle sie przypomniało, że
powinienem dwukrotnie pomniejszać ulgę budowlana o oszczędności w kasie.
No i zaczęły się wezwania, kontrole, straszenie, wizyty u doradcy
podatkowego, który najwyraźniej był opłacany przez US i powiedział mi, że nie
mam szans.
Wygrałem, ale przybyło mi siwych włosów na głowie, bo w owym okresie mojej
wojny z US byłem bez grosza, a wychodziło im, że powinienem zwrócić 7 tys.
Potem stwierdzili, że przy zakupie mieszkania u developera nie ma ulgi na
grunt. Znów korekty, sprawdzanie faktur, wezwania.
Po roku okazało się, że jednak przysługuje ulga na grunt. Znów korekta PIT-ów
za 3 lata wstecz.
W końcu wyszło wszystko jak w moim pierwszym PIT kwestionowanym przez fiskus.
Na koniec Urząd Gminy. Jadę zameldowac się w swoim mieszkaniu, a tu mi mówia,
że mój blok nie istnieje. Wydział architektury nie zgodził się na odbiór
bloku, bo developer nie zbudował drogi dojazdowej.
Drogi nie zbuduje, bo przechodzi przez czyjeś prywatne grunty, nie wiadomo
kogo.
Skarga mieszkańców do wojewody i wygrana. Po półtora roku mozna się meldowac.
Tylko cholera przez póltora roku pozostawałem bez meldunku. Nie mogłem
zmienić pracy, założyć konta w banku, nie mogłem nic.
Udało mi się i tak, bo chociaz nie umoczyłem 200 tys.
I dzis czytam Konstytucję RP.
„Państwo Polskie popiera dążenia obywateli do zdobycia własnego mieszkania”.
Pusty śmiech.
************
A jakie sa wasze doświadczenia z inwestowania we własne M?